Społeczeństwo
Ewa do dzisiaj nie wierzy, jak dużo przeszło jej ciało. (Archiwum prywatne.)
Ewa do dzisiaj nie wierzy, jak dużo przeszło jej ciało. (Archiwum prywatne.)

Ewa ma urodę wiecznej dziewczynki. Długie, jasne włosy okalają szczupłą twarz i sypią się na ramiona. Błękitne oczy spoglądają zaczepnie spod wystrzępionej grzywki. Trudno zgadnąć, że dobiega czterdziestki. W czarnej bokserce i spodniach w afrykańskie wzory etniczne wygląda jak ktoś, kto właśnie wrócił z wakacji. Brakuje tylko opalenizny. Jej skóra jest jasna, mlecznoróżowa.

Blizn nie widać od razu. Pierwsza wyłania się spod bluzki, gdy Ewa wyciąga rękę, by dosięgnąć nepalskich flag modlitewnych. Kolorowe, falują pod sufitem, bo w mieszkaniu zrobił się przeciąg. Ewa je łapie i naciąga sznurek, wtedy nad biustem widać słoneczko. Skóra zrośnięta w figlarny kształt. Obok kolejne, niemal identyczne. Jakby na klatce piersiowej ktoś dla zabawy postawił jej dwie pieczątki.

Reszta blizn jest ukryta. Wysportowane ciało nie zdradza wszystkiego, co przeszło. Ze szczupłej sylwetki wyróżniają się ramiona. Są silne. Mięśnie wyraźnie odznaczają się pod napiętą skórą. Jak u kogoś, kto dużo się wspina albo dużo walczy.

Runda 1: mocne uderzenie

Ewa stoi tyłem do lustra i napina mięśnie. Chce sprawdzić postępy w ćwiczeniach. Jej wzrok wędruje na pieprzyk. Jasnobrązowy, płaski, tuż nad lędźwiami. Ma go od dzieciństwa, ale dziś wydaje się nieco większy. Pyta Tomka, czy widzi różnicę. To on częściej ogląda jej nagie plecy.

- Trudno stwierdzić.

Przy okazji wizyty u rodziców prosi więc mamę o zdjęcie. Kładzie się na wersalce, żeby było łatwiej uchwycić pieprzyk. Później razem oglądają znamię. Nic ich nie niepokoi.

Co innego trądzik. Ewa ma 34 lata i wciąż zmaga się z krostkami, dlatego wybiera się do dermatolożki. Plecy pokazuje przy okazji.

- Za jakiś czas do kontroli, ale nie ma się czym przejmować - mówi lekarka, więc Ewa się nie przejmuje.

Pół roku później nadal próbuje leczyć trądzik i pokazuje pieprzyk.

- Dla świętego spokoju lepiej wyciąć - orzeka inna dermatolożka i wypisuje skierowanie do chirurga.

Ewa nie czuje się ponaglana, ale pyta w recepcji, jak się umówić na zabieg. Okazuje się, że korporacyjny pakiet medyczny go nie obejmuje. Za wycięcie zmiany trzeba zapłacić 700 zł.

- To było dla mnie sporo kasy. Napisałam żartobliwy SMS do taty, czy zechce przekazać darowiznę na fundusz "Ewa wolna od raka". Wspierał mnie jeszcze wtedy w większych wydatkach.

Po zabiegu przeklina pod nosem, bo przez dwa tygodnie nie może ćwiczyć.

- Myślałam, że szwy to mój największy problem. Jak tylko je zdjęli, wróciłam na siłownię i zapomniałam o całej sprawie. Do czasu, aż zadzwonił telefon.

To miał być dzień jak co dzień. Pobudka o siódmej, pospieszne pakowanie plecaka: laptop, ubrania, pudełka z jedzeniem. Szybka jazda rowerem na trening. Rano pierwszy, wydolnościowy. Potem krótki prysznic i do biura.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje >>

Po pracy drugi trening, siłowy. Wieczorem na kanapie piwo i serial albo kłótnia z partnerem, zależnie od nastroju. Z Tomkiem są parą trzy lata, kłócą się po włosku. Dużo i głośno.

Ewa jest w biurze, kiedy dzwoni telefon. Odbiera i już wie, że nie dotrze na crossfit. W słuchawce nerwowy głos recepcjonistki z przychodni:

- Ma pani wyniki do odebrania. Proszę się zjawić jak najszybciej.

