Społeczeństwo
We własnym domu Jowita i Michał Kozłowscy mogli wreszcie adoptować zwierzaka. Wzięli i psa, i kota (fot. archiwum prywatne Jowity Kozłowskiej)
We własnym domu Jowita i Michał Kozłowscy mogli wreszcie adoptować zwierzaka. Wzięli i psa, i kota (fot. archiwum prywatne Jowity Kozłowskiej)

Aż 79 proc. Polaków lubi swój dom – tak wynika z raportu "Mieszkałbym. Czego od domu oczekują Polacy?"*. Lokalizacja, przestrzeń, przytulność – to cenimy najbardziej. Dom jest tam, gdzie można się w pełni zrelaksować. A mimo to 94 proc. z nas chciałoby coś w nim zmienić.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje >>

Trawestując klasyka: gdzie są TE domy, w których chcemy żyć?

Kto pierwszy, ten lepszy

Około 15,3 mln – tyle jest dziś w Polsce lokali mieszkalnych. O 600 tys. więcej niż gospodarstw domowych. Do ogólnego zasobu wliczane są też te wynajmowane turystom, kupione pod nieokreślone inwestycje i w złym stanie technicznym, nie do życia – to w sumie aż 12,1 proc.

Blisko połowa wszystkich lokali (ponad siedem mln) powstała w PRL-u, a około czterech mln mieszkań – jedna czwarta całego zasobu – mieści się w blokach z wielkiej płyty.

Ponad połowa Polaków mieszka w domach jednorodzinnych, których – jak podaje raport "Mieszkałbym" (dane GUS, 2022) – jest "ponad pięć milionów". Ale według wstępnych wyników Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań, przeprowadzonego między 1 kwietnia a 30 września 2021 roku, domów jest w Polsce znacznie więcej – aż 6,3 mln. Budynków wielorodzinnych – 558,4 tys.

W 2021 roku oddano do użytku blisko 235 tys. mieszkań, najwięcej od 1979 roku. Aż 38 proc. z nich i 50 proc. domów jednorodzinnych powstało w aglomeracjach największych miast: Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania i Trójmiasta. W 2020 roku na każdy tysiąc mieszkańców ukończono w Polsce średnio 5,8 mieszkania – to najwięcej w Europie. Mimo to wcale nie jest dobrze. Bo mieszkań nadal jest za mało. W 2020 roku na 1000 osób przypadały u nas niespełna 393 mieszkania. W UE gorzej jest tylko na Słowacji (381,5). Najlepiej – w Portugalii (581,9), Bułgarii (575,3) i we Francji (548,7).

Budowa mieszkań, zdjęcie ilustracyjne. (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl) , Chotomów . Obozowa architektura powstającego osiedla domów jednorodzinnych (Fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl)

24-letnia Lena** kupno mieszkania w stolicy podsumowuje dziś krótko: "Cholernie trudne". To, które udało jej się kupić z partnerem – kredyt na 30 lat wziął tylko on – znalazła w internecie, gdy czekała na samolot do Portugalii. – Mój partner był pierwszą osobą, która poszła je obejrzeć, i z miejsca się zdecydował. Chętni byli też państwo około pięćdziesiątki, w dodatku mieli gotówkę. Na szczęście właścicielka powiedziała im, że już obiecała mieszkanie nam. Trzy miesiące czekała, aż dostaniemy kredyt – mówi Lena. 

Wcześniej Lena i jej partner oglądali dwa inne mieszkania, a kilkanaście mieli na oku. – Przy pierwszej próbie byliśmy już na finiszu długich negocjacji, gdy syn właścicielki zadzwonił do agenta i zabronił matce sprzedaży. Postawiliśmy ultimatum: albo podpisujemy umowę, albo kończymy temat. Pani posłuchała syna. W drugim mieszkaniu też byliśmy zdecydowani na zakup, ale zjawił się inny klient z gotówką. Właściciele postawili na niego. Udało się za trzecim razem – podsumowuje.

