-
Patodeweloperka. "Nasze biuro usterek? Trzy dziewczyny z łapanki, bez żadnej wiedzy budowlanej"
Na rynku nie brakuje spółek, których polityka reklamacji sprowadza się do jednego - wszystko odrzucać. Publikujemy fragment książki "Patodeweloperka. To nie jest kraj do mieszkania" Bartosza Józefiaka.
-
"W Warszawie ludzie mają czas spojrzeć na siebie albo przynajmniej się uśmiechnąć"
- Nasi znajomi uważają, że wszyscy Filipińczycy w Europie mają mnóstwo pieniędzy i wygodne życie, bo w social mediach wrzucamy zdjęcia z wycieczek czy restauracji. Ale nie widzą, że większość czasu spędzamy w pracy - opowiada Jane, która do Warszawy dotarła 10 miesięcy temu.
-
Filipińczycy na polskiej budowie: "Żartują, że wakacje to mają w niedzielę. Od lat oglądają rodziny tylko na WhatsAppie"
Raul i jego koledzy na budowie Polimerów za godzinę pracy dostają 16 zł na rękę - czyli tyle, ile zgodnie z prawem wynosi minimalna stawka. Pracują po 300 godzin miesięcznie, wyciągną około 4800 zł. - To więcej, niż dostawałem w Omanie, nie mówiąc o zarobkach w domu - tłumaczy Raul.
-
Za "pomoc" rekruterzy biorą nawet 5 tys. dolarów. Pracownik wykłada ogromną kasę za przywilej urabiania się po łokcie na polskiej ziemi
Model biznesowy wygląda tak: rekruterzy z Azji współpracują z agencją pośrednictwa pracy w Polsce. Zbierają zamówienia na robotników z Filipin. Łowią w internecie. Kuszą zyskami i otwarciem wrót do Europy. - Żaden cennik nie istnieje. Płacisz tyle, ile zażąda rekruter, na którego akurat trafiłeś - opowiada Olga Wanicka, która pracuje nad doktoratem o filipińskiej migracji do Polski.
-
"Światła prawie nie ma, ciepła też, ludzie siedzą pod kocami. Ale nikt nie chce wyjeżdżać"
Pojechałem na przejścia graniczne, żeby sprawdzić, jak idzie Putinowi łamanie ukraińskiego oporu zmasowanymi atakami rakietowymi. Czy do Polski ruszyły już miliony zmarzniętych Ukraińców?
-
Stąd nikt się nie wyniesie. Damian na przykład ma poważniejsze zmartwienia niż jakaś rakieta
Ja na swoją głowę myślę, że mogły być wcześniej poderwane myśliwce. A nie poniewczasie, jak już Bogdan zginął - mówi Damian z Setnik.
-
Danuta na plebanii w Przewodowie obiera ziemniaki. "Im dalej stąd, tym większa panika"
Przewodów na Lubelszczyźnie to dziś chyba najbardziej strzeżone miejsce w Polsce. Wieś jest odcięta od świata kordonami policji, która dziennikarzy eskortuje nawet do sklepu.
-
"Jak pracujesz seksualnie, to boisz się, że cię rodzice wyrzucą z domu albo przestaną odbierać telefon"
- Słyszałam historię dziewczyny, którą sąsiad zobaczył w rozbieranym magazynie. Porobił ksero i rozwiesił po całej miejscowości - mówi Karolina Rogaska, autorka książki "Bez wstydu. Sekspraca w Polsce".
-
Chaos kontrolowany. Dziś w byłym Tesco śpi "tylko" 500 osób
Jeden z najważniejszych w Polsce punktów pomocy uchodźcom z Ukrainy powstał właściwie przez przypadek.
-
Na granicy rzeczy po prostu się dzieją. Nikt nad nimi nie panuje
Jako Polacy zdajemy ten tragiczny egzamin na najwyższą ocenę. A podeszliśmy do niego spontanicznie. Na polsko-ukraińskiej granicy widzę wielu ludzi dobrej woli. Ale nie widzę tu dobrze zorganizowanego państwa. To zaraz stanie się problemem.
-
"Kiedy przekraczałam granicę, zobaczyłam Polskę, pomyślałam: czy to jest moja przyszłość?"
Na korytarzu i w klasach porozkładane polowe łóżka i materace. Nastolatkowie grzebią w komórkach, dzieci biegają z kanapkami w dłoniach, jakby nieświadome tego, co się dzieje. Tylko kobiety na kanadyjkach wyglądają, jakby ziemia usunęła im się spod nóg. Byliśmy w jednym z punktów recepcyjnych na Podkarpaciu, gdzie uchodźcy trafiają wprost z granicy.
