Reportaż
28-letnia Karolina zawodową kierowczynią jest od lat sześciu. Jeździć zaczęła dzięki byłemu narzeczonemu (Fot. Archiwum prywatne)
28-letnia Karolina zawodową kierowczynią jest od lat sześciu. Jeździć zaczęła dzięki byłemu narzeczonemu (Fot. Archiwum prywatne)

Załadunek towaru w Polsce i dostarczenie go bezpiecznie do Grecji. Tam rozładunek, potem załadunek kolejnego towaru i transport do Polski. Pięć, czasem sześć dni w trasie, dwa w domu. Tak od sześciu lat wygląda codzienność 34-letniej Joanny.

Zza biurka do szoferki

Przez wiele lat pracowała za biurkiem, lecz w głębi duszy marzyła o kierowaniu autobusem. Ciężarówki nie brała pod uwagę, ale kiedy usłyszała od kolegi, że jego szef szuka kierowców, nie wahała się ani chwili. Zrobiła prawo jazdy kategorii C, potem C+E. Zdobyła uprawnienia na przewóz towarów i wykonała komplet badań psychologicznych i zdrowotnych.

– I tak w kilka miesięcy z kobiety, która codziennie chodziła na obcasach, stałam się kierowcą ciężarówki – uśmiecha się.

Pracuje w różnych porach. Rozregulowane godziny, jak mówi, bywają wyzwaniem. Pomaga jej jednak rutyna.

– Raz śpię w nocy, a raz w dzień. Ale zawsze, gdy się budzę, jem śniadanie, nieważne, czy jest 8 rano, czy 23 w nocy. Codziennie też się przebieram i "szykuję" do pracy, mimo że nigdzie nie wychodzę – opowiada.

Pięć, czasem sześć dni w trasie, dwa w domu. Tak od sześciu lat wygląda codzienność Joanny (Fot. Archiwum prywatne) , 34-latka trasę Polska-Grecja zna doskonale. Na zdjęciu: panorama Aten (Fot. StockSnap/Pixabay)

Bo pracuje niejako z domu, którym na kilka dni trasy staje się kabina jej ciężarówki. – W niej śpię, spożywam posiłki. Nie urządzałam jej jakoś specjalnie, ale dbam o czystość i porządek. Ścielę łóżko, składam rzeczy. Na początku było trudno zorganizować taką małą przestrzeń. Przecież musiałam tu pomieścić swoje ubrania, kosmetyki, jedzenie, naczynia… Wszystko, co jest mi potrzebne do życia na co dzień. Ale jakoś mi się udało – mówi.

Survival w trasie

Trasę Polska–Grecja Joanna zna doskonale. To jej stały kierunek, chociaż zdarzało się, że jeździła po innych krajach. Zawsze, kiedy ma chwilę wolnego, stara się zwiedzać okolicę.

– Nie pracuję całego dnia, dlatego kiedy zjeżdżam na parking na długą, kilkunastogodzinną przerwę, biorę rower i zwiedzam. A kiedy nie ma czego zwiedzać, to idę na spacer albo robię ćwiczenia siłowe. Staram się znaleźć czas na zdrowe posiłki, czasami na książkę. Tak żeby mimo pracy siedzącej być aktywną i zdrową – podkreśla.

Joanna jeździła po zachodniej Europie, ale nie czuła się tam bezpiecznie. Teraz trzyma się trasy Polska-Grecja. Na zdjęciu: widok na autostradę A4 (Fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Wyborcza.pl)

Bliscy Joanny cieszą się, że jej praca jest także jej pasją. Za domem, jak mówi, nie zdąży zatęsknić, bo opuszcza go tylko na kilka dni. Kiedy wraca na dwa dni, wolne chwile poświęca bliskim. Poza tym są w ciągłym kontakcie telefonicznym.

– To praca, która wymaga odwagi, determinacji i poświęcenia. Zdarza się, że jest nerwowo, kiedy muszę gdzieś zdążyć, a trasa się nie układa albo przegapię zjazd. Bywają trudniejsze dni. Trzeba mieć świadomość, że to trochę survival, a nie ciepła posada w biurowcu. Tutaj nie ma litości. Czy mróz, czy upał, o towar trzeba zadbać i trzeba go dostarczyć. Często trzeba wziąć prysznic w lodowatej wodzie, bo w łazienkach na parkingach rzadko jest ciepła. A czasami trzeba wymienić koło przy 40 stopniach ciepła albo w deszczu – dodaje.