Ewa wybiega z pracy i po chwili ma w rękach kartkę. Jest na niej napisane: czerniak. Wskazania: poszerzenie blizny.

- To był pierwszy mocny strzał. Zderzenie z informacją, że mam raka. Bałam się raczej zawału. Prowokowanie wymiotów może wykończyć serce, a ja wciąż chorowałam na bulimię, wcześniej miałam anoreksję. Ale rak skóry?! Nigdy o tym nie myślałam. Jak nie masz tego w swojej świadomości i nagle się pojawia, to jest potężne uderzenie. Pomyślałam, że to kara. Za to, jak wcześniej traktowałam ciało. I teraz ono się mści. Może ten pieprzyk by nigdy nie zmutował, gdybym prowadziła inny tryb życia?

Ewa rozpoczyna kolejną walkę z ciałem. Pierwsza runda w piwnicy, bo tam mieści się poradnia onkologiczna w Szpitalu Kamieńskiego we Wrocławiu. Przychodzi sama i czeka sześć godzin, aż wywołają jej nazwisko. Jest ciemno, ponuro i nie ma zasięgu, więc siedzi i myśli.

Jak była nastolatką, leżała czasem na słońcu bez filtra, czasem smarowała się przyspieszaczem opalania. Na solarium była trzy razy w życiu, przed studniówką. To wszystko. Nie lubiła się smażyć, bo ma jasny fototyp. Blond włosy, niebieskie oczy i alabastrowa skóra, która nie bardzo chciała się opalać. A teraz się dowiaduje, że wystarczy jedno oparzenie słoneczne w dzieciństwie, żeby zwiększyć ryzyko raka skóry o 300 proc.

Poparzenie słoneczne w dzieciństwie zwiększa ryzyko wystąpienia czerniaka o 300 procent. (Shutterstock/James Kirkikis)

Ewa żałuje, że nie wycięła zmiany od razu. Zwlekała, dlatego teraz leży na stole chirurgicznym, a w miejscu blizny lekarze wstrzykują jej płyn radioaktywny. Patrzą, gdzie spływa limfa, żeby oznaczyć węzeł wartowniczy. To pierwszy węzeł chłonny, do którego wraz z limfą przedostają się komórki nowotworowe.

Najmocniej świeci pod pachą. Biopsja pozwoli ocenić, czy jest przerzut. Podają znieczulenie miejscowe, żeby było szybko. Gdyby chcieli w szpitalu robić pod ogólnym, trzeba by czekać jeszcze miesiąc.

Na stole operacyjnym Ewa wygląda jak Jezus na krzyżu. Ręce przywiązane, żeby nie wierzgała. Chirurg nacina skórę pod lewą pachą i próbuje wybrać węzeł. Ale ten się wyślizguje. Ewa jest zlana potem. Gdy lekarz sięga głębiej, zwija się z bólu. Po chwili słyszy nad sobą śmiech. Myśli, że już po wszystkim, a to tylko lekarz z pielęgniarzem umawiają się na wieczór na koszykówkę.

Dwa tygodnie później Ewa siedzi w piwnicy z Tomkiem. Przyszli odebrać wyniki. Od nich zależy, czy pojadą do Chorwacji. Pierwszy prawdziwy urlop, od kiedy są razem. Zaklepali miejsce jeszcze na początku roku. Wcześniej jeździli tylko do jego rodziców. A teraz, gdy udało się namówić Tomka, wpłacili zaliczkę i mają bilety.

- Wszystko jest czyste - mówi lekarz. Ewa oddycha z ulgą, ale na wakacjach nie jest w stanie się wyluzować. Podróż, której pragnęła, staje się udręką. Ma wyrzuty sumienia, że po takiej diagnozie leży na łódce na środku Adriatyku. Nakłada spray 100 SPF i chowa się pod parasol. W kapeluszu i długich rękawach patrzy, jak inne dziewczyny całymi dniami się smażą.

- Nagle nie rozumiałam, jak one mogą wystawiać skórę na to ostre słońce. Nie umiałam sobie tego poukładać. Jedna z nich miała pieprzyki, próbowałam coś zagadać. Wspomniałam, że niedawno przeżyłam starcie z czerniakiem. Niby były zaciekawione, ale to są wakacje. Nikt nie chce gadać o raku. Dla Tomka to też była zamknięta historia. Tylko ja nie umiałam tego przeskoczyć.

