Społeczeństwo
To 'ich dzień', więc wszystko musi być perfekcyjne (shutterstock.com)
To 'ich dzień', więc wszystko musi być perfekcyjne (shutterstock.com)

Tęskniłaś za weselami? – pytam znajomą, z którą akurat bawię się na weselu przyjaciół. Nie chodzi mi o to, że od dawna nikt nas nie zapraszał. Raczej o pandemiczne obostrzenia ostatnich dwóch lat.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje >>

– Bardzo! Lubię wesela. W każdej formie. W tym roku byłam już na jednym, na początku lipca. To wprawdzie bardziej przyjęcie niż typowe wesele: tylko najbliższa rodzina i znajomi, łącznie 21 osób. Wystawny obiad w eleganckiej restauracji. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i o 19.00 było już po wszystkim. Ale jedzenie pyszne i miło się było spotkać w tym gronie – opowiada. – Rozumiem, że nie każdemu taka forma odpowiada, jeden z gości był zniesmaczony brakiem tańców i po sporej ilości whisky próbował zamówić piosenkę u kelnera. Ale ogólnie było naprawdę ciekawie. Inaczej.

„Inaczej" to słowo klucz. Pary młode szukają dla siebie formuły wesela, która będzie bliższa ich stylowi życia. Z czego rezygnują, budząc w gościach weselnych skrajne emocje? Oto lista.

Bez wódki

Za dużo alkoholu – źle, za mało albo wcale – też niedobrze. Rozmawiam z członkinią koła seniorów w podlaskiej Suchowoli o weselnych tradycjach i pytam, czy była na takim weselu, na którym nie podawano alkoholu. Nie była, jej doświadczenia to przesada w drugą stronę – wódki bywało za dużo. Słyszała jednak o bezalkoholowym weselu, które odbyło się w okolicy w latach 80. W małym środowisku sporo się o tym mówiło. Ludzie z uśmieszkiem pobłażania komentowali, że „jak to, wesele bez wódki?". Wiedzieli, że państwo młodzi są bardzo religijni i ich decyzja pewnie stąd wynikała. Sąsiedzi niby rozumieli, ale i tak żartów było co niemiara.

Pytam mojego 26-letniego brata, który gości teraz na wielu weselach, bo to akurat kulminacyjny czas ślubów w jego pokoleniu, co myśli o weselu bez alkoholu. – Poszedłbym, oczywiście, najwyżej schowałbym piersiówkę za pazuchą i wychylił po cichu parę łyków.

– Zabrałbyś własny alkohol na wesele bezalkoholowe i pił pokątnie? – pytam z niedowierzaniem.

Perspektywa braku wódki na weselu porusza zdecydowanie bardziej męskie grono gości (shutterstock.com)

– Nie no, wygłupiam się. Jeśli para młoda życzy sobie, żeby na jej weselu nie było alkoholu, to uszanowałbym tę decyzję. Nie wiem, jak bym się bawił, może bym wyszedł po obiedzie, a może okazałoby się, że to superimpreza i tańczyłbym do rana. Wesela w 99 proc. są chyba jednak z alkoholem, ja też lubię alkohol. Prawdę mówiąc, nawet ciężko mi sobie wyobrazić taką imprezę bez wódki. 

– Nie poszedłbym – mówi Piotrek, mój znajomy. – Co to za tłumaczenie, że nie podajesz wódki, bo masz takie zasady? Zapraszasz ludzi po to, żeby się z tobą bawili. Jeśli ktoś ma ochotę przy tym napić się alkoholu, to uważam, że twoim obowiązkiem jest zapewnienie mu takiej możliwości. To jest duża impreza, ludzie powinni mieć wybór, szczególnie że w pewnym sensie sami za siebie płacą, dając kopertę z pieniędzmi lub prezent.

Perspektywa braku wódki na weselu porusza zdecydowanie bardziej męskie grono moich rozmówców, ale podobne zdanie jak to wyrażone przez Piotrka ma koleżanka mojej mamy. Jej syn, osoba głęboko wierząca, zdecydował się na wesele bezalkoholowe. Początkowo była na niego zła. Tłumaczyła, że sami z żoną przecież nie muszą pić, ale jak zapraszają gości, to wypada postawić jakiś alkohol na stole. Bo po co im potem gadanie i komentarze ludzi? Dopiero mąż ostudził jej emocje: „Co ty, Beatka, o alkohol się będziesz z synem kłócić?" – zapytał i na tym się skończyło.

