Społeczeństwo
Kadr z filmu 'Maestro' (fot. Materiały prasowe / Netflix)
Kadr z filmu 'Maestro' (fot. Materiały prasowe / Netflix)

Już sama partytura "West Side Story" wystarczyłaby, by zapisał się w annałach historii muzyki. Leonard Bernstein to ikona muzyki XX wieku. Dyrygent, kompozytor, pianista, edukator, aktywista, mąż, ojciec trójki dzieci. Artysta przełamujący schematy, który swoją imponującą karierą mógłby obdzielić kilka osób. Charyzmatyczny, pełen życia i nieposkromionej energii, ciągle pragnący więcej, wymykający się próbom zaszufladkowania jego twórczości i życia prywatnego. Zdobywca siedmiu nagród Emmy, szesnastu Grammy i nominacji do Oscara.  

 

Tworzył niezapomnianą muzykę i dyrygował najsłynniejszymi orkiestrami świata, zaraził też miłością do muzyki klasycznej całe pokolenia. Posiadał rzadki wśród twórców tego gatunku talent do opowiadania o tajnikach swojej pracy bez zadęcia i pretensjonalnego tonu. W końcu doczekaliśmy się filmu o jego życiu. I to w hollywoodzkim wydaniu – za reżyserię i scenariusz odpowiada Bradley Cooper. Wciela się też w samego kompozytora.  

W 2018 roku Cooper wywołał sensację na weneckim festiwalu. Gwiazdor, debiutujący wówczas jako reżyser, promował prezentowane poza konkursem „"Narodziny gwiazdy" z Lady Gagą w roli głównej. W 2023 roku jego nowy film, "Maestro", walczył o Złotego Lwa. Tym razem jednak z powodu trwającego strajku scenarzystów i aktorów wenecka premiera odbyła się bez udziału hollywoodzkich gwiazd. 

Marketingowe paliwo 

Premierze "Maestro" towarzyszyły kontrowersje związane z... charakteryzacją. Bradley Cooper nosił na planie filmu protezę nosa, by upodobnić się wizualnie do dyrygenta. W mediach zawrzało, pojawiły się sugestie, że aktor, który nie jest Żydem, nie ma prawa grać bohatera żydowskiego pochodzenia. Nieco kuriozalna debata, jaka przetoczyła się przez media społecznościowe (sztuczne nosy nosiło na potrzeby ról wielu aktorów, niektórzy, jak na przykład Nicole Kidman w "Godzinach", otrzymali nawet za swoją kreację Oscara), jedynie dodała produkcji marketingowego paliwa.  

Po stronie aktora stanęły między innymi dzieci kompozytora: Jamie, Alexander i Nina Bernsteinowie. Potomkowie artysty zresztą aktywnie brali udział w procesie produkcji filmu. Jamie Bernstein otworzyła przed twórcami drzwi domu swoich rodziców. Cooper i Carey Mulligan, wcielająca się w żonę Bernsteina, Felicię Montealegre Bernstein, przed rozpoczęciem zdjęć mogli przeprowadzić próby w ogrodzie, a nawet sypialni Lenny'ego i Felicii. – Tak się akurat złożyło, że Leonard Bernstein miał ładny, duży nos. Bradley zdecydował się na charakteryzację, dzięki której stał się bardziej podobny do naszego ojca, a nam to zupełnie nie przeszkadza – mówiło rodzeństwo w rozmowie z magazynem "Deadline".

Do tematu odniósł się również charakteryzator Kazu Hiro podczas konferencji prasowej w Wenecji. – Jest mi przykro, jeżeli zraniłem czyjeś uczucia, ale naszym celem było sportretowanie Lenny'ego najwierniej, jak było to możliwe. Chcielibyśmy uszanować nie tylko charakter postaci, ale także jej wygląd – tłumaczył. 

Konferencja prasowa 'Maestro' w Wenecji (fot. G. Zucchiatti La Biennale di Venezia - Foto ASAC)

Cooper się prześlizguje 

"Maestro", choć na pierwszy rzut oka wydaje się pełnoprawnym biopikiem [od ang. bio(graphical) pic(ture) – film biograficzny – przyp. red.], nie próbuje w pełni przedstawić sylwetki wybitnego artysty. Cooper sygnalizuje wiele wątków z życia Bernsteina, ale zaledwie prześlizguje się przez większość z nich. Nie dowiemy się z jego filmu, jak autor "On the Town" szlifował swój kompozytorski warsztat, z jakimi przeciwnościami się zmagał albo chociażby ile wysiłku kosztowało go wydeptywanie swojej ścieżki równolegle jako kompozytor i dyrygent. 25-letni Bernstein w jednej z pierwszych scen filmu dostaje swoją szansę, kiedy dyrygent Bruno Walter niespodziewanie musi odwołać koncert w Filharmonii Nowojorskiej. Od tamtej pory życie zawodowe Bernsteina w ujęciu Coopera to jedno wielkie pasmo nieustających sukcesów. Wprawne ucho rozpozna w ścieżce dźwiękowej najsłynniejsze kompozycje artysty. Jeżeli jednak przed seansem nie wiedzieliśmy zbyt wiele o twórczości Bernsteina, po seansie "Maestro" wyjdziemy z niedosytem.  

