Historia
Wymyślenie jednorazowych podpasek zajęło tysiące lat. A przekonanie kobiet, by je kupowały - nie lada umiejętności marketingowych (Fot. Shutterstock.com)
Wymyślenie jednorazowych podpasek zajęło tysiące lat. A przekonanie kobiet, by je kupowały - nie lada umiejętności marketingowych (Fot. Shutterstock.com)

Z wczesnego dzieciństwa pamiętam, że co jakiś czas w naszym domu pojawiało się sporo waty. Ciasno zwiniętej w paczce, skrzypiącej pod palcami. Wata była mamy i nie od razu zrozumiałam, do czego jest jej potrzebna, ale z rozkoszą po kryjomu rozwijałam puszysty biały dywan. Potem w naszej łazience nastał czas grubych, siermiężnych podpasek, które idealnie nadawały się na materace dla lalek. Stanowiły luksusowy asortyment mojego dziecięcego sklepiku, pakowane w folijki po klubowych dostarczane przez tatę palacza (gdyby PRL wciąż trwał, dziś pewnie pracowałabym w Peweksie).

Jako dojrzewającej dziewczynce, a potem dorosłej kobiecie chyba nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogę nie mieć zapasu podpasek na czas miesiączki. Przecież można kupić je wszędzie. Tymczasem kobiety zaczęły z nich korzystać dopiero w drugiej połowie XX wieku. I odbyło się to w atmosferze wstydu i dwuznaczności.

Zaniedbania w myśleniu o miesiączce jako trudnym do zignorowania doświadczeniu połowy ludzkości są wielowiekowe. W dziejach ludzkich wynalazków nawet dildo bywało mniej wstydliwą i stygmatyzującą kobiety rzeczą niż jakikolwiek przedmiot do pochłaniania krwi miesięcznej. Słowo "jakikolwiek" jest tu zresztą wyjątkowo na miejscu. W ciągu wieków bowiem zaradność kobiet w ogarnianiu miesiączki nie znała – i wciąż nie zna – granic. W użyciu były (i są) nie tylko szmaty, skóry i futra zwierząt, ale też skarpetki z piaskiem i owinięte bawełną suszone krowie łajno.

Najlepiej unikać

Niebezpieczna, brudna, należy jej unikać – taką opinię miesiączkująca kobieta ma co najmniej od starożytności. Już z najstarszej encyklopedii, "Historii naturalnej" Pliniusza Starszego, można się dowiedzieć, że krew miesięczna jest złowroga. Daje kobiecie wielką moc: odpędza burze, grad i huragany, ale też powoduje usychanie plonów, pomór pszczół i kwaśnienie wina. Pod wpływem spojrzenia miesiączkującej kobiety nawet noże stają się tępe. (Ten sam autor twierdził, że długie rzęsy to jawny dowód, że uprawia się za dużo seksu).

O starożytnych podpaskach wiadomo niewiele. W użyciu było to, co się nawinęło: szmatki, mech, liście, trawa... Egipcjanki sięgały ponoć po zmiękczony wodą papirus, a Chinki napełniały woreczki piaskiem. Potem piasek wysypywały, a szmatkę prały.

W judaizmie wprowadzono prawo nida zakazujące współżycia podczas menstruacji i kilka dni po. "Nieczysta rytualnie" powinna spędzić 12 do 14 dni w odosobnieniu (nida wywodzi się od słów oznaczających "wędrówkę" lub "wykluczenie"). Na życie religijnych Żydów nida wpływa do dziś, obejmuje m.in. nakaz kąpieli w mykwie.

W umysłach pierwszych Ojców Kościoła rzymskokatolickiego antykobiece fobie i uprzedzenia przybrały formę obsesji: miesiączkę okrzyknięto klątwą Ewy, słuszną karą za wiadomo co (na marginesie, św. Hieronim stwierdził, że "Jezus zgodził się przyjść na świat w ‘obrzydliwych warunkach’, czyli w łonie kobiety"). Wtedy też ugruntowało się wykluczenie kobiet z kapłaństwa. Jeśli przez brudną krew musztarda traciła smak, to co dopiero mogło się przydarzyć hostii?

Pierwsi ojcowie kościoła rzymskokatolickiego okrzyknęli miesiączkę klątwą Ewy - karą za skuszenie Adama i wypędzenie z raju. Stała się argumentem m.in. dla wykluczenia kobiet z kapłaństwa (Fresk z Kaplicy Sykstyńskiej 'Wypędzenie z raju' autorstwa Michała Anioła, źródło: Wikimedia Commons/domena publiczna)

W średniowieczu kobiety miały okres tylko mniej więcej 50 razy w życiu, dziś – nawet 450. Powód? Rodziły więcej dzieci, dłużej karmiły piersią i przekwitały, mając 30, góra 40 lat. Ciężko pracowały i niedojadały. Za podpaski służyły im szmaty, bawełna, wełna. Podarte ubrania, prześcieradła. Jak utrzymywały je między nogami, skoro majtek nie noszono? Oto jest pytanie.