Runda 2: przerzut

Pół roku później. Trwa karnawał. Ewa jest szczęśliwa. W czerwonej sukience podczas imprezy firmowej wygląda zjawiskowo. Po zabawie nie wymiotuje, a zawsze miała z tym problem, kiedy jest dostęp do bufetu. Znów się oparła i jest dumna. Z Tomkiem też mniej się kłócą. Ewa już nie czeka na niego ze spełnianiem marzeń. Jest coraz bardziej głodna świata i gdy tylko trafia się okazja, planuje podróż z koleżanką. Kupują bilety do Maroka. Wcześniej musi tylko przejść badania okresowe. Krew i USG pachy.

- Zorientowałam się, że coś jest nie tak, kiedy młoda techniczka zawołała starszą na pomoc. Przesuwały głowicą pod lewą pachą i szemrały między sobą. Wtedy już wiedziałam, że wracam do piwnicy.

Biopsja. Po dwóch tygodniach wynik: niejednoznaczny. Trzeba wyciąć cały węzeł, a Ewa ma zaplanowaną wycieczkę. Wycinają go tuż przed wyjazdem, a ona zakłada kartę w Dolnośląskim Centrum Onkologii. Nie zamierza już chodzić do piwnicy.

Czerniaki są najłatwiejszymi do zdiagnozowania nowotworami, bo rozwijają się na powierzchni skóry. (Shutterstock)

- Zawsze jest nadzieja, że to tylko infekcja. Ale węzeł był twardy i chyba wiedziałam, że to coś więcej. Skoro i tak miałam czekać na wynik, to lepiej czekać w Maroku. Chciałam jeszcze coś przeżyć.

Z Afryki wraca prosto na drugą rundę. W wyciętym węźle jest przerzut. Festiwal badań trwa miesiąc i jest zwieńczony konsylium. Chcą wyciąć resztę węzłów pod lewą pachą, żeby sprawdzić, czy też są zajęte.

Ewa protestuje. Zdążyła już przeczytać cały internet i wie, że w Stanach odchodzi się od wycinania wszystkiego. Co, jeśli węzły okażą się czyste, a zabieg zrujnuje jej zdrowie?

Za granicą w podobnych przypadkach stosuje się immunoterapię w tzw. adjuwancie*. Ale Ewa mieszka w Polsce, jest rok 2018. Immunoterapia nie jest refundowana.

- Wszystkie dragi świata bym wzięła, żeby nikt mnie nie ciął. Coś takiego próbowałam im powiedzieć na konsylium.

Operację ustalono na połowę maja, w imieniny babci Zosi.

Ewa podczas jednej ze swoich wypraw. (Archiwum prywatne) , Lęk przed niesprawnością i brakiem sił paraliżował Ewę w czasie leczenia. (Archiwum prywatne)

Runda 3: zmiana kategorii

Ewę dopada panika.

Przed nawrotem zero przetworzonej żywności. Przeszła na weganizm. Chciała jeść tylko jarmuż i pić szoty witaminowe z kurkumy i chili. Teraz myśli: "Będę jeść, co chcę, bo i tak wrócił". Kiedy znajoma sugeruje, żeby unikała nabiału, "bo zaflegmia", Ewa ma ochotę dać jej w twarz. Kocha ser i będzie jadła, ile wlezie.

Najbardziej boi się stracić kontrolę nad ciałem. Chce być szczupła i mieć kratę na brzuchu. Przeraża ją myśl, że nie będzie mogła ćwiczyć.

Błaga Tomka o krótki wyjazd w góry. To może być jej ostatni raz. Czytała o kobietach, które po zabiegu nie mogły podnieść ręki wyżej niż do pępka.

- Bałam się, że to będzie koniec życia, jakie znam. Że zostanę kaleką. Nie będę mogła ćwiczyć, przytyję, a moje ciało zrobi się pokraczne.

Jadą przewietrzyć głowy do Szklarskiej Poręby. Ewa odkrywa góry. Idzie, a w głowie robi się porządek. Pierwszy raz od dawna jest wyciszona i spokojna.

Na chwilę, bo tuż przed zabiegiem zostaje zwolniona. W korporacji likwidują jej oddział. A ona, zamiast rozmawiać ze swoim zespołem, jest sama w szpitalu. Nerwowo krąży po korytarzu, czekając na zabieg. Martwi się o przyszłość i nabija kroki.

Wycinają jej 35 węzłów, czyli wszystkie, jakie miała pod lewą pachą.

