*W ramach podsumowania roku, wybraliśmy dla Was najpopularniejsze teksty. Oto najczęściej czytany artykuł września 2024. Tekst został pierwotnie opublikowany 9 września 2024.
Weekend Gazeta.pl zaprasza do rozmowy o pieniądzach. Bez warszawocentryzmu, bez wstydu, bez tezy. W nowym cyklu Anna Kalita pyta nie tylko o oszczędności, kredyty, lecz także o wydatki na edukację czy o skrajne ubóstwo.
Czy spisała pani testament?
Tak. Spisałam u notariusza testament.
Jest pani bardzo młodą osobą, nie zbliża się jeszcze nawet do 40 lat.
Nikt nie wie, ile mu jest dane czasu na tym świecie, natomiast ja z doświadczenia wiem doskonale, jakie problemy w rodzinie może spowodować brak testamentu. Emocje na sądowych korytarzach są tak silne, że strony często nie są w stanie powiedzieć sobie "dzień dobry".
Dlaczego podkreśliła pani, że spisała testament notarialnie? Nie można tego zrobić samemu?
Można, jednak własnoręczne testamenty często okazują się wadliwe, dlatego wszystkim polecam udać się do notariusza. Taki dokument jest niemal niepodważalny.
Jest pani w awangardzie. Zarówno śmierć, jak i pieniądze są tematami tabu. Kiedy to połączyć, otrzymujemy tabu absolutne. Z jakimi problemami zostają rodziny, w których kwestia spadku nie została uregulowana?
Standardowa sytuacja przedstawia się następująco: umierają rodzice, którzy mieli kilkoro dzieci – dziś już dorosłych, są to osoby 50 plus – a jedno z nich mieszkało z matką i ojcem i opiekowało się nimi do śmierci. Dom czy też mieszkanie były jednak wyłączną własnością rodziców. Majątek nie został zapisany temu dziecku.
A ta osoba nie ma swojego mieszkania, bo przez lata o tym właśnie miejscu myślała jako o swoim domu. Co więcej, w związku z tym, że to na jej barkach spoczywała opieka nad rodzicami, uważa, że sprawiedliwie byłoby wtedy, gdyby to jej przypadła nieruchomość?
Takie są jej odczucia i przekonania, za życia rodziców tak myślała, miała nadzieję, że tak się stanie, jednak nadzieje te nigdy nie zostały wyartykułowane, nie doszło do szczerej rozmowy z rodzicami, a sprawa spadku nie została uregulowana.
W związku z tym po śmierci rodziców pozostałe rodzeństwo wnosi do sądu o podział majątku spadkowego. Mają do tego pełne prawo, ponieważ majątek po rodzicach należy się wszystkim dzieciom po równo. Niezależnie od tego, czy się wyprowadziły z domu rodzinnego, czy nie, czy mają swoje dzieci, czy nie itd.
A zatem rodzeństwo idzie do sądu i żąda spłaty równowartości części należnego majątku, która by im przypadła, gdyby rodzice zapisali spadek po równo dla każdego dziecka.
Wyobrażam sobie, że to mogą być dramaty!
Przez duże "d". Dorosła córka – najczęściej są to kobiety, choć mam też klienta w takiej sytuacji – wraca do domu rodzinnego najczęściej po rozwodzie, niejednokrotnie razem z dzieckiem bądź dziećmi. Na początku to rodzice pomagają jej w opiece nad wnukami, a potem, gdy są coraz starsi, ona opiekuje się nimi.
Wspomniany mężczyzna również wrócił do rodziców po rozwodzie?
Razem z synem. Był samotnym ojcem, mieszkał z rodzicami w dwóch pokojach, mijały lata, jego dziecko dorosło i się wyprowadziło, a on opiekował się najpierw umierającym ojcem, a potem matką.
