Społeczeństwo
Pierwsza komunia w Bydgoszczy. Rok 2005 (fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Wyborcza.pl)
Pierwsza komunia w Bydgoszczy. Rok 2005 (fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Wyborcza.pl)

- Na religii uczyliśmy się, że Pan Bóg stworzył człowieka, aby ten go znał, czcił, kochał, służył mu i przez to osiągnął życie wieczne. Z moją przyjaciółką Izą stwierdziłyśmy, że to trochę samolubnie z Jego strony - mówi przygotowująca się do pierwszej komunii Jagoda (10 lat). - Rozmawiałyście o tym z panią od religii? - Nie, bałyśmy się. Bo może za karę by nas nie dopuściła do komunii. I tak się boję, że nie zdam. Bo dużo modlitw tak do końca nie umiem. Ja na religii jestem trochę z przymusu. - Z przymusu? - Chodzę, bo mama mówi, że nim podejmie się decyzję, warto znać obie strony. Czekam też na prezenty. - A po co w ogóle dzieci idą do pierwszej komunii? - Chodzi o hostię. - O hostię? - Hostia, taki opłatek, co dają w kościele. Pani mówi, że to ciało Jezusa. - A według ciebie co to jest? - No nie wiem. Ale ciało to na pewno nie, może bardziej kości. Przynajmniej ma ten sam kolor.

Do pierwszej komunii przystępują dzieci z religijnych rodzin, ale też takie, których rodzice do kościoła chodzą rzadko lub wcale. Trochę to dziwne. Ksiądz dr Przemysław Marek Szewczyk:

Dzieje się tak, bo w Polsce religia wciąż odgrywa dużą rolę. Jest częścią życia społecznego. Nawet jeśli tak naprawdę ludzie nie wierzą, to tradycja jest dla nich ważna - procesja na Boże Ciało, święconka na Wielkanoc, czy żłóbek. Religia jest nie tylko przeżyciem misteryjnym, ale jako przeżycie masowe ma wymiar wspólnotowy. Cześć ludzi przejmuje tylko zewnętrzny obrzęd, bo tego potrzebują od religii.

Kamil (10 lat) zgadza się, że do pierwszej komunii idzie się ze względu na hostię. - Staramy się jej nie połknąć. Ona jest jak żelek - trzymamy go w buzi, aż się rozpuści - mówi. - Myślę, że ten żelek czy opłatek to coś w stylu formy Boga. Jedząc go, przypominamy sobie o Nim - wyjaśnia.

Jego kolega Bartek ma inne zdanie. - Podczas komunii ksiądz daje biały proch, który się połyka. To ma nam przypomnieć, że my też kiedyś będziemy prochem - tłumaczy.

Hostia (pixabay.com)

Według Filipa i Oli do pierwszej komunii idzie się po to, żeby stać się dzieckiem bożym i po raz pierwszy przyjąć ciało Jezusa, a dokładnie opłatek, który się zamienia w Jego ciało podczas mszy. - Wiem, że tak naprawdę ten opłatek się w nic nie zamienia, tylko pozostaje taki sam. Ale ma w sobie coś wyjątkowego. Sprawia to modlitwa i wiara ludzi zgromadzonych w kościele - tłumaczy dalej Ola. Ola i jej koledzy, podobnie jak tysiące innych dzieci (według Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w 2013 r. - 333,5 tys., w 2016 r. - 285 tys.), przyjmą pierwszą komunię świętą. To uroczystość, do której przygotowania trwają kilka miesięcy. Biorą w nich udział dzieci i rodzice. Ci drudzy dbają o formalną i finansową stronę wydarzenia. Przedstawia mi ją Edyta, mama Klaudii z Łodzi. - Wpłacamy do parafii po mniej więcej 130 zł. To pieniądze dla księdza, fotografa i na wystrój kościoła. Do tego alba za 180 zł i przyjęcie komunijne - 150 zł od talerzyka. No i prezenty. Tu pełna dowolność - od laptopów, przez kopertę z pieniędzmi, po medalik szkaplerzny - wyjaśnia Edyta.

Zadaniem dzieci jest merytoryczne i duchowe przygotowanie się do sakramentu, które otrzymują w domu, kościele i na lekcjach religii.

