Kwestionariusze Wysockiego
Krystyna Kofta (Fot. Michal Mutor / Agencja Wyborcza.pl)
Krystyna Kofta (Fot. Michal Mutor / Agencja Wyborcza.pl)

Kwestionariusz Wysockiego (odc. 6). Narzekanie to jeden z naszych sportów narodowych, więc aż szkoda, że nie wręczają za nie pucharów i medali. Bylibyśmy bezkonkurencyjni. A gdyby tak spróbować NIE TYLKO narzekać i krytykować? Skoro wszyscy wiemy, że w Polsce jest źle i niedobrze, to może warto się zastanowić, co zrobić, by wreszcie było dobrze i wspaniale? To dlatego wpadłem na pomysł kwestionariusza, w którym pytam moich rozmówców o wizję Polski marzeń, o idealnych rodaków i wzorcowych polityków, jak również o patriotyzm i o to, co im się już dzisiaj w Polsce podoba. Czasami odpowiedzi będą obszerne, a czasami krótkie i bezpośrednie. Wszyscy rozmówcy mówią we własnym imieniu, prezentują swoje opinie i poglądy, które często nie będą zbieżne ze stanowiskiem redakcji. A żebyśmy jednak nie zapomnieli, że TU JEST POLSKA, pada także pytanie o to, co ich najbardziej rozwściecza i wyprowadza z równowagi. W pierwszym odcinku wystąpił Stefan Chwin, w kolejnych m.in. Ewa Wanat, Ziemowit Szczerek, Aleksandra Wojtaszek i Jacek Dehnel. W tym tygodniu o Polsce swoich marzeń opowiada mi Krystyna Kofta. [Grzegorz Wysocki]

1. Grzegorz Wysocki: Co cię w dzisiejszej Polsce i w Polakach najbardziej rozwściecza/wkurza/irytuje? Co cię najbardziej wyprowadza z równowagi, czego nie możesz znieść?  

Krystyna Kofta: Nie narzekam, tylko przeklinam. To pomaga, narzekanie stawiałoby mnie w pozycji podrzędnej, upokarzającej. Narzekanie przypomina mi pytanie, jakie słyszałam, gdy przechodziłam raka piersi: "Dlaczego to mnie się przytrafiło?". A ja wiedziałam dlaczego. Bo się nie badałam. Dlaczego nam się przytrafiły takie rządy? Bo za mało protestowaliśmy. Przysnęliśmy po prostu upojeni tym, że jesteśmy w NATO, w Unii Europejskiej i nic nam nie grozi, bo przecież Unia nie pozwoli na dewastację, na niszczenie państwa. 

No dobrze, zgoda, na początku protestowaliśmy, ja też chodziłam na wielkie marsze w sprawie rujnacji Trybunału, znęcania się nad zasłużonymi sędziami przez tych niemających kwalifikacji prawnych. A oni to po prostu przeczekali. Na tych protestach widziało się głównie średni wiek, starszy i stary. Młodzież w większości olała sprawę. To był błąd. Gdy wybuchła wielka afera z aborcją, kobiety ruszyły na miasta. Też chodziłam, choć mnie to nie dotyczy, ale na tym polega walka o dobro wspólne, że idziesz nie tylko w swojej sprawie. Wtedy się przestraszyli i zaczęli wycofywać. Widać, że gdyby opór był powszechny, wielki, byłoby już po nich. Spadliby ze stołków. A jednak do tego nie doszło. 

Dlatego teraz najbardziej mnie wkur***a i złości dyktatura proletariatu doprowadzona do absurdu. W PRL-u mówiło się z goryczą o rządzących, którzy pili: „Zdrowie wasze w gardła nasze". Teraz wszystko, co nasze, co im dajemy w podatkach i w najgorzej opłacanej budżetówce, zagarniają pod siebie. Nie mogę słuchać tego gadania o tym, że tamci kradli, ci też kradną, ale się dzielą. Z kim się, kur***a, dzielą? Ze sobą! I ze swoimi, z tymi, których się boją. A przecież żaden rząd nic nie ma i nikomu nie może dać ze swojej kasy. To są nasze ciężko zarobione pieniądze. 

