Joanna
Moja duchowa podróż zaczęła się 10 lat temu od nieświadomych poszukiwań. Zaczęłam od jogi i innych niekonwencjonalnych praktyk. Śledziłam też blog Marii "Moonset", autorytetu w świecie astrologii. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dwa lata temu, gdy przeprowadziłam się na wieś i zaczęłam naprawdę widzieć Księżyc. W końcu naprawdę miałam szansę go śledzić.
W listopadzie zeszłego roku wybrałam się na kurs jogi kundalini. Trafiłam do pokoju z dziewczynami, które bardziej niż ja interesowały się astrologią. Zaczęłam ich słuchać, a jedna z nich, Paulina, zrobiła mi kosmogram. Nie szukałam wtedy konkretnych odpowiedzi na życiowe problemy, ale to doświadczenie było niesamowite. Nie tyle odkryłam coś nowego, ile poczułam, że bardziej akceptuję siebie. Wiele rzeczy, które Paulina mówiła, już się wydarzyło. Świadomie od lat pracowałam nad niektórymi wspomnianymi przez nią cechami, które udało mi się złagodzić albo zmienić.
Kluczowym odkryciem w moim kosmogramie był Chiron, planeta uzdrowiciel. U mnie wskazywał on na problemy z jedzeniem, co dokładnie odzwierciedlało historię z anoreksją, którą miałam już za sobą.
Przez większość życia zmagałam się z tą chorobą. Paulina wyjaśniła, że Chiron pokazuje naszą największą trudność, ale jeśli ją przezwyciężymy, możemy stać się uzdrowicielami dla innych w tej dziedzinie.
To odkrycie dodało sensu mojej historii. Teraz prowadzę zajęcia łączące jogę z twórczością, kieruję moich podopiecznych w stronę łagodnej akceptacji siebie takimi, jakimi jesteśmy. Czuję, że mogę pomagać w tych obszarach, przez które sama przeszłam. Poczułam, że to wszystko ma jakiś sens, że jestem częścią czegoś większego. Zobaczyłam też, że astrologia to nie są te krzyczące, kolorowe horoskopy z gazet. To są mądre, piękne kobiety, które naprawdę wiedzą, o czym mówią.
Kolejnym ważnym aspektem mojego kosmogramu było odkrycie, że spełnię się w związku dopiero po 29. roku życia. I wyobraź sobie, że mojego męża poznałam, jak miałam 28 lat! Teraz mam 33 i jestem naprawdę szczęśliwa, choć pewnie chciałabym wiedzieć wcześniej, że to możliwe. Po analizie kosmogramu zaczęłam bardziej świadomie śledzić, co się dzieje na niebie. Nie robię tego codziennie, ale raz na jakiś czas sprawdzam, w jakiej fazie jest Księżyc. Planuję według tego różne rzeczy.
Szczególnie znaczącym momentem było planowanie naszego ślubu. Zdecydowaliśmy się wybrać datę z uwzględnieniem układu gwiazd. Chcieliśmy, aby ceremonia odbyła się podczas pełni Księżyca.
Ucieszyłam się, kiedy zauważyłam, że wiosenna pełnia jest w znaku Skorpiona, ponieważ mam Księżyc w Skorpionie. Moje Słońce jest w Koziorożcu i zawsze miałam trudności z akceptacją moich koziorożcowych cech – poważnych, sztywnych, skupionych na karierze. Więc ten Skorpion mnie tak ucieszył! To było jak znalezienie drugiej, bardziej tajemniczej i głębokiej strony siebie. Na tyle, na ile się dało, bo wiadomo, trzeba było to jeszcze zgrać z urzędem – udało nam się zorganizować ślub w okolicy pełni w Skorpionie. Przez cały tydzień po ślubie czułam się "w pełni", jakby wszystko było na swoim miejscu.
