Według Narodowego Testu Zdrowia Polaków tylko 1 proc. z nas uprawia seks codziennie, 4 proc. kilka razy w tygodniu, a 22 proc. kilka razy w miesiącu.
Lęk przed bliskością może się przejawiać na różne sposoby, także w obszarze seksualności. Z raportu wynika, że Polacy niewiele tego seksu uprawiają. Nieciekawie.
I smutno.
Faktycznie. Muszę powiedzieć mojemu mężowi, gdy będzie narzekał: ciesz się chłopie, jesteś w top of the top.
Co ciekawe, najbardziej aktywną grupę stanowią osoby mające 34-44 lata, najmniej aktywną – niestety seniorzy oraz - co może zaskakiwać - osoby 18-24-letnie.
Zauważam ostatnio, że młode pokolenie rzeczywiście odchodzi od seksu, co jest bardzo zastanawiające. W latach 60. XX wieku nastąpiła rewolucja seksualna, a obecnie coraz więcej młodych osób dystansuje się od seksu. Twierdzą, że w ogóle nie jest im potrzebny.
Tu muszę zadać odwieczne pytanie – a po co nam seks?
Badania pokazują, że potrzebujemy go zarówno psychicznie, jak i fizjologicznie. Uruchamia w nas dopaminę i adrenalinę, które powodują, że najzwyczajniej w świecie dobrze się czujemy. Niedawno trafiłam też na badania analizujące, co poprawia nam humor i daje zadowolenie [autorzy badania Bryson i MacKerron – przyp. red.]. Na samym szczycie był seks, potem długo nic, a później: teatr, taniec, koncert; 3. wystawa, muzeum, biblioteka; 4. sport, bieganie, ćwiczenia; 5. ogrodnictwo.
A jeśli na naszej liście jest praca w ogrodzie i słuchanie muzyki, ale seks już nie?
Warto zastanowić się nad przyczynami. Jeżeli czujemy, że z jakiegoś powodu jesteśmy zablokowani, mamy problemy z intymnością, to być może przyczyną jest długotrwały stres czy niepokój, a może chodzi o lęk przed zbliżeniem, przed odrzuceniem albo przed oceną. Może to też być unikanie intymnych sytuacji, przekładanie ich na później czy izolowanie się przed partnerem z powodu braku satysfakcji seksualnej. Słuchałam niedawno ciekawego wykładu prof. Andrzeja Depki, który mówił, że co jakiś czas zdarzają mu się pacjentki, które mówią, że nie lubią uprawiać seksu, ponieważ czują suchość w czasie stosunku. Okazuje się, że przyczyną tego jest za krótka gra wstępna. Oczywiście nie musi ona trwać pół godziny, ale niech to chociaż będzie 5–10 minut. Jak widać więc, czasami powód braku radości może być banalny i łatwy do wyeliminowania.
Często brak seksu jest też pierwszym objawem, że nasza intymność się zmienia. Jeśli związek jest świeży, to mamy do czynienia z naturalnym przechodzeniem z jednego etapu w drugi. Namiętność, która wybuchła na początku, zamienia się w zaangażowanie i bliskość. Na pewnym etapie seksu jest mniej, co dla niektórych może być sygnałem, że związek chyli się ku upadkowi, ale wcale tak nie musi być! Pary, które przychodzą na terapię, mówią: „Kiedyś kochaliśmy się parę razy dziennie, a teraz raz na dwa tygodnie". Ale z drugiej strony są pary, które współżyją raz na dwa tygodnie i są usatysfakcjonowane, bo intymność, seksualność na pewnym etapie związku schodzi na dalszy plan na rzecz bliskości i zaangażowania. A bliskość to też sposób patrzenia na siebie, rozmawiania ze sobą, dotykania się, gdy przechodzimy obok siebie. Ten rodzaj bliskości potrafi się przemienić w przyjaźń, a ta wciąż jest dla wielu osób jednym z najważniejszych elementów satysfakcjonującego związku.
