Rozmowa
Kadr z filmu 'Ul' (fot. Alexander Bloom / Materiały prasowe)
Kadr z filmu 'Ul' (fot. Alexander Bloom / Materiały prasowe)

Kiedy pierwszy raz usłyszałaś o Fahrije Hoti?

Blerta Basholli: W 2011 roku, kiedy mieszkałam jeszcze w Stanach Zjednoczonych, powiedział mi o niej mój mąż. Usłyszał o Fahrije w reportażu i uznał, że to może być temat dla mnie. Nazwisko Fahrije Hoti obiło mi się wcześniej o uszy, to jest dość znana w Kosowie osoba, ale nie znałam szczegółów. Kiedy wróciłam do kraju, zaczęłam zagłębiać się w jej historię. Wspólnie z moim mężem i Yllką Gashi, która ostatecznie została odtwórczynią głównej roli w "Ulu", skontaktowaliśmy się z Fahrije i poprosiliśmy o spotkanie.

Na początku chciałam podejść do tej historii w kluczu komediowym, lekko pastiszowym, ale po spotkaniu z Fahrije zmieniłam zdanie.

Nie wyobrażam sobie twojego filmu w takiej konwencji. Skąd ten pomysł?

Kiedy usłyszałam o wiosce Krusha e Madhe, w której w pierwszej dekadzie XXI wieku kobieta robiąca prawo jazdy spotyka się z zarzutami o bycie dziwką, pomyślałam, że to jest po prostu śmieszne. Jestem Kosowianką, moja mama jeździła samochodem jeszcze przed wojną, w latach 80., i nie było w tym nic niezwykłego. Na wsiach sytuacja wyglądała wtedy nieco inaczej, większość kobiet nie pracowała zawodowo, zajmowały się domem i dziećmi. Dopiero pokolenie ich córek, moich rówieśniczek, zaczęło zmieniać ten model. Dzisiaj kobiety w Kosowie, niezależnie od miejsca zamieszkania, kończą studia, pracują, prowadzą biznesy, jeżdżą samochodem. Dlatego nawet mnie, urodzonej i wychowanej w tym kraju, reakcja mieszkańców Krusha e Madhe na decyzję Fahrije, by zrobić prawo jazdy i założyć z lokalnymi mieszkankami firmę produkującą ajwar, wydawała się kompletnie odklejona od rzeczywistości. Stąd w pierwszym odruchu pomyślałam, żeby podejść do tego tematu jak do satyry.

A potem spotkałam się z Fahrije i całkowicie porzuciłam ten pomysł. Obawiałam się, że będzie kruchą osobą pogrążoną w żałobie. Spodziewałam się, że nie zgodzi się, bym zrobiła o niej film, i przygotowałam sobie całą przemowę o tym, jak bardzo jej historia zainspirowała mnie i całe pokolenie moich rówieśniczek. Tymczasem okazało się, że nie potrzebowała mojej zachęty – to ona zainspirowała mnie. Jej osobowość i siła charakteru zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Zrozumiałam, że jedyny sposób, w jaki mogę oddać jej sprawiedliwość, to opowiedzieć jej historię w jak najbardziej realistycznej konwencji.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje >>>

Co ci powiedziała podczas tego spotkania?

Była niesamowicie rzeczowa i opanowana. Mówiła o tym, jak trudno było jej w powojennych czasach wrócić do normalności. Nie potrafiła siedzieć bezczynnie, nie chciała oglądać się za siebie, rozpamiętywać przeszłości. Jej mąż zaginął w trakcie wojny, jego ciało do dzisiaj nie zostało odnalezione. Miała dość czekania. Miała dzieci oraz schorowanego teścia na utrzymaniu i zero perspektyw na znalezienie pracy, która pozwoli jej zadbać o rodzinę. Gdyby nie zaczęła działać, po prostu by oszalała. Jej dzieci trafiłyby na ulicę. Chciałam przelać tę siłę ducha w jej ekranową postać. Potrzebujemy takich historii, niezależnie od miejsca zamieszkania. 

Kadr z filmu 'Ul' (fot. Alexander Bloom / Materiały prasowe)

Fahrije była przy pracy nad scenariuszem? Konsultowała go czy dała ci wolną rękę?

Na początku, kiedy Fahrije spodziewała się, że chcę zrobić o niej film dokumentalny, poprosiła mnie tylko, żebym nie filmowała jej, jak przechadza się po łące i rozmyśla o świecie. (śmiech) Każda ekipa telewizyjna, która do niej przyjeżdżała, inscenizowała dokładnie taką samą scenę.

