18+
Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie
dla osób dorosłych

Mam co najmniej 18 lat. Chcę wejść
Nie mam jeszcze 18 lat. Wychodzę
Relacje i seks
'Chcielibyśmy być w związku, w którym nie ma problemów z seksem. Rzeczywistość jest inna' (Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl)
'Chcielibyśmy być w związku, w którym nie ma problemów z seksem. Rzeczywistość jest inna' (Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl)

Weekend na wakacje. Przypominamy jeden z najchętniej czytanych przez Was artykułów.

***

Marek, 35 lat: – Początki były fantastyczne: praktycznie nie wychodziliśmy z łóżka. Po kilku tygodniach ona zaczęła u mnie pomieszkiwać, po trzech miesiącach się wprowadziła. Pierwsze konflikty na tle seksualnym zaczęły się po około pół roku związku, gdy pierwszy okres fascynacji minął, a do naszego życia wkroczyła codzienność.

Partnerka Marka zaczęła nudzić się ich seksem. – Proponowała co rusz nowe sposoby uatrakcyjnienia naszego życia seksualnego – od wprowadzania zabawek erotycznych, przez seks w miejscach publicznych, po propozycje wybrania się do seksklubu. Mówiła, że jako para musimy się rozwijać, żeby ogień między nami nie wygasł. Na początku mi się to podobało, choć nigdy nie należałem do mężczyzn, którzy musieli podczas jednego stosunku wypróbować kilkanaście różnych pozycji i gadżetów, żeby poczuli się spełnieni – opowiada.

Kiedy tylko dochodziło do zbliżenia, problem wracał. 'Myślałam, że to ze mną jest coś nie tak' (Jakub Ociepa / Agencja Wyborcza.pl)

Z czasem Marek zdał sobie sprawę, że ta gonitwa za nowością bardzo go męczy i frustruje. – Czułem się niewystarczający. Moja partnerka nie dawała mi też poczucia, że to jest okej, że nie mam takiej potrzeby eksperymentowania jak ona, wręcz przeciwnie, często powtarzała, że jestem dla niej zbyt konserwatywny – wyznaje. – Długo nie byłem w stanie zdefiniować, co jest między nami nie tak. Nigdy nie mieliśmy problemu z pożądaniem się nawzajem, choć czułem coś na kształt niedopasowania seksualnego. Dopiero po rozstaniu i terapii udało mi się pewne rzeczy ponazywać i rozszyfrować – opowiada.

Marek twierdzi, że to, jaki człowiek jest w łóżku, odzwierciedla jego charakter. – Jestem osobą stonowaną, spokojną, lubię powtarzalność, lubię planować. Moja partnerka – wręcz przeciwnie. Najbardziej ceniła spontaniczność, nieprzywiązywanie się do jednego miejsca, kochała podróżować. Na początku myślałem: przeciwieństwa się przyciągają. Lubiłem w niej to, że nie jest taka jak ja, ubarwiała moje życie. Ja z kolei czyniłem jej życie bardziej poukładanym, przewidywalnym. Z czasem zaczęliśmy się jednak rozmijać – i życiowo, i seksualnie.

Marek przekonuje, że proponował partnerce wspólną terapię, ale odmówiła.

Wszyscy jesteśmy niedopasowani

Dr Agata Loewe-Kurilla, psychoterapeutka i seksuolożka z Instytutu Pozytywnej Seksualności, mówi, że niedopasowanie seksualne można rozumieć na wiele sposobów. – Często postrzegamy niedopasowanie seksualne jako różnicę w poziomie libido czy pod względem preferencji seksualnych: ona lubi bardziej perwersyjnie, a on woli "waniliowo", konwencjonalnie – mówi. Albo, jak dodaje, na odwrót.

- Wydaje nam się, że sukces jest wtedy, gdy "trafi swój na swego". Nie do końca. W tej chwili podejście w seksuologii jest takie, że każdy człowiek jest inny, również pod względem seksualnym. Każdy z nas ma inaczej zbudowany układ nerwowy, inne doświadczenia sensoryczne, które zdobywał na przestrzeni całego swojego życia. Niedopasowanie seksualne bierze się więc z tego, że projektujemy na partnera swój tryb pieszczot, bo skoro nam się to podoba, to dlaczego nie miałoby się podobać naszemu partnerowi? I w konsekwencji oboje jesteśmy sfrustrowani, bo na przykład to, co mnie podnieca, partnera łaskocze i denerwuje. Ale nikt nic nie powie, bo nie chcemy się nawzajem skrzywdzić – wyjaśnia seksuolożka.

