Tekst został opublikowany w ramach projektu "Ile jest wróbli w Warszawie" finansowanego przez m.st. Warszawę.
***
W ramach projektu przypominamy pięć reportaży dotyczących Warszawy opublikowanych w ostatnim stuleciu. Przygotowaliśmy także pięć nowych artykułów nawiązujących do miejsc i problemów poruszonych w tekstach historycznych.
***
"Geneza symbolu i przewiezienie zwłok Nieznanego Żołnierza", rok 1926
Nieznany Żołnierz jako symbol ofiarnego męstwa i wszelkich cnót żołnierskich stał się przedmiotem kultu po wielkiej światowej wojnie najpierw we Francji. W Paryżu, pod Łukiem Triumfalnym przed kilku laty złożono zwłoki poległego w wojnie światowej nieznanego z nazwiska żołnierza i zaopatrzono mogiłę napisem: "Tu leży Nieznany Żołnierz".
Mogiła ta stała się przedmiotem kultu nie tylko Francuzów, lecz i cudzoziemców, którzy zwiedzając Łuk Triumfalny uważają za swój obowiązek złożyć hołd dla cichego poświecenia, bezinteresownej ofiary krwi i życia dla dobra ojczyzny. W Polsce, gdzie po uspokojeniu się całej Europy trwały walki o wolność i niepodległość narodu jeszcze prawie trzy lata, gdzie granice państwa zostały najpóźniej ustalone, kult Nieznanego Żołnierza powstał formalnie i urzędowo dopiero w 1925 roku.
Dnia 4 kwietnia 1925 w Warszawie, w gmachu Ministerstwa Spraw Wojskowych, w sali Rady Wojennej przy gabinecie ministra odbyła się uroczystość wylosowania pobojowiska, z którego miały być ekshumowane zwłoki Nieznanego Żołnierza i złożone w mogile pod arkadami Pałacu Saskiego.
Wielka sala Rady Wojennej przybrała w tym dniu niezwykły wygląd. Dokoła stołu, na którym stała czarna urna, zasiedli najwyżsi dygnitarze cywilni i wojskowi, za nimi stali przywódcy oddziałów stacjonowanych w stolicy, w drugim rzędzie szeregowi jako deputacje.
Uroczystość losowania rozpoczął minister generał dywizji Władysław Sikorski, przemawiając jak następuje:
– Zebrani tu dziś przedstawiciele rządu, wojska i społeczeństwa mają ten wysoki zaszczyt, że będą świadkami losowania pobojowiska, które uznamy za symbol wielu naszych pobojowisk. Z całej ziemi mogił i krzyżów wybranym zostanie jedno miejsce jako krwawe znamię walk kilku pokoleń o wolność, całość i niepodległość narodu. W pokorze i czci chyląc czoło przed dostojeństwem męki narodowej z ubiegłych lat, dumni jesteśmy, że tym razem nad grobem Nieznanego Żołnierza, który poległ za Ojczyznę, rozbrzmi zwycięska fanfara polska i majestat prochów Jego czczony będzie przez rodaków jawnie i dumnie. Wiele bowiem krwi przelaliśmy na pobojowiskach Europy i całego świata. Ale najwięcej na własnej ziemi i w ostatniej wojnie zwycięskiej – przeto naszym Nieznanym Żołnierzem będzie jeden z tych, co polegli w okresie starcia się mocy całego narodu polskiego z mocą wroga. Proszę pana szefa sztabu generalnego, żeby wymienił te pobojowiska, które w czasie wojen z lat 1918 do 1920 były dość krwawe.
Następnie przemówił szef sztabu generalnego, generał dywizji Stanisław Haller:
– Wybór jest trudny, armia bowiem nasza organizowała się w ogniu walk, każdy możliwie gotowy batalion z potrzeby bojowej rzucano na front. Dlatego wszystkie granice Rzeczypospolitej znaczy nić serdeczna krwi żołnierskiej, na każdym szlaku marsowym znajdują się pojedyncze i zbiorowe mogiły. Jednak w niektórych bitwach i starciach ponieśliśmy straty bardzo poważne, a nawet masowe.
Po tych słowach generał dywizji Stanisław Haller wręczył piętnaście kartek księdzu biskupowi polowemu, który je pomieszał i włożył do urny, po czym szef sztabu generalnego wezwał najmłodszego z obecnych kawalera Orderu Virtuti Militari, by wystąpił celem dokonania losowania.