Już w średniowieczu kombinowano z tamponami – szmatki nawijano na gałązki (podobnych tamponów miały używać starożytne Greczynki). Większość kobiet krwawiła jednak swobodnie, bez żadnej ochrony, na ziemię, do ubrań. Sprzymierzeńcem bogatszych były maskujące plamy szkarłatne suknie. Ważniejszy od podpaski zdawał się przywiązywany w talii woreczek z pachnącymi ziołami i prochami spalonej ropuchy – zioła, by ukryć zapach krwi, a ropucha na skurcze.

W renesansie postęp ominął miesiączkę. W XVI i XVII wieku w Europie krew menstruacyjną nadal uznawano za "złą", truciznę, która w ciele kobiety wyzwala "opary" i histerię. Okres miał być czasem na pozbycie się z ciała owych "toksyn".

Od bandaża do podpaski

Z tego, że krwawienie kobiet jest wszechobecne, permanentne i dość kłopotliwe (dla otoczenia), zaczęto zdawać sobie sprawę pod koniec XIX wieku. Około 1850 roku zaproponowano menstruującym paniom noszenie pod ubraniem gumowych fartuchów w celu zapobiegania powstawaniu plam. Od początku bowiem chodziło o to, żeby nie było widać. Po 1880 roku pojawił się sanitarny pas Hoosiera, skomplikowana uprząż zapinana w talii i połączona między nogami. Układało się na nim podpaskę, czyli materiałową poduszeczkę uszytą w domu. Pas Hoosiera miał kobiecie służyć latami i było to koszmarne proroctwo: zniknął z rynku dopiero około 1970 roku, gdy wprowadzono pierwsze jednorazowe podpaski z klejem i skrzydełkami.

W 1897 roku jednorazowe podpaski bez kleju, tzw. ręczniki Listera, wypuściła firma Johnson & Johnson. Stać było na nie kobiety z wyższych sfer, ale i tak prośba o nie nie przechodziła klientkom przez gardło. By nie musieć angażować męskiego sprzedawcy, mogły wrzucać pieniądze do słoika i same wyjmować paczkę spod lady. Producenci szukali dyskretnej nazwy. W kobiecych pismach zaczęto drukować "kupony cichego zakupu": "Po prostu wytnij go i przekaż sprzedawcy. Otrzymasz jedno pudełko Modess. Czy może być coś prostszego?", pytano retorycznie w reklamie podpasek Johnson & Johnson.

W 1897 roku jednorazowe podpaski bez kleju, tzw. ręczniki Listera, wypuściła firma Johnson & Johnson (image courtesy: Johnson & Johnson Archives)

Prototypy podpasek produkowali też inni. Ale dopiero w 1919 roku na sklepową ladę oficjalnie trafił hit: podpaski Kotex marki Kimberly-Clark, którym dwa lata później towarzyszyła wielka kampania reklamowa w kobiecych pismach. Pracownicy firmy przechwalali się ponoć, że jeśli to sprzedadzą, sprzedadzą wszystko.

I sprzedali, choć publiczna wzmianka o okresie nie mieściła się wtedy nikomu w głowie. Powód sukcesu? Niejeden. Podpaski Kotex w ogóle były, a od kobiet zaczęto wymagać, że będą tak samo wydajnie pracować przez cały miesiąc. Reklamy konsekwentnie utwierdzały je w przekonaniu, że miesiączka to nie rzecz naturalna, lecz "upośledzenie". Od początku podkreślano to, że produkt jest "higieniczny" (w odróżnieniu od podpasek domowej roboty), oraz nazwę: łatwiej było poprosić o "koteksy" niż o kojarzące się z krwią podpaski. Oczywiście nie mówiono wprost o miesiączce ani o faktycznym zastosowaniu. Tylko o "letnim komforcie" i "równowadze w najdelikatniejszych sukienkach". Produkcie dla idealnych kobiet. Brzmi znajomo?

Inna rzecz, że koteksy naprawdę były chłonne. Za ich wypełnienie posłużył cellucotton, materiał z pulpy drzewnej o fakturze bawełny wyprodukowany podczas I wojny światowej przez Kimberly-Clark dla wojska. Obrotne pielęgniarki opatrujące żołnierzy szybko zaczęły przerabiać go na podpaski i pisały o tym w listach do firmy. Że chłonie krew lepiej niż bawełna i jest na tyle tani, że bardziej opłaca się go wyrzucić po użyciu niż w kółko prać szmaty. A że po wojnie firma szukała sposobu na wykorzystanie zapasów cellucottonu… Nowe produkty dla kobiet okazały się strzałem w dziesiątkę.