Sęk w tym, aby dowiedzieć się, co podnieca nas, co partnera, a co wręcz działa odwrotnie, by móc się zsynchronizować. – I nie mam tu na myśli wyłącznie synchronizacji podczas samego aktu seksualnego, ale zgranie na poziomie o wiele bardziej prozaicznym, na przykład czasowym czy lokalizacyjnym. Bo ona lubi rano, a on woli wieczorem. Albo ona lubi w łóżku, a on wszędzie, tylko nie tam – opowiada Loewe-Kurilla.

Do tego, jak tłumaczy, dochodzą różnice w tym, jak postrzegamy seks, jaki jest nasz język miłości, czyli jak okazujemy uczucie, pożądanie, jakie mamy przekonania na temat seksu, jaki wzorzec życia seksualnego wytwarza kultura, z której pochodzimy, czy seks budzi w nas poczucie wstydu, zażenowania, czy wręcz przeciwnie. – W dalszym ciągu wiele kobiet ma przekonanie, że nie mogą postrzegać siebie jako istoty seksualne, nie mogą fantazjować o seksie, o seksie z innym partnerem niż własnym, masturbować się czy oglądać filmów pornograficznych. Podczas terapii uświadamiam im, że robiąc to, nikogo nie zdradzają. Staram się je inspirować do większej otwartości na seks – mówi Loewe-Kurilla.

Odrębny obszar stanowią traumy związane z dotykiem czy stosunkiem seksualnym, które mogą wpływać na unikanie przez nas określonych czynności seksualnych czy seksu w ogóle. – Większość z nas chciałaby być w związku, w którym nie ma problemów związanych z seksem, ale rzeczywistość jest jednak taka, że większość ludzi w swoim życiu doświadczyła jakiegoś rodzaju nadużyć: czy ze strony pana od WF-u, który podglądał nas, jak przebierałyśmy się w szatni, czy ze strony chłopaka namawiającego na stosunek seksualny, na który ona się wbrew sobie godziła, czy w postaci gwałtu – wymienia seksuolożka.

On ostatnio woli seks, ona przytulanie. 'Odkryliśmy w końcu, dlaczego tak jest' (Przemysław Skrzydło / Agencja Wyborcza.pl)

Kiedyś na wiele tego typu sytuacji machało się ręką, teraz jest inaczej. – I bardzo dobrze! Bo mówienie o tych doświadczeniach przez kogoś, kto ma jakieś zahamowania seksualne, może pozwolić odzyskać sprawczość i tym samym radość z seksu – mówi Loewe-Kurilla.

Kluczem jest gotowość do konfrontacji ze swoim problemem. – Pary, które trafiają do mnie na terapię, bo mają zły seks lub któreś z nich ma problemy z orgazmem, erekcją albo wczesną ejakulacją, łączy jedno: zależy im na związku. Więc tym bardziej chcieliby powalczyć o lepszy seks, jednocześnie są otwarci na kompromisy – przekonuje Loewe-Kurilla.

Kto ma problem

Dla 28-letniej Kasi niedopasowanie seksualne oznaczało jedno – zaburzenia erekcji u jej partnera. Związek trwa od czterech lat.

– Mój partner odmawiał wizyty u specjalisty, nie chciał skorzystać z pomocy terapeuty par. Uważał, że wszystko jest z nim w porządku, że zawsze tak miał, że przecież każdemu mężczyźnie "się zdarza". Oczywiście, że się zdarza, ale w naszym przypadku dochodziło do zaburzeń erekcji prawie zawsze, gdy w grę wchodził seks poprzez penetrację, czyli taki, który jest najbardziej satysfakcjonujący dla mnie. A już za każdym razem, gdy to ja inicjowałam zbliżenie. Jedynym sposobem na podtrzymanie erekcji był seks oralny, choć gdy partner potem wchodził we mnie, bardzo szybko jego penis stawał się miękki – opowiada Kasia.

