Społeczeństwo
Pierwsza komunia - zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/Norb_KM)
Pierwsza komunia - zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/Norb_KM)

Iwona szuka "podziękowań dla gości komunijnych od chłopaka". Jeszcze nie zdecydowała, w jakiej mają być formie, muszą wpaść w oko. Post wrzuciła na jedną z facebookowych grup z komunijnymi poradami dla rodziców. Dostała niemal 300 odpowiedzi – większość to propozycje usług.

Milena zaprasza do siebie po magnesy – małe filcowe serduszka z naklejonym brokatowym napisem IHS. Karina oferuje "komunijne książeczki zabawy dla dzieci" – maluchy, którym nudzi się na przyjęciu, mogą zająć się kolorowankami albo rebusami. Dla chrzestnych coś droższego – gipsowe aniołki w ramkach lub bransoletki z koralików. Koszt? Od kilku do kilkudziesięciu złotych za sztukę.

Drobne upominki dla chrzestnych i reszty gości przybyłych na komunijne przyjęcie to jeden z najgorętszych okołokomunijnych trendów ostatnich lat. Na zagranicznych serwisach można zamówić nie tylko bileciki z podziękowaniami, ale także pierniki w kształcie hostii czy korki do wina, a nawet całe zestawy personalizowanych drobiazgów. W Polsce moda na dziękowanie gościom za udział w komunii przybiera formę bambusowych magnesów made in China z wypalonym laserowo imieniem i datą oraz doczepionym miniróżańcem, mydełek-aniołków, mikroskopijnych słoików miodu czy obśmianych już przez internet kartoników z doklejoną czekoladką Merci (rodzicom sprzedaje się je nie po 60 gr, lecz po 2,2–2,5 zł za sztukę).

Pierwsza komunia - zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/Ruslan Seradziuk)

Największym hitem są jednak komunijne krówki. Kruche czy ciągutki – to nieważne. Liczy się opakowanie. Z różowymi akcentami od dziewczynki, z niebieskimi od chłopca. Z datą komunii i imieniem dziecka, a nawet jego zdjęciem. Z krzyżykiem, hostią, kielichem. Cena: od 35 do 70 zł za kilogram. Kilogram zwykłych krówek, na przykład z Milanówka, kosztuje około 27 zł.

Ewa* ma 38 lat, mieszka pod Krakowem, a tegoroczna komunia będzie już trzecią, jaką przygotuje. Podziękowania uważa za całkowicie zbędne. – Pewnie większość gości to wyrzuca. My gościom dziękujemy osobiście i częstujemy ciastem, jeśli zostanie, ale nie w ozdobnych pudełkach – mówi.

Pierniczki w kształcie hostii i torty stylizowane na Biblię są poza pojęciem Ewy, również estetycznym. – Nie wiem, co ludziom siedzi w głowach. Przecież dla osób bardzo wierzących hostia w formie piernika to jest świętokradztwo – zauważa.

Zarówno udające opłatek pierniczki, jak i okolicznościowe magnesy czy małe różańce faktycznie bywają dla gości kłopotliwe. "Nie wiadomo, co z tym zrobić. U mnie każdorazowo lądują w kuble. Nie chcę mieć na lodówce zdjęcia cudzego dziecka", napisał pod postem o zasadności podziękowań dla gości jeden z internautów. Ale jego głos utonął w morzu ofert.

Pierwsza komunia - zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/acongar) , Pierwsza komunia - zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/Pawelotto)

Magnesy i kaczka albo róże i pizza

W 2021 roku do pierwszej komunii świętej przystąpiło w Polsce 331,7 tys. osób. Danych za 2022 rok jeszcze nie ma. Wśród zeszłorocznych "komunikantów" czy też "komunistów"** znalazła się Tosia z Warszawy, córka 39-letniej Magdaleny. Magdalena przyznaje, że uwzględniła w komunijnym budżecie podziękowania dla gości. – Ale nie dawaliśmy magnesików, bilecików ani słodkości. Zamiast tego przy drzwiach czekał wielki wazon białych róż. Tosia każdemu wręczyła po jednej i bardzo fajnie to wyszło – cieszy się.

