Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie budziło zainteresowanie, odkąd 17 lat temu rozstrzygnięto pierwszy konkurs na projekt budynku, a zwycięska koncepcja szwajcarskiego architekta Christiana Kereza nie została zrealizowana.
Gdy w październiku 2024 roku drzwi muzeum, zaprojektowanego ostatecznie przez nowojorskie studio Thomas Phifer and Partners przy współpracy biura APA Wojciechowski, zostały otwarte, można było oglądać wyłącznie jego wnętrza. Jeszcze zanim wypełniono je sztuką, budynek dostał pierwszą nagrodę architektoniczną – Property Design Awards w kategorii "Obiekt publiczny", m.in. za wyjątkowe połączenie funkcjonalności, nowoczesnej estetyki i szacunku dla kontekstu miasta. MSN trafiło też na listę nowych muzeów, które trzeba odwiedzić, przygotowaną przez serwis Lonely Planet.
Od 21 lutego br. można oglądać już nie tylko wnętrza muzeum, lecz także prace zgromadzone na pierwszej wystawie, zatytułowanej "Wystawa niestała. 4 x kolekcja". W ciągu dwóch tygodni obejrzało ją około 23 tys. osób, które zobaczyły m.in. dzieła Aliny Szapocznikow, Daniela Rycharskiego, Mirosława Bałki i Małgorzaty Mirgi-Tas.
MSN odwiedziłam i ja. Ze 150 prac wybrałam 15, które polecam szczególnej uwadze.
Wystawa niestała
Zacznijmy jednak od tytułu: dlaczego jest to "wystawa niestała"? Jak wyjaśnia Natalia Sielewicz, jedna z kuratorek ekspozycji, odpowiedzialna za jej drugą część – dlatego że nie będzie ona obecna na stałe w przestrzeni muzeum. Jednak "niestałość" odwołuje się także do istoty sztuki współczesnej, której kanon jest płynny, otwarty na różne interpretacje, zależnie od kontekstów.
Jednym z nich – na który zwraca moją uwagę kuratorka – jest otoczenie MSN, które można obserwować przez okna budynku. Niczym na ekranie oglądamy zmieniającą się rzeczywistość, m.in. powstający obok budynek teatru Rozmaitości i plac Centralny. Choćby dlatego warto od czasu do czasu MSN odwiedzić i zajrzeć tam z innej niż ulica perspektywy. To historyczne wydarzenie. Okolice Pałacu Kultury i Nauki już nigdy nie będą takie jak obecnie.
Jak się poruszać?
Dowolnie. Nie ma bowiem jednej, narzuconej trasy. Każda z czterech części wystawy stanowi zamkniętą całość, a prace udostępnione są na obu piętrach muzeum. Wszystkie przestrzenie zostały wykorzystane tak, by uzmysłowić widzom możliwości wystawiennicze budynku.
Na wystawie zgromadzono 150 prac, autorkami większości z nich są kobiety. Część prezentowanych dzieł pochodzi z kolekcji, część została wypożyczona na potrzeby ekspozycji. Jak mówi Natalia Sielewicz, na pierwszym piętrze obejrzymy sztukę bardziej "przyziemną", z jednej strony pokazującą zaangażowanie społeczne i polityczne artystów – ta część nosi nazwę "Sztandar" – a z drugiej obrazującą fascynację artystów sztuką popularną, projektowaniem, tym, jak konsumpcyjne pragnienia wpływają na nasze ciało – ta część wystawiana jest pod nazwą "Tworzywa sztuczne: ciała, towary, fetysze od zimnej wojny po współczesność".
Drugie piętro zajmuje sztuka bardziej abstrakcyjna, będąca wyrazem duchowości artysty. Znalazła się tam wystawa "Przenicowany świat. Sztuka, duchowość i przyszłe współistnienie", która odwołuje się do sztuki ludowej, sztuki nieprofesjonalnej, rdzennej. Z kolei prace zebrane w czwartej części, pt. "Realne abstrakcje. Autonomia sztuki wobec katastrof nowoczesności", zadają pytanie o granice sztuki, jej niezależność.
Wystawa nie przytłacza rozmiarem. Trzygodzinna wizyta pozwoli dobrze obejrzeć całość, ale nawet krótsza umożliwi zorientowanie się w charakterze ekspozycji.
