Rozmowa
Zdjęcie ilustracyjne. 'Senioralia'- święto seniorów w Częstochowie (Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl)
Zdjęcie ilustracyjne. 'Senioralia'- święto seniorów w Częstochowie (Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl)

Czy to prawda, że używanie słowa "senior" jest passé i lepiej mówić o "osobach w późnej dorosłości"? 

Osoby po 60. roku życia, z którymi pracuję, omijają słowo "senior" szerokim łukiem. Po prostu się z nim nie identyfikują. Wolą posługiwać się określeniem "60 plus". Mimo że dla kobiet to często moment przejścia na emeryturę, nie zwalniają tempa. Wciąż mają dużo energii i chcą jeszcze wiele w życiu doświadczyć. Dla nich senior to raczej ta osoba po osiemdziesiątce, która ma trudności w poruszaniu się, poważne problemy zdrowotne i siedzi w fotelu nakryta kocykiem. Jedyny moment, kiedy 60-latkowie nie wstydzą się słowa "senior", to kiedy pytają o przysługujące im zniżki.  

Późna dorosłość to natomiast pojęcie bardziej naukowe. Nie budzi emocji ani pozytywnych skojarzeń. Mam wrażenie, że brakuje nam słów, które opisywałyby czas po sześćdziesiątce pozytywnie. Takie inicjatywy jak parada "Dojrzali Wspaniali" to krok w dobrym kierunku, ale wciąż jest ich niewiele. Potrzebujemy szukać tych słów, bo przecież żyjemy w starzejącym się społeczeństwie… 

 …a język kształtuje rzeczywistość.  

Dziś stereotypowe postrzeganie osób dojrzałych mocno rozmija się z rzeczywistością. Świetnie obrazuje to eksperyment przeprowadzony w Stanach Zjednoczonych. Osoby w wieku 19–35 lat wcieliły się w rolę 60-latków. Poproszono je, aby pokazały, jak taka osoba chodzi, pije herbatę, je kanapkę, wykonuje codzienne czynności.  

Jak to wyglądało? 

Powolny krok, drżące ręce, cukier rozsypujący się po drodze do szklanki. Po tym doświadczeniu młodzi uczestnicy spotkali się z prawdziwymi osobami w wieku 60 plus, które wcześniej ich obserwowały. Nagle wchodzi do pomieszczenia piękna, modnie ubrana kobieta i przystojny mężczyzna w koszuli i skórzanej kurtce. Pokazują: "To nie jest nasza codzienność, chyba pomyliliście się o co najmniej 20 lat!". Ten eksperyment dobrze ilustruje, jak ważne jest przełamywanie utartych stereotypów.

Pan jest jednym z pierwszych psychologów, którzy w Polsce skupili się na pracy z osobami starszymi. 

11 lat temu temat aktywności senioralnej był w Polsce jeszcze w powijakach, a ja sam nieco przypadkowo trafiłem do pierwszego projektu z udziałem osób 60 plus. Po roku spędzonym na zbieraniu doświadczenia zawodowego w Niemczech wróciłem do kraju. Trafiłem na ogłoszenie organizacji pozarządowej, która szukała psychologa do projektu szkoleń dla seniorów. Podczas wyjazdowych spotkań miałem zachęcić ich do nauki umiejętności cyfrowych.  

Wchodzę do sali, gdzie czeka na mnie kilkunastu seniorów. Kiedy mówię, że jestem psychologiem, ich pierwsza reakcja brzmi: "Ale z nami wszystko w porządku!". Wówczas wiele osób starszych kojarzyło psychologa z terapeutą, do którego udaje się w przypadku depresji albo kryzysu. Ale gdy już przełamaliśmy pierwsze lody, okazało się, że ci ludzie są po prostu niesamowici! Mają ogromną wiedzę życiową, świetne poczucie humoru, potrafią żartować ze swoich słabości. Miałem wrażenie, że wielu z nich ma więcej energii niż moi 30-letni znajomi. To było bodźcem, żeby z takimi osobami pracować.  

