Rozmowa
'Victim blaming - obwinianie kobiet o to, że były ofiarami przemocy - powoduje ich wtórną traumatyzację' (Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Wyborcza.pl)
'Victim blaming - obwinianie kobiet o to, że były ofiarami przemocy - powoduje ich wtórną traumatyzację' (Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Wyborcza.pl)

Mieszkasz we Włoszech. A czasem się mówi, że Polska to są Włochy Północy. Nie wydaje mi się, by to dotyczyło włoskiego dolce vita – umiłowania rozkoszowania się życiem. Raczej patriarchatu i maczyzmu.

Do 1975 roku we włoskim prawodawstwie funkcjonowało pojęcie capo di casa, czyli pan domu. "Pan" miał prawo w dowolny sposób "korygować" zachowanie żony i dzieci, nie było więc mowy o przemocy domowej.

Dopiero w 1981 roku usunięto figurę prawną, która nazywała się matrimonio riparatore, czyli małżeństwo naprawcze. Polegała na tym, że jeśli zgwałcona dziewczyna została poślubiona przez gwałciciela, to gwałtu nie było.

Również w 1981 roku zniknęło z kodeksu karnego "zabójstwo honorowe".

Manifestacja w Mediolanie. Dzień kobiet 2022 rok (Fot. Shutterstock.com)

Gdy on zabił, "bo ona zdradzała"?

Albo miał podejrzenie, że zdradziła. Kary w takich przypadkach były minimalne. Do siedmiu lat więzienia. We Włoszech do 1991 roku gwałt był przestępstwem przeciwko moralności, a nie przeciwko osobie! 

Zobacz, z jakiego punktu wyszły Włoszki! A dziś funkcjonuje tutaj bardzo dużo prężnych organizacji przeciwko przemocy: Casa Internazionale delle Donne, Donne in Rete Contro la Violenza, Non Una di Meno. Jest tego mnóstwo!

Włoskie kobiety miały bardzo silną potrzebę działania. Tutejsze dziennikarki w 2011 roku stworzyły "Manifest wenecki", czyli kodeks postępowania dla mediów, jak należy pisać o przemocy.

Dawniej bardzo często się pojawiało określenie "zbrodnia z miłości". Zamiast tego dziś mówi się feminicidio, czyli kobietobójstwo. Takie działania prowadzą do kulturowych zmian.

Wierzę, że każda, nawet najmniejsza działalność edukacyjna – choćby taka jak moja – jest elementem zmiany społecznej. 

Dokształcałaś się na kierunku kultura wobec przemocy płciowej na Uniwersytecie Rzymskim, a na swojej stronie piszesz do kobiet między innymi tak: "Nie wierz głupcom – nigdy w najmniejszym stopniu nie jesteś odpowiedzialna za przemoc, która cię spotkała. Nigdy!".

Po pierwsze dlatego, że sprawcy nimi skutecznie manipulowali, a po drugie, ponieważ żyją w społeczeństwie, które przemocy nie widzi, udaje, że nie widzi, lub wręcz na nią przyzwala.

Zarzutów wobec kobiet, które żyły w toksycznych związkach, jest nieskończenie wiele: "Dlaczego nie odeszłaś?", "Powinnaś się bardziej starać", "To taki wspaniały człowiek. Czego się czepiasz?", "Sama mu na to pozwoliłaś!", "Niby taka wykształcona, a taka głupia!". Victim blaming – obwinianie kobiet o to, że były ofiarami przemocy – powoduje ich wtórną traumatyzację. Piszę o tym od kilku lat.

'Ofiary przemocy żyją w społeczeństwie, które przemocy nie widzi, udaje, że nie widzi, lub wręcz na nią przyzwala' (Fot. Shutterstock.com)

Z iloma kobietami masz kontakt?

Aktualnie z siedmioma tysiącami. To są Polki, które mieszkają na całym świecie. Wszystkie mamy te same doświadczenia: przemoc eskaluje pod koniec związku oraz właśnie na emigracji. Przeprowadzka do innego kraju jest często momentem zwrotnym, ponieważ kobieta odrywa się od korzeni i sieci wsparcia. Badania potwierdzają, że przemoc się wówczas nasila. 

Kiedy mówimy o przemocy fizycznej, dowody są namacalne. Tę psychiczną osobom postronnym trudniej zrozumieć. Ty byłaś ofiarą takiej właśnie przemocy.