Po ich śmierci do sądu trafił wniosek o podział majątku pomiędzy niego i troje rodzeństwa. Ponieważ nieruchomość znajduje się w stolicy, jej wartość to około miliona złotych. Pan nie ma żadnego majątku, a rodzeństwo żąda od niego spłaty równowartości trzech czwartych mieszkania. Nie ulega wątpliwości, że będzie musiał rodzeństwo spłacić. Kwestią otwartą pozostaje, w jakiej konkretnie wysokości oraz czy będzie się to mogło odbywać w ratach.
Mówimy o bardzo dużych kwotach. Człowiek, który nie ma żadnego własnego majątku, z czego miałby spłacić rodzeństwo?
Często sprawa kończy się na sprzedaży nieruchomości i podzieleniu pieniędzy pomiędzy strony. Osoba, która mieszkała z rodzicami, dostaje swoją część i nie pozostaje jej nic innego, jak – najczęściej – wystąpić o kredyt i kupić dla siebie mieszkanie.
Pozostałe rodzeństwo może wówczas powiedzieć: "Ty mieszkałaś/mieszkałeś z rodzicami, a my przez cały ten czas płaciliśmy raty za kredyty na swoje mieszkania".
Pretensje są również o ten czas, kiedy po śmierci rodziców osoba "bezumownie korzystała" z ich części mieszkania po rodzicach.
Siostra mieszka w domu, który w trzech czwartych jest nasz, więc powinna nam za to płacić?
Tak to wygląda. Sprawy potrafią ciągnąć się latami, a emocje podgrzewają jeszcze mężowie i żony rodzeństwa i w efekcie cała rodzina jest skłócona. Pieniądze żyją dłużej od nas oraz mogą być jednym z instrumentów do okazania miłości, ale niestety, brak testamentu może sprawić, że z ludzi wyjdą pazerność, chciwość, a nawet bezwzględność, które powodują, że od każdego wyroku składane są apelacje.
Ile osób potrafi się sądzić o spadek?
20, a nawet więcej. Jeśli po śmierci rodziców któreś z dzieci już nie żyje, wówczas dziedziczą dzieci tych dzieci, czyli wnuki. A zatem córka, która mieszkała z rodzicami, sądzi się nie tylko z siostrą czy bratem, ale też z bratankami i siostrzenicami.
Bywa, że są osoby mieszkające na stałe za granicą, które kontakt ze zmarłymi miały okazjonalny, ale to nie ma znaczenia. W świetle prawa spadek się należy.
Sąd nie bierze pod uwagę sytuacji materialnej stron? Nie ma się co łudzić, że się zlituje: "Pani jest ubogą samotną matką, a tamtym się dobrze żyje i tych pieniędzy nie potrzebują?".
Nie miałam sytuacji, kiedy sąd z uwagi na trudną sytuację materialną pozwoliłby nie spłacać pozostałych osób, którym spadek się należy. Sąd raczej powie: 15 lat temu, wprowadzając się do rodziców, powinna pani pomyśleć o tym, że matka i ojciec kiedyś umrą, i odkładać pieniądze, by móc spłacić siostry i braci.
Powiedziała pani: pieniądze to temat tabu. Myślę, że kobietom jest szczególnie trudno na ten temat rozmawiać. I to się na nich zawsze mści! Pieniądze to temat bardzo wstydliwy. Niestety, bardzo często się zdarza, że rozwodząc się, kobiety nie walczą o podział majątku. Unoszą się dumą. "Niczego od ciebie nie chcę!" Potem, gdy żyją w domu rodziców, również z nimi nie rozmawiają o finansach. Wszystkimi się opiekują, poświęcają się, pomagają, a na końcu zostają z niczym.
A czy zna pani historię, kiedy podczas postępowania spadkowego o pieniądze postanowiła walczyć osoba, po której nikt by się tego nie spodziewał?
W takiej sytuacji mówimy, że osoba się ujawniła. Przeszło 60-letnia kobieta odziedziczyła po rodzicach piękny dom pod Warszawą. To był pokaźny majątek. Ponieważ nie było testamentu, sąd dał ogłoszenie, że poszukuje uczestników postępowania o stwierdzenie nabycia spadku. I wtedy pojawiła się siostra tej kobiety, o której istnieniu ona nie miała pojęcia.