Miałyśmy kilka spotkań podczas pracy nad scenariuszem i konsultowałam z nią moje decyzje. Czułam, że ciąży na mnie ogromna odpowiedzialność. Zawsze, kiedy realizujesz film o osobie, która wiele przeszła i w dodatku będzie mogła zobaczyć, jak przedstawiłaś jej życie na ekranie, pojawia się presja. Jeżeli film się nie spodoba, krzywdzisz swojego bohatera po raz kolejny.

Dużo rozmawiałyśmy, również o czasach wojennych, ale bardzo ważne było dla mnie, by przekazać jej, że "Ul" nie będzie dokumentalną rekonstrukcją jej życia. Film fabularny rządzi się swoimi prawami, pewne rzeczy trzeba syntetyzować, z niektórych zrezygnować, by fabuła mogła się rozwijać, a film miał odpowiednie tempo. Kiedy skończyliśmy montaż, zaprosiłam ją na kameralny pokaz. Zależało mi na jej akceptacji. Bez tego nie wyobrażam sobie, żebym mogła wysłać "Ul" na festiwale albo myśleć o dystrybucji.

Jak zareagowała?

Bardzo długo nie mogliśmy się umówić, bo Fahrije jest bardzo zajęta. W końcu, kiedy się udało, oglądała film na ekranie laptopa w moim biurze, odpalając jednego papierosa od drugiego. Przez cały seans nie drgnął ani jeden mięsień jej twarzy. Nie byłam więc pewna, czy jej się podobało, czy powinnam spodziewać się katastrofy. Po skończonym seansie powiedziała, że jest bardzo zadowolona, zmieniłaby tylko jedną rzecz.

 

Jaką?

W jednej ze scen bohaterka chowa w torebce klucz mechaniczny, by w razie potrzeby użyć go w obronie przed sprzedawcą papryki, który wcześniej ją zaatakował i próbował zgwałcić. Fahrije powiedziała mi: "Szkoda, że nie napisałaś wersji, w której facet jednak tym kluczem dostaje". (śmiech)

Rzeczywiście szkoda! Powiedz mi, skoro jeszcze przed wojną w większości miast i na wsi samodzielna kobieta nie budziła większego zdziwienia, dlaczego kiedy Fahrije decyduje się zrobić prawo jazdy i założyć firmę, zostaje to potraktowane jak plama na rodzinnym honorze?

Jesteśmy patriarchalnym społeczeństwem, które ma za sobą doświadczenie wojny. Nasi ojcowie, mężowie, bracia zginęli w trakcie konfliktu, kobiety zostały same z dziećmi, rodzicami na utrzymaniu. Upadło wtedy wiele patriarchalnych stereotypów na temat kobiet, przez wojnę dokonało się coś w rodzaju rewolucji obyczajowej. W oczach tych mężczyzn, którym udało się przetrwać wojnę, to było kolejne zaburzenie wartości, kolejny dowód na to, że świat, jaki znali przed wojną, zniknął. Nie wiem, czego się spodziewali, że kobiety będą do końca życia siedzieć bezczynnie w domach i płakać? Czekać na powrót mężczyzn, którzy już nigdy nie powrócą? Ile może trwać żałoba? Większość mieszkańców podeszła do pomysłu, by produkować i sprzedawać ajwar, z rezerwą albo nawet wrogością, ale przecież ostatecznie znalazła się ta grupka osób, która zdecydowała się pomóc Fahrije i jej sąsiadkom. Byli wśród nich również mężczyźni.

Skąd pomysł, aby produkować akurat ajwar?

Ajwar, czyli pasta z pieczonej papryki, to nasz tradycyjny produkt. Dzisiaj można go kupić w każdym sklepie, ale dawniej był wytwarzany głównie przez nasze mamy, babcie. Do dziś wrzesień kojarzy mi się z zapachem papryki i rzędami słoików w domu rodzinnym. Każda Kosowianka wie, jak przygotować ajwar.

Fahrije usłyszała od znajomej o właścicielu sklepu, który chciał sprzedawać ajwar, szukał producenta i nie mógł znaleźć. Stwierdziła więc, że zbierze grupę kobiet i wspólnie zajmą się produkcją pasty. To był pomysł genialny w swojej prostocie.

Kadr z filmu 'Ul' (fot. Alexander Bloom / Materiały prasowe)

Kiedy rozpoczynasz akcję swojego filmu, wojna w Kosowie jest zakończona, ale dla kobiet wizyta w kostnicy, gdzie przywożone są kolejne ciała ofiar, należy do rutyny dnia codziennego. W Krusha e Madhe w 1999 roku doszło do masakry – z rąk serbskich żołnierzy zginęło ponad 200 Albańczyków, kolejnych kilkadziesiąt osób zostało uznanych za zaginione. Gotowanie pozwalało kobietom uciec od rozpaczy i bezczynności oczekiwania na informacje o śmierci mężów, ojców, braci.

