Sztuka i design 
Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)
Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)

Wnętrze dobrze zaprojektowane to jakie?

W przypadku projektowania przestrzeni ogólnodostępnych, którymi przede wszystkim się zajmuję, nie prywatnych, w których skupiamy się wyłącznie na potrzebach jednej lub kilku osób, korzystając z rozwiązań psychologii przestrzeni, kierujemy się zasadą projektowania uniwersalnego.

Czyli jakiego?

Takiego, którego celem jest stworzenie budynku uwzględniającego potrzeby psychofizyczne jak największej grupy ludzi, przyjaznego dla wszystkich.

To chyba duże wyzwanie?

Duże, dlatego dziś takich projektów nie tworzy jeden architekt ani dwie czy trzy osoby z jednej dziedziny. Dziś mamy do czynienia z projektowaniem interdyscyplinarnym, w które zaangażowanych jest wiele osób z różnych dyscyplin, także psychologii, socjologii, neurobiologii, ekologii, ale i finansów.

Oczywiście budynek musi spełniać podstawową funkcję, do której został przeznaczony – czy to wystawienniczą w przypadku muzeum, czy akustyczną i sceniczną w przypadku teatru, filharmonii, czy handlowo-usługową w przypadku galerii handlowych. Ale w centrum uwagi jest też człowiek i jego bardzo różnorodne potrzeby. Począwszy od tych związanych z niepełnosprawnością, przez związane z potrzebami wynikającymi ze stanu tymczasowego – jak poruszanie się z wózkiem dziecięcym lub z dużym bagażem, bo jest się w trakcie podróży – po bardzo zróżnicowane potrzeby natury sensorycznej.

Architekci muszą być dziś bardzo czujni. Wyciągać wnioski na podstawie swoich wcześniejszych realizacji, przewidywać, jak zmieniać się będą potrzeby społeczeństwa.

Są w stanie to robić?

Oczywiście, są wręcz do tego zmuszani postępującymi zmianami społeczno-demograficznymi. Prosty przykład: społeczeństwo się starzeje – w ciągu kolejnych 25 lat liczba osób po 60. roku życia wzrośnie do 13,7 mln, co stanowi 40 proc. ogółu społeczeństwa. Przestrzeń powinna być w związku z tym jak najlepiej dopasowana do osób, które nie są w pełni sprawne: poruszają się wolniej, na wózkach inwalidzkich, o kulach, mają problemy ze wzrokiem, słuchem.

Bardzo długo w projektowaniu myślało się przede wszystkim o człowieku, który nie ma żadnych ograniczeń, jest zawsze sprawny. Dziś wychodzimy z założenia, że właściwie każdy jest inny (Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl)

Dużo się w projektowaniu mówi o kwestiach zdrowia psychicznego i o tym, że przestrzeń powinna raczej koić, niż niepokoić, być miejscem odpoczynku od bodźców, którymi jesteśmy cały czas atakowani, umożliwiać kontakt z naturą, która ma drogocenny wpływ na zdrowie psychiczne człowieka.

W Wielkiej Brytanii obowiązują standardy projektowania, które mają uwzględniać potrzeby psychiczne użytkowników.

Tak, to tzw. design for the mind. Tam architekci i projektanci mają obowiązek tworzyć budynki i przestrzenie, które będą dostępne dla jak największej grupy ludzi, będą uwzględniać różnorodne potrzeby komunikacyjne, sensoryczne, społeczne i poznawcze.

Bardzo długo w projektowaniu myślało się przede wszystkim o człowieku, który nie ma żadnych ograniczeń – jest zawsze sprawny. Dziś wychodzimy z założenia, że właściwie każdy z nas jest inny. Architekci oczywiście nie są w stanie zadowolić wszystkich, ale mogą na pewno poszerzać wachlarz rozwiązań, które spełnią oczekiwania większości.

Funkcjonujemy w czasach, w których bardzo dużo mówi się o świadomości własnych potrzeb. Ludzie stali się na siebie bardziej wrażliwi, dużo dyskutują o tym, w jakich sytuacjach czują się dobrze, a co utrudnia im funkcjonowanie.

Zgadza się, dużo się mówi o ciele i o tym, jak ono reaguje na różne sytuacje czy przestrzenie. To zjawisko uwrażliwienia na siebie na pewno wzmocnił także fakt rosnącej liczby diagnoz w kierunku ADHD czy spektrum autyzmu. Okazało się, że są w społeczeństwie osoby, które zupełnie inaczej odbierają rzeczywistość niż większość – i nie jest to wcale mała grupa. Według statystyk osób neuroatypowych – z ADHD, w spektrum autyzmu, z dyskalkulią czy dysleksją – jest na świecie nawet 20 proc.

