Kiedy zdałaś sobie sprawę, że dorośli też potrzebują zabawy?
Moja droga do odkrycia, jak ważna w naszym życiu jest zabawa, była dosyć długa. Pierwsze spostrzeżenia pojawiły się, gdy pracowałam na oddziale odwykowym. Obserwując pacjentów, którzy przestawali pić, zauważyłam, że w ich życiu pojawiała się ogromna pustka. Na oddziale staraliśmy się wypełnić tę lukę, organizując różne aktywności: od meczów siatkówki i koszykówki, przez wspólne śpiewanie, po gry planszowe. Jednak prawdziwy problem ujawniał się, gdy pacjenci opuszczali oddział.
To znaczy?
Wracając na wizyty kontrolne do poradni uzależnień, często mówili o poczuciu marazmu, nudy i bezsensu, które wypełniały ich codzienność. Przez lata uzależnienia te osoby zaspokajały swoje podstawowe potrzeby – relacji międzyludzkich, ciekawości i przyjemności – głównie poprzez alkohol. Nałóg często splatał się z różnymi aktywnościami: ktoś pił podczas wędkowania, ktoś inny na imprezach, a jeszcze inny przy grillu ze znajomymi.
Wtedy przyszło pierwsze olśnienie: zrozumiałam, że osoby uzależnione, wchodząc w proces leczenia, desperacko potrzebują nowych źródeł przyjemności. Okazało się, że znalezienie ich w dorosłym życiu jest niezwykle trudne, bo repertuar możliwości spędzania wolnego czasu dla tych osób jest alarmująco wąski. Albo brakuje im pomysłów na aktywności bez alkoholu, albo ich dotychczasowe towarzystwo jest tak mocno związane z piciem, że trudno znaleźć wspólny język bez kieliszka w ręku.
Jednak prawdziwy przełom w moim rozumieniu zabawy nastąpił znacznie później. Zostałam zaproszona przez Agnieszkę Słojewską i Justynę Dżbik-Kluge do udziału w cyklu "Pokój na lato" przy Muzeum Powstania Warszawskiego. Gdy poproszono mnie o zaproponowanie tematu, wpadłam na pomysł "zabawy po dorosłemu".
Zapraszałaś co tydzień innych gości i rozmawialiście o zabawie.
Zaczęliśmy od próby dekonstrukcji samego pojęcia i szybko odkryliśmy, że stworzenie jednoznacznej definicji zabawy jest niezwykle trudne. Do tego uświadomiliśmy sobie, że w Polsce mamy spory problem z zabawą w dorosłym życiu. Odkryliśmy, że zabawa to nie tylko aktywność dla przyjemności, która nie ma celu. Dla niektórych zabawa powinna mieć element rywalizacji, dla innych to bardziej sposób na relaks. Te dyskusje stały się katalizatorem głębszych przemyśleń nad miejscem zabawy w naszym społeczeństwie.
Szczególnie interesujący okazał się historyczny kontekst zabawy, o którym opowiadał Marcin Iński, jeden z naszych gości. W czasach chłopskich zabawa była luksusem zarezerwowanym głównie dla dzieci. Bo kto tam mógł się w dorosłym życiu bawić? Chłopi mieli tak dużo pracy i obowiązków, że czasu ledwo starczało na spanie. A często i dzieci pracowały. Powiedzenie "masz się wybawić za młodu, bo potem już nie będzie na to czasu" miało wtedy dosłowne znaczenie.
Zabawa była często postrzegana jako marnotrawstwo czasu, który można było poświęcić na pracę dla pana czy właściciela ziemskiego. Paradoksalnie stawała się też formą oporu – chłop, który się bawił, zamiast pracować, podważał system, w którym miał robić tylko rzeczy, które przynoszą zyski. To pokazuje, jak głęboko zakorzenione jest w naszej kulturze przekonanie, że zabawa to coś nieproduktywnego, a przez to mniej wartościowego.
Dziś żyjemy w czasach późnego kapitalizmu i wydaje się, że sytuacja jest całkiem podobna.