Włoska psychoterapeutka, dr Mina Rienzo, pisze, że stan psychiczny ofiary jest świadectwem narcyzmu partnera. Ofiara ma wszystkie objawy traumy złożonej (PTSDC), takie jak bezsenność, napady paniki, flashbacki, problemy z odżywianiem, ciągły niepokój i czujność, bóle somatyczne, wycofanie się z kontaktów społecznych. Dochodzi do nich nieufność wobec siebie i innych, poczucie niższej wartości, brak wiary w siebie. W takim stanie ofiara jest niejako corpus delicti – dowodem tego, co się wydarzyło w związku.

Bardzo trudno jest zdiagnozować narcyzm. Jego najbardziej ewidentną cechą jest całkowity brak empatii i używanie innych do swoich celów. W tych relacjach – tak samo jak w przypadku socjopatycznych oraz psychopatycznych zaburzeń osobowości – jest bardzo dużo manipulacji. Gdy partner jest narcyzem, długo ci się wydaje, że tworzycie idealny związek. Ta osoba zna twoje nadzieje, pragnienia…

'We Włoszech funkcjonuje bardzo dużo prężnych organizacji przeciwko przemocy' (Fot. Shutterstock.com)

Lęki i strachy...

…słabości. I gra na tym niczym wirtuoz! W bardzo subtelny sposób.  

Osoby z zewnątrz mówią: "Masz wspaniałego męża"?

Absolutnie wspaniałego! Kochającego i czułego. Tymczasem to, co cię z nim wiąże, to z czasem już nie jest miłość, ale trauma bonding – traumatyczne uwiązanie – które w latach 80. opisali amerykańscy psychiatrzy Dutton i Painter.

W pierwszym etapie związku ma miejsce bombardowanie miłością. Jest wam cudownie! W pewnym momencie pojawiają się jednak sprzeczne sygnały, które wprowadzają dezorientację. Na przykład kupujecie dom, a on nagle mówi: "Ja nie wiem, czy ja się w ogóle nadaję do związku". Niby nic, myślisz, rozterka, chwila słabości. Wszystko idzie dobrym torem, ale zdarza się coraz więcej takich pozornie małych rzeczy. Ten etap nazywa się zmianą manipulacyjną. Chodzi w niej o to, by wzbudzić w tobie obawę przed utratą tego wspaniałego związku.

I kobieta zaczyna się starać bardziej? 

No oczywiście, bo przecież jak się przyłoży i lepiej o niego zadba, to jemu już coś takiego do głowy nie przyjdzie. Ale przychodzi. Przerywane wzmocnienie, czyli ciepło-zimno, to najsilniejszy motywator na świecie.

Najpierw dostajesz dużo dobra i mościsz się w tej relacji, ale potem zdarza się pstryczek: "Nie pójdę z tobą na uroczystość do twojej mamy, bo nie chcę mieć z nią nic wspólnego". A potem znowu deklaruje, że cię kocha, i jest cudownie.

Niezwykle trudno jest się oprzeć przerywanemu wzmocnieniu. Bo racjonalizujemy.

Skoro u jeńców wojennych czy więźniów wytwarza się syndrom sztokholmski – czyli pojawiają się pozytywne uczucia w stosunku do oprawców – to czy nie jest oczywiste, że to samo się dzieje z kobietami? Które przecież pozostają ze sprawcami przemocy w intymnych i miłosnych relacjach! Tymczasem co się mówi kobietom? "To twoja wina! Masz osobowość zależną". To victim blaming! 

"Nie pójdę z tobą do twojej matki" – to nie brzmi jakoś wyjątkowo źle.

Dlatego właśnie nazwałam swoją stronę Mała Rzecz. Pojedyncza sprawa wyjęta z kontekstu wydaje się zawsze trywialna. Dopiero nasilenie działań oraz ich sekwencyjność powodują, że kobieta się czuje zamknięta w klatce. Socjolog Evan Stark, który w swojej książce "Coercive Control" opisuje między innymi zjawisko zniewolenia poprzez kontrolę, pisze o małych, ale licznych aktach opresji, które mają na celu skorygowanie zachowania ofiary oraz utrzymanie nad nią kontroli i władzy.

Anita Deskiewicz (Fot. Aga Kiepuszewska)

Gdy opowiesz o tych "małych opresjach" mamie czy koleżance, to powiedzą: "Puknij się w głowę. Co ty wymyślasz?!".

Przez lata jesteś subtelnie przekonywana przez oprawcę, że ty, twoje umiejętności, kompetencje, sposób myślenia są niewiele warte. Powoli sama nabierasz przekonania, że coś z tobą jest nie tak. A jeszcze rodzina i znajomi mówią: "On jest taki dla ciebie dobry". Wychodzisz z takiego związku straumatyzowana, zdezorientowana i bezbronna.

