Podróże
Morawy Południowe (Fot. Paulina Dudek)
Morawy Południowe (Fot. Paulina Dudek)

"Weekend w drodze" to cykl tekstów o podróżach w Weekend.gazeta.pl. Piszemy tylko o miejscach, które osobiście odwiedziliśmy i do których chętnie byśmy wrócili. O kierunkach, które "wszyscy" znają, i o tych, które znają nieliczni.

Dlaczego warto?

O Znojmo mówi się, że to "mała Praga". O otaczającym je regionie rzeki Dyi – "zielony". A o całych Morawach Południowych – że to "winiarski raj", który w niczym nie ustępuje winiarskim regionom sąsiedniej Austrii, Szwajcarii, Hiszpanii czy Francji.

Południowe Morawy, czyli wschodnią część Republiki Czeskiej, coraz tłumniej odwiedzają dziś turyści z Polski i Austrii. Tu się przyjeżdża na Morawski Szlak Wina i jedne z lepszych win w Europie, zanurzone w lasach trasy rowerowe i trekkingowe, do komfortowych hoteli i fantastycznych zamków. Zobaczycie też poruszające pozostałości "żelaznej kurtyny" i najładniejsze jaszczurki w tej części Europy.

Historyczne miasto Znojmo (Fot. Shutterstock.com/Zbynek Jirousek) , Winnice w regionie Znojmo (Fot. Shutterstock.com/Richard Semik)

Co robić: Znojmo – zejdź pod ziemię

Nie wiadomo, która odsłona Znojma mocniej przyciąga dziś turystów: naziemna czy podziemna. Pod tym, co widać na powierzchni – średniowiecznym miastem jak z pocztówki, pełnym urokliwych zakamarków i wszędobylskiej sztuki – znajduje się bowiem drugie miasto, ukryte.

Znojemskie podziemia to jeden z najgęstszych i najrozleglejszych podziemnych labiryntów w Europie – 27 km piwnic wydrążonych na czterech kondygnacjach. Skąd się wzięły?

Wszystko zaczęło się na przełomie XIII i XIV wieku, gdy znojemscy mieszczanie zaczęli drążyć piwnice pod swoimi domami w celu przechowywania wina i płodów rolnych. Znojmo szybko stało się znaczącym i bogatym ośrodkiem handlowym. To plus polityka przyciągnęło najeźdźców. Splątane przejścia zyskały funkcję schronów, w których ludzie mogli przetrwać wielomiesięczne oblężenia. Tym bardziej że korytarzami dało się opuścić miasto, podziemia miały stały dostęp tlenu (przez kanały wentylacyjne) i wody pitnej (spływała m.in. przez szczeliny w skałach, była gromadzona w sieci studni i dystrybuowana za pomocą tzw. wodociągu jezuickiego), można było w nich palić ogień i gotować (dym odprowadzały klapy dymowe podłączone do kominów domów), a na wroga czekały proste, acz zmyślne pułapki: śliskie przejścia i niewidoczne doły. Mapa podziemi ponoć nigdy nie powstała, rozkład znała tylko garstka miejskich oficjeli. Ryzyko było zbyt duże.

Podziemia Znojmo (Fot. Paulina Dudek) , Zaułki Znojmo (Fot. Paulina Dudek)

Dziś do podziemnego miasta może wejść każdy, kto nie boi się ciasnych przestrzeni (przed śliskimi przejściami ostrzega przewodnik). Czekają cztery trasy: klasyczna i trzy z adrenaliną. Trasa klasyczna liczy kilometr, a poza emocjonującym spacerem i świetnie podaną historią (dostępny jest polski audioprzewodnik) można liczyć na dodatkowe atrakcje. Zobaczycie m.in. żywe skały, rodzeństwo groźnych orków, cele więzienne (przejścia w litej skale często drążyli więźniowie) i pracownię alchemika – wszystko z efektami świetlnymi i dźwiękowymi. Czas: 1 godzina.

