Aż 79 proc. Polaków lubi swój dom – tak wynika z raportu "Mieszkałbym. Czego od domu oczekują Polacy?"*. Lokalizacja, przestrzeń, przytulność – to cenimy najbardziej. Dom jest tam, gdzie można się w pełni zrelaksować. A mimo to 94 proc. z nas chciałoby coś w nim zmienić.
Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje >>
Trawestując klasyka: gdzie są TE domy, w których chcemy żyć?
Kto pierwszy, ten lepszy
Około 15,3 mln – tyle jest dziś w Polsce lokali mieszkalnych. O 600 tys. więcej niż gospodarstw domowych. Do ogólnego zasobu wliczane są też te wynajmowane turystom, kupione pod nieokreślone inwestycje i w złym stanie technicznym, nie do życia – to w sumie aż 12,1 proc.
Blisko połowa wszystkich lokali (ponad siedem mln) powstała w PRL-u, a około czterech mln mieszkań – jedna czwarta całego zasobu – mieści się w blokach z wielkiej płyty.
Ponad połowa Polaków mieszka w domach jednorodzinnych, których – jak podaje raport "Mieszkałbym" (dane GUS, 2022) – jest "ponad pięć milionów". Ale według wstępnych wyników Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań, przeprowadzonego między 1 kwietnia a 30 września 2021 roku, domów jest w Polsce znacznie więcej – aż 6,3 mln. Budynków wielorodzinnych – 558,4 tys.
W 2021 roku oddano do użytku blisko 235 tys. mieszkań, najwięcej od 1979 roku. Aż 38 proc. z nich i 50 proc. domów jednorodzinnych powstało w aglomeracjach największych miast: Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania i Trójmiasta. W 2020 roku na każdy tysiąc mieszkańców ukończono w Polsce średnio 5,8 mieszkania – to najwięcej w Europie. Mimo to wcale nie jest dobrze. Bo mieszkań nadal jest za mało. W 2020 roku na 1000 osób przypadały u nas niespełna 393 mieszkania. W UE gorzej jest tylko na Słowacji (381,5). Najlepiej – w Portugalii (581,9), Bułgarii (575,3) i we Francji (548,7).
24-letnia Lena** kupno mieszkania w stolicy podsumowuje dziś krótko: "Cholernie trudne". To, które udało jej się kupić z partnerem – kredyt na 30 lat wziął tylko on – znalazła w internecie, gdy czekała na samolot do Portugalii. – Mój partner był pierwszą osobą, która poszła je obejrzeć, i z miejsca się zdecydował. Chętni byli też państwo około pięćdziesiątki, w dodatku mieli gotówkę. Na szczęście właścicielka powiedziała im, że już obiecała mieszkanie nam. Trzy miesiące czekała, aż dostaniemy kredyt – mówi Lena.
Wcześniej Lena i jej partner oglądali dwa inne mieszkania, a kilkanaście mieli na oku. – Przy pierwszej próbie byliśmy już na finiszu długich negocjacji, gdy syn właścicielki zadzwonił do agenta i zabronił matce sprzedaży. Postawiliśmy ultimatum: albo podpisujemy umowę, albo kończymy temat. Pani posłuchała syna. W drugim mieszkaniu też byliśmy zdecydowani na zakup, ale zjawił się inny klient z gotówką. Właściciele postawili na niego. Udało się za trzecim razem – podsumowuje.
Teraz w trzech pokojach, na blisko 60 metrach, dokąd Lena i jej partner uciekli z wynajmowanej "patodeweloperki", wreszcie czują się jak w domu. Korzystny okazał się nawet fakt, że przestrzeń urządziła poprzednia właścicielka. – Zrobiła świetną robotę, nie zmieniliśmy prawie nic, jedynie gabinet dostosowaliśmy do pracy zdalnej dwóch osób. Zostawiła nam też sporo ozdób: stolik na klucze, złote słonie-podpórki do książek i dużą lampę w salonie, którą wszyscy chcą nam ukraść, bo jest taka ładna – wylicza Lena.
Co chciałaby zmienić?
Kuchnia mogłaby być ciut większa, bo gdy rozkładamy stół na więcej osób, to żeby otworzyć lodówkę, trzeba usiąść na stole i mocno się odchylić
– demonstruje. – Problemem jest też… zbyt duże łóżko w sypialni. Ma prawie dwa metry szerokości i połowa moich prześcieradeł jest za mała – śmieje się.
