Społeczeństwo
Domosława Biniarz i Miłosława Skoczek-Śliwińska. Rzadkie imiona sióstr to zasługa taty, który 'kochał Słowian' (Fot. archiwum prywatne)
Domosława Biniarz i Miłosława Skoczek-Śliwińska. Rzadkie imiona sióstr to zasługa taty, który 'kochał Słowian' (Fot. archiwum prywatne)

Mamy w Polsce* 221 892 Kacprów, 152 Melchiorów i 130 Baltazarów. Trudno o huczniej obchodzone imieniny niż tej trójki – niby tylko niespełna 250 tys. solenizantów, a co roku 6 stycznia cała Polska ma wolny dzień na świętowanie. Dzień po Trzech Królach imieniny obchodzi Chociesława (według danych rządowych w Polsce takie imię mają dwie osoby), w połowie stycznia Makary (402), a pod koniec – Spycigniew (obecnie w rejestrze PESEL żaden nie figuruje). Wysyp rzadkich solenizantów przypada 19 stycznia – na życzenia czekają wtedy między innymi Erwin (4507) i Erwina (251), Kaliksta (26) i Mechtylda (2).

Najwięcej Polek nosi imię Anna – dokładnie: 1 053 032. Wśród Polaków najwięcej jest Piotrów – 694 913. Najrzadsze imiona żeńskie to z kolei między innymi: Talent, Filka, Boguwola, Bożętyna, Beatta, Kaj i Natika – do 24 stycznia 2022 roku nazwano tak po dwie dziewczynki. Męskie – analogicznie, po dwa – to między innymi Liana (z końcówką "a"), Koral (nie mylić z Karolem), Filiberto, Zimowid, Cecyliusz i Władysława (znów z "a" na końcu). Imion nadanych tylko raz w populacji nie ujawnia się w rejestrze.

Do 2022 roku zarejestrowano też 110 Saskii, 322 Szarloty i 260 Nestorów. Lorin jest tylko 20, a Domosław – zaledwie cztery. Co posiadacze tych imion o nich sądzą?

Saskia, czyli niełatwo być Rembrandtową

26-letnia Saskia Kozera imienin nie obchodzi, nie ma ich w polskim kalendarzu. Zadowala się urodzinami. Może też świętować Barbarę, czyli drugie imię, po babci. Tajemniczą Saskię wybrała dla niej mama. – Zawsze podobały jej się imiona artystyczne – wyjaśnia. Mama odwołała się do Saskii van Uylenburgh, ukochanej żony i muzy Rembrandta, którą holenderski malarz sportretował wielokrotnie: kasztanowłosą, pulchną, czasem nagą, kiedy indziej w naszyjniku z pereł. Jedna z podobizn Saskii Rembrandtowej wisi w Rijksmuseum w Amsterdamie.

Saskia Kozera dostała imię na cześć żony i muzy Rembrandta (Fot. archiwum prywatne) , Saskia van Uylenburgh im Profil, in reichem Kostüm, 1633/34-1642, von Rembrandt van Rijn, Öl auf Holz, Gemäldegalerie Alte Meister, Kassel (Fot. Wikimedia Commons/domena publiczna)

Rzadkie imię może sprawiać problemy. Małej Saskii Kozerze sprawiało. Urodziła się w Australii, do Polski przeniosła się z rodziną w wieku siedmiu lat. – To był szok, a byłam bardzo wrażliwym dzieckiem. W Australii Saskia to może nie jest częste imię, ale nikogo nie dziwiło. W Polsce od rówieśników słyszała, że "nie ma takiego imienia" i że "jest dziwna". – Wstydziłam się przedstawiać. Ale do mamy nigdy nie miałam o nie żalu. Wiele czasu zajęło mi docenienie, jak bardzo moje imię jest wyjątkowe – zapewnia.

Do Rady Języka Polskiego w sprawie imienia Saskia Polacy zwracali się dwukrotnie. I dwukrotnie prof. Walery Pisarek wydał opinię, że "nie widzi przeszkód, by nadać je dziewczynce", choć pochodzenie i etymologia są nieznane – może Saskia to "kobieta narodowości saskiej, czyli Saksonka", może "zdrobnienie od Aleksandra".