Albo zadbać o swoje bezpieczeństwo. – Zdarzało się, że jeździłam po zachodniej Europie, ale przez niezliczoną liczbę zaczepek i nieprzyjemnych spojrzeń nie czułam się tam bezpiecznie. Teraz trzymam się trasy Polska–Grecja, na której nigdy nie spotkały mnie takie sytuacje – wyjaśnia.

Swoją najbliższą przyszłość Joanna wiąże z branżą. Ma jednak w zanadrzu plan B.

– Kocham gotować, dlatego myślę, że prędzej czy później osiądę w swojej rodzinnej miejscowości, prowadząc małą restauracyjkę – zapowiada.

Od fryzjerki do truckerki

25-letnia Ola swoją karierę zawodową zaczynała jako fryzjerka. Kiedy wybuchła pandemia i salony zostały zamknięte, postanowiła się przebranżowić. Najpierw zatrudniła się w sklepie, ale jak mówi, to nie była jej bajka. – Potem zatrudniłam się jako kierowca 15-paletowego busa. Wystarczyło do tego zwykłe prawo jazdy. I tak przez dwa miesiące rozwoziłam towar. Było mi jednak mało wrażeń i w 2021 roku rozpoczęłam kurs prawa jazdy na kategorię C+E – opowiada.

Poszło sprawnie. Szybko zdała egzamin, a po nim zdobyła kolejne kwalifikacje, żeby móc podjąć pracę jako kierowczyni ciężarówki. Kilka miesięcy później podjęła swoją pierwszą pracę w nowym zawodzie. – Zaczęłam na grubo, od razu na "międzynarodówkę". Trzy tygodnie w trasie, tydzień w domu. Godzin pracy sporo, bo trzy razy w tygodniu po 15 godzin jazdy, w pozostałe dni po 13. W ciągu dnia 45 minut przerwy – opowiada.

I w zależności od dnia 9 albo 11 godzin pauzy, w tym czas na kolację, toaletę, czasami aktywność fizyczną i sen. Zarobki różne, od 6 do 14 tys., w zależności od liczby przepracowanych godzin, wożonego towaru i systemu pracy. Ola zajmowała się przewozem leków po różnych krajach. W sumie odwiedziła ich około 23. Przez ten czas poznała różne trasy i różne parkingi.

25-letnia Ola swoją karierę zawodową zaczynała jako fryzjerka. Kiedy wybuchła pandemia, postanowiła się przebranżowić (Fot. Archiwum prywatne) , Dla Oli największą nagrodą za przepracowany dzień są zachody słońca, które w trasie są wyjątkowe. Na zdjęciu: zachód słońca w Warszawie, widok na centrum z mostu Siekierkowskiego (Fot. Adam Stępień/Agencja Wyborcza.pl)

– W dzisiejszych czasach jest dużo parkingów z prysznicami i toaletami. Na pauzę, czyli czas po pracy, starałam się zjeżdżać właśnie na takie. Jako kobiecie zależy mi na higienie, nie wyobrażałam sobie dnia bez kąpieli i snu. A jak wiedziałam, że na parkingu nie będzie prysznica, to kąpałam się w firmie, do której zawoziłam towar – podkreśla. Ciężarówka stała się domem Oli: w niej gotowała, spała, czasami spędzała czas wolny. – W kabinie jest leżanka, da się na niej wyspać. Ale też jest miejsce na trzymanie rzeczy. Ja akurat miałam szczęście, bo dostałam samochód na wyłączność, nie zmieniali mi go co kilka tygodni. Miałam tam swoje kosmetyki, książki, przyrządy do ćwiczeń, garnki, czajnik, kuchenkę gazową, naczynia. Namiastkę domu można powiedzieć – opowiada.

Odrobiłam lekcję

Kiedy po trzech tygodniach w trasie wracała do tego stacjonarnego, na tydzień, obowiązków jej nie brakowało. – Miałam całą torbę rzeczy do wyprania, oprócz tego planowałam z wyprzedzeniem wizytę u kosmetyczki, czasami u fryzjera. I najważniejsze: spędzałam czas z bliskimi i rodziną – mówi.

W trasie przez większość czasu była sama. To, jak tłumaczy, może być zarówno zaleta, jak i wada. – Dla mnie to czas na poznanie siebie, przemyślenie życia. Nauczyłam się siebie, polubiłam czas ze sobą. Nie ukrywajmy, jeżeli ktoś nie pokocha siebie, to i w towarzystwie będzie mu trudno. Praca kierowcy pozwoliła mi odrobić tę lekcję – podkreśla.

A kiedy potrzebowała, dzwoniła do bliskich albo rozmawiała z innymi kierowcami na parkingu. – Jestem komunikatywna, dlatego to nie stanowiło problemu. O samotności w trasie nie było mowy – zaznacza.