Rzeczywiście, współczesny świat stwarza iluzję wolności, ale w rzeczywistości jesteśmy niewolnikami wewnętrznego pana. Koreański filozof Byung-Chul Han trafnie ujmuje to zjawisko, mówiąc o internalizacji zewnętrznego bata – uczyniliśmy go naszym wewnętrznym głosem. W rezultacie żyjemy w poczuciu, że każda sekunda musi być produktywna i nie możemy stracić ani sekundy na rzeczy, które nie przynoszą kasy.
Albo nie przyczyniają się do naszego rozwoju osobistego.
To kolejny wytrych. Zabawa jest akceptowalna tylko wtedy, gdy służy samorozwojowi – czyni nas lepszymi, sprawniejszymi, szybszymi i bardziej zorganizowanymi ludźmi. Oczywiście po to, żebyśmy mogli zarabiać więcej.
Współczesny nacisk na ciągły rozwój osobisty, dbanie o zdrowie i świetną kondycję to nie są potrzeby jednostki. To kulturowe i systemowe zaproszenie do bycia samowystarczalnym. Żeby było jak najmniej osób wymagających opieki i wsparcia społecznego. Żyjemy w świecie, który oczekuje od nas funkcjonowania na najwyższym poziomie, bez stwarzania problemów. Dlatego zachęca się nas do ciągłego samodoskonalenia. Przekształcamy się społecznie ze wspólnoty opiekuńczej w społeczeństwo, które unika wzajemnej opieki. W takim świecie nikt nie da nam prawa do tracenia czasu na zabawę.
W rezultacie sami odmawiamy sobie prawa do swobody i przyjemności. Dorosły ma być poważny i odpowiedzialny, nie może tracić swojego czasu na siebie. Musi poświęcać czas na role społeczne, które ma do wykonania. To forma zniewolenia, być może nawet głębsza niż kiedyś, bo oprawca stał się częścią naszego wewnętrznego głosu.
Z perspektywy systemowej zabawa to kompletnie nieużyteczna rzecz.
Właśnie dlatego, podobnie jak w czasach chłopskich, dziś zabawa może być formą oporu wobec kultury produktywności i wyzysku. To bunt przeciwko traceniu czasu na rzeczy, które system uznaje za istotne: pieniądze, sukces, władzę.
Zabawa pozwala nam odzyskać równowagę i pełnię człowieczeństwa w świecie, który często redukuje nas do roli trybików w maszynie produktywności. To sposób na świętowanie życia i doświadczenie go w pełni. Historia dostarcza nam wielu przykładów, jak po dramatycznych wydarzeniach, takich jak wojny, ludzie często zwracali się ku zabawie. Widać to wyraźnie po I i II wojnie światowej, a także w latach 20., 50. i 60. w Stanach Zjednoczonych. W tych krytycznych momentach historii zabawa stawała się formą oporu wobec przemocy i sposobem na odreagowanie traumy, świętowanie przetrwania i przywracanie radości życia.
Podobne zachowania obserwujemy również u pacjentów psychoonkologicznych, którzy po doświadczeniu choroby nowotworowej często kierują się ku zabawie jako formie posttraumatycznego rozwoju. Zabawa okazuje się więc niezwykle poważną sprawą, ściśle związaną z naszym rozwojem. Służy jako forma obrony przed presją i stresem, pozwalając nam zachować równowagę psychiczną w obliczu wyzwań.
Czym zabawa różni się od rozrywki?
Zabawa to moment wyzwolenia – chwila, gdy zrzucamy z siebie ciężar społecznych oczekiwań i kulturowych norm. To czas, gdy pozwalamy sobie być w pełni sobą, bez filtrów i masek, które na co dzień nakładamy. Odpuszczamy kontrolę na rzecz naszych prawdziwych potrzeb. W zabawie odkrywamy na nowo naszą prawdziwą naturę. Może to być coś tak prostego jak pragnienie, by poleżeć na trawie. Albo chęć, by poczuć wiatr we włosach podczas spontanicznej przejażdżki rowerem. W tych momentach nie liczy się cel – nie jedziemy dla zdrowia czy lepszej sylwetki. Liczy się sam proces, czysta przyjemność i radość płynąca z danej chwili.