To jednak nic w porównaniu ze wspomnianą patodeweloperką. – Nowy budynek z 2019 roku, a koszmar, jakich mało. Moloch z kilkunastoma lokalami na piętrze i oknami tylko z jednej strony – w kuchni było ciemno jak w grobowcu. Cały pion miał problemy z wodą, czasem pod prysznicem na zmianę leciały ukrop i lód. Kibelek zatykał się raz na tydzień. Sąsiadka z pierwszego piętra notorycznie miała zalane mieszkanie, a z rury kanalizacyjnej wychodziły robaki. Przez fuszerkę ze strony dewelopera zalewało też najwyższe piętra! A windy miały nieważny przegląd techniczny – wylicza Lena.
Najgorsze było dla niej jednak sąsiedztwo mieszkań przeznaczonych na najem krótkoterminowy. – Ciągła impreza, którą było słychać w każdej łazience w pionie. Na Bookingu gości informowano, że w budynku jest bezpłatny parking podziemny. Nie było – przyjezdni stawali na miejscach mieszkańców, a ci, wściekli i bezsilni, odkręcali im tablice rejestracyjne. Lokatorom regularnie ginęły spod drzwi paczki od kurierów i diety cateringowe. Co jakiś czas były też skargi, że obcy ludzie chodzą po korytarzach i naciskają po kolei na wszystkie klamki. Moje poczucie bezpieczeństwa było tam bliskie zeru – mówi.
A jednak spędziła tam aż rok. – Miało być na trzy–cztery miesiące, ale szukanie własnego mieszkania, kupno, rozmowy z bankiem – wszystko się przedłużyło.
Własne? Ale ciasne
Pierwszy grzech główny polskiego mieszkalnictwa to za mała liczba mieszkań. Z niego wynika kolejny – ich przeludnienie. W 2020 roku przeciętna wielkość mieszkania w Polsce wynosiła 75 mkw., a w miastach – o 10 mkw. mniej. Nie brzmi źle! Niestety, te wyniki mocno zawyżają duże domy jednorodzinne (średni metraż domu jednorodzinnego w Polsce przekracza 140 mkw. powierzchni użytkowej). Powierzchnia użytkowa nowych mieszkań w budynkach wielorodzinnych od kilkunastu lat się zmniejsza. W 2021 roku wyniosła 52,6 mkw., średnio 2,6 izby na mieszkanie [jako izbę traktuje się każde oddzielne pomieszczenie z dziennym oświetleniem i nie mniejsze niż 4 mkw. – przyp. red.].
Na jednego mieszkańca Polski przypada przeciętnie 1,2 izby.
To już – zgodnie z wytycznymi UE – przeludnienie i zarazem drugi najgorszy wynik w Unii Europejskiej. Bo zalecenia są takie, żeby własną sypialnię miał każdy dorosły singiel, para dorosłych, maksymalnie dwójka dzieci poniżej 12. roku życia i dwójka nastolatków tej samej płci (nastoletni brat i siostra powinni mieć już osobne pokoje). Do tego minimum jeden osobny pokój dzienny. W świetle tych wytycznych w przeludnionych mieszkaniach w całej UE żyje 17,5 proc. osób. W Polsce – aż 36,9 proc. Więcej niż co trzeci z nas.
Dziś, jak twierdzą twórcy raportu "Mieszkałbym", wymarzone mieszkanie statystycznego Kowalskiego ma trzy pokoje, balkon lub taras i jest położone w centrum miasta. "Co ciekawe, badani pytani o mieszkanie marzeń nie mówią o metrażu, ale zwracają uwagę na wielkość, rozumianą bardziej jako funkcjonalność mieszkania niż liczbę metrów kwadratowych. Dla funkcjonalności istotna jest nie tylko liczba pomieszczeń, lecz także ich rozplanowanie, ilość światła dziennego i możliwość wprowadzania zmian w mieszkaniu z upływem czasu", czytamy.
Jak to się ma do marzenia o własnym domu? To marzenie nie gaśnie. Wydaje się, że Polacy ogólnie – zwłaszcza po doświadczeniu dwóch lat pandemii – nadal od mieszkania w mieście wolą działkę pod miastem. Gdy w grę wchodzi więcej miejsca i bliskość zieleni, lokalizacja schodzi na dalszy plan. Ale zdaniem twórców raportu to zabudowa wielorodzinna, która obok lepszej lokalizacji daje też swoistą anonimowość i znacznie mniej przydomowych obowiązków, rośnie w siłę wśród mieszkańców miast.
Jowita Kozłowska i jej mąż od niedawna mieszkają dokładnie tak, jak chcieli, choć oni akurat nie do końca są "statystyczni": kupili wymarzone, 144-metrowe mieszkanie w segmencie na zielonym warszawskim Wawrze, daleko od centrum stolicy. Średnio licząc, mają więc ponad 70 mkw. na głowę, do tego duży taras, ogród na tyłach domu i mniejszy ogródek od frontu. Metraż dzielą ze zwierzakami – na swoim mogli wreszcie adoptować psa albo kota. Wzięli i psa, i kota.