Trasy "adrenalinowe" mają trzy poziomy trudności: łatwy (1,5 godziny), średni (1,5 godziny) i trudny (2,5 godziny). Prowadzą przez wąskie korytarze, wyboiste schody, przejścia, gdzie trzeba się czołgać, czasem w błocie i wodzie. Wymagany jest ochronny kask i strój (dostępne na miejscu). Przed wejściem trzeba zdać "test ramki" – tylko osoby, które są w stanie odpowiednio się schylić i przecisnąć, mogą wziąć udział w wycieczce. Cennik >>

Co robić: Spróbuj wina z winomatu

Południowe Morawy to wino i enoturystyka, czyli aktywne podążanie jego szlakiem – tematem przewodnim jest wino, winnice, winiarnie i winoteki. Cały region dzieli się na cztery subregiony: Znojemska, Mikulovska, Velkopavlovicka i Slovacka, które razem tworzą Morawski Szlak Winiarski. To w sumie 1200 km tras trekkingowych i rowerowych, od Znojma do Uherské Hradište.

Okolice Znojmo, Morawy Południowe (Fot. Shutterstock.com/Richard Semik)

Stara dobra zasada, której zawsze należy się trzymać, mówi: Piłeś, nie jedź (i nie pisz SMS-ów), a w Czechach, kraju piwem i winem płynącym, dopuszczalna wartość alkoholu we krwi kierującego pojazdem to okrągłe 0 promila, czyli zero tolerancji. Turystów z państw, w których winna tradycja nie jest silna, a enoturystyka nie istnieje, może więc zdziwić, że podróż po Morawach Południowych często biegnie od winnicy do winnicy. Ale kto nie chce, pić nie musi, pięknem okolicy może cieszyć się bezalkoholowo.

Krajobraz okolic Znojmo tworzą tysiące hektarów winnic i sadów owocowych, złociste pola, soczystozielony Park Narodowy "Podyje" i meandrujące rzeki, w tym ich królowa Dyja. Niekwestionowanym królem jest zaś veltlínské zelené – białe wino z winogron sprowadzonych na Morawy z Austrii lub Włoch (wersje są różne), wymagające najlepszych stanowisk, lecz odwdzięczające się smakiem i aromatem nie do pomylenia: są w nim nuty miodu i kwiatu lipy, pieprzu, orzeszków i gorzkich migdałów, a czasem tytoniu. Na Morawach w ogóle przeważają wina biała, popularne odmiany to też m.in. müller thurgau, ryzlink rýnský czy sauvignon, a z czerwonych – frankovka, svatovavrinecké i modrý portugal.

"Choć na winnice Moraw świeci jedno słońce, różnorodność win stąd jest nieskończona", czytam w jednej turystycznych broszur. W kwestii win z Moraw słońce na pewno ma wiele do powiedzenia, ale o ich sukcesie decydują jeszcze co najmniej dwie rzeczy: terroir i pasja tutejszych winiarzy*. W winiarskim slangu terroir to "okolica", unikatowy splot warunków geologicznych i klimatycznych, w których wytwarzany jest dany produkt. A morawskie terroir musi być nadzwyczajne, skoro produkcją wina zajęli się tu już Celtowie. Do 1325 roku wino z Moraw zyskało taką renomę, że pito je na dworach całej Bohemii, a król Jan Luksemburski odesłał do bram Brna najlepszych kiperów, by wpuszczali do miasta tylko wina morawskie.

By spróbować całej palety, nie trzeba ruszać się ze Znojma, nie trzeba nawet specjalnie nachodzić się po mieście. Wszystko jest w jednym miejscu: w Enotece – największej w Republice Czeskiej sali degustacyjnej w systemie By the Glass®. Ten najmodniejszy dziś adres łatwo znaleźć – Enoteka stoi w historycznej części Znojmo, na zboczu z bajecznym widokiem na dolinę Dyi, XI-wieczną rotundę i gotycki kościół św. Mikołaja, główny punkt orientacyjny miasta.