O bezpieczeństwo dbała, jak tylko mogła. – Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłoby mi się coś stać. Ale i tak wybierałam monitorowane parkingi, na noc zamykałam samochód od środka.

Ola nie ukrywa, że największą nagrodą za przepracowany dzień są dla niej zachody słońca. W trasie, jak przekonuje, zawsze są wyjątkowe. Od kilku miesięcy ogląda je w Polsce. "Międzynarodówkę" zamieniła na polskie drogi. System trzy tygodnie w trasie na jeden w domu – na pracę zmianową.

– Codziennie wracam do domu. W jednym punkcie ładuję, w drugim rozładowuję i wracam. Wożę wodę w butelkach na magazyny – wyjaśnia.

Codziennie robi około 400 km. Ma teraz znacznie więcej wolnego czasu. – Czasami nie wiem, co z nim robić. Ale potrzebowałam tej zmiany. Co będzie dalej, nie wiem. Uwielbiam jeździć, kocham podróżować. W przyszłości pewnie założę rodzinę i będę musiała zrezygnować z jazdy. Ale jak dziecko dorośnie, to kto wie, może i do tego wrócę? W życiu nie ma rzeczy niemożliwych – dodaje.

Karolina przez kilka lat rozwoziła towar po Europie. Wyjeżdżała na dwa miesiące, potem kilka tygodni spędzała w Polsce. Zawsze podróżowała z ukochanym psem (Fot. Archiwum prywatne) , Dbanie o aktywność fizyczną było i jest dla Karoliny priorytetem. Bieganie, ćwiczenia i długie spacery to element jej codzienności (Fot. Daniel Reche/Pexels)

"Nie dam sobie wejść na głowę"

28-letnia Karolina zawodową kierowczynią jest od lat sześciu. Jeździć zaczęła dzięki byłemu narzeczonemu, który sam zrobił prawo jazdy C+E i namówił do tego również ją. Ona oprócz wszystkich wymaganych badań i testów zrobiła też kurs na przewożenie niebezpiecznych substancji.

– I tak przez kilka lat jeździliśmy po Europie w podwójnej obsadzie [ciężarówka prowadzona jest przez dwóch kierowców na zmianę – przyp. red.] – wspomina.

Kiedy się rozstali, zaczęła jeździć sama. A właściwie nie sama, tylko ze swoim ukochanym psem. – Idealnym towarzyszem do wspólnych podróży. W kabinie podczas jazdy był bardzo grzeczny, sporo spał. W aucie miał miseczkę z suchą karmą i wodą, na zewnątrz dostawał obiadki. Każdy dzień zaczynaliśmy i kończyliśmy spacerem. To była nasza rutyna w trasie – tłumaczy.

W przerwach dłuższych tras Karolina zawsze starała się poświęcić chwilę dla siebie. – Po treningu nałożyć maskę na włosy, zrobić porządną pielęgnację. Paradoksalnie w domu było mi szkoda czasu, a w trasie chciałam go jakoś zapełnić – przyznaje.

Dbanie o aktywność fizyczną było i jest dla Karoliny priorytetem. Bieganie, ćwiczenia i długie spacery to element jej codzienności.

– Praca kierowcy czasami wymaga siły. Bywa tak, że towar sama ładuję i rozładowuję paleciakiem. Nie zawsze magazynier jest wolny, a ja też nie mam problemu z tym, żeby zrobić to sama – zaznacza.

Przez kilka lat Karolina rozwoziła towar po Europie – jedzenie, chemię, a czasami i maszyny. Wyjeżdżała na dwa miesiące, potem kilka tygodni spędzała w Polsce. W tygodniu po pracy zwiedzała okolice, w których się zatrzymywała. W wolne weekendy jeździła z innymi kierowcami na wycieczki. – Pojechaliśmy zobaczyć wieżę Eiffla, zwiedzaliśmy Holandię, Belgię. A jak zostawaliśmy na parkingach, to też organizowaliśmy sobie czas. Z niektórymi osobami mam kontakt do dzisiaj. A oprócz tego miałam w kabinie konsolę, telewizję. Było co robić – mówi.

Za bliskimi nie tęskniła, bo dużo rozmawiali. O swoje bezpieczeństwo dbała i dba, jak tylko może. – Zawsze jestem ostrożna. Kiedyś na strzeżonym parkingu zaczepiał i szarpał mnie pijany kierowca, ale na szczęście szybko pomogli mi znajomi kierowcy, którzy stacjonowali na tym samym parkingu. Mam też zawsze z tyłu głowy, że jestem odpowiedzialna za zabezpieczenie towaru i muszę na niego uważać, odpowiednio go przymocować – podkreśla.