Nie spotkałam się z jakimiś mocno negatywnymi reakcjami na moją zajawkę astrologią. Może dlatego, że nie jestem typem osoby, która walczy o swoje przekonania za wszelką cenę. Raczej po prostu mówię o tym, co jest dla mnie ważne, bez próby przekonywania innych na siłę. Kiedyś może bym to ukrywała, żeby uniknąć konfrontacji, ale teraz? Teraz po prostu jestem sobą.
Czasem sobie myślę, że to trochę zabawne, jak niektórzy chrześcijanie wyśmiewają się z astrologii, podczas gdy sami wierzą w coś, czego nie da się udowodnić naukowo.
Astrologia jest z nami od tysięcy lat. To nie są jakieś wymysły, tylko obserwacje zbierane przez wieki. I dla mnie to jest piękne – ta myśl, że jesteśmy częścią czegoś większego, połączeni z naturą i wszechświatem.
Maria "Moonset" Martuszewska, psycholożka i astrolożka
Astrologia powstała jako odpowiedź na potrzebę widzenia świata jako zorganizowanej całości oraz zrozumienia, w jaki sposób jesteśmy jego częścią. Była to dziedzina uprawiana przez wykształconych ludzi, poszukujących głębszego porządku i sensu. Pomimo swego mocno technicznego, matematycznego charakteru stanowiła bardzo filozoficzne zajęcie, czasem łączone z religią, ale częściej z wolnomyślicielstwem.
O ile krytyka astrologii z pozycji naukowych rozwinęła się wcześniej, o tyle swoją dzisiejszą złą sławę astrologia zawdzięcza przede wszystkim pojawieniu się horoskopów gazetowych.
Są one ekstremalnym uproszczeniem astrologii, sprowadzającym ją do absurdu i bardzo wulgarnej formy, która może odpowiadać jedynie na potrzeby mniej wymagającego czytelnika. Przez ich popularność ludzie zaczęli utożsamiać prawdziwą astrologię z jarmarczną rozrywką. Zapomniano, że prawidłowe posługiwanie się astrologią wymaga gruntownego wykształcenia, dobrej znajomości matematyki i astronomii oraz wielu obliczeń. Warto pamiętać, że astrologią zajmowały się najwybitniejsze umysły różnych czasów, jak Ptolemeusz, Kepler czy Jung. Horoskop to precyzyjnie wykreślany obraz nieba w danym momencie, którego sporządzenie dawniej zajmowało dużo czasu i wymagało wiedzy. Dziś horoskopem popularnie nazywa się parę zdań skreślonych przez dziennikarza, często o niewielkiej wiedzy na temat astrologii.
Dodatkowo, gdy wykształcił się nasz naukowy światopogląd, astrologia znalazła się w trudnym punkcie przecięcia. Z jednej strony zachowała elementy matematyki i astronomii, z drugiej nie mieściła się w mechanicznym, fizycznym pojmowaniu świata, gdzie jedynym źródłem sensu był umysł człowieka. Astrologia pokazuje świat jako miejsce zorganizowane według wyższego porządku, źródło symboli i sensów, które możemy odbierać i odczytywać, a nie jedynie produkować. W tym rozumieniu jest to obraz podobny do nieświadomości zbiorowej Junga, który sam czerpał obficie z astrologii. Wizja astrologiczna różni się jednak od jego koncepcji tym, że nie obejmuje wyłącznie tego, co ludzkie, ale też to, co pozaludzkie, kosmiczne.
Astrologię czasem nazywa się pseudonauką. Tymczasem pseudonauki to dziedziny, które udają naukę, a astrologia nigdy nie miała takich ambicji.