Podziękowania dla gości to tylko wisienka na torcie komunijnych wydatków. Gros kosztów pożera organizacja przyjęcia. Wysoka inflacja i rosnące ceny żywności sprawiają, że rachunki za komunie wyprawiane w lokalach przyprawiają wielu rodziców o szybsze bicie serca. Co prawda nawet w stolicy wciąż można znaleźć oferty komunijnych "talerzyków" za mniej niż 100 zł od osoby, ale przeważają raczej takie od 150 zł wzwyż. "Gazeta Wyborcza" sprawdziła, jak komunijny cennik wygląda w Łodzi. Za jednego gościa trzeba tam zapłacić od 250 do 350 zł, a restauratorzy przestrzegają, że będzie tylko drożej.

Na chybił trafił przeglądam oferty. W pięciogwiazdkowym hotelu w Rzeszowie talerzyk kosztuje 245 zł, ale za tort i napoje trzeba zapłacić osobno. Można domówić czekoladową fontannę i candy bar. To jedna z najdroższych opcji, inne rzeszowskie lokale oferują komunie w przedziale 90–200 zł/osobę. W Olkuszu ceny komunijnych obiadów zaczynają się od 150 zł/talerzyk, ale więcej jest ofert po 180 zł od osoby. W menu jednej z restauracji obok rosołu znajduję między innymi "wąsy marszala"***.

Pierwsza komunia - zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/Lluis Gasull)

"Warto zamówić salę na wyłączność, wtedy goście z różnych komunii nie mieszają się ze sobą", przestrzega na jednym z komunijnych forów organizatorka przyjęć. W sieci można znaleźć relacje z komunii, które trwały dwa dni i odbyły się w zarezerwowanych kilka lat wcześniej salach weselnych. Komunię można urządzić w kopalni soli i na zamku – takie miejsca kuszą dodatkowymi atrakcjami, na przykład zwiedzaniem. Jednym z trendów, jakie przyszły do Polski w pandemii, są komunie pod namiotem, który rozstawia się we własnym ogródku. Jeszcze kilka lat temu wynajęcie namiotu na dobę – wraz z transportem, montażem, stołami i krzesłami – kosztowało 750 zł. Dziś nawet dwa–trzy razy więcej.

Zastaw się, a postaw się

Na organizację przyjęcia pod namiotem postawiła Ewa. Jej najstarsza córka poszła do komunii trzy lata temu, średnia rok temu, najmłodsza idzie w tym roku. Mieszkają w domu pod Krakowem. Na komunię zaprosili około 30 osób, tylko najbliższą rodzinę. Ewa wie, jak to może zabrzmieć: pewnie mają wielki dom z wielkim ogrodem, więc łatwo im powiedzieć. – Mamy nieduży dom i kawałek ogródka. Było może nieco ciasno, ale wszyscy się cieszyli, że można było pogadać i przejść się na spacer. Namiot kosztował około 3 tys. zł, ale są też tańsze, można też wynająć. My przed podjęciem decyzji przeliczyliśmy, że przy trójce dzieci i naszej działalności zawodowej własny namiot i tak nam się przyda – mówi.

Pierwsza komunia - zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/Piotr Piatrouski)

Ewa uważa, że nie powinno się organizować komunii tak jak wesela, i dla niej to absurd, że koszty komunii osiągają weselne ceny. – Jeśli ktoś w ogóle wysyła dziś dziecko do komunii, to ważne powinno być samo wydarzenie i spotkanie z rodziną, a nie licytowanie się, kto zapłacił więcej – stwierdza. Równocześnie rozumie osoby, które – jeśli je na to stać – urządzają komunię w lokalu, bo samodzielna organizacja przyjęcia wiąże się z mnóstwem pracy. Jej rodzina wnioski wyciągała przez lata. – W pierwszym roku sami wszystko gotowaliśmy i podawaliśmy do stołu. Finansowo wyszło więc po kosztach, ale poza tym było to zupełne nieporozumienie. Nawet nie usiedliśmy z gośćmi i najlepszy moment komunii przeszedł obok nas – wspomina.

