Masz niewiele ponad 33 lata. Ilu ślubów już udzieliłeś?
Ponad 600.
A ile wesel zorganizowałeś?
Dokładnie nie liczyłem, ale też setki. Teraz organizuję 8–10 wesel rocznie. Gdy pracowałem dla hoteli, koordynowałem w ciągu roku od 60 do 80 przyjęć weselnych.
W Wielkiej Brytanii przygotowania do ślubu i wesela zajmują średnio od 12 do 18 miesięcy. Ja zwykle przeznaczam około pięciu miesięcy na planowanie ceremonii i co najmniej 12 miesięcy na organizację całego wesela. Najgoręcej jest zwykle od wiosny, bo pomiędzy 24 grudnia a 14 lutego dochodzi na Wyspach do 40 proc. wszystkich zaręczyn. A potem narzeczeni zaczynają planowanie ślubu i wesela.
Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje
Jak twoja praca wygląda od kuchni?
Wesela organizuję przede wszystkim dla Brytyjczyków, którzy przyjeżdżają się pobrać w Edynburgu, ale też dla obcokrajowców, głównie Amerykanów, którzy chcą wziąć ślub w Szkocji. Byli i Kanadyjczycy, pary z Australii czy z Bliskiego Wschodu. Często udzielam ślubów Polakom lub parom, w których jedno z nowożeńców jest Polakiem lub Polką. Albo ma polskie korzenie.
Planuję i robię wesela od wyspy Skye po Londyn. W zamkach, pałacach i najlepszych hotelach. Najbardziej oryginalnym miejscem ceremonii był wygasły wulkan w Edynburgu, z którego pięknie widać całe miasto. Wielu Amerykanów wybiera XIV-wieczny kościółek romański Glencorse Kirk, w którym kręcono sceny ślubu w popularnym amerykańskim serialu pt. "Outlander". To piękne, klimatyczne miejsce, choć zawsze jest tam bardzo zimno. Zresztą znając szkocki klimat, doradzam parze młodej, żeby wzięła na wszelki wypadek jakąś kurtkę albo futerko.
Inny temat to buty pary młodej.
Wybierasz parze strój?
Nie, ale często sugeruję, na przykład pani młodej, jakie buty najlepiej włożyć. Właśnie szykuję ślub w miejscu, do którego trzeba będzie wejść pod górkę. Pani młoda już wybrała sobie drogie szpilki, ale uświadomiłem jej, że lepsze będą buty sportowe. Oczywiście na ceremonię i do zdjęć może włożyć te eleganckie.
Lubisz robić show?
Jestem bardziej osobą profesjonalną niż komediantem. Nie robię show podczas ceremonii. Ci, którzy oglądają później nagrania z uroczystości, mówią, że prawie w ogóle nie było mnie widać. Zawsze staram się być gdzieś z boku albo w tle pary młodej.
Przed ceremonią staram się nawiązać z parą młodą pewien rodzaj porozumienia, sprawdzić, czy nadajemy na podobnych falach. Przy czym najważniejsza jest pierwsza rozmowa. Zadaję wtedy mnóstwo najróżniejszych pytań. Chcę wiedzieć, czym narzeczeni się zajmują, jak spędzają wolny czas, jakie mają pasje i gdzie jeżdżą na wakacje. Wszystko to jest dla mnie ważne przy planowaniu przebiegu ceremonii. Kiedy rozumiem ich tok myślenia i wiem, jak żyją, o wiele łatwiej jest mi zasugerować im dostawców weselnych i przedstawić najlepsze rozwiązania.
Sporo czasu zajmują nam kolejne nieformalne spotkania. Chodzi o to, żeby później, podczas ceremonii, nowożeńcy czuli się przy mnie komfortowo.
A czy zdarzyło się kiedyś, że po tych nieformalnych spotkaniach uznałeś, że para do siebie nie pasuje, i odradzałeś im ślub?
Takiej sytuacji nigdy nie miałem. Zdarzyło się natomiast, że uznaliśmy, iż mamy rozbieżne koncepcje ślubu i wesela. I po prostu zrezygnowaliśmy z dalszej współpracy.
A jeśli ją podejmiecie…
…to w dniu wesela towarzyszę parze młodej od samego rana i zostaję z nimi do pierwszego tańca. Ulatniam się około 21. W Szkocji wesela trwają najdłużej do pierwszej w nocy.
Staram się pamiętać, żeby podczas tego wyjątkowego dnia mieli także chwile dla siebie. Co pewien czas odciągam ich na bok, żeby pobyli tylko we dwoje.