Zameldował się ogniomistrz 14. Pułku Artylerii Polowej Józef Buczkowski, instruktor szkoły podchorążych, i wśród uroczystej ciszy wyciągnął z urny kartkę; odniósł ją do ministra spraw wojskowych, generała dywizji Władysława Sikorskiego, który odczytał z niej na głos:
– Pobojowisko lwowskie z roku 1918–1919, łącznie z pobojowiskiem nad Wereszycą, to jest Gródka Jagiellońskiego, na którym krwawo i ofiarnie biła się z Ukraińcami 5. Dywizja Piechoty. Długotrwałość, zaciętość walk, moment poświęcenia występuje tutaj w całej pełni. Za zgodność – szef Biura Historycznego Kukiel, generał brygady.
Z kolei minister generał dywizji Sikorski zwrócił się do obecnych z prośbą o podpisanie protokołu uroczystości w dwóch egzemplarzach. Jeden z tych egzemplarzy został złożony w Muzeum Wojska, drugi wmurowano w dniu 2 listopada 1925 w grób Nieznanego Żołnierza.
Nie mógł lepiej paść wybór pobojowiska. Ślepy los oddał hołd krwi najbardziej ofiarnej.
Po ustaleniu przez ministra spraw wojskowych terminu ekshumacji zwłok Nieznanego Żołnierza z pobojowiska lwowskiego do Warszawy odbyło się 12 października 1925 w ognisku oficerów we Lwowie zebranie pełnego komitetu wykonawczego pod przewodnictwem generała dywizji Jana Thullego, które na podstawie nadesłanego z Ministerstwa SW ceremoniału uchwaliło, że dnia 30 października 1925 o godzinie piętnastej odbędzie się przeniesienie zwłok Nieznanego Żołnierza z kaplicy Obrońców Lwowa do katedry, w dniu zaś 31 października o ósmej trzydzieści przeniesienie zwłok na dworzec kolejowy, skąd 1 listopada o godzinie dziewiątej odjadą specjalnym pociągiem do Warszawy.
29 października o godzinie wpół do trzeciej po południu odbyła się ekshumacja i wybór zwłok Nieznanego Żołnierza. Już przed godziną oznaczoną, gdy grono wyższych oficerów było zebrane na cmentarzu Obrońców Lwowa, przybyła komisja, wobec której odbyła się uroczystość ekshumacji. Po wejściu tego grona dostojnych przedstawicieli władz duchownych, wojskowych i cywilnych kordony policji, które od rana otaczały cmentarz Obrońców Lwowa, zwarły się ściśle i nie przepuszczały nikogo. Ponadto wewnątrz cmentarza pełniła służbę żandarmeria wojskowa.
Na długo przed aktem ekshumacji oczekiwał dostojnych gości zarządca cmentarza pan Maciejewski wraz z grabarzami oraz przybyły z Warszawy właściciel zakładu pogrzebowego pan Łopacki, który w darze społeczeństwu ofiarował piękną trumnę dębową wraz z dwiema należącymi do niej trumnami wewnętrznymi: zwykłą żołnierską sosnową i metalową. Pan Łopacki kierował robotami ekshumacji.
O godzinie wpół do trzeciej na rozkaz generała Malczewskiego grabarze przystąpili do rozkopywania jednocześnie trzech mogił, rozrzuconych w różnych punktach cmentarza, orientując się według planu Towarzystwa Straży Mogił Polskich Bohaterów. Nad rozkopanymi mogiłami rozpościerają swe ramiona dębowe krzyże z napisami: "Nieznany Obrońca Lwowa". Głucho uderzają łopaty w ugniecioną ziemię i mimo woli cofamy się myślą wstecz lat prawie siedem, gdy Lwów, spowity w mgle listopadowej, wśród szarugi i zamieci śnieżnej rozbrzmiewał trzaskiem karabinów maszynowych, wyciem granatów, hukiem pękających szrapneli, niosących śmierć i zniszczenie. Młodzież, dzieci nieletnie, kobiety i starcy łączą się, zdobywają broń, opanowują krok za krokiem ulice.
Oto rydel grabarza uderzył w wieko trumny, które głuchym, podziemnym odezwało się echem. Na sznurach podnoszą ją w górę. Szczątki człowieka patrzą pustymi oczodołami... Garść prochu, trochę szmat ubogich, kości, piszczele i nic więcej. To samo druga i trzecia trumna... A komisja żąda dowodu, że to był żołnierz.