Zobacz wideo Czy Polaków gorszy nagość na ulicach i w parkach?

Designerskie połączenie hali degustacyjnej z kawiarnią i wine barem to dzieło uznanej pracowni architektonicznej Chybik + Kristof z Brna, którzy przeprojektowali kotłownię i maszynownię znojemskiego browaru. W głównej sali Enoteki w dwóch rzędach stoją winomaty, a w nich chłodzą się wina wyłącznie z regionu Znojmo. W każdej butelce umieszczona jest rurka połączona z kranikiem. By the Glass® oznacza, że aby napełnić kieliszek, wystarczy wybrać butelkę i ilość wina, jaka popłynie do kieliszka (do wyboru są trzy pojemności), przyłożyć do czytnika kartę kredytową lub przedpłaconą (obciąża się ją wybraną kwotą; wielorazową kartę można kupić w barze lub przez internet), podstawić kieliszek i nacisnąć guzik.

Enoteka znojemskich win (Fot. Paulina Dudek) , Enoteka - największa w Republice Czeskiej sala degustacyjna w systemie By the Glass (Fot. Paulina Dudek)

W przestrzeni Enoteki rozrzucone są poduszki i siedziska, za stoły służą winne beczki, na nich leży kilkustronicowe menu z opisami butelek, a turyści niestrudzenie krążą z kieliszkami. W sumie do spróbowania jest 120 win. Stała ekspozycja obejmuje 70 butelek, które starają się jak najlepiej oddać profil subregionu. Oprócz lokalnych klasyków dostępne są ciekawostki i specjały, np. wina naturalne, lodowe czy słomkowe. Ekspozycja stała zmienia się raz w roku, w czerwcu. 30 win znajduje się w tzw. sekcji tematycznej głównej strefy degustacyjnej, zmienianej co najmniej trzy razy w roku według aktualnych tematów. Ostatnich 20 próbek – i wielu nowości – można skosztować przy wejściu do Enoteki.

Niemal każde wino z karty można też kupić na miejscu i zabrać ze sobą do domu. W dodatku ceny są bez marży, identyczne jak u producenta danej butelki. Pro tip: podziwiajcie winne etykiety.

embed

Co zobaczyć: Vranow – polskie ślady w zamku jak z Disneya

Gdy nacieszycie się magią Znojma, koniecznie wyruszcie za miasto, do jedynego parku narodowego na terenie Moraw – PN Podyje. Ma 40 km długości, na rowerach pokonaliśmy przeszło 30. Naszym punktem startowym był Vranow – malownicze miasteczko nad Dyją, stanowiące bramę do parku.

Gdyby do czołówki bajek Disneya nie trafił niemiecki Neuschwanstein, właśnie Vranow nadałby się idealnie. Położenie zamku – na stromym skalnym cyplu nad meandrującą Dyją – i wspaniale odrestaurowane komnaty to bajka w czystej postaci.

Okolice zamku Vranov i lasy parku narodowego Podyji (Fot. Paulina Dudek) , Zamek Vranow. Na stromym skalnym cyplu nad meandrującą Dyją (Fot. Paulina Dudek)

Pierwszą twierdzę obronną wzniesiono tu w XI stuleciu. Od XV wieku Vranow przechodził z rąk do rąk, a jednymi z najważniejszych właścicieli byli Althannowie, bawarski ród o starożytnym rodowodzie. W czasie wojny trzydziestoletniej Vranowa nie zdołali zdobyć Szwedzi, ale krótko później strawił go potężny pożar. Średniowieczny etap twierdzy się zakończył.

