Rozmowa
'Miałabym człowiekowi, który krzywdził niemowlę, oddawać dzieci sam na sam na widzenia, bo inaczej państwo mi je odbierze?!' (Fot. Shutterstock.com)
'Miałabym człowiekowi, który krzywdził niemowlę, oddawać dzieci sam na sam na widzenia, bo inaczej państwo mi je odbierze?!' (Fot. Shutterstock.com)

Regularnie zdarza mi się rozmawiać o bardzo trudnych doświadczeniach życiowych, a mimo to lektura dokumentów, które od pani dostałam, była bardzo trudnym przeżyciem. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak pani musi się czuć.

Na początku nie dopuszczałam do siebie myśli, że to się naprawdę stało.

Ojciec molestujący własną córkę? Kiedy od niego odeszłam, starsze dziecko miało trzy lata. Analizując sytuację z perspektywy czasu, widzę, że symptomy pojawiały się już, kiedy miało rok i kilka miesięcy.

Można mieć zły charakter, ale zrobić coś takiego? To jest nie do ogarnięcia rozumem.

I dziś ja miałabym człowiekowi, który w ten sposób krzywdził niemowlę, oddawać dzieci sam na sam na widzenia, bo inaczej państwo mi je odbierze?! 

Jak długo znała pani męża przed ślubem?

Dwa lata. Poznaliśmy się na portalu randkowym. Ludziom się wydaje, że molestowanie seksualne ma miejsce w "patologii", że dokonują go ludzie, których mózgi są przeżarte alkoholem. A to był wykształcony człowiek. Inżynier. 

'Kiedy wracali, wstępowali do sklepu, a tata kupował jej żelki, żeby ją przekupić. Później w nocy płakała i krzyczała' (Fot. Shutterstock.com)

A pani?

Jestem prawniczką. 

Były mąż nie jest Polakiem, ale dobrze mówi w naszym języku. Przeprowadziłam się do niego, do kraju ościennego. Od mojego rodzinnego domu to zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. 

Po ślubie dość szybko zaczął zachowywać się dziwnie – znikać z domu, ignorować mnie – a kiedy na świat przyszła córka, a po dwóch latach zaszłam w kolejną ciążę, to już był koszmar. Bywał w stosunku do mnie agresywny, potrafił pobić "za to, że się popsuła zmywarka", moim rodzicom zabronił odwiedzania nas.

W tamtym czasie starsza córka zachowywała się coraz bardziej niepokojąco. Nie chciała jeść, była apatyczna, płakała w nocy.  

Były mąż i córka mieli rytuał, który – kiedy się czyta opisy psychologów – brzmi po prostu koszmarnie.

Mieszkaliśmy wtedy w dwupokojowym mieszkaniu i remontowaliśmy dom. Co wieczór mąż brał niespełna trzyletnią córkę i szedł z nią do tamtego budynku. Protestowałam, że o tej porze powinna się wyciszać i kłaść spać, ale nie zważał na to. 

Podczas diagnozy córka wskazywała, że właśnie w tamtym miejscu dochodziło do molestowania. Kiedy wracali, zawsze wstępowali do sklepu, a tata kupował jej żelki, żeby w ten sposób ją przekupić. Później w nocy płakała i krzyczała.

Miała pani pretensje do siebie, że nie zauważyła, co się dzieje?

Straszne. Do dziś nie mogę zrozumieć, jak to możliwe, że niczego się nie domyśliłam.

Diagnoza wykazała, że córka była zastraszana przez ojca. Mówił jej, że jeśli komukolwiek powie, co się dzieje, to coś złego się stanie jej młodszej siostrze albo mamusi.

A jednak się odważyła.

Ale nie powiedziała o tym mnie, tylko mojej cioci, która przyjechała, żeby mi pomóc, ponieważ były mąż był w delegacji. Karmiłam trzymiesięczną córkę, kiedy usłyszałam, jak w pokoju obok starsze dziecko mówi: "Tata mnie tu dotyka i mnie to boli". Wskazało na krocze.

To było takie uczucie, jakby mnie poraził piorun. Nikt, kto tego nie przeżył, nie jest w stanie sobie wyobrazić. Koszmar.

Co pani zrobiła?

Wyszukałam w internecie psychologa zajmującego się molestowaniem seksualnym. Zalecił izolację dziecka od sprawcy oraz konsultację lekarską. Pediatra wysłała nas do ginekologa, ale córka była tak przerażona, że badanie nie mogło się odbyć. Skierował nas do szpitala, gdzie najpierw podano jej środki uspokajające. Podczas badania okazało się, że wargi sromowe były opuchnięte i czerwone.