Jednocześnie każdy jest w stanie dostrzec i u siebie dość specyficzne potrzeby, nierzadko zbliżone do potrzeb osób neuroatypowych. Przestrzenie projektowane z myślą o osobach neuroatypowych automatycznie odpowiadają więc na potrzeby osób, które mają podobne trudności sensoryczne, ale w mniejszym zakresie.

Bardzo długo podstawowym zmysłem, który brano pod uwagę podczas projektowania, był wzrok. Jako architekci nie uzmysławialiśmy sobie, że w odbiór architektury zaangażowane są również inne zmysły. Dziś projektuje się budynki z uwzględnieniem także zmysłu dotyku, węchu czy słuchu, tego, jak odczuwamy temperaturę, jak orientujemy się w przestrzeni, jak reagujemy na bliskość innych osób.

Jakiś przykład?

Opowiem na własnym. Mam nadwrażliwość węchową, więc nie czuję się najlepiej w przestrzeniach, w których są intensywne zapachy. Nie potrafię też skoncentrować się na pracy czy czytaniu czegoś, gdy w tle leci muzyka, ponieważ oba rodzaje bodźców są w takiej sytuacji równoważne, nie potrafię żadnemu z nich nadać priorytetu. Trudno mi więc pracować w open spasie, gdzie wokół odbywa się dużo rozmów, docierają zapachy z kuchni.

Projektując obecnie na przykład przestrzenie biurowe, ważne, aby tworzyć nie tylko open space’y, ale też osobne pomieszczenia, które byłyby dostępne przede wszystkim dla osób, którym trudno skupić się w większej przestrzeni – nieprzeszklone, dobrze tłumiące dźwięki.

Temat projektowania psychologicznego fascynuje mnie od dawna również dlatego, że mam syna w spektrum autyzmu. Jest już nastolatkiem.

Zobacz wideo Polskie kino coraz częściej zachwyca się PRL-em

Czyli projektuje pani, biorąc za punkt odniesienia potrzeby swoje i jego?

Poniekąd. Nasze trudności stały się dla mnie motywatorem do poszerzenia zainteresowania projektowaniem neuroinkluzywnym. Zdarza mi się go pytać o to, jak podoba mu się określone rozwiązanie, nad którego wdrożeniem w danym projekcie się zastanawiam. Często się jednak okazuje, że to, co wydawałoby się, że będzie mu przeszkadzać, wcale mu nie przeszkadza. Świadczy to o tym, że potrzeby i trudności sensoryczne bywają bardzo indywidualne.

Wyobrażam sobie, że ktoś może mieć zupełnie inne potrzeby niż pani czy pani syn. Jak zaprojektować przestrzeń, która zadowoli zarówno osobę, która lubi, gdy dużo dzieje pod względem sensorycznym, jak i taką, która w przestrzeni pełnej bodźców czuje się zagubiona?

Takim pierwszym krokiem jest po prostu szukanie różnorodnych rozwiązań, czyli tworzenie w ramach budynku zarówno przestrzeni, które są otwarte, ułatwiają wchodzenie w interakcje społeczne, jak i takich, które dają możliwość wyciszenia, odpoczynku w większym oddaleniu od tłumów, a wręcz ukrycia się.

W budynkach inkluzywnych stawia się raczej na neutralność bodźca, czyli ściany czy podłogi są w kolorach neutralnych, także zapachy są neutralne. Bardzo istotnym elementem jest światło. Dużo mówi się o tym, aby światło sztuczne "szło" za naturalnym biegiem dnia i roku, czyli w ciągu dnia może być jaśniejsze, intensywniejsze, a po południu coraz delikatniejsze, cieplejsze.

Warto wziąć pod uwagę podczas projektowania kwestie trudności w orientacji w przestrzeni, projektować tak, by architektura nie powodowała zagubienia i dezorientacji oraz by intuicyjnie można było odczytać funkcje – być prowadzonym po nich w sposób logiczny i domyślny.

Wszystko oczywiście zależy od tego, jaką funkcję ma pełnić przestrzeń i jakie mamy możliwości dopasowywania jej do różnych potrzeb. W przypadku przestrzeni wystawienniczych, galeryjnych można dywersyfikować te potrzeby poprzez tworzenie różnorodnych wystaw – umożliwianie odbiorcy zarówno interakcji dotykowej z obiektami, jak i doświadczania intensywnej stymulacji.