Przez pierwsze trzy lata związku Kasia zadowalała się seksem oralnym, choć bardzo trudno było jej osiągnąć orgazm łechtaczkowy, z partnerem korzystali także z gadżetów erotycznych. – Mieliśmy fantastyczne zbliżenia, w dodatku świetnie pasowaliśmy do siebie pod względem emocjonalnym i intelektualnym, byliśmy w fazie zakochania i wzajemnej fascynacji, więc temat "problemów z erekcją" był przeze mnie ignorowany. Do czasu. Gdy zaczęłam unikać zbliżeń, bo stres związany z tym, czy tym razem mu stanie, czy nie, zaczął rzutować na moją samoocenę i satysfakcję z seksu, postanowiłam podjąć temat  - tłumaczy.

Zobacz wideo Pary z 50-letnim stażem o sekretach udanego związku

Trafiła jednak na ścianę. – Długo wmawiałam sobie, że to ze mną jest coś nie tak, że powinnam mieć więcej zrozumienia dla niego, że nie traktować go jak maszyny do seksu. Ale kiedy tylko dochodziło do zbliżenia, problem wracał. W dodatku partner zaczął odmawiać seksu, gdy to ja go inicjowałam. Nie wprost, ale moje zaloty zamieniał w przytulanie lub mówił, że jest zmęczony czy akurat tego dnia nie ma ochoty na seks – opowiada Kasia.

Jako para zaczęli się od siebie oddalać. – W pewnym momencie uznałam, że chyba już nie mam nic do stracenia, i postawiłam sprawę na ostrzu noża: albo zaadresujemy ten temat, albo się rozstajemy, bo nie chcę być w związku, w którym czuję się niesłuchana i moje potrzeby są ignorowane. Partner na początku poczuł się zaatakowany i oceniony, ale też się przejął. Powiedział, że nie sądził, że to dla mnie aż tak ważne. Właśnie czekamy na pierwszą wizytę u seksuolożki. Partner obiecał, że zapisze się na wizytę do urologa oraz wykona odpowiednie badania – mówi Kasia.

Jak kamień

Loewe-Kurilla opowiada, jak wyglądają spotkania w jej gabinecie. – Pierwsze sesje poświęcam na ewaluację problemu. Jeżeli ktoś mówi, że ma wysokie czy niskie libido, to odpowiadamy sobie na pytanie, co to dokładnie znaczy wysokie i niskie. Pod "proszeniem o częstszy seks" może się kryć zupełnie inna, pozaseksualna potrzeba: uwagi, docenienia, zadbania. Rozmawiałam kiedyś z kobietą spotykającą się z mężczyzną, który miał trochę niższe libido niż ona i nie reagował, jej zdaniem, odpowiednio na jej próby uwiedzenia go, zwrócenia na nią uwagi. "Kupuję nową bieliznę, a on jak kamień!" – opowiadała. Partnerzy różnili się po prostu pod względem języka miłości – ona była typem osoby, która jest "kochana przez dotyk", która swoje poczucie własnej wartości budowała na podstawie tego, jak on reagował na jej zaloty – tłumaczy ekspertka.

Katastrofą może się też skończyć próba zwrócenia uwagi na sferę seksu poprzez podsyłanie partnerowi filmów czy publikacji pornograficznych lub choćby o tematyce seksualnej. - Znam takie sytuacje, w których kobieta te "inspiracje" traktowała jak atak na nią, czuła się niewystarczająco dobra, atrakcyjna. Mówiła: "Chcesz mieć gwiazdę porno, którą nie jestem". Efekt był taki, że miesiącami żyli bez seksu. A on po prostu wierzył, że ich związek ma potencjał na niesamowity seks, i chciał, żeby i ona w to uwierzyła, i połknęła bakcyla – opowiada Loewe-Kurilla

"Mam dość, odchodzę!"

42-letnia Ania: – Według mnie ludzie, zwłaszcza ci w długoletnich związkach, mogą być dopasowani seksualnie w jakimś momencie życia i skrajnie niedopasowani w innym. Ludzie się zmieniają, a brak dbania o dobrą komunikację sprawia, że wspólne cele i wartości się rozjeżdżają. Łatwo zgubić siebie nawzajem w ferworze codziennych obowiązków.