-
"Moi koledzy jadą na Kijów. Bez planu żadnego. Wsiedli do busa i jadą na wojnę. Najmłodszy ma 18 lat"
Kto będzie bronił Ukrainy, jak wszyscy wyjadą? - pytają mężczyźni w kolejce na przejściu granicznym w Medyce. Czekają, żeby wrócić do swojego kraju. - Morale mamy wysokie. Jedziemy na wojenkę, Putina bić! - wołają.
-
"Powiedziała, że Ukrainy nie zostawi"
Władysław przyjechał z Krakowa, by w Medyce utworzyć punkt z kawą i herbatą. Kobieta z Piotrkowa przyjechała zabrać kogoś pod swój dach. Polacy i Ukraińcy rzucili się na pomoc kobietom z dziećmi czekającym po 20 godzin na pieszym przejściu do Polski.
-
Biała plama komunikacji publicznej. Dlaczego mieszkańcy krakowskiego osiedla nie chcą autobusu?
Władze Krakowa postanowiły uszczęśliwić mieszkańców nowego osiedla linią autobusową. A oni walczą z tym niechcianym podarkiem. Oto kolejna odsłona wiecznej wojny o rolę samochodów w miastach.
-
"Nikt tego głośno nie chce powiedzieć, ale węgiel się już kończy. Tu nie trzeba Czechów"
Politycy w Bogatyni przez lata obiecywali, że ściągną do gminy nowe fabryki, które zastąpią kopalnianego molocha. Obietnic nie dotrzymali, dlatego młodzi do pracy jeżdżą za niemiecką i czeską granicę. Tylko czy Niemcy przyjmą wszystkich zwolnionych z Turowa? O tym dziś się tu myśli, choć nie tylko o tym.
-
"W badaniach rynku pracy mówi się o 'efekcie blizny'". Ma dotknąć młodych ludzi
W wieku 20, 30 lat zaczęli pracę od restauracji, firm eventowych czy biur turystycznych. Pozatrudniani na śmieciówkach nawet nie liczyli na etat. To oni zapłacą rachunek za koronawirusowy kryzys.
-
"My już nie mamy pieniędzy". Trudno to własnym dzieciom powiedzieć
Marzyli o mieszkaniu w nowym bloku. Po tych marzeniach zostały im długi, zarwane noce, depresje, rozwody i kryzysy małżeńskie. Ktoś musiał zamieszkać na działkach. Wszyscy muszą zeznawać w prokuraturze. Przychodzi do nich komornik. Pracują po 14 godzin, wyjechali za granicę - żeby starczyło na spłatę kredytów za mieszkania, do których kluczy nie dostali.
-
"Mam jedno marzenie: nie myśleć, czy mnie właściciel mieszkania wyrzuci, bo mnie nie stać na czynsz"
Zimą kobiety z dziećmi boją się postawić mężowi. Znoszą bicie i znęcanie się. Gdy robi się cieplej, znajdują odwagę, by odejść od toksycznego partnera. Najtrudniejsza rzecz na świecie? Powiedzieć dziecku, że nie ma już gdzie mieszkać. Bezdomne dzieci razem z matkami trafiają do domów samotnej matki lub schronisk.
-
"Przed północą jest już pozamiatane. Ktoś śpi na ławce, ktoś wciska głowę w piersi szefowej działu". Opowieść konferansjera
Gdy wy zaczynacie weekend, ja zaczynam pracę. Wy chodzicie na imprezy, które ja prowadzę. Widzę, jak się bawicie przy disco polo, jak dalibyście się pozabijać za darmowe magnesy i paczkę pieczarek. Widzę, jak pijecie najlepszą wódkę na świecie - bo darmową, od szefa. Widzę, że o godzinie 21.00 jesteście już odcięci od świata. I nie myślcie, że was to nie dotyczy.
-
Przedstawiciel handlowy: Muszę jak najszybciej dojechać z punktu A do punktu B. To jest moje życie
Inni kierowcy ich nienawidzą. Bo jeżdżą jak wariaci, mrugają światłami na autostradach, by zjechać im z drogi. W trasie są pięć dni w tygodniu. I zawsze w pośpiechu. Poznajcie przedstawicieli handlowych, czyli "repów" - od angielskiego sales representative.