Ksiądz dr Przemysław Marek Szewczyk:

Katechizm to streszczenie doktryny, pigułka, zupa instant. Do tego zawsze trzeba dolać wody. Temu służy katecheza w szkole - tematy są pogłębiane i dyskutowane z dziećmi, a przede wszystkim katecheza w domu. To nie jest tak, że pani od religii przygotowuje dzieci do komunii prowadząc coś w rodzaju kursu czy treningu. Przekazywanie wiary dzieciom odbywa się głównie w rodzinie. Trudno w grupie kilkudziesięciu dzieci odbywać szczere i głębokie rozmowy o Bogu i wierze. Czasem na lekcji są dzieci niewierzących rodziców. Uczciwa rozmowa o Bogu w takich warunkach jest szalenie wymagająca.
Ze strony Kościoła nie ma presji, by dzieci w uczestniczyły w pierwszej komunii. Presja jest społeczna. A za nią idzie masowość i świeckość tej uroczystości. Wiele rodzin tak naprawdę nie żyje wartościami chrześcijańskimi, ale potrzebuje momentu inicjacji, obrzędu, który naznaczy przejście dziecka w kolejny etap życia. Przy okazji komunii urządza się więc imprezy, dzieci obsypywane są prezentami. I nagle to pierwsze spotkanie z Jezusem prostym i ubogim staje się wyrazem skrajnego materializmu i chęci przodowania nie w byciu dobrym, pomocnym i sprawiedliwym, ale w posiadaniu i definiowaniu siebie przez pryzmat dóbr materialnych.

- Na początku roku dostaliśmy specjalny dzienniczek. Kiedy jesteśmy na mszy, ksiądz wkleja w nim naklejkę - tłumaczy Klaudia. - No i w szkole mamy lekcje religii. Zaczynamy od modlitwy: Ojcze nasz, Zdrowaś Mario, Aniele Boży. Potem czytamy podręcznik. Na przykład o przebaczeniu, przyjaźni, spowiedzi czy mszy. Mówiliśmy też o dziesięciu przykazaniach. Pani tłumaczy nam, jak czegoś nie rozumiemy. A następnie wykonujemy do tego prace w ćwiczeniach. Albo zaliczamy modlitwy i pytania do komunii. Bo trzeba nauczyć się ich na pamięć. Pani opowiada ciekawie. Ostatnio rozmawialiśmy o tym, dlaczego żegnamy się przy wejściu do kościoła. - I dlaczego? - Nie pamiętam. Ale na lekcji pamiętałam i się zgłaszałam dwa razy. Bo wszystko rozumiałam. - A co cię najbardziej zaciekawiło do tej pory? - Plagi egipskie.

Lekcja religii w zerówce (fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

I.

- Pierwsze przykazanie oznacza, że mamy wierzyć tylko w jednego Boga. Ale tak naprawdę nie jestem pewna. Bo skoro bogów greckich ktoś wymyślił, to skąd wiadomo, że tego Boga nie wymyślili ludzie - zastanawia się Jagoda. - Jeśli Bóg jest, to ma płeć męską, bo inaczej mówilibyśmy Bożka, Bogini. Więc Bóg to chłopak. Myślę, że jest łysy, dość gruby i chodzi w szacie, jakie mieli Grecy. Zdaniem Dominiki Bóg zdecydowanie istnieje i jest jeden. - Wyobrażam sobie go jako białego wróbla. Mieszka w niebie i jest sam. Dlatego stworzył człowieka. Żeby był na świecie i przeżył swoją historię - wyjaśnia. - Ale nie wiem, czy tak mówili w kościele - dodaje zawstydzona. - Na msze chodzę, ale trochę mi się nudzi. Mam czwórkę rodzeństwa i jestem przyzwyczajona do zabawy i hałasu. Iza wyjaśnia, że pierwsze przykazanie każe nie czcić pieniędzy, przedmiotów, tylko Boga. - Rodzice mówią, że Bóg stworzył świat i ja w to wierzę. Myślę, że on siedzi w niebie na tronie, a jak ludzie umierają, to przed nim występują. On na nich patrzy, rozmawia i sądzi. - Bóg jest jeden, ale w trzech postaciach, trochę jak kapsułki Vanish - wyjaśnia Martyna. - Jest Bóg, Pan Jezus i Duch Święty. Myślę, że oni siedzą na trzech krzesełkach, a w środku jest kula ziemska, którą można dotknąć jak tablet i powiększyć rzeczy. Widzą z nieba wszystko, obserwują nas, czy nie niszczymy kościołów i czy się modlimy. Kamil, gdy szedł na trening, wymyślił, że Bóg jest jak powietrze. Bo jest wszędzie i nie ma miejsca, gdzie go nie ma. Dla Bartka pierwsze przykazanie jest jasne. - Wyobraźmy sobie, że istnieje jeden Pan Bóg i nagle pojawia się drugi. Załóżmy, ma na imię Franek. To my w tego Franka wierzyć nie możemy - puentuje Bartek.

