Powiedział, że nie wie, co to znaczy kochać. To niemożliwe, pomyślałam. Chce mnie przestraszyć
Basia pierwszy raz usłyszała słowo "borderline" z ust Łukasza. Było to zaledwie tydzień po tym, jak się poznali. – Powiedział, że nie wie, co to znaczy kochać – wspomina. – To niemożliwe, pomyślałam. Chce mnie przestraszyć. Każdy przynajmniej raz w swoim życiu kogoś kochał. Jeśli nie rodziców, to psa lub kota.
Po kilkunastu latach wspólnego życia Basia wie, że osoba z borderline jednak kochać potrafi, ale życie z nią to rollercoaster. – Mimo to nigdy nie żałowałam – podkreśla. – Myślę, że najlepsze, co mi się przydarzyło, to związek z Łukaszem, ale byłam zupełnie nieprzygotowana na to, co mnie czekało jako partnerkę osoby z borderline.
W drodze do diagnozy
– Moje emocje były rozbuchane do granic możliwości. Nasilały się albo w jedną stronę, albo w drugą. Albo była rozpacz, albo euforia. Albo pojawiało się poczucie kompletnej pustki. Wtedy czułam się jak pusta skorupka jajka i nic więcej – opowiada Anka Mrówczyńska.
Miała 14 lat, kiedy pierwszy raz sięgnęła po alkohol, 15 – kiedy zaczęła się ciąć, 16 – gdy zaczęła przedawkowywać leki, a w wieku 17 lat podjęła pierwszą próbę samobójczą. Specjalistycznego wsparcia nie uzyskała do 19. roku życia. Po maturze stwierdziła, że nie będzie w stanie rozpocząć studiów. – Autoagresja, destrukcja, picie, myśli samobójcze – to wszystko do tego stopnia uniemożliwiało mi normalne funkcjonowanie, że zaczęłam na własną rękę szukać pomocy. Diagnozę postawiono dopiero osiem lat później, gdy trafiłam do szpitala. Stanowiłam zagrożenie dla siebie samej – opowiada.
Weronika, dwudziestoparolatka, dostała diagnozę po kilku latach terapii związanej z depresją. – Miałam wtedy 23 lata, było ze mną coraz gorzej, ale dopiero kolejny terapeuta określił, co się ze mną dzieje.
Łukasz nigdy tak naprawdę nie został zdiagnozowany. – Usłyszałem, że mam objawy borderline, zupełnie przypadkiem, od znajomej, która była terapeutką. Miałem wtedy ponad 40 lat.
– Osoby zgłaszające się po pomoc psychiatry są zwykle w kryzysie emocjonalnym. Mają objawy zespołu depresyjnego, lękowego, zaburzeń snu czy konsekwencji używania substancji psychoaktywnych, w tym alkoholu – wyjaśnia psychiatra Małgorzata Tomaszewska*. – Dopiero w miarę upływu czasu i ustępowania objawów kryzysu pacjent jest w stanie mówić o konkretnych zachowaniach, które naprowadzają lekarza na podejrzenie występowania wzorca osobowości borderline. Część pacjentów unika mówienia o krępujących i wstydliwych historiach ze swojego życia, mając nadzieję, że sami będą w stanie zmienić swoje zachowania. Trzeba pamiętać, że osoby z cechami osobowości borderline mają trudność z wchodzeniem w relacje i bardzo boją się odrzucenia, również przez lekarza. Z kolei jeśli lekarz podczas leczenia nie weźmie pod uwagę cech osobowości borderline u osoby zgłaszającej się do niego, to trudno będzie pacjentowi zrozumieć wagę psychoterapii w nauczeniu radzenia sobie ze stresem w sposób inny niż do tej pory. Powielanie dotychczasowych wzorców prowadzić będzie do kolejnego kryzysu objawiającego się objawami depresji, nerwicy czy uzależnienia.