Za to trzy dalsze trumny nieznanych były wszystkie zwłokami żołnierzy: liniowego, sierżanta i kaprala. Przepisowy mundur, metalowe guziki z orłami polskimi, czapki maciejówki pod pachą lub na kolanach, u dwóch epolety sierżanta i kaprala – stanowczo stwierdzały, że owe trzy trumny zawierają szczątki żołnierzy liniowych. Po stwierdzeniu tego przez komisję i sfotografowaniu zwłok wszystkie trzy trumny ustawiono przed starą, drewnianą kaplicą. Wtedy z głębi cmentarza, spod nowej kaplicy Obrońców Lwowa nadeszła pani Jadwiga Zarugiewiczowa, jedna z tych, które na polach Zadwórza straciły syna i jego mogiły nie odnalazły, i ta, kładąc na jednej trumnie drżącą ze wzruszenia dłoń, wybrała zwłoki, które mają być symbolem ofiarnego poświęcenia za Ojczyznę.
Los padł na tego, który żadnej szarży nie miał, a tulił u boku swego starą maciejówkę z białym orłem sczerniałym od wilgoci. Zginął on na polu walki, o czym świadczyła czaszka przedziurawiona przez kule i noga od strzału złamana. Maciejówka wskazywałaby na to, że był to ochotnik, którego serce powołało na pole walki, by spełnić swój obowiązek względem Ojczyzny.
Szczątki trumny wraz ze zwłokami złożono w pierwszej, sosnowej, a następnie wstawiono do drugiej, wielkiej trumny dębowej, w której znajdowała się wewnętrzna powłoka metalowa.
Po zalutowaniu trumny i złożeniu pieczęci wobec komisji na czele z panami: generałem Malczewskim, Jego Eminencją arcybiskupem Twardowskim, wojewodą Garapichem i prezydentem miasta Neumannem, dziesięciu podoficerów wzięło trumnę na ramiona i o zmroku rozpraszanym płomieniami potężnych zniczów przed kaplicą Obrońców Lwowa pomaszerowali ku kaplicy, przed którą na katafalku ustawiwszy trumnę, rzucili jej do stóp sztandar amarantowo-biały, po bokach stanęło dwóch kolegów w pełnym rynsztunku bojowym w postawie na baczność.
Z okazji złożenia do grobu Nieznanego Żołnierza minister spraw wojskowych generał dywizji Władysław Sikorski wydał rozkaz do armii polskiej, który był odczytany przed frontem wszystkich oddziałów:
"[...] W chwili, gdy Bezimiennemu Bohaterowi hołd składać będzie Rzeczpospolita z prezydentem swym na czele, gdy przed trumną jego pochylą się orły chorągwiane, niech zwróci się, żołnierze, myśl wasza ku Niemu. Umiłujcie ten grób! Pamiętajcie, że dla narodu świętą jest ofiara życia żołnierskiego dla Ojczyzny! Bądźcie gotowi złożyć w potrzebie tę ofiarę Ojczyźnie!".
Przeniesienie zwłok Nieznanego Żołnierza z cmentarza Obrońców Lwowa do bazyliki archikatedralnej odbyło się dnia 30 października. Dekoracja miasta wypadła wspaniale. Zwisające z olbrzymich masztów festony zieleni przybrane w barwy narodowe w wielu miejscach przecinały ulice Lwowa; gmachy przepięknie ustrojone w zieleń, niektóre oświetlone różnobarwnymi lampami. Tysiące nalepek ozdabiały okna gmachów.