Którą z par pamiętasz do dziś?
Pamiętam daty większości udzielanych przeze mnie ślubów i sporo par. A te są naprawdę bardzo różne. Dla niektórych ślub to tylko formalność, dla innych najważniejsze wydarzenie w życiu. Zdarzyło mi się planować ceremonie bardzo romantyczne. Ale i taką, podczas której para wzajemnie rzucała sobie różne sarkastyczne teksty.
Niedawno podczas zaślubin dwóch dziewczyn jedna z nich założyła na głowę różową perukę. Przed parą szedł goły do pasa "amorek" i rozsypywał płatki róż. Na ślubie mojej znajomej z obrączkami, które potem nakładali sobie nowożeńcy, przyleciała sowa.
Do dziś pamiętam też ślub Amandy i Stuarta, który odbył się 26 listopada 2016 roku.
Dlaczego?
Stuart ma na nazwisko Love.
Gdy ogłosiłem, że są małżeństwem, i przedstawiłem ich jako państwo Love, brzmiało to niesamowicie romantycznie. Amanda miała w sobie mnóstwo czaru i roztaczała wokół cudowną aurę, a Stuart był w niej bardzo zakochany. Przed ślubem spotkał się ze mną sam na sam i powiedział, że chce, aby wszystko przebiegało tak, jak wymarzyła sobie jego narzeczona.
W dniu ślubu wcześnie rano towarzyszyłem Amandzie przy robieniu makijażu i fryzury. Dostała wtedy pudełko, w którym były dwa kryształowe gołębie i miłosny wiersz od Stuarta o tym, że te ptaki łączą się na całe życie. Wesele odbyło się w klimacie typowo zimowym. Były choinki, piękne białe kwiaty i dużo świec.
Musiało to wyglądać magicznie!
Bardzo! W marcu planowałem ceremonię dla pary – obydwoje brali ślub po raz drugi. Przylecieli do Szkocji z Australii, zabierając tylko najbliższych przyjaciół. Mama Paula pochodziła z Edynburga, więc chcieli się pobrać właśnie w tym mieście. Ustalenie szczegółów zajęło nam 40 dni, czyli niewiele.
Przed ślubem powiedzieli mi, że ich wcześniejsze związki małżeńskie były zawarte dlatego, że czuli presję rodziny. Wydawało im się wtedy, że powinni byli to zrobić. Stając na ślubnym kobiercu po raz drugi, już jako dojrzali ludzie, mieli przekonanie, że zawsze na siebie czekali. Ceremonia była bardzo zabawna, potem zabrałem ich na sesję na ulicach Edynburga i do polskiego baru, w którym dali się namówić na kilka drinków tuż przed kolacją weselną. Wciąż mamy ze sobą kontakt.
Zresztą gdy Amandzie i Stuartowi urodziło się pierwsze dziecko, też podzielili się ze mną tą radosną wiadomością.
Wydaje mi się, że potrafisz podczas ceremonii nieźle się wzruszyć.
To prawda. Dlatego wypracowałem specjalne techniki, żeby nagle nie wybuchnąć płaczem. Gdy czuję, że ogarnia mnie fala emocji, wstrzymuje na chwilę oddech i wewnętrznie próbuję się uspokoić. Choć czasem nie udaje mi się powstrzymać łez.
Ślub, zwłaszcza humanistyczny, składa się z wielu elementów symbolicznych. Można na przykład zapalić świece pamięci dla tych, których z nami nie ma, czy uczcić ich pamięć minutą ciszy. Niedawno rodzina odpalała symboliczny świecznik. Ma trzy świece: te zewnętrzne zarezerwowane są dla rodziców, a środkowa dla pary młodej. Para zapala ją na końcu ceremonii, na znak miłości, którą otrzymała od najbliższych. Zdarza się też, że nowożeńcy chcą naprawdę związać dłonie symbolicznym węzłem małżeńskim. Trudno się wtedy nie wzruszyć.
Trudno.
Właśnie planuję ślub dwojga ludzi, którzy podchodzą do niego w sposób bardzo transakcyjny. Ona jest Angielką, a on Francuzem. Chcą, żebym podczas ceremonii odczytał prawo konstytucyjne o małżeństwie francuskim. Najważniejsze są dla nich kwestie formalne.
Udzielałem ślubu Szkotce i Dubajczykowi. Pani młodej bardzo zależało, żeby pan młody założył kilt. Jednak on nie chciał o tym słyszeć. Powiedział, że nie weźmie ślubu w kiecce. I założył trzyczęściowy, elegancki garnitur.
