Reportaż
Osiedle Avia (fot. Bartosz Józefiak)
Osiedle Avia (fot. Bartosz Józefiak)

"Liczne linie autobusowe zapewniają szybki dojazd w każdą część miasta" – krzyczą reklamy, którymi agenci nieruchomości zachęcają do kupna mieszkania na osiedlu Avia w krakowskiej dzielnicy Czyżyny. W pobliżu Avii pasażerowie znajdą cztery linie autobusowe oraz pięć tramwajowych. Tyle że cała komunikacja publiczna objeżdża osiedle dookoła. Urzędnicy chcieli dorzucić nową linię autobusową – numer 198, wjeżdżającą w sam środek Avii. Przeliczyli się. Okazało się, że mieszkańcy bardziej od autobusowych przystanków cenią miejsca parkingowe. Protestują w internecie, a w oporze wspiera ich rada dzielnicy.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Samochód jest po to, żeby jeździł

Osiedle Avia i sąsiednie osiedle Orlińskiego to molochy. Postawione przez Budimex blokowiska wyglądają jak rzędy betonowych kanionów wyjętych z memów o patodeweloperce. W niecałą dekadę na terenie przedwojennego lotniska wyrosło ponad 20 bloków, a liczba mieszkańców dzielnicy Czyżyny wystrzeliła z 20 do grubo ponad 30 tys. mieszkańców. I nie przestanie się zwiększać. Kolejne bloki na obrzeżu osiedla już pną się w niebo, a deweloper w sądzie walczy – i na razie wygrywa – o prawo do wycinki drzew, co poskutkuje dogęszczeniem zabudowy.

Spaceruję po Avii i czuję się przygnieciony jej monumentalnością. Widok mocno kontrastuje z sąsiednim osiedlem im. Dywizjonu 303, typowym PRL-owskim blokowiskiem, ale z dużą liczbą drzew i innej zieleni, boiskiem, pocztą, przedszkolem i wielkim kościołem. Dwa światy odgradza siatka.

Na Avii zieleń to głównie trzciny i trawa rosnąca w wąskich pasach między blokami przeplatana  karłowatymi drzewami. Na parterach bloków królują Żabki i piekarnie, a także Lewiatan i Rossmann, kawiarnia i kebab, barber oraz sklep mięsny, sushi i knajpa z bruschettą, fabryka pizzy i bar orientalny. Długa ściana paczkomatów i automatyczny sklep z chipsami i słodyczami. Przekrój społeczny to głównie dzieci i młodzi rodzice, ewentualnie studenci z notatkami pod pachą przemykający na przystanek. Najwięcej jest chyba samochodów. Parkingi przy wjeździe na osiedle zastawione pod korek, miejsca postojowe pod blokami wykorzystane prawie do ostatniego. Auta wylewają się na chodniki albo parkują ciasno na ulicy. Przed sklepami busy dostawcze na migających światłach zaparkowane według staropolskiej zasady "dwa koła na chodnik, dwa na jezdnię". A przecież nie ma jeszcze 15.00. 

Jedynym terenem zielonym jest kieszonkowy park Czyżyny, zbudowany na wniosek mieszkańców z budżetu obywatelskiego. Pomiędzy niskimi drzewami spacerują kobiety i mężczyźni pchający wózki. Młodzież biega za piłką po boisku do koszykówki. Kilkuletnie dzieci prześcigają się na zjeżdżalni. Wojtek dzielnie kołysze swoją córkę na huśtawce, według komendy "Tatusiu, do nieba, do samego nieba!".

Przekrój społeczny to głównie dzieci i młodzi rodzice, ewentualnie studenci z notatkami pod pachą przemykający na przystanek (fot. Bartosz Józefiak) , Najwięcej jest chyba samochodów (fot. Bartosz Józefiak)

– Ja jestem przeciwko autobusowi. Zaraz obok mamy przystanki tramwajowe, kto potrzebuje, to sobie dojdzie. No i jak ten autobus ma jechać przez osiedle, które jest już maksymalnie zatłoczone?