Opowiedzmy na konkretnym przykładzie. Ostatnio najczęściej komentowanym budynkiem w Polsce jest Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Jak ono wpisuje się w kryteria projektowania uniwersalnego?

Ważne, żeby podkreślić, że Muzeum Sztuki Nowoczesnej nie jest skończonym projektem. To część większego założenia, bez ukończonego placu Centralnego, skąd także będzie można dostać się do muzeum, bez budynku teatru Rozmaitości – nie jesteśmy w stanie ocenić tego, jak budynek oddziałuje na odbiorcę w pełni oraz jak wpisuje się w otoczenie.

Na razie wszyscy wchodzą do budynku wyłącznie od strony ulicy Marszałkowskiej, ludzie kumulują się w jednym miejscu. Ten tłum się jednak rozładuje, gdy uruchomione zostaną wejścia od innych stron. I takie było też założenie, aby można było poruszać się swobodnie wokół i po muzeum w dowolny, nieograniczony sposób. Dotyczy to zwłaszcza parteru.

A wnętrze? Jest dla wszystkich?

Na pewno jest to muzeum, które z założenia ma być otwarte i dostępne pod względem przestrzennym i funkcjonalnym – i te cele zostały z sukcesem zrealizowane. Ale jeśli rozmawiamy o osobach neuroatypowych, to nie jest już tak idealnie.

To znaczy?

W tym roku studenci w ramach zajęć "Projekt Społeczeństwo-Mapa sensoryczna" na School of Form na Uniwersytecie Humanistycznospołecznym SWPS, które współprowadziłam z dr Moniką Rosińską, badali, jak osoby neuroatypowe, w tym przede wszystkim w spektrum autyzmu i z ADHD, czują się w MSN. Celem miało być stworzenie takich rozwiązań w muzeum, które pozwoliłyby osobom neuroatypowym lepiej się w tej przestrzeni poczuć czy odnaleźć.

Co udało im się odkryć?

Na parterze mieści się sala audytoryjna, która oddzielona jest wyłącznie zasłonami. Każdy może tam zajrzeć, zasłony nie tłumią dźwięków zbyt dobrze. Okazało się, że niektóre osoby neuroatypowe, aby się skoncentrować, potrzebują ciszy i małej liczby bodźców. Nie były w stanie tego tam zrobić, bo cały czas bardzo słychać, co dzieje się za zasłonami, co chwilę ktoś zaglądał do audytorium. Była to dla nich bardzo trudna sytuacja.

Podobno te zasłony nie są tymi docelowymi – te mają lepiej tłumić dźwięki, natomiast jest to ewidentnie odważny eksperyment przestrzenny, który raczej służy osobom z dużą tolerancją sensoryczną oraz tolerancją na interakcje społeczne.

Coś jeszcze?

W muzeum podłogi są w jasnoszarym kolorze, czyli kontrast między posadzką a ścianami, które są oczywiście białe, jest niewielki. To świetne rozwiązanie dla sztuki, która może w takiej neutralnej kolorystyce i niezdefiniowaniu granicy podłoga–ściana wybrzmieć, ale jednocześnie niezbyt korzystna dla osób, które mają trudności z orientacją przestrzenną.

Niektóre osoby neuroatypowe opowiadały, że dla nich brak struktury, konkretnego kierunku zwiedzania jest źródłem niepokoju, czują się w takiej przestrzeni zagubione. To, co jest w lewym skrzydle, miesza im się z tym, co jest w prawym.

Inne spostrzeżenia dotyczyły trudności związanych z kumulowaniem się w niektórych miejscach dużej liczby ludzi, a więc wyzwaniem była bliskość – przekraczanie dystansu społecznego, hałas, nieprzewidywalność sytuacji. Zauważono także trudności wynikające z bodźców pochodzących z samych wystaw oraz, co ciekawe, z zewnątrz, z miasta, widocznego przez duże przeszklenia.

Cieszę się jednak, że Muzeum Sztuki Nowoczesnej jest bardzo zainteresowane realizacją kilku projektów rozwiązań, które przygotowali studenci.

Zakładam, że nie dotyczą one samego budynku?

Nie, budynek już stoi, pewnych rzeczy zmienić się nie da ani też nie było to celem projektu studenckiego. Jednym z takich rozwiązań, które wdrażane są w wielu muzeach czy galeriach na Zachodzie, chociażby w Muzeum Guggenheima w Bilbao czy w Centre Georges Pompidou w Paryżu, jest tzw. mapa sensoryczna.