Jej problemy seksualne z mężem zaczęły się w momencie, gdy zaszła w ciążę. – W jej trakcie mój mąż nie miał ochoty na seks – wspomina. – Po porodzie z kolei ja nie byłam zainteresowana aktywnością seksualną. Z oczywistych – dla mnie – względów seks na kilka lat zszedł na dalszy plan. Bardzo trudno było mi wrócić do poziomu intymności sprzed ciąży – opowiada Ania.

I precyzuje: – Śmiałam się – trochę przez łzy – gdy przeczytałam pewien post na Facebooku autorstwa młodej mamy, że ma tak łatwą w obsłudze córeczkę, że w ciągu dnia z nudów gra sobie na Xboxie. Moje dziecko przez pierwsze dwa lata praktycznie nie spało. Opiekowałam się córeczką, równocześnie starałam się uczyć, bo chciałam się przebranżowić. Do tego mierzyłam się z depresją poporodową. Tak naprawdę mało ogarniałam tzw. obowiązki domowe, a i tak czułam się przemęczona. Żeby złapać odrobinę snu, musiałam kłaść się do łóżka o 21. Mój mąż dołączał do mnie o 23.30 i oczekiwał, że będziemy uprawiać seks. Ja o tej godzinie albo już spałam, albo byłam kompletnie nieprzytomna i seks był ostatnią rzeczą, na którą miałam ochotę – mówi.

Dla wielu kobiet to największy afrodyzjak. 'Mówią: wtedy chętnie wskoczę z tobą do łóżka' (Krzysztof Hadrian / Agencja Wyborcza.pl) , Dr Agata Loewe-Kurilla przekonuje, że warto mówić o niedopasowaniu seksualnym w kontekście całego życia, zwłaszcza jeśli jesteśmy w długoletnim związku (Robert Robaszewski / Agencja Wyborcza.pl)

Po wielu awanturach o seks, a raczej o jego brak lub niedostateczną ilość, para zdecydowała się pójść do seksuologa. – Ja – żeby popracować nad komunikacją w naszym związku, mój mąż – żeby mnie naprawić, bo to przecież ja się zmieniłam, a nie on. Takie miał podejście – stwierdza Ania.

Rok wcześniej Ania zdecydowała się pójść na indywidualną terapię, na co namawiała także męża. Bezskutecznie. Swoją terapię porównuje do rewolucji. – Dużo dowiedziałam się o swoich schematach postępowania, które wyniosłam z dzieciństwa, o tym, jak bardzo nie potrafiłam stawiać granic, jak nie umiałam oddać odpowiedzialności. To niesamowite, jak bardzo powtarzane nam przez rodziców słowa potrafią wpłynąć na nasze życie i późniejsze relacje. A uważałam się za taką feministkę – opowiada.

Wspomina: – Gdy miałam 13 lat, po jednej z wielu kłótni moich rodziców mama powiedziała: "Sama wiesz, z jakiej rodziny jest tata". Babcia była bardzo bogobojną osobą. Kościół i religia były u niej na pierwszym miejscu. Mama zasugerowała mi, że problemy małżeńskie moich dziadków wynikają z tego, że babcia nie zaspokaja potrzeb seksualnych swojego męża. Na długo utkwiło mi w głowie, że mężczyzna niezaspokojony to mężczyzna zły, a kobieta tak powinna funkcjonować w relacji, żeby te jego potrzeby zaspokajać.

Ania cieszyła się na wspólną terapię, doceniała, że jej partner jest na to otwarty. – Odniosłam wrażenie, że kiedy mój mąż zdał sobie sprawę, że i on będzie musiał włożyć w to trochę wysiłku, to mina mu zrzedła. Chyba myślał, że większość pracy, która jest do wykonania, będzie po mojej stronie. Doskonale pamiętam, jak któregoś razu terapeutka zwróciła mu uwagę, że jest uprzywilejowany, bo w ogóle ma widoki na intymność, nawet jeśli rzadko i nieregularnie. Wiele osób, z którymi pracuje, seksu w ogóle nie uprawia, z różnych powodów, na przykład takich jak brak stałego partnera/ki – dodaje.