– My zaserwujemy na naszym weselu wino, impreza jest w winnicy, więc to był oczywisty wybór – mówi mi Daria, przyszła panna młoda. – Pojawiło się dużo głosów oburzenia ze strony rodziny, że lepiej wódka, bo lepsza na trawienie, a po winie to tylko będą ludzi brzuchy boleć. Myśleliśmy nawet, żeby dla spokoju zrobić drink-bar, ale przeraziła nas cena korkowego. Zresztą nie mamy dobrych wspomnień z wesel, na których było dużo wódki. 

Bez disco polo

Jeśli prawdziwe polskie wesele, to musi być disco polo! Portal o2.pl zapytał 1048 osób, na jakich weselach bawią się najlepiej – na tych, gdzie jest muzyka disco polo, czy na takich bez skocznej podwórkowej nuty. 50 proc. respondentów powiedziało „tak" muzyce disco polo, 27 proc. się wahało („trudno powiedzieć"). Bez wątpienia jest to muzyka taneczna, nawet jeśli czasami nieco rubaszna w warstwie tekstowej. Z czego zatem wynika coraz częściej nakładany przez nowożeńców zakaz jej grania na weselu?

– Jest dużo innych gatunków muzycznych, które idealnie sprawdzają się na parkiecie. My tańczymy salsę, kochamy rytmy latino i w takim klimacie planujemy utrzymać nasze wesele. Disco polo chyba nie wpisałoby się w naszą wizję – mówi mi para, która swoją uroczystość będzie mieć we wrześniu. – Nie sądzę, żeby brak disco polo miał zepsuć nam imprezę, chociaż domyślamy się, że to też zależy od gości.

No właśnie. 

– Ja byłem świadkiem na weselu kolegi i miało nie być takiej muzyki. Ale to się zupełnie nie sprawdziło, ludzie się nie bawili – przestrzega Darek*. – Poszedłem do didżeja i poprosiłem, żeby zagrał trochę disco polo, dopiero wtedy parkiet ruszył.

– A co na to para młoda?

– Nic, sami widzieli, co się dzieje. W sumie wyszło dobrze, muzycznie było wszystkiego po trochu i w efekcie wszyscy się świetnie bawili.

Zobacz wideo Błędy w makijażu ślubnym. Czego unikać, by wymarzony make-up nie okazał się katastrofą?

Wesele bez disco polo, bez oczepin i zabaw zrobiła kilka lat temu Paulina. Dlaczego? – Wodzirej i oczepiny kojarzą mi się z przaśną imprezą. A takiej nie chciałam. Tak nastawiłam gości, że nikt nawet "Gorzka wódka" nie ośmielił się zaśpiewać. Jasne, można oczepiny zrobić zabawnie, bez przeciągania kurzego jajka przez nogawkę, ale byłam zrażona po licznych weselach z tego typu zabawami – tłumaczy. – Mieliśmy didżejkę i chcieliśmy własną muzykę, mój mąż przygotował ponad 2000 kawałków, dziewczyna bardzo się zdziwiła, wystarczyło tylko lecieć po kolei z playlistą. Sama powiedziała, że disco polo nie gra. Nam to pasowało. Nie chcieliśmy też zespołu występującego na żywo, bo nasze doświadczenia z weselnymi kapelami były różne. I robią dużo przerw, a my chcieliśmy muzykę cały czas. Nawet cicho plumkającą do kotleta.

Jeśli prawdziwe polskie wesele, to musi być disco polo! Na pewno? (shutterstock.com)

A jak to wygląda z perspektywy didżeja czy zespołu weselnego?