9 lipca, Przemysław Czarnek, Jarosław Kaczyński, Jacek Sasin i Mariusz Błaszczak podczas pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę (Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl)

Do władzy doszedł niedouczony (choćby i z tytułem profesora), nadęty lumpenproletariat, który kieruje się żądaniami prawdziwego proletariatu, dla którego żywię szacunek za robotę. Niestety, dosypują kasę tylko elektoratowi siłowemu. Nie wiesz, co to? Siłowemu, czyli takiemu, który ma możliwość najazdu na ministerstwo, palenia opon, zablokowania ruchu. A oni wiedzą, że to obniża sondaże i może odebrać władzę ministrom niszczycielom. Tym, co niszczą prawo, naukę, kulturę. Dlaczego to robią? Bo mogą. I dlatego, że protesty są zbyt słabe. Ludzie nauki, kultury, odważni sędziowie, prawnicy, wszyscy ci mądrzy ludzie stają naprzeciwko chamów. Często zresztą te nadęte pychą balony nie odpowiadają na pytania, niosą „swoją osobę" (często tak o sobie mówią), ignorując pytania dziennikarzy, biegną z wyłączonymi telefonami przy uchu, udając pilną rozmowę. My, naród, a przynajmniej jego oświecona część, mamy to w głębokim braku poważania, dajemy sobie radę, staramy się robić swoje. Wiązać koniec z końcem. Niekiedy robi się z tego wiązania kokardka, niekiedy pętla na szyję. 

Nie wszyscy jednak mogą się na ONYCH wypiąć. Kobieta z dzieckiem z porażeniem mózgowym na wózku musi ŻEBRAĆ o pomoc. Nie może podjąć nawet chałupniczej pracy, bo odbiorą jej zasiłek. Wiem, co mówię, mam w rodzinie różne przypadki. Odrażające jest to, że poszkodowani przez los się nie liczą, są olewani przez opływających w szmal wypasionych ministrów zdrowia, premierów, prezesów czy członków spółek skarbu ich państwa, bo powoli państwo przestaje być nasze. Te pozbawione empatii wypasione typy nie liczą się z osobami z niepełnosprawnościami ani z ich opiekunami, a głównie opiekunkami, bo często matki chorych dzieci są porzucane i zostają na głodowym garnuszku. Według tego kruchtowego państwa (wcześniej też wiele lepiej nie było) rolą kobiet jest „nieść swój krzyż". Ci porzuceni i wykluczeni ludzie nie mają wystarczającej siły sprawczej. Nie liczą się w wyborach, w sondażach. Większość stanowi bowiem społeczeństwo mało obywatelskie, obojętne na ich cierpienie. 

Owszem, wzruszymy się i damy kasę na WOŚP, jednak nie protestujemy razem z naszymi słabymi. Śmierć małego Kamila torturowanego przez partnera matki przy jej udziale wstrząsnęła opinią publiczną. Wbrew ministrowi Czarnkowi (od edukacji!), który twierdzi, że system działa poprawnie, zawiedli ludzie, a dziennikarze, zamiast pytać o system pomocy, mają się zająć wartościami chrześcijańskimi w rodzinie. Przy braku pomocy, zmuszaniu do żebrania o to, co się słabym i chorym należy, przy stanie psychiatrii dziecięcej oraz liczbie samobójstw to obelżywa bezczelność kacyków. Co to jednak obchodzi bucefałów na stanowiskach? Przecież te dzieci na nich nie zagłosują, więc się nie liczą. Nie ma dobrego systemu ochrony dzieci, nie ma praw dziecka! Rodzice mają władzę absolutną. Podczas rządów PiS-u gdzieś się zapodziała podstawowa solidarność i przyzwoitość. Proszę, podkreśl te dwa słowa.