Szapocznikow, Abakanowicz, Sasnal
Podczas pierwszej wizyty w MSN warto zajrzeć do każdej z czterech części, by poszukać prac m.in. autorstwa Aliny Szapocznikow. Wystawę otwiera jej słynna rzeźba "Przyjaźń polsko-radziecka", której towarzyszy wyjątkowo ciekawa praca ukraińskiego artysty Nikity Kadana przedstawiająca sztandar wykonany ze stopionego metalu pochodzącego z ostrzelanego przez rosyjskie wojsko ukraińskiego samolotu. Inne prace Szapocznikow, w tym "erotyczne" lampy, w których można rozpoznać piersi i usta wykonane z żywicy epoksydowej, symbolizujące seksualne fetysze redukujące ciało kobiety do stref erogennych, zwiedzający mają okazję podziwiać również w części poświęconej tworzywom sztucznym.
Także tutaj znajdują się słynne rzeźby o organicznych kształtach wykonane z tkanego włókna przez Magdalenę Abakanowicz. Artystka już w latach 60. XX wieku udowodniła nimi, że tkanina może być wykorzystywana nie tylko w sztuce użytkowej. Jej ogromny "abakan" nadal robi wrażenie i uderza rozmiarem, dlatego tym bardziej warto zobaczyć go na żywo. Praca zatytułowana "Kompozycja monumentalna" powstała z myślą o klatce schodowej Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. W MSN prezentowana jest w najwyższej sali MSN, która ma siedem i pół metra wysokości.
Co ciekawe, kompozycja Abakanowicz została zestawiona m.in. ze sztandarowym w tej części wystawy dziełem szwajcarskiej artystki Sylvie Fleury, wykonanym z żywicy syntetycznej i włókna szklanego – materiału wynalezionego na potrzeby armii. Przedstawia smukłe skrzyżowane kobiece nogi w kolorze turkusu, które otula srebrny winylowy płaszcz. Przewrotny tytuł tej pracy, "Silver Rain" (z ang. srebrny deszcz), w żargonie angielskim oznacza zarówno stosunek seksualny, jak i atak wojenny.
Nie można przeoczyć pracy Mirosława Bałki "Chłopiec i orzeł", z którą wiąże się zdarzenie zupełnie nieplanowane przez twórcę. Jesienią 1988 roku, podczas jej pierwszej prezentacji na wystawie "Rzeźba w ogrodzie", którą przygotowała Anda Rottenberg w parku wokół warszawskiego pawilonu SARP, Bałka opatrzył swoją realizację wierszykiem z tomu "Katechizm polskiego dziecka": "Kto ty jesteś? – Polak mały. – Jaki znak twój? – Orzeł biały", wskazując tym samym na potencjalnie homoerotyczny ładunek popularnych patriotycznych narracji. Skutek był taki, że rzeźba została zniszczona przez nieznanych sprawców. Autor zrekonstruował pracę, świadomie pozostawiając niektóre ślady uszkodzeń – chłopiec od tego czasu nie ma ucha i prawej dłoni – i w tej wersji możemy oglądać ją w MSN.
Amatorzy twórczości Wilhelma Sasnala mogą zobaczyć na wystawie jego obrazy "Shoah" i "Powidok" oraz "Płot graniczny", nawiązujący do kryzysu humanitarnego na granicy polsko-białoruskiej.
Chciałabym też zwrócić uwagę na pracę Ewy Juszkiewicz, jednej z najbardziej rozpoznawalnych w ostatnim czasie polskich malarek, która osiągnęła międzynarodowy sukces. Znakiem charakterystycznym jej sztuki jest motyw wizerunków bez twarzy, a jednym z jego przykładów jest obraz "Bez tytułu (Za Abrahamem van den Templem)", na którym zamknięta ciężką kotarą perspektywa stanowi tło dla kobiecej postaci, której głowa niknie w turbanie. W ten przewrotny sposób artystka wydobywa stan emocjonalny sportretowanej postaci, tak bardzo odmienny od konwencji wizerunku, którego pierwowzór powstał w 1655 roku.
Zapamiętajcie też nazwisko Małgorzaty Mirgi-Tas i pracę tej polsko-romskiej artystki, która z każdym rokiem staje się coraz bardziej rozpoznawalna i doceniana. Rozgłos dał jej projekt Pawilonu Polskiego na 59. Międzynarodowej Wystawie Sztuki Biennale w Wenecji. W Muzeum Sztuki Nowoczesnej można oglądać jeden z paneli prezentowanych w Wenecji w ramach pracy "Przeczarowując świat".
Instalacje i wideo
Wystawa w MSN to naturalnie nie tylko najpopularniejsze na rynku sztuki nazwiska. Duże wrażenie robią instalacje i prace wideo. Warto zobaczyć je na żywo, by doświadczyć ich w pełni.