Stwierdzono, że dziecko jest zbyt małe, by potwierdzić lub zaprzeczyć, iż doszło do molestowania. Sprawa została jednak przekazana opiece społecznej.

Oraz prokuraturze, a ja również tam, w szpitalu, usłyszałam zalecenie, by odseparować dziecko od ojca.

Zabrałam córki i wróciłam do Polski. Któregoś dnia córka się obudziła i powiedziała, że jej się bardzo dobrze spało, bo nikt jej nie budził i nie dotykał. Byłam totalnie przerażona.

Wspierali mnie rodzice. Podsunęli numer infolinii Rzecznika Praw Dziecka. 

10 lat temu rzecznikiem był Marek Michalak.

Otrzymałam w jego biurze kompetentną pomoc. Rozmawiałam z pedagogiem. Powiedział, że trzeba przeprowadzić profesjonalną diagnozę, a ponieważ córka jest malutka, to niewielu specjalistów potrafi to zrobić, ale obiecał znaleźć dla mnie specjalistę. Dwa dni później dostałam namiar.

Dyskusja o 'alienacji rodzicielskiej' toczyła się w wielu krajach świata. M.in Anglii (Fot. Shutterstock.com)

Specjalistka (zanonimizowalismy zgodnie z prawem prasowym - dop. red.) - dr psychologii i biegła sądowa ad hoc - orzekła, że do molestowania doszło. W opinii napisała między innymi, że córka "mówiła, że boli ją pupa (wagina), która była mocno zaczerwieniona, miała także mechaniczne otarcia miejsc intymnych", oraz że "tata dotykał" i było to "nieprzyjemne", masturbowała się kilka razy dziennie, a "zachowanie minęło szybko po przeprowadzce do dziadków". Pisała też o "objawach niespecyficznych" – córka między innymi "kilka razy dziennie płakała, krzyczała, histeryzowała" oraz "wymiotowała bez przyczyny". 

Pani doktor powiedziała mi wprost, że doszło do molestowania mojego dziecka. 

Objawy, o których pani mówi, utrzymywały się także w Polsce. Po wizytach ojca starsza córka dostawała drgawek i ciało jej sztywniało do tego stopnia, że nie byliśmy w stanie jej posadzić na kanapie. To jest nie do uwierzenia, jeśli się tego nie widzi na własne oczy.

Mąż spotykał się z córkami?

Tak. Na początku, jeszcze przed diagnozą starszej córki. Uważałam wówczas, że dzieci powinny mieć kontakt ze swoim tatą. Spotykał się z dziećmi przy mnie.

Poza tym była przecież jeszcze młodsza córka, której wówczas nie zrobił krzywdy. Okazało się jednak, że to był błąd, dzieci zapłaciły za to zdrowiem.

Spotykaliście się we czwórkę? U pani w domu?

Tak. Dzieci odwiedzali też jego rodzice. 

Tylko że on kompletnie nawalił. Jako człowiek i ojciec. Regularnie urządzał awantury. Koniecznie chciał zabrać do siebie starszą córkę. A kiedy pokazałam mu opinię, w której również biegła sądowa psycholożka orzekła, że dziecko było molestowane, przestał do nas przyjeżdżać. I rozpoczął rozsyłanie pisma za pismem do sądów i innych instytucji, że jest alienowany.

Biegła psycholog sądowa (zanonimizowalismy zgodnie z prawem prasowym - dop. red.) napisała: "Całokształt opisanych czynników stanowi podstawę psychologiczną do zdiagnozowania nadużyć seksualnych".

Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, do którego również zwróciłam się z prośbą o wskazówki, jak mam pomóc swojemu dziecku, wskazało, że to jest świetna specjalistka. Opinia, którą pani cytuje, została wydana na moją prośbę. 

Tymczasem w państwie pochodzenia byłego męża sprawa o molestowanie została umorzona z braku wystarczających dowodów.

Były mąż oskarżył panią – powołując się na konwencję haską – o międzynarodowe uprowadzenie dzieci i domagał się, by wróciły do niego.

Jednak w 2014 roku polskie sądy pierwszej i drugiej instancji stwierdziły, że jest tak duże zagrożenie bezpieczeństwa psychicznego i fizycznego dzieci, że nie zostaną one wydane.