2. A co ci się w Polsce najbardziej podoba, co doceniasz, co cenisz, co zmienia się na lepsze (może za szybko, a może za wolno, ale na lepsze)? 

Miasta. Są dobre. Pięknieją, rozbudowują się. Warszawa jest miastem najlepszym do życia. Dla mnie. I dla wielu ludzi. Wiem, że sam dopiero co wyniosłeś się do Łodzi, ale za chwilę tego pożałujesz, bo tu masz robotę i przyjaciół! Ja kiedyś opuściłam Poznań, ciągle za nim tęsknię, piszę o nim. Ty będziesz miał filmówkę, Piotrkowską i fantastycznych ludzi wokół. No i jest taniej, co przecież ma znaczenie. Warszawy z serca nie wyrzucisz!

Ja mogę znosić rozkopane miasto, bo wiem, że to konieczne. Nic dziwnego, że Warszawa znalazła się na czwartym miejscu najlepszych miast do życia w Europie. Gdyby mogła się rządzić sama, byłoby jeszcze lepiej. Bez zależności od polityków rządzących krajem, którzy zamiast pomagać, podkładają świnie, odbierają samorządom kasę, są bezwzględni, nie interesuje ich zadłużenie szpitali, niedoinwestowanie szkół. 

Chcą zagłodzić Warszawę. Nie mogą znieść, że miasto sobie radzi, staje się piękniejsze, wygodniejsze. Oczywiście są niedoróbki, jednak nie ma takiego rozszarpywania w skali makro, jakie widzimy i o jakim jeszcze ciągle słyszymy dzięki wolnym mediom. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby miasta dostawały należną im kasę. Niestety, mamy rządy tolerowanych przemocowców. Tak jak toleruje się przemoc w rodzinie, tak i w naszym obecnym państwie. Pamiętasz, jak Ministerstwo nomen omen Sprawiedliwości chciało wprowadzić przepis, żeby pierwsza przemoc, pierwsze pobicie żony się nie liczyło? Wymyślili to ich prawnicy.

Co jeszcze zmieniło się na lepsze? Kobiety. Oczywiście te mądre, świadome, a nie te na garnuszku władców, nie satelitki tych... powstrzymam się przed nazwaniem. Większość kobiet jest świadoma politycznie i społecznie. Gdyby od nas, kobiet, zależały wyniki wyborów, ta partia zostałaby zmieciona. Są lepiej wykształcone, więcej kobiet niż mężczyzn ma wyższe wykształcenie. Więcej czyta książki. Dlatego są znienawidzone przez obecną ekipę niedouków. 

Gdy protestowały, te zastrachane typki wysłały na nie pałkarzy. Pamiętasz? Gaz z bliska w oczy albo wielki osiłek z pałą jak z mieczem w "Gwiezdnych wojnach" dawał popisy swoich umiejętności na protestujących pokojowo, nieuzbrojonych kobietach. A nawet zastanawiali się, czy nie puścić na nie wojska. Nie zrobili tego, bo wojsko mogłoby się sprzeciwić. A kobiety przecież nawet nie paliły opon. Wystarczyło hasło "Wyp***dalać!". Ten język rozumieją. Ciągają po sądach działaczkę, która udostępniła pigułkę „dzień po" i pomogła kobiecie będącej w związku z przemocowcem. Uważają, że nawet zgwałcona kobieta powinna rodzić i być posłuszna męskiej władzy. Urodzić płód bez mózgu niezdolny do życia, żeby go pochować. Ich pojęcie o rodzinie kłóci się z rzeczywistością. Ze współczesnością. Wiedzą, że kobiety i tak zrobią, co chcą. Nawet ich prezes mówił, że przecież można wyjechać za granicę. Faryzeuszostwo do potęgi. Myślą, że jeśli zastraszą kobiety, odniosą zwycięstwo. Jednak boją się ich, wycofują z przemocowych pomysłów. Powtarzam: kobiety mogą obalić ten rząd. Tak samo, jak obalały komunę. Tyle że potem faceci przejęli stery.  