Bezpośrednio po wojnie w Kosowie stacjonowały międzynarodowe organizacje, które ustanowiły różnego rodzaju fundusze, stypendia, kursy zawodowe dla kobiet. To było doraźne rozwiązanie, dobre na krótki okres, ale brakowało systemowego podejścia, które pomogłoby wdowom po poległych i ich dzieciom odnaleźć się w nowej sytuacji. Możliwość pracy zarobkowej, dzięki której kobiety mogły zapłacić rachunki i nakarmić rodziny, pozwoliła mieszkańcom po raz pierwszy od czasu wojny poczuć się pewnie. Wiele z osób, które pracowały u Fahrije, podkreślało w rozmowach z nami, że świadomość, iż każdego dnia miały po co wstać rano z łóżka, miały miejsce, do którego musiały pójść, w którym były potrzebne, pozwoliła im zachować zdrowie psychiczne. Fahrije mówiła: "Mój mąż zaginął, prawdopodobnie nie żyje. Ale ja nie umarłam. Mam dwójkę dzieci i kocham życie". Nie była zainteresowana ponownym zamążpójściem, chciała pracować, żeby odzyskać kontrolę nad swoim losem.

Te rodziny wiele przeszły. Straciły swoich bliskich, a później przez lata nie wiedziały, co się z nimi stało. Nie mogły ich pochować, pożegnać się. Krążyło mnóstwo plotek na temat tego, gdzie mogą znajdować się ich ciała. Ktoś twierdził, że zostały wywiezione do Serbii, ktoś – że pochowano je w Kosowie. Według jeszcze innej wersji zaginieni żyli, ale zostali uwięzieni.

Nieustanne życie w napięciu, ciągłym oczekiwaniu na dzwonek do drzwi i wizytę osób, które przekażą wiadomość o odnalezieniu szczątków bliskiej osoby, było dla tych kobiet niesłychanie trudne. Niektórzy – tak jak Fahrije – nadal nie wiedzą, co stało się z ich bliskimi. Ten temat jest wciąż żywy w przestrzeni publicznej. Każdy polityk podczas kampanii wyborczej obiecuje, że odnajdzie wszystkich zaginionych podczas wojny.

W jednej z najbardziej poruszających mnie scen filmu jedna z kobiet, które pracują z Fahrije, dostaje informację, że znaleziono ciało jej męża. Jej koleżanki reagują na to w sposób niezrozumiały dla mnie w pierwszym odruchu – mówią, że jej się poszczęściło. 

To bardzo częsta reakcja wśród ofiar. Lekarz, który pomagał nam podczas pracy nad filmem, opowiedział mi historię chłopaka, który kilka lat po wojnie przyszedł odebrać szczątki swojego ojca. Kiedy zidentyfikował ciało, płakał, ale chwilę później zaczął się śmiać. Lekarz był zdziwiony tą reakcją i podszedł do niego, by sprawdzić, co się stało. Chłopak powiedział mu, że jest szczęśliwy, że odnalazł ojca, bo jego babcia przez 40 lat czekała na powrót męża, którego straciła podczas II wojny światowej. Za każdym razem, kiedy ktoś dzwonił do drzwi, podbiegała do nich z nadzieją, że zobaczy ukochanego mężczyznę. "Cieszę się, że nie będę przechodził przez to samo", podsumował. To są niesłychanie trudne i zawiłe emocje, doświadczać jednocześnie rozpaczy i radości na widok ciała rodzica, który został zabity podczas wojny.

Kadr z filmu 'Ul' (fot. Alexander Bloom / Materiały prasowe)

Unikasz w swoim filmie wyraźnych kontrastów i czarno-białych podziałów na dobrych i złych. Nawet skomplikowana relacja Fahrije z teściem została przedstawiona w sposób zniuansowany. Jest między nimi bliskość.

Lubię tworzyć zniuansowane postacie. Teść Fahrije reprezentuje patriarchalne społeczeństwo ze wszystkimi jego problemami i nadużyciami, ale jednocześnie jest dobrym człowiekiem, kochającym dziadkiem, który wspiera swoją synową. Dlatego tak ważne było dla mnie, by pokazać  w bohaterach męskich złożoność ich postaw w podejściu do wychowywania własnych dzieci czy wnuków.

Teść Fahrije mieszkał i pracował przez część swojego życia w Niemczech, zwiedził trochę świata. Później wrócił do Kosowa i na zawsze pozostał niejako zawieszony między tymi dwoma światami. W żadnym nie czuł się u siebie. Przypominał mi mojego ojca, który urodził się i wychował na wsi, a później wyjechał do szkoły do Prisztiny. Ja i moje rodzeństwo urodziliśmy się już w mieście. Tato miał konserwatywne poglądy i był dla nas surowy, jeżeli chodzi o podejście do imprezowania czy nasz wygląd. Z drugiej strony potrafił być bardzo czuły, bawił się z nami, dbał o to, byśmy zdobyli wykształcenie, i nigdy nie stawał na drodze do realizacji naszych marzeń. Zawsze mnie wspierał w moich wyborach zawodowych. Śmieję się, że pewnie miałam łatwiej, bo jestem najmłodsza, a moje starsze rodzeństwo spełniło wszystkie tradycyjne oczekiwania konserwatywnych rodziców, wybierając kariery lekarzy, inżynierów. Być może dlatego rodzicom łatwiej było przełknąć moją decyzję o zostaniu reżyserką filmową.