Już o godzinie drugiej w kierunku ulicy Piekarskiej ku bazylice płyną nieprzejrzane fale publiczności i młodzieży. Młodzież szkolna stanowiła szpalery. Ulicę Piekarską zajmują szkoły powszechne, po jednej stronie męskie, po drugiej żeńskie. Od bramy cmentarnej do placu Katedralnego stanęły nieprzejrzane zastępy młodzieży, odcinając się od publiczności zwartą linią ruchliwych biało-czerwonych chorągiewek i budząc swym wzorowym zachowaniem się ogólne uznanie. O godzinie trzeciej ksiądz infułat Zajchowski w asyście licznego duchowieństwa odprawił modły, po czym ośmiu podoficerów odznaczonych krzyżem Virtuti Militari wzięło trumnę na ramiona i zniosło po stopniach terasy. Po obu stronach trumny kroczyli żołnierze z płonącymi pochodniami. Przed trumną stanęły delegacje szkół, żołnierz z krzyżem i duchowieństwo, za trumną dwie matki, pani Bronisława Widtowa i Jadwiga Zarugiewiczowa, których polegli synowie spoczywają gdzieś w bezimiennych mogiłach, dwie wdowy po poległych nieznanych, Maria Bilewiczowa i Franciszka Stysiowa, dwie sieroty, Stefania Chowańcówna i Jan Radzki z Rodziny Sierocej1, w końcu dwaj inwalidzi, Grzegorz Strzelecki i Adam Gryglewski, następnie generalicja, dowódcy pułków, przedstawiciele władz rządowych i miejskich i członkowie komitetu obywatelskiego.
Gdy pochód stanął przed lawetą, na której złożono dostojne zwłoki, zabrzmiały dźwięki kantaty, kompania honorowa i szwadron kawalerii sprezentowały broń, a orkiestra 40. Pułku Piechoty odegrała hymn narodowy.
Po przejściu orszaku przez bramę cmentarną przyłączyły się doń honorowe oddziały piechoty i kawalerii, przy dźwiękach orkiestry konnej ułanów jazłowieckich kondukt przeszedł przez udekorowane i oświetlone latarniami owiniętymi kirem ulice: Piekarską, plac Bernardyński, Halicki, Mariacki, ku bazylice. Bazylika zgotowała królewskie przyjęcie. Główny portal katedry przystroił się w monarszą purpurę, która z bielą gronostajów, białych opon i bogatych złoceń tworzyła wspaniały baldachim. Katafalk ogrodzony płotem karabinów i szabel ułańskich; w czterech rogach spoczywały zbroje husarskie. Na bieli i purpurze złote emblematy rycerskie. Po obu stronach katafalku straż dzierży honorową dwóch oficerów, podoficerów i szeregowców.
Trumnę z łoża działowego2 podjęli oficerowie, orkiestra odegrała hymn narodowy, po czym trumna wstąpiła do wnętrza katedry. Z pomocą specjalnie urządzonej maszynerii dźwignięto ciężką trumnę na szczyt katafalku. Aż do ósmej wieczorem niezliczone zastępy publiczności, delegacje stowarzyszeń i organizacji społecznych składały hołd Nieznanemu Żołnierzowi.
Przepiękny, rozświetlony blaskami jesiennego słońca powstał nad Lwowem wielki, uroczysty dzień 31 października, w którym Lwów odprowadził Bezimiennego Bohatera ze swoich pobojowisk i z bazyliki na dworzec kolejowy.
Już od wczesnego ranka tłumy publiczności odbywały pielgrzymkę do trumny, aż do godziny ósmej, gdy dostęp do bazyliki został zamknięty, a zaczęły się gromadzić delegacje stowarzyszeń oraz dostojnicy wojskowi i cywilni. Przed katafalkiem asysta zwłok: dwie matki, dwie wdowy, dwie sieroty, dwóch inwalidów.
W bocznych nawach – delegacje stowarzyszeń, związków i instytucji. Delegacja Żydowskiego Klubu Mieszczańskiego złożyła u stóp katafalku wieniec.
Ośmiu podoficerów zdjęło trumnę z katafalku i przez szpaler pochylonych sztandarów wojskowych oraz cywilnych przeszło ze zwłokami do łoża działowego, oczekującego przed katedrą. Z chwilą gdy trumna ukazała się przed wejściem do katedry, odezwał się z cytadeli wystrzał armatni, a na to hasło rozległ się dźwięk uroczysty dzwonów wszystkich kościołów lwowskich; zahuczały syreny parowozów kolejowych i fabryk lwowskich i całe miasto wstrzymało swe życie, zaniemiało. Na dwie minuty ustał wszelki ruch kołowy, wszelka praca, skupioną ciszą Lwów oddał hołd Nieznanemu Żołnierzowi. Po upływie uroczystego momentu milczenia pochód ruszył ku placowi Mariackiemu, gdzie ze stopni pomnika Mickiewicza pożegnali Bezimiennego Bohatera imieniem wojska komendant okręgu korpuśnego generał Malczewski, imieniem Lwowa prezydent Neumann, imieniem rządu polskiego wojewoda Garapich.