Terapia przynosiła efekty. – Przy okazji dyskusji o seksie rozmawialiśmy dużo o tym, jak się ze sobą komunikujemy. Wyszło na wierzch, że średnio sobie z tym radzimy. Przy terapeutce każde z nas mogło wyrazić to, co czuje, myśli. I nie było to odbierane – jak w domu – jako zarzut. Zaczęłam coraz lepiej uczyć się oddawać odpowiedzialność, delegować zadania, ale też lepiej rozumieć intencje i potrzeby zarówno swoje, jak i mojego męża.

Gdy małżeństwo regularnie uczęszczało na terapię, postępy było widać jak na dłoni. – Co tydzień mieliśmy możliwość przegadywania spraw, wyjaśniania nieporozumień. W końcu po roku terapii przyszło lato, które wspominam wręcz jako gorący okres naszego związku. Seks uprawialiśmy często, wróciła namiętność, pożądanie – opowiada Ania.

Niestety, ku zdziwieniu Ani dosłownie kilka miesięcy później jej mąż postanowił odejść. – Po jednej ze standardowych kłótni i standardowym straszaku męża pt. "mam dość, odchodzę" rzeczywiście odszedł. Długo nie byłam w stanie zrozumieć, dlaczego to zrobił. Ta kłótnia niczym nie różniła się od poprzednich. Po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że jednak była jakaś różnica: po raz pierwszy nie próbowałam go zatrzymać i łagodzić sytuacji, prosić, żeby został. Po prostu puściłam to i odpowiedziałam: "Droga wolna".

Największy afrodyzjak

Dr Agata Loewe-Kurilla przekonuje, że warto mówić o niedopasowaniu seksualnym w kontekście całego życia, zwłaszcza jeśli jesteśmy w długoletnim związku. – Często pary bagatelizują kryzysy rozwojowe czy duże zmiany w życiu, jak utrata pracy, poród albo pojawienie się dziecka. Przesyt dotyku, który najczęściej przeżywany jest przez kobiety po urodzeniu dziecka, a w związku z tym wzrost poziomu oksytocyny w organizmie sprawia, że ich potrzeby sensoryczne i tym samym seksualne ulegają zmianie. Kobieta spędza czas w objęciach dziecka, a mężczyzna jest opuszczony, pozostawiony sam sobie. Kiedyś nie musiał się prosić o seks, a dziś, jak kobieta go dopuści do siebie raz na kilka tygodni, to jest święto – taka jest narracja – wyjaśnia seksuolożka.

Jak dodaje, brak potrzeby zbliżeń z partnerem po urodzeniu dziecka może brać się z wielu powodów. – Poznaję bardzo wiele kobiet z traumą poporodową. Porodów, które odbyły się jak z płatka czy dokładnie tak, jak kobiety sobie wymarzyły, jest naprawdę niewiele. Gros kobiet doświadczyło nadużyć ze strony lekarzy czy położnych, marzyły o porodzie siłami natury, a skończyły na stole operacyjnym i mają poczucie, że ich ciało je zawiodło. Lub wstydzą się go, bo nie wygląda tak jak dawniej. By mogły odzyskać swoje poczucie sprawczości, sprawności i atrakcyjności, musi minąć dużo czasu. Niekiedy konieczna jest terapia – tłumaczy Loewe-Kurilla.

Do tego dochodzi zmęczenie i poczucie przytłoczenia obowiązkami. – W dalszym ciągu jest tak, że większość obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem spada na kobiety. Wiele matek opowiada mi, że dla nich największym afrodyzjakiem jest sen. Gdyby miały 24 godziny bez konieczności reagowania na potrzeby dziecka, na sen, odpoczynek, chętnie wskoczyłyby z partnerem do łóżka – mówi Loewe-Kurilla.

Jak dodaje, ludzie będący w związkach monogamicznych wychodzą z bardzo szkodliwego założenia, że jakość ich życia seksualnego jest zależna od partnera. – To otwiera ogromne pole do przekroczeń, manipulowania seksem. Nie można obarczać partnera całą odpowiedzialnością za to, jaki się ma seks. Jeśli partner z jakichś powodów nie jest w stanie lub nie chce z nami współżyć, my sami musimy o swój seks zadbać – opowiada seksuolożka.