Rok temu o pomoc w gotowaniu, wydawaniu obiadów i zmywaniu po przyjęciu Ewa poprosiła więc znajomą, która się tym zajmuje. – Półtora dnia pomocy w kuchni i przy serwisie to był koszt rzędu 600–1000 zł plus zakup produktów spożywczych. Do tego 600 zł za fajny tort i ciasta – wylicza. Kilka dni spędzili z mężem na sprzątaniu domu i ogrodu, więc w tym roku zamierzają zapłacić również za to.

Magdalena, mama Tosi, uważa, że do komunii córki podeszła na luzie. Cała celebracja kosztowała jej rodzinę około 6–7 tys. zł. Pieniądze na imprezę odkładali przez pół roku. Przyjęcie urządzili w lokalu. Na salę i catering dla 20 osób – zaproszona była tylko najbliższa rodzina – wydali około 4 tys. zł. Terminu na koniec maja Magdalena zaczęła szukać na początku stycznia. – Nie mogliśmy się zdecydować, więc knajpę wybraliśmy dopiero pod koniec kwietnia. Blisko domu i kościoła, bo ważny był łatwy dojazd – mówi.

Pierwsza komunia - zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/Wiola Wiaderek)

Magda zaznacza, że nie chciała wyprawiać Tosi "ani wesela, ani kinderbalu". – To w ogóle nie nasz klimat. Bardzo nam zależało na tym, żeby obiad komunijny był luźny – mówi.

Nie było więc białych obrusów i eleganckich talerzy ze złotą obwódką, tylko kolorowa zastawa i świece. Dzieci na obiad zamiast rosołu i pieczonej kaczki miały do wyboru pizzę albo paluszki z kurczaka. Niemal wszystkie wybrały pizzę i były wniebowzięte.

Na komunii Tosi gości ugoszczono "tylko i aż obiadem". Dziś to już nie takie oczywiste. Na grupach dyskusyjnych na Facebooku rodzice głowią się między innymi nad tym, czy gościom komunijnym wypada podać sam obiad, czy trzeba zapewnić im też kolację. "U mnie zwykłe spotkanie na kawę trwa trzy godziny, to co dopiero komunia", pisze jedna z mam. Inna odpisuje, że "to nie czasy na wystawne komunie". Ktoś dopytuje, czemu goście mieliby dostać kolację, skoro komunie są przed południem? Kilku osobom daje to do myślenia.

Prezenty

Magdalena: – Pójście do komunii to był wybór Tosi. Wiedziała, z czym wiąże się każda z opcji, i wybrała, że pójdzie. Ale jej celem na pewno nie były superprezenty czy kasa.

Kasa, kasa, kasa. Komunijne słowo klucz. Ile polskich rodzin zadłuży się, by wyprawić dziecku komunię na wzór małego wesela? Krajowy Rejestr Długów zapytał o to Polaków w zeszłym roku. Aż blisko dwóm trzecim ankietowanych (64 proc.) zależało na wystawnej uroczystości. Więcej niż co czwarty (26,5 proc.) planował wzięcie na ten cel kredytu lub pożyczki. Bo co czwarty badany Polak przyznał, że na organizację komunii go nie stać. Ale i tak ją zrobi.