Pewnie podczas ślubów i wesel zdarzają się najróżniejsze, nieprzewidziane sytuacje. Opowiesz mi o nich?
Zawsze myślę krok do przodu. Niejako uprzedzając to, co nieprzewidzianego może się wydarzyć.
W lipcu 2017 roku udzielałem ślubu parze z Singapuru. Elizabeth jest z pochodzenia Szkotką, która mieszkała w Azji. A jej mąż, Sinisia, Australijczykiem. Na pół godziny przed ceremonią poszedłem do Elizabeth, żeby zapytać, jak sobie radzi. Widzę, że wszyscy są w emocjach. I właśnie w tych emocjach jedna z druhen rozdarła sobie sukienkę tuż przy zapięciu. I pyta: "Co my teraz zrobimy?".
I co zrobiliście?
Doświadczenie zawodowe nauczyło mnie, żeby zawsze mieć przy sobie mnóstwo różnych rzeczy, które nie wiadomo kiedy mogą się przydać. Noszę więc apteczkę, zestaw do szycia, mocny klej, wstążki, pastę do polerowania butów, miarki, długopisy, zapalniczki i węzły małżeńskie. Wziąłem więc igłę z nitką i zaszyłem druhnie rozprutą sukienkę. Na szczęście zdążyłem. Co prawda po weselu musieli ją rozcinać, ale ceremonia odbyła się bez przeszkód. Do dzisiaj mąż Elizabeth wspomina, jak ja tę sukienkę naprawiłem. Nikt nic nie zauważył.
Innym razem para młoda zapomniała o świeczkach. Od tego czasu zawsze mam też przy sobie świeczki.
A obrączki?
Mam swoją na palcu i w razie potrzeby mogę ją pożyczyć. Przydałaby mi się na ceremonii przed laty, kiedy para młoda zapomniała obrączek, ale wtedy jeszcze nie byłem w związku małżeńskim. Raz zdarzyło się, że pan młody nie wziął ze sobą dokumentów. Zostawił je w domu na stole, około 30 minut drogi od hotelu, w którym odbywało się wesele. Poszukałem w grupie gości wolontariusza, który znał dom państwa młodych, wsadziłem do taksówki i posłałem po dokumenty. Pani młoda nic nie wiedziała. Dzięki Bogu gość zdążył – dosłownie wbiegł w momencie, gdy proszono parę o podpisanie aktu.
Jesteś jedynym w Szkocji humanist celebrant, czyli osobą z uprawnieniami urzędnika stanu cywilnego, która może udzielać ślubów humanistycznych po polsku.
Takie ceremonie są legalne tylko w 10 krajach na świecie. W Szkocji, która jest prekursorem tego rozwiązania, odbywają się od 2010 roku. Ponad 90 proc. zawieranych tu małżeństw to właśnie małżeństwa humanistyczne.
W 2019 roku założyłem własną firmę The Wedding Guru Oskar, a dwa lata później zdobyłem licencję celebranta ślubów humanistycznych i dostałem tytuł urzędnika stanu cywilnego. Całkiem niedawno udzielałem ślubu parze z Polski. Oboje niewierzący. Gdy powiedzieli rodzicom, że chcą mieć ceremonię humanistyczną, spotkali się z dużym niezadowoleniem. Co to za ślub, jeśli nie odbywa się w kościele? – usłyszeli.
Jednak młodzi nie dali się przekonać i co najśmieszniejsze, po ceremonii cała rodzina była zachwycona. Może dlatego, że taki ślub jest bardzo spersonalizowany, para może zaplanować wszystko tak, jak sobie tylko zamarzy. Sama wybiera celebranta – nie dostaje go z urzędu. Może też wejść na salę, jak chce: razem czy osobno, z kimś z rodziny lub bez. W Szkocji podczas ślubu humanistycznego para pije też z jednego pucharu, co symbolizuje pełne zaufanie.
Zaczynam ceremonię od opowieści o młodej parze. Mówię, jak się poznali, co o sobie wtedy myśleli, a także jak rozwijała się ich miłość i kto z nich się komu oświadczył. Odczytuję też listę trzech rzeczy, które wzajemnie najbardziej w sobie kochają – wcześniej proszę, żeby osobno przysłali mi te informacje mailem.
Pewnie to dla nich spora niespodzianka?
Jeszcze większa jest, gdy odczytuję, bez czego ich zdaniem żyłoby im się razem lepiej. Jest wtedy naprawdę wesoło. Kiedyś podczas ślubu humanistycznego pary z Polski czytaliśmy także po szkocku wiersz Mickiewicza.