Teraz w trzech pokojach, na blisko 60 metrach, dokąd Lena i jej partner uciekli z wynajmowanej "patodeweloperki", wreszcie czują się jak w domu. Korzystny okazał się nawet fakt, że przestrzeń urządziła poprzednia właścicielka. – Zrobiła świetną robotę, nie zmieniliśmy prawie nic, jedynie gabinet dostosowaliśmy do pracy zdalnej dwóch osób. Zostawiła nam też sporo ozdób: stolik na klucze, złote słonie-podpórki do książek i dużą lampę w salonie, którą wszyscy chcą nam ukraść, bo jest taka ładna – wylicza Lena.

Co chciałaby zmienić?

Kuchnia mogłaby być ciut większa, bo gdy rozkładamy stół na więcej osób, to żeby otworzyć lodówkę, trzeba usiąść na stole i mocno się odchylić

– demonstruje. – Problemem jest też… zbyt duże łóżko w sypialni. Ma prawie dwa metry szerokości i połowa moich prześcieradeł jest za mała – śmieje się.

To jednak nic w porównaniu ze wspomnianą patodeweloperką. – Nowy budynek z 2019 roku, a koszmar, jakich mało. Moloch z kilkunastoma lokalami na piętrze i oknami tylko z jednej strony – w kuchni było ciemno jak w grobowcu. Cały pion miał problemy z wodą, czasem pod prysznicem na zmianę leciały ukrop i lód. Kibelek zatykał się raz na tydzień. Sąsiadka z pierwszego piętra notorycznie miała zalane mieszkanie, a z rury kanalizacyjnej wychodziły robaki. Przez fuszerkę ze strony dewelopera zalewało też najwyższe piętra! A windy miały nieważny przegląd techniczny – wylicza Lena.

Najgorsze było dla niej jednak sąsiedztwo mieszkań przeznaczonych na najem krótkoterminowy. – Ciągła impreza, którą było słychać w każdej łazience w pionie. Na Bookingu gości informowano, że w budynku jest bezpłatny parking podziemny. Nie było – przyjezdni stawali na miejscach mieszkańców, a ci, wściekli i bezsilni, odkręcali im tablice rejestracyjne. Lokatorom regularnie ginęły spod drzwi paczki od kurierów i diety cateringowe. Co jakiś czas były też skargi, że obcy ludzie chodzą po korytarzach i naciskają po kolei na wszystkie klamki. Moje poczucie bezpieczeństwa było tam bliskie zeru – mówi.

A jednak spędziła tam aż rok. – Miało być na trzy–cztery miesiące, ale szukanie własnego mieszkania, kupno, rozmowy z bankiem – wszystko się przedłużyło.

Własne? Ale ciasne

Pierwszy grzech główny polskiego mieszkalnictwa to za mała liczba mieszkań. Z niego wynika kolejny – ich przeludnienie. W 2020 roku przeciętna wielkość mieszkania w Polsce wynosiła 75 mkw., a w miastach – o 10 mkw. mniej. Nie brzmi źle! Niestety, te wyniki mocno zawyżają duże domy jednorodzinne (średni metraż domu jednorodzinnego w Polsce przekracza 140 mkw. powierzchni użytkowej). Powierzchnia użytkowa nowych mieszkań w budynkach wielorodzinnych od kilkunastu lat się zmniejsza. W 2021 roku wyniosła 52,6 mkw., średnio 2,6 izby na mieszkanie [jako izbę traktuje się każde oddzielne pomieszczenie z dziennym oświetleniem i nie mniejsze niż 4 mkw. – przyp. red.].

Na jednego mieszkańca Polski przypada przeciętnie 1,2 izby.

To już – zgodnie z wytycznymi UE – przeludnienie i zarazem drugi najgorszy wynik w Unii Europejskiej. Bo zalecenia są takie, żeby własną sypialnię miał każdy dorosły singiel, para dorosłych, maksymalnie dwójka dzieci poniżej 12. roku życia i dwójka nastolatków tej samej płci (nastoletni brat i siostra powinni mieć już osobne pokoje). Do tego minimum jeden osobny pokój dzienny. W świetle tych wytycznych w przeludnionych mieszkaniach w całej UE żyje 17,5 proc. osób. W Polsce – aż 36,9 proc. Więcej niż co trzeci z nas.