– A pan jak dojeżdża do pracy?

– Samochodem.

– I jak się jeździ?

– Dobrze, bo mam blisko.

– Niektórzy mówią, że autobus pomógłby starszym osobom, które nie mają samochodów.

– Ale starsi mogą sobie dojść do tramwaju, daleko nie mają. A zresztą seniorów tu prawie nie ma.

Katarzyna wysyła trójkę dzieci na huśtawki, żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać. Wykłada mi swoją filozofię: – Jak dla mnie, to ktoś tu wziął łapówkę, żeby tę linię autobusową uruchomić. Niech się pan logicznie zastanowi. Dawniej był darmowy autobus, który dowoził klientów do centrum handlowego nieopodal. Zlikwidowali go i teraz nagle uruchamiają nową linię, tylko że z samorządowych pieniędzy. Przypadek? – emocjonuje się, ale nie przedstawia żadnych dowodów na swoją tezę.

Inne argumenty: autobus jeżdżący co 15 minut kompletnie zablokuje ruch. Z jego powodu zlikwidowane zostaną wyniesione skrzyżowania i przejścia dla pieszych. Kierowcy zaczną pędzić i tragedia gotowa. W końcu ruch na ulicy jest ogromny.

Na Avii zieleń to głównie trzciny i trawa rosnąca w wąskich pasach między blokami przeplatana karłowatymi drzewami (fot. Bartosz Józefiak)

– Gdyby więcej osób wsiadło do autobusu, zostawiło samochód pod domem, ruch byłby mniejszy.

– Nie, proszę pana. Nie ma takiej możliwości. Stąd ludzie dojeżdżają czasami na drugi koniec Krakowa do pracy. My sami sobie dojedziemy tam, gdzie będziemy chcieli.

– Autobus miałby pomóc starszym mieszkańcom.

– Ale tu nie ma takich osób.

– Jakieś chyba są...

– U mnie w bloku jest 130 mieszkań, w starszym wieku są może dwie osoby.

Katarzyna podkreśla, że nie jest przeciwniczką komunikacji miejskiej. Nie miałaby nic przeciwko buspasowi na głównej ulicy Stella-Sawickiego. Jest przeciwniczką tej konkretnej linii autobusowej.

– A pani jak dojeżdża do pracy?

– No samochodem.

– A nie lepiej, żeby ludzie zaczęli korzystać z komunikacji miejskiej? Będą mniejsze korki.

– Ja nie uważam, że to powinno w tym kierunku iść. Każdy ma jakieś potrzeby. Ja mam trójkę dzieci, jedno zawożę na dodatkowe zajęcia do Starej Huty, drugie na osiedle Dąbie. Ja po prostu muszę mieć samochód. Mam swoje potrzeby. Nie po to kupujemy auta, żeby jeździć komunikacją miejską.

Po naszym rozstaniu sprawdzam, jak długo Katarzyna musiałaby podwozić swoje dzieci komunikacją miejską. Od pierwszej lokalizacji dzielą ją cztery przystanki tramwajowe i dwa autobusowe. Od drugiej – trzy przystanki tramwajem i kolejne trzy autobusem.

Auta zaparkowane niedaleko osiedli (fot. Bartosz Józefiak) , Kraków, 2021 r. (fot. Bartosz Józefiak)

Na myśl o autobusie głowa mnie boli

Dochodzi 16.00, ruch na osiedlu gęstnieje. Kierowcy manewrują między zaparkowanymi samochodami. Szukają wolnego miejsca postojowego. Niektórzy kilka razy okrążają ten sam blok.

Rafał właśnie wychodzi z popołudniowych zakupów.

– Tragedia. Jak można komuś trzy metry od okna puścić autobus śmierdzący? Tu już jest ciasno, co chwila zatrzymują się jakieś auta dostawcze, nie ma jak zaparkować. A jeszcze chcą miejsca parkingowe zabierać.

– A może dzięki autobusowi ludzie przesiądą się do komunikacji miejskiej?