Pożegnanie zwłok na dworcu odbyło się z taką samą podniosłością ducha i okazałością, jaka cechowała przebieg uroczystości lwowskich. O godzinie siódmej minut czterdzieści pięć zebrali się w salonach recepcyjnych dworca, zamienionych na kaplicę, przed trumną Nieznanego Żołnierza reprezentanci wojskowości, członkowie delegacji odwożącej zwłoki do Warszawy z komendantem pociągu generałem Mariańskim na czele, reprezentanci rządu, miasta, Komitetu Obywatelskiego, Czerwonego Krzyża, Policji Państwowej, konsulowie obcych państw i reprezentanci władz.
Ustawiono już na peronie nadzwyczajny pociąg, strojny w festony z choin i róż, złożony z lokomotywy w kwietnej dekoracji oraz z przybranych emblematami państwowymi wagonów dla delegacji i eskorty, z dwóch wagonów na wieńce oraz z wagonu przeznaczonego dla zwłok i warty honorowej. Wagon ten, którym powróciły z obczyzny do kraju zwłoki Sienkiewicza, bogato przystrojony choiną i kwiatami, był wewnątrz zamieniony na wspaniałą kaplicę. Ściany obciągnięte draperią białą były udekorowane festonami z pąsowego materiału i emblematami narodowymi. U wezgłowia katafalku ubranego w kwiaty był zawieszony wizerunek Matki Boskiej. Przed pociągiem ustawiła się kompania 26. Pułku Piechoty ze sztandarem i orkiestrą.
Drzwi wagonu przewożącego zwłoki pozostały otwarte na zewnątrz, także przez całą drogę zwłoki Nieznanego Żołnierza były wystawione na widok publiczny.
Delegacja, która odwiozła zwłoki Nieznanego Żołnierza ze Lwowa do Warszawy, składała się z pięćdziesięciu pięciu osób.
Opuściwszy przestrzeń lwowskich dworców, pociąg w szybkim tempie zdążał ku najbliższemu postojowi w Żółkwi. Stacje, przez które przejeżdżał, przybrane w zieleń i flagi o barwach narodowych, a na peronach dziatwa szkolna i tłumy włościaństwa. Wszyscy w głębokim skupieniu oddają hołd prochom Nieznanego Żołnierza.
Rzęsa Polska i Brzuchowice wystąpiły z orkiestrami.
Na dworzec w Żółkwi zajechał pociąg witany odgłosem syren kolejowych przy dźwiękach orkiestry 6. Pułku Strzelców Konnych. Honory wojskowe oddał spieszony szwadron tego pułku. Obok władz rządowych ze starostą na czele zjawiły się na dworcu delegacje stowarzyszeń i dziatwa szkolna, która złożywszy wieniec, defilowała przed trumną.
Następny postój w Rawie Ruskiej. Tłumy publiczności i młodzieży zaległy stację. Garnizon z orkiestrą oddaje honory, delegacje składają wieńce. Minąwszy Bełżec, pociąg wjechał w ziemię zamojską.
I tu stacje przystrojone w zieleń, wszędzie tłumy ludzi. W Topolczycy i w Zawadzie zgromadzone delegacje złożyły wieńce, tysiączne rzesze młodzieży i publiczności wraz z garnizonem oczekiwały nadejścia pociągu. Duchowieństwo katolickie i prawosławne odprawiło krótkie egzekwie, po czym stos wieńców odebrał komendant pociągu.
W Krasnymstawie imponująca manifestacja.
Rejowiec był miejscem, gdzie olbrzymią manifestację urządziła ziemia chełmska. Wyrazem uczuć obywateli tej ziemi był wieniec srebrny z liści dębowych z pozłacanymi szarfami, który delegacja ze starostą chełmskim na czele odwiozła do Warszawy.
Na małej stacji Trawniki rozrzewniający obraz: wzdłuż toru oświetlonego rzęsiście pochodniami klęczała dziatwa szkolna. Pociąg zwalnia biegu i powoli przejeżdża przez stację.
I tak od stacji do stacji, wśród tłumów, w triumfalnym pochodzie szedł Nieznany, budząc swym przybyciem wspomnienia przebytych chwil. W niejednej matce na widok tego orszaku otwierała się dawna rana, w piersi budził żal po synach, którzy padli na polach walki.