Także w relacji romantycznej?
Jest nawet takie określenie: miłość przyjacielska czy partnerska, która według teorii Sternberga składa się z intymności i zaangażowania. Występuje ona wtedy, gdy seks schodzi na dalszy plan, a na pierwszym pojawia się zaangażowanie i bliskość właśnie. Taki stan osiągają związki, które trwają długo, od 10 lat wzwyż.
Do czego jest nam potrzebna bliskość?
Bliskość jest niezbędna do budowania i utrzymywania silnych relacji międzyludzkich, które są kluczowe dla naszego emocjonalnego dobrostanu. Daje nam poczucie bezpieczeństwa, wsparcia oraz pomaga w radzeniu sobie ze stresem i trudnościami życiowymi.
Można ją ćwiczyć na każdym etapie związku. O ile namiętność regulowana jest w dużym stopniu hormonami, o tyle bliskość można budować nawet do późnej starości. Pamiętam, jak moja babcia w wieku 70 lat siadała dziadkowi na kolanach, a on ją głaskał po głowie. Nie sądzę, żeby uprawiali seks, ale na pewno byli ze sobą bardzo blisko.
Jak ją budować?
Ważna jest szczera, otwarta rozmowa, nieprzerywanie, bo to dowód szacunku i możliwość wysłuchania drugiej strony, znajdowanie dla siebie czasu i spędzanie go razem. Ile ja widziałam w swoim gabinecie świetnych par, które mogłyby wieść udane życie, ale te osoby były tak mocno skoncentrowane na sobie indywidualnie, że nie znajdowały czasu na bycie wspólne. W efekcie nie znajdowały czasu dla siebie w parze. Mówię: „Znajdźcie dla siebie chociaż jedną godzinę w tygodniu". I słyszę: "Nie, my się mijamy".
Co wtedy robić?
Dotykać się, przytulać, odnosić z szacunkiem, wspierać, ale wiem, że łatwo to mówić, a trudniej zrobić, szczególnie gdy w związku pojawia się kryzys. John Gottman, znany psycholog i badacz związków, bada pary w swoim laboratorium, które nazywa pokojem miłości – Love Lab. W tym specjalnie zaprojektowanym pomieszczeniu pary są obserwowane i nagrywane podczas codziennych interakcji, takich jak rozmowy czy wspólne podejmowanie decyzji. Gottman analizuje ich komunikację, język ciała, wyraz twarzy, a także mierzy różne parametry fizjologiczne, takie jak tętno czy ciśnienie krwi, aby zrozumieć dynamikę związku i przewidzieć jego przyszłość, w tym szanse na trwałość związku. Na podstawie tych danych jest w stanie zidentyfikować wzorce zachowań, które prowadzą do stabilnych i szczęśliwych związków, a także te, które mogą prowadzić do rozstania.
Twierdzi, że wystarczy sześć godzin w ciągu tygodnia, żeby utrzymać bliskość między partnerami oraz dobry związek. A na te sześć godzin bycia razem składają się np. witanie i żegnanie się pocałunkiem, prawienie sobie komplementów, 20 minut rozmowy o wydarzeniach dnia (poświęcenie sobie uwagi) czy intymność fizyczna.
Czyli mamy coś w rodzaju recepty!
Pracuję w ten sposób z parami i to daje efekty. Można powiesić sobie na lodówce kartkę typu: powiedz dwa komplementy dziennie. Nawet jeśli brzmi to dość obcesowo, to pomyślmy o tym w taki sposób, że jeśli teraz tego nie robimy, to warto się tego nauczyć. Na początku będzie trochę dziwnie, ale potem wejdzie w krew. Tworzenia dobrego związku można się nauczyć. Nawet jeśli ktoś nie miał takiego szczęścia, żeby wychowywać się w domu, z którego może czerpać dobre wzorce, to może nad sobą pracować. Często to są proste zasady, które permanentnie łamiemy w trakcie trudnych chwil. Na przykład podczas konfliktu dobrze jest trzymać się jednego tematu, a nie rozgrzebywać sześć, nie przerywać sobie wzajemnie, nie obrzucać się epitetami.