Najważniejsza – żona 

Coopera dużo bardziej interesuje życie prywatne dyrygenta, a scenariuszową ramę filmu wyznacza relacja Bernsteina z żoną, aktorką Felicią Montealegre. Nieustanna potrzeba przekraczania granic i nieposkromiony apetyt na życie przełożyły się również na życie prywatne twórcy. Kompozytor romansował zarówno z kobietami, jak i mężczyznami, przez długi czas jego małżeństwo z Felicią było otwarte. W jednej ze scen Bernstein, tłumacząc swoje podejście do związków, mówi, że ma w sobie nieograniczone pokłady miłości i jest spragniony towarzystwa ludzi do tego stopnia, że nawet z łazienki korzysta przy otwartych drzwiach. 

Małżeństwo Bernsteinów Cooper przedstawia jako zbudowane na intymności i głębokim uczuciu, choć niewpisujące się w tradycyjne społeczne normy. "Maestro" jest najciekawszy, kiedy portretuje niuanse relacji Felicii z Lennym i próby wpisania płynnej seksualności Bernsteina w formułę nuklearnej, tradycyjnej rodziny. Bernstein to zresztą najlepsza rola w karierze Coopera, który niemalże stapia się ze swoją postacią – i nie jest to wyłącznie zasługa charakteryzacji. Aktor zagrał w „"Maestro" jedną z najlepszych ról w swojej karierze. Nie tylko wizualnie przypomina legendarnego kompozytora i i wiernie imituje jego fizyczność, unikając przy tym aktorskiej szarży. A zadanie miał niełatwe, bo gra Bernsteina zarówno jako dwudziestokilkulatka, jak i starzejącego się wdowca. 

Jamie Bernstein (fot. G. Zucchiatti La Biennale di Venezia - Foto ASAC)

Mimo to to Felicia, grana przez Mulligan, wyrasta na najciekawszą postać tego filmu. Partnerka artysty odnosi sukcesy jako aktorka telewizyjna i teatralna, wychowuje trójkę dzieci. Wspiera swojego męża w karierze i do pewnego stopnia akceptuje jego romantyczne podboje. W jednej scenie pomaga Lenny'emu zawiązać krawat, by chwilę później podczas rodzinnego pikniku z poruszającą szczerością wyłożyć szwagierce swoje podejście do otwartego małżeństwa.  

Felicia nie stoi wyłącznie w cieniu Bernsteina, Cooper nie przedstawia jej jako męczennicy rezygnującej z siebie w imię spełniania zachcianek genialnego męża. To znacznie lepiej napisana kobieca postać niż sklejona z anachronicznych stereotypów Ally z "Narodzin gwiazdy". Odtwórcy głównych ról z pewnością zostaną obsypani nominacjami do nagród, nawet jeśli ze względu na trwający w Hollywood strajk nie pojawią się ani razu na czerwonym dywanie. 

"Maestro" na Netfliksie od 20 grudnia 

80. Festiwal Filmowy w Wenecji zakończył się do 9 września. W sekcji konkursowej "Maestro" stanął do wyścigu choćby z "Zieloną granicą" Agnieszki Holland, "Kobietą z…" Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta, "Biednymi istotami" Yórgos Lánthimosa, "Priscillą" Sofii Coppoli, czy "The Killer" Davida Finchera. Złoty Lew - w Konkursie Głównym Festiwalu - powędrował do Yorgosa Lanthimosa, reżysera "Biednych Istot" z Emmą Stone.

Film "Maestro" będzie miał swoją premierę 20 grudnia na Netflixie.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Gazecie Wyborczej'', ''Wysokich Obcasach Extra, Polityce, na portalu Filmweb.pl. Wcześniej była redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl. Stała współpracowniczka Weekend.gazeta.pl, Vogue.pl. Prowadzi edukacyjne zajęcia filmowe dla młodzieży w ramach programu Filmoteka Szkolna. Kiedy nie pisze o kinie, zajmuje się technologią VR i AR w firmie CinematicVR.