Wchodzę do sali, gdzie czeka na mnie kilkunastu seniorów. Kiedy mówię, że jestem psychologiem, ich pierwsza reakcja brzmi: 'Ale z nami wszystko w porządku!' (Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl)

Proszę zatem wytłumaczyć, czym zajmuje się psychogerontolog? Często myli się was z geriatrami albo opiekunami osoby starszej. 

Geriatria to nauka o chorobach wieku podeszłego, która koncentruje się na leczeniu tych schorzeń. Opiekun osoby starszej zapewnia jej codzienne wsparcie w wykonywaniu podstawowych czynności, takich jak higiena osobista, ubieranie się, przygotowywanie posiłków czy pójście na spacer. Natomiast my pracujemy kilka kroków wcześniej.  

Psychogerontologia zajmuje się psychologicznymi aspektami starzenia i skupia przede wszystkim na prewencji. Działamy, zanim pojawią się poważne problemy, i staramy się im zapobiegać. Oczywiście są wśród nas specjaliści, którzy pomagają również w demencji. Są tacy, którzy udzielają pomocy w anhedonii czy podejrzeniu depresji, ale przede wszystkim pomagamy osobom starszym zachować jak najlepszą jakość życia na długie lata. W moim konkretnym przypadku to dzielenie się wiedzą, jak dbać o dobre funkcjonowanie umysłu na emeryturze. 

W naszej branży jest niezwykle ważne, żeby zachęcać i inspirować do odkrywania nowych pasji i sposobów spędzania czasu na emeryturze. Często powtarzam, żeby nie wierzyć w powiedzenie: czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będę umiał. Owszem, psychologia kiedyś wierzyła, że zdobywamy umiejętności do pewnego momentu, a potem nasze funkcjonowanie jest tylko gorsze. Natomiast już kilka dobrych dekad temu zweryfikowano ten pogląd.  

Dziś wiadomo, że możemy uczyć się skutecznie przez całe życie.  

Dlatego gdybym miał to powiedzenie na nowo zdefiniować, powiedziałbym: czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nauczyć się może, o ile będzie chciał. To, co robimy albo czego unikamy, ma ogromny wpływ na długość naszego życia w zdrowiu. Po przejściu na emeryturę dotychczasowe nawyki mogą okazać się nieadekwatne i trzeba je zmodyfikować albo stworzyć nowe.  

Na przykład jakie? 

Żeby nasz umysł działał na pełnych obrotach, musimy dbać o ruch i odżywianie adekwatne do wieku. Bez aktywności fizycznej, która wcześniej związana była z pracą, utrzymanie tych samych nawyków żywieniowych może prowadzić do tycia. To samo dotyczy ilości czasu spędzanego przed telewizorem. Naukowcy twierdzą, że dwie–trzy godziny oglądania telewizji dziennie są neutralne dla naszego umysłu, ale przekroczenie tej liczby negatywnie wpływa na nasze funkcjonowanie. Zatem przesiadywanie całymi dniami przed ekranem to nie jest dobry pomysł.  

Żeby umysł dobrze pracował, musimy też umieć radzić sobie z emocjami, dlatego warto nauczyć się je nazywać. Podczas warsztatów w Warszawie jedna z seniorek zauważyła, że po nazwaniu emocji jej burza myśli staje się tylko burzą w szklance wody. Nazywając emocje, nie tylko je oswajamy, ale też odzyskujemy nad nimi kontrolę. 

Nasz umysł uwielbia nowe wyzwania i potrzebuje się spocić, żeby dobrze funkcjonować. Według Światowej Organizacji Zdrowia brak aktywności umysłowej zwiększa ryzyko demencji, więc aktywność intelektualna jest nam niezwykle potrzebna i trzeba się do niej motywować. Seniorzy w Jeleniej Górze nauczyli mnie takiego powiedzenia, które często powtarzam: kto chce, znajdzie sposób, kto nie chce, znajdzie powód. 

Wykład Piotra Łąckiego podczas Podlaskiego Forum Seniorów w Białymstoku (Fot. Paweł Krukowski)

Jakie powody znajdują ci, z którymi pan spotyka się na warsztatach? 