Rozrywka natomiast jest zjawiskiem zupełnie odmiennym. Jej korzenie też sięgają czasów feudalnych, gdy chłopi raz w miesiącu mogli zjeść obiad z właścicielem ziemskim – była to kontrolowana forma rozrywki, organizowana, by dostarczyć im iluzję wolności. Dziś w miejscu właściciela ziemskiego mamy cały przemysł rozrywkowy.
Rozrywka nie wynika z naszych autentycznych potrzeb, lecz jest narzucona z zewnątrz. Przemysł dyktuje nam, co powinno nas bawić i z czego powinniśmy się śmiać. W tym sensie rozrywka staje się opresyjną formą narzucania zastępczych potrzeb mających wypełnić lukę po prawdziwej zabawie. Podczas gdy zabawa jest aktem wolności i autentyczności, rozrywka często bywa formą społecznej kontroli i jakiejś uniformizacji.
Bywa łatwiej, kiedy mamy narzucone normy i wzorce. Zabawa daje swobodę, z którą wielu dorosłych nie wie, co ma zrobić.
Swoboda oferowana przez zabawę może być dla wielu dorosłych wręcz przerażająca, ale jednocześnie jest niezwykle ważna. Zabawa tworzy przestrzeń, w której wszystko jest dopuszczalne: możemy myśleć inaczej, porzucić swoje codzienne role, podążać za emocjami. Dla większości ludzi to może być trudne doświadczenie, bo pojawia się pytanie: po co to robić? Po co tańczyć, jeśli to wydaje się żenujące?
Jednak to właśnie w tej pozornie bezcelowej aktywności kryje się ogromna wartość. Zabawa pomaga nam pozbyć się lęku przed byciem nieużytecznym, przełamać strach przed stagnacją czy byciem kimś przeciętnym. Pozwala też pokonać obawę przed okazaniem się infantylnym lub mniej dojrzałym w społecznym rozumieniu.
Co najważniejsze, zabawa pozwala nam odkrywać części siebie, które nie mogą się zamanifestować w innych obszarach naszego życia. Dla wielu osób jest to przestrzeń do nakarmienia swojej kreatywności, która często zostaje stłumiona w codziennym, "dorosłym" życiu. Zabawa często prowadzi do ponownego kontaktu ze sztuką, muzyką, poczuciem estetyki. Osoby, które zaczynają się bawić, często zaczynają interesować się wyrażaniem siebie, sztuką i twórczością innych ludzi. To jakiś portal do duchowości, do odkrywania zapomnianych części siebie. Więc choć ta swoboda zabawy może początkowo wydawać się trudna, jest kluczowa dla naszego pełnego rozwoju.
Jak przełamać barierę wstydu i poczucie, że zabawa jest niepoważna?
To rzeczywiście wymaga wewnętrznej pracy i konfrontacji z głęboko zakorzenionymi przekonaniami. Doskonale pamiętam własne doświadczenia z tym związane. Gdy zaczynałam jeździć na rolkach, pierwsze, co mi przyszło do głowy, to: Jezu, 40 lat na karku i na rolki pójdę? Przecież to jakiś obciach! Podobnie gdy spędzam cały dzień na zbieraniu chabrów do kolażu, natychmiast pojawia się krytyczny głos w głowie, który mówi: No tak, inni robią ważne rzeczy, a ty kwiatki zbierasz! Albo: Może byś lepiej jakąś mądrą książkę poczytała, zamiast te obrazki malować? Te myśli potrafią nas skutecznie blokować.
Kluczowe jest, by uświadomić sobie, że nawet jeśli zabawa nie przynosi natychmiastowego, wymiernego rozwoju – choć jestem przekonana, że przynosi ogromny – to samo pozbywanie się tej wewnętrznej ocenności wobec siebie już nas zmienia. Proces przyłapywania się na tych krytycznych momentach i kwestionowania ich zasadności jest niezwykle wartościowy.
Warto pamiętać, że ta wewnętrzna krytyka często jest echem społecznych oczekiwań i norm, które niekoniecznie nam służą.
Jest jeszcze kwestia znalezienia na tę zabawę czasu.