Dziś Saskia słyszy od ludzi, że jej imię jest piękne, "mityczne", "baśniowe". Gracze zauważają, że takie samo nosi jedna z bohaterek gry komputerowej "Wiedźmin 2". Swoją imienniczkę Saskia spotkała w życiu tylko raz. – Na zajęciach sztuk walki. Usłyszała, że w grupie jest druga Saskia i przyszła się przywitać. To jednak wydarzenie! – mówi. Uważa, że imię do niej pasuje, bo sama ma artystyczną naturę. Lubi też zdrobnienia – mamine Sasik, Sasiu lub Sas. Raz znajoma powiedziała Sasetka. – To imię jakoś ludzi inspiruje – stwierdza.

Lorina. Jak to zdrabniać?

Dużo mniej akceptacji Rada Języka Polskiego ma dla Loriny. "[…] nie istnieją formalne przeszkody, by imię takie nadać. Niestety, nie umiem odpowiedzieć na pytanie, skąd to imię pochodzi ani co znaczy, polskie słowniki imion go nie odnotowują. Z tego właśnie powodu radziłbym dobrze przemyśleć decyzję o nadaniu córeczce takiego imienia", opiniował w 2002 roku przewodniczący Rady. Argumentował, że 'nosicielka imienia" nie będzie wiedziała, do jakiej tradycji jej imię się odnosi oraz jak je zdrabniać ("Lorinka?, Lora? Lorcia? Ina?").

Cztery lata później, w 2006 roku, ówczesny przewodniczący RJP prof. dr hab. Andrzej Markowski wydał oświadczenie zawierające listę imion, które "nie są przez RJP zalecane" dzieciom narodowości polskiej i obywatelstwa polskiego. Podkreślił przy tym, że nie jest to "żadna lista imion zakazanych", bo zakazywanie nadawania imion nie leży w gestii Rady. Niemniej, w wykazie – obok między innymi Boromira, Dajany, Lilith, Majki, Malty, Nicol, Opieńka, Poziomki czy Wilka – znalazła się też Lorina.

Lorina Morawska ma 31 lat, więc urodziła się jeszcze przed "niezaleceniem". Imię wybrał jej tata – po matce chrzestnej Loriny. Z rodzinnych opowieści wie, że w urzędzie nie było łatwo. – Żeby zarejestrować mnie pod "niepolskim" imieniem, mama musiała zanieść do urzędu stanu cywilnego teczkę papierów – wspomina. Jakich papierów? Dziś już nikt nie pamięta. Mama chciała podarować Lorinie tę teczkę na osiemnaste urodziny, ale gdy poszła do urzędu, okazało się, że teczka zniknęła z akt.

Przez chwilę istniała szansa, że Lorina zostanie Weroniką. – To był typ mamy, ale cieszę się, że jestem Loriną. Choć jako nastolatka tego imienia nienawidziłam – przyznaje. Z czasem jednak "to, co było minusem, stało się plusem". Lorina w swoim imieniu lubi to, że "nikt nie ma z nim żadnych skojarzeń – pozytywnych ani negatywnych". – Raczej nigdy nie usłyszę: "Jesteś Aśka, a Aśka złamała mi serce, więc wszystkie jesteście złe". Notabene moja siostra to Katarzyna i całe życie tłumaczę się i za siebie, i za nią. Że jak to możliwe: ja mam takie rzadkie imię, a ona takie popularne? – śmieje się.

Do literowania swojego imienia na poczcie i w urzędach – bo notorycznie słyszy: "Jak? Karolina?" – Lorina już się przyzwyczaiła. Ze zdrobnieniami – mimo obaw językoznawców – też nigdy nie było problemów. – Bliscy mówią do mnie: Lorcia, Lorka, Lorisiu. Mama czasem Lorinden. Był kiedyś taki krem.

