Warren Buffett powiedział: "Nie oszczędzaj tego, co zostaje po wydatkach, ale wydawaj to, co zostaje po oszczędzaniu". Czy ta zasada pozwoli zapewnić sobie komfortowe życie na emeryturze?
Weekend Gazeta.pl zaprasza do rozmowy o pieniądzach. Bez warszawocentryzmu, bez wstydu, bez tezy. W nowym cyklu Anna Kalita pyta nie tylko o oszczędności i kredyty, lecz także o wydatki na edukację czy o skrajne ubóstwo.
Jaki procent swoich zarobków – poza tym, co trafia do ZUS-u – odkładasz miesięcznie na emeryturę?
Kiedy jeszcze pracowałem na etat w korporacji, było to 10 proc. Teraz jestem przedsiębiorcą. Są miesiące, w których zarabiam bardzo dużo, są takie, w których nic, jednak w skali roku osiągam takie zarobki, że większość pieniędzy przeznaczam na oszczędności, m.in. na cele emerytalne.
Jestem poznaniakiem. Nie potrzebuję ani ferrari, ani luksusowego domu, ale oszczędności muszę mieć.
A jaka starość czeka tych, którzy nie są tak przezorni lub nie stać ich, by dodatkowo odkładać? Na subiektywnieofinansach.pl napisałeś, że musimy być przygotowani na to, że nasze emerytury będą wynosiły 20–25 proc. tego, co dziś zarabiamy. Skóra cierpnie.
Wszyscy, łącznie z ZUS-em, tak szacują. To prosta matematyka. Nasz system emerytalny opiera się na międzypokoleniowej solidarności. Pieniądze, które odkładamy do ZUS-u, są wypłacane dzisiejszym emerytom, a to, co zostanie wypłacone nam, będę musieli wpłacić do kasy ubezpieczyciela aktywni zawodowo.
A ponieważ społeczeństwo się starzeje…
To za 20–25 lat na jednego emeryta będzie przypadało zaledwie półtora pracującego.
Dlatego niektórzy wieszczą, że ZUS padnie.
ZUS nie zbankrutuje! Nigdy nie ogłosi: nie mamy pieniędzy, nie wypłacimy emerytur.
Nawet podczas II wojny wypłacał.
Również teraz, nawet w krajach, które bankrutują, są wypłacane emerytury. Inna rzecz, że niewiele można za te emerytury kupić, ponieważ aby je wypłacić, drukuje się pieniądze…
A to powoduje inflację.
A zatem w momencie, kiedy u nas na jednego emeryta będzie przypadało półtora pracującego, to albo emerytury będą wypłacane właśnie na takiej zasadzie, a więc pieniądze, które będziemy otrzymywać, nie będą wiele warte, albo – jako że emeryci będą coraz bardziej wpływową grupą wyborców i politykom będzie zależało na ich zadowoleniu – pracujący zostaną obciążeni podatkami rzędu 50–60 proc., by państwo miało z czego wypłacać godziwe pieniądze emerytom.
Ale to jest oczywiście czarny scenariusz, w którym Polska będzie nieatrakcyjnym krajem, do którego nie będą przyjeżdżali imigranci, a więc nie będą tutaj pracować i płacić podatków.
Nasi czytelnicy mają już ściśnięte gardła, więc idźmy w stronę światła. Co mamy robić, my sami, by zapewnić sobie godną starość? Zacznijmy od ZUS-u. Niektórzy mówią: "Nic nie będę z tego miał. Pieniądze, które poszłyby na składkę emerytalną, wolę odłożyć na własne konto".
ZUS świetnie waloryzuje pieniądze. Przy założeniu, że nie będzie katastrofy i wypłaci nam pieniądze w ich realnej wartości, to nie ma lepszej inwestycji. Waloryzacja w ZUS-ie jest znacznie wyższa niż inflacja. Gdybyśmy miesięcznie pieniądze, zamiast wpłacić do ZUS-u, nawet nie tylko odłożyli na konto, ale inwestowali, to i tak byłoby bardzo trudno zarobić na nich tyle co w nim. To jest jeden argument, żeby być w ZUS-ie.
A drugi jest taki, że niewiele znam osób, które pieniądze niewpłacone do ZUS-u faktycznie odłożą na starość. Większość wydaje wszystko, co zarabia, a odkładanie u państwowego ubezpieczyciela daje gwarancję, że cokolwiek na emeryturze będziemy mieli.
Czyli nie uciekamy z ZUS-u. Co jeszcze? Zakładając, że zarabiamy tyle, że jesteśmy w stanie cokolwiek odłożyć.