W Poznaniu zrealizowano fantastyczny projekt wideo. Osoby po sześćdziesiątce dawały rady sobie z przeszłości w formie listu wypowiedzianego do 20-letniego siebie. Wiele z nich zachęcało młodsze wersje siebie do działania. Mówili: nie bój się, próbuj, realizuj się! Ja często pytam moich seniorów, co z takiego listu mogliby wziąć dla siebie teraz. Najbardziej zapadło mi w pamięć zdanie: "Żeby się jeszcze tego życia nachapać".  

Szczególnie wyraźnie widzę to u wielu pań na warsztatach, bo statystycznie rzecz biorąc, na moich spotkaniach zdecydowanie przeważają kobiety. To wielkie szczęście im towarzyszyć, kiedy mówią, że wyswobodziły się z przekonań typu: "muszę", "powinnam", "co ludzie powiedzą". Przez wiele lat te kobiety koncentrowały się na tym, żeby zadbać o rodzinę i dom. A teraz mówią, że wreszcie nadszedł czas na zadbanie o siebie, rozwijanie swoich pasji, nawet tych dawno zapomnianych. Wyzwolenie z ról i ocen społecznych, co wypada, a co nie wypada, daje im niesamowitą energię. 

Kiedyś na Dolnym Śląsku prowadziłem warsztaty, gdzie jedna pani po sześćdziesiątce powiedziała, że chce nauczyć się jeździć samochodem. Mówiła, że komunikacja miejska w jej okolicy jest beznadziejna, więc chce spróbować prowadzić auto. Powiedziała: "Ja nie wiem, czy będzie mnie nawet stać utrzymać samochód, ale chciałabym usiąść za kierownicą i pojechać". To było naprawdę inspirujące, więc przytoczyłem tę historię podczas innych warsztatów. Na to wstał jeden z nielicznych panów i powiedział: "Słuchajcie, moja żona też zrobiła prawo jazdy, ale powiedziała mi dopiero po zdaniu egzaminu. Wiedziała, że gdyby wcześniej o tym wspomniała, próbowałbym jej to wyperswadować!". Najpiękniejsze było to, że ten pan, opowiadając tę historię, sam się z siebie śmiał. Wiedział, że dokładnie tak by było, a jednocześnie był szalenie dumny ze swojej żony. 

Jakie są największe mity dotyczące dbania o umysł, które pan rozbraja podczas takich spotkań? 

Na przykład koncepcję, że należy robić 10 tys. kroków dziennie. Kiedy w Japonii w latach 60. XX wieku wprowadzono pierwsze pedometry, czyli krokomierze, to były one tak skonstruowane, że mierzyły do 10 tys. kroków. Ta liczba szybko przyjęła się jako cel sam w sobie. W filmie "Dwóch papieży" jest nawet taka scena, w której papież Benedykt XVI, grany przez Anthony'ego Hopkinsa, jak tylko usiądzie, jest upominany przez swój zegarek, że musi te 10 tys. wykonać. Jest okropnie zmęczony, ale robi te kroki. Chcę innym tego oszczędzić, bo badania dr I-Min Lee z Harvard Medical School mówią, że dla pozytywnego wpływu na długość życia trzeba robić codziennie między 4400 a 7500 kroków. Oczywiście można więcej, ale różnica nie jest spektakularna. Natomiast siedzący tryb życia (w przypadku tego badania – średnio 2700 kroków dziennie) wpływał negatywnie na oczekiwaną długość życia.   

Co jeszcze? 

Krzyżówki nie ćwiczą umysłu.  

Oho, będzie skandal. 

To naprawdę nie jest najlepszy sposób. Gdy przyjrzymy się bliżej, to zauważymy, że krzyżówki ograniczają się do zamkniętego zasobu słownictwa, które często się powtarza. Ci, którzy rozwiązują je od lat, sami przyznają, że często wpisują odpowiedzi automatycznie, nawet nie czytając całego pytania. Owszem, krzyżówki są lepsze niż bezmyślne oglądanie telewizji, wypełniają czas i dają satysfakcję, ale klepiąc codziennie jolki, stajemy się mistrzami jednej czynności. 

