Rozmowa
Rodzina na wakacjach (Shutterstock)
Rodzina na wakacjach (Shutterstock)

Nareszcie wakacje. Czy to znaczy, że będziemy się kochać częściej?

Zacznijmy od wakacyjnej gry wstępnej, która składa się ze słów kluczy: "słońce", "dotyk", "relaks". Już samo ich skojarzenie zmienia naszą chemię mózgu. Pojawiają się osławione endorfiny, które działają na całe ciało, od czubka głowy aż po najmniejszy palec u nogi. Powodują gotowość na doświadczenie czegoś ekscytującego, uruchamiając także wydzielanie się w naszym ciele hormonów, jeszcze zanim zaczniemy pakować walizkę.

Do której przezornie wrzucamy prezerwatywy i tabletki antykoncepcyjne?

Niekoniecznie.

Opowiem pani sytuację sprzed paru dni. Jest piątek rano, przychodzi pacjentka, u której stwierdzam infekcję pochwową. Mówi: "Pani doktor, lecę dziś z mężem na piękną grecką wyspę, lot mam o 14.00. Na miejscu będę wieczorem i muszę do tego czasu być zdrowa. To mają być wakacje naszych marzeń".

No więc pani doktor się spina i wypisuje arsenał leków, które działają szybko i skutecznie. Tak aby pacjentka była wieczorem gotowa na seks. Gotowa fizycznie, bo psychicznie już jest.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Z czym jeszcze pojawiają się pacjentki przed urlopem?

Z przezornym przygotowaniem do wakacji łączą się prośby o przesunięcie krwawień miesiączkowych, tak by na urlopie kobieta mogła korzystać z kąpieli słonecznych i wodnych, a wiadomo, że krwawienie komfortowe nie jest. Zresztą podczas zbliżeń także.

Przepisuję wówczas tabletki różniące się składem hormonalnym w zależności od tego, czy kobieta chce, żeby miesiączka nastąpiła przed wyjazdem lub po powrocie. Jeżeli się tego rozwiązania nie nadużywa, jeśli robi się to raz w roku na wakacje, to jest bezpieczne dla zdrowia kobiety. Oczywiście pod warunkiem, że nie ma innych medycznych przeciwwskazań.

Można to połączyć z wakacyjną antykoncepcją?

Można. Są kobiety, które na co dzień nie stosują antykoncepcji, a w wakacje tak, bo chcą mieć większy komfort. Proszę zwrócić uwagę, że w ten sposób szykujemy się do przyznania sobie prawa do większej wolności.

Niektóre pary na wakacje przesuwają zajście w ciążę (Shutterstock)

Słowo "wakacje" u części z nas powoduje bowiem poczucie, że wtedy wolno nam więcej. Bo będzie fajniej. Bo otwieramy nasze zmysły na nowe, ekscytujące doznania. To taka nasza wewnętrzna wakacyjna gra wstępna.

Ale paradoksalnie większość pacjentek przed wakacjami wcale nie przychodzi po antykoncepcję. Nie jest to główny cel wizyt. Jest za to całkiem spora grupa takich pacjentek, które na wakacje przekładają zachodzenie w ciążę.

Bo wreszcie mają na to czas?

Urlop to czas, żeby pobyć we dwoje, mieć więcej okazji do zbliżeń, komfort i radość z bliskości erotycznej. Z moich obserwacji wynika też, że istotną potrzebą pań przed wyjazdem jest zabezpieczenie się przed infekcjami oraz suchością pochwy.

Zwłaszcza w innych krajach czeka na nas inna woda, inna flora bakteryjna, czasem też inne specyfiki do mycia czy prania. A to wszystko sprzyja urazom kobiecych intymnych części ciała. I może nam zepsuć urlop.

Kiedyś na wakacjach wybrałyśmy się z koleżanką do łaźni tureckiej. Mnie nic nie było, ale ona przypłaciła tę wizytę nieprzyjemną infekcją. Tak ostrą, że musiała pojechać na pogotowie.