Prasowa reklama podpasek 'Kotex' Kimberly-Clark z 1920 roku (Fot. Wikimedia Commons/domena publiczna) , Nie mówiono wprost o miesiączce ani o faktycznym zastosowaniu. Tylko o 'letnim komforcie' i 'równowadze w najdelikatniejszych sukienkach'. Produkcie dla idealnych kobiet. (Fot. Coby Whitmore/Wikimedia Commons/domena publiczna)

Eksperymentowano też z innymi materiałami. W Sphagnum Moss Products Company w Portland owinięto gazą przetworzony mech torfowca, gdy okazało się, że chłonie płyny 20 razy lepiej niż bawełna i ma właściwości antybakteryjne. Ale kobiety wolały koteksy.

To był dopiero początek wynalazków.

W 1929 roku amerykański osteopata dr Earle Haas na wieść o tym, że jego przyjaciółka w czasie menstruacji wkłada sobie do pochwy gąbkę, opracował pierwszy tampon z aplikatorem: zatyczkę z waty aplikowaną za pomocą dwóch tekturowych rurek i wyciąganą przy użyciu sznureczka. Dla ułatwienia? Nie, po to, żeby kobiety nie dotykały swoich genitaliów. Inni do produkcji aplikatorów podpowiadali stal nierdzewną i szkło.

Haas nie dorobił się na swoim patencie. Gdy odmówił mu m.in. Johnson & Johnson, sprzedał go za 32 tys. dolarów Gertrudzie Tendrich, ambitnej niemieckiej imigrantce w Denver. Ta uszyła pierwsze tampony na domowej maszynie i tak narodził się tampax. Pierwszego tampaksa Tendrich sprzedała w USA w 1936 roku. Haas umarł w 1981 jako 93-latek, do końca próbując ulepszyć tampon. Podobno bardzo się cieszył, że mógł pomóc kobietom, ale jednak pluł sobie w brodę, że ominął go biznesowy sukces.

Historia pewnej dyskryminacji

W latach 50. XX wieku teoretycznie istniały już podpaska i tampon, ale były drogie i trudno dostępne. W temacie radzenia sobie z okresem właściwie nadal trwało średniowiecze (minus spalona ropucha). W domach terkotały maszyny, które wypluwały wielorazowe podpaski układane na przeklętym pasie Hoosiera.

Prekursorką podpasek, których używamy obecnie, była Mary Davidson Kenner, ale prawie nikt dziś o niej nie pamięta. Bo Kenner nie była biała.

Elastyczny pas sanitarny Kenner zrewolucjonizował myślenie o podpaskach (Żródło: Helen LaRuse - https://www.etsy.com/listing/71769061/sanitary-elastic-belt-circa-1900-female, Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0) , Mary Beatrice Davidson Kenner, wynalazczyni elastycznego pasa sanitarnego (Fot. Wikimedia Commons/fair use)

Przyszła na świat w 1912 roku w rodzinie wynalazców – nowe rozwiązania wymyślali dziadek, ojciec i siostra. Mary od dziecka szkicowała na serwetkach przeróżne przedmioty domowego użytku, które miały usprawnić codzienność. Miała 44 lata, gdy udało jej się zaoszczędzić tyle, by zgłosić patent na swój przełomowy projekt – elastyczny pas sanitarny do mocowania podpasek. Nie był to ideał: pas owijało się wokół talii, a podpaskę układaną na podkładce – z czasem nieprzemakalnej – z dwóch stron podtrzymywały specjalne szelki.

Dzięki temu nareszcie trzymała się na miejscu, a noszenie pasa było w miarę wygodne. I to była rewolucja.

Murowany sukces? Owszem. Tylko nie Kenner. Jej pomysłem szybko zainteresowała się "duża marka". "Wysłali do mojego domu w Waszyngtonie przedstawiciela firmy z szoferem. Ale gdy okazało się, że jestem czarna, ich zainteresowanie spadło", wspominała twórczyni projektu. Firma się rozmyśliła, fortuna przeszła Kenner koło nosa, nikt już nie zadzwonił. Nie poddała się, została właścicielką czterech kwiaciarni. Oraz pięciu różnych patentów (wymyśliła m.in. uchwyt na papier toaletowy).

Bazując na pomyśle Mary Kenner, z czasem na spodzie podpaski umieszczono pasek kleju. Już nie wymagała ona noszenia uprzęży. Właśnie na to kobiety czekały od – nie przesadzając – tysięcy lat.

Góry zużytych podpasek

Dziś teoretycznie mamy do dyspozycji dziesiątki rodzajów podpasek i tamponów, modne od kilku lat menstruacyjne kubeczki i nieco mniej modne wielorazowe podpaski, a nawet specjalną okresową bieliznę, która nie wymaga dodatkowej ochrony. Aktywistki i ruchy kobiece normalizują okres i krew miesięczną, pokazując, że nie jest błękitnym płynem z reklam. Jest krwią.