Zobacz wideo Siostry z aerografem. Kaśka i Kajka malują motocykle. 'Faceci czasem nie dowierzają'

Szarlota? Tak arystokratycznie

Szarlota Jelisiejew przyszła na świat w latach 60. na Warmii. – Moja rodzina jest polska, ale przodków mam rosyjskich, więc całe życie mnie pytają, czy jestem Polką – zaczyna. Jej tata był księgowym w szpitalu, w papierach pogotowia zobaczył imię pacjentki: Szarlota. Spodobało mu się. Ksiądz nie chciał tak dziecka ochrzcić, ale jakoś go przekonali.

W małym miasteczku na Warmii imię Szarlota nie budziło większej sensacji. – Dopiero gdy wyjechałam na studia, odczułam jego inność – wspomina Szarlota. Żaliła się znajomym, że imię nie pasuje do nazwiska. – Wtedy ktoś mi powiedział, że Szarlota Jelisiejew to była rosyjska arystokratka. I poczułam, jak spływa na mnie splendor – śmieje się. Bardzo ucieszyło ją, gdy córce księcia Williama i księżnej Kate nadano imię Charlotte. – Pomyślałam, że może teraz ludzie się przyzwyczają – mówi.

Rzadkie imię w połączeniu z obco brzmiącym nazwiskiem to ciągły kłopot w urzędach. – Zazwyczaj od razu pokazuję dowód, literowanie nie ma sensu – mówi Szarlota. Mimo wszystko uważa, że nietypowe imię jest lepsze niż imię popularne, bo tworzy osobowość, oryginalność, a Szarlota działa między innymi w Stowarzyszeniu Astrologów Polskich. Lubi, gdy jej imię wymawiają cudzoziemcy, zwłaszcza Francuzi – ma wtedy jeszcze więcej wdzięku.

Studencka miłość mówiła do niej Szarli. Matka chrzestna – Szaruś. Niby Szaruś, a jak kolorowo.

Nestor. Gdy ludzie myślą, że jesteś starszy

"Jak ci się żyje z rzadkim imieniem?". To pytanie prześladuje Nestora Kaszyckiego od przedszkola. – Szczerze mówiąc, bardzo dobrze – odpowiada. – Imię Nestor przykuwa uwagę, jest świetnym pretekstem, by zacząć rozmowę. W szkole zastępowało mi ksywkę. Słyszałem niekiedy "Nestor-Inwestor" albo "Nesquik", ale przeważnie byłem po prostu Nestorem. I nikt mi z tego powodu nie dokuczał – zapewnia.

Nestor urodził się w Polsce, ale ma ukraińskich (po stronie mamy) i łemkowskich (po stronie taty) przodków. Jest trójlingwistą z domu i lingwistą z wykształcenia. – W diasporze ukraińskiej czasami daje się dzieciom takie imiona jak Wasyl czy Kirył. I Nestor zalicza się do tej grupy. To coś jak polski Wiesław, w Ukrainie to imię nosi kilku posłów. Nie jest dziwne – wyjaśnia.

Nestor Kaszycki słyszał czasem w szkole: Nestor-Inwestor. Został lingwistą (Fot. archiwum prywatne) , Według Wikipedii Nestor to 'ten, który wraca z dalekiej podróży'. - Choć podchodzę do znaczenia imion i wiarygodności Wikipedii z rezerwą, to mi się podoba i pasuje do mnie. Jeżdżę długodystansowo na rowerze, po Ukrainie zrobiłem cztery tysiące kilometrów - zdradza. (Fot. archiwum prywatne)

Spośród wszystkich rozmówców Nestor najlepiej zna pochodzenie swojego imienia. Wręcz je recytuje, tłumacząc, że sprawdził, bo często ludzie go o to pytają. – Imię pochodzi z mitologii greckiej. Pojawia się w 12 pracach Heraklesa i w "Iliadzie" – w czasie wojny trojańskiej Nestor służył Grekom swoją mądrością. Do Ukrainy imię to przywędrowało w IX wieku razem z Cyrylem i Metodym. Podczas chrystianizacji Rusi Kijowskiej w XI wieku Nestor był jej kronikarzem, ukraińskim Wincentym Kadłubkiem – wylicza.