Co jeszcze mi się podoba? Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Każdy zna skrót WOŚP, wszyscy nosimy serduszka, które TVPiS chce wygumkować w programie. Jurek Owsiak i jego żona Lidka z całym sztabem ludzi czynią dobro mimo kłód rzucanych pod nogi, świń podkładanych w mediach narodowych. To przykład zwycięstwa dobra nad złem. I co najważniejsze, w Orkiestrze działają młodzi ludzie. Wolontariusze są naszą przyszłością, z tego mogą wykluć się kadry porządnych działaczy.

Doceniam możliwość przekraczania granic. Choć sama nie lubię podróży, jednak cenię możliwość wyjazdu. Bardzo za to lubię kulturę, wszystkie jej rodzaje. Muzyka, sztuki plastyczne, literatura są w Polsce na wysokim poziomie. Koncerty w filharmonii (karnety wykupujemy od 30 lat) dają nam poczucie uczestnictwa w czymś pięknym, a także poczucie wspólnoty, gdy siedzimy w wypełnionej sali koncertowej bez podziału na My i Oni. Ich widuje się tu zresztą bardzo rzadko. 

I wreszcie: ludzie. To jest dla mnie największa wartość. Mój stolik w Czytelniku, gdzie co tydzień się spotykamy. Wielka różnorodność profesji: pisarki, poetki, pisarze, poeci, prawnicy, fizycy, dziennikarze, literaturoznawcy, matematycy, tłumaczki, kobiety biznesu… Rozpiętość wieku od trzydziestki do setki (Józef Hen, kiedyś czynny "stolikowiec", teraz raczej "na telefonie", skończy w tym roku 8 listopada 100 lat!). Kocham te spotkania.

3. Jak wyglądałaby Polska twoich marzeń? Jaka powinna być? I jeszcze: jacy politycy ci się marzą? Jaki rząd i rządzący, a jaka opozycja? 

O tym, że mamy rząd lumpenproletariacki, już ci mówiłam. Tu nie trzeba żadnych idealistycznych wizji. Wystarczą rządy prawa i empatia. Trzymanie się konstytucji. Mądrzy politycy i jeszcze mądrzejsi doradcy. Zamiast gabinetów figurantów. To, co teraz mamy, to rządy rekonstruktorów udających, że potrafią. Odgrywających przed narodem swoje gierki. Wolałabym już na stanowiskach sztuczną inteligencję, jakieś porządnie przygotowane i dobrze zaprogramowane roboty dałyby sobie lepiej radę.

Czy marzy mi się narodowa zgoda? Nie. Wystarczyłoby, żeby do polityki szli dobrze wykształceni propaństwowcy, myślący o kraju, a nie o spółce, z której można wyciągnąć niebotyczną kasę. Nasz czytelnikowski Stolik, o którym wspomniałam, to pars pro toto państwa idealnego, w którym można się porozumieć mimo różnic zdań, a liczy się dobro wspólne. Ogólnonarodowa zgoda jest zbędna, bo i tak jesteśmy bardzo jednorodnym społeczeństwem. Każdy ma prawo do własnego zdania. Ważne, żeby można było się porozumieć w kwestiach priorytetowych dla państwa, tego przez duże „P". W porozumienie wierzę, ale tylko w czasie wojny.  

W przypadku wygrania wyborów przez PiS będzie, jak jest, tylko gorzej. Bo koalicjanci, bo znów nieuki itd. A gdy wygra opozycja, to pojawi się nowa opozycja pisowska, która nie pozwoli normalnie rządzić. Chyba że uda się przekabacić część na stronę nowych rządów. To nie jest wykluczone, bo politycy bywają sprzedajni. 