Jak wynika ze statystyk, osobowość chwiejna emocjonalnie podtypu granicznego (BPD, ang. borderline personality disorder) występuje stosunkowo często, bo u 1–2 proc. społeczeństwa. Aż 75 proc. zdiagnozowanych to kobiety. Oznacza to, że jest zaburzeniem częstszym niż schizofrenia. Niestety, bywa ono źle diagnozowane, np. jako choroba dwubiegunowa (ChAD), albo nawet w ogóle nierozpoznawane. W konsekwencji osoby z BPD często nie otrzymują wsparcia, które ułatwiłoby im życie.
Jak mówi dr Tomaszewska, objawy zgłaszane przez osoby ze wzorcem osobowości borderline mogą przypominać te obserwowane u pacjentów z chorobą afektywną dwubiegunową, stąd trudność w postawieniu diagnozy. Wzorzec osobowości z pogranicza może mieć również osoba cierpiąca na inne zaburzenia psychiczne, w tym chorobę ChAD. Osoby z cechami osobowości borderline często postrzega się jako manipulatorów, stwarzających problemy, niekonsekwentnych, a to krzywdząca opinia, która przy jednoczesnym ich poczuciu osamotnienia i braku wsparcia pogłębia ich izolację w społeczeństwie. –Powtarzające się dysfunkcyjne zachowania, trudne do wspierania stany dysregulacji emocjonalnej, odbierane jako niepanowanie nad emocjami, rozchwianie emocjonalne, są często przyczyną stygmatyzacji - podkreśla psychiatrka.
– Otrzymanie diagnozy na papierze było ogromną ulgą – opowiada Anka Mrówczyńska. – Potwierdzało, że to, z czym się zmagam, to nie jest mój zły charakter, jakaś moja wadliwość, tylko konkretne zaburzenie, sklasyfikowane, opisane, nazwane, zbadane, które można leczyć. To dało mi jakąś nadzieję.
"To się nie tnij"
Anka Mrówczyńska do psychologa w poradni studenckiej chodziła przez dwa miesiące. – Po którymś razie, kiedy mówiłam, że nie dam rady, mam myśli samobójcze, psycholog powiedziała, że to moja wina. Jej rada na to, że się cięłam, brzmiała: "To się nie tnij". Wyszłam z gabinetu, usiadłam przed ośrodkiem, nie mogłam dojść do siebie. Więcej do niej nie poszłam.
Po kilku latach trafiła na psychiatrę, który nie zbagatelizował jej stanu i wystawił skierowanie na oddział dzienny. – Termin był za kilka miesięcy, ale miałam fart – ktoś zrezygnował i ja weszłam na jego miejsce – wspomina. – Na grupie okazało się, że muszę jak najszybciej trafić na oddział zamknięty, bo stanowię zagrożenie dla siebie.
Łukasz ma za sobą kilka lat psychoterapii, która – jak twierdzi – co prawda pozwoliła mu zrozumieć, co mu jest, ale nie pomogła radzić sobie ze sobą i objawami zaburzenia. Uważa, że więcej zyskał dzięki różnym publikacjom, których szukał na własną rękę. – Obecnie nie biorę leków – opowiada Łukasz. – A z psychoterapią jest tak, że trzeba trafić na dobrego specjalistę, najlepiej certyfikowanego terapeutę z doświadczeniem w takich problemach.
Weronika nie pamięta już wszystkich specjalistów, których odwiedziła, i podejmowanych prób leczenia. – Podobno z wiekiem objawy słabną – mówi. – Trochę na to liczę.
– To prawda – potwierdza Łukasz, który za sobą ma już 50 lat. – I o ile kiedyś to, co się ze mną działo, przypominało huragan, o tyle teraz jest to zaledwie burza.