Ksiądz dr Przemysław Marek Szewczyk:

Dziecko poznaje dziesięć przykazań i nawet jeśli na wstępnym etapie jest to pamięciówka, to dekalog w nim jest i pracuje. Chrześcijaństwo trwa od dwóch tysiącleci i chrześcijańska moralność, którą poznają dzieci, ma korzenie w rozważaniach wielu mądrych ludzi. To, że my czegoś nie rozumiemy, nie oznacza, że nie ma w tym sensu. Einstein powiedział tyle rzeczy i często go cytujemy. A czy wszystko pojmujemy z jego słów?
Katedra w Radomiu (fot. Karol Piętek / Agencja Gazeta)

II.

- Imienia Pana Boga należy używać tylko, gdy się modlimy, a nie w innych mniej ważnych sytuacjach. Na przykład, gdy wylało nam się picie i mówimy: O Boże - stwierdza Kamil. To grzech. Niestety, jak przyznaje, zdarza mu się to często. Ale imienia Boga używa też w innych momentach. Najbardziej przed meczem. - Jestem obrońcą i przed grą robię znak krzyża i proszę Boga, żeby mi przyniósł szczęście - mówi. Jagoda zdradza, że ciągle popełnia grzech, bo mówi: "Matko Boska". Kiedyś się modliła, teraz już rzadko. - Zauważyłam, że to nic nie daje. Jak prosiłam Boga, żeby mi szło lepiej w szkole, to wcale nie posłuchał. Amelka, moja koleżanka, nie chodzi na religię i mówi, że nie wierzy w Boga, a ma o wiele więcej farta niż ja. I lepsze oceny. Jeśli Bóg mnie słyszy i kocha, to czemu mi nie pomaga? Ja powinnam mieć więcej szczęścia niż ktoś, kto nie wierzy.

III.

- Chodzi o to, żeby chodzić do kościoła - wyjaśnia Ola. - Ja jestem co niedziela. Czasem idę do innego kościoła, tylko tam nie dają takich naklejek, jakich potrzebuję. Wcześniej, przed naklejkami, chodziłam rzadziej. Najbardziej lubię, jak dzieci podchodzą do księdza, a on opowiada, co znaczy czytanie na mszy. Bo dużo z tego nie rozumiem. Poza tym zwykle się nudzę. Chyba że jest mama, to się do niej przytulam. Nie wiem, czy będę chodzić do kościoła po komunii. Tak naprawdę nie chce mi się wstawać rano, bo ja lubię sobie pospać dłużej, odpocząć po całym tygodniu albo pograć. Ale z drugiej strony wiem, że niechodzenie do kościoła to grzech. Klaudia zgadza się, że w kościele nie wszystko jest jasne. Zwłaszcza modlitwy. - Na lekcji nie wiedziałam, co to jest niewiasta. Albo to jak Pan Jezus zmartwychwstał. Przecież nie można ożyć i wstać z grobu. Fajnie by było, jakby każdy tak mógł. Mój dziadek by wstał i ten drugi, od mamy - dodaje. Nie rozumie też, co to jest grzech pierworodny. - To chyba znaczy, że człowiek ma grzech już przy urodzeniu. Ale to by było nie fair. Dlaczego mielibyśmy mieć grzech już na wejściu?

IV.

- To proste: trzeba czcić i szanować mamę i tatę - mówi Michał. - A co to znaczy? - No żeby ich nie obrażać i być wdzięcznym. Nie może być tak, że mama albo tata sprząta za ciebie, a ty grasz sobie na komputerze albo w telefonie. Trzeba pomagać, jeśli umiesz. Na przykład próbować gotować i kroić tępym nożem, żeby się nie zaciąć.