Z jakimi reakcjami spotykają się kierowczynie? 'Baba do garów' czy 'obleśne teksty' wciąż się zdarzają, ale sporadycznie. - Większość kierowców jest jednak pomocna, życzliwa i reaguje pozytywnie, kiedy widzi kobietę za kółkiem - mówi Joanna (Fot. Grzegorz Skowronek/Agencja Wyborcza.pl)

Rok temu Karolina zamieniła europejskie trasy na polskie. Rozwozi towar po Lubelszczyźnie. Dzień zaczyna wcześnie rano, popołudnia i wieczory ma dla siebie. Podoba jej się ten system, ale nie wyklucza powrotu do dłuższych tras.

"Praca kierowcy to też praca dla kobiet"

Chociaż, jak przyznaje Karolina, coraz mniej osób się dziwi, kiedy podczas rozładunku widzi kobietę, wciąż zdarza się, że słyszy niewybredne komentarze. – Zdarzają się obleśne teksty, ale na nie nie reaguję. Są panowie, którzy czują się urażeni, że kobiety pracują w męskim zawodzie. Ale ja nie dam sobie wejść na głowę. Nie reaguję na zaczepki, tylko robię swoje. Praca kierowcy to też praca dla kobiet. Cieszę się, że coraz więcej z nas się na nią decyduje – zaznacza.

Joanna sporadycznie słyszy: "baba do garów", "baba nie nadaje się do tej pracy". – To zwykle reakcje kierowców starszej daty, którzy pamiętają czasy, gdy samochody ciężarowe nie miały wspomagania i praca jako kierowca ciężarówki była naprawdę bardzo wymagająca. Czasy i możliwości się zmieniły. Większość kierowców jest jednak pomocna, życzliwa i reaguje pozytywnie, kiedy widzi kobietę za kółkiem – podkreśla.

Ola od innych kierowców także uzyskuje wsparcie. – Pokazują mi kciuk w górę, kiedy widzą, że jadę, uśmiechają się. Bywa i tak, że machają albo się kłaniają. Zdarzają się również "czapki z głów", i to dosłownie – śmieje się.

Zobacz wideo Karolina wymyśliła akcję, która porwała ludzi. Kupon na niedrogi, ciepły obiad przywraca wiarę w dobro

W mediach społecznościowych, w których opowiada o swojej pracy, spotyka się jednak z różnymi komentarzami. Nie wszystkim się podoba, że kobieta kieruje ciężarówką. – Trzeba liczyć się z takimi sytuacjami. Staram się nie przyjmować złej energii z negatywnych komentarzy i żyć pełnią życia. Tak jak chcę i lubię – podkreśla.

Przecierają szlaki

Kierowczynie stanowią około 2 proc. ogólnej liczby kierowców zawodowych w Polsce. Bycie mniejszością w zawodzie zmaskulinizowanym wiąże się jednak z pewnymi wyzwaniami. – Wciąż borykają się z przedmiotowym traktowaniem: uszczypliwościami, komentarzami, propozycjami o charakterze seksualnym. Zdarza się, że współpracownicy nie patrzą na nie przez pryzmat kompetencji, lecz płci – zauważa Katarzyna Łodygowska, prawniczka, ekspertka rynku pracy.

Każdorazowo doradza zgłaszanie takich sytuacji, żeby pokazywać, że nie ma na nie przyzwolenia. Najlepiej bezpośrednio do przełożonego. – Kobiety w męskich zawodach muszą niejako przecierać sobie szlaki. Zarówno pod względem uznania ich kompetencji, jak i różnych formalności, takich jak chociażby branie urlopu macierzyńskiego czy powrót do pracy po nim – wyjaśnia.

Katarzyna Łodygowska zauważa, że kobiety coraz śmielej wybierają zawody zmaskulinizowane. – Na rynek pracy wchodzą nowe pokolenia, które nie oglądają się na trendy, tylko na to, co faktycznie chcą w życiu robić. Warto, żeby wybierając zawody stereotypowo przypisane jednej płci, potrafiły wyraźnie stawiać granice i znały przepisy, swoje prawa zawarte w Kodeksie pracy i umowie z pracodawcą – dodaje ekspertka.

Ania Korytowska. Dziennikarka od tematów społecznych. Lubi ludzi, a każda rozmowa uczy ją czegoś nowego. Chce oddawać głos osobom, które są go pozbawiane.