– Jeżeli para młoda sobie nie życzy konkretnych piosenek czy gatunków, to ja ich nie gram. Życzenia młodych są dla mnie najważniejsze. Ustalamy sobie wcześniej scenariusz imprezy, który zawiera listę utworów bezwzględnie zakazanych. Wtedy nawet jeśli proszą mnie o nie goście, to uprzejmie oznajmiam, że para młoda nie życzyła sobie takiej muzyki – opowiada didżej weselny, który gra na weselach w całej Polsce.

Kolejny didżej, który chwali się, że kalendarz weselny ma zabukowany do końca 2024 roku, oświadcza: – Gram dla gości. Jeżeli parkiet się nie bawi, to szukam muzyki, która „siądzie". Staram się prowadzić imprezę pod ludzi, czasem to oznacza dużo disco polo, czasem stare hity, a innym razem mocne techno. To, co i jak gram, to w końcu moja wizytówka i nie chciałbym, żeby ktoś na koniec powiedział, że wesele było słabe przez muzykę. Parkiet ma być pełny. A nie da się ukryć, że ludzie się zazwyczaj dobrze bawią do disco polo. 

Bez mięsa

„Jak się tłustym zakąsza, to wódka lepiej wchodzi" – taki argument można usłyszeć na wielu rodzinnych imprezach. Ale i tu idzie nowe. Pary młode decydują się na podwójne menu: standardowe, czyli mięsne i wege dla osób, które nie jedzą mięsa.

– My w ogóle nie podamy mięsa na swoim weselu – mówi Daria, ta sama, która zamiast wódki uraczy gości winem. – Z narzeczonym nie jemy mięsa i nie chcemy przemysłu mięsnego w żaden sposób wspierać ani finansować. U nas jest to kwestia ideologiczna. Zresztą nasze wesele nie będzie tradycyjne, zapraszamy gości, których będzie około 30, na weekend do winnicy w lesie. Szukaliśmy czegoś blisko natury, w duchu eko. Muzyka oczywiście będzie, ale już bez pierwszego tańca czy oczepin.

Pary młode decydują się często na menu standardowe, czyli mięsne oraz wege dla gości, którzy nie jedzą mięsa (shutterstock.com)

A jak zareagowali na opcję wege bliscy pary młodej? – Były komentarze w stylu: dlaczego robicie to gościom? Jak wy do nas przychodzicie, to się do was dostosowujemy, teraz wy zróbcie to samo dla nas. Ale nikt nam z tego powodu nie odmówił obecności. Myślę, że wytrzymają jakoś jeden weekend bez mięsa – mówi Daria.

Anna, kucharka w lokalu weselnym na Mazurach, mówi, że u nich na życzenie pary młodej można zamówić ciekawe menu wegetariańskie: – Ludziom, którzy nie znają wegetariańskiej kuchni, często wydaje się, że jak nie będzie mięsa, to dostaną ziemniaki z innymi gotowanymi warzywami. A tak naprawdę dobrze przyrządzone dania wegetariańskie czy wegańskie mogą pozytywnie zaskoczyć niejednego sceptyka. Goście muszą jednak zachować otwartą głowę, a nie przychodzić z uprzedzeniem, że jak nie będzie mięsa, to nie będzie co zjeść.

Piotrek i tak się buntuje: – No jakbym trafił na wesele, gdzie ani wódki, ani mięsa, tobym chyba zabrał kopertę i wyszedł. Skoro się zaprasza na wesele ludzi – sorry, ale nie można myśleć tylko o sobie.

Bez dzieci

Rozmawiam z koleżanką o weselach, na które nie są zapraszane dzieci. – Nasze było właśnie takie – przypomina. – Bardzo jasno powiedzieliśmy o tym gościom. To była decyzja podyktowana miejscem, w którym organizowaliśmy imprezę. Właścicielka oranżerii wymagała przy zapraszaniu dzieci całonocnej opieki dla nich. Nie tylko animatorki na dwie godziny, ale opiekunki na całą noc. To teren z oczkiem wodnym, nieogrodzony, właścicielka ma duże psy. Pilnowanie dzieci biegających po nocy nikomu się nie uśmiechało. Więc z jednej strony wymóg właścicielki, a z drugiej strony bardzo nam to pasowało. Wesele jest imprezą dla dorosłych.