I wtedy stykasz się z opresją instytucjonalną. Policjant ci powie: "A to państwo się nie mogą dogadać?", a prokurator: "To pani jest rozemocjonowana, pan jest spokojny. To kto tu jest oprawcą?", a sąd: "Chwila, moment! Co prawda dziecko widziało przemoc, ale kocha ojca", mimo że konwencja z Lanzarote mówi wyraźnie: dziecko, które jest świadkiem przemocy, jest automatycznie ofiarą przemocy.

Twierdzisz, że przemoc instytucjonalna dotyczy kobiet. Prężnie działające organizacje zrzeszające ojców od lat przekonują opinię publiczną, że jest dokładnie odwrotnie, i to ich dyskryminują sfeminizowane sądy rodzinne.

Przemoc poseparacyjna wobec kobiet jest faktem, tylko że w świadomości społecznej w ogóle nie istnieje. Co się radzi kobietom, które są ofiarami przemocy? "Mów o tym i uciekaj!"

Genua. Marzec 2022. Element kampanii przeciwko przemocy (Fot. Shutterstock.com)

Tak jest. 

Tylko że kiedy ona ucieka, to często wychodzi z jednego piekła i wchodzi do drugiego. Często bywa tak jak w moim przypadku: z byłym mężem prowadziliśmy wspólną firmę, a kiedy od niego odeszłam, odciął mnie od możliwości zarobkowania, a nawet od dostępu do naszego wspólnego portfolio. W pewnym momencie zostałam bez środków do życia. To jest wyrafinowana przemoc ekonomiczna. Przemoc procesowa polega natomiast na zasypywaniu cię pozwami. O nic. Byle cię dręczyć.

Idźmy dalej: już ze sobą nie mieszkacie, a jednak on wystaje pod domem, wydzwania, grozi, śledzi. Ciągle się boisz o siebie i dzieci. Założyłaś mu Niebieską Kartę? Już nie działa, bo nie żyjecie ze sobą. Ale najważniejszym elementem przemocy poseparacyjnej jest społeczna izolacja. Chodzi o to, by zniszczyć twoją reputację. W ten sposób on chroni swój wizerunek, przedstawia siebie jako ofiarę, a ciebie jako agresorkę. Ludzie przestają ci wierzyć. Masz zostać sama. I zostajesz.

Naukowczyni Patrizia Romito w książce "Ogłuszająca cisza. Ukryta przemoc wobec kobiet i dzieci" opisuje między innymi, jak się ukrywa przemoc w kulturze. Po pierwsze: obwiniając ofiarę. Kobieta się broni? "Jest agresywna!" Nie broni się? "Jest masochistką!" Romito wspomina o figurze ofiary idealnej w kulturze. Czyli o czymś, co nie istnieje. 

Ofiara idealna to by była ta, wobec której społeczeństwo nie miałoby żadnych "ale"?

Tak. I to jest martwa ofiara.

No nie wiem! "A dlaczego nie uciekła?"

Faktycznie, ma defekt: dała się zabić. "Dopuściła do tego".

Jak jeszcze kultura tłumaczy przemoc? Eufemizując ją. Określenia "przemoc domowa" czy "przemoc w rodzinie" ukrywają jej istotę, czyli sprawcę. Przemoc poseparacyjną nazywa się jak? Konfliktem okołorozwodowym. 

Kolejna rzecz to psychologizacja przemocy. Pomija się tutaj kontekst kulturowy, jakbyśmy żyli w próżni, i mówi się o cechach ofiary, jej upodobaniach, schematach postępowania, deficytach. To rzekomo one doprowadziły kobietę do momentu, w którym się znalazła!

"Ojciec pił i bił jej matkę i dla niej to była norma, a więc potem weszła w taki związek".

Oczywiście. I zobacz: to, co obciąża kobietę – że wyrastała w dysfunkcyjnej rodzinie, poświęcano jej za mało uwagi i nie umie tworzyć dobrych związków – to samo jest usprawiedliwieniem sprawcy. 

Bo "nie dało się z nią wytrzymać","ona się nie nadaje do życia".

Tylko wtedy jesteś w stanie się obronić, kiedy jebniesz pięścią w stół i powiesz "nie!". No ale znowu wkracza kultura, która mówi: kobieta, która używa gniewu, jest mało kobieca! Co się stało, jak Trybunał Konstytucyjny de facto zakazał w Polsce aborcji i kobiety wyszły na ulice z transparentami "Jesteśmy wkurwione"? 

