Historia
Sztuczne rzęsy na pasku (Fot. Milos Bogicevic/Shutterstock.com)
Sztuczne rzęsy na pasku (Fot. Milos Bogicevic/Shutterstock.com)

Najświeższa i najbardziej soczysta plotka na temat sztucznych rzęs głosi, że w 1882 roku wymyśliła je córa Koryntu, niejaka Gerda Puridle. Wynalazek, który rzekomo nazwała cumbrellas (od ang. cum – wytrysk i umbrella – parasolka), miał chronić oczy prostytutek w chwilach męskiego spełnienia. Informacją tej treści pod koniec stycznia 2021 roku podzielił się serwis America’s Best Pics. Mem rozszedł się po świecie lotem błyskawicy i dotarł aż do mnie.

Cała ta historyjka, jak prześledził portal Snopes.com, który specjalizuje się w weryfikowaniu prawdziwości potencjalnych fake newsów, internetowych łańcuszków i plotek, to jednak całkowita nieprawda. Kobieta na zdjęciu użytym w memie nie jest Gerdą Puridle, lecz francuską aktorką i powieściopisarką Alice Regnault. Ani Puridle, ani Regnault nie wynalazły sztucznych rzęs. Ta opowieść zaczyna się dużo, dużo wcześniej.

Sztuczne rzęsy (Fot. Shutterstock.com)

Rzęsy a kwestia moralna

Jeśli nie wiadomo, kto zaczął, to pewnie byli to starożytni Egipcjanie. Gdzieś między budową piramid, wymyślaniem papirusu, hieroglifów i japonek opracowali przepis na kohl, preparat na bazie galeny (siarczku ołowiu), malachitu (węglanu miedzi) i jeszcze kilku składników połączonych zwierzęcym tłuszczem. Kosmetyk służył do przyciemniania linii górnych i dolnych rzęs, by lepiej chroniły oczy przed słońcem, kurzem i pustynnym pyłem. Kohl stosowały zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Oczy malowano też dzieciom. Wprawdzie nie były to sztuczne rzęsy sensu stricte, ale użycie kohlu jest bodaj pierwszym udokumentowanym przypadkiem eksperymentowania z wyglądem rzęs: archeologowie znaleźli kilka garnków kosmetyku, w tym jeden z 1325 roku p.n.e., należący do króla Tutenchamona.

Tym, który rzęsom przyjrzał się jeszcze uważniej, wyciągając przy tym zadziwiające wnioski, był rzymski pisarz i historyk Pliniusz Starszy. W "Historii naturalnej" obwieścił, że rzęsy "odpadają od nadmiaru seksu". Analogicznie długie i gęste miały być oznaką moralnej czystości. Starożytne Rzymianki nosiły więc długie rzęsy niczym dowód na niewinność swojej natury. Ale w dbaniu o rzęsy znajdowały też przyjemność: za pomocą małych laseczek z kości słoniowej przyciemniały je kohlem i zagęszczały spalonym korkiem. Uwadze historyka nie uszło, że kobiety robiły to wszystko w pogoni za pięknem.

Dopiero pierwsze chrześcijanki potępiły kosmetyki, uznając je za niemiłe Bogu. Wraz z nadejściem średniowiecza zaś całkowicie odrzucono rzęsy. I to dosłownie – w XV wieku wyrywano je sobie z powiek, a brwi golono, żeby jak najbardziej podkreślić wysokie czoło, uznawane wówczas za najpiękniejszy element kobiecej twarzy. By czoło wydawało się jeszcze wyższe, golono lub depilowano też część włosów na głowie. Makijaż był zresztą zakazany przez Kościół jako dzieło diabła i wyzwanie rzucone woli Boga, który stworzył twarz taką, a nie inną. To jednak nie znaczy, że kobiety nie miały swoich – często balansujących na granicy życia i śmierci – sposobów na to, by się upiększać. Jak wylicza na łamach "Enchanted Living Magazine" ekspertka od urody Rona Berg, średniowieczne panny aplikowały sobie do oczu toksyczną wilczą jagodę, by rozszerzyć źrenice (stąd wzięła się nazwa rośliny belladonna, czyli "piękna dama"), w usta wcierały cytrynę, a na blizny po ospie nakładały mieszankę trującego ołowiu i owczego tłuszczu. Włosy farbowały naparem z szafranu i stęchłego owczego moczu, by stały się idealnie blond. I tak dalej, i tak dalej.