I nie ma tu na myśli zdrady. Chyba że para jest w otwartym związku lub druga strona zgadza się na seks poza związkiem. – Jednym z rozwiązań jest masturbacja. Niestety, para nie zawsze jest otwarta na szukanie alternatyw seksualnych, bo na przykład kobieta nie akceptuje masturbacji czy korzystania z pornografii. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak tylko włączenie tzw. modułu przetrwania – jeśli partnerom na sobie zależy, muszą uzbroić się w cierpliwość i przeczekać ciężki okres – mówi.

Są kobiety, które decydują się na opcję "w porządku, możemy uprawiać seks, ale nie oczekuj ode mnie większego zaangażowania". – I to też jest okej, pod warunkiem że nie jest to dla tych kobiet przekraczające – dodaje Loewe-Kurilla.

Pokusa, by zaatakować

Zdaniem 37-letniej Alicji niekompatybilność seksualna jest problemem, gdy potrzeby partnerów są skrajne albo gdy w związku brakuje rozmów na ten temat. – Wszelkie różnice są do przepracowania, pod warunkiem że partnerzy są otwarci na siebie nawzajem – uważa.

Alicja jest ze swoim partnerem od roku i mówi, że już kilkakrotnie było tak, że "nie dogrywali się" idealnie pod względem seksualnym. – Spotkaliśmy się w momencie, w którym oboje czuliśmy się dobrze we własnej skórze. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że ja mam odrobinę wyższe libido niż mój partner, czyli potrzebuję zbliżeń częściej. Mogłabym uprawiać seks codziennie, mojemu partnerowi wystarczy seks co dwa–trzy dni – mówi Alicja.

Para, mimo niedługiego stażu, przechodziła już jednak wiele faz. – Był okres, kiedy to ja musiałam skorzystać z farmakologii z powodu spadków nastroju, był taki okres, że leki brał mój partner. W tym czasie nasze libido było dużo niższe niż partnera. Gdy zaszłam w ciążę, moje znacznie się zwiększyło, z kolei wtedy mój partner miał problemy w pracy – borykał się z wypaleniem zawodowym – i jego myśli nie krążyły tak często wokół seksu jak moje. Bardzo trudnym momentem był ten, w którym straciłam ciążę. W ogóle nie byłam w stanie uprawiać seksu. Musiało minąć trochę czasu, zanim poczułam się pewnie w swoim ciele. Paradoksalnie to, co się wydarzyło, bardzo zbliżyło mnie do mojego partnera, ale emocjonalnie, nie fizycznie. Byliśmy w tym razem, bardzo się wspieraliśmy – opowiada Alicja i podsumowuje: – Prawda jest taka, że tych momentów, w których jesteśmy idealnie zgrani, jest zdecydowanie mniej niż tych, w których każde ma nieco inne potrzeby.

Ostatnio to Alicja ma mniejszą ochotę na seks, a zdecydowanie większą na bliskość rozumianą jako przytulanie, dotyk. – Zaczęliśmy o tym rozmawiać i w końcu doszliśmy do sensownego wniosku. Mój partner ma syna z poprzedniego związku, który mieszka z nami co drugi tydzień. Dużo się przytulają, mają bardzo bliską relację. W tym czasie, kiedy syn jest u nas, ja schodzę trochę na drugi plan. Seks też jest zupełnie inny, bo nie możemy zachowywać się przy dziecku tak swobodnie jak wtedy, gdy go nie ma. Mój partner ma więc zaspokojoną potrzebę bliskości i czułości dzięki relacji z synem. W przeciwieństwie do mnie – tłumaczy Alicja.