VII Śląska Manifa. Katowice. 2014 rok (Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Wyborcza.pl)

Zewsząd się pojawiły głosy, że to nieeleganckie i niedopuszczalne. A dziewczynkom dość powszechnie wbija się do głowy nieskończenie infantylne powiedzonko "złość piękności szkodzi". 

Otóż to! Dlatego ja się nie waham przekląć. Ofiary przemocy potrzebują uzewnętrznienia swojego wewnętrznego gniewu. Swoją akcję przeciwko obwinianiu ofiar nazwałam #sorrykurwaalenie.

Co kobiety, z którymi masz kontakt, piszą o polskim sądownictwie? Kiedy rozmawiałam ze specjalistkami od rozwodów oraz molestowania seksualnego, usłyszałam, że tak źle jak teraz nie było od dawna. Również od Krystyny Żyteckiej, która pomaga ofiarom gwałtu, usłyszałam o umorzonej sprawie gwałtu, ponieważ prokurator uznał, że jak kobieta nie nosi majtek, to prowokuje. To jest efekt PiS-owskiej "dobrej zmiany" w sądach?

Nie tylko. Również działalności wpływowego Ordo Iuris, ale przede wszystkim powszechnego w Polsce i wszechobecnego patriarchatu. W każdej dziedzinie życia, w której można mieć nad kobietami władzę oraz je kontrolować, pedał jest dociskany do ziemi!

Sądy rodzinne, a zwłaszcza OZSS-y – opiniodawcze zespoły sądowych specjalistów, które diagnozują dzieci podczas rozwodu – notorycznie ignorują przemoc. 13-letnia dziewczyna popełniła samobójstwo, skacząc z dachu, i zostawiła pamiętnik, w którym opisywała, jak ojciec znęcał się nad nią i matką. Ten sam ojciec jest na najlepszej drodze, by dostać opiekę naprzemienną nad swoją drugą córką, dziewięciolatką. Matka jest przerażona, ponieważ sąd jest mu ewidentnie przychylny. A dlaczego? Argumenty są identyczne jak zawsze, to znaczy: bo dziecko ojca kocha i tęskni, a alienacja rodzicielska jest zła. To są tragedie, które się nie mieszczą w głowie! Na stronie MamyMówiąDOŚĆ znajdziesz mnóstwo historii, które potwierdzają przemoc instytucjonalną.

Organizacje ojców zarzucają kobietom głównie alienację rodzicielską, o której wspominasz.

Parlament Europejski zakazuje używania tego pojęcia. To jest teoria skompromitowanego amerykańskiego psychiatry Richarda Gardnera, zwolennika pedofilii, której używają sprawcy przemocy, po to by mieć dostęp do dzieci.

Tymczasem polskie sądy potrafią uznawać, że bez względu na to, co się działo w rodzinie, ojciec ma prawo do opieki naprzemiennej. Napisała do mnie kobieta, której córka ma ataki paniki, kiedy ma się spotkać z przemocowym ojcem. Co na to sąd? To matka dziecko nastawia przeciwko ojcu! Wina kobiety! Victim blaming!

Wszystko, o czym rozmawiamy, to pokłosie niewiedzy i ignorancji. Gdyby sędziowie, prokuratorzy i biegli sądowi mieli pojęcie, czym jest trauma złożona i jak sprawcy potrafią manipulować i kreować się na dobrych ojców, to być może byliby zdolni do refleksji. Ale sedno problemu tkwi głęboko w mentalności.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje >>

Anita Deskiewicz. Autorka strony na FB Mała Rzecz. Miłość i Inne Przemoce. Asystentka zdrowienia. Terapeutka w metodzie otwartego dialogu. Wiedzę czerpała w WSPS w Sopocie (psychologia społeczna) oraz w L’Università Sapienza w Rzymie. Edukatorka. Certyfikowana mediatorka rodzinna. W 2002 r. rzeczniczka praw ofiar przestępstw przy MSWiA w Gdańsku. Działała w Radzie Konsultacyjnej OSK ds. Przemocy.

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Dziennikarka. W 2016 r. otrzymała honorowe wyróżnienie Festiwalu Sztuki Faktu oraz została nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za wyemitowany w programie TVN "UWAGA!" materiał "Tu nie ma sprawiedliwości", o krzywdzie chorych na alzheimera podopiecznych domu opieki, a w 2019 r. do Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej za teksty o handlu noworodkami w PRL, które ukazały się w Weekend.gazeta.pl. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.p