Według Wikipedii Nestor to "ten, który wraca z dalekiej podróży". – Choć podchodzę do znaczenia imion i wiarygodności Wikipedii z rezerwą, to mi się podoba i pasuje do mnie. Jeżdżę długodystansowo na rowerze, po Ukrainie zrobiłem cztery tysiące kilometrów – zdradza.

Nestor utożsamia się ze swoim imieniem. Poczuł to zwłaszcza wtedy, gdy dla żartu przedstawił się komuś drugim imieniem - Piotr. Więcej tego nie powtórzył. Jak odbierają go ludzie? – Często w korespondencji ktoś myśli, że jestem starszy, wiadomo, nestor rodu. Zwrot "Panie Nestorze" zawsze mnie bawi, ale oficjalna korespondencja tego wymaga – mówi.

Malutkiego Nestora w urzędzie rejestrowali tata i bliski przyjaciel ojca. – Drugie imię, Piotr, mam właśnie po tym przyjacielu, który bardzo o tym marzył. Zapisywali mnie zaraz po pępkowym, więc w stanie wskazującym, ale na szczęście udało się bez błędów – kończy.

Rodzeństwo słowiańskie: Domosława, Miłosława (i Mieszko)

Domosława Biniarz żartuje, że jest "dzieckiem-menopauzą" – mama urodziła ją, mając 42 lata. Ma jeszcze o 17 lat starszą siostrę Miłosławę i o 15 lat starszego brata Mieszka. Mieszków w całej Polsce żyje nie tak mało – 5878. Miłosław – 488. Ale Domosławy są tylko cztery. To robi wrażenie, ale jeszcze większe – rodzinna konsekwencja w obdarzaniu dzieci słowiańskimi imionami. – To zasługa taty, kochał Słowian – mówią chórem siostry. Mama nie miała nic przeciwko. – Choć akurat mnie chciała nazwać Jaśminą. Szkoda, że nie Jarzębiną – śmieje się Domosława (czy Rada Języka Polskiego by to zaleciła?).

Tata Zdzisław był artystą rzeźbiarzem urodzonym na polskiej wsi. W Ostrowi Mazowieckiej, 100 km od Warszawy, zbudował dom i pracownię. – Miało być na dwa-trzy lata, ale jak to bywa, zostało na życie – snuje rodzinną opowieść Miłosława Skoczek-Śliwińska, rzeźbiarka, malarka i projektantka biżuterii, która dziś w tej samej pracowni tworzy swoje prace. A Domosława dodaje, że imię – "tej, która sławi dom" – dostała właśnie na cześć tego domu. Później przydało jej się na ustnej maturze. – Mówiłam o różnych obliczach domu w literaturze polskiej. Zaczęłam od swojego imienia i popłynęło – wspomina.

Jako małe dziewczynki siostry tęskniły za ksywkami. – W szkole dzieci miały pseudonimy, a ja miałam swoje imię – mówi Domosława. Miłosławę wymarzoną ksywką obdarzyły dopiero maluchy w rodzinie. – Bliscy mówią do mnie Miła albo Miłka, za Miłką nie przepadam. Dzieci nie umiały wymówić Miłej i mówią Mimi. To takie piękne i czułe! – zachwyca się.

Domosława Biniarz i Miłosława Skoczek-Śliwińska. Rzadkie imiona sióstr to zasługa taty, który 'kochał Słowian' (Fot. archiwum prywatne) , Miłosława Skoczek-Śliwińska, rzeźbiarka, malarka i projektantka biżuteri w swojej pracowni (Fot. Domosława Biniarz /archiwum prywatne)

O swojej rodzinie Miłosława mówi: nasze plemię. – To poczucie wspólnoty, przynależności, właśnie bycia plemieniem, niewątpliwie dał nam tata. Wyposażył nas w imiona, które czynią z nas rodzeństwo. Ale też tata jakoś nas zaprogramował – ja mam w sobie miłość i czułość dla ludzi, rozumiem ich błędy, trudno mnie zirytować. Domka zaś ma w sobie zarówno rys artystyczny, jak i stabilność, której się od niej uczę – wylicza starsza siostra.