4. I jeszcze jedno ćwiczenie z wyobraźni. Wyobraźmy sobie, że przejmujesz władzę w Polsce i rządzisz. Zostajesz prezydentką lub premierką. Co robisz? Co chcesz zmienić od razu, a co trochę później? Jakie są twoje pierwsze decyzje/zmiany/reformy? Jaka byłaby piątka Krystyny Kofty?

Premierką nie mogłabym być, bo musiałabym podporządkować się wizji partyjnej. Gdybym była prezydentką, najpierw zadbałabym o szacunek. Nie dałabym wciągnąć się w partyjne rozgrywki i zależności. Nie wierzysz mi?! To jest do zrobienia. Jeśli ma się kręgosłup. Twardy i moralny. Zablokowałabym jako szefowa sił zbrojnych kupowanie nieskończonych ilości broni, jak teraz robią to chłopcy. Te wszystkie czołgi są o kant d... potłuc, gdy pieprznie rakieta z ładunkiem atomowym. Wiemy, że rakieta przeleciała pół kraju, na szczęście bez tego ładunku. Zaproponowałabym jakiegoś sensownego emerytowanego generała, by stanął na czele sił zbrojnych. Kupił tyle, ile trzeba. Teraz według ministra obrony jesteśmy superbezpieczni. Uzbrojeni po zęby, z najlepszym sprzętem, a nie mogliśmy namierzyć tej rakiety. Może część tego uzbrojenia bym sprzedała? Jeśli nie, skończyłabym z tymi wydatkami.

Kasę na zbrojenie przeznaczyłabym na szpitale, ochronę zdrowia, zwłaszcza dla  niepełnosprawnych. Na naukę, na kulturę. Wprowadziłabym wiatraki, elektrownie atomowe tam, gdzie to możliwe. Kobiety dostałyby pełne równouprawnienie oraz prawa człowieka do decydowania o sobie. Prawo do wolności. Także wyboru. Dzieciom, które teraz żadnych praw nie mają, a według mnie przysługują im prawa człowieka. Kodeks praw dziecka jest niezbędny. Zaangażowałabym w swoim gabinecie prawników, starszych doradców. Teraz te „młode wilczki" ich nie słuchają. 

Korzystałabym z możliwości blokowania niegodziwych ustaw. Przywróciłabym wszystkich gnębionych, odważnych prawników do orzekania. Wolne sądy to dobre, przyszłościowe kadry. We współpracy z nimi zadbałabym, by Sejm i Senat pracowały nad ustawami w sprawie systemu pomocy dla niepełnosprawnych i ich opiekunów.    

5. Czy jesteś patriotką? I jak w ogóle rozumiesz patriotyzm? , jaki patriotyzm jest ci bliski, a jaki kompletnie obcy? 

Poważnie pytasz mnie o patriotyzm? Mogłabym powiedzieć, że mój patriotyzm jest jak Patriot. Czeka, aż go wystrzelę. Gdy zajdzie potrzeba. 

Jestem patriotką lokalną, dwóch małych Ojczyzn. Jedna mieści się w Poznaniu, gdzie się urodziłam. Mieszkałam na Jeżycach, chodziłam tam do podstawówki i liceum. A teraz, wyobraź sobie, jestem tam przy ulicy Gajowej, róg Sienkiewicza na muralu! Druga moja mała Ojczyzna to Warszawa: ulica Wiejska, ale nie Sejm, lecz wydawnictwo Czytelnik, kawiarnia i Stolik. To był kiedyś młody Stolik, podczas gdy ten najważniejszy, wspaniały, był stolikiem Konwickiego. Głowacki siedział z Konwickim, a gdy ten wychodził do swojego domu na Górskiego, przesiadał się do nas. W tych dwóch małych Ojczyznach mieszczą się moi przyjaciele i przyjaciółki.  