Benzyna do ognia
BPD jest związane z nieprawidłowym działaniem układu limbicznego, który odpowiada za regulację emocji. Diagnozę zazwyczaj stawia się młodym dorosłym, kiedy mózg przejdzie już młodzieńczo-nastoletnią fazę rozwoju. Przez lata łączono BPD z doświadczaniem traumatycznych przeżyć we wczesnym dzieciństwie, obecnie jednak postrzega się je jako zaburzenie o bardzo złożonej etiologii. W grę wchodzą zarówno czynniki środowiskowe, jak i genetyczne oraz neurobiologiczne. Nie jest to sensu stricto choroba, bo osobowość nie może być chora. Stosowane leki mają jedynie pomóc w radzeniu sobie z objawami zaburzenia: z lękiem, zmiennością emocji, depresją.
– Nasze emocje są tak silne, że nie sposób ich zatrzymać – tłumaczy Weronika. – I błyskawicznie się zmieniają, od głębokiego smutku do euforii, i to takiej, że mogę skakać z radości. Gdy ogarnia mnie złość, natychmiast wybucham. Potem wiem, że reakcja nie była adekwatna do sytuacji, ale nie potrafię inaczej.
– Jeśli mam za dużo emocji, to sobie z nimi nie radzę. Zaczynam się bać, co rodzi agresję, której nie jestem w stanie kontrolować – Łukasz wyjaśnia mechanizm zaburzenia. – Kiedy zaczynam odjeżdżać, to czasem udaje mi się uświadomić sobie: stary, zastanów się, co robisz. Ale do tego potrzebuję przerwania bodźców. Wychodzę, próbuję zostać sam, żeby to było możliwe. Próby uspokojenia kogoś takiego to lanie benzyny do ognia, bo wtedy w ogóle nie wiem, gdzie jestem. Działam jak automat, aby tylko wywalić wszystko z siebie i uciec.
U Anki Mrówczyńskiej w domu okazywanie złości nie było akceptowane. Nauczyła się ją zatem wypierać. Dopiero na terapii dowiedziała się, że są w niej pokłady nieujawnionej złości i bywa bardzo agresywna. – Ja tego kompletnie nie rozumiałam – mówi. – Moja agresja polegała albo na autoagresji, albo na biernej agresji. Wydawało mi się, że jeśli milczę, to agresji nie ma. Byłam w szoku, że to jest też agresywne zachowanie.
W trakcie terapii, kiedy hamulce zaczęły puszczać, okazało się, że jest osobą bardzo wybuchową. – Jeśli coś mi nie wychodzi, ogarnia mnie frustracja. W pierwszej chwili wybuchnę, ale za moment mówię sobie: zastanów się, czy rzeczywiście był powód do aż takiej reakcji. Na szczęście dosyć szybko zaczyna mi przechodzić, nie chowam urazy.
– Musiałam się nauczyć brać to wszystko w nawias – opowiada Basia. – Mówić sobie, że to, co się dzieje, to nie jest prawdziwy Łukasz, tylko jakby jego demon, nad którym nie jest w stanie zapanować.
– U podstaw wzorca osobowości borderline leży suma wzajemnie na siebie oddziałujących czynników biologicznych, w tym genetycznych, środowiskowych i psychologicznych – mówi dr Małgorzata Tomaszewska. I wyjaśnia: – Są to m.in.: niestabilny obraz siebie, skłonność do impulsywności, bardzo duża wrażliwość na przejawy odrzucenia czy opuszczenia, sztywność myślenia (czarno-białe). Należy zwrócić uwagę, że często powtarzające się czynniki środowiskowe to unieważniające otoczenie, zaniedbanie emocjonalne, doświadczenie przemocy i brak wzorców wspierających w nauce samoregulacji, czyli samodzielnego radzenia sobie z silnie przeżywanymi emocjami. Pamiętać jednak trzeba - zwraca uwagę dr Tomaszewska - że nasilenie zachowań, które są charakterystycznych dla wzorca osobowości z pogranicza może być różne. - Kluczowa jest psychoterapia i psychoedukacja połączona z uczeniem radzenia sobie z konkretnymi emocjami. Od tego zależy, czy wzorzec osobowości borderline będzie przeważał i skutkował zachowaniami uniemożliwiającymi praktycznie pełnienie ról społecznych czy też człowiek będzie jedynie doświadczał dyskomfortu, z którym nauczy się sobie radzić. Dlatego diagnoza wzorca borderline jest ważna w procesie leczenia, ale nie jest określeniem człowieka - podkreśla i dodaje: - Zidentyfikowanie i nazwanie w procesie diagnozy nieprawidłowych wzorców zachowań pozwala rozpocząć psychoedukację i zaplanować proces psychoterapii z okresowym leczeniem farmakologicznym w razie potrzeby.