Dziś, jak twierdzą twórcy raportu "Mieszkałbym", wymarzone mieszkanie statystycznego Kowalskiego ma trzy pokoje, balkon lub taras i jest położone w centrum miasta. "Co ciekawe, badani pytani o mieszkanie marzeń nie mówią o metrażu, ale zwracają uwagę na wielkość, rozumianą bardziej jako funkcjonalność mieszkania niż liczbę metrów kwadratowych. Dla funkcjonalności istotna jest nie tylko liczba pomieszczeń, lecz także ich rozplanowanie, ilość światła dziennego i możliwość wprowadzania zmian w mieszkaniu z upływem czasu", czytamy.

Jak to się ma do marzenia o własnym domu? To marzenie nie gaśnie. Wydaje się, że Polacy ogólnie – zwłaszcza po doświadczeniu dwóch lat pandemii – nadal od mieszkania w mieście wolą działkę pod miastem. Gdy w grę wchodzi więcej miejsca i bliskość zieleni, lokalizacja schodzi na dalszy plan. Ale zdaniem twórców raportu to zabudowa wielorodzinna, która obok lepszej lokalizacji daje też swoistą anonimowość i znacznie mniej przydomowych obowiązków, rośnie w siłę wśród mieszkańców miast.

Jowita Kozłowska i jej mąż od niedawna mieszkają dokładnie tak, jak chcieli, choć oni akurat nie do końca są "statystyczni": kupili wymarzone, 144-metrowe mieszkanie w segmencie na zielonym warszawskim Wawrze, daleko od centrum stolicy. Średnio licząc, mają więc ponad 70 mkw. na głowę, do tego duży taras, ogród na tyłach domu i mniejszy ogródek od frontu. Metraż dzielą ze zwierzakami – na swoim mogli wreszcie adoptować psa albo kota. Wzięli i psa, i kota.

Jowita i Michał Kozłowscy z kluczami do wymarzonego domu (Fot. archiwum prywatne Jowity Kozłowskiej) , Jowita i Michał Kozłowscy przed swoim domem (Fot. archiwum prywatne Jowity Kozłowskiej)

Wcześniej mieszkania wynajmowali. Decyzję o kupnie domu podjęli z początkiem pandemii, szukali półtora roku. – Długo, bo zależało nam tylko na tej jednej dzielnicy, a tu domy rozchodzą się jak świeże bułeczki. Ale kupiliśmy spontanicznie. To był ostatni dom z oferty i uznaliśmy, że cena 5200 zł za metr kwadratowy może nam się już nie trafić. Cyrograf z bankiem na 30 lat, ale ten dom zaspokaja wszystkie potrzeby. Najbardziej kocham w nim to, że jest nasz! – mówi Jowita.

Byle było blisko do paczkomatu

My tu o złotych słoniach-podpórkach, a w Polsce A.D. 2020 około dwóch i pół mln Polaków nie miało w domu toalety. 7,9 proc. mieszkało w "warunkach substandardowych" (ruderach, barakach, niemal ruinach). To wstrząsająca prawda, ale obie rzeczywistości są prawdziwe – i ta ze złotymi podpórkami, i ta z życiem w ruinie z wychodkiem. Polska to kraj mieszkaniowych kontrastów.

Kolejny kontrast: podczas gdy dwa i pół mln Polaków marzy o toalecie, a co dziesiąty Polak zmaga się z przeciekającym dachem, zawilgoceniem ścian i podłóg czy gniciem ram okiennych, dla 41 proc. osób warunkiem życiowego komfortu jest… paczkomat w niedużej odległości od domu. Znak czasów.