– Chyba w tym samym celu rząd podnosi ceny paliw. Żebyśmy auta zostawili. A ludzie i tak jeżdżą samochodami, bo po to je kupili. Ja mam samochód służbowy, więc na pewno się do autobusu nie przesiądę.

– A korki? Nie zniechęcają pana?

– I tak bym jeździł samochodem, bo mam dwójkę dzieci. Wózek, bagaż, dzieciakom trzeba wziąć plecak, torbę. Pakować się z tym wszystkim do autobusu? Na samą myśl głowa mnie boli.

– Gdzie pan dowozi dzieci?

– Syn chodzi do przedszkola, tu, na drugą stronę ulicy.

– Przecież to jest bardzo blisko.

– Ale drugi syn już ma żłobek dalej, a poza tym ja jestem handlowcem, mam pracę w rozjazdach. Muszę mieć auto.

'Wózek, bagaż, dzieciakom trzeba wziąć plecak, torbę. Pakować się z tym wszystkim do autobusu? Na samą myśl głowa mnie boli' (fot. Bartosz Józefiak)

– Władza chce zachęcać do przesiadki do komunikacji miejskiej. Kraków jest strasznie zakorkowany.

– No nic dziwnego, jak oni zwężają drogi w mieście, likwidują pasy, budują drogi rowerowe. To się świetnie sprawdzi, co nie? Na ulicy obok zwęzili pasy ruchu, żeby piesi mogli przejść. To jak ma nie być korków? Urzędnicy zwalają winę za korki na nas, kierowców, bo nie chcą się przyznać do błędów.

– A to nie jest tak, że korki są dlatego, że wszyscy dojeżdżają samochodami?

– Korki są dlatego, że władza robi wszystko, żeby te korki były.

– Skoro wszyscy wybierają samochód, to wiadomo, że będą korki. To można osiem pasów zbudować i korki będą.

– Chociaż trzy pasy mogliby na głównej ulicy zrobić. Powinno się drogi poszerzać, a nie zwężać.

– Tylko że się już nie da dróg poszerzać, bo domy by trzeba burzyć.

– W niektórych miejscach burzą. I komu to przeszkadza?

– A na Avii jak się panu mieszka?

– Generalnie super, tylko komunikacyjnie jest tragedia. Straszne korki.

Samochód – natura człowieka

Anna Moksa, przewodnicząca zarządu Dzielnicy XIV Czyżyny, jest mocno zirytowana sprawą z autobusem. Radni dzielnicowi o temacie dowiadywali się z internetu i od mieszkańców. Nie zostali potraktowani jak gospodarze terenu. Gdy w końcu urzędnicy zapytali ich o opinię, była negatywna. Rada dzielnicy uruchomiła konsultacje na facebookowej grupie osiedla. 827 osób wypowiedziało się przeciwko linii. Poparło ją 301 mieszkańców. – Zwolenników było znacznie mniej – zaznacza radna. – Uparliśmy się, że temat podzielił mieszkańców, że powinien być konsultowany.

W siedzibie rady dzielnicy ustawiono więc urnę, a Zarząd Transportu Publicznego na swojej stronie uruchomił internetową ankietę. Pełnych wyników konsultacji rada Dzielnicy XIV Czyżyny nie poznała do dziś.

Przewodnicząca rady Anna Moksa przekonuje, że osiedle Avia ma wąskie ulice, po których ledwo przejeżdżają śmieciarki i samochody dostawcze. Kursujący autobus jeszcze spowolni ruch i ograniczy przejezdność, a już teraz w szczycie jest problem.

Rada dzielnicy uruchomiła konsultacje na facebookowej grupie osiedla. 827 osób wypowiedziało się przeciwko linii. Poparło ją 301 mieszkańców (fot. Bartosz Józefiak)

Każdy przystanek zabierze kilka miejsc parkingowych, co zwiększy jeszcze deficyt miejsc postojowych w okolicy. Urzędnicy twierdzą, że autobus będzie kursował co 12 minut. Moim zdaniem powinien jeździć rzadziej, dzięki temu będą mniejsze korki. Nie wyobrażam sobie kursu autobusu w godzinach szczytu, jak wszyscy wyjeżdżają do pracy.