37-latka zdradza, że prawdopodobnie już dawno jej związek by się rozpadł, gdyby nie to, że zarówno jej partner, jak i ona są otwarci na rozmowę. – Jeśli w naszym życiu seksualnym coś zaczyna nie grać, to staramy się to traktować jako objaw jakiegoś głębszego problemu i o tym rozmawiać. Co nie oznacza, że te rozmowy przychodzą łatwo. Często pojawia się pokusa, żeby atakować partnera albo go o coś obwiniać. Oprócz różnych potrzeb dochodzą jeszcze różne doświadczenia z przeszłości, które także nas ukształtowały. Przykładowo mój partner, zanim mnie poznał, był w długim związku z kimś, kto wykorzystywał seks jako kartę przetargową. Czasem wydaje mu się, że gdy odmawiam zbliżenia, to znaczy, że chcę go za coś ukarać – opowiada.

Żeby pobudzić seksualną wyobraźnię par, Loewe-Kurilla zaleca różnego rodzaju ćwiczenia czy zadania. - Wszystko w porozumieniu z parą, z którą pracuję (Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl) , (Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl)

Alicja jest bardzo zadowolona ze swojego związku. – Oboje jesteśmy już dojrzali, wiemy, czego chcemy. Gdy się poznaliśmy, dużo rozmawialiśmy o tym, czego oczekujemy od związku: oboje pragniemy być w relacji monogamicznej, ale jesteśmy otwarci na eksperymenty. Jeżeli z czasem któreś z nas poczuje, że jego potrzeby nie są zaspokajane, i zechce spróbować czegoś nowego, to drugie będzie na to otwarte. Zapragnęliśmy ostatnio wybrać się razem do seksklubu – opowiada.

Mogliśmy to robić od 10 lat

Dr Agata Loewe-Kurilla przekonuje, że większości par, które do niej trafiają, udaje się poprawić życie seksualne. I nie tylko: – Często podczas terapii nie rozmawiamy w ogóle o seksie, ale o bieżących problemach, schematach postępowania. Jeśli na co dzień między partnerami robi się lepiej – stają się na siebie bardziej uważni, czuli, lepiej się ze sobą komunikują – to i seks się poprawia – podkreśla.

Z kolei żeby pobudzić seksualną wyobraźnię par, Loewe-Kurilla zaleca różnego rodzaju ćwiczenia czy zadania. – Wszystko w porozumieniu z parą, z którą pracuję. Wspieram się podcastami, tutorialami, różnego rodzaju publikacjami, polecam filmy dla dorosłych. Pomagam parom przeprowadzić Sensate Focus, czyli klasyczny program terapii dotykiem, który można podejrzeć w filmie "Dwoje do poprawki", albo uczę ich modelu koła zgody [model i połączona z nim praktyka, które opracowała trenerka seksualności Betty Martin – przyp. red.].

Seksuolożka uważa, że doskonale otwierają na rozmowy o seksie publikacje w stylu "30 sposobów na lepszy seks" czy "101 sposobów, jak rozpocząć rozmowę o seksie". – Zdarza się, że nagle po 10 latach związku partner po raz pierwszy zdradza, że ma jakąś fantazję seksualną. Na przykład kobieta marzy o tym, żeby mężczyzna wziął ją siłą. Albo on mówi: "Chcę być twoim uczniem, a ty moją nauczycielką". Wtedy często słyszą od drugiej strony: "Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś? Mogliśmy to robić od 10 lat!".

Dr Agata Loewe-Kurilla. Psycholożka kliniczna i międzykulturowa, psychoterapeutka systemowa, seksozofka, seksuolożka i certyfikowana sex coach. Założycielka Instytutu Pozytywnej Seksualności. Od 2009 roku współpracuje z instytucjami działającymi na rzecz równości w zakresie płci, genderu, seksualności oraz relacji i dostępu do praw seksualnych człowieka. Prowadzi prywatną praktykę terapeutyczną oraz organizuje i prowadzi zajęcia dla osób, które chcą lepiej rozumieć własną seksualność oraz profesjonalnie pomagać innym w tym zakresie. Związana ze Światową Organizacją Zdrowia Seksualnego (WAS), amerykańskim SCU oraz brytyjskim Pink Therapy.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. W mediach od 2011 roku. Słuchanie ludzi to, obok tańczenia, jej ulubiona aktywność. Wierzy, że każda historia jest wyjątkowa. To, co jednak w każdej opowieści najcenniejsze, to jej walor uniwersalny. Takie historie chce opowiadać.