Niebezpieczne związki
Nie jest łatwo powiedzieć sobie: "to nie on", "ona tak naprawdę tego nie myśli", "to przez nieprawidłowo działającą kontrolę emocji". Dlatego osoby z borderline mają bardzo często problemy z tworzeniem stabilnych związków, zarówno romantycznych, jak i przyjacielskich, czy nawet z utrzymaniem pracy.
– Niby wiem, że to nie on, ale w gniewie padają niekiedy słowa, które bolą – mówi Basia. – I chociaż przeczytałam chyba wszystko, co się dało, o borderline, mam więc świadomość, o co chodzi w tym zaburzeniu, to nieraz wybuchy Łukasza doprowadziły mnie do łez. Na szczęście potem przychodzi refleksja, że przecież nie powinnam go winić za coś, nad czym nie może zapanować. Objawy BPD, takie jak np. depresja, niezdolność do kontroli emocji, to rodzaj niepełnosprawności. To, że jej nie widać, nie oznacza, że jej nie ma.
Weronika przyznaje, że boi się powiedzieć o borderline chłopakowi, z którym się od roku spotyka. – Mam tylko jedną przyjaciółkę, która potrafi przyjąć mnie taką, jaka jestem, niezależnie od huśtawki emocji, od gwałtownych wybuchów. Kiedyś partnerowi będę musiała powiedzieć, ale jeszcze nie teraz.
Jej wcześniejsze relacje rozpadały się, gdy druga strona usłyszała słowo "borderline". Nie lepiej jest z pracą. Zwykle kilka miesięcy wystarczy, by z niej rezygnowano, o ile w ogóle dostaje pracę.
Łukasz w jednym miejscu pracował zazwyczaj około dwóch lat, ale nie wiąże częstych zmian zatrudnienia z BPD. – Po prostu chciałem zmiany, nauczyć się czegoś nowego – opowiada. – Ale faktem jest, że nie umiem spokojnie przyjmować niekompetencji, zwłaszcza osób, które stoją wyżej w hierarchii ode mnie.
Podobnie jak Weronika miał w życiu tylko jednego przyjaciela, przez ponad 26 lat. – To był człowiek, z którym nie można było się pokłócić – wspomina. – Przy nim nie miałem problemów emocjonalnych. Nie bałem się tego, co powie i zrobi, wiedziałem, że nigdy mnie nie skrzywdzi. Mogliśmy nie mieć kontaktu przez pół roku, ale kiedy złapałem gumę w samochodzie, dzwoniłem do niego.
Związki romantyczne? Zaczął się stabilizować późno, przed czterdziestką. Wtedy poznał matkę swojej córki. – Nie wyszło nam, ale zostało wspaniałe dziecko, mądre, dobre – mówi. – Potem poznałem moją obecną żonę Basię. Bardzo ją kocham, jest moją podporą. Choćbym nie wiem jak upadł, ona rano wstanie i powie: kocham cię, dobrze, że jesteś.
Autodestrukcja
Anka Mrówczyńska ze swoim partnerem jest już kilkanaście lat. To on ją znalazł, po jednej z prób samobójczych. – Byliśmy ze sobą od roku, pokłóciliśmy się o jakieś głupstwo – opowiada. – I powiesiłam się. Na szczęście on wrócił.
Nie była to jej jedyna próba samobójcza. W sumie naliczyła ich sześć. Często również przedawkowywała leki. – Zawsze jest impuls, podejmowany pod wpływem nagromadzonych emocji – mówi.