Czytałam uzasadnienie opinii sądu okręgowego, w którym sędzia wspomina między innymi o tym, że starsza córka "mówiła swojej babci, że jest bardzo dzielna, bo zaciska ręce i oczy i czeka, aż tata przestanie", oraz "włożyła sobie butelkę od napoju Kubuś w okolice krocza i powiedziała, że tata jej coś tam wkładał". Naprawdę trudno jest nawet to czytać.

A jednak jestem pewna, że dziś – w atmosferze, jaką PiS wprowadził w sądach – ja bym tej sprawy nie wygrała i dzieci by wróciły do ojca.

Ale to był 2014 rok i wygrała pani.

Nie tylko w Polsce! Sprawa była rozpatrywana również – zgodnie z procedurą Bruksela II Bis – w kraju zamieszkania męża i tam również zapadła decyzja, że dzieci do niego nie wrócą. Odwoływał się aż do tamtejszego Sądu Najwyższego, w którym również przegrał. Na swoim terenie!  

Dlatego zupełnie nie rozumiem, jak doszło do tego, że dziś znalazła się pani w sytuacji, kiedy boi się, że straci dzieci?!

Od tamtego czasu to jest równia pochyła. Mąż w swoim kraju dostał tymczasowe postanowienie o kontaktach z dziećmi. Sam na sam! Osiem godzin co sobota. Postanowienie jest nieprawomocne. Wydała mu je znajoma sędzia, jednak kolejny sędzia stwierdził, że jest to niezgodne z prawem, i odmówił wydania klauzuli wykonalności.

Ale były mąż skutecznie posiłkuje się tamtym postanowieniem. Żąda wydania dzieci, na co się nie godzę, więc nasyła policję albo zgłasza ich zaginięcie lub uprowadzenie. 

Również ambasador jego kraju napisał do sądu w Polsce, że obywatel jest alienowany i należy mu pomóc. Od prezeski sądu usłyszałam: "Dziś są takie czasy, że każda sobie wymyśla molestowanie!". Groziła, że mnie ukarze, jeśli nie będę wydawała dziecka ojcu.

'Istnieje ryzyko, że córka w dorosłym życiu zapadnie na depresję lub inną chorobę' (Fot. Shutterstock.com)

Czy fakt, że pani jest prawniczką, nie ułatwia pani kontaktów z wymiarem sprawiedliwości? 

Absolutnie nie. Kilka razy zdarzyło mi się wręcz słyszeć: "Jako doktor prawa powinna pani wiedzieć, że…".

Dla polskich sądów rodzinnych główną przesłanką, którą się dziś kierują, jest "alienacja rodzicielska". I to mimo że Parlament Europejski zakazuje używania tego pojęcia, gdyż jego autor stworzył teorię uzasadniającą oddawanie dzieci sprawcom przemocy seksualnej.

A jednak u nas sformułowanie "alienacja rodzicielska" robi wręcz furorę. Na ostatnim kongresie Stowarzyszenia Sędziów Rodzinnych w Polsce również je omawiano i nazywano "formą przemocy emocjonalnej wobec dziecka".

Grupa Ekspertów ds. Przeciwdziałania Przemocy wobec Kobiet i Przemocy Domowej przy Komisji Europejskiej (GREVIO) zwraca uwagę, że matki wskazujące na przemoc ze strony ojca dziecka są dziś w Polsce uznawane za "niewspółpracujące" lub "winne" złych relacji ojca z dzieckiem.

Przed sądem w Polsce wciąż toczy się sprawa o molestowanie, w której podejrzanym jest mój były mąż… 

Po tylu latach?!

Sąd zlecił opinię biegłej, która uznała, że do molestowania doszło, jednak wynajęto kolejnego biegłego. Nie wiem po co? Żeby koniecznie szukał dowodów na niewinność mojego byłego męża?

Ten sam sąd nie zastanawia się nad tym, czy były mąż nie powinien mieć ograniczonych praw rodzicielskich, ale zastanawia się, czy nie odebrać mi córek!

Sąd wszczął z urzędu zarządzenia opiekuńcze i zlecił kuratorowi wywiad środowiskowy celem ustalenia, czy zasadne jest, żeby dzieci mieszkały ze mną.

Czy bierze pani pod uwagę, że sąd mógłby umieścić dzieci w pieczy zastępczej?

Widząc, co się dzieje w sądach rodzinnych – tak. Ewa Ważny, prezeska Stowarzyszenia Sądów Rodzinnych w Polsce, już dwa lata temu na łamach magazynu "Dziecko Krzywdzone" stwierdziła, że w sytuacjach, gdy rodzice się kłócą, powinny zostać ustanowione specjalne rodziny zastępcze, w których czasowo umieszczano by ich dzieci!