Wilcza jagoda, inaczej zwana belladonną (Autor: Franz Eugen Köhler, Köhler's Medizinal-Pflanzen Wikimedia Commons/domena publiczna) , Średniowieczne kanony piękna. Obraz Rogiera van der Weydena Portret kobiety, ok. 1460 rok (Fot. National Gallery of Art, Washington DC Wikimedia Commons/domena publiczna)

Jak w horrorze

Czymże wobec powyższych praktyk był wiktoriański pomysł, by zagęścić i wydłużyć rzęsy poprzez przyszywanie do powiek włosów wyrwanych z głowy? Chciałoby się powiedzieć: niczym szczególnym. No, ale nie przesadzajmy, to, co zaraz napiszę, robi wrażenie.

6 lipca 1899 roku wymyśloną ponoć w Paryżu "najnowszą rzecz na drodze osobistego ozdabiania" tak zachwalała gazeta "Dundee Courier": "Nawet najdokładniejsza analiza nie wykryje żadnej różnicy (między rzęsami naturalnymi a przyszytymi – przyp. red.)". Jak to przebiegało? Gorzej, niż myślicie. Najpierw na igłę nawlekano długi włos z głowy, a potem przewlekano go przez powiekę, tworząc pętelki, które następnie rozcinano i podkręcano "szczypcami do loków". Zabieg reklamowano jako niemal bezbolesny. W rzeczywistości ból podczas szycia był tak okropny, że mimo znieczulania powiek kokainą operację trzeba było rozkładać na kilka razy. W efekcie przeszczepione rzęsy miały "zapuścić korzenie" i po jakimś czasie nie wymagać już żadnych zabiegów. I to samo można było zrobić z brwiami.

Równocześnie pojawiły się pierwsze sztuczne rzęsy na pasku gazy lub jedwabiu. Nie były jednak jeszcze znane skuteczne (i bezpieczne) kleje do ich mocowania, więc – jak żartowała w 1899 roku "The Royal Cornwall Gazette" – zdarzało się, że rzęsy paniom odpadały i pływały w filiżankach z herbatą.

"Coś jest nie tak"

Rok 1916. Na planie niemego filmu "Nietolerancja" hollywoodzki reżyser D.W. Griffith długo przygląda się twarzy 22-letniej aktorki Seeny Owen. W końcu stwierdza: "Coś jest nie tak". Chodzi o jej oczy. Zdaniem Griffitha powinny być dwa razy większe i "nadprzyrodzone", a rzęsy mają aż muskać policzki. Reżyser woła perukarza na plan i każe mu przymocować ludzkie włosy do pasków gazy za pomocą kleju, od którego aktorkom puchną oczy i ledwie widzą. Za to dla filmu efekt jest zjawiskowy, a Griffith przechodzi do historii jako pionier sztucznych rzęs.

Reżyser filmowy David Wark Griffith (Zdjęcie ze zbiorów kolekcji Library of Congree, Wikimedia Commons/domena publiczna) , Amerykańska aktorka Seena Owen (Fot. Albert Walter Witzel/Wikimedia Commons/domena publiczna)

Niesłusznie. Już bowiem w 1911 roku rzęsy na półkolistym pasku materiału opatentowała w Stanach Zjednoczonych Kanadyjka Anna Taylor. Jeszcze wcześniej, w 1903 roku, sztuczne rzęsy zaczął sprzedawać w swoim salonie w Londynie niemiecki fryzjer Charles Nestle (Karl Nessler), późniejszy wynalazca trwałej ondulacji. Na początku I wojny światowej Nestle musiał wyjechać do USA i już w 1915 roku zakładał paniom sztuczne rzęsy w swoim atelier fryzur w Nowym Jorku. Jako że całkiem niedawno w amerykańskich domach pojawił się prąd, reklamował je jako ochronę przed oślepiającym światłem elektrycznym. Jak pisze "The New York Times", zatrudniał nawet śliczne, młode dziewczyny, które miały zalotnie mrugać do klientów.

Znawcą w dziedzinie upiększania rzęs był również Maksymilian Faktorowicz, biznesmen i wynalazca polsko-żydowskiego pochodzenia, który w USA zbudował megakoncern kosmetyczny Max Factor i spopularyzował określenie make-up. Faktorowicz stworzył wizerunki wielu ikon Hollywood, m.in. Jean Harlow czy Judy Garland, a także komiczki i producentki Lucille Ball. Tej ostatniej zaproponował charakterystyczne krótkie rude loczki i wywinięte, sięgające prawie do brwi rzęsy.

Ale to od Griffitha wielki biznes przedłużania rzęs zacznie się na dobre.