Wcześniej mieszkania wynajmowali. Decyzję o kupnie domu podjęli z początkiem pandemii, szukali półtora roku. – Długo, bo zależało nam tylko na tej jednej dzielnicy, a tu domy rozchodzą się jak świeże bułeczki. Ale kupiliśmy spontanicznie. To był ostatni dom z oferty i uznaliśmy, że cena 5200 zł za metr kwadratowy może nam się już nie trafić. Cyrograf z bankiem na 30 lat, ale ten dom zaspokaja wszystkie potrzeby. Najbardziej kocham w nim to, że jest nasz! – mówi Jowita.
Byle było blisko do paczkomatu
My tu o złotych słoniach-podpórkach, a w Polsce A.D. 2020 około dwóch i pół mln Polaków nie miało w domu toalety. 7,9 proc. mieszkało w "warunkach substandardowych" (ruderach, barakach, niemal ruinach). To wstrząsająca prawda, ale obie rzeczywistości są prawdziwe – i ta ze złotymi podpórkami, i ta z życiem w ruinie z wychodkiem. Polska to kraj mieszkaniowych kontrastów.
Kolejny kontrast: podczas gdy dwa i pół mln Polaków marzy o toalecie, a co dziesiąty Polak zmaga się z przeciekającym dachem, zawilgoceniem ścian i podłóg czy gniciem ram okiennych, dla 41 proc. osób warunkiem życiowego komfortu jest… paczkomat w niedużej odległości od domu. Znak czasów.
Następne ciekawe zestawienie: w 1994 roku w badaniu CBOS-u zadowolenie ze swojego mieszkania deklarowało tylko 24 proc. badanych. W 2021 roku – 62 proc. Ale zdaniem twórców raportu "Mieszkałbym" osobom obarczonym długoletnim i drogim kredytem często trudno krytycznie spojrzeć na swoje warunki mieszkaniowe – z psychologicznego punktu widzenia wolimy się upewniać w tym, że podjęliśmy dobre życiowe decyzje. Tym bardziej gdy szanse na poprawę sytuacji są znikome.
Dzisiejsze parametry mieszkania marzeń to kolejno: zieleń wokół (skwery, parki, lasy – 32 proc.), bezpieczna okolica (31 proc.), ogród (30 proc.), balkon (30 proc.), widok z okna (30 proc.). Winda jest ważna tylko dla 16 proc. badanych. Plac zabaw – dla 11 proc. Placówka edukacyjna – 9 proc.
Największą radością Leny jest właśnie balkon – wystarczająco duży, by wspólnie z partnerem mogli uprawiać miejskie ogrodnictwo, a koty – osiedlowy monitoring. – Późną wiosną obsadziliśmy nasz balkon petuniami, hortensjami, lawendą... Mamy pomidorki koktajlowe i szklarniowe, cukinie, rzodkiewki, pory, truskawki i zioła: bazylię, miętę, melisę. Pomidory zbieramy co kilka dni, rzodkiewki co trzy tygodnie. Cukinię miałam tylko raz, bo ją przelałam i trzeba było oberwać większość pędów i kwiatów – wylicza Lena.
Szukanie swojego fyrtla
Dla 36 proc. ankietowanych Polaków główną przeszkodą w osiągnięciu domowego szczęścia są pieniądze. Gdy pytam moich rozmówców o to, czy stać ich na obecne mieszkania i czy nie boją się o przyszłość, mówią, że szczęśliwie na razie stać i mają nadzieję, że długo tak będzie.
Lena: – Kredytem się nie martwimy. Nawet przy najgorszych scenariuszach na 2022/2023 będzie w porządku.
Jowita: – Nie lubię tych stale rosnących stóp procentowych, ale na razie z kredytem dajemy radę. Aczkolwiek przy domu – i to trzeba głośno powiedzieć – jest dużo więcej wydatków niż przy mieszkaniu. I pięć razy więcej sprzątania! Odkąd kupiliśmy dom, nie jeździmy na wakacje. Dom to skarbonka bez dna.
Kamil Białas mieszkania, w których chce się być, ogląda zawodowo – jest redaktorem naczelnym "White Mad", magazynu o architekturze i designie. Na łamach "WM" regularnie zamieszcza piękne realizacje najlepszych polskich biur architektonicznych i projektantów wnętrz. Ale gdy pytam Kamila, czy sam mieszka tak, jak chce, odpowiada: – Jeszcze nie.