Komunia w rybnickiej parafii św. Wawrzyńca (fot. Dominika Gajda / Agencja Gazeta)

V.

- To przykazanie znaczy, żeby kogoś nie uderzyć i nie zabić - wyjaśnia Filip. - Żeby nie krzywdzić - potwierdza Klaudia. - No co tu wyjaśniać? Nie można tak strzelać, żeby ktoś stracił życie - mówi Bartek.

VI.

Klaudia: - Żeby nie spać w czyimś łóżku? Ola: - Zapomniałam. Kamil: - Nie wiem. Jagoda: - To chyba coś z kłamaniem jest związane.

VII.

- Nie kradnij, to znaczy nie zabieraj innym ich rzeczy. Na przykład, jak moja koleżanka ma drona i ja jej zazdroszczę. Ale na głos mówię: "Phi, co mi tam jakiś dron". A gdy ona nie patrzy, ja go sobie biorę i uciekam - komentuje Ola.

- Kiedy wchodzimy do Biedronki, wsadzamy do kieszeni M&M'sy i udajemy, że to przez przypadek - uzupełnia Filip.

VIII.

- Nie mów fałszywego świadectwo przeciw bliźniemu? Nie kojarzę - przyznaje szczerze Iza. - To chyba znaczy, żeby nie kłamać w sądzie. Na przykład twojego brata bliźniaka. - Brata bliźniaka? - No bliźniego, czyli bliźniaka - tłumaczy Iza.

Poprawia ją Jagoda. - To chyba bardziej chodzi o to, żeby nie obgadywać. Brata, kogoś z rodziny lub znajomego - wyjaśnia. Według Kamila na pewno chodzi o podróbki. Żeby ich nie robić i nie kłamać.

Katowice. Msza dla dzieci (fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

IX.

Widać, że Martyna jest wyraźnie zakłopotana. - Nie pożądaj żony bliźniego swego, czyli nie chciej jej. To przykazanie jest dla dorosłych. Na przykład jak jesteś mężczyzną i masz kolegę, to nie zabieraj mu dziewczyny. Bartek jest przekonany, że dotyczy to podrywania. - Jeśli mój kolega ma żonę, a ja się w niej zakocham, to za żadne skarby nie mogę jej poderwać. Nie mogę też nic zrobić jemu, żeby ją odbić.

- Nie mam pojęcia, bo przecież chyba nikt nie zabiera komuś żony - zastanawia się Iza.

X.

Przykazanie o tym, że nie można pożądać rzeczy bliźniego, Filip porównuje do konkursu. - Zająłeś drugie miejsce. Czyli też dobre, a ty się bardzo złościsz, bo chciałbyś dostać pierwsze. Jagoda przedstawia to inaczej: - Załóżmy, że masz ładne ubrania i przychodzi do ciebie koleżanka ze swoimi. I ty nagle myślisz, że ona ma lepsze. To nie możesz po kryjomu czegoś od niej wziąć.

Kamil nie może sobie przypomnieć. - Ale chyba to znaczy nie kradnij. Na przykład jeśli komuś wypadną kluczyki od auta, a ja to widzę. To nie mogę sobie ich zatrzymać, tylko muszę oddać - tłumaczy. I dodaje uczciwie, że nie wszystkich pytań i modlitw wyuczył się już na blachę. Ale czasem pani na religii pozwala odpowiadać własnymi słowami. - Spytała mnie, dlaczego Pan Bóg stworzył człowieka. Nie umiałem tego jeszcze i wymyśliłem po swojemu. - Czyli? - Że Pan Bóg stworzył człowieka, bo chciał zobaczyć, jak rozwinie się gatunek inny niż zwierzęta. I tak wpadł na pomysł, że zrobi ludzkość. Coś w stylu zwierząt, które umieją zarządzać mózgiem i swoim postępowaniem. - Myślisz, że jest dumny z tego, co zrobił? - Oczywiście. Bóg jest bardzo dumny. Bo stworzył coś, co ma własną wolę - może kochać się nawzajem, być dla siebie miłym i robić dobro. Albo zło, jeśli tak woli.

Zobacz wideo

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Dorota Salus. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Publikuje w magazynach kobiecych. Biega i chce kiedyś ukończyć maraton.