– Ale chodzi o to, żeby oni nie wyjeżdżali samochodami, tylko tym autobusem jeździli.

– Dojechaliby do skrzyżowania z ulicą Medweckiego i przesiedli się na tramwaj. Ale później do przystanku tramwajowego też trzeba przejść niemały odcinek, a z dzieckiem czy wózkiem to jest uciążliwe, zwłaszcza zimą.

– Przecież rodzice też jeżdżą komunikacją publiczną.

– Być może, ale na pewno dla rodzica z dzieckiem jest bardziej komfortowo wsiąść w samochód, zaparkować, podjechać pod żłobek, przedszkole, szkołę, pojechać na zakupy czy zajęcia dodatkowe. Ludzie są dzisiaj bardzo zagonieni. Poza tym bilety komunikacji miejskiej są coraz droższe.

– Nadal to mniejsze koszty niż własny samochód.

– Nie wiem, czy mniejsze.

– Bilet 20-minutowy w Krakowie kosztuje 4 złote.

– Jak ludzie się zgadają ze sobą, pojadą we czwórkę jednym samochodem, to każdemu wychodzi taniej.

– Ale tak się nikt nie umawia, każdy do pracy jeździ swoim autem.

– Ależ nieprawda, umawiają się. Znam takie przypadki.

– Kraków jest już bardzo zatłoczony. Jedynym rozwiązaniem wydaje się komunikacja miejska. Nie da się tak zrobić, żeby każdy samochodem podjechał do swojego miejsca pracy.

– Ja się generalnie z panem zgadzam, ale na tym osiedlu mamy specyficzne warunki. Autobus dowiózłby ludzi tylko do tramwaju, nie rozwiązałby problemu.

– A czy ludzie nie wybierają samochodów dlatego, że są wygodni?

– Taka też jest natura człowieka.

Przewodnicząca rady Anna Moksa przekonuje, że osiedle Avia ma wąskie ulice, po których ledwo przejeżdżają śmieciarki i samochody dostawcze (fot. Bartosz Józefiak)

10 minut dla zdrowia

Chodzę po Avii od czterech godzin, nie widziałem żadnego samochodu, w którym jechałyby cztery dorosłe osoby.

Idę na przystanek tramwajowy. Muszę przejść całą Avię, jeszcze trochę chodnikiem, na skos przez park, kolejna droga, kolejne blokowisko i docieram do przystanku Stella-Sawickiego. Tramwaj podjeżdża co chwila – w sumie pięć linii, połączenia wygodne. Spacer tu zajął mi 10 minut. Niby niedużo, choć dla seniora czy osoby chorej to jednak spory dystans.

Ale nawet pasażerowie komunikacji miejskiej są przeciwni nowemu autobusowi. Na przykład Karol, pracownik korporacji finansowej. – Ja do tramwaju dojdę bez problemu, nawet lepiej dla zdrowia. Wydaje się, że taka dojazdowa linia nie ma sensu. Ale ja jestem młody, może starsze osoby widzą to inaczej.

Karol nie lubi pchać się autem w korki. Wybiera tramwaj, jadąc 30 minut w jedną stronę, zdąży poczytać nową książkę Harlana Cobena czy Remigiusza Mroza. Przyznaje:

– Większość mieszkańców osiedla woli samochód. Ludzie dowożą dzieci do przedszkola...

– Przecież te przedszkola są zaraz obok!

– No my mamy w kolejnym bloku, faktycznie. Ale nie wszyscy tak mają.

Piotr, wykładowca akademicki, spaceruje po osiedlu z córeczką Małgorzatą. Też nie widzi sensu w autobusowej linii. – Jeśli ten autobus ma mnie dowozić do przystanku tramwajowego, do którego idę 10 minut przez park, to jest to dla mnie bez sensu. Będzie mi tylko smrodzić i hałasować pod blokiem. Ja jeżdżę komunikacją miejską i nie potrzebuję tego autobusu.