A moje beztroskie zabawy podpaskami zdecydowanie nie były standardem. Szacuje się, że współcześnie na 2 mld miesiączkujących kobiet 500 mln doświadcza "ubóstwa menstruacyjnego" (ang. period poverty): nie ma w czasie okresu dostępu do środków higienicznych, a często też do toalety i czystej wody. Biorąc pod uwagę, że w ciągu życia kobieta krwawi średnio 350 do 480 razy, w sumie przez 6 do 9 lat, może to całkowicie zdestabilizować jej życie. Jak wynika z raportu UNESCO, tylko w Afryce Subsaharyjskiej 1 na 10 dziewczynek nie chodzi do szkoły w czasie miesiączki, a część z nich z tego powodu porzuca naukę całkowicie. W Ghanie krwawiące kobiety wykopują w ziemi dołek i siedzą nad nim, a do dołka spływa krew.

Wciąż w wielu domach mężczyzna nie powinien oglądać krwi żony czy córki, a podpaski są poza zasięgiem domowego budżetu. W wyjątkowo obciążonych ubóstwem menstruacyjnym Indiach skutecznie zawalczył z tym okrzyknięty królem podpasek Arunachalam Muruganantham. Wszystko zaczęło się, gdy 29-letni Arunachalam zauważył, że żona krwawi w brudne szmaty, bo oszczędza pieniądze, żeby kupić mleko dla dziecka. Jego niezwykłą historię można przeczytać tutaj.

Dziś teoretycznie mamy do dyspozycji dziesiątki rodzajów podpasek i tamponów. Teoretycznie, bo szacuje się, że ok. 500 milionów kobiet na świecie doświadcza ubóstwa menstruacyjnego (Fot. chanonnat srisura/Shutterstock.com) , Przeciętna kobieta w ciągu życia zużyje od 5 do 15 tys. jednorazowych środków higienicznych. Jedna standardowa cienka podpaska - wypełniona po brzegi plastikiem i nienadająca się do recyklingu - będzie się rozkładać według różnych szacunków przez 300 do 800 lat (Fot. Shutterstock.com) , Wielorazowe podpaski: odpowiedź na rosnące góry śmieci i powrót do początków (Fot. Shutterstock.com)

Ubóstwo menstruacyjne to jedno, ale coraz więcej mówi się dziś o wpływie zużytych podpasek i tamponów na środowisko. Bo dziesięciolecia wpajania kobietom w reklamach, że będą nowoczesne, tylko jeśli przekonają otoczenie, że wcale nie mają okresu (czytaj: będą używały jednorazowych, superchłonnych i dyskretnie pakowanych podpasek i tamponów), zostawiły konkretny ślad. Ile podpasek i tamponów trafia na śmietnik i do oceanów? Nie wiadomo. Przybliżone szacunki podają, że tylko w 2018 roku Amerykanki kupiły 5,8 mld tamponów. Przeciętna kobieta w ciągu życia zużyje od 5 do 15 tys. jednorazowych środków higienicznych. Jedna standardowa cienka podpaska – wypełniona po brzegi plastikiem i nienadająca się do recyklingu – będzie się rozkładać według różnych szacunków przez 300 do 800 lat.

Czy nowoczesne podpaski i tampony uwolniły kobiety od wstydu i trudności miesiączkowania, czy wręcz przeciwnie – ugruntowały ten wstyd, przekonanie, że nie można niepokoić "złą" krwią mężczyzn, owinęły je w ładne jednorazowe opakowanie, czyniąc je przy tym ogromnym ciężarem dla planety? Ten medal ma dwie strony. Ciekawe, że dzisiejsza moda na ekologiczne wielorazowe podpaski i kubeczki to tak naprawdę powrót do korzeni. Historia znów zatoczyła koło.

Przy opracowaniu korzystałam m.in. z artykułów: „Kara miesiączki", „Cloth, cow dung, cups: how the world’s women manage their periods", „The Lady in Red: Medieval Menstruation", „Mary Beatrice Davidson Kenner: The Forgotten Inventor Who Changed Women’s Health Forever", „The suprising origins of Kotex pads", „How tampons and pads become so unsustainable" oraz ze strony Museum of Menstruation and Women’s Health.

Historia w rzeczy samej

Cykl "Historia w rzeczy samej" to teksty o przedmiotach codziennego użytku, czasem okrzykniętych mianem kultowych. Kolejnych odsłon szukajcie raz w miesiącu w magazynie Weekend.gazeta.pl. Za nami już historie powstania papieru toaletowego, regału na książki, klapek japonek, kanapki, dildo, mydła, espresso, skarpetek, rozbieranych kalendarzy, sztucznych rzęs, tapety, basenu i bikini.