Dyskusja o pieniądzach rozpala też komunijnych gości. Jaką kwotę włożyć do koperty? Czy lepiej dać prezent rzeczowy, a jeśli tak, to jaki? Ile powinien dać chrzestny, a ile reszta gości? W mediach rokrocznie publikowane są "cenniki", aktualizowane na podstawie cen talerzyków i inflacji. W tym roku mówi się o sumach rzędu 200–300 zł od gości z dalszej rodziny, 300–500 zł od bliżej spokrewnionych, po nawet 1000–1500 zł w przypadku rodziców chrzestnych. Debata toczy się też wokół tego, czy wciąż wypada dać rower, czy może raczej quada.

Ewa widzi, że dzieciaki licytują się, kto ile dostał, ale kosztownych prezentów zupełnie nie doceniają. – Dziś dzieci mają dostęp do wszystkiego i to, że dostaną drogi sprzęt, który jutro popsują, jest dla nich jak pstryknięcie palcami. Gdy nasi goście pytają, co kupić, to błagamy ich wręcz, żeby to nie były drogie rzeczy. Również dlatego, że nie chcemy, by ktoś musiał wydać dużo pieniędzy. Nasze córki trochę na tym cierpią, bo widzą, ile dostają inne dzieci, ale uważamy, że tak jest słusznie – mówi Ewa.

Prezent komunijny powinien być symboliczny i skromny – tak uważają Ewa i jej mąż. Czy goście się do tego stosują? Z tym bywa różnie. – Nasze dziewczyny dostały na komunię dość dużo pieniędzy, które najchętniej wydałyby na słodycze. Córka niestety przepadła z kopertami w pokoju, pobiegła liczyć banknoty. Zabrałam je, żeby nie fruwały po domu. Nie pozwoliliśmy ich wydać na głupoty, pieniądze leżą i czekają – mówi Ewa.

Dość dużo, czyli? – Choć prosiliśmy, by tego nie robić, od chrzestnych dostały nawet po 1000 zł. Niechrzestni dają po 100 zł, medalik – zdradza.

Podatek od prezentu na komunię 2023. Kiedy fiskus może upomnieć się o pieniądze i jak uniknąć opłat? (Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Wyborcza.pl)

Ewa sama jest chrzestną i wie, jak to jest. – Odkłada się na coś fajniejszego. Ja kupiłam chrześniakowi rower, ale zapytałam wcześniej, co jest potrzebne, i rodzice to podpowiedzieli. Wolałabym, żeby u nas jedna osoba nie kupowała sama roweru, tylko była zrzutka – mówi.

Niektórzy goście sami pytali córki Ewy o komunijne życzenia, a one – trochę za plecami rodziców – przemyciły parę pomysłów. – Jednym z najgorszych są dla mnie smartfony. Część rodziców w ogóle nie kontroluje, co dziecko robi na telefonie, i po paru latach wychodzą problemy, na przykład z koncentracją. A jeśli rodzice zakładają blokady, dzieciaki wymieniają się radami, jak je zdejmować, i to jest cyrk – opowiada.

Przy pierwszej i drugiej córce Ewa i jej mąż zgodzili się na telefony od dziadków, ale przy trzeciej już nie. – Ona już ma problemy z koncentracją, na smartfon jest dla niej za wcześnie. Powiedzieliśmy jej, że może dostanie za pół roku, rok. Nasze starsze dzieci mogą korzystać ze smartfona przez dwie godziny dziennie. Próbujemy teraz skrócić ten czas, bo to stanowczo za dużo, ale nie jest łatwo – przyznaje.

Wróćmy do Magdaleny i Tosi. Skąd mama wie, że jej córce nie zależało na prezentach? Stąd, że gdy Magda zapytała Tosię, co chciałaby dostać, ta odparła, że kończą jej się flamastry, ucieszyłaby się też z ołówków, bo lubi rysować. – Moje dziecko jest bardzo praktyczne – śmieje się Magda.

Uradzono, że praktyczna Tosia dostanie coś więcej niż pisaki: od rodziców i babci telefon, a od chrzestnych laptopa, bo jedno i drugie przyda jej się do szkoły i przyjemności. Babcia dorzuciła łańcuszek z medalikiem i znakiem zodiaku. Tosia dostała też kolczyki, bo lubi je nosić.