Mogę powiedzieć, że mnie poruszyły. Pierwsza z prac, które chciałabym zarekomendować, zatytułowana "127 ciał", jest niemal niewidoczna, ponieważ instalację wykonano z nici chirurgicznych. Jej autorką jest meksykańska artystka konceptualna Teresa Margolles i jest to jedno z jej najważniejszych dzieł. Umieszczone w części czwartej wystawy w MSN przedstawia długi na 33 metry sznur spleciony ze 127 nici chirurgicznych użytych wcześniej do zszycia ran po sekcji zwłok anonimowych ofiar przemocy ulicznej w mieście Meksyk. To artystyczny wyraz bezsilności ofiar (głównie kobiet) i niesprawiedliwości, ponieważ śledztwa prowadzone w ich sprawie nigdy nie doprowadziły do odszukania i ukarania sprawców (głównie mężczyzn). "Patrząc na zmarłych, widzisz społeczeństwo" – podsumowuje artystka.
Cztery postaci stojące i cztery mniejsze leżące. Mają oczy, ale nie mają rysów twarzy. Pomiędzy nimi rozciągnięta sieć, która separuje scenę od otoczenia. Na ziemi ułożone przedmioty codziennego użytku: talerze, kubki, święte medaliki, guziki, naparstek, zwoje włóczki, zatłuszczony papier śniadaniowy, a także przykryte całunem zwłoki zwierzęcia. To instalacja "Bez tytułu" irlandzkiej artystki Cathy Wilkes. Niestety, nie można jej obserwować z różnych perspektyw – przekraczanie linii narysowanej na podłodze jest zabronione. Mimo to swoją nieoczywistością wywołuje niezwykłe wrażenie.
W tej samej części wystawy (trzeciej) możemy poprzechadzać się pomiędzy 22 zwisającymi z sufitu krzyżami – to "Strachy" Daniela Rycharskiego. Biografia artysty stała się inspiracją do stworzenia filmu "Wszystkie nasze strachy" w reżyserii Łukasza Rondudy i Łukasza Gutta, a trójwymiarowa kompozycja "Strachy" pierwotnie została ustawiona w Kurówku, rodzinnej wsi Rycharskiego, jako plenerowa instalacja mająca chronić uprawy na polach. Wszystkie ubrania wykorzystane w pracy pochodziły ze zbiórki lub wymiany z osobami LGBT+, które w różnej skali doświadczają na co dzień dyskryminacji. Jedną z inspiracji do stworzenia tej pracy było zabójstwo na tle homofobicznym Matthew Sheparda, którego ciało, porzucone na polu, wzięto początkowo za stracha na wróble. Zbrodnia ta wpłynęła na zmianę ustawodawstwa w USA i wyodrębnienie osobnej kategorii przestępstw z nienawiści na tle orientacji seksualnej.
Jedną z bardziej poruszających i jednocześnie intrygujących instalacji jest "Earshot" Lawrence’a Abu Hamdana (w części czwartej), pracującego w Londynie i Bejrucie. Hamdan jest artystą, ale także prowadzi badania audiobalistyczne. W trakcie jednego ze śledztw odkrył, że izraelscy żołnierze podczas zamieszek na okupowanym Zachodnim Brzegu złamali prawo, bo użyli ostrej, a nie, jak twierdzili, gumowej amunicji. Wskutek rozruchów zginęło dwóch palestyńskich nastolatków, ale mimo niepodważalnych dowodów nikt za ich śmierć nie odpowiedział. Praca Abu Hamdana jest abstrakcyjną wizualizacją tego zabójstwa.
Duże wrażenie robi na widzach długie (prawie 75 minut), wyświetlane na ogromnym ekranie w czarnej sali otoczonej dźwiękochłonnymi kotarami wideo Arthura Jafy "Aghdra" (w części czwartej). Instalacja przedstawia pulsujący ocean zaskorupiałej czarnej lawy. Wideo, niczym ocean, wciąga i wprowadza w trans, a oglądać je można, leżąc na specjalnie przygotowanej powierzchni.
Zestawienia
Prace, na które zwracam uwagę, warto również interpretować w zestawieniu z innymi dziełami sztuki zebranymi w tej samej sali. Nie bez powodu umieszczono je razem. Dotyczy to chociażby cyklu 22 portretów polityków uczestniczących w Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w Helsinkach w 1975 roku autorstwa Jerzego "Jurrego" Zielińskiego zatytułowanego "Helsinki". Zieliński stworzył popartowy portret ery zimnej wojny i upamiętnił wydarzenie, podczas którego po raz pierwszy na tak wysokim szczeblu spotkali się przedstawiciele krajów z obu bloków politycznych i przyjęli wspólne zasady postępowania na arenie międzynarodowej. Postaci namalowane są swobodnie, płasko, w błękitnej palecie kolorystycznej, która przypomina niebieską poświatę telewizora i zwraca uwagę na nić łączącą popkulturę i polityczną propagandę.