Według mnie patriotyzm jest milczeniem, które wybucha, gdy nadchodzi chwila próby. Mój ojciec, który przeżył dwie wojny, wiedział, jak się musi zachować. Opór przypłacił zdrowiem, a mogło być gorzej. Jednak o patriotyzmie w domu się nie mówiło. Tylko o powinnościach, a także o przyzwoitości. Teraz o patriotyzmie ględzą ci, którzy szarpią Ojczyznę. A prawdziwymi patriotami są ci, którzy protestują przeciwko zawłaszczaniu, niszczeniu i ośmieszaniu państwa. Tacy jak Obywatele RP, których szanuję za odwagę. Czy choćby Lotna Brygada Opozycji. 

6. Czy dopadło cię – coraz powszechniejsze dzisiaj – zniechęcenie i zmęczenie polityką? Czy masz polityki dość? Czy przestałaś ją śledzić? Albo: nie chcesz śledzić, ale wciąż to robisz? I jak sobie z tym (ewentualnym) zniechęceniem radzisz? 

Nie dopadło mnie zmęczenie. Jestem świadoma, że muszę się oszczędzać. Nie dość, że przechodziłam choroby nowotworowe, to dwa lata temu udar. A nadmiar koszmarów politycznych nie jest korzystny dla zdrowia. Staram się dawkować sobie informacje. Jest pilot, można przełączyć. Czytam gazety, siedzę w sieci. Teraz jestem na bieżąco w sprawach wojny w Ukrainie. Analizuję, wyciągam wnioski. Sprawdzam, rzadko się mylę. Śledzę uważnie, jeśli coś się dzieje. Eliminuję programy, w których napuszcza się na siebie przeciwników, bo słuchanie tego nie ma sensu. Przekazy dnia. A partia rządząca, żeby utrzymać władzę, ćwiczy swoje kadry w zagadywaniu redaktorek, redaktorów oraz tych, co mają inne zdanie. Moim zdaniem przechodzą kursy głośnego zagadywania każdego i każdej.

Jak już bardzo się wkurzę i zmęczę tymi kłamstwami i aferami, z których każda następna przykrywa poprzednią, idę na koncert. Maluję. Czytam. Jak jest pogoda, pielę chwasty w ogrodzie. Gdy wyciągam kłącze perzu, lubię myśleć, że tak oczyści się nasz kraj. Oglądam seriale. Często są lepsze niż filmy. Od czasów „Rodziny Soprano". Z tych politycznych sporo można się nauczyć. „Soprano" pokazywało modelową mafijną rodzinę związaną z polityką, ale też z Kościołem. Rozmodleni przy ołtarzu, jednocześnie zakładają przeciwnikom betonowe buciki i spuszczają na dno. Znamy to, prawda? Wykańczanie niewygodnych. Są samobójstwa niewyjaśnione, areszty wydobywcze. Z duńskiego „Rządu" nauczyć się można kruczków prawnych, sposobów wykorzystywania haków. Ten serial był proroczy, wiele rzeczy zdarzyło się później. Teraz oglądaliśmy drapieżną „Sukcesję". Szarpanie, jak to bywa w rodzinie po śmierci ojca, gdy zostaje spadek. Takie sceny będziemy oglądali na naszym rynku politycznym, gdy na emeryturę odejdzie naczelnik i zacznie się walka o sukcesję. Niemałą, bo oprócz władzy jest szmal, wszystkie te spółki itd. 

7. Gdybyś miał być Nostradamusem i przewidywać przyszłość: kto wygra najbliższe wybory? Jak ci się wydaje i jakie masz w związku z tym przemyślenia, uwagi, obawy?