W ciągu czterech godzin mojego spaceru naliczyłem raptem kilka osób w starszym wieku. Zaczepiam w końcu mężczyznę poruszającego się o lasce. I pudło, starszy pan nie jest stąd, mieszka na sąsiednim osiedlu. O autobusowych planach nic nie wiedział.

Jedynymi osobami, które chwalą pomysł nowej linii, są studenci. Jest ich na osiedlu sporo. Na przykład Gabriela, która studiuje zarządzanie i za 1000 złotych wynajmuje na Avii pokój razem z dwiema koleżankami. – Mieszkanie jest malutkie, bez salonu, ale jak na Kraków, to są świetne ceny. A co do autobusu, to bardzo by mi się przydał, no bo do tramwaju to jest jednak trochę daleko, zwłaszcza zimą czy w deszczu. I trzeba przejść przez park, wieczorami nie czuję się zbyt bezpiecznie.

Edyta też pochwala pomysł nowej linii. Nie ma samochodu i nie zamierza kupować. – Tramwajem dojazd jest super, jedyna wada to ceny biletów. Wzrosły, a to chyba nie w tę stronę powinno iść.

Jedynymi osobami, które chwalą pomysł nowej linii, są studenci. Jest ich na osiedlu sporo (fot. Bartosz Józefiak)

Wszystkim nie dogodzimy

Łukasz Franek, dyrektor Zarządu Transportu Publicznego w Krakowie, przyznaje: z kampanią informacyjną w sprawie autobusu numer 198 im nie wyszło. Urzędnicy po prostu wrzucili temat: powstanie nowa linia. Nie tłumaczyli szczegółów, więc temat zaczął żyć własnym życiem, nie udało się przekonać do niego ludzi. Ale samego pomysłu nowej linii autobusowej będzie bronił. – Eksperci przyjmują, że w mieście odległość do najbliższego przystanku autobusowego powinna wynosić nie więcej niż 400 m, w przypadku tramwaju – 800 m. Jeśli te parametry nie są zachowane, powstaje "biała plama transportu publicznego". Taką białą plamą jest osiedle Avia – mówi.

Dyrektor Franek zdradza, że w ankiecie przeprowadzonej na stronie ZTP głos oddało ponad tysiąc osób. Jedna trzecia głosujących była pozytywnie nastawiona do autobusu. – Już dla tej grupy warto uruchomić nową linię. Część mieszkańców patrzy na temat nieco egoistycznie: skoro oni nie będą korzystać, to niech autobus nie przyjeżdża, jak większość nie chce, to nie ma sensu tego robić. Planowanie transportu zbiorowego to nie plebiscyt. Są ludzie, dla których dojście do tramwaju to duży problem. Ale też nie będziemy nikogo uszczęśliwiać na siłę. Jeśli po paru miesiącach nie będzie pasażerów, to ją zlikwidujemy.

Łukasz Franek zapewnia, że autobusowe przystanki zabrałyby około pięciu miejsc parkingowych. To może jeden procent wszystkich miejsc postojowych na osiedlu. A co do spalin: w porównaniu z osobówkami ekologiczne krakowskie autobusy właściwie nie smrodzą.

Protest właściwie nie zaskoczył dyrektora Franka. To standard w Krakowie i innych polskich miastach. Z innego osiedla dostawał skargi, że pasażerowie na nowym przystanku palą papierosy i oddychają wprost na okna sąsiedniego bloku. – Media zawsze piszą, że "mieszkańcy protestują". A to nigdy nie są wszyscy mieszkańcy, tylko jakaś część, która na przykład nie chce oddać miejsc parkingowych. Nie widzą, że osiedla się rozwijają i autobus będzie naprawdę potrzebny. Kiedy już uruchomimy jakąś linię, protestujący milkną, bo widzą, że ludzie jednak z autobusu korzystają.