Potrafisz wtedy pomóc?
Dopóki jest wola dwóch stron, żeby pracować nad związkiem, to można wiele zrobić. Zawsze powtarzam, że nie ma co czekać, aż się pojawi obojętność w związku. Z obojętnością niewiele już można zrobić. Ale dopóki emocje nami targają, kłócimy się, tęsknimy za sobą, warto zawalczyć o związek. Tłumaczę, że dołki i górki to naturalny cykl życia związku. Nie umniejszam kryzysom, bo wiem, jakie bywają trudne, ale normalizuję je. Jednak jeżeli osobą, która najbardziej chce, żeby para odbudowała bliskość, jest terapeuta, to raczej nie ma na to szans. Czasami przychodzi para i widzę, że jedna osoba bardzo chce, ale druga już nie. Widzę błagalne spojrzenie „niech pani coś zrobi", ale tak się nie da. Jeśli jedna osoba nie chce pracować, to terapeuta za nią nie zrobi cudu. Szczególnie że terapia wymaga zrobienia czegoś dokładnie odwrotnego niż to, na co mamy ochotę. Zamiast cisnąć talerzem o ścianę, można powiedzieć: „Kochanie, jestem wkurzona i wychodzę, bo nie chcę zrobić czegoś, czego będę żałować". A tego osoba, która nie chce pracować nad związkiem, raczej nie zrobi.
Albo: "Kochanie, zaraz rzucę talerzem, więc wyjdź z kuchni, żebyś przypadkiem nie oberwał".
No właśnie, dobrze jest wyłapywać, kiedy złość narasta. Ktoś mówi: „W jednej sekundzie jestem spokojny, a w drugiej bym ją rozszarpał na kawałki". Dobrze jest uczyć się własnych emocji, także tego, że złość narasta, a nie pojawia się jak grom z jasnego nieba. I gdy ona rośnie, oddalać się, by się uspokoić, bo kłótnie podsycone gniewem, agresją, brakiem szacunku bardzo oddalają od bliskości.
Dlaczego? Skąd się bierze ten problem z bliskością?
Często wiąże się z przeszłością. Ktoś nie umie zaangażować się w związek tak, jak by tego chciał, bo doświadczył sytuacji, w której poczuł się zraniony. Lęk przed ponownym zranieniem jest na tyle silny, że uniemożliwia wejście w bliską, pełną zaufania relację, w której mówimy: chodź, zobacz, stoję przed tobą naga, możesz mnie zranić, ale mam nadzieję, że tego nie zrobisz, bo postanowiłam ci zaufać.
Traumy z przeszłości, o których wspominam, to przemoc emocjonalna, psychiczna, fizyczna, seksualna, zaniedbania czy brak wsparcia ze strony opiekunów. To wszystko może uniemożliwiać wchodzenie w bliskie relacje. Oprócz tego w dorosłym życiu trafiają nam się zdrady czy toksyczne relacje, które skutkują tym, że boimy się wejść w kolejne związki. Powodem może też być niska samoocena. Osoby, które nie do końca wierzą w siebie, przybierają różnego rodzaju maski. A gdy jesteśmy z kimś blisko, prędzej czy później wyjdzie na jaw, jacy jesteśmy naprawdę. Dla osoby, która się maskuje, lepiej nie być blisko, niż narazić się, że ktoś powie: takiego ciebie to ja nie chcę.
Traumy z przeszłości, o których wspominam, to przemoc emocjonalna, psychiczna, fizyczna, seksualna, zaniedbania czy brak wsparcia ze strony opiekunów. To wszystko moze uniemozliwiać wchodzenie w bliskie relacje. Oprócz tego w dorosłym życiu trafiają nam się zdrady czy toksyczne relacje, które skutkują tym, że boimy się wejść w kolejne związki. Powodem może też być niska samoocena. Osoby, które nie do końca wierzą w siebie, przybierają różnego rodzaju maski. A gdy jesteśmy z kim blisko, prędzej czy później wyjdzie na jaw, jacy jesteśmy naprawdę. Dla osoby, która się maskuje lepiej nie być blisko niż narazić się, że ktoś powie: takiego ciebie to ja nie chcę.