Jeśli co miesiąc oszczędzimy 300 albo 400 zł, to po kilku latach będziemy z tego mieli 30–40 tys. zł, a po upływie kolejnych lat – 200 tys.
Na samym początku pieniądze powinny lądować na koncie oszczędnościowym. Najlepiej w innym banku niż ten, w którym mamy konto bieżące, żebyśmy o nich zapomnieli i nie sięgali, kiedy nam potrzebna gotówka na zakup lodówki.
Kiedy oszczędności urosną do 10 tys. zł, połowę wkładamy na lokatę – czyli je blokujemy – i dalej odkładamy. A kiedy znowu mamy 10 tys., to robimy dokładnie to samo: połowę odkładamy na kolejną lokatę. I dalej oszczędzamy. Bez końca.
Co z drugą połową zaoszczędzonych pieniędzy?
Lokujemy je np. w długoterminowych obligacjach Skarbu Państwa. To jest bardzo dobra forma lokowania kapitału, dlatego że oprocentowanie jest uzależnione od inflacji i kapitalizowane, czyli odsetki nie są nam wypłacane do ręki, tylko dopisywane do zainwestowanej kwoty. Mamy efekt śniegowej kuli. Oszczędności rosną coraz szybciej.
Czyli rozumiem, że na emeryturę oszczędzamy bezpiecznie.
Do czasu.
Kiedy dochodzimy do momentu, kiedy mamy odłożone na emeryturę kilkadziesiąt tysięcy złotych, czas pomyśleć o rynku kapitałowym. Dziś, aby zostać udziałowcem największych polskich oraz światowych przedsiębiorstw, nie trzeba mieć specjalistycznej wiedzy ani doktoratu z finansów. Są dostępne proste narzędzia, które pomagają nabywać udziały w spółkach.
Jak ktoś jest z natury bojaźliwy, to się nie zdecyduje z obawy, że straci wszystkie pieniądze.
Kiedy ktoś oferuje bardzo wysoki procent, trzeba uciekać. W inwestycjach na rynku kapitałowym nie wolno niczego obiecywać, co nie zmienia faktu, że uważam, iż warto również tutaj odkładać na emeryturę.
Kupujemy udziały w największych, najbardziej rentownych spółkach notowanych na giełdach. One stale się rozwijają oraz mają doskonałą zdolność przerzucania inflacji na klientów, ponieważ ceny ich produktów rosną szybciej niż inflacja. A zatem rosną zyski, rosną dywidendy wypłacane udziałowcom, więc wartość rynkowa spółek również rośnie.
W ciągu ostatnich 200 lat średni roczny wzrost największych światowych korporacji wynosił 8 proc. przy inflacji na poziomie 2,5 proc. Można więc założyć, że rocznie około 8 proc. się na inwestycjach na rynku kapitałowym zarobi.
Cienkość polega na tym, że nie ma gwarancji, że to, co się sprawdzało przez ostatnich kilkaset lat, będzie się sprawdzało przez najbliższych 30–40. Z drugiej strony w coś trzeba wierzyć. Jeśli już mamy kilkadziesiąt tysięcy złotych uzbieranych w relatywnie bezpiecznych narzędziach finansowych, to idziemy w coś bardziej wahliwego, ale też – jak pokazuje historia – bardziej dochodowego.
Po co to ryzyko?
Dochodowość ma bardzo duże znaczenie.
Jeśli mamy odłożone na emeryturę kilkaset tysięcy, to każdy jeden punkcik procentowy, który zarobimy w ciągu roku, oznacza kilka stówek wyższej dodatkowej emerytury miesięcznie, którą sami sobie będziemy mogli co miesiąc wypłacać dzięki temu, że nie trzymaliśmy wszystkiego na depozytach bankowych, ale część inwestowaliśmy.
Co z nieruchomościami? Kupić mieszkanie jako zabezpieczenie na starość – dobry pomysł?
Nieruchomości to jest zasadniczo fajna rzecz. Dane o inwestowaniu w nie sięgają wcześniej niż dotyczące rynku kapitałowego i wynika z nich, że nieruchomości bronią się przed inflacją. W Polsce przez ostatnich 20–30 lat właściciele mieszkań znacznie na nich zarabiali.
Oczywiście wartość nieruchomości zależy od tego, w jak atrakcyjnym miejscu się znajduje oraz ile zarabiają mieszkający tam ludzie.
A miejscowość, która jest atrakcyjna i dobra do życia dziś, niekoniecznie musi taka być za lat 20, kiedy będziemy chcieli spieniężyć nieruchomość.