Pani przeżyła życie w przekonaniu, że jest jedynaczką, a w dodatku darzyła wielkim szacunkiem ojca, który był wojskowym i uosabiał prawość. Okazało się, że miał córkę z innego związku, o której nikomu nie powiedział, jednak był to fakt niepodważalny. Jego druga córka przedstawiła akt urodzenia, w którym figurował jako ojciec, w związku z czym sąd nakazał jej siostrze, by ta podzieliła się z nią rodzinnym domem.
Dom został sprzedany?
Nie. Zamieszkała w nim ta córka, która przez całe życie miała przekonanie, że jest jedynaczką. Swojej siostrze przekazała należne pieniądze.
Panie miały ze sobą potem kontakt?
Żadna z nich do tego nie dążyła. Były obcymi sobie osobami, które po prostu w pewnym momencie połączył spadek.
A jak to się w ogóle stało, że nagle po śmierci ojca pojawiła się nieznajoma siostra?
To był przypadek. Traf! Ta kobieta nie miała żadnego kontaktu z ojcem. Jej matka wyemigrowała z kraju, ale losy potoczyły się tak, że spadkobierczyni wróciła, a że wiedziała, kto jest jej ojcem, a świat jest mały, dowiedziała się o śmierci oraz trwającym postępowaniu spadkowym.
Gdyby ojciec zostawił testament, w którym cały majątek zapisałby jednej córce, sprawy by nie było?
To nie takie proste. Dziedziczące osoby mają prawo do zachowku, czyli połowy tego, co by dostały, gdyby były uwzględnione w testamencie.
Czyli w tym przypadku jednej czwartej domu. Abstrahując od tej konkretnej sytuacji: co zrobić, by zachowku nie było? Można kogoś wydziedziczyć, tak?
W formie aktu notarialnego, ale to również nie jest takie łatwe. Owszem, jeśli dziecko dopuściło się przestępstwa, które w dodatku jest potwierdzone wyrokiem sądu, wtedy sprawa jest dość oczywista.
Przestępstwa to znaczy przemocy?
Również np. kradzieży, ale z reguły chodzi o przemoc. Natomiast najczęściej osoby, które decydują się wydziedziczyć dzieci, powołują się na to, że ono "uporczywie nie dopełnia obowiązków rodzinnych".
Co to znaczy?
W uzasadnieniu pisze się np.: "Syn od 20 lat nie utrzymuje ze mną kontaktu, nie składa życzeń na Boże Narodzenie ani na Wielkanoc". Lekki obowiązek rodzinny obejmuje również sytuację, kiedy matka lub ojciec zachorują i poproszą o opiekę.
Natomiast kiedy spadkobierca "po prostu nie miał z rodzicami kontaktu, bo tak się ułożyło życie", to nie zawsze wydziedziczenie okazuje się w sądzie skuteczne.
Już nie mówiąc o tym, że wydziedziczając kogoś, de facto zrywa się z nim kontakt. To jest wielki cios.
To prawda, ale na szczęście to nie jest jedyna ewentualność. Można wydziedziczyć, ale istnieje też możliwość zrzeczenia się spadku.
Możemy podpisać umowę na wypadek naszej śmierci, w której to umowie spadkobierca ustawowy zrzeka się dziedziczenia po nas. Tak się robi np. w sytuacjach, kiedy państwo mają kilkoro dzieci i jednemu kupili mieszkanie, drugiemu zapisali dom na wsi, a trzecie chcą, by jako jedyne odziedziczyło dom, w którym będą mieszkać do śmierci.
Nikt się nie czuje pokrzywdzony, rozmawia się o tym zawczasu, a umowy chronią to trzecie dziecko przed żądaniem zachowku?
Tak to wygląda. Taką umowę również zawiera się przed notariuszem.
A co się dzieje w sytuacji, kiedy nie ma dzieci, nie ma żadnej rodziny. Zna pani historię, kiedy człowiek przepisał majątek obcej osobie?