Przez lata były to różne działania autodestrukcyjne. – Sięgnęłam po alkohol z potrzeby redukcji bólu, zapomnienia. Kiedy zaczęłam się ciąć, to na początku nie wiedziałam, o co w tym chodzi, to były raczej zadrapania.
Jak oblicza, cięła się 19 lat i nie umiała z tym skończyć. Cięcie, samookaleczenie spełniało różne funkcje. – To było takie odreagowywanie emocji, zmniejszanie bólu psychicznego fizycznym, ale też sprawdzanie granic własnego ciała, kiedy miałam wrażenie, że mnie nie ma – opowiada. – Cięcie potrafiło być też karą za to, że coś źle zrobiłam, a równocześnie tak jakby nagrodą. Ot, coś zrobiłam dobrze, to teraz, niejako w nagrodę, mogę się pociąć. Czułam na ręce niemal fizyczny ból i musiałam go urzeczywistnić.
Łukasz pierwszy raz się pociął, kiedy miał 15 lat. – Dlaczego? – zastanawia się. – Nie racjonalizuję tego. Jest mi źle, więc się tnę i jest mi lepiej. To trochę jak wyrzucanie emocji przez samookaleczenie. Ostatni raz ciąłem się kilka lat temu.
Basia, jego żona, pamięta każdy przypadek, kiedy dokonywał samookaleczenia. – Pierwszy raz to było wieczorem, kiedy już zasnęłam.
Rano zobaczyła umywalkę zachlapaną krwią. Pokaleczone przedramiona Łukasz schował pod bandażem i długim rękawem. – Wcześniej nie zastanawiałam się, dlaczego nawet w upał nosi koszulki z długimi rękawami. Po tym zdarzeniu już wiedziałam i nie jestem w stanie zasnąć, dopóki on się nie położy.
Z powodu samookaleczeń Łukasza zrezygnowała z wyjazdów na konferencje. – Poleciałam raptem na dwa czy trzy dni. Już kiedy dzwoniłam z hotelu, wiedziałam, że jest źle. W jego głosie był lęk. Moja nieobecność zaburzyła jego poczucie bezpieczeństwa. Po powrocie zobaczyłam, że cała klatka piersiowa Łukasza jest w krwawych szramach.
Na szczęście Łukasz, podobnie jak Weronika, nigdy nie usiłował popełnić samobójstwa. Niestety, z danych wynika, że około 70 proc. osób z BPD przynajmniej raz próbuje targnąć się na swoje życie. W przypadku aż 8–10 proc. jest to próba skuteczna. Sprawia to, że wskaźnik samobójstw w tej grupie jest aż 50-krotnie wyższy niż wśród ogółu społeczeństwa.
– Powód dokonania samookaleczenia czy podjęcia próby samobójczej jest zawsze unikalny dla danej osoby, również dla osoby ze wzorcem osobowości borderline, jednak u takich osób zdecydowanie częściej dzieje się to pod wpływem impulsu – mówi dr Małgorzata Tomaszewska. – Moment dysregulacji emocjonalnej to brak kontroli wystarczającej do podjęcia konstruktywnego zachowania przynoszącego ulgę. Intensywność i gwałtowność upośledza zdolność do korzystania z zasobów poznawczych. Doświadczane cierpienie psychiczne jest przeżywane jako ogromny, przejmujący, często rozlany lub rozrywający ból ciała, którego taka osoba jedynie chce się pozbyć, ale nie umie. Czasem może być to też stan dysocjacji, pewnego rodzaju poczucia nierzeczywistości, nicości, odłączenia ciała. Narasta ból, czasem też pobudzenie fizyczne, ale brakuje możliwości prostego usunięcia przyczyny, jakim jest, upraszczając, wyrwanie chorego, bolesnego zęba. Zadanie sobie bólu może być odruchowym sposobem na ujście pobudzenia, rodzajem rozładowania emocjonalnego czy przywróceniem poczucia bycia.
Gdzie są te klucze?