Lucille Ball w 1950 roku (Fot. Wikimedia Commons/domena publiczna) , Jean Harlow w 1933 roku (Fot. George Hurrell/Wikimedia Commons/domena publiczna) , Judy Garland (Fot. Wikimedia Commons/domena publiczna)

Gigant z wynajętej szopy

W latach 20. XX wieku sztuczne rzęsy były już obowiązkowym atrybutem hollywoodzkich gwiazd, gwiazdeczek i fashionistek, ale zwykłe kobiety podchodziły do nich jeszcze sceptycznie. Do ich kosmetyczek wdarły się dopiero po roku 1930, gdy zaczęły je reklamować najpierw magazyn "Vogue", a następnie "Harper’s Bazaar".

Kolejne lata to postępująca ekspansja. Jako jedni z pierwszych masową produkcją sztucznych rzęs zajęli się brytyjscy wizażyści, bracia Aylott. W 1947 roku, z kapitałem zakładowym w wysokości stu funtów brytyjskich i "fabryką" w wynajętej szopie nieczynnej żwirowni, założyli firmę Eyelure. Udoskonalili metodę produkcji: naturalne ludzkie włosy wiązali na nylonowej nici i przyklejali na pasku papieru do pieczenia, a następnie formowali na manekinie. Całość mocowano do powieki lateksowym klejem – Lashfixem – który był elastyczny i rzęsy nie odpadały, co wcześniej stanowiło główny problem. Obrotni bracia zbudowali niskokosztową sieć produkcji: przeszkolone kobiety robiły rzęsy w domach i przysyłały do centrali, gdzie tylko je sortowano i pakowano w ładne pudełka. Bracia współpracowali z wielkimi hollywoodzkimi wytwórniami filmowymi Metro-Goldwyn-Meyer i 20th Century Fox, a w nagrodzonym dziewięcioma Oscarami filmie "Kleopatra" z 1963 roku rzęsy ich autorstwa nosiła Elizabeth Taylor. Widzowie rzucili się do kin, a ci płci żeńskiej – także do sklepów.

Plakat reklamujący film 'Kleopatra' z 1963 roku (Fot. Wikimedia Commons/domena publiczna) , Elizabeth Taylor jako Kleopatra (Fot. Wikimedia Commons/domena publiczna)

W latach 50. pojawiły się pierwsze rzęsy z cienkiego plastiku, które do sesji zdjęciowych zakładały Marilyn Monroe i Rita Hayworth. Wiemy dokładnie, co Monroe miała w swojej szufladzie z kosmetycznymi przyborami, bo cała jej zawartość została sprzedana na aukcji w 2005 roku. A wcale nie było tego wiele: pudełko zatyczek do uszu Flents, opakowanie zapałek z klubu nocnego Maisonette w Nowym Jorku, pozłacany grzebień, paczka szpilek do upinania włosów, liliowy cień do powiek, szczoteczka do ust, pasmo sztucznych włosów zaplecione w chudy warkocz, zalotka do rzęs i wreszcie zestaw sztucznych rzęs marki Martha Lorraine z czarnym pudełkiem, w które były zapakowane. Wiemy też, że Marilyn posiadała więcej niż jedną parę sztucznych rzęs, uznawała je więc za ważne akcesorium. Resztą jej makijażu zajmowali się wizażyści.

W latach 60. charakterystyczny look ze sztucznymi (a czasem malowanymi na skórze!) rzęsami na górnych i dolnych powiekach zaprezentowała modelka Lesley Hornby, czyli Twiggy. I miliony kobiet zapragnęły wyglądać jak lalki. Ze sztucznymi rzęsami nie rozstawały się modelki Jane Shrimpton i Penelope Tree. U tej ostatniej dolne sięgały prawie do połowy policzków. W 1968 roku w Stanach Zjednoczonych sztuczne rzęsy były złotym biznesem. Sprzedawały je wszystkie liczące się marki kosmetyczne: Max Factor, Revlon, Elizabeth Arden, Helena Rubinstein, Dorothy Gray, Lentheric, Lancôme, Avon. I dla wszystkich produkowali je bracia Aylott. Pod koniec lat 60. Eylure miała w ofercie ponad 30 rodzajów sztucznych rzęs z naturalnych włosów i futra soboli czy fok. Z czasem firma wprowadziła też inne akcesoria do makijażu, a także sztuczne paznokcie, ale to sztuczne rzęsy na zawsze pozostały jej bestsellerem.