Na pytanie, czy imię ma w życiu znaczenie, Domka i Miła odpowiadają zgodnie: kolosalne, imię tworzy tożsamość. Miłosława śmieje się, że poganką jest z krwi i kości – nie była ochrzczona, bo tata dał jej wolność wyboru i do dziś zdania nie zmieniła, gdyż wiele rzeczy w Kościele jej się nie podoba. Ale tematu swojej słowiańskości jeszcze nie zgłębiła. – Czuję, że ten czas przyjdzie, ale nie przyspieszam go – mówi.

Na razie w rodzinnej Ostrowi Mazowieckiej stanął odlany z brązu pomnik księżnej Anny Mazowieckiej jej autorstwa. Anna Mazowiecka nadała Ostrowi prawa miejskie. – Słyszałam głosy zdumienia, że księżna wygląda jak ja. Nie miałam punktu odniesienia, znalazłam jedynie rycinę z jej wizerunkiem, z którego trudno było odczytać typ urody. Nadałam więc księżnej rys słowiański i polski.

Na koniec dodaje: – Ojciec zawsze mówił: wierz w siebie i licz na siebie. To była mądrość z kości. Jako młoda dziewczyna jeszcze tego nie rozumiałam. Dziś już tak.

Prokurator Waldemar. To znaczy Waldemara

Pani Waldemara [nazwisko do wiadomości redakcji] jest prokuratorką w stanie spoczynku. W wymarzonym zawodzie wytrwała blisko 50 lat. Gdy zaczynała, w latach 70. XX wieku, dostanie się kobiety do tego zawodu graniczyło z cudem. – Jeżeli był wybór między kobietą a mężczyzną, wybierano mężczyznę. Wiązało się to głównie z tym, że młode kobiety po studiach wchodziły w związki małżeńskie, rodziły dzieci i trochę to dezorganizowało służbę – wyjaśnia.

Z mężem i małą córeczką mieszkali w Małopolsce. – Na południu Polski, od zachodu kraju po Katowice, żadna prokuratura nie chciała mnie zatrudnić. Ale doszły nas słuchy, że pewne braki kadrowe są na północy – opowiada. Byli młodymi, odważnymi ludźmi, uznali, że mogą mieszkać gdziekolwiek. – Rozesłałam pisma do prokuratur wojewódzkich w Szczecinie, Koszalinie, Gdańsku – wylicza pani Waldemara. Nie minęły dwa tygodnie, gdy ze Szczecina przyszedł list: proszę przyjeżdżać w najbliższym dogodnym terminie. Praca jest.

Łączność telefoniczna nie była wtedy łatwą sprawą, więc kupiła po prostu bilet na nocny pociąg do Szczecina i pierwszy raz w życiu, samotnie, odbyła taką podróż. – I proszę sobie wyobrazić, że stawiam się tam rano, zmęczona po całonocnej podróży, zgłaszam się w tych kadrach, mówię, w jakiej sprawie, a naczelnik mówi: ale my nie jesteśmy zainteresowani kobietami. Niemożliwe, żeśmy nawiązali z panią korespondencję – opowiada.

Dopiero wtedy zerknęła na pismo – zgadzało się wszystko oprócz imienia. Zaadresowano je do Waldemara. Mężczyzny. Pani Waldemara postanowiła, że nie da za wygraną. – Powołałam się na kawał drogi, jaki pokonałam, fakt, że z korespondencji wynika, że miejsca pracy mają oraz to, że nie stanowię już dużego zagrożenia kadrowego – mam męża, małą córeczkę. Naczelnik zmiękł. – Umówił mnie na rozmowy i dostałam przyrzeczenie pracy – wspomina pani Waldka. W Szczecinie spędzili kilka bardzo szczęśliwych lat.