Dlatego właśnie co przezorniejsze panie proszą o recepty na leki przeciw infekcjom, świądowi, pieczeniu i popularnym grzybicom. Żeby były zdrowe i żeby mogły cieszyć się wakacyjnym seksem.

Wśród ciężarnych są takie, które chcą wybrać się na urlop samolotem, w różnym okresie ciąży. Wszystkie chcą mieć gwarancję, że nic się nie stanie w czasie lotu. A niektóre potrzebują zaświadczenia dla linii lotniczych. 

Czy w wakacje wolno nam więcej? (Shutterstock)

Oczywiście decyzja należy do nich, ale ja jestem przeciwna. Przede wszystkim z powodu zmiany ciśnień. W samolocie ciśnienie jest niższe, co powoduje gorsze natlenienie krwi matki. Hemoglobina krwi płodowej redukuje niedobór, ale jednak zagrożenie istnieje. Problem w samolocie może wystąpić u ciężarnych z zakrzepicą lub chociażby z obrzękami ciążowymi. Również z powodu klimatyzacji i tego całego bałaganu drobnoustrojowego, w którym się znajdujemy podczas lotu. 

Mam na myśli szczególnie okres do 12. tygodnia ciąży oraz po 24. tygodniu. Moje doświadczenie zawodowe uczy, że podczas lotu dochodzi do stawiań macicy, tzn. kobieta we wczesnej ciąży czuje, że coś dzieje się w dole brzucha lub gdy brzuch jest większy – że twardnieje. U kobiety pojawia się wtedy niepokój, a nawet lęk, i zamiast odpoczywać, zaczyna się bać, że ciąża jest zagrożona. A to nie jest dobre ani dla ciąży, ani dla przyszłej mamy.

Powiedziała pani, że wraz z wakacjami uruchamia się w nas myślenie "mogę więcej".

Zdecydowanie tak jest, choć ja uważam, że w wakacje niekoniecznie więcej nam wolno. No, chyba że nie jesteśmy w związku. Często od par, które mam w terapii, słyszę, że już od kwietnia szykują się na lato. Mówią: zrobimy tak, jak pani doktor nam poleciła, ale planujemy w wakacje, bo wtedy będziemy mieć więcej czasu dla siebie, będziemy na siebie uważniejsi. Niestety, wcale mnie to nie cieszy.

Dlaczego?

Bo samo się nic nie rozwiąże, nawet podczas urlopu. Lepiej jest spróbować rozwiązać problemy przed wyjazdem, oczyścić atmosferę i umysł, wyciszyć negatywne odczuwanie emocji.

A czy wolno nam więcej? Jest jeszcze odpowiedzialność za drugiego człowieka. Wiem, że brzmi to niemodnie i poważnie, więc niewakacyjnie, ale wszystkiego w życiu są konsekwencje. Dobrze byłoby, gdybyśmy mieli tego świadomość.

Wakacje to także okazja do zdrady (Shutterstock)

Świadomość tego, że szybki wakacyjny seks może mieć przykre konsekwencje?

Nie tylko. Mam na myśli odpowiedzialność rozumianą bardzo szeroko. Za siebie, żeby się nie opalać tak, by "pomóc" rozwojowi raka skóry. Żeby pływać i kąpać się rozsądnie, w miejscach strzeżonych, żeby pamiętać o zabezpieczeniu prezerwatywą przed chorobami przenoszonymi drogą płciową. Ale przede wszystkim, by pamiętać o trosce o partnerów, z którymi jesteśmy. Żeby ich nie krzywdzić.

Mój znajomy jako młody chłopak zdradził na wakacjach swoją ówczesną dziewczynę z dużo starszą kobietą. Jest już dojrzałym mężczyzną, z dziewczyną dawno się rozstał, ale do dziś prześladują go wyrzuty sumienia i mówi: "Jaką ja byłem wtedy świnią".

Gdy pacjentka przychodzi do mnie na wizytę i mówi, że nie wie, czy partner ją zdradził albo zdradza, to ja wtedy odpowiadam: oczywiście, że pani wie. Doskonale pani wie i dlatego pani przyszła. Bo kobieta odbiera różne sygnały, werbalne i pozawerbalne, które jej się układają w całość wątpliwości. Praktycznie mi się nie zdarzyło, żeby któraś z pacjentek mi odpowiedziała: nie, nie ma pani racji, bo ja naprawdę nie wiem.

Z całą naszą seksualnością jest tak, że nie dopuszczamy do siebie bardzo wielu informacji, bardzo wielu sygnałów. Czasami wolimy udać, że nie wiemy, bo gdybyśmy się przyznali, to sytuacja wymagałaby od nas zmiany zachowania albo nawet całego życia.

Turystyka seksualna to zjawisko stare jak świat (Shutterstock)

W ogóle im dłużej pracuję, tym trudniej jest mi zrozumieć, dlaczego ludzie się tak bardzo krzywdzą. Czemu z miłości i seksu, czyli wartości, które są w życiu najpiękniejsze, czynią czasem tak okrutne doświadczenia.

Czasem, gdy siebie słucham, to mam wrażenie, jakbym opowiadała jakieś bajki. Ale z wizyt pacjentów w gabinecie, z różnych spotkań czy warsztatów wiem, że my naprawdę tęsknimy za wartościami. Tyle tylko, że coraz trudniej nam to realizować. Również dlatego, że panuje ostatnio coraz większe przyzwolenie na rozbijanie więzi, na bylejakość relacji.

Ale opowiem pani jeszcze inną historię, dosłownie sprzed paru dni, wobec której czuję dyskomfort, chociaż nie powinnam.

O zdradzie na urlopie?

O planowaniu wakacyjnego seksu. Otóż przychodzi matka z 15,5-letnią córką z prośbą o antykoncepcję. Wszystko jest tak jak powinno. Jest matka, jest córka, jest chłopak i jest związek, podobno bardzo długi, bo młodzi się znają od dziecka i bardzo kochają. Wszyscy wyrażają zgodę. Na pierwszej wizycie jak zawsze szczegółowo wyjaśniam działanie tabletek. Tłumaczę, dlaczego na inicjację jest za wcześnie. Na koniec proponuję, żeby na kolejną wizytę przyszedł chłopak. I pojawia się młody mężczyzna, który bardzo się dobrze do swojej dziewczyny odnosi.

Zapowiedziałam, że jeżeli zaczną uprawiać seks, to dziewczynę zbadam, a oni mi powiedzieli, że już są po inicjacji. Wszystko zgodnie z prawem i zgodnie z oczekiwaniami obu stron, a jednak mi było smutno.

Zobacz wideo Przyjaźń, depresja, sieć i przemoc w oczach zetek. Sprawdźcie specjalny odcinek "Dlaczego"

Dlaczego?

Dziewczyna podczas wizyty z matką była taką fajną, młodą, myślącą nastolatką. Zadawała pytania, aktywnie uczestniczyła w rozmowie. Natomiast gdy przyszła z chłopakiem, pozwoliła, żeby to on przejął całą inicjatywę. On opowiadał o swoich zainteresowaniach, o tym, co będzie chciał studiować, a ona się przy nim zrobiła taka myszka. Kompletnie zdominowana, a wręcz na nim uwieszona, gotowa zrobić wszystko, żeby go nie stracić. A przecież to jest moment, w którym ona ma zbudować siebie.

O budowaniu siebie pisze pani w książce "Sztuka kobiecości". A wizyta tej pary to dowód, że wielu młodych podejmuje inicjację seksualną właśnie w wakacje. Ze statystyk wynika, że średnio mają po 17 lat. 

Pamiętajmy, że dla młodych inicjacją jest dzisiaj nie tylko stosunek dopochwowy, ale każdy inny rodzaj seksu – oralny i analny, którego używają jak antykoncepcji. Tymczasem większość rodziców uważa, że ich dzieci nie mają nie tylko seksualności, ale i seksu.

Wakacje to czas inicjacji seksualnej (Shutterstock)

Wiele lat temu dorabiałam na studiach jako wychowawczyni na koloniach. Zwykle brałam najstarszą grupę dziewczyn. Pewnego razu przypadkiem usłyszałam, jak dwie 15-latki zastanawiały się, czy po nocy spędzonej z chłopakami będą w ciąży, czy nie.

Obecnie nie robi się w Polsce badań seksualności wśród młodych, bo gruntuje się cnoty niewieście. Jednak z moich obserwacji wynika, że inicjację podejmują już 15–16-latkowie, bo właśnie oni najczęściej przychodzą do mnie po antykoncepcję. Rozpoczynają współżycie i od razu wchodzą w zachowania seksualne dorosłych.

Zachowania seksualne to ścisły element naszej osobowości. Zawsze w niej zostają. Dlatego jakość inicjacji i młodość seksualna są tak ważne. Zresztą podobnie jak wszystkich kontaktów seksualnych.

To cenne, co pani mówi, także w kontekście turystyki seksualnej. Mam koleżanki, które co roku jeżdżą za granicę, bo mówią, że mężczyźni w Polsce nie potrafią ich tak adorować. Z kolei moja znajoma, która niedawno była z mężem w Egipcie, zauważyła, że w rozpadającym się domku z dala od plaży miejscowy chłopak przyjmował samotne turystki.

Turystyka seksualna to zjawisko stare jak świat, dotyczące zarówno kobiet, jak i mężczyzn. W ostatnich latach jest coraz bardziej popularne ze względu na tanie loty i łatwość nawiązywania kontaktów przez internet.

Wspólny urlop to doskonały moment na czułość i wzajemną uważność (Shutterstock)

Latem i wczesną jesienią do mojego gabinetu przychodzą kobiety ze skutkami tych wojaży, na przykład z ogromnym wysiewem grzybicy albo opryszczki sromowej, która potrafi naprawdę mocno zainfekować.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Czyli pani, jako ginekolożka, turystykę seksualną odradza?

Każdy ma prawo wyboru. To naturalne poszukiwanie doświadczania miłości i akceptacji, choć ja wolę mówić o emocjonalnie zdrowych relacjach, w których seks jest więziotwórczy. A niektórzy zachowują się w seksie tak nieodpowiedzialnie jak ktoś, kto nie umiejąc pływać, wskakuje na sztormowe morze.

No właśnie, skoro pani wspomniała o morzu, to powiem pani, że z ogromną przyjemnością obserwuję pary, które spacerują promenadą w Sopocie. Sporo jest wśród nich dojrzałych ludzi, którzy nie wstydzą się okazywania sobie wzajemnej czułości.

I to jest piękne! Marzę, żeby tak wyglądała polska ulica. Wakacje to doskonała okazja, żeby skupić swoją uważność na swoim partnerze. Nie na tym, że będę mieć kosmiczny orgazm, chociaż bardzo proszę, ale na wzajemnej bliskości, dotyku, czułości. Żeby to doświadczanie orgazmu nie było jedynym  wyznacznikiem udanych wakacji.

Często parom, które mam w terapii, proponuję: wyjedźcie gdzieś nawet na parę dni. A wśród moich znajomych w wieku 60 plus obserwuję ostatnio myślenie, że warto pielęgnować bliskość z partnerem. Bo nie ma nic wspanialszego niż spacer nad morzem, przytulanie się podczas niego do ukochanej osoby i radość z bycia razem.

Dr Beata Wróbel. Ginekolożka i seksuolożka z wieloletnim stażem. Współautorka książki "Sztuka kobiecości".

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z odważnymi ludźmi. Pasjonatka kawy, słoni i klasycznych samochodów.