Społeczeństwo
Fajerwerki na stypie są ostatnio coraz popularniejsze (shutterstock)
Fajerwerki na stypie są ostatnio coraz popularniejsze (shutterstock)

Na pożegnaniu starszej pani stół uginał się od jedzenia. Były policzki wołowe, indyk, sola, dużo warzyw oraz soki i wino. A na deser ciasta i kawa. Na slajdach wyświetlanych na ścianie co parę sekund przeskakiwały zdjęcia zmarłej. Z młodości, z podróży. Goście śmiali się, opowiadając o niej różne zabawne historie, jedli i pili. Przyjęcie odbywało się kilka miesięcy temu w jej ulubionej restauracji na Śląsku. Mają tam elegancką, oddzielną salę, w której można zorganizować stypę na kilkadziesiąt osób.

– Chciałem, żeby było wystawnie i z przepychem. Żeby goście zjedli i wypili, dobrze się bawili i żartowali, zamiast płakać. Moja mama uwielbiała podróżować, śpiewać i robić bliskim różne niegroźne psikusy. Myślę, że tak właśnie chciałaby, żebyśmy ją żegnali – wspomina Maciej, syn zmarłej.

Krystyna Lewenfisz przygotowała szczegółowy scenariusz uroczystości pogrzebowej swojej mamy. A nawet wcześniej zrobiła próbę. – Gdy moja mama zmarła, pracowałam w Teatrze Powszechnym. Robiłam premiery z udziałem wspaniałych aktorów. Pomyślałam sobie tak: organizuję wspaniałe wydarzenia kulturalne, więc pożegnanie mojej mamy musi być naprawdę wyjątkowe, bo i ona była wyjątkowa. Chciałam, żeby goście też to czuli – opowiada.

Pogrzeb był świecki. Śpiewaczka wykonywała arie operowe, a pianista zagrał "Sonatę księżycową", ulubiony utwór zmarłej. - Po pogrzebie poszliśmy z przyjaciółmi do pubu na Starym Mieście. Często chodziłyśmy tam z mamą, bo lubiła to miejsce. Zaczęliśmy od obiadu. Potem były radosne wspominki, śpiewy i tańce przy muzyce na żywo. Grało trio: kontrabas, klarnet i akordeon. Jedliśmy białą kiełbasę i zupę gulaszową, piliśmy piwo i wino. Co kto chciał. Przyznam, że to było niezwykłe spotkanie – mówi Krystyna.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje

"Skończyło się późnym wieczorem"

Nazywane stypami przyjęcia, podczas których krewni i znajomi spotykają się, by pożegnać zmarłą osobę, od kilku lat stają się coraz wystawniejsze – mówią nam o tym i restauratorzy, i uczestnicy, i sami organizatorzy.

Gościom serwuje się menu złożone z kilku dań, desery i alkohole.

Gościom podaje się alkohol (shutterstock)

Parę dni temu byłem na pogrzebie wujka mojej żony, a potem na pożegnaniu w restauracji. Dania serwowano jak na weselu. Na pierwsze rosół z makaronem, na drugie kotlet z ziemniakami, na deser kawa z ciastem. Alkoholu nie było, bo to bardzo tradycyjna rodzina. Przyjęcie skończyło się po jakichś sześciu godzinach, późnym wieczorem – opowiada Arek Kulesza, trener personalny z Gdańska.

Hanna Ludwisiak, właścicielka zajazdu Pieprz i Wanilia pod Toruniem, mówi, że alkohol na wystawnych stypach zdarza się coraz częściej. Co rodziny zamawiają do jedzenia? – Najczęściej rosół z makaronem, dwie sztuki mięsa na osobę, ziemniaki i surówki. Na deser kawa lub herbata i ciasto – wylicza.

Paweł Zaniewicz, menedżer hotelu Strzelnica w Starogardzie Gdańskim, mówi, że niedawno w hotelowej restauracji odbyło się przyjęcie pożegnalne na sto osób. – Takie spotkania stają się coraz popularniejsze – twierdzi. – Rodziny, które organizują stypy, chętnie wybierają na przykład serwis francuski, czyli jedzenie serwowane przez obsługę, składające się minimum z pięciu dań. Do tego dobre wino – relacjonuje.

Świeże kwiaty i sztuczne ognie

Dr hab. Sławomir Sikora z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, który zajmuje się antropologią śmierci, mówi, że alkohol pojawiał się już w różnych obrzędach związanych ze śmiercią. – Podawanie wódki czy innego alkoholu na stypie trudno uznać za nowość. W tradycyjnej kulturze, tak chłopskiej, jak szlacheckiej, alkohol towarzyszył uroczystości pożegnania ze zmarłym. Alkohol jest „mediatorem", a sytuacja pogrzebu, stypa miała na celu nie tylko pocieszenie, ale również przywrócenie porządku społecznego, który śmierć naruszała – twierdzi dr Sikora.