Dwa tygodnie później znów jest w Szklarskiej na szlaku. Idzie z wielkim obrzękiem rozlanym pod pachą. Żeby mieć jakiś ruch i poczuć, że to nie koniec. Że się wygrzebie. W górach głowa odpuszcza i na chwilę można zapomnieć. Jeździ tam coraz częściej i częściej.

Wyjazdy dawały Ewie siłę i nadzieję. (Archiwum prywatne) , Ewa wciąż nie może uwierzyć, ile przeszło jej ciało i jak jest silne. (Archiwum prywatne)

W weekendy w góry, w tygodniu na rowerku stacjonarnym. Pedałuje dwie, czasem trzy godziny dziennie. Nie pozwala ciału odpocząć. Miesiąc po zabiegu idzie na crossfit i robi pompki. Gdy kończy, ma siną całą pierś. Pod skórą rozlała się krew i limfa.

 - W szpitalu powiedzieli, że nie będę mogła lewą ręką podnieść więcej niż kilogram. To było dla mnie nie do przyjęcia.

No i głowa musiała być czymś zajęta, żeby za dużo nie myślała. Najłatwiej było ją zająć nieustannymi ćwiczeniami.

Zajęte są również węzły, które jej wycięli. Pięć z nich splątało się w guz. Ewa przenosi swoją walkę do nowej kategorii: trzecie stadium. Szanse przeżycia lecą na pysk. Ma się poddać radioterapii. Diagnozę przyjmuje dziwnie spokojna. Jest przy niej Tomek, wygląda, jakby poczuł ulgę. - Myślałem, że wpadniesz w rozpacz i będę musiał brać wolne w pracy.

Rozstają się dwa miesiące później. W sierpniu, tuż przed ostatnim zabiegiem radioterapii. Ewa siedzi na korytarzu i płacze. Została bez pracy, bez faceta, z rakiem i wysokim ryzykiem, że przerzuci się dalej. - Na tę ostatnią sesję poszłam chyba na kacu.

A potem jedzie z przyjaciółkami nad morze, na jogę. Namawiają Ewę, żeby założyła konto na Tinderze. W opisie podaje, że chce zdobyć Mont Blanc. To był jej cel. Nierealny, jak wszystko, co się ostatnio wydarza. Góry pojawiły się w jej życiu, gdy wszystko inne zaczęło się sypać. Miała tylko wędrówkę i tam, w drodze, o siebie walczyła.

Runda 4: odbicie

Po radioterapii wyniki badań są dobre, los wreszcie się do niej uśmiecha. Ewa dostaje ofertę pracy, chodzi na randki. Odkrywa, że wciąż jest pożądana przez mężczyzn. Czuje, że zaczyna wygrywać. Zachłystuje się życiem.

Wrzesień - Norwegia. Październik - Karkonosze. Listopad - Stany. Grudzień - Tatry. Styczeń - polskie morze. Luty - Finlandia. Marzec - Alpy.

Wszystko jest dobrze. Tylko czasem budzi się z bólem głowy, bo coś kłuje za lewym okiem. Lewa ręka nie nadąża w pracy i zacina się przy pisaniu na klawiaturze.

Znów jest nad morzem. Od kilku miesięcy spotyka się z chłopakiem, którego poznała na Tinderze podczas tego wypadu na jogę. Zabiera na spacer jego psa. Idą do lasu, a Ewa się drapie. Swędzi ją udo. Wydaje się, że pod legginsy dostał się jakiś kamyk. Zsuwa je, żeby go wyjąć. Okazuje się, że kamyk znajduje się pod skórą.

Wraca do Wrocławia. Wsiadając do wagonu, nie potrafi wycelować w stopień. Spada na tory, pod pociąg. - Ktoś mi podał rękę, wylazłam. Głupio mi było strasznie.

Jeszcze w drodze umawia wizytę u neurolożki i chirurżki onkolożki. Pierwsza stwierdza, że ciało odreagowuje długotrwały stres. Druga - że pod skórą jest tłuszczak, a Ewa za bardzo się przejmuje. Ale dla świętego spokoju wycina guzek.

Ewa myśli: "Pewnie mają rację". Za miesiąc ma planowe badanie PET, tomografię całego ciała. Robi ją co trzy miesiące. Poprzednio było czysto, a przecież sprzęt jest w stanie wykryć nawet niewielkie zmiany nowotworowe.

Kupuje bilet do stolicy Nepalu. Jej wielkim marzeniem jest trekking w Himalajach. Ma jechać z małą grupą, prawie same kobiety.