Następne ciekawe zestawienie: w 1994 roku w badaniu CBOS-u zadowolenie ze swojego mieszkania deklarowało tylko 24 proc. badanych. W 2021 roku – 62 proc. Ale zdaniem twórców raportu "Mieszkałbym" osobom obarczonym długoletnim i drogim kredytem często trudno krytycznie spojrzeć na swoje warunki mieszkaniowe – z psychologicznego punktu widzenia wolimy się upewniać w tym, że podjęliśmy dobre życiowe decyzje. Tym bardziej gdy szanse na poprawę sytuacji są znikome.

Dzisiejsze parametry mieszkania marzeń to kolejno: zieleń wokół (skwery, parki, lasy – 32 proc.), bezpieczna okolica (31 proc.), ogród (30 proc.), balkon (30 proc.), widok z okna (30 proc.). Winda jest ważna tylko dla 16 proc. badanych. Plac zabaw – dla 11 proc. Placówka edukacyjna – 9 proc.

Największą radością Leny jest właśnie balkon – wystarczająco duży, by wspólnie z partnerem mogli uprawiać miejskie ogrodnictwo, a koty – osiedlowy monitoring. – Późną wiosną obsadziliśmy nasz balkon petuniami, hortensjami, lawendą... Mamy pomidorki koktajlowe i szklarniowe, cukinie, rzodkiewki, pory, truskawki i zioła: bazylię, miętę, melisę. Pomidory zbieramy co kilka dni, rzodkiewki co trzy tygodnie. Cukinię miałam tylko raz, bo ją przelałam i trzeba było oberwać większość pędów i kwiatów – wylicza Lena.

Własnoręcznie wyhodowane rzodkiewki cieszą (fot. archiwum prywatne) , Podpórki do książek zostały po poprzedniej właścicielce mieszkania (fot. archiwum prywatne)

Szukanie swojego fyrtla

Dla 36 proc. ankietowanych Polaków główną przeszkodą w osiągnięciu domowego szczęścia są pieniądze. Gdy pytam moich rozmówców o to, czy stać ich na obecne mieszkania i czy nie boją się o przyszłość, mówią, że szczęśliwie na razie stać i mają nadzieję, że długo tak będzie.

Lena: – Kredytem się nie martwimy. Nawet przy najgorszych scenariuszach na 2022/2023 będzie w porządku.

Jowita: – Nie lubię tych stale rosnących stóp procentowych, ale na razie z kredytem dajemy radę. Aczkolwiek przy domu – i to trzeba głośno powiedzieć – jest dużo więcej wydatków niż przy mieszkaniu. I pięć razy więcej sprzątania! Odkąd kupiliśmy dom, nie jeździmy na wakacje. Dom to skarbonka bez dna.

Kamil Białas mieszkania, w których chce się być, ogląda zawodowo – jest redaktorem naczelnym "White Mad", magazynu o architekturze i designie. Na łamach "WM" regularnie zamieszcza piękne realizacje najlepszych polskich biur architektonicznych i projektantów wnętrz. Ale gdy pytam Kamila, czy sam mieszka tak, jak chce, odpowiada: – Jeszcze nie.

Wynajmuje 60-metrowe mieszkanie na modnym warszawskim Żoliborzu. W stolicy mieszka od ośmiu lat i to już jego szóste mieszkanie. – Żoliborz to świetne miejsce do życia. Określam go po poznańsku mianem mojego "fyrtla" – mimo licznych przeprowadzek ciągle krążę po jego zakątkach. Blisko stąd do metra, parku, sklepów. To mieszkanie jest najdroższym, które dotychczas wynajmowałem, ale jest bardzo ładne i ma znakomitą akustykę – nie słychać sąsiadów i sypiam tu najlepiej od lat. Lubię też korytarz, którym można sobie "pospacerować" i przewietrzyć głowę.

Tą uwagą Kamil mnie zaskakuje, bo większość z nas raczej utyskuje na zbędne, zabierające kosztowne metry kwadratowe korytarze.