Przyjęcia pożegnalne zaczynają przypominać wesela (shutterstock)

I dodaje: – To m.in. Kościół, tak katolicki, jak protestancki, jak też różnego rodzaju moraliści starali się go wyrugować. Wrócił, bo w dzisiejszych czasach ludzie szukają różnych nowych rozwiązań, także żegnając bliskich.

Roman Piechnik, menedżer warszawskiej restauracji San Lorenzo, zauważa, że rodzina zmarłego dzwoni często krótko po jego śmierci, bo od razu zaczyna planowanie wystawnego spotkania. – Bliscy wybierają dania z kuchni włoskiej, ale bywa, że proszą o rosół i schabowego z opiekanymi ziemniakami dla gości. Do tego alkohol, najczęściej wino i wódka – opowiada. – Często na stypę rodzina wynajmuje w lokalu całą antresolę, na której robimy zwykle przyjęcia weselne. Prosi, żeby przystroić ją świeżymi kwiatami i zdjęciami zmarłego – dodaje Piechnik.

Ale rozbudowane menu i alkohole, jak przyznaje Zaniewicz, to nie wszystko. – W naszej restauracji stoi fortepian, na którym na życzenie gości artysta gra podczas stypy wybrany wcześniej przez rodzinę repertuar – dodaje.

A co poza alkoholem i muzyką na żywo?

Coraz częściej na życzenie bliskich na koniec stypy robimy trwający parę minut show fajerwerków. Ostatnio na zamówienie syna, którego ojciec był wielkim fanem pirotechniki – mówi pracownik dużej firmy z Pomorza organizującej pokazy sztucznych ogni.

Zobacz wideo Wiktor Koperski, 28-letni trumniarz: 'Wychowałem się na tyłach zakładu'

To ogromny biznes

Stypy po nowemu nawiązują też przebiegiem do upodobań osoby zmarłej. Bliscy wybierają potrawy i muzykę, które lubiła, a nawet przemycają podczas pożegnania jej pasje i talenty. – Wujek mojej żony był z Żuław, miał własną kapelę. Podczas pożegnania puszczano, jak gra na  akordeonie, a my razem z paniami z zespołu śpiewaliśmy. Nikt nie płakał, były za to wspomnienia i piosenki – opowiada Arek Kulesza.

Czasem za zmarłego wznoszone są toasty (shutterstock)

Paweł Kunz, dziennikarz i podróżnik: – Trzy lata temu byłem na pożegnaniu znajomego, który w ostatniej woli zażyczył sobie, żeby nasze spotkanie po jego śmierci odbyło się w atmosferze radości. Słuchaliśmy jazzu i wspominaliśmy naszego zmarłego na wesoło. Stypa odbyła się w miejscowym domu weselnym. Był catering z przekąskami, trochę jak na bankiecie. Serwowano też alkohol, choć nie dużo, ale co ciekawe, wznosiliśmy toasty za zmarłego. 

Roman Piechnik do dziś pamięta stypę, na którą goście zajechali na motocyklach. –  Zadzwoniła kobieta, poprosiła, żebyśmy zorganizowali przyjęcie na 60 osób. Bufet z przekąskami, wódka, wino. Dopiero na koniec dowiedziałem się, że to pożegnanie męża, który kochał motocykle i działał w klubie harleyowców. Jego koledzy przyjechali, żeby go wspominać, porozmawiać, zjeść i się napić – opowiada.

Paweł Kunz przyznaje, że podróże zmieniły jego podejście do pogrzebów i styp (arch. prywatne)

Restauratorzy nie kryją, że rodziny bliskich wydają na stypy sporo pieniędzy. Ceny zaczynają się zwykle od 80 zł za talerzyk. Zależnie od liczby gości przyjęcie może kosztować nawet kilkanaście tysięcy. Nie licząc muzyki na żywo, kwiatów czy fajerwerków.

Dr hab. Sławomir Sikora komentuje to tak: – Nie ukrywajmy, że spotkania zwane stypami, podobnie jak weselne, to może być ogromny biznes. Stypa nie musi się sprowadzać do skromnego rodzinnego pożegnania. Gdy wychodzimy poza obszar domu, wkraczamy w obszar "rynku". Na społeczne oczekiwania rynek niewątpliwie zareaguje, a nawet może je kreować. I tu otwiera się możliwa różnorodność w obrzędzie pożegnań z bliskimi.