Dbanie o umysł to nie tylko rozbudowywanie podręcznego słownika i ćwiczenia językowe. To także ćwiczenia matematyczne, które wzmacniają logiczne myślenie. Ćwiczenia manualne, które pozwalają utrzymać sprawność motoryczną, bo z wiekiem pojawia się problem np. z zapinaniem guzików. Nie można zapominać o ćwiczeniach uwagi, koncentracji i orientacji przestrzennej. To są wszystko obszary, w których należy działać. Ograniczanie się wyłącznie do krzyżówek, to jakbyśmy mieli pizzę składającą się z ośmiu kawałków, a ciągle jedlibyśmy tylko jeden.  

Dbanie o umysł to nie tylko rozbudowywanie podręcznego słownika i ćwiczenia językowe. To także ćwiczenia matematyczne, które wzmacniają logiczne myślenie (Fot. Andrzej Michalik / Agencja Wyborcza.pl)

Co zatem oprócz krzyżówek? 

Sudoku. Ja sobie żartuję, że sudoku wśród osób 60 plus w Polsce to trochę jak z angielskim wśród Polaków w Chicago w latach 80. Zna pani tę anegdotę? Dwóch Polaków plotkuje, jeden pyta drugiego: Jak tam u ciebie z angielskim? A drugi odpowiada: Nie znam, ale słyszałem dużo dobrego! Sudoku to świetna łamigłówka, dużo trudniej uczyć się tu na pamięć. Za każdym razem trzeba wysilić umysł.  

Polecam również tangram, czyli chińską układankę złożoną z siedmiu elementów, które powstały przez rozcięcie kwadratu. Poszczególne elementy to figury geometryczne, z których trzeba ułożyć obrazek dopasowany do wyznaczonego kształtu. To świetne ćwiczenie na orientację przestrzenną.  

Co jeszcze? 

Warto wykonywać ćwiczenia ręką niedominującą, np. wykonać nią poranną toaletę, w ten sposób wzmacniamy połączenia między półkulami mózgowymi. Wracając do domu, dobrze jest pójść inną drogą niż zwykle, żeby wzmacniać uważność i ciekawość poznawczą. Widzimy, że tu był sklep, a teraz go nie ma, ale za to posadzili nowe drzewa. Dobrym pomysłem jest też gotowanie nowych dań, bo to pozwala aktywizować wszystkie zmysły. Dobra potrawa to nie tylko przyjemny smak, ale też nowy zapach, inna tekstura, można ją też ciekawie podać. A sam dzień, kiedy się to wszystko przygotowuje, jest po prostu przyjemny.  

Dlatego podczas warsztatów zachęcam uczestników, żeby wrócili do domu inną trasą, a potem otworzyli książkę kucharską, która kurzy się na półce od kilkunastu lat, i przygotowali jedną potrawę, której jeszcze nigdy nie jedli. Dbanie o umysł to nie tylko takie ćwiczenia, gdzie mamy kartkę i długopis. Warto też gdzieś wyjść, czegoś nowego doświadczyć.  

To mogą być małe rzeczy. 

Przez ponad 10 lat w tej branży staram się przekazywać w moich książkach i na warsztatach proste sposoby, które wymagają jedynie chęci. Najlepszym przykładem będzie tu historia, którą usłyszałem na spotkaniu autorskim. Pan podzielił się pomysłem swoich sąsiadów, którzy od wiosny do jesieni zwiedzają Wrocław. Raz w tygodniu pakują termos z herbatą, kanapki i ruszają w inną część miasta. Komunikację miejską ze względu na wiek mają za darmo, więc jadą do innej dzielnicy i zwiedzają. Jak się zmęczą, siadają na ławce, piją herbatę i jedzą kanapki. Zatem nie kosztuje ich to więcej niż spędzanie czasu we własnym domu. 

Gdy przyjrzymy się najczęściej omawianym wyzwaniom, z którymi borykają się osoby starsze, najczęściej wymienia się problemy finansowe, problemy zdrowotne i samotność. Dużo rzadziej dyskutuje się o poczuciu sprawczości i proaktywnym podejściu do życia. A to właśnie te cechy mają ogromny wpływ na jego jakość. Starsze osoby narzekają na kolejki, długie terminy, utrudnienia. I ja oczywiście zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę, natomiast myślę, że nie docenia się tego, co my sami możemy zrobić dla naszego zdrowia. 