Układ limbiczny w mózgu odpowiada nie tylko za regulację emocji. Wchodzący w jego skład hipokamp jest u osób z BPD nieustannie pobudzony. Częściej interpretuje informacje z otoczenia jako zagrożenie (nawet jeśli tego zagrożenia nie ma). A ponieważ zajmuje się nieustannie poszukiwaniem sytuacji niebezpiecznych, jego inna funkcja, związana z pamięcią krótko- i długotrwałą, nie zawsze działa, jak należy. W efekcie osoby z pogranicza miewają kłopoty poznawcze.
– Warto wspomnieć – dodaje dr Tomaszewska – że zauważono dużą korelację między zaburzeniem neurorozwojowym, jakim jest zespół nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD), a występowaniem cech osobowości z pogranicza. W zespole nadpobudliwości psychoruchowej mamy do czynienia z nadruchliwością, impulsywnością i zaburzeniami uwagi. Nie można wykluczyć, że w połączeniu z czynnikami psychologicznymi i środowiskowymi przyczynia się to do kształtowania wzorca osobowości z pogranicza.
– Nieustannie czegoś szukam: kluczy, telefonu – opowiada Łukasz. – To trochę tak, jakby przeszłość nie istniała. Jeśli czegoś używam, a potem to odłożę, to ta rzecz w mojej świadomości przestaje istnieć. Poza tym jak czegoś nie widzę, to tego nie ma. Wszystko mam albo na wierzchu, albo w jednej szufladzie. Idę do niej i tam to jest.
Weronika ze względu na swoje problemy ma trudności z pracą. – Lubię mieć wszystko zaplanowane, ułożone w określonej wcześniej kolejności – opowiada. – Jeśli ktoś lub coś mnie z tego wytrąci, nie mogę się później pozbierać.
Nieco podobnie działa Łukasz. – Lubię wstawać wcześnie, kiedy jeszcze nawet ptaki nie śpiewają. Mam spokój, świat się budzi, piję herbatę albo kawę i się rozbudzam, planując dzień. Nikt jeszcze nic nie chce, mam komfort psychiczny – mówi. – Lubię potem zająć się tym, co zaplanowałem. Jeśli mi się przerwie, to niestety zaczynają się nerwy.
– Moja pamięć żyje własnym życiem – mówi Anka Mrówczyńska. – Kiedy konfrontuję to, co z wycieczki po górach pamięta mój partner, i co jest w mojej pamięci, okazuje się, że wytworzyłam coś w rodzaju zlepka kilku różnych zdarzeń. Ławeczka, którą przypisuję do jednego miejsca, tak naprawdę była zupełnie w innym i natrafiliśmy na nią podczas innego wypadu.
Nieoswojeni
Z potrzeby zatrzymania prawdziwości zdarzeń podczas pobytu w szpitalu zaczęła zapisywać wszystko, czego doświadcza, cały chaos emocji i ogrom cierpienia. Tak powstały jej książki o życiu z BPD. Po zakończeniu kilkuletniej psychoterapii założyła Fundację zPogranicza. – Chciałabym, aby nas zaakceptowano – mówi. – Skoro oswojono depresję, tyle o niej wiadomo, coraz mniej osób wstydzi się powiedzieć "mam depresję", to mam nadzieję, że podobnie będzie z borderline. Stąd kampania społeczna "Borderline #kuZrozumieniuiAkceptacji".
– Ludzie się boją borderline, bo go nie znają. Nie znają, bo my nie chcemy się przyznawać. Nie chcemy, gdyż się boimy, że zostaniemy odrzuceni – mówi Łukasz. – Skoro nie mówimy, to ludzie nic o nas nie wiedzą…
– My zawsze jesteśmy sami – dodaje po chwili milczenia. – Z jednej strony chcemy być sami, bo to mniej emocji, spokój, z drugiej – jest nam źle, bo jesteśmy sami. Zamknięte koło. Koszmar. Tego się nie da opowiedzieć.
* Małgorzata Tomaszewska. Psychiatra, współautorka "Uczuciownika", prowadzi projekt MojejOsobie, który wspiera rozwijanie inteligencji emocjonalnej.