Jedyne, co jest obowiązkowe w ceremonii humanistycznej, to słowa: "Ja biorę ciebie za męża/żonę". Wtedy ceremonia jest legalna, a małżeństwo uznane za ważne od strony prawnej. Tak więc, jak widzisz, narzeczeni mają dużą dowolność.
Natomiast ceremonie religijne, niezależnie od wyznania, zawsze muszą się mieścić w ramach tradycji.
Jak to się w ogóle stało, że zająłeś się organizowaniem ślubów i wesel?
Gdybyś zapytała mnie, co chciałbym kiedyś robić, gdy miałem 18 czy 19 lat, to odpowiedziałbym ci, że nie mam zielonego pojęcia. Na pewno nie myślałem o organizacji ślubów i wesel. Owszem, zawsze interesowałem się teatrem i występowałem w różnych grupach muzycznych, ale nic więcej. Gdy zacząłem studia na Queen Margaret University, otworzono nowy kierunek, o nazwie Events Management and Marketing. Pomyślałem, że to jest właśnie coś dla mnie. I zakochałem się w robieniu ślubów.
Właśnie takie mam wrażenie – że jesteś zakochany w tym, co robisz. A kiedy wyemigrowałeś z Polski?
Z rodzinnej Legnicy wyruszyłem w świat zaraz po maturze. Najpierw na krótko odwiedziłem ojca w Toronto, a stamtąd pojechałem do Edynburga. W stolicy Szkocji mieszkali już moi przyjaciele z liceum, więc się do nich doczepiłem.
W 2009 roku zatrudniłem się w hotelu George w Edynburgu. Początkowo zajmowałem się przygotowywaniem bankietów, ale menedżer zauważył, że mam oko do detali i że zwracam uwagę na najmniejsze szczegóły. Zdecydował, że będę odpowiadać za catering, bar i dekorację sali podczas przyjęć weselnych. Zajmowałem się tym przez ponad cztery lata.
Podobało ci się?
Do tego stopnia, że chciałem i chcę w tym być coraz lepszy. W 2013 roku dostałem stanowisko koordynatora wesel w sieci Apex Hotels, a rok później odezwali się do mnie nowi właściciele trzech edynburskich hoteli: George, Roxburghe i Bonham Hotel. Powierzyli mi organizowanie najbardziej wystawnych przyjęć weselnych. Zajmowałem się tym do 2018 roku, a gdy podniosłem zyski z wesel z 400 tys. funtów rocznie do miliona, zostałem odpowiedzialny za szkolenie nowych pracowników.
Odnosisz sukcesy w branży – niedawno dostałeś tytuł najlepszego celebranta ślubów w Szkocji, sprzyja ci też szczęście w życiu prywatnym.
13 stycznia 2018 roku wyszedłem za mąż. George jest pół Szkotem, pół Irlandczykiem i to on poprosił mnie o rękę. George wybrał kolor fioletowy jako przewodni dla całej ceremonii, a wesele zaplanowaliśmy wspólnie. Odbyło się w Edynburgu, a bawili się na nim goście z całego świata. Teraz mąż pomaga mi przy organizacji wesel.
W statystykach Wielkiej Brytanii pary jednej płci stanowią rocznie od 2 do 5 proc. nowożeńców. U mnie jest to około 20 proc. wszystkich ceremonii. W Szkocji prawo pozwala na takie śluby od 2014 roku. Dlatego sam ostatecznie wybrałem Szkocję jako miejsce zamieszkania.
Niedawno udzielałem ślubu dwóm dziewczynom – jedna była Szkotką, druga Amerykanką. Mówiły, że mnie wybrały, bo sam brałem taki ślub, a poza tym znam i rozumiem środowisko. W lipcu przyszłego roku będę udzielał ślubu Kamilowi, który jest z Polski, i Richardowi ze Szkocji. Już nie mogę się doczekać.
Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje
Oskar Gilchrist-Grodnicki. Rocznik 1989. Pochodzi z Legnicy, mieszka w Edynburgu. Skończył studia na Queen Margaret University na kierunku Events Management and Marketing. Jest jedynym w Szkocji humanist celebrant, czyli osobą, która może udzielać ślubów humanistycznych po polsku. Właściciel firmy The Wedding Guru Oskar i laureat siedmiu branżowych nagród, m.in. Marriage Celebrant of The Year, czyli najlepszego celebranta ślubów, przyznanej w ramach Winning Global Wedding Awards, oraz Wedding Planner of the Year 2022.
Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z odważnymi ludźmi. Pasjonatka kawy, słoni i klasycznych samochodów.