Odpowiem, jak postawię tarota. Albo kabałę. Albo I Ching. Żartuję. Stawiam sobie, choć dość rzadko. Dla zabawy. To, czego naprawdę się boję, to ta wojna. Boję się tego, że może się rozlać. Na nasze szczęście jesteśmy w NATO, w UE. Sami nie zdołalibyśmy się obronić. Z pomocą też łatwo nie będzie. W porównaniu z tym nasze wybory bledną. Głowacki, którego tak mi brakuje, czarno widział naszą przyszłość. Nie liczył na zmianę mentalności wyborców PiS-u. Ja sądziłam, że to możliwe, bo kobiety są skłonne do innych wyborów. Wiem, bo nigdy nie miałam problemów z porozumieniem się z kobietami, także z takimi jak te z twojej rodziny, Kaszubki i góralki. One rozumieją, że byłoby lepiej, gdyby nastąpiła zmiana. Wiem, że współczują ofiarom pedofilów, wiedzą, co się dzieje w Kościele, tylko nie mówią o tym, bo boją się swoich mężów. Przemoc nie jest im obca. Czytam to między wierszami w twoich wywiadach „rodzinnych".

Jednak nawet jeśli nie uda się teraz, to w wyborach prezydenckich jest szansa. Jest dobry kandydat. Mógł już być, przecież wszystko wyglądałoby dzisiaj inaczej. Cóż, niestety popełniono błąd. Gdyby wtedy Hołownia zaapelował do swoich wyborców o głosowanie na Trzaskowskiego! Gdyby! Gdyby nie było pasków w telewizji „publicznej", gdyby ludzie mieli dostęp do informacji z drugiej strony! Wielka szkoda, mielibyśmy dziś całkiem inną Polskę. Należącą do wszystkich obywateli, bardziej niż teraz. Może ten cud powtórzy się w wyborach prezydenckich. Oby. 

8. Konkretnie: na kogo będziesz głosować w najbliższych wyborach? A jeśli nie chcesz odpowiedzieć wprost, to dlaczego? Wstydzisz się tych, na których głosujesz? Boisz się o tym powiedzieć głośno? To sprawa intymna, prywatna, tajemnica? Boisz się, że stracisz na tym zawodowo?

Jeszcze nie wiem, na kogo będę głosować. Skłaniam się, przychylam, potem od tego odchodzę. Obserwuję, analizuję. Wiem, że na pewno będę głosować. I wiem, na kogo na pewno nie zagłosuję. Zdziwiłam się, że PSL nie mogło przyjąć Agrounii z Kołodziejczakiem, mimo że to byłoby dla tej partii dobre miejsce. 

Że boję się powiedzieć ci prawdę? Niczego się nie boję. Mam swoją robotę. Pracuję nad dziennikami. Wydałam już w 2006 roku dzienniki "Monografia grzechów. Z dziennika 1978–1989". Wzbudziły duże zainteresowanie czytelników, także pisarzy i wydawców. Prowadzę je od 1968 roku. Pisane ręką w zeszytach. Muszę je przepisać, wrzucić w laptopa i zredagować. Tego nikt za mnie nie zrobi. Część jest skanowana dla "Archiwum kobiet", które zajmuje się twórczością epistolograficzną i diarystyką kobiet. Szukam dobrego wydawcy. Więc chyba rozumiesz, że mam jeszcze czas na zastanowienie?

Krystyna Kofta (fot. Michał Mutor / Agencja Wyborcza.pl)
9. A na kogo na pewno NIE będziesz głosować? Na kogo nie zagłosowałabyś nigdy w życiu? I dlaczego? 

Będę głosować, to jasne, jestem państwowotwórcza. Mój ojciec głosował nawet w PRL-u, choć był gnębiony. Mówił, że takie mamy państwo, innego nie ma i nie będzie, przeżył dwie wojny i nie wierzył w możliwość zmiany. Nie doczekał wolności. A jednak respektował państwo, a głosowanie w wyborach uważał za swoje prawo i obowiązek. 

Na kogo bym nigdy nie zagłosowała? Na tych, co chcą nam odebrać wolne wybory. Na niedouków, bo widzę, co się dzieje z nauką i kulturą, gdy dochodzą do władzy. Na tych, którzy chcą nas wyprowadzić z Unii Europejskiej. Także na odradzający się faszyzm, który przybiera różne kostiumy. Już nie są to brunatne koszule. Na tych, którzy kokietują tych przebierańców. No i nie wezmę udziału w tym referendum. Apeluję, żeby nie drzeć kart z pytaniami, bo to jest karalne. 