Mam znajomego, którego w dzieciństwie porzuciła mama. Skończył 50 lat i wciąż nie jest w stanie stworzyć udanej relacji.
Możemy mieć do czynienia z problemami z zaufaniem i obawami przed zranieniem. Jeżeli ten mężczyzna chciałby mieć związek, to bez terapii może być trudno, skoro nie zawiązał relacji do tego czasu. Ale może się do tego przyzwyczaił i wcale nie chce.
A czy osoba z lękiem przed bliskością potrafi się odnaleźć w relacji, w której jedynym łącznikiem jest seks?
Bardzo często objawem lęku przed bliskością może być seksoholizm. Z jednej strony seksoholik swoimi przygodnymi kontaktami tworzy sobie substytut bliskości, a z drugiej nie wiąże się, bo jest to dla niego zagrażające emocjonalnie. Seksoholik zazwyczaj ma więc dużą potrzebę bliskości, a zarazem sabotuje możliwości zawiązania poważniejszej relacji.
Niedawno słyszałam historię dziewczyny, która po latach spotkała się z kolegą ze studiów. Wyznał jej, że przez cały ten czas się w niej kochał, zaczęli być razem. I nagle on zniknął bez śladu. Przestraszył się bliskości, gdy okazało się, że ta dziewczyna jest dostępna?
Może być tak, że osoba z lękiem przed bliskością pojawia się i znika. Objawów lęku przed bliskością może być naprawdę bardzo dużo. Ile osób, tyle doświadczeń. Najczęstsze objawy to emocjonalne wycofanie, trudności z otworzeniem się przed drugą osobą, unikanie rozmów o uczuciach, brak wyrażania miłości i czułości, unikanie bliskości fizycznej, również seksualności. Może pojawić się lęk przed zaangażowaniem się albo kończenie związku, gdy zaczyna się robić poważnie. Lęk przed bliskością to też problem z zaufaniem i podejrzliwość. Co jakiś czas zdarza mi się spotykać pary, w których jedna osoba jest bardzo podejrzliwa, cały czas doszukuje się czegoś, co druga strona mogłaby robić za jej plecami. Doszukuje się sygnałów niewierności, bo w ten sposób stara się siebie zabezpieczyć przed potencjalnym zranieniem. Myśli: jeśli ona mnie zdradza, to przynajmniej dowiem się wcześniej.
Może więc w ogóle nie warto?
Bycie blisko z drugim człowiekiem to możliwość doświadczania niesamowitych emocji i wsparcia, ale z drugiej strony zawsze jest ryzyko zranienia. Czy warto? Dla mnie warto, bo na tym według mnie polega pełnia życia. Co się wydarzy, gdy ktoś mnie zrani? Popłaczę, ale przeżyję. Za dobre wspólne chwile będę wdzięczna do końca życia. Moim zdaniem lepiej jest przeżyć 10 dobrych, pełnych dobrych emocji lat, nawet jeśli związek się z jakiegoś powodu skończy, niż 30 byle jakich w samotności i lęku.
Sylwia Sitkowska. Psycholożka i psychoterapeutka. Ukończyła studia na Uniwersytecie SWPS w Warszawie oraz Szkołę Psychoterapii CBT. Właścicelka poradni psychologicznych zlokalizowanych w całej Polsce . Autorka wielu książek między innymi "Dzieciństwo do poprawki", "Kobiety, które starają się za bardzo", "Odbuduj bliskość w związku" czy "Przytul swoje wewnętrzne dziecko".
Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka Włoch, kawy i słoni. Prowadzi talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family.