Wynajmuje 60-metrowe mieszkanie na modnym warszawskim Żoliborzu. W stolicy mieszka od ośmiu lat i to już jego szóste mieszkanie. – Żoliborz to świetne miejsce do życia. Określam go po poznańsku mianem mojego "fyrtla" – mimo licznych przeprowadzek ciągle krążę po jego zakątkach. Blisko stąd do metra, parku, sklepów. To mieszkanie jest najdroższym, które dotychczas wynajmowałem, ale jest bardzo ładne i ma znakomitą akustykę – nie słychać sąsiadów i sypiam tu najlepiej od lat. Lubię też korytarz, którym można sobie "pospacerować" i przewietrzyć głowę.
Tą uwagą Kamil mnie zaskakuje, bo większość z nas raczej utyskuje na zbędne, zabierające kosztowne metry kwadratowe korytarze.
Dla Kamila żoliborska ulica Rydygiera to wzór tworzenia zdrowej miejskiej tkanki, przykład nowoczesnego myślenia o przestrzeni. – To, co wydarzyło się na tej ulicy przez ostatnie lata, powinno się omawiać na zajęciach z urbanistyki. Nowa zabudowa sprawiła, że zapomniana ulica stała się swego rodzaju centrum małego miasteczka. Pełno tu uśmiechniętych sąsiadów spacerujących z dziećmi, nastolatkowie jeżdżą na BMX-ach… Ulica ma klimat, który przyciąga. Czego tu nie ma? Osiedli, które są zamkniętymi gettami – chwali.
Wysokimi kosztami najmu dzieli się pół na pół ze współlokatorem, co przynosi mu sporą ulgę.
Gniazdownicy są wśród nas
– Przed laty, gdy opuszczałem Warszawę na weekend, mówiłem "jadę do domu", i miałem na myśli rodzinny dom. Jednak z biegiem lat to się zmieniło. Gdy teraz mówię "jadę do domu", mam na myśli swoje warszawskie gniazdko. Z kolei weekendowe wypady określam mianem "wyjazdu do rodziców". To chyba przychodzi z czasem. Poczucie domu buduje historia, spędzone tu chwile, momenty radosne, ale też smutne. Suma tego wszystkiego tworzy dom – mówi Kamil.
Polki wyprowadzają się dziś od rodziców, gdy mają średnio 26,9 roku. Polacy – 29,2. Można zakładać, że tuż przed założeniem rodziny, skoro kobiety biorą ślub średnio w wieku 27,7 roku, a mężczyźni – 30,1.
Odsetek osób w wieku 25–34 lata, które wciąż mieszkają w domu rodzinnym – tzw. gniazdowników – w 2018 roku wyniósł 29,1 proc. dla kobiet i aż 42,6 proc. dla mężczyzn.
Nie każdy ma jednakowy start w życiu, zdolność kredytową lub rodzinny lokal do odziedziczenia. By przenieść się na swoje, nie wystarczy chcieć.
Lena podkreśla, że w zdobyciu domu "nie ma żadnego jej wkładu, wszystko jest zasługą jej partnera – jego edukacji, pracy, zawodu i zdolności kredytowej". Nie wie, co będzie dalej. – Zależnie od tego, jak nam się życie ułoży i jak szybko spłacimy kredyt, będziemy się rozglądać za większym mieszkaniem albo domem z ogrodem. Mamy na oku kilka pięknych miejsc z widokiem na Lasek na Kole – mówi.
Jowita jest "dumna z tego, co mają". Wszystkiego uczą się sami, metodą prób i błędów. Trawnik założyli tak perfekcyjnie, że kolejni znajomi pytają, czy jest z rolki. Ma nadzieję, że w tym domu zostaną już na zawsze.
Kamil za kilka miesięcy odbiera klucze do pierwszego własnego M. Złych rzeczy, na przykład wynajmowanego mieszkania, z którego uciekł po tygodniu przez karaluchy, nie chce pamiętać. Czy to własne będzie na zawsze, czy na chwilę? Nawet się nad tym nie zastanawia. Pandemia nauczyła go przede wszystkim elastyczności.
*Raport pt. "Mieszkałbym. Czego od domu oczekują Polacy?" przygotował Research lab ThinkCo, niezależna instytucja doradcza specjalizująca się w zmianach zachodzących na rynku nieruchomości, we współpracy z Ikeą, Spravią i serwisem z ogłoszeniami Otodom. Wszystkie dane liczbowe i procentowe w tekście – jeśli nie zaznaczono inaczej – pochodzą z powyższego raportu.
**Imię bohaterki zostało zmienione na jej prośbę.
Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli" i współautorka "Pomocnika dla rodziców i opiekunów nastolatków". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press.