Niby go nie mamy, bo ciągle coś robimy, prawda? Obowiązki, praca, dom – gdzie tu znaleźć miejsce na coś tak "nieproduktywnego"? Nie możemy sobie tak po prostu tracić czasu na głupoty. A zabawa? No gdzie tam, to nie przystoi dorosłemu, odpowiedzialnemu człowiekowi.
Jak sobie z tym radzić?
Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że nasze ograniczenia często istnieją tylko w naszych głowach. Następnie warto faktycznie zaplanować czas na zabawę. Proponuję zacząć od przeznaczenia np. godziny w niedzielę na to, żeby się pobawić. To ważne, żeby zrobić miejsce dla zabawy w naszym życiu, bo jak go nie zrobimy, to przypomnimy sobie o niej za miesiąc albo dwa.
Zabawa potrzebuje czasu, ale wbrew pozorom potrzebuje też pewnego planu. Dobrze poświęcić trochę czasu na poszukiwanie inspiracji: przejrzeć internet, książki, sięgnąć do wspomnień, zapytać znajomych, jak oni się bawią. To pomoże znaleźć pomysły na tę godzinę zabawy w niedzielę. Ważne, żeby nie zniechęcić się po pierwszej próbie, jeśli nie będzie od razu idealna. Żeby po pierwszej takiej niedzieli nie powiedzieć: To było bez sensu, stracony czas.
A potem trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość. To duża wewnętrzna praca nad tym, by przestać się surowo oceniać. Trzeba się łapać na tych momentach, kiedy zaczynamy się krytykować, i mówić sobie: Ej, daj spokój, przecież to jest okej. Jasne, to nie jest łatwe. Ale jak już przebijemy się przez te wszystkie bariery, to korzyści są ogromne. Lepiej się czujemy, jesteśmy bardziej kreatywni, lepiej siebie rozumiemy.
O czym pamiętać, wybierając sposób na zabawę dla siebie?
Warto zacząć od tego, co nam najlepiej pasuje. Dla mnie najlepsza zabawa to często kinestetyka, czyli ruch: wrotki, rolki, rower, qigong. Szukam form aktywności fizycznej, które nie są nastawione na sylwetkę czy wydolność, ale sprawiają mi frajdę. Dla ciebie może to być malowanie albo robienie kolaży. Chodzi o to, żeby znaleźć coś, co nas naprawdę jara, i potem powoli rozszerzać repertuar. Ja zauważyłam, że najbardziej cieszą mnie te zabawy, w których widzę swój własny postęp, niekoniecznie te oparte na rywalizacji z innymi. Ktoś inny może mieć odwrotnie.
W poszukiwaniu odpowiedniej formy zabawy najważniejsze jest słuchanie siebie. Nie należy się zniechęcać. To jest proces. Stopniowo odkrywamy swoją mapę przyjemności, po której z czasem coraz swobodniej możemy się poruszać.
I jeszcze jedna ważna rzecz: zabawa pod wpływem substancji psychoaktywnych to już nie zabawa. To zastępcza forma poszukiwania sposobów na zaspokojenie jakichś potrzeb, ale bardzo niezdrowa. Ważne, by umieć to rozróżnić.
Joanna Flis. Jest pedagożką, psycholożką, psychoterapeutką systemową w procesie certyfikacji. Związana z Uniwersytetem Szczecińskim, gdzie prowadzi badania nad rodzinami alkoholowymi. Od ponad 10 lat pracuje w zawodzie terapeuty. Jest autorką książki "Co ze mną nie tak? O życiu w dysfunkcyjnym domu, środowisku, w Polsce i o tym, jak sobie z tym (nie)radzimy" oraz podcastu „Madame Monday" i książki o tym samym tytule.
Maria Organ. Dziennikarka, redaktorka, trenerka storytellingu. Zanurzona w świecie milenialsów najczęściej pisze o swoim pokoleniu, psychologii i książkach. Prowadzi warsztaty z pisania historii osobistych i biznesowych, podczas których pomaga zmieniać codzienne doświadczenia w inspirujące opowieści. Kontakt do autorki i zapisy na warsztaty na www.mariaorgan.com.