Co to takiego?

To mapa – może być w formie papierowej, może być w formie aplikacji, która odpowiada na potrzeby osób neuroatypowych, czyli przykładowo informuje, gdzie na terenie muzeum są miejsca, w których można się wyciszyć, odpocząć albo wręcz przeciwnie – dostymulować.

Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl) , Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl)

Jeżeli w muzeum odbywa się konkretna wystawa, to na mapie mogą być zaznaczone obiekty, które w osobach bardzo wrażliwych na dane bodźce sensoryczne mogą budzić niepokój albo być zbyt intensywne. Wtedy taka osoba może się przygotować na odbiór takiej pracy lub po prostu ją pominąć podczas zwiedzania.

Mapa może pokazywać również stałe elementy mogące stanowić wyzwanie sensoryczne, informować o intensywności zapachów i hałasie pochodzącym z kawiarni, o możliwości gromadzenia się większej liczby osób w określonych miejscach, o niższej temperaturze w określonej strefie itd.

W galeriach czy muzeach bardzo rzadko możemy prac dotykać, a sztuka współczesna często aż się o to prosi! Trudno to wytłumaczyć zwłaszcza dzieciom.

Dokładnie tak. I są także osoby neuroatypowe, które poznają właśnie przez dotyk albo mają potrzebę dostymulowania się czy – przeciwnie – wyciszenia, manipulowania czymś w dłoniach.

I na co wpadli studenci?

Jedna z grup zaprezentowała rozwiązanie w postaci dotykowego przewodnika wykonanego z próbek materiałów, z których stworzone zostało dane dzieło. Może to być dokładnie ten sam materiał użyty w pracy – zdarza się, że artyści wysyłają takie próbki do muzeów przed wystawą – lub jego zamiennik, czyli materiał wiernie imitujący oryginał. Taką książeczkę można dotykać do woli i jednocześnie zaspokajać potrzebę stymulacji zmysłu dotyku oraz ciekawość.

Gdy myślę o aktualnej wystawie w muzeum, to takie rozwiązanie byłoby bardzo adekwatne, zwłaszcza w sekcji II, która dotyczy tworzyw sztucznych.

Tak!

Z kolei studenci z innej grupy wymyślili, żeby stworzyć trójwymiarową mapę muzeum w formie niewielkiego prostopadłościanu z zagłębieniami i wystającymi elementami. Czyli z jednej strony mielibyśmy przewodnik po muzeum, z drugiej przedmiot do dotykania, manipulowania w celu zniwelowania napięcia, a także pamiątkę z wizyty.

Jeszcze innym rozwiązaniem był projekt dwuwarstwowego kapturka wykonanego z syntetycznego filcu, który tłumi dźwięki. Jeżeli ktoś nie lubi przebywać w hałasie czy chce się bardziej skupić na odbiorze wystawy, to może taki kapturek wypożyczyć lub kupić i założyć na głowę, a potem zabrać, w formie pamiątki, do domu. Projekt kapturka jest bardzo designerski.

Muzeum doceniło bardzo projekt mapy sensorycznej w postaci aplikacji. Studenci, którzy nad nią pracowali, dołożyli starań, aby w łatwy sposób można było wprowadzać do niej informacje na temat warunków panujących w muzeum, które oczywiście zmieniają się w zależności od ekspozycji.

Bardzo prawdopodobne, że niektóre rozwiązania zostaną wdrożone.

Które budynki w Polsce są pani zdaniem dobrze zaprojektowane, biorąc pod uwagę ten aspekt różnorodnych potrzeb?

Bardzo lubię Bibliotekę Uniwersytetu Warszawskiego. Budynek w momencie powstania budził duże kontrowersje, a jednak wpisał się w przestrzeń miasta. Wspaniale się starzeje, nic nie trzeba z nim robić, jest bardzo demokratyczny – każdy może tam wejść. Mieści się tam nie tylko wspaniała biblioteka, ale także zaplecze gastronomiczne, sportowe. Ma cudowny ogród. Zapewnia więc kontakt i z naturą, i z wiedzą. Spełnia też funkcje turystyczne – to jedno z miejsc, które chętnie polecane jest do obejrzenia odwiedzającym.

Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie (Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl) , Ogród na dachu BUW-u (Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl)

O ile uważam, że większość galerii handlowych, zwłaszcza tych budowanych przed 2020 rokiem, jest jakby antytezą tego, o czym rozmawiamy – służą wyłącznie handlowi, czyli przestrzeń jest tak skonstruowana, aby użytkownik kupił jak najwięcej produktów, światło wręcz razi w oczy, jest zawsze tak samo intensywne, nieważne, jaka jest pora dnia, reklamy są wszędzie – o tyle widzę, że coraz więcej centrów handlowych stara się być bardziej przyjaznymi odbiorcom.

Elektrownia Powiśle (Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl)

Czyli?

Mają służyć nie tylko sprzedaży, ale też zaspokajać inne potrzeby: wypoczynkowe, gastronomiczne, turystyczne, społeczne. Przebywanie w nich ma być jakimś rodzajem przeżycia, czy to społecznego, czy kulinarnego. Coraz częściej pojawiają się w nich funkcje służące nie sprzedaży, ale rozrywce, relaksowi. Architekci korzystają z materiałów naturalnych lub takich, które je imitują, tworzą duże przeszklenia, aby użytkownik miał kontakt z tym, co na zewnątrz, z zielenią, która już tam istniała czy też taką, która została stworzona w ramach projektu. Tworzy się strefy dla rodzin z dziećmi, strefy pracy.

Bardzo lubię zaprojektowaną przez nas Elektrownię Powiśle. Szczególnie za to, jak wpisała się w przestrzeń wokół, jak "zszywa" ulice, które do niej przylegają. Udało się nam moim zdaniem pobudzić tę część miasta do życia.

To moim zdaniem jedna z głównych ról architekta, aby nie tworzyć projektów "UFO", tylko takie, które współgrają z otoczeniem, funkcjonują w harmonii z nim.

Jakiś jeszcze budynek pani lubi?

Jednym z moich ulubionych jest Gdański Teatr Szekspirowski. Jego autorem jest Włoch Renato Rizzi. Projekt budził chyba podobne kontrowersje co MSN. Wiele osób uważa, że wygląda jak bunkier i jest kompletnie oderwany od tego, co znajduje się wokół. Moim zdaniem świetnie tam pasuje. Lokalizacja teatru też nie jest przypadkowa, bo związana z mieszczącą się tu dawniej szkołą fechtunku, gdzie angielskie zespoły teatralne wystawiały niegdyś sztuki w Gdańsku.

Teatr Szekspirowski to budynek ikona i symbol związany z kulturą i historią, a jednocześnie jest przyjazny w użytkowaniu, ma wiele rozwiązań pozwalających cieszyć się nim, nawet jeśli nie przyszło się na spektakl czy koncert. Zewnętrzne tarasy są bardzo ciekawie zaprojektowane i służą do podziwiania zarówno miasta, jak i detali budynku. Budynek ma piękną przestrzeń wystawienniczą i czytelnię.

Obiekt jest bardzo charakterystyczny.

Tak, a to powoduje, że stał się atrakcją samą w sobie i stanowi nierzadko cel odwiedzających Gdańsk. I co najważniejsze, rozwiązanie przestrzeni scenicznej oraz widowni jest moim zdaniem majstersztykiem – wspaniałą interpretacją oryginalnego teatru elżbietańskiego. Dach nad sceną jest otwierany, co również stanowi nawiązanie do dawnego teatru, w którym środkowa część nie była zadaszona. Sala jest wykonana z przyjemnego, jasnego drewna, podobnie jak korytarze prowadzące do poszczególnych poziomów dla widzów. Dzięki temu jest tam lekko i przyjemnie.

Teatr Szekspirowski w Gdańsku (Rafał Malko / Agencja Wyborcza.pl) , Teatr Szekspirowski - scena (Łukasz Głowala / Agencja Wyborcza.pl)

Ponadto wnętrze jest adaptowalne, w zależności od układu sceny i widowni. Układ sceny i widowni można zmieniać, co daje elastyczność użytkowania. Oglądanie tam spektaklu jest ogromnym przeżyciem.

Jest tylko jedna rzecz, która mi się tam nie podoba.

Jaka?

To, że główne wejście jest wyłącznie dla osób sprawnych. Osoby niepełnosprawne muszą wchodzić wejściem bocznym. Jeśli tworzymy architekturę włączającą i uniwersalną, to wszyscy powinni móc wejść tym samym wejściem. Nikt nie powinien czuć się wykluczony z powodu rozwiązań architektonicznych.

Marta Wierusz. Architektka, wykładowczyni, badaczka, innowatorka społeczna. Obejmuje stanowisko architekt prowadzącej Zespół Wnętrz w pracowni APA Wojciechowski. Specjalizuje się w projektowaniu uniwersalnym.