Gdyby na pani miejscu siedział pani były mąż, a na moim dziennikarz TVP, to powstałby skrajnie inny wywiad o tym, jak matka zarzuca molestowanie, którego nie potwierdził sąd, i zabrania mężczyźnie widywać jego własnych dzieci.

Ależ oczywiście. Były mąż oficjalnie mówi o tym, że to wszystko przez hormony. Bo byłam tuż po ciąży i mi "na mózg padło".

I teraz okazuje się, że sąd jest po jego stronie.

Jaka matka pozwoliłaby ojcu, który molestował córkę, zabierać dzieci na spotkania sam na sam?!

'To, co się dziś dzieje w Polsce, przypomina sytuację opisaną przez Margaret Atwood' (Fot. Shutterstock.com)

Pani sytuacja dziwi mnie tym bardziej, że latem Trybunał Konstytucyjny uznał, że nie wolno karać matek, które nie dopuszczają do kontaktów dzieci z przemocowymi ojcami.

Jednak sądy robią swoje. Kierują się sygnałami, jakie płyną z Ministerstwa Sprawiedliwości. 

Wśród sędziów istnieje głębokie przekonanie, które organizacje ojców przez lata podsycały, że kobiety są złymi, kłamliwymi manipulantkami, które oskarżają mężczyzn o molestowanie, "żeby wyciągnąć wyższe alimenty". 

A przecież to nie ma nic do rzeczy. Wysokość alimentów jest uzależniona od potrzeb uprawnionego i możliwości zobowiązanego, a nie od występowania bądź nie jakiejkolwiek przemocy.

Co dalej z wami będzie?

Nie wiem.

Jestem zaszczuwana kolejny rok. I nie chodzi o to, że mnie zaszczuwa były mąż, który jest pieniaczem. Mnie zaszczuwa polskie państwo.

To, co się dziś dzieje w Polsce, przypomina sytuację opisaną przez Margaret Atwood w "Opowieści podręcznej". W 90 proc. te irracjonalne decyzje wydają kobiety. Same sobie gotujemy taki los. 

Czy córka pamięta tamte wydarzenia? Rozmawiacie o tym?

Nie, ale psychologowie powiedzieli, że będę musiała z nią o tym porozmawiać. Istnieje ryzyko, że w dorosłym życiu zapadnie na depresję lub inną chorobę i wtedy będzie musiała przekazać tę wiedzę specjalistom, żeby potrafili jej pomóc.

Na razie jej o tym nie mówiłam, ale powiem. Chociaż wiem, że to zostanie wykorzystane przeciwko mnie. Że pomawiam ojca. Że alienuję. 

A jak ona i jej młodsza siostra się dzisiaj czują?

Są uśmiechnięte i cieszą się życiem, ale to efekt wielu lat pracy. Łącznie z tym, że pracowałam ze starszą córką, żeby umiała stawiać granice innym ludziom i zadbać o swoje bezpieczeństwo. 

Miała świetną przedszkolankę, która mi zwróciła uwagę, że to dziecko się zawsze na wszystko zgadza. A od psychologów wiem, że pedofile wybierają sobie takie właśnie "grzeczne" ofiary.

Niestety, jeśli zdarza się coś, co jest związane z jej ojcem, to wraca płacz, wymioty, olbrzymi strach. Do dziś dzieci są pod kontrolą specjalistów.

Zobacz wideo Rodzic pyta: Kiedy skorzystać z pomocy psychologa? Ekspertka: Najszybciej, jak tylko to jest możliwe

A w jakim pani jest stanie?

Nie wiem. Nie mam czasu, żeby się pochylać nad sobą. Jestem cały czas w trybie zadaniowym. Dlatego zdecydowałam się na ten wywiad. Bo co innego mogę teraz robić? 

Mogę walczyć, mówiąc głośno, że PiS i jego sądy nienawidzą kobiet.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje >>

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Dziennikarka. W 2016 r. otrzymała honorowe wyróżnienie Festiwalu Sztuki Faktu oraz została nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za wyemitowany w programie TVN "UWAGA!" materiał "Tu nie ma sprawiedliwości", o krzywdzie chorych na alzheimera podopiecznych domu opieki, a w 2019 r. do Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej za teksty o handlu noworodkami w PRL, które ukazały się w Weekend.gazeta.pl. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.