Zapadający mrok potęgował podniosły nastrój. Wzdłuż torów rozbłysły smolne łuczywa lub stosy drzewa. Na stacjach, które pociąg mijał i gdzie się zatrzymywał, orkiestry grały pieśni żałobne i śpiewały chóry włościańskie. Późna godzina nie położyła kresu tym manifestacjom. A gdy przed wschodem słońca pociąg zbliżał się do Warszawy, na stacjach znowu dziatwa, pochodnie, wieńce, orkiestry. Droga Nieznanego Żołnierza ze Lwowa do Warszawy to naprawdę więcej niż królewski pochód triumfalny.
O szóstej rano zajechał na Dworzec Główny pociąg wiozący szczątki Bezimiennego Bohatera. Lokomotywa przyozdobiona w barwy narodowe i emblematy żałobne z wielką tarczą z Orłem Białym na przedzie. Ksiądz generał Niewiarowski poświęcił trumnę, po czym ośmiu kawalerów krzyża Virtuti Militari wniosło ją na barkach, składając na łożu armatnim zaprzężonym w sześć koni. Trumnę przykryto szkarłatnym całunem atłasowym z wyhaftowanym godłem państwowym.
Przed konduktem szła orkiestra, za nią oddziały piechoty, duchowieństwo, trumna ze zwłokami, dwie matki, dwie wdowy, dwie sieroty i dwóch inwalidów. Za nimi generał Sikorski w otoczeniu generalicji, delegacje ze sztandarami, hallerczycy, strzelcy, dowborczycy, powstańcy, harcerze, kluby sportowe, straż ogniowa. Wszystkie domy na trasie pochodu były ozdobione sztandarami o barwach narodowych.
U wrót katedry Świętego Jana przyjął zwłoki Jego Eminencja ksiądz biskup polowy Gall. Trumnę ci sami oficerowie wnieśli do świątyni i zaciągnęli przy niej wartę, a równocześnie przyniesiono sztandary ze wszystkich Dowództw Okręgów Korpusu przybyłych na uroczystość. Wśród sztandarów były sztandary historyczne, przechowane w muzeum na Podwalu, oraz sztandary pułków warszawskich. Po godzinie jedenastej zaczęło się żałobne nabożeństwo odprawione przez Jego Eminencję księdza kardynała Kakowskiego w obecności dygnitarzy stolicy. Byli obecni: prezydent Rzeczypospolitej Stanisław Wojciechowski, premier Władysław Grabski, marszałkowie Sejmu i Senatu, generał Władysław Sikorski, generałowie: Józef Haller, Dreszer, Majewski, Żeligowski, Rozwadowski, Konarzewski, Osiński, Suszyński, Szpakowski, Pogorzelski, Jacyna, prezes Jabłoński, senator Braliński, attaché wojskowi Francji, Anglii, Belgii, Włoch, Stanów Zjednoczonych, Rumunii, Japonii, Finlandii, Czechosłowacji, Łotwy i Estonii.
Po nabożeństwie przemówił natchniony kaznodzieja ksiądz prałat profesor Szlagowski.
Wzruszył wszystkich słuchaczy. Zwrot do matek, których synowie polegli w bojach i spoczywają jako nieznani, wywołał łzy i łkania.
Po przemówieniach duchowieństwo odśpiewało egzekwie. Pochyliły się sztandary, rozbrzmiały dzwony, pochód ruszył w stronę placu Saskiego. Dookoła pomnika księcia Józefa Poniatowskiego na placu Saskim stało czterech żołnierzy w historycznych mundurach wojsk polskich z czasów Księstwa Warszawskiego. Punktualnie o godzinie pierwszej rozległ się strzał armatni, wzywający stolicę, a z nią naród cały, do jednej minuty ciszy i skupienia. Odkryły się głowy, zamarł ruch... Tylko w górze rozległ się głuchy warkot krążących samolotów i łopot chorągwi poruszanych podmuchem wiatru.
Gdy zawarła się płyta nad szczątkami Nieznanego Żołnierza, pan prezydent Wojciechowski zapalił na niej jeden z pięciu zniczów, wiecznych ogni. Rozpoczęło się składanie wieńców.
Ze Lwowa przywiozła delegacja sto dwadzieścia pięć wieńców. Wnętrze grobowca pokryło się kwieciem. Szarfy o barwach prawie wszystkich państw. Grobowiec, miejsce spoczynku Nieznanego Żołnierza, mieści się pod arkadami gmachu Sztabu Generalnego, oddzielającymi plac Saski od ogrodu Saskiego. Arkady te (byłego pałacu Szwarcowa) mają jedenaście przęseł3. Z tych trzy środkowe przeznaczono na grobowiec, pozostałe służą za przejście do powszechnego użytku.