Często podczas moich prelekcji wspominam o "zasadzie jednej godziny", którą wymyśliłem około 10 lat temu. Żeby ją zrozumieć, to musimy wykonać pewne zadanie umysłowe, które zaczyna się od pytania. Czy byłaby pani w stanie znaleźć godzinę dziennie na coś, co jest dla pani ważne?  

Piotr Łącki (Fot. Agata Cykof)

Tak. 

Dobrze. To jedziemy z matematyką: jedna godzina dziennie to ile godzin w ciągu roku? 

365. 

Ile to będzie dób w ciągu roku? Upraszczając, musimy podzielić 360 na 24. Wychodzi nam z tego 15 dób. Nie wiem jak pani, ale ja nie znam ludzi, którzy byliby w stanie robić coś 15 dób bez przerwy. Znam za to pasjonatów, którzy potrafią coś robić od rana do wieczora, powiedzmy od 8.00 rano do 20.00.  

Czyli 12 godzin.  

Jak te 15 dób podzielimy na 12-godzinne odcinki, robi się 30 dni.  

Miesiąc.  

To może być miesiąc dbania o siebie. Dlatego zawsze zachęcam osoby starsze do tego, aby każdego dnia świadomie poświęciły sobie jedną godzinę. To czas, który można wykorzystać na spacer, ćwiczenia umysłowe albo miłe spotkanie. Godzina dziennie robi ogromną różnicę.  

O czym jeszcze warto pamiętać? 

Jedna z seniorek podsunęła mi pomysł na coroczny przegląd techniczny. Powiedziała: "Słuchaj, Piotr, ja mam samochód. Raz w roku oddaję go na przegląd, bo chcę bezpiecznie jeździć. To nie może być tak, że swoje ciało traktuję gorzej niż własny samochód". Zachęcam więc do regularnych badań. 

Bardzo ważne jest to, co Martin Seligman nazwał priorytetyzacją pozytywności. To znaczy, że warto świadomie dążyć do odczuwania pozytywnych emocji. Po pierwsze, codziennie znaleźć jakiś mały powód, by wprawić się w dobry nastrój. Po drugie, monitorować swój monolog wewnętrzny. Wiadomo, że wszyscy gadamy ze sobą. Trzeba sprawdzać, jakich komunikatów jest więcej. Czy tych pozytywnych, kiedy mówimy sobie: "dobry obiad ugotowałaś", "masz piękne kwiaty na balkonie", "super tańczysz"? Czy: "znowu zapomniałaś", "ubrudziłeś się, ale z ciebie niezdara"? Ponad 20 lat temu usłyszałem zdanie, które do tej pory wywołuje ciarki, gdy o nim myślę. Brzmi następująco: należy lubić samego siebie, bo ostatecznie jesteśmy jedyną osobą, z którą na pewno spędzimy całe życie. Zaprzyjaźnić się ze sobą to jest świetne ćwiczenie rozwojowe.  

Piotr Łącki. Psycholog, podróżnik i popularyzator wiedzy o utrzymaniu sprawności umysłowej i fizycznej w wieku 60+. Jego portal psychologdlaseniora.pl należy do największych stron edukacyjnych skierowanych do osób w wieku 60+ w Polsce. Od ponad 10 lat prowadzi warsztaty psychologiczne, spotkania autorskie oraz wykłady psychoedukacyjne na terenie całego kraju. Autor ośmiu publikacji skierowanych do osób w wieku 60+ oraz edukatorów senioralnych. 

Maria Organ. Dziennikarka, redaktorka, trenerka storytellingu. Zanurzona w świecie milenialsów najczęściej pisze o swoim pokoleniu, psychologii i książkach. Prowadzi warsztaty z pisania historii osobistych i biznesowych, podczas których pomaga zmieniać codzienne doświadczenia w inspirujące opowieści. Kontakt do autorki i zapisy na warsztaty na www.mariaorgan.com.