Dla Kamila żoliborska ulica Rydygiera to wzór tworzenia zdrowej miejskiej tkanki, przykład nowoczesnego myślenia o przestrzeni. – To, co wydarzyło się na tej ulicy przez ostatnie lata, powinno się omawiać na zajęciach z urbanistyki. Nowa zabudowa sprawiła, że zapomniana ulica stała się swego rodzaju centrum małego miasteczka. Pełno tu uśmiechniętych sąsiadów spacerujących z dziećmi, nastolatkowie jeżdżą na BMX-ach… Ulica ma klimat, który przyciąga. Czego tu nie ma? Osiedli, które są zamkniętymi gettami – chwali.

Wysokimi kosztami najmu dzieli się pół na pół ze współlokatorem, co przynosi mu sporą ulgę.

Mycie roślinek w łazience (fot. archiwum prywatne Kamila Białasa) , Kamil Białas mieszkania, w których chce się być, ogląda zawodowo - jest redaktorem naczelnym 'White Mad', magazynu o architekturze i designie (fot. archiwum prywatne Kamila Białasa)

Gniazdownicy są wśród nas

– Przed laty, gdy opuszczałem Warszawę na weekend, mówiłem "jadę do domu", i miałem na myśli rodzinny dom. Jednak z biegiem lat to się zmieniło. Gdy teraz mówię "jadę do domu", mam na myśli swoje warszawskie gniazdko. Z kolei weekendowe wypady określam mianem "wyjazdu do rodziców". To chyba przychodzi z czasem. Poczucie domu buduje historia, spędzone tu chwile, momenty radosne, ale też smutne. Suma tego wszystkiego tworzy dom – mówi Kamil.

Polki wyprowadzają się dziś od rodziców, gdy mają średnio 26,9 roku. Polacy – 29,2. Można zakładać, że tuż przed założeniem rodziny, skoro kobiety biorą ślub średnio w wieku 27,7 roku, a mężczyźni – 30,1.

Odsetek osób w wieku 25–34 lata, które wciąż mieszkają w domu rodzinnym – tzw. gniazdowników – w 2018 roku wyniósł 29,1 proc. dla kobiet i aż 42,6 proc. dla mężczyzn.

Nie każdy ma jednakowy start w życiu, zdolność kredytową lub rodzinny lokal do odziedziczenia. By przenieść się na swoje, nie wystarczy chcieć.

Lena podkreśla, że w zdobyciu domu "nie ma żadnego jej wkładu, wszystko jest zasługą jej partnera – jego edukacji, pracy, zawodu i zdolności kredytowej". Nie wie, co będzie dalej. – Zależnie od tego, jak nam się życie ułoży i jak szybko spłacimy kredyt, będziemy się rozglądać za większym mieszkaniem albo domem z ogrodem. Mamy na oku kilka pięknych miejsc z widokiem na Lasek na Kole – mówi. 

Jowita jest "dumna z tego, co mają". Wszystkiego uczą się sami, metodą prób i błędów. Trawnik założyli tak perfekcyjnie, że kolejni znajomi pytają, czy jest z rolki. Ma nadzieję, że w tym domu zostaną już na zawsze.

Kamil za kilka miesięcy odbiera klucze do pierwszego własnego M. Złych rzeczy, na przykład wynajmowanego mieszkania, z którego uciekł po tygodniu przez karaluchy, nie chce pamiętać. Czy to własne będzie na zawsze, czy na chwilę? Nawet się nad tym nie zastanawia. Pandemia nauczyła go przede wszystkim elastyczności.

Zobacz wideo Doktor AGD: "Naród boi się wymiany filtru w pralce"

*Raport pt. "Mieszkałbym. Czego od domu oczekują Polacy?" przygotował Research lab ThinkCo, niezależna instytucja doradcza specjalizująca się w zmianach zachodzących na rynku nieruchomości, we współpracy z Ikeą, Spravią i serwisem z ogłoszeniami Otodom. Wszystkie dane liczbowe i procentowe w tekście – jeśli nie zaznaczono inaczej – pochodzą z powyższego raportu.

**Imię bohaterki zostało zmienione na jej prośbę.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli" i współautorka "Pomocnika dla rodziców i opiekunów nastolatków". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press.