Do tego dochodzi kwestia, że nie wiemy, jak generalnie będzie wyglądała atrakcyjność dziś zakupionych nieruchomości. Technologia rozwija się bardzo szybko. Już teraz w kilkudziesięcioletnią nieruchomość trzeba włożyć duże pieniądze, żeby spełniała standardy luksusu, a ten trend będzie tylko przyspieszał.
Inwestowanie w nieruchomości niesie ze sobą też takie ryzyko, że jeśli coś bardzo złego przydarzy się naszemu krajowi, to one nie będą atrakcyjne. Nie ubezpieczę domu na ewentualność, że będzie wojna i spadnie na niego rakieta. Będę też bezradny, jeśli rząd zechce moją nieruchomość znacjonalizować.
Reasumując, jeśli w Polsce będzie dobrze, to jest to jedna z lepszych inwestycji, ale jeśli zacznie dziać się źle, to kiedy będę chciał swoje mieszkanie czy dom sprzedać, wszyscy wokół również będą sprzedawać i nie dostanę dobrej ceny.
Jest też opcja, o której dziś nie mówi się zbyt wiele, a mianowicie: mam spłacony kredyt hipoteczny za mieszkanie, w którym mieszkam, i podpisuję z bankiem umowę, że po mojej śmierci ono stanie się jego własnością, a w zamian za to co miesiąc wypłaca mi on dodatkową kwotę do emerytury. Czy to jest sensowne rozwiązanie?
Dotykasz bardzo ważnego tematu.
W ten sposób możesz wycisnąć ze swojego mieszkania – w zależności od tego, jak jest atrakcyjne oraz w jakiej lokalizacji się znajduje – od 40 do 50 proc. jego wartości.
Jeśli mieszkanie jest warte milion, to bank wyceni je na pół miliona, a następnie wyliczy prognozowaną długość mojego życia i podzieli tę kwotę na comiesięczne wypłaty dla mnie.
Problem polega właśnie na tym, że w cywilizowanym świecie takie oferty dla emerytów mają banki, a państwo dość mocno pilnuje, żeby nie dochodziło do patologii. W tym momencie w Polsce zajmują się tym jednak jedynie prywatne firmy, co dla emerytów łączy się z pewnym ryzykiem.
Dlaczego polskie banki nie mają takiej oferty dla emerytów?
Dlatego że z ich punktu widzenia nie jest to zbyt atrakcyjne. To jest produkt długoterminowy, wymagający zachodu. Banki niespecjalnie lubią się zajmować nieruchomościami. Wolą obracać szybkim, gorącym pieniądzem.
Myślę jednak, że za 20–30 lat sytuacja się diametralnie zmieni i będzie to bardzo popularna usługa. Emerytów będzie dużo, nieobciążonych hipoteką mieszkań również, a ich właściciele będą potrzebowali dodatkowych pieniędzy, by się utrzymać na emeryturze. Pojawi się potrzeba, którą banki zaspokoją.
Wielu osobom się wydaje, że inwestycją jest jedynie ewentualne kolejne mieszkanie kupione na wynajem, a to, w którym mieszkamy, to wyłącznie koszt. Nieprawda. Statystyczny Polak spłaca kredyt hipoteczny w kilkanaście lat.
I staje się ono majątkiem, na którym na emeryturze będzie można zarobić.
Dotyczy to głównie dzisiejszych 40-latków.
Pokolenie dwudziestokilkulatków nie ma potrzeby posiadania lub ma tę potrzebę ograniczoną, w związku z czym wiele osób nie kupuje mieszkań. Co będzie, kiedy to pokolenie zacznie wchodzić w wiek emerytalny? Jeśli dziś nie wkładają co miesiąc pieniędzy w spłatę kredytu hipotecznego, warto chociaż połowę tych pieniędzy składać na prywatnym funduszu emerytalnym. To jest naprawdę ważne, ponieważ to będzie pokolenie z niską emeryturą i najczęściej bez oszczędności, a dodatkowo zmuszone wynajmować mieszkanie do końca życia.
Na nieruchomościach kończą się sposoby oszczędzania na emeryturę?
Jest jeszcze złoto. Inwestycja "na wypadek końca świata".
Koniec świata, czyli wojna?
Wojna, ale nie tylko. Świat jest kolosalnie zadłużony. Stany Zjednoczone muszą w tym roku zapłacić bilion dolarów odsetek od wyemitowanych obligacji. To 20 proc. tego, co zbierają z podatków. Polska przeznacza na odsetki 10 proc. Najbogatszy kraj świata jest relatywnie znacznie bardziej zadłużony niż my. A ponieważ długi cały czas rosną, istnieje ryzyko, że za 30 lat przyjdzie potrzeba resetu i papierowy pieniądz będzie niewiele wart.