Inna para tłumaczy, że zdecydowała się na wesele bez dzieci, bo nie akceptuje „kultury libacji" w obecności nieletnich. Czy ktoś z tego powodu odmówił? – Goście byli raczej wyrozumiali, poza tym postawiliśmy sprawę jasno: nasz dom, nasze zasady. Nie interesowała nas opinia innych.

Ale już Marta, mama 10-latka i 6-latki, zrezygnowała z uczestnictwa w weselu przez to, że nie dostała zaproszenia uwzględniającego dzieci. – My byśmy chętnie pojechali na to wesele, ale gośćmi byli też moi rodzice, a rodzice mojego partnera wyjechali do sanatorium, więc odpadało zostawienie dzieci u dziadków. A sprawdzonej opiekunki nie mamy. Szkoda, bo to była bliska rodzina i nawet jeśli z powodu naszej dwójki mielibyśmy być na weselu tylko chwilę, to i tak byśmy się wybrali. 

Bez pieniędzy od rodziców

„To co, po połowie czy każdy płaci za swoich?" Odejście od tradycji i przełamywanie schematów przychodzi na pewno łatwiej, jeśli państwo młodzi sami sobie finansują wesele. Obecnie „talerzyk", czyli koszt ugoszczenia jednej osoby, to jakieś 250–300 zł, choć oczywiście można wydać więcej. I to tylko część finansowego wysiłku związanego z weselem. Nic dziwnego, że niektóre pary, szczególnie te naprawdę młode, muszą skorzystać z pomocy rodziców.

– Wesele sponsorowane przez rodziców to czasami ukryty szantaż – rozmawiam z moją mamą, która w kwestii ślubów i wesel ma bardziej przekrojową wiedzę. – Bo albo tak, jak oni chcą, albo wcale. W naszym regionie, na Podlasiu, przyjęte było, że rodzice panny młodej sponsorują jedzenie i salę, a rodzice pana młodego – alkohol i orkiestrę. Chociaż te zwyczaje różniły się nawet w obrębie jednej gminy. Do tej pory tak jest, że na wesele w taki czy inny sposób zrzucają się rodzice młodych, a pieniądze z kopert ślubnych to ma być zastrzyk finansowy na start dla nowożeńców.

Odejście od tradycji przyjdzie parze młodej na pewno łatwiej, jeśli sama sobie finansuje wesele (shutterstock.com)

– My swoje wesele urządziliśmy za własne pieniądze – mówią mi znajomi, którzy pobrali się niedawno. – Planowaliśmy ślub, później przekładaliśmy z powodu pandemii, więc te wydatki rozłożyły nam się w czasie. Znaczna część kosztów zwróciła się w kopertach. Dzięki temu całą imprezę mieliśmy po swojemu, na luzie, z ludźmi, których chcieliśmy tego dnia widzieć, a nie z masą ciotek, które same do końca nie wiedzą, czy są od strony młodej, czy młodego.

Wiatr weselnych zmian

Z rozmów z parami młodymi, które zdecydowały się wprowadzić innowacje do tradycji weselnej, wynika, że jednym z największych problemów jest przebicie się przez mur sprzeciwu najbliższych członków rodziny. Ci z pewnością doradzają w dobrej wierze, więc łatwo nie jest.

Z drugiej strony coraz więcej osób deklaruje, że jeśli uczestniczy w kilku weselach w sezonie, to zaczyna się robić nudno i schematycznie. Imprezy różni tylko to, że jest dużo lub za dużo jedzenia, lepsza lub gorsza orkiestra i mniej lub więcej pijanych gości. Nawet Piotrek, weselny tradycjonalista, mówi, że chętnie zobaczyłby coś nowego. O ile oczywiście podadzą wódkę i mięso.

*Niektóre imiona zostały zmienione.

Katarzyna Pawlińska-Gudel. Pracowała w korporacji, ale odkryła, że to nie jest na jej nerwy. Na co dzień zajmuje się produkcją filmową. Pochodzi z Podlasia. Mieszka w lesie. Absolwentka Szkoły Mistrzów UW na studiach technik pisarskich i prezentacji tekstu literackiego. Szczęśliwa posiadaczka głuchego dalmatyńczyka bez kropek.