Choć w zawodzie prokuratora miała do czynienia z aktami spraw tysięcy osób, na drugą Waldemarę natrafiła w życiu tylko raz. Jej imienin też nie ma w kalendarzu. – Wertowaliśmy go z rodzicami, żeby coś znaleźć. Nie ma. Obchodzę więc imieniny 5 maja, wtedy co Waldemar – opowiada.

Akta sprawy (zdjęcie poglądowe). (Fot. Roman Rogalski / Agencja Wyborcza.pl)

Jeszcze za życia rodziców Waldemara dociekała, czemu jej, jedynej córce, nadano akurat takie imię. – Było to wielką zagadką. Z opowieści mamy wynikało, że miałam być Małgorzatą – po urodzeniu w szpitalu mówiła na mnie tak i mama, i cały personel medyczny. Po czym tata, nic nikomu nie mówiąc, poszedł dokonać mojej rejestracji w USC i wrócił do domu z aktem, w którym figurowała Waldemara. Mama przeżyła szok, bo nigdy wcześniej nie było nawet wspominki o tym, żebym miała takie imię nosić – śmieje się rozmówczyni. Rodzinne plotki i domysły głosiły, że ojciec, który w okresie wojennym został wywieziony na roboty przymusowe do Austrii, prawdopodobnie miał tam sympatię o tym imieniu. – Ale tato nigdy tego nie potwierdził – opowiada dziś czule córka.

Mama w końcu się z Waldką pogodziła. Ba – szczerze polubiła to imię. – Zawsze byłam dla niej i dla taty Waldzią. I dobrze nam było. Małżonek mówił do mnie bardzo ładnie: Waldi. Znajomi i przyjaciele: Wala, Walda. Najmłodszy zięć mówi Waldka, po imieniu, i nie ukrywam, że brzmi to pięknie i sympatycznie. Nigdy nie robiłam problemu z tym imieniem, zawsze je lubiłam, uważałam za fajne i bardzo do mnie pasujące. No i przyniosło mi szczęście – podsumowuje pani Waldka.

Ale imię nie jest według niej aż tak ważne jak czyny człowieka, jego zachowanie. – To po nim, nie po imieniu, ludzie nas oceniają – kończy.

Liam, Nena i Małrycy z błędem

Łukasz, tata 15-letniego Maurycego, pamięta, że gdy lata temu zamawiał dla syna na urodziny "spersonalizowany" tort, pani z cukierni walnęła na środku napis kremem: "Małrycy". – Dziś "granica rzadkości" imienia mocno się przesunęła. Co prawda wokół nadal więcej jest Piotrków czy Michałów, ale Maurycy nie budzi zdziwienia – zapewnia.

Chcąc nadać dziecku oryginalne imię, niewątpliwie można brać przykład z celebrytów. Syn Wojciecha Szczęsnego i Mariny Łuczenko ma na imię Liam. Co nie jest wcale takie rzadkie – do 2022 roku Liamów było w Polsce 884, więcej niż Cyrylów czy Bonifacych. Córka Magdy Gessler, Lara, nazwała swoją córeczkę Nena – do 24 stycznia 2022 roku Nen w Polsce zarejestrowano tylko 11. Nikt raczej nie przebije fantazji Katarzyny Skrzyneckiej – jej córeczka nazywa się Alikia Ikia Łopucka. Na tym tle imię córki Natalii Siwiec – Mia – wypada niemalże tradycyjnie.

Choć przez urzędy stanu cywilnego przewalają się mody na różne imiona, a niektórym rodzicom przychodzi do głowy nazwać syna Belzebub, a córkę Eutanazja, to Polacy wciąż pozostają w tym względzie tradycjonalistami. W 2022 roku (pełnych danych jeszcze nie ma) imieniem najczęściej nadawanym dziewczynkom były Zofia, Zuzanna i Hanna, a chłopcom – Antoni, Jan i Aleksander.

*Dane obejmują imiona męskie i żeńskie zgromadzone w rejestrze PESEL do 24 stycznia 2022 roku. Nie uwzględniają imion nadanych tylko jeden raz oraz zgonów. Pełną listę można sprawdzić na stronie >>

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli" i współautorka "Pomocnika dla rodziców i opiekunów nastolatków". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press.