Gdy ośmiu żołnierzy kawalerów Virtuti Militari składało wśród szpaleru sztandarów zwłoki do mauzoleum, zbliżył się minister spraw wojskowych generał Władysław Sikorski i włożył do grobowca akt erekcyjny, a lwowscy delegaci wysypali na trumnę ziemię przywiezioną ze Lwowa, z grobu Nieznanego Żołnierza.
Akt erekcyjny złożony w grobowcu Nieznanego Żołnierza polskiego brzmi, jak następuje:
Na wieczną chwałę imienia polskiego i dla bohaterstwa, które nie potrzebuje nazwiska, aby być najwyższej czci godnym. W siódmą rocznicę podjęcia walki o całość granic zmartwychwstałej Rzeczpospolitej i siódmego roku odzyskania przez naród polski niepodległości, roku pańskiego 1925, w dniu Zadusznym 2 listopada o godzinie trzynastej.
Naród i Rząd Najjaśniejszej Rzeczpospolitej z jej prezydentem Stanisławem Wojciechowskim na czele, przy udziale przedstawicieli izb ustawodawczych, duchowieństwa trzech wyznań, wojska, władz państwowych i samorządowych, stowarzyszeń społecznych i licznych tłumów narodu, złożył w grobowcu, na placu Saskim w stołecznym mieście Warszawie wzniesionym, wydobyte ze wskazanego losem pobojowiska lwowskiego zwłoki żołnierza polskiego, który poległ za ojczyznę, składając w ten sposób wspólny hołd tysiącom bohaterów, którzy w ciągu stutrzydziestoletniej walki o wolność legli na polu chwały za sprawę narodu. W tymże grobowcu, będącym dziełem artysty rzeźbiarza Stanisława Ostrowskiego, spoczęło czternaście urn, zawierających ziemię z pobojowisk polskich.
Chwilę złożenia zwłok Żołnierza Polskiego do grobowca uczciła cała Polska uroczystym milczeniem trwającym jedną minutę.
Wzniósłszy w stolicy, jako sercu Rzeczpospolitej Polskiej, grobowiec Żołnierza Polskiego, który poległ za ojczyznę, złożywszy doń żołnierskie szczątki, rząd Rzeczpospolitej Polskiej w składzie:
Władysława Grabskiego, prezesa Rady Ministrów i ministra skarbu, Władysława Raczkiewicza, ministra spraw wewnętrznych, Aleksandra Skrzyńskiego, ministra spraw zagranicznych, Władysława Sikorskiego, ministra spraw wojskowych, Antoniego Żychlińskiego, ministra sprawiedliwości, Stanisława Grabskiego, ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego, Stanisława Janickiego, ministra rolnictwa i dóbr państwowych, Czesława Klarnera, ministra przemysłu i handlu, Kazimierza Tyszki, ministra kolei, Mieczysława Rybczyńskiego, kierownika Ministerstwa Robót Publicznych, Franciszka Sokoła, ministra pracy i opieki społecznej, Józefa Radwana, kierownika Ministerstwa Robót Rolnych, przekazuje ten grobowiec i spoczywające w nim relikwie stołecznemu miastu Warszawie w osobach przedstawicieli władz samorządu miejskiego na wieczne czasy, zalecając, aby stolica, jako przedstawicielka innych miast i wsi polskich, opieką należytą i czcią otoczyła ten najpiękniejszy pomnik zwycięskiej walki o wolność i niepodległość narodu.
Przypisy:
- Stowarzyszenie Rodzina Sieroca we Lwowie opiekowało się około pięćdziesięciorgiem dzieci zmarłych Obrońców Lwowa.
- Laweta służąca do umocowania lufy działa.
- Pałac Saski został wysadzony w powietrze przez Niemców w grudniu 1944 roku. Po wojnie władze nie zdecydowały się na jego odbudowę, odnowiono jedynie pozostałą po zniszczeniach część środkową, w której ponownie urządzono Grób Nieznanego Żołnierza.
7599 dni Drugiej Rzeczypospolitej, wybór i oprac. E. Sabelanka, K. Koźniewski, Warszawa: Iskry 1983, s. 112–121.

