Prostokątny budynek z jasnego piaskowca kryje się za jasno oświetlonym przepierzeniem wykonanym z ażurowych betonowych płyt ułożonych w kwiatowy wzór. To nowy miejski hammam, który przed paroma miesiącami oddano do użytku w Samsunie. Łaźnia turecka w dzielnicy llkadim przeznaczona jest jedynie dla kobiet. W innych tego typu przybytkach wejścia dla kobiet i mężczyzn są oddzielne, a jeśli nie ma takiej możliwości, mężczyźni i kobiety mogą przychodzić do łaźni w różne dni tygodnia.
Hammamu tylko dla kobiet jeszcze w mieście nie było i przez chwilę zastanawiałam się, czy musi być tak ogromny.
Już w recepcji, w której najpierw dostaję szklankę wody, potem kluczyk do szafki i specjalny, cieniutki ręcznik, pestemal, oraz kupuję kese, rękawice do złuszczania naskórka, dowiaduję się, że kolejka do hammamowego rytuału jest tak długa, że minimum dwie godziny miną mi na czekaniu. Nie zrażam się, mam całe popołudnie i jestem tu z przyjaciółką. Gdy poprzednio wybrałam się do innego miejskiego hammamu, okazało się, że trwają tam prace remontowe. Teraz chcę sobie to odbić.
Być jak sułtanka
Wyposażone we wszystkie niezbędne atrybuty: rękawice, ręcznik, szampon i mydełka, wędrujemy schodami do mieszczącej się na piętrze szatni. Swobodę związaną z faktem, że żadne męskie oko nie ma tu wstępu, czuć już w niej. Kobiety, które na co dzień noszą chusty bądź zasłaniające całe ciała czadory, zdejmują je, ukazując włosy, piersi i pośladki. Niektóre zakładają kostiumy kąpielowe, inne jedynie w majtkach, owinięte cienkimi ręcznikami udają się do łaźni. My również tam idziemy. Przed wejściem tablica z nazwiskami, z której panie łaziebne wyczytują kolejność i zabiegi, za jakie zapłaciły przybyłe.
W centrum jasnego, przestronnego pomieszczenia, pełnego licznych zakamarków z kranami, z których do ozdobnych umywalek leje się ciepła i zimna woda, mieści się duży marmurowy podest. To podgrzewany stół, na którym można leżeć w oczekiwaniu na zabieg i już w jego trakcie. W zaułkach rozsiadły się kobiety, niektóre w wielopokoleniowych zestawach: babcia, mama i wnuczka, inne solo albo z koleżankami. Pod dekoracjami wykonanymi z malowanych w tradycyjne tureckie tulipany płytek polewają się ciepłą wodą, nabierając ją do płaskich metalowych mis. Wnętrze jest gorące i parne, nieco przypomina saunę, toteż od czasu do czasu zamiast gorącą polewamy się chłodną wodą. Tak upływa nam godzina, podczas której wspominamy hammamowe sceny z tureckich produkcji historycznych.
Do hammamu chadzali przecież sułtan Sulejman Wspaniały i sułtan Ahmet, a scen intryg między konkubinami, które miały miejsce w łaźni, jest w serialach nie mniej niż batalistycznych, podczas których waleczny sułtan podbija kolejne kraje. Konkubiny sułtana w hammamie szykują się na wieczorne spotkanie z władcą, polewając się wodą z misek takich samych jak te, które mamy w rękach. W ciągu kilkuset lat w hammamach niewiele się zmieniło.
Bizantyjski spadek
Choć w języku polskim przyjęło się określenie "łaźnia turecka", to nie Turcy wymyślili hammam. Łaźnie pamiętają czasy greckie, a w czasach Imperium Rzymskiego upowszechniły się w całym basenie Morza Śródziemnego. Składały się z apodyterium, czyli recepcji, gorącego caldarium, ciepłego tepidarium i zimnego frigidarium. Goście wędrowali między nimi, a dzięki zmianom temperatury pobudzali krążenie i pocili się. W łaźniach rzymskich były też pomieszczenia do ćwiczeń.
Nie mniej ważne były publiczne łaźnie w Cesarstwie Wschodniorzymskim, czyli Bizancjum. Co więcej, zachowały się w nim nawet w czasach, gdy na Zachodzie odeszły już w zapomnienie, stając się niezbędnym wyposażeniem pałaców wschodnich władców. W kolekcji nowojorskiego Metropolitan Museum of Art znajdują się liczne grzebienie, ręczniki, tarki stosowane do złuszczania skóry, a nawet fragmenty podłogowych mozaik z hammamów. Kuratorzy wystawy wspominają, że szczególnie wystawne i bogato zdobione były łaźnie, które w pierwszych wiekach średniowiecza budowali w swoich pałacach kalifowie Umajidów. Łaźnie, podobnie jak wcześniej, stawały się ważnym elementem życia towarzyskiego i społecznego, a z zapisków średniowiecznych kronikarzy wynika, że o statusie miasta obok liczby meczetów i medres miała decydować liczba hammamów, którym mogło się poszczycić. W szczytowym okresie Bagdad miał ich 60 tys.
Gdy Turcy przenieśli się z jurt do pałaców, zachowali łaźnie. W społeczeństwie osmańskim odgrywały niebagatelną rolę. O ich znaczeniu może świadczyć fakt, że jeszcze w XIX i XX wieku łaźnie pozostawały pod jurysdykcją rządu. Dopiero wraz ze spadkiem ich znaczenia zaczęły przechodzić w prywatne ręce.