Cieszy się, bo wspinaczka wypada w dzień jej urodzin. Tydzień później nie może chodzić.
Jeden mały pieprzyk na plecach - to on przewrócił życie Ewy do góry nogami. (Archiwum prywatne) , Ewę Himalaje utrzymały przy życiu. Musiała przetrwać, żeby je zobaczyć. (Archiwum prywatne)

Runda 5: nokaut

Tego ranka w odwiedziny do Ewy wpada ojciec. Na stole widzi pustą butelkę. Jest zdegustowany. Gdy Ewa przewraca się w drodze do toalety, tata robi aferę. Ona nie wie, co się dzieje. Piła wczoraj wino, ale nie aż tyle, żeby się przewracać. A może później chlapnęła coś jeszcze i nie pamięta? Chce wrócić do łóżka, ale nie trafia. Upada na ziemię. Wstaje i znów się przewraca, jak marionetka. Ojciec wzywa karetkę. Ratownicy każą jej podnieść lewą rękę, nie potrafi. Wsadzają ją do ambulansu. Gdy docierają do szpitala, spełnia się jej największy koszmar. Nie ma kontroli nad własnym ciałem. Lewa strona jest bezwładna.

Robią tomograf, rak jest wszędzie. W udzie, pośladku, szyi i płucu. Rozlewa się w mózgu na prawej półkuli. Jeszcze nie mogą operować, najpierw trzeba sterydami zmniejszyć opuchliznę pod czaszką.

Pięć dni czekania. 120 godzin męczarni. Lewa ręka się nie rusza. Prawą Ewa googluje w telefonie, gdzie można legalnie poddać się eutanazji.

Rodzice przynoszą jedzenie. Mama nie wie, jak inaczej okazywać miłość. Może dlatego Ewa przez całe życie ma zaburzenia odżywiania? Tata nosi ją do toalety, sadza na sedesie i czeka. Kiedy go nie ma, Ewa sika w pieluchy. Nie chce, ale musi puścić. Częściej jednak tata jest. Wozi córkę na wózku dookoła szpitala, porywa na lody do sklepu. Kiedy Ewa myje głowę przed operacją, lekarze nie pozwalają użyć odżywki. Tata delikatnie rozczesuje jej włosy. Powolutku, żeby nie ciągnąć. Kosmyk po kosmyku.

"Jeśli coś pójdzie nie tak, zawieźcie mnie do Belgii" - mówi Ewa, podpisując niezbędne zgody przed zabiegiem. Tam eutanazja jest legalna. A ona właśnie potwierdziła, że bierze na siebie ewentualne konsekwencje zabiegu, jak utrata słuchu, wzroku, paraliż. Nie chce być kaleką.

Noc przed otwarciem głowy czuje spokój. Ulgę, że już nic nie musi.

Runda 4: dogrywka

"Czy ja żyję?" - pyta po wybudzeniu i natychmiast próbuje podnieść lewą rękę. Poszła! "Jeszcze raz wygrałam" - myśli Ewa i prosi o morfinę. A potem patrzy na siebie i widzi, że wystają z niej rurki. Dren, cewnik, kroplówka. Na środku głowy szew jak drut kolczasty i wygolona dziura.

W nocy się wierci, nie może zasnąć. Nie dali jej nic na spanie. Pościel się lepi do skóry, jest gorąco. Wtedy Ewę nachodzi myśl, że zawsze będzie sama."Jestem półczłowiekiem. Wrakiem. Kto zechce kobietę, która ma raka w czwartym stadium i guzy wszędzie?". Przewraca się z boku na bok i niechcący wyrywa dren. Krew i wszystkie wydzieliny rozbryzgują się po podłodze. Wpada pielęgniarka i wrzeszczy.

Blizna na głowie po operacji. (Archiwum prywatne) , Ewa w szpitalu. (Archowum prywatne)

Dwa dni później Ewa przy chodziku sunie po kawę. Nic nie smakuje tak bardzo jak kawa po pół godziny drogi. Kolejne sukcesy? Sama idzie siku. Sama wchodzi po schodach. Sama wychodzi na spacer. A trzy tygodnie po operacji wchodzi na Śnieżkę. Wolniutko, z kijkami i przerwą w Samotni.

W listopadzie leci do Nepalu.

- Rodzice uznali, że oszalałam. Ale uszanowali moją decyzję. A przecież mnie te Himalaje utrzymały przy życiu. Musiałam przetrwać, żeby je zobaczyć. Zapytałam neurologa, czy są przeciwwskazania, już pomijając rozsądek. Nie było. Lekarz powiedział, że mogę traktować swoją głowę jako zagojoną i zdrową.