Jeśli to się nie wydarzy, złoto będzie prawdopodobnie najgorszą z inwestycji, ale jeśli się wydarzy – najlepszą. To było widać, kiedy wybuchł COVID. Popyt na złoto był gigantyczny.
W złoto proponuję zainwestować około 5 proc. pieniędzy odłożonych na emeryturę.
A czy możesz cokolwiek doradzić w kwestii emerytur tym czytelnikom, którzy żyją na zero?
W oszczędzaniu na emeryturę naszym najważniejszym aktywem jest czas. W związku z tym trzeba nieustannie zadawać sobie pytanie, czy z czasu, który poświęcamy na pracę, wyciskamy maksimum tego, ile jesteśmy w stanie. Każdy rok, w którym nic nie odłożymy na emeryturę, jest stratą czasu.
Dlatego jeśli zarabiam najniższą krajową, zastanowiłbym się, co mogę zrobić, żeby zarabiać więcej. Być może nauczyć się czegoś nowego? Poszukać pracy w firmie, która zapłaci lepiej? Wziąć dodatkowe zajęcie, które w przyszłości może się stać podstawowym?
Na samym początku kariery zawodowej po opłaceniu rachunków na życie zostawało mi 12 zł na dzień. Codziennie spisywałem, co kupowałem w sklepie. Inaczej bym nie przeżył do pierwszego. Robiłem też wszystko, by swoje dochody zwiększać. Własnego bloga zacząłem prowadzić 15 lat temu. Przez pierwszych siedem – hobbystycznie. Poświęcałem temu czas za darmo. Dopiero potem stało się to moim źródłem utrzymania.
Czasem trzeba wyjść ze strefy komfortu i zrobić coś, żeby zmienić swoje życie, bo jeśli czegoś nie zrobimy, to lepiej nie będzie. Czasem warto zaryzykować. Zacisnąć zęby i przejść do pracy, gdzie na starcie dostanę niższą wypłatę, ale po trzech latach awansuję i będę miał znacznie wyższe wynagrodzenie.
Są też ludzie, którzy nie mają oszczędności, ale nie dlatego, że mają niskie dochody.
Zarabiają nawet bardzo dobrze, ale w przeciwieństwie do ciebie do szczęścia potrzebują i ferrari, i luksusowego domu.
Pieniądze wydają przeważnie na rzeczy, których wartość będzie się zmniejszać. Jeśli kupuję nowy samochód, to co roku jego wartość będzie malała. Tak samo będzie ze smartfonem.
A pomyśl sobie, człowieku – mówię do takiego gościa – jak długo musiałeś na to pracować. Jeśli kupujesz rzecz, której wartość będzie spadać, to tak, jakbyś część tego czasu pracował za darmo. Natomiast jeśli odkładasz, lokujesz, inwestujesz, to kupujesz sobie bilet do przyszłej zamożności.
Przedstawiasz różne wizje przyszłości naszego kraju. Którą przewidujesz?
Polska jest krajem, który w ciągu ostatnich 40 lat bogacił się – zaraz po Chinach – najszybciej na świecie. Przypomnijmy sobie, jak wyglądała Polska na początku lat 90. Gdzie byliśmy, a gdzie jesteśmy. Jak wyglądały nasze miasta…
…ulice, przystanki autobusowe, tramwaje, sklepy, stadiony piłkarskie…
Jak wyglądały szkoły i szpitale.
Stale narzekamy, bo różne rzeczy nam nie wyszły, co nie zmienia faktu, że jesteśmy jednym z 30 najbogatszych krajów świata. Mamy dobry klimat, nie ma tu trzęsień ziemi. A w porównaniu np. z Bliskim Wschodem jesteśmy krajem spokojnym, jeśli chodzi o napięcia społeczne.
To wszystko sprawia, że powinniśmy być krajem atrakcyjnym do życia i ludzie powinni chcieć do nas przyjeżdżać, pracować i płacić tu podatki. Z tego względu wydaje mi się, że będzie dobrze.
A co się okaże? Jak będzie wyglądał świat za 30 lat? To pytanie nie do finansisty, ale do wróżki.
Ja jestem przygotowany na każdy scenariusz.
Rozmowa pierwotnie ukazała się 19 lutego 2024 roku.
Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje >>
Maciej Samcik. Redaktor naczelny subiektywnieofinansach.pl. Absolwent Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Dziennikarz i komentator ekonomiczny. Od 1997 r. pracował w "Gazecie Wyborczej". W 2005 oraz 2014 r. odbierał nagrodę Grand Press. Jest autorem książek "Jak inwestować i pomnażać oszczędności?" oraz "Moje pierwsze kieszonkowe. Jak od małego zarabiać miliony". Zajmuje się również edukowaniem oraz doradztwem.
Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.