Zobacz wideo "Mamo, gdzie są moje pieniądze z komunii?". Adwokat: Dziecko powinno te pieniądze otrzymać

Według danych serwisu Allegro pierwsze komunijne zakupy Polacy robią już przed Wielkanocą. Szukają przede wszystkim zaproszeń – to aż jedna czwarta wszystkich wyszukiwań dotyczących komunii – a także pamiątek i podziękowań dla gości. Szczyt zakupowy przypada zwykle na drugą połowę kwietnia i utrzymuje się do końca maja.

Wśród prezentów prym wiodą Biblie i pamiątki, na przykład grawerowane pudełko z książką i dewocjonaliami, ale też elektronika – komputery, laptopy, konsole do gier wideo – oraz zestawy LEGO, zwłaszcza serie Technic czy Creator. Ale niekwestionowanym prezentowym hitem – niezmiennie od lat – jest Biblia w formie komiksu. – Jeśli chodzi o rynek rzeczy z drugiej ręki, to w maju i czerwcu widzimy wyraźny wzrost w kategoriach komunijnych ubrań dziecięcych, czyli na przykład garniturów czy alb – zdradza jeden z analityków serwisu.

Sukienka Tosi kosztowała 300 zł, do tego wianek i bransoletka z żywych kwiatów, bo takie sobie zażyczyła. W sumie około 500 zł za całość. – Nie była to ogromna suma, bo z tego, co patrzyliśmy, ceny sukienek są wyjechane w kosmos, potrafią dochodzić do 1000 zł. Sukienki komunijne! Dla mnie to abstrakcja – mówi Magda. Z klasy Tosi do komunii poszło dziesięcioro dzieci. Ustalono, że będą ubrane tak samo. – I to było super – mówi Magda.

Najmłodsza córka Ewy założy sukienkę po starszej siostrze. – Akurat pasuje, a ona na szczęście nie widzi w tym problemu.

Teatralnie

Magda podejrzewa, że jej dziesięcioletnia córka nie zrozumiała zbyt wiele z religijnego aspektu komunii – przygotowania polegały na klepaniu modlitw, które dziecku trzeba było objaśnić, a atmosfera w kościele była raczej sztywna, o co Magda ma nieco żalu. – Moja komunia była bardzo fajną mszą dla dzieci, podczas której dużo śpiewaliśmy. Szkoda, że Tosia nie będzie mieć podobnych wspomnień – ubolewa.

Ale cały dzień był miły i pełen wzruszeń. – Tosia najbardziej cieszyła się z tego, że mogła się spotkać z całą rodziną – pobawić z braćmi, usiąść ze wszystkimi przy wspólnym stole, bo rzadko mamy ku temu okazję. Atrakcją była dla niej też biała sukienka i to, że mogła wyglądać jak księżniczka – mówi.

Pierwsza komunia - zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/iwciagr)

Dla Ewy samo wysłanie dziś dziecka do komunii jest mocno dyskusyjne. – Byliśmy wierzący, ale przez to, co teraz dzieje się w Kościele, jesteśmy coraz mniej. Brakuje nam argumentów nawet na to, by przed komunią pójść w niedzielę na mszę – mówi. Ewa i jej mąż posyłają najmłodszą córkę do komunii tylko dlatego, że dwie starsze były. – Niestety, komunia straciła dla nas wymiar duchowy. To wszystko stało się teatralne – kończy z żalem.

*Imię bohaterki zmieniłam na jej prośbę

**Polszczyzna nie ma jednego oficjalnego słowa na określenie „dziecka przystępującego do pierwszej komunii", a dyskusja toczy się między "komunikantem" i "komunistą"

***Jeśli ktoś z czytelników wie, co to jest, prośba o kontakt.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli" i współautorka "Pomocnika dla rodziców i opiekunów nastolatków". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press. Kontakt: paulina.dudek@agora.pl.