W 1680 roku teren odkupił kolejny z Althannów, cesarski hrabia Michał Jan II, by wznieść tu reprezentacyjną arystokratyczną rezydencję dla swojej rodziny. Nowy gmach był barokowy i taki pozostał do dzisiaj. Projekt wnętrz miał stworzyć młody dworski architekt Johann Bernhard Fischer von Erlach, odpowiedzialny m.in. za kościół św. Karola Boromeusza i Pałac Schönbrunn w Wiedniu, a także budowle pałacowe i sakralne w Salzburgu. W ciągu ośmiu lat powstała m.in. monumentalna owalna sala przodków, dziś uchodząca za barokowy klejnot. Dzieło Michała Jana II kontynuowali jego potomkowie, zwłaszcza Maria Anna Josepha Pignatelli, późniejsza faworyta cesarza Karola III. Będąc "pod wielkim wrażeniem bystrości, dowcipu i uroku, szlachetnego zachowania i inteligencji, ale także wdzięków fizycznych Marianny", przysłał jej w prezencie… dwie gigantyczne rzeźby: Heraklesa walczącego z Antajosem i Wergiliusza Eneasza ratującego ojca Anchisesa przed spaleniem Troi. Rzeźby, które do dziś stoją na dziedzińcu, transportowano saniami. To się nazywa gest.

Jeden z ostatnich etapów historii zamku wiąże się z polską rodziną Mniszków. W rękach Polaków zamek pozostawał od 1799 do 1876 roku, a do wybuchu II wojny światowej zamieszkiwali go spokrewnieni z Mniszkami Stadniccy. Mniszkowie mają dziś opinię dobrych i intrygujących właścicieli. Stanisław Mniszek dbał o morawskie lasy i konie, interesował się też "alchemią duchową". Ale nie bujał w obłokach, miał głowę na karku – kupił mało znaczący zakład wyrobów ceramicznych i zamienił go w dużą, dobrze prosperującą fabrykę, która nie tylko wniosła znaczący wkład w rozwój ceramiki Czech, ale też przyniosła dobrobyt okolicy. Mniszkowie kochali kulturę: stale rozbudowywali zamkową bibliotekę, zapraszali teatry i kompozytorów, sami muzykowali. Ponoć uwielbiał tu bywać Henryk Sienkiewicz.

Jeden z ostatnich etapów historii zamku Vranow wiąże się z polską rodziną Mniszków (Fot. Paulina Dudek) , Drobne akcenty wprowadzają do zamku Vranov życie (Fot. Paulina Dudek) , Komnaty zamku Vranov są niesamowite i mogłyby stać się inspiracją dla współczesnych projektantów wnętrz (Fot. Paulina Dudek)

W 1938 roku Vranow został skonfiskowany przez hitlerowców, a po zakończeniu wojny nowym właścicielem została Republika Czeska, która udostępnia go do zwiedzania turystom. A zwiedzanie Vranowa to czysta przyjemność. Komnaty są niesamowite i mogłyby stać się inspiracją dla współczesnych projektantów wnętrz – zachwycają meble, tkaniny, kwiaty. A liczne wprowadzające życie akcenty – sztuczne jajko na miękko i bułeczka przy łóżku, tort z biszkoptów w saloniku, porcelanowe ptaszki, podpisane zdjęcia dziewczynek w krótkich fryzurach: Hela, Maryś, Jadzia – sprawiają, że turysta ma wrażenie, jakby Mniszkowie właśnie wyszli na spacer po ogrodzie albo na konną przejażdżkę i zaraz wrócą.

Aktywnie: Rowerem po Parku Narodowym "Podyje"

84 proc. tego parku to las. Nazwa pochodzi oczywiście od rzeki Dyi, a teren przechodzi po austriackiej stronie w Nationalpark Thayatal, tworząc wraz z nim transgraniczny obszar chroniony. Krajobraz to kolejna bajka: z meandrującej rzeki wyrastają strome skały, a zalewowa łąka po chwili zmienia się w słoneczny lasostep. Fauna i flora to jeszcze większy szał. Macie dużą szansę zobaczyć jaszczurki zwyczajne lacerta virdis (niech nie zmyli was nazwa – w ich opalizującym turkusowozielonym ciele nie ma nic zwyczajnego!), traszkę zwyczajną (pokazuje się po deszczu), latające wiewiórki (miks nietoperza z pluszową maskotką), salamandry, jelenie... Naliczono tu 200 gatunków ptaków, a największą gratką jest bocian czarny, który zdobi godło parku. No i kwiaty – od lilii złotogłów, przez dziko rosnące irysy, po 18 gatunków storczyków.

embed

Dla turystów pieszych i rowerowych PN Podyje to raj. Cykliści chwalą sobie zróżnicowany teren oraz widoki – skąpane w słońcu łąki i wrzosowiska, ukryte w zieleni zamki i pałace. W parku utworzono aż 23 punkty widokowe, w tym niesamowite Dziewięć Młynów. Warto wiedzieć, że zdarzają się trudniejsze odcinki, niektóre podjazdy są długie i strome, potrafią naprawdę dać w kość, nawet na rowerze elektrycznym. W parku są żółte tabliczki SELF-SERVICE – prowadzą do samoobsługowych stacji, w których znajdziecie sprzęt do naprawy roweru i obdartego kolana (zjazdy też bywają ostre i śliskie).

Macie dużą szansę zobaczyć jaszczurki zwyczajne lacerta virdis (niech nie zmyli was nazwa - w ich opalizującym turkusowozielonym ciele nie ma nic zwyczajnego!) (Fot. Paulina Dudek) , W parku utworzono aż 23 punkty widokowe (Fot. Paulina Dudek)

No właśnie…

Jednym z ulubionych punktów turystów w PN Podyje jest bowiem winnica Šobes. Gdy pokonacie bujany most, dojedziecie do małej drewnianej budki pośrodku winnych pól, z której roześmiane rowerowe towarzystwo wyciąga kolejne kieliszki wina po kilkadziesiąt koron. Ta mała budka – stoisko firmy Znovin Znojmo – ulokowała się w samym środku jednej z najstarszych winnic w Europie, sklasyfikowanej również jako jedna z dziesięciu najlepszych. Wyjątkowe warunki sprawiły, że winorośl uprawia się tu od II wieku naszej ery. Wino kupuje się na kieliszki i butelki, wokół stoją drewniane ławeczki. Miło usiąść, szkoda wracać.

Jednym z ulubionych punktów turystów w PN Podyje jest winnica Šobes, jedna z najstarszych w Europie (Fot. Paulina Dudek) , Wyjątkowe warunki sprawiły, że winorośl uprawia się tu od II wieku naszej ery. (Fot. Paulina Dudek)

*W okolicy Znojmo zarejestrowanych jest ponad  tysiąc winnic, w tym wiele rodzinnych. Szczególnie warto wstąpić do małej, 12-hektarowej winnicy Špalek, ulokowanej na Krowiej Górze (Kraví hora), bardzo blisko Znojmo. Powstają tu wyłącznie wina organiczne i wegańskie (czyli bez użycia żelatyny). Z dziesięciu szczepów winnica produkuje około 30 różnych win. Można je kupić prosto z piwnicy, w ofercie są też napoje bezalkoholowe – nektar brzoskwiniowy i syrop z czarnego bzu. Winnicę założył w 1992 roku dziadek Špalek (pl. Pieniek), dziś wraz z nim prowadzi ją już trzecie pokolenie. Pierwsze wina powstawały na starej drewnianej prasie, a winogrona pochodziły ze skupu. Marzeniem była drewniana kadź na rieslinga; udało się ją kupić po 20 latach. Piwnice porasta puchata błękitna pleśń – dowód, że wino w dębowych beczkach ma tu najlepsze możliwe warunki. Na terenie winnicy są hotele dla pszczół, owadów, węży i jaszczurek i budki dla dudków. Špalek został uznany za pierwszą z trzech najlepszych winiarni w Czechach.

embed

*Nasza autorka podróżowała na zaproszenie Czeskiej Centrali Ruchu Turystycznego – Czech Tourism, która pokryła koszty jej transportu i pobytu.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli" i współautorka "Pomocnika dla rodziców i opiekunów nastolatków". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press. Kontakt do autorki: paulina.dudek@agora.pl