Na pewno nigdy nie zagłosuję na wybitnego stratega, czyli prezesa i jego ferajnę. Nigdy! Jasne, że doceniam 500+, a nawet 800+. 500+ to było załatwienie godnościowego, wieloletniego zaniedbania. Nieważne, że wzięło się to z głosu politologów, doradców, z wiary, że taki ruch nabije im sondaże, co się zdarzyło. Skok sondażowy był faktem, więc teraz chcą uruchomić mennicę na maksa, na co zawsze zadowolony prezes NBP pozwoli. A jeśli nie dodruk pieniędzy, to zastanawiam się, komu zabiorą, żeby komuś innemu dorzucić. Ta kołderka jest przykrótka. Jak pociągniesz, możesz odsłonić to marne przyrodzenie, którego byś sobie nie życzył widzieć. Jednak wierzę, że bez względu na to, co się wydarzy w tych wyborach, przetrwamy to. Tak jak zawsze. Jest szansa. Będą przecież wybory prezydenckie, a inny prezydent to całkiem inne życie polityczne…

Rozmawiał: Grzegorz Wysocki

Osoby zainteresowane gościnnymi występami na łamach Kwestionariusza Wysockiego i własną opowieścią o Polsce swoich marzeń proszone są o kontakt na adres: grzegorz.wysocki@agora.pl. 

Czytaj również obszerną rozmowę z Krystyną Koftą:

Krystyna Kofta. Pisarka. Publikuje felietony w "Twoim Stylu". Autorka powieści: "Wizjer", "Wióry", "Pawilon małych drapieżców", "Ciało niczyje", "Chwała czarownicom", "Złodziejka pamięci", "Fausta"; zbiorów opowiadań: "Człowiek, który nie umarł", "Wielką miłość tanio sprzedam" oraz sztuk teatralnych: "Pępowina" i "Salon profesora Mefisto". Opublikowała także: "Jak zdobyć, utrzymać i porzucić mężczyznę" - parodię poradnika, "Gdyby zamilkły kobiety" - eseje, "Wychowanie seksualne dla klasy wyższej, średniej i niższej" (z rysunkami Andrzeja Czeczota), "Monografię grzechów. Z dziennika 1978-1989" oraz autobiografię "Kobieta zbuntowana". Jest autorką "Krótkiej historii Iwony Tramp" - pierwszej polskiej książki pisanej w Internecie i razem z internautami. Na festiwalu Dwa Teatry w Sopocie otrzymała Grand Prix za słuchowisko "Stare Wiedźmy". Aktywnie promuje profilaktykę raka piersi, zabiera głos w ważnych sprawach społecznych i politycznych.

Grzegorz Wysocki. Od grudnia 2022 w Gazeta.pl. Wcześniej m.in. dziennikarz i publicysta "Gazety Wyborczej", szef WP Opinie, wydawca strony głównej WP, redaktor WP Książki, felietonista "Dwutygodnika" i krytyk literacki. Autor wielu wywiadów (m.in. Makłowicz, Chwin, Wałęsa, Palikot, Urban, Spurek, Gretkowska, Twardoch, Nergal), cyklu rozmów z wyborcami PiS-u czy pisanego od początku pandemii "Dziennika czasów zarazy". Dwukrotnie nominowany, laureat Grand Pressa za Wywiad w 2022 (rozmowa z Renatą Lis). Prezes klubu szpetnej książki Blade Kruki (IG: bladekruki). Nałogowo czyta papierowe książki i gazety oraz ogląda seriale. Urodzony i wychowany na Kaszubach, wykształcony w Krakowie, zamieszkały w Warszawie. Profil na FB: https://www.facebook.com/grzes.wysocki/