W podwarszawskiej miejscowości starsza pani przekazała w spadku swój dom... urzędnikowi pocztowemu.
Dlatego, że się w nim – platonicznie albo i nie – zakochała? Coś ich łączyło?
Nie, to nie była żadna romantyczna historia. Pani była osobą samotną i miała bardzo dobre relacje z pracownikiem poczty. I tak naprawdę tylko z nim. W społeczności była izolowana, ludzie jej unikali, nikt z nią nie rozmawiał, bo sprawiała wrażenie osoby – mówiąc dyplomatycznie – oderwanej od rzeczywistości. A ten człowiek był w stosunku do niej ciepły i serdeczny, zawsze znalazł czas, żeby porozmawiać. Pani często chodziła na pocztę tylko po to, żeby się z nim spotkać, więc postanowiła zostawić mu – niewielki, ale jednak – domek wraz z działką. Tak zrobiła. Pan nabył ten dom w drodze testamentu. Po jej śmierci w nim zamieszkał, a potem przekazał go swojemu dziecku.
To chyba najbardziej niesamowita tego typu historia, jaką w życiu słyszałam!
Łatwość nabycia majątku potrafi zaskakiwać, prawda?
Podkreśliła pani, że ta kobieta nie miała żadnej rodziny. A gdyby ktoś był i próbował podważyć testament? Da się to zrobić?
To jest bardzo trudne. Sąd wzywa świadków, zamawia opinie biegłych. Osoby próbujące podważyć testamenty powołują się na to, że osoba, która go spisała, nie była świadoma tego, co robi, ale po to m.in. podpisujemy go przed notariuszem, by stwierdził, czy mamy pełną świadomość w wyrażeniu swojej woli.
Zdarzają się również próby podważania testamentów ustnych.
Jeśli siądę w gronie rodzinnym i powiem, co komu się należy po mojej śmierci, to jest właśnie testament ustny?
Tak. By był on ważny, potrzeba co najmniej dwóch osób, które zeznają w sądzie, że słyszały to samo.
Znam sprawę, kiedy testament ustny był wyrażony przy stole podczas świąt Bożego Narodzenia. Cała rodzina, która przy nim zasiadła, słyszała, jak babcia mówi, komu chce przekazać dom z działką. Problem polegał na tym, że każdy słyszał inaczej! Babcia umarła kilka miesięcy później, sprawa trafiła do sądu.
Skoro każdy twierdzi co innego, sytuacja jest patowa?
Zadaniem sądu jest wyciągnięcie z zeznań elementów najbardziej zbieżnych oraz niebudzących wątpliwości, natomiast bez wątpienia, gdyby ostatnia wola została spisana notarialnie, wówczas udałoby się uniknąć nie tylko sprawy sądowej, ale i – być może – kłótni w rodzinie.
Jestem pewna, że ci, którzy nie spisują testamentów, argumentują, że nie ma sensu tego robić – prawo przecież dokładnie określa, co się komu należy, a "nasza rodzina jest taka zgodna, że nikt się nie będzie kłócił!".
"Nikt się nie będzie kłócił", a jednak wokandy są pełne spraw o podział majątku spadkowego. Jesteśmy zgodną rodziną i nikt się nie kłóci, dopóki nie ma o co, tymczasem po śmierci rodziców każdemu się wydaje: "tata chciałby, żeby mnie to przypadło", "mama wolałaby, żebym to ja tu mieszkała", tyle że za życia rodziców te przekonania nigdy nie zostały wyartykułowane, nie odbyła się na ten temat szczera rozmowa w rodzinie i teraz nie pozostaje nic innego jak konfrontacja w sądzie.
Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje >>
Maryla Mikołajewska. Adwokat i mediator specjalizująca się w postępowaniach rodzinnych, majątkowych i spadkowych. Praktykuje od 2014 r. Wiele informacji zamieszcza na stronie internetowej www.adwokat-mm.pl. Doświadczeniami dzieli się w mediach społecznościowych, m.in. na Facebooku, TikToku, a także w wywiadach na YouTube dla PatchworkowoWariatkowo.
Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.