Według dyrektora w Wiedniu czy Kopenhadze osiedle wielkości Avii miałoby obowiązkową linię tramwajową wyznaczoną przez główną oś osiedla. Ale Avia powstawała bez planu zagospodarowania przestrzennego, deweloper zabudowywał ją według swojego widzimisię.

Zgodnie z Ustawą o drogach publicznych urzędnicy mogą zmusić dewelopera do budowy drogi na nowym osiedlu. Jednak ten przepis nie dotyczy komunikacji miejskiej. Nie ma żadnego prawnego sposobu, by wymusić na deweloperze budowę kosztownego torowiska tramwajowego. Nawet przystanki autobusowe zależą tylko od dobrej woli inwestora. W ten sposób w Polsce radośnie rozrastają się osiedla pozbawione oferty transportowej.

Avia powstawała bez planu zagospodarowania przestrzennego, deweloper zabudowywał ją według swojego widzimisię (fot. Bartosz Józefiak)

Na szczęście samochód odchodzi do lamusa, widzą to chyba wszyscy – stwierdza Łukasz Franek.

Trudno mi to sobie wyobrazić, zwłaszcza po rozmowach z mieszkańcami osiedla Avia.

– Jak pięć lat temu zaczynaliśmy likwidację 20 proc. przestrzeni parkingowych w śródmieściu, to też były protesty, lamenty, msze święte w ich obronie. Bardzo duże emocje. Teraz odbieramy mnóstwo wniosków, żeby kolejne chodniki w Krakowie osłupkować i zablokować możliwość parkowania. Zmiana podejścia to jest proces. Badania pokazują, że nie musimy przekonać wszystkich. Wystarczy, że około 15 proc. podróży wykonywanych przez krakowian odbędzie się komunikacją miejską, a nie samochodem. Już wtedy osiągniemy nasz cel w kwestii ograniczenia spalin, korków, hałasu – tego wszystkiego, co generują auta. Zostanie grupa około 20–25 proc. podróży, która musi odbywać się samochodem.

Według dyrektora Franka zawsze znajdą się osoby, które wybiorą samochód, choćby miały dzieci na drugą stronę ulicy podwozić. One nigdy nie wsiądą do autobusów i tramwaju, choćby władze miasta zrobiły nie wiadomo co – trzeba się z tym pogodzić.

Bez wyboru

Ireneusz mieszkanie na Avii kupił ze względu na świetną cenę. Jakoś nie dotarły do niego wieści, że samochód odchodzi do lamusa. Dla niego auto to wciąż konieczność. – Jeżdżę ciężarówką dla firmy, która siedzibę ma pod Krakowem. Autobusem to by były dwie przesiadki i grubo ponad godzinę. Samochodem – 20 minut. Żona pracowała w żłobku. Dwa razy w życiu jechała autobusem, podróż zajęła jej półtorej godziny. Moja siostra też tu mieszka, jeździ do Skawiny, to wioska zaraz za miastem. W jedną stronę ją mąż podwozi, w drugą już wraca autobusami. Jak z roboty wychodzi o 15.00, to w domu jest o 16.30. O jakim autobusie, o jakiej komunikacji publicznej my tu mówimy. Tramwaj, owszem, podwiezie cię do centrum. Ale jak już jedziesz dalej, skazany jesteś na swoje auto. 

Dyrektor Franek mówi, że projekt autobusowej linii 198 na razie został wstrzymany. Trzeba skorygować wyniesione przejścia dla pieszych tak, żeby autobus się na nich nie zawiesił. Ale temat wróci po Nowym Roku. Bez względu na protesty autobus w końcu pojedzie na Avię.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Bartosz Józefiak. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje z "Dużym Formatem" "Gazety Wyborczej", "Tygodnikiem Powszechnym", portalem Weekend.Gazeta.pl. Dwukrotnie nominowany do dziennikarskiej Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej w kategorii "Najlepsze w Internecie". W sierpniu nakładem Czarnego ukazała się książka Bartka i Wojciecha Góreckiego "Łódź. Miasto po przejściach".