Malarz nie skończył cyklu, bo przedwcześnie zmarł. Do dziś nie wiadomo, dlaczego zginął – czy był to wypadek, morderstwo, samobójstwo. Rankiem 5 marca 1980 roku sąsiadka znalazła go na bruku przed domem. Nie przeżył upadku z okna swojej pracowni. Drzwi zamknięte były na kłódkę od zewnątrz. Sprawy do tej pory nie wyjaśniono.
Seria "Helsinki" została zestawiona z instalacją rumuńskiego twórcy Cipriana Muresana "Niewidzialny urzędnik – balast". Artysta często nawiązuje w swoich pracach do tematu transformacji ustrojowej. W tym przypadku wykorzystał socrealistyczne rzeźby z magazynów Muzeum Sztuki w Kluż-Napoka jako obciążniki suszących się między drewnianymi płytami grafik. Niewidoczne dla widza odbitki to seria ilustracji do rosyjskiej noweli z lat 30. XX wieku autorstwa Ilji Ilfa i Jewgienija Pietrowa "Niewidzialny urzędnik", która opowiada historię pomnika w małym radzieckim miasteczku. Nie znamy nazwisk ani autorów rzeźb, których gipsowe kopie wykorzystano w instalacji, ani twórcy ilustracji. Muresan unaocznia proces zapominania artystów przemijającego reżimu.
Wartą uwagi jest też instalacja Sarah Lucas pt. "Rzymianie" zestawiona z fotografiami Danwen Xing (w części drugiej), które przedstawiają środowisko artystów urodzonych w Chinach w połowie lat 60. XX wieku. Pokoleniowym doświadczeniem stały się dla nich krwawo stłumione protesty studentów na placu Tiananmen w czerwcu 1989 roku.
Lucas w swoich rzeźbach i instalacjach wykorzystuje przedmioty codziennego użytku, łącząc kontrastowe materiały. Przedstawia role społeczne i seksualność w satyryczny, groteskowy i prowokacyjny sposób. Kuratorom zależało na tym, aby pokazać, jak różne systemy oddziałują na jednostkę, jej ciało – z jednej strony Lucas reprezentuje zmęczone konsumpcją społeczeństwo Zachodu, z drugiej strony Danwen Xing portretuje rzeczywistość reżimu totalitarnego.
Na zachętę
Na koniec wspomnę o pracy, którą łatwo przeoczyć, ponieważ jest to praca do słuchania. Można jej doświadczyć w jednym z tzw. city roomów. To zamknięte pomieszczenia wyłożone drewnem, do których wchodzi się przez wysokie do sufitu drzwi. Służą one wyciszeniu, ale prezentują też fantastyczny widok na to, co dzieje się na zewnątrz. Na każdym piętrze umieszczono dwa takie city roomy. W tym przypadku szczegółów nie zdradzę, ale instalacja odnosi się do popularnego utworu grupy rockowej The Scorpions.
Pytam Natalię Sielewicz, jak odwiedzający przyjmują pierwszą wystawę w muzeum.
– Bardzo ważne są dla nas opinie osób, które nas odwiedzają i poświęcają czas, by dokładnie obejrzeć wystawę. Cieszy i niezwykle wzrusza widok osób w każdym wieku – i studentów, i osób starszych oraz rodzin z dziećmi. Przychodzą tłumnie, dzielą się z nami swoimi wrażeniami, sugestiami. Sztuka dostarcza nowych języków do współodczuwania rzeczywistości z innymi, skłania do dyskusji i refleksji nad teraźniejszością – przekonuje.
A czy Polacy są gotowi na sztukę współczesną? – Demonizowanie sztuki współczesnej jako aktywności trudnej i niedostępnej nie służy ani publiczności, ani samej sztuce. Z moich obserwacji wynika, że pragniemy konfrontować się z tym, co nowe i ekscytujące. A za każdą pracą na wystawie kryje się ciekawa historia, anegdota. Publiczność z entuzjazmem uczestniczy w oprowadzaniach. Cześć osób z pewnością przyjdzie wyłącznie dla budynku, ale mam nadzieję, że odkryje również coś dla siebie pośród eksponowanych prac – mówi.
Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia.