Zdobywa wymarzone Himalaje. Przerzuty znikają dzięki immunoterapii. Ewa prosiła o nią na początku walki. Bez skutku. Wtedy w Polsce immunoterapia adjuwantowa była możliwa jedynie w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych. W trudnych sytuacjach, na specjalny wniosek. Zostaje refundowana dopiero w 2021 roku, w odpowiedzi na petycję pacjentów do Ministra Zdrowia.

Guz przy żuchwie to dla Ewy miernik. Z każdym tygodniem robi się coraz mniejszy. Leki pobudzają układ odpornościowy. Uczą go namierzać i eliminować komórki rakowe.

- Mam wielki szacunek do układu odpornościowego. Do mojego ciała, że jest w stanie sobie z tym wszystkim poradzić. Tylko czasem się zapominam. Kiedy człowiek oddala się od sytuacji kryzysowych, wracają stare schematy. Zapomina, jakie to szczęście samemu sobie zrobić kawy.

Do Ewy wciąż czasem wracają znajome myśli. Dziś potrafi je zapauzować i wejść z nimi w dyskusję.

Przypomina sobie, jak głęboko skrzywdziły ją kultura diet i społeczna presja. W sytuacji absolutnego zagrożenia życia myślała o wyglądzie i facetach.

- Myśli wracają najczęściej, kiedy się potknę. Mówię sobie wtedy, że jeśli nie powiodło mi się na randce czy w pracy, to nie znaczy, że jestem brzydka, gruba i głupia. Ale poczuć to naprawdę głęboko jest trudno. Na szczęście mam wspinaczkę. Góry pomagają mi skupiać się na tym, czego moje ciało potrafi dokonać. Nie na tym, jak wygląda. Gdybym chciała wyglądać zgodnie z ideałami, dbałabym, żeby mieć wątłe ramiona. Już nie dbam, sprawność wyprzedziła wygląd. Moje ciało wciąż mnie zadziwia, ono naprawdę o siebie walczy. Czasem trudno mi uwierzyć we wszystko, co przeszło przez jeden mały pieprzyk na plecach.

*Terapie adjuwantowe stosuje się w celu wyeliminowania przerzutów, zmniejszenia ryzyka wznowy miejscowej i przerzutów odległych, a tym samym poprawy rokowania chorego. Podawany podczas terapii niwolumab wymusza na układzie odpornościowym, by ten podjął walkę z komórkami rakowymi. Badania wykazały, że immunoterapia stosowana w leczeniu uzupełniającym istotnie zmniejsza ryzyko nawrotu choroby.

Maria Organ. Dziennikarka, reporterka, kulturoznawczyni. Najchętniej pisze o kobietach i oczekiwaniach społecznych. W wolnych chwilach czyta i tańczy.

***

Jak chronić skórę?

  • Stosuj kremy z filtrem SPF (im wyższa ochrona, tym lepiej). Nie zapominaj o ochronie przeciwsłonecznej, także w pochmurne, zimowe dni. Nawet gdy nie widzisz słońca, jesteś narażony na jego promieniowanie.
  • Krem nakładaj często, aby utrzymać poziom ochrony, zwłaszcza jeśli się spociłeś, pływałeś lub wytarłeś się ręcznikiem. Nawet produkty wodoodporne wymagają ponownej aplikacji w ciągu dnia.
  • Noś odzież ochronną (okulary, szalik, czapkę, ubranie zakrywające ciało itp.).
  • Unikaj słońca między 11.00 a 16.00 - wtedy promieniowanie jest najsilniejsze.
  • Po zejściu ze słońca nawilżaj skórę, żeby ją ukoić.

Co trzeba wiedzieć o czerniaku?

Czerniaki mają wiele cech charakterystycznych, które pomagają w ich rozpoznaniu. Cechy te określane są za pomocą kryteriów ABCDE. A - asymetria, np. znamię ?wylewające się? na jedną stronę B - brzegi poszarpane, nierównomierne C - czerwony, czarny, niejednolity kolor D - duży rozmiar powyżej 6 mm E - ewolucja, czyli zmiany zachodzące w znamieniu Czerniak to najbardziej złośliwy nowotwór skóry. Co roku w Polsce zapada na niego 4000 osób. Umiera 1300-1400.

Więcej informacji na Akademia Czerniaka