Dlaczego hammamy odeszły w zapomnienie? Kiedy zaczęto budować mieszkania z prywatnymi łazienkami, przestały być potrzebne. Gdy do tego zaczęto – ponoć za sprawą przybyszów z Zachodu – kojarzyć je z zacofaniem albo wręcz brakiem higieny, zaczęły wychodzić z mody.
Po żonę do hammamu
Jakie sprawy – prócz mycia – można było załatwić w osmańskim hammamie? Przede wszystkim dla kobiet hammamy miały szczególne znaczenie. Tu mogły udać się same i rozmawiać z kobietami spoza swojego rodzinnego kręgu. Hammamy – oprócz istotnego w islamie konceptu oczyszczania ciała – szybko przejęły też inne funkcje. To tu spotykano się, by świętować ślub albo narodziny dziecka. Było to też – jak pisze Raphaela Lewis w "Życiu codziennym w Turcji Osmańskiej" – miejsce, w którym najłatwiej można było spotkać i dokładnie obejrzeć sobie kandydatkę na żonę dla syna. Wyjścia do hammamu stanowiły dla osmańskich kobiet całodzienne wyprawy, na które zabierano prowiant i owoce. Najmłodsze panny usługiwały starszym, a matki synów miały możliwość obejrzenia nie tylko ciała dziewczyny, ale także tego, jak sprawnie obsługuje swoją matkę i towarzyszące jej kobiety. I choć w hammamach, które odwiedziłam, przed moczącymi się kobietami nie piętrzyły się smakołyki, nie można wykluczyć, że w tureckim społeczeństwie, w którym do dziś zdarzają się aranżowane małżeństwa, ta funkcja hammamu wciąż ma znaczenie.
Na nowo i po staremu
W ostatnich latach łaźnie wróciły do łask. Powstają nowe, a państwo zajęło się renowacją tych już istniejących. Tym samym turyści mogą podziwiać muzeum hammamu albo zażyć kąpieli (podstawowy pakiet to 95 euro) w liczącym pięć stuleci stambulskim hammamie Zeyrek Cinili, którego renowacja trwała 13 lat, a projekt obejmował także konserwację podziemnych bizantyjskich cystern. W największej tureckiej metropolii odnowione zostały także hammam Kiliç Ali Pasa z XVI wieku i XIX-wieczny hammam Çukurcuma.
Koza Güreli Yazgan, dyrektor łaźni Zeyrek Cinili, opowiadała dziennikarzom, że remont planowany początkowo na trzy lata drastycznie się przeciągnął, bo podczas prac konserwatorzy wciąż natrafiali na coś nowego: bizantyjska cysterna, seria rzeźb i hammamowe "drobiazgi", stanowiące dla archeologów prawdziwe skarby.
"Naszym celem było oddanie hołdu historii tej regionalnej praktyki wellness. Dlatego odnowiliśmy łaźnię turecką zgodnie z historycznymi standardami. Użyliśmy tradycyjnego marmuru z regionu Marmara i zachowaliśmy oryginalne elementy projektu, w tym ozdobne lazurowe płytki, którymi kiedyś pokryte były ściany. W części damskiej pozostało ich tylko sześć. Reszta płytek albo zaginęła, albo została dawno temu przewieziona do muzeów w Europie" – mówi Koza Güreli Yazgan w rozmowie z BBC World.
Dodała, że choć niektóre łaźnie zyskują nowoczesny wygląd, jej zależało, aby goście mogli w pełni zanurzyć się w historii i kulturze łaźni tureckiej.
Rytuał
Wchodzimy do łaźni. Jest nowa i obszerna, ale utrzymana w historycznej stylistyce. Słychać śmiechy i rozmowy w różnych językach. Grupka kobiet, które usadowiły się w tym samym pomieszczeniu co my, płynnie przechodzi z niemieckiego na kurdyjski. Dokładnie po półtorej godziny, odkąd zaczęłam rytuał polewania się wodą, wchodzi tęga łaziebna w mokrych szarawarach i gumowych klapkach. Wyczytuje mój numer i prowadzi jak dziecko za rękę do sicaklik – gorącego pomieszczenia z sześciokątnym kamiennym stołem. Rozkłada mój pestemal i każe mi położyć się na nim na plecach.
Za moją zgodą zsuwa mi kostium kąpielowy z piersi i zaczyna mycie mydłem, a następnie rękawicą. Szorstka tkanina przesuwa się po całym moim ciele: nogach, rękach, brzuchu i plecach. Potem następuje spłukiwanie, a po nim najprzyjemniejsza część hammamowego rytuału – masaż gęstą pianą. Żałuję, że nie będę miała zdjęcia – moja przyjaciółka leży kilka metrów ode mnie i też jest już szorowana kese. Kątem oka widzę, że mama, babcia i córka już po zabiegach właśnie uwieczniają się na tle mis z wodą i ozdobnych kafelków. Po masażu łaziebna znów dokładnie zmywa pianę. Następnie myje mi włosy i znów dokładnie spłukuje. Chwilę gawędzimy, chwali się, że fachu uczyła ją mistrzyni ze słynnego izmirskiego hammamu w dzielnicy Karatas. Spłukuje mi głowę chłodną wodą i pomaga wstać z ciepłego kamienia. Rytuał skończony, ja jak nowo narodzona, a wszystko to za 400 lir tureckich, czyli około… 30 zł.
Przeciętnemu turyście trudno będzie znaleźć hammam w takiej cenie. W kurortach i hotelowych zagłębiach ta sama usługa potrafi być wielokrotnie droższa, warