Po prostu pieniądze
'W Polsce samotne rodzicielstwo jest karane z mocy prawa' (Fot. Shutterstock)
'W Polsce samotne rodzicielstwo jest karane z mocy prawa' (Fot. Shutterstock)
Weekend Gazeta.pl zaprasza do rozmowy o pieniądzach. Bez warszawocentryzmu, bez wstydu, bez tezy. W nowym cyklu Anna Kalita pyta nie tylko o oszczędności, kredyty, lecz także o wydatki na edukację czy skrajne ubóstwo.

Od miesięcy przeprowadzam wywiady z ludźmi wykonującymi "niewidzialne" zawody. Najczęściej niskopłatne oraz niecieszące się społecznym uznaniem, szacunkiem. Uderzyło mnie, że zdecydowana większość moich rozmówczyń to samotne matki.

Mnie to w ogóle nie dziwi. W naszym kraju samotne rodzicielstwo to nie jest życie, tylko ciągła walka. Co piąta polska rodzina jest niepełna. Dzieckiem bądź dziećmi opiekuje się tylko matka lub tylko ojciec. Częściej oczywiście matka.

Według ostatniego spisu powszechnego takich właśnie rodzin jest w Polsce dokładnie 18,8 proc. Samotni ojcowie i ich dzieci to 3,8 proc. rodzin. Ogółem rodziców samodzielnie wychowujących dzieci w 2021 roku było w Polsce 2 294 400.

I są oni przez państwo karani.

Beata Piworowicz zaczęła działać kiedy zlikwidowano Fundusz Alimentacyjny. Warszawa. 2005 rok (Fot. Jacek Łagowski / Agencja Wyborcza.pl)

Jak to?

W Polsce samotne rodzicielstwo jest karane z mocy prawa, dlatego że jeżeli masz jedno dziecko i jesteś aktywna zawodowo, to przekraczasz wszelkie progi dochodowe uprawniające do uzyskania jakiejkolwiek pomocy od państwa! Mamy skandalicznie niskie kryteria dochodowe i żadnego systemowego wsparcia dla osób samotnie wychowujących dzieci. Wystarczy, że samotna matka zarabia najniższą krajową...

Czyli niecałe trzy tysiące na rękę.

…żeby jej dziecko nie dostało alimentów z Funduszu Alimentacyjnego. Próg dochodowy wynosi 1200 zł na osobę w rodzinie, więc ona nie dostanie nic! Nie dostanie też zasiłku rodzinnego, a jej studiujące dziecko nie załapie się na stypendium socjalne.

Oczywiście wśród samotnych matek są również te, które nazywają siebie samodzielnymi, a które zarabiają dobrze lub bardzo dobrze, a od byłych mężów nawet nie chcą alimentów…

Takie kobiety mówią: "Niczego od niego nie potrzebuję, poradzę sobie sama", jednak wśród podopiecznych mojego stowarzyszenia takich nie ma. To jest luksus! Absolutna większość mam dla dziecka nieba by przychyliła, więc jak ma do wyboru albo walczyć o alimenty i mieć na buty dla dziecka, albo nie móc tych butów kupić, to będzie walczyć.

Sięganie po alimenty w Polsce jest upokarzające. We Włoszech człowiek, który nie płaci alimentów, jest źle postrzegany w społeczeństwie, wręcz napiętnowany. U nas jest odwrotnie. U nas jest: "O! Cwaniara! Chce go puścić z torbami". A przecież to samotne matki są jedną z grup najbardziej narażonych na wykluczenie społeczne.

Zaczęła pani działać społecznie, kiedy zlikwidowano Fundusz Alimentacyjny.

Był rok 2004, a państwo powiedziało samotnym kobietom: radźcie sobie same. Politycy myśleli chyba, że jesteśmy tak słabą grupą społeczną, że się nie upomnimy o swoje. Tymczasem na ulice wyszedł ogrom kobiet. To był jeden głośny krzyk samotnych matek.

Przywrócenia Funduszu Alimentacyjnego domagano się w Poznaniu... (Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl) , Bydgoszczy (Fot. Piotr Ulanowski / Agencja Wyborcza.pl) , w Warszawie i wielu innych miastach. (Fot. Anna Bedyńska / Agencja Wyborcza.pl)

I udało wam się. Fundusz Alimentacyjny przywrócono. Próg dochodowy obowiązywał jednak również wtedy.

Wynosił 725 zł na osobę w rodzinie. Na tamten czas to był nasz wielki sukces. Płaca minimalna wynosiła niecałe 1000 zł brutto. Dziś wynosi 3,6 tys. zł brutto. Próg "zwaloryzowano" do 1200 zł. Nie zwaloryzowano tylko wypłacanego z Funduszu Alimentacyjnego świadczenia, które wciąż wynosi 500 zł.

Osoby zrzeszone wokół inicjatywy Rodzice Solo przywołują przykład Francji. Tam, gdy rodzic nie wywiązuje się z nałożonego na niego obowiązku alimentacyjnego, to państwo wypłaca pełne alimenty.

Jestem realistką. Nie jesteśmy Anglią, nie jesteśmy Francją. Naszego państwa nie byłoby stać na wypłacanie alimentów w wysokości 10 czy 15 tys. zł, bo przecież bywa, że takie są zasądzane.

W sytuacji niepłacenia alimentów przez rodzica powinno być z automatu od państwa przynajmniej tysiąc złotych na dziecko. Kluczowe jest to, żeby w ogóle było!

Protest w sprawie alimentów. Kraków. 2004 rok (Fot. Grażyna Makara / Agencja Wyborcza.pl)

Tylko 11 proc. rodziców otrzymuje alimenty regularnie. Od lat utrzymuje się trend, że około 50 proc. nie otrzymuje ich wcale. To blisko milion dzieci. Tymczasem w 2008 roku pieniądze z Funduszu Alimentacyjnego otrzymało 171 tys. rodzin. W 2015 roku – 322,7 tys.

A w 2021 roku 207 tys. To jest garsteczka!

No, ale jednak jest 500+…

No właśnie! 500+! Ono tylko pogorszyło sytuację Polek, które samotnie wychowują dzieci.

Jak to?!

Kiedy na początku lat dwutysięcznych zostałam sama z czwórką dzieci, o dziwo było mnie stać, żeby je co roku wysyłać na kolonie. Chorągiew Stołeczna Związku Harcerstwa Polskiego dostawała dofinansowanie na organizację wyjazdów dla dzieci z rodzin ubogich i średnio zamożnych, dzięki czemu te wyjazdy były bardzo tanie. Wszystkie moje dzieci wyjeżdżały. Do Mszany czy Krynicy Morskiej.

A teraz? Dzieci z biednych rodzin siedzą w domu, bo kolonie zaczynają się od dwóch tysięcy! Samotny rodzic musiałby przez kilka miesięcy nie korzystać z 500+ w ogóle, by uzbierać na taki wyjazd dla dziecka. A mamy przecież inflację, drożyznę.

Mieszkanki Sochaczewa oczekują na przyjazd Jarosława Kaczyńskiego. 2022 rok (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)

Państwo "dało" 500+, ale zabrało pieniądze na programy, które działały przez wiele lat i trafiały do bardzo wielu dzieci. 500+ to jak wrzucenie pięciu złotych do puszki biedaka po to, by uciszyć sumienie: "Pomogłam!".

Mnie się marzy, żeby u nas było tak jak w Anglii. Tam państwo mówi tak: kobieto, dajemy ci wsparcie finansowe, a jak pójdziesz do pracy, to my ci od razu tych świadczeń nie zabierzemy, ale będziemy je przez rok systematycznie zmniejszać, żebyś przywykła do życia bez pomocy państwa.

A u nas się mówi: kobieto, lepiej siedź w domu, nic nie rób, żyj na granicy absolutnego ubóstwa i wtedy – i tylko wtedy – państwo ci pomoże. Pomoże ci załatwić mieszkanie komunalne, da pieniądze z funduszu i świadczenie rodzinne.

To jest droga donikąd.

Niskie kryteria uprawniające do korzystania ze świadczeń dopingują ludzi tylko do jednego. Do kombinowania.

Oficjalnie co piąta samotna matka w Polsce jest bezrobotna. Z pewnością część z nich pracuje na czarno.

Posprząta komuś, okna umyje – dorobi w najgorzej płatnych zawodach, o których pani wspominała – ale w ten sposób nie wypracowuje sobie lat pracy i nic nie odłoży na emeryturę. Taka kobieta skończy 60 lat i co wtedy? Nasz kraj skazuje ludzi na egzystowanie na marginesie społeczeństwa. Dla mnie to jest oczywiste, że jeżeli państwo jest niewydolne – a skoro ściągalność alimentów w Polsce wynosi według różnych statystyk od kilku do kilkunastu procent, to jest to dowód niewydolności – to powinno ponosić za to odpowiedzialność. Czyli wypłacać alimenty, których nie potrafi wyegzekwować, a nie ustawiać zaporowe progi dochodowe. Proste!

Długi alimentacyjne w Polsce wynoszą już 14 mld zł.

Gdyby instytucje finansowe miały taką ściągalność zobowiązań jak polskie państwo, to wszystkie by padły. Dlaczego tak łatwo jest wyegzekwować dług bankowy, a alimentów "się nie da"? Dlatego że państwo nie postrzega długów alimentacyjnych jako długi.

Nawet posłowie miewają problemy z alimentami.

Poznańska Manifa pod hasłem 'Dość przekrętów w sprawie alimentów'. 2015 rok (Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl)

Słynny był spór Przemysława Gosiewskiego i Ludwika Dorna.

Dlaczego nikt nie chce poradzić się instytucji finansowych, jakie sposoby najlepiej sprawdzają się u nich przy ściąganiu długów? Dlaczego nie ma kampanii społecznych, które by promowały właściwe wzorce, przyzwoitość, która zakłada płacenie na własne dzieci? Dlatego że nikomu tak naprawdę nie zależy, żeby ten problem rozwiązać.

Kiedy kilkanaście lat temu zakładałam Stowarzyszenie "Damy Radę", wydawało mi się, że będziemy walczyły tylko o przywrócenie Funduszu Alimentacyjnego, tymczasem przychodziło coraz więcej kobiet, które zgłaszały szereg problemów, między innymi przemoc w rodzinie, ale przede wszystkim biedę. Po prostu biedę.

Nigdy nie zapomnę, jak się spotkałyśmy i jedna kobieta przyniosła śliwki z działki, a druga na te śliwki się dosłownie rzuciła. Od słowa do słowa okazało się, że od czterech dni nic nie jadła, bo nie miała już pieniędzy i co było do jedzenia, dawała dzieciom.

Wtedy stworzyliśmy program dożywiania.

Czy on wciąż działa?

Tak. Współpracujemy z firmami, które przekazują nam produkty, których termin ważności zbliża się do końca.

Powtarzam: 500+ nie rozwiązało problemu. Państwo samotnych matek w ogóle nie widzi. A już szczególnie trudna sytuacja jest na wsiach. Mam bliski kontakt z dwiema samotnymi matkami, które są wdowami. Obie mieszkają na wsi. Obie wychowują po dwoje dzieci, które dostały bardzo skromne renty z KRUS. Ponieważ ojcowie nie żyją, alimenty tym rodzinom nie przysługują.

Rząd Zjednoczonej Prawicy promuje program 800+ na piknikach w całym kraju (Fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl)

Ale przysługuje dodatek do zasiłku rodzinnego z tytułu samotnego wychowywania dziecka.

190 zł na dziecko, a maksymalnie 380 zł na wszystkie dzieci. Na co to ma starczyć? To są śmieszne pieniądze!

Ten dodatek należy się wdowom lub wtedy, gdy ojciec był NN [nieznany – przyp. red.], w związku z czym nie zostały zasądzone alimenty. Większość samotnych rodziców, bo ponad dwie trzecie, mieszka w miastach. A dlaczego? Dlatego że wieś ich wyklucza.

Jeśli kobieta chce odejść od przemocowego męża, dokąd miałaby pójść? Problem z lokalami socjalnymi jest w całym kraju, ale na wsiach w ogóle ich nie ma. Pracownik socjalny powinien mieć pieniądze, żeby wynająć dla kobiety i jej dzieci mieszkanie na kilka miesięcy, dopóki ona nie stanie na nogi, ale oczywiście takich środków brak. Co gorsza, jak ta kobieta ma stanąć na nogi, jak ma pracować na etat, skoro wtedy nie będzie miał kto odwieźć jej dzieci do szkoły? Do podstawówek dzieci są dowożone, ale co ze szkołą średnią?

Mówi pani o wykluczeniu komunikacyjnym. W Weekendzie pisaliśmy o tym, jak wielki to jest problem.

On dotyka przede wszystkim młodzież. Jak jest dwoje rodziców, to jeszcze da się to jakoś zorganizować. Jednego dnia zawiezie jeden, drugiego drugi, jakoś się wymienią, ktoś wyjdzie wcześniej z pracy. Ale kiedy rodzic jest sam?

Mieliśmy taką dziewczynkę, którą wychowywał samotny ojciec i nie było szans, żeby ją dowoził do szkoły średniej do Ciechanowa. A autobus nie jeździ żaden. Gdyby nie to, że udało nam się znaleźć osobę z sąsiedniej wsi, która codziennie zawozi i odwozi swoje dziecko do Ciechanowa, więc zabiera również ją, skończyłaby tylko podstawówkę. Przecież to jest obłęd!

Czy samotne matki wdowy, o których pani wspomniała, pracują?

Dorabiają.

Protest Strajku Przedsiębiorców w stolicy. 2022 rok (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)

Ile mają na życie?

Nie więcej niż cztery tysiące na miesiąc. W zimie, kiedy mają do opłacenia nie tylko rachunki, ale też trzeba kupić opał, w portfelu zostaje im kilkaset złotych. I weź z tego żyj.

Jak one sobie radzą?

Jakoś sobie radzą, bo nie mają innego wyjścia. Muszą sobie radzić. Samotne rodzicielstwo robi z kobiet wojowniczki.

Dlaczego państwo nie robi niczego, by im ulżyć? Dlaczego nie ustanowi zerowego VAT-u na odzież i artykuły dla dzieci? Bo wiadomo, że niezależnie od ceny rodzic pójdzie i kupi. Państwo żeruje na naszej bezwarunkowej miłości do dzieci.

Rodzice Solo zwracają uwagę na taką niesprawiedliwość, że kiedy do muzeum wybierają się mama, tata i dwójka dzieci, to za bilet rodzinny zapłacą mniej niż sama matka z dwójką dzieci. Jej bilet rodzinny nie przysługuje.

To jest konsekwencja tego, że polskie państwo piętnuje samotne rodzicielstwo. To są rodziny gorszego gatunku. Oczywiście, że najwspanialej by było, żeby każde dziecko miało matkę i ojca, ale nie zawsze to jest możliwe.

Pani również była samotną matką.

Był początek lat dwutysięcznych. Miałam 29 lat i czwórkę dzieci na utrzymaniu.

Piworowicz walczyła o prawną ochronę dla ofiar przemocy. 2008 rok (Fot. Agnieszka Kosiec / Agencja Wyborcza.pl) , Dziś jest szczęśliwa w powtórnym małżeństwie. Jest mamą pięciorga dzieci (Fot. Archiwum prywatne)

I była pani straumatyzowana w związku z tym, że pierwszy mąż stosował przemoc wobec pani.

To był sadysta. Łamał mi ręce, żebra, wybił mi zęby. Któregoś dnia sąsiedzi wezwali policję. Kiedy policjanci weszli, siedziałam cała we krwi, a oni się rozejrzeli, powiedzieli: "E! Awantura domowa", po czym się zabrali i poszli.

Kiedy uciekłam z dziećmi, byłam w tragicznej sytuacji. Moja mama, do której się przenieśliśmy, była ciężko chora. Przyjaciół nie było wokół mnie żadnych, bo mąż zadbał, by skutecznie odizolować mnie od wszystkich, którzy mogliby mi pomóc.

Żeby zarobić na siebie i dzieci, zajęłam się handlem. O czwartej–piątej rano jeździłam pod Halę Mirowską z towarem. Na mojej trasie kursował tylko jeden autobus niskopodłogowy i codziennie się modliłam, żeby to akurat on podjechał, żebym dała radę wciągnąć wózek. Nie miałam z kim zostawić dzieci, dlatego jeździły ze mną.

Pani wie, co znaczy być siłaczką!

Być może mam to w genach? Pochodzę z rodziny wojskowych: tata był żołnierzem, dziadek powstańcem warszawskim. A więc walczyłam. I czułam się tak samo jak wszystkie samotne matki: pozostawiona sama sobie. Kompletnie.

Zaczęła pani działać z wściekłości na system?

Tak! Konstytucja mówi przecież wyraźnie, że "rodziny niepełne mają prawo do szczególnej pomocy władz publicznych". Tylko że z tego zapisu nic nie wynika.

Niestety, od lat nie było w tym kraju ministra polityki społecznej z prawdziwego zdarzenia, więc nie ma się co dziwić, że nie mamy porządnego systemu, który by wspierał rodzicielstwo w ogóle. Bo problem nie dotyczy wyłącznie samotnych matek.

Zobacz wideo Dr Kasia: Najwyższy czas, żeby opowiedzieć historię Polski jako „herstorię"

Tylko połowa Polaków ma tyle dzieci, ile chciałaby mieć! A mówiąc ściśle: "poziom zaspokojenia potrzeb prokreacyjnych Polaków wynosi 54 proc.".

Posiadanie dziecka jest dziś w Polsce luksusem, na który mało kogo stać. Z przerażeniem obserwuję, jak PiS beztrosko rozdaje pieniądze kościołom, żeby w kampanii wyborczej proboszczowie dziękowali rządowi z ambony za pomoc przy renowacji ołtarzy, które wcale nie potrzebowały renowacji. Jestem osobą wierzącą, ale szlag mnie trafia, jak widzę coś takiego.

Dlaczego tych pieniędzy nie przekazuje się na transport publiczny? Na zajęcia pozalekcyjne dla dzieci? Na świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego?

Potrzeba nam poważnej dyskusji o tym, jak wspierać i szanować ludzi, którzy mają dzieci. Jeśli żadne argumenty nie trafiają do polityków, to niech wezmą pod uwagę, że za chwilę już zupełnie nie będzie miał kto zarabiać na emerytury.

Beata Piworowicz. Założycielka i prezeska Stowarzyszenia "Damy Radę", które m.in. walczyło o przywrócenie Funduszu Alimentacyjnego oraz wprowadzenie ustawodawstwa chroniącego ofiary przemocy domowej. Ma pięcioro dzieci: Konrada, Kamila, Karolinę, Klaudię i Ksawiera. Jej najstarszy syn ma 36, a najmłodszy 9 lat. Wraz z rodziną mieszka w Karniewie w woj. mazowieckim.

Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.