Badacz podkreśla jeszcze jeden ważny aspekt wystawnych styp. – Sfera śmierci wciąż jest trudna i wyjątkowa, ale przestaje być tabu. W filmach, nie tylko sensacyjnych, we współczesnej literaturze i teatrze. Dla mnie oznacza to normalność, bo przecież śmierć nieuchronnie wiąże się z życiem – podkreśla.

Pożegnanie Jamajki odbyło się 'na pomarańczowo' (arch. prywatne)

Goście na pomarańczowo

Każdy z naszych rozmówców mówi o wątpliwościach "czy wypada", z jakimi musieli zmierzyć się uczestnicy nietypowych styp.

Krystyna: – Na początku goście byli skrępowani i wyciszeni, ale powiedziałam, że przecież moja mama była osobą kolorową, lubiła muzykę, miała wspaniałe poczucie humoru. Ostatnią rzeczą, jakiej by chciała, to żebyśmy siedzieli smutni i rozpaczali. Poza tym było mi bardzo ciężko, sama przechodziłam przez żałobę, więc takie spotkanie z przyjaciółmi było mi bardzo potrzebne.

I dodaje, że chciałaby, żeby jasno wybrzmiało, że była z mamą bardzo związana i bardzo ją kochała. – Przyjęcie miało ją upamiętnić w niezapomniany sposób, ale z zachowaniem pełnego szacunku i miłości – podkreśla.

O zachowaniu szacunku wobec zmarłego mówią też wielokrotnie ci, którzy na wystawnych stypach uczestniczyli za granicą. Marcin Giebułtowski, Polak mieszkający w Londynie, niedawno był na pożegnaniu Keeshy, znajomej Jamajki.

Jej ulubionym kolorem był pomarańczowy, więc rodzina poprosiła, żeby każdy miał na sobie coś pomarańczowego. Wahałem się, bo okazało się, że w tym kolorze mam tylko skarpetki i sznurówki. Mocno się zastanawiałem, czy wypada, i w końcu z nich zrezygnowałem, a okazało się, że wielu gości takich wątpliwości nie miało. Włożyłem do kieszeni marynarki jedynie pomarańczową apaszkę, podczas gdy inni mieli sukienki, bluzki, marynarki, skarpetki, torebki i kapelusze w tym kolorze. Gościom serwowano wino i piwo, a do jedzenia ryż, mięsa, ryby oraz dania wegańskie. Na deser lody i cztery rodzaje ciast – opowiada.

Marcin Giebułtowski uważa, że stypa może też być celebracją radości, jaką osoba zmarła wniosła w nasze życie (arch. prywatne)

W sali wynajętej w mieście około 100 km od Londynu był didżej, który puszczał muzykę. – Goście tańczyli. Gdy wychodziłem po 21, wszyscy jeszcze świetnie się bawili, a nawet planowali pójść do pubu. Początkowo byłem zaskoczony, ale potem pomyślałem, że tak jest fajnie. Taka stypa może być celebracją faktu, że ta osoba wniosła w nasze życie radość – mówi Marcin.

Paweł Kunz ma podobne refleksje. – Zacząłem inaczej patrzeć na ceremonie pogrzebowe i stypy podczas podróży po Indonezji. Tam pożegnaniu zmarłego towarzyszą muzyka i skoczne tańce niczym na weselu, bo miejscowi wierzą, że ich bliski przeniósł się do lepszego świata. Przynoszą też kosze z prezentami, m.in. słodyczami, owocami i ryżem. Myślę sobie, że sam chciałbym mieć takie pożegnanie – twierdzi.

Na pożegnaniu starszej pani stoły uginały się od jedzenia (shutterstock)

Wieniec z tysiąca róż

– Obyczaje się zmieniają, nasza kultura dopuszcza różne normy. Oczywiście zmarłemu należy się szacunek, ale może on być pokazany na różne sposoby, zależnie od relacji, jakie funkcjonowały w danej rodzinie. Nie ma jednej normy, którą można by uznać za słuszną – mówi dr hab. Sławomir Sikora.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje

Arek Kulesza przyznaje, że na pożegnaniu wujka żony płakał, czego nie przewidział. A potem naszła go refleksja, że trwające parę godzin przyjęcie było świetnym pomysłem. – W dzisiejszych czasach ciągle gdzieś pędzimy. Rzadko mamy czas, żeby dłużej pobyć z rodziną, zwłaszcza tą dalszą – mówi.

Przed oczami wciąż ma wieniec w kształcie serca z tysiąca róż, który kupiła rodzina zmarłego. – Był niesamowity, ale pomyślałem sobie: dlaczego najpiękniejsze kwiaty dostajemy dopiero po śmierci?

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z odważnymi ludźmi. Pasjonatka kawy, słoni i klasycznych samochodów.