Jesteś Kosowianką, która kształciła się i mieszkała w Stanach Zjednoczonych. Postanowiłaś jednak wrócić do kraju i budować tu swoje życie i karierę. Czy ty, podobnie jak teść Fahrije, czujesz się zawieszona między dwoma światami?

Mimo problemów, z jakimi nadal zmagamy się jako społeczeństwo, czuję, że moje miejsce jest w Kosowie. Branża filmowa zaczyna się w ostatnich latach rozwijać i co ciekawe, jest zdominowana przez kobiety. Powstają nowe szkoły filmowe, które kształcą nowe pokolenie filmowców, urodzonych już po wojnie. Ci młodzi twórcy wspaniale bawią się gatunkami, kręcą filmy akcji, horrory, science fiction. Bardzo mnie to cieszy, bo uważam, że powinniśmy eksplorować różne gatunki i zakamarki kina i znaleźć przestrzeń dla jak najbardziej różnorodnych głosów.

Rocznie w Kosowie powstaje jeden, dwa filmy, ale ta liczba będzie rosła. Wiele projektów zostało wstrzymanych przez pandemię, ale niebawem będą ukończone. Jestem przekonana, że mamy mnóstwo utalentowanych twórców i historie warte opowiedzenia. Mamy wiele utalentowanych reżyserek, nagradzanych na festiwalach na całym świecie. Coraz więcej kobiet jest obecnych w przestrzeni publicznej, prowadzą własne firmy, realizują się zawodowo. Mieliśmy już dwie kobiety na stanowisku prezydenta – Atifete Jahjaga, która rządziła w latach 2011–2016, oraz Vjosa Osmani, sprawującą urząd obecnie.

Kadr z filmu 'Ul' (fot. Alexander Bloom / Materiały prasowe)

Należysz do pokolenia, które doświadczyło wojny jako dziecko. Oglądając "Ul", złapałam się na myśli, że widać, że jest to film zrobiony przez osobę, dla której wojna nie jest abstrakcyjnym pojęciem, ale żywym wspomnieniem. Jak trudna przeszłość wpływa na twoją twórczość?

Nie da się ukryć, że wojna jest częścią mojej historii. Nie straciłam nikogo bliskiego, ale widziałam bombardowania, moje dzieciństwo jest naznaczone strachem. Uważam, że trzeba o tym rozmawiać, bo te rany nie leczą się szybko. Wielu z nas wciąż nie przepracowało tych doświadczeń. Skupiliśmy się na przetrwaniu i powrocie do normalności i wielu z nas po prostu wyparło te emocje, zepchnęło je gdzieś głęboko do podświadomości. Kosowianie nie lubią filmów poruszających temat wojny, ale "Ul" miał bardzo dobrą frekwencję w kinach. Czuję, że uruchomił coś w ludziach, dał im impuls, by porozmawiać o bolesnych emocjach sprzed lat. I mnie, i członkom ekipy filmowej praca nad "Ulem" pomogła uleczyć pewne rany.

Nigdy bym nie przypuszczała, że w XXI wieku w Europie wybuchnie kolejna wojna. Każdego dnia modlę się, aby wojna w Ukrainie się skończyła.

*Film "Ul" można zobaczyć podczas festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu od piątku, 22 lipca, oraz online, na stronie Nowe Horyzonty. "Ul" jest częścią sekcji Focus na Kosowo

Blerta Basholli. Scenarzystka i reżyserka urodzona w 1983 r. w Kosowie. Studiowała filozofię i film na Uniwersytecie w Prisztinie. W 2008 r. otrzymała stypendium Tisch School of the Arts na Uniwersytecie Nowojorskim. W 2011 r. wróciła do Kosowa. Za swój pełnometrażowy debiut fabularny "Ul" otrzymała w 2021 r. trzy główne nagrody na festiwalu Sundance.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Gazecie Wyborczej'', ''Wysokich Obcasach Extra, Polityce, na portalu Filmweb.pl. Wcześniej była redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl. Stała współpracowniczka Weekend.gazeta.pl, Vogue.pl. Prowadzi edukacyjne zajęcia filmowe dla młodzieży w ramach programu Filmoteka Szkolna. Kiedy nie pisze o kinie, zajmuje się technologią VR i AR w firmie CinematicVR.