Zestaw różnych rodzajów sztucznych rzęs (Fot. Shutterstock.com)

Nie wszystkim ta obsesja piękna się podobała. W 1968 roku feministki z niewielkiego ruchu New York Radical Women wyszły na ulice w proteście przeciwko jednej z amerykańskich świętości – konkursowi Miss America. Wystawiły symboliczny kosz na śmieci i wrzuciły do niego narzędzia "torturowania kobiet". To wtedy płonący stanik wszedł do kanonu skojarzeń z walką o upodmiotowienie kobiet. Ale w koszu obok staników, gorsetów, lakieru do paznokci i mopa były też sztuczne rzęsy.

Popularność sztucznych rzęs przygasła nieco w latach 70., gdy modny stał się bardziej stonowany makijaż. Ale za sprawą gwiazd takich jak Cher nie zniknęły zupełnie z pierwszych stron gazet.

Modę na sztuczne rzęsy (a przy okazji monstrualne sztuczne biusty, pełne usta i cienkie, wyskubane brwi) rozkręciły na nowo pin-up girls lat 90. Pamela Anderson i Anne Nicole Smith. Gdy producenci "Słonecznego patrolu" poprosili Pamelę, by na planie zdjęła sztuczne rzęsy, odmówiła słowami: "O nie, tak czuję się komfortowo". Co ciekawe, w wywiadach Anderson twierdziła że z natury była chłopczycą. Mocno zaczęła się malować dopiero po sesji dla "Playboya", gdy przeniosła się do Los Angeles z Vancouver: "Nakładali mi makijaż i pomyślałam: Wow, to jest fajne".

Sztuczne rzęsy (Fot. Shutterstock.com)

Era przedłużania

Rok 2000 i kolejne lata to dla sztucznych rzęs zupełnie nowy rozdział. W 2004 roku w rzęsach z futra norek i diamentów – wartych 10 tys. dolarów – pokazała się Madonna. Nie były to jednak paski przyklejone do powiek. Japoński wizażysta gwiazd Shu Uemura doczepił pojedyncze zwierzęce włoski do naturalnych rzęs piosenkarki. Wiele źródeł uznaje tego 75-letniego wówczas mężczyznę za pierwszego człowieka w historii, który wykonał zabieg przedłużania rzęs.

Naukowcy z Azji z nową technologią przedłużania rzęs zaczęli eksperymentować niewiele wcześniej. I prawie zarzucili badania – procedura okazała się trudna i kosztowna, a sztuczne rzęsy wcale nie prezentowały się naturalnie. Jednak zainteresowanie nowym produktem wśród kobiet było bardzo duże. Ostatecznie sztuczną rzęsę, która idealnie oddaje kształt i skręt naturalnej, stworzyli Koreańczycy.

Co dalej? Dobrze wiemy: globalna ekspansja. W Polsce salon oferujący usługę przedłużania rzęs znajdziemy dziś równie szybko jak piekarnię czy aptekę. Według prognoz ekonomistów globalny rynek przedłużania rzęs ma dalej rosnąć i do 2025 roku osiągnąć wartość 1,6 mld dolarów.

Drag queen Jan Sport, jedna z uczestniczek 'RuPauls Drag Race' (Fot. lev radin/Shutterstock.com) , Drag queen (Fot. Shutterstock.com) , Zakładanie sztucznych rzęs (Fot. Shutterstock.com)

Wydaje się, że dziś największymi ambasadorkami klasycznych sztucznych rzęs na pasku są drag queens. Za sprawą reality show "RuPaul’s Drag Race", który od 13 lat bije kolejne rekordy popularności, prawdziwą obsesją współczesnej Ameryki stały się osobowości takie jak Bianca Del Rio, Sasha Velour, Alyssa Edwards, Adore Delano, Jinkx Monsoon czy Yvie Oddly. One bez sztucznych rzęs nie pokazują się nigdy. Ba, czasem zakładają nawet po trzy zestawy naraz. Przesada? O to chodzi. W noszeniu dodatkowych włosów na powiekach zawsze o to chodziło.

Przy opracowaniu tekstu korzystałam m.in. z artykułów opublikowanych w magazynach "Racked", "Enchanted Living Magazine" i "The New York Times Magazine".

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do nagrody Grand Press.

Historia w rzeczy samej

Cykl "Historia w rzeczy samej" to teksty o przedmiotach codziennego użytku, czasem okrzykniętych mianem kultowych. Kolejnych odsłon szukajcie zawsze pod koniec miesiąca w magazynie Weekend.gazeta.pl. Za nami już historie powstania papieru toaletowego, regału na książki, klapek japonek, kanapki, dildo, mydła, espresso, skarpetek i rozbieranych kalendarzy.