Astrologia de facto jest starsza niż nauka. Ma swój własny język, nie próbuje więc udawać języka naukowego. Można powiedzieć, że w wielu przypadkach to nauka zapożyczyła język astrologii. Na przykład gdy mówimy o zwrotniku Koziorożca czy o punkcie Barana w astronomii, to są to pojęcia zapożyczone z astrologii, a nie odwrotnie. Istnieją badania, na przykład Hansa Eysencka czy Bogdana Zawadzkiego, które wykazały zależności między "czynnikami kosmicznymi" a cechami osobowości. Te wyniki były jednak często ignorowane, bo nie mieściły się w naukowym obrazie świata. Moim zdaniem rozwój fizyki kwantowej i nowe spojrzenie na świadomość (np. panpsychizm) mogą sprawić, że astrologia przestanie wyglądać na tak absurdalną z perspektywy nauki jak dzisiaj. Ponadto metody pracy astrologów – analizowanie podobnych przypadków, badanie powiązań, np. szukanie wspólnego mianownika między ludźmi dzielącymi ten sam układ w horoskopie, czy powtarzalnych wydarzeń w historii – nawet jeśli nie spełniają wyśrubowanych wymagań naukowych, to nadal są bliższe pracy naukowej niż np. wróżeniu z kart.
Jacek Szawioła
Moja przygoda z astrologią zaczęła się dość banalnie – od głupich horoskopów w gazetach dla nastolatków. Potem kilka razy odwiedziłem tarocistki i wiele z ich przepowiedni się sprawdziło. Zawsze ciągnęło mnie w tę stronę, bo miałem silną intuicję. Czasem aż za bardzo – potrafiłem od razu wyczuć, na jakiej płaszczyźnie ktoś może zawieść. Przydatne, choć uciążliwe, zwłaszcza w sprawach sercowych. Długo próbowałem to w sobie wyciszyć, aż w końcu stwierdziłem, że nie jestem w stanie z tym walczyć. Zwłaszcza że urodziłem się tego samego dnia co Nostradamus. Przypadek? Nie sądzę.
Kluczowym momentem było poznanie Agnieszki, mojej przyjaciółki i osobistej astrolożki. Gdy się poznaliśmy, była marszandką, sprzedawała dzieła sztuki. Jadała obiady z najbardziej wpływowymi osobami w Europie, a kolekcjonerzy z Berlina przyjeżdżali specjalnie do Warszawy, by u niej kupować. Pewnego dnia rzuciła to wszystko dla astrologii. Teraz analizuje kosmogramy, a ja mam ten przywilej, że przed każdym ważnym spotkaniem mogę do niej zadzwonić z pytaniem: "Aga, co tam gwiazdy mówią?". Do tej pory wszystko mi się sprawdza.
Kiedy Agnieszka pół roku temu powiedziała, że przestanę działać w duecie, machnąłem na to ręką. A potem mój wspólnik od podcastu mnie zawiódł, dokładnie tak jak przewidziała. Dopiero wtedy sobie przypomniałem jej słowa.
Kolejnym znaczącym wydarzeniem było zakończenie mojej kariery telewizyjnej. Nie wytrzymałem, rzuciłem papierami. Dopiero wtedy zadzwoniłem do Agi. Spojrzała w gwiazdy i zobaczyła zakończenie wieloletniego cyklu w moim życiu, w którym pociągałem za sobą ludzi. Więc zamiast panikować, potraktowałem to jako część większego planu. Zrobiłem sobie trzy miesiące wakacji i wyjechałem na wieś.
Inna trafna przepowiednia Agnieszki dotyczyła "męskiej energii" i "czegoś związanego ze sportem", gdy zadzwoniłem do niej przed ważnym spotkaniem. "Dobra, wkładam marynarkę!" – zażartowałem. Tego samego dnia otrzymałem propozycję robienia transmisji z Euro. Bardziej męskiej energii niż na spotkaniu o transmisji z piłki nożnej chyba nie można sobie wyobrazić.
Wiesz, jak się przyjrzysz temu wszystkiemu, zobaczysz, że astrologia to nie żadna szarlataneria. To nie wróżka z kryształową kulą i ślepym kotem, ale czysta matematyka, bo to układ gwiazd na niebie.
Twoje predyspozycje wynikają z ascendentu, położenia Księżyca i innych planet. To combo tworzy historię twojego życia, ale jest ona zawsze otwarta. Nie ma tam ściśle określonych scenariuszy. Astrologia pokazuje możliwe drogi, ale to człowiek podejmuje decyzje. Ja dzięki astrologii nauczyłem się ufać swojej intuicji. Kiedyś ją zagłuszałem, a teraz za nią podążam i w końcu nie toczę ze sobą wewnętrznej walki. Jestem bardziej cierpliwy i nie stresuję się wszystkim jak kiedyś, bo wiem, że wszystko ma swój czas. Nie muszę się spieszyć, nie muszę wszystkiego kontrolować. To jak surfing – czasem trzeba poczekać na odpowiednią falę.
Julianna
Zaczęło się od horoskopów w kobiecych czasopismach. Czytałam je z mieszanką ciekawości i sceptycyzmu, ale zawsze czułam niechęć do mojego znaku zodiaku, Lwa. W tych uproszczonych opisach Lew jawił mi się jako narcyz i egocentryk, ktoś, kto za wszelką cenę chce być w centrum uwagi.
Ta niechęć do własnego znaku była chyba częścią większego problemu – braku zrozumienia siebie.
Mimo że skończyłam gospodarkę przestrzenną i interesowałam się zrównoważonym rozwojem, pracowałam w korporacji. Czułam, że powinnam robić coś ważniejszego, zmieniać świat na większą skalę. Przełomowym momentem okazała się terapia, która pomogła mi zrozumieć, że to, co robię, też ma wartość. A potem szukałam głębiej i dalej. Zaczęłam słuchać podcastów o Jungu, tam pojawiły się archetypy, i tą drogą znów trafiłam na astrologię.
Nie byłam u astrologa, użyłam kalkulatora online do tworzenia kosmogramu. Wpisałam datę, godzinę i miejsce urodzenia, i dostałam zdjęcie nieba z momentu mojego urodzenia. Na początku było to jak patrzenie na mapę obcego kraju – kompletnie nic nie rozumiałam. Ale ja lubię wyzwania! Zawsze pasjonowały mnie sudoku i zagadki, więc astrologię potraktowałam jak kolejną łamigłówkę do rozwiązania. Zaczęłam robić notatki i łączyć wszystkie puzzle w jedną opowieść.
Pomogła mi też książka "To jest ci pisane" Chani Nicholas, która zawiera pytania do refleksji na końcu każdego rozdziału. Dla Lwa było na przykład: "Czy karzesz się za to, że czujesz potrzeby podziwu i uznania?". Kluczowym odkryciem było to, że mam Saturna w opozycji do Lwa, co wyjaśniło moje problemy z samoakceptacją. Saturn, jako wewnętrzny krytyk, podważał lwi aspekt mojej natury. Nagle wszystko nabrało sensu i to odkrycie skłoniło mnie do dalszego poznawania astrologii.
Kiedy odkryłam, że mam Księżyc w Skorpionie, poczułam, jakbym odkryła drugą stronę siebie.
Podobno to "upadek" – trudne położenie, gdzie Księżyc napotyka najwięcej wyzwań. Nagle zrozumiałam, dlaczego zawsze czułam potrzebę głębokich emocji, czasem tak intensywnych, że przerażających. Odkryłam, że ta intensywność nie jest wadą, ale częścią mnie, która może być źródłem kreatywności. Wróciłam do malowania, teatru i tańca intuicyjnego, przekuwając emocje w coś pięknego. Teraz, gdy czuję tę skorpionową intensywność, nie walczę z nią, tylko staram się ją ukierunkować i powtarzam afirmację: "Szanuję własną intensywność".
Astrologia stała się także częścią moich relacji z przyjaciółkami. Nazywamy siebie żartobliwie "Astrograżyny", mamy swoje małe rytuały – po całym dniu sprawdzamy, czy to, co się wydarzyło, pasuje do horoskopu w aplikacji Co-star.
Przede wszystkim jednak te rozkminy zbliżyły nas do siebie. Stały się pretekstem do głębszych rozmów o nas samych, naszych uczuciach i marzeniach.
Jasne, niektórzy śmieją się z astrologii. A ja myślę, że to smutne, że nie pozwalają sobie na odrobinę magii w życiu. Nie planuję całego swojego życia według gwiazd. Traktuję astrologię jako punkt zaczepienia do codziennej refleksji. Czytam krótkie podsumowania, zastanawiam się nad nimi i zauważam coraz więcej prawidłowości. To daje mi uśmiech i poczucie, że mam dostęp do dodatkowej wiedzy o świecie.
Maria "Moonset" Martuszewska, psycholożka i astrolożka
Dzisiejszy wzrost popularności astrologii wiąże się z większą dostępnością wiedzy astrologicznej. Jeszcze 20 lat temu jedyny kontakt z astrologią można było mieć poprzez profesjonalnego astrologa lub horoskopy gazetowe. Naszpikowane wykresami i odstraszające profesjonalnym żargonem książki oraz popularne pozycje w stylu "poznaj swój znak" dla wielu osób były mało przekonujące. Dzięki mediom społecznościowym pojawiło się więcej informacji w przystępnej formie, które przy okazji uczą podstaw astrologii i wprowadzają do niej w sposób przyjazny i odnoszący się do naszego doświadczenia. Odbiorcy tych treści szybko sami zaczynają posługiwać się językiem astrologicznym, który dobrze nadaje się do opisywania symbolicznej, psychologicznej strony rzeczywistości, trudnej do przedstawienia w inny sposób. Nie bez znaczenia jest też to, że dziś wszystkie obliczenia wykonują kalkulatory, które można znaleźć w internecie, co znacząco zwiększyło dostępność astrologii dla każdego.
Główne ryzyko rosnącej popularności astrologii polega na tym, że jak każde narzędzie może wspierać lub szkodzić, w zależności od podejścia. Jeśli ktoś jest pełen lęków i wszędzie szuka niebezpieczeństw, zaglądanie w horoskop może nie być dobrym pomysłem, choć jeśli chodzi o treści popularne w internecie, to dominuje teraz podejście pozytywne, skupiające się na mocnych stronach.
Dziś więc praktycznie nie spotykam już osób, które astrologia czymś "przestraszyła". Astrologia jest świetna dla osób chcących poznawać siebie i rozwijać się, ale jeśli ktoś oczekuje jednoznacznych werdyktów, może to prowadzić do zbyt dużych uproszczeń.
Warto również pamiętać, że astrolog jest tylko pośrednikiem, który interpretuje kosmogram, a każdy astrolog robi to po swojemu, używając własnych filtrów i na podstawie własnych doświadczeń. To nigdy nie jest jedyna i obiektywna prawda, raczej jedno z wielu możliwych przybliżeń do niej.
To, co jest fantastyczne w obecnej popularności astrologii, to fakt, że coraz częściej ludzie po prostu będą swoimi własnymi astrologami. Ludzie mogą teraz czerpać inspirację z różnych źródeł astrologicznych, ale poznając astrologiczny alfabet, są w stanie krytycznie oceniać informacje i tworzyć własne interpretacje. To bezpieczniejsze podejście, bo nie polegamy ślepo na pojedynczych opiniach, a jednocześnie wzbogacamy nasz obraz siebie o różne perspektywy.
Maria Organ. Dziennikarka, redaktorka, trenerka storytellingu. Zanurzona w świecie milenialsów najczęściej pisze o swoim pokoleniu, psychologii i książkach. Prowadzi warsztaty z pisania historii osobistych i biznesowych, podczas których pomaga zmieniać codzienne doświadczenia w inspirujące opowieści. Kontakt do autorki i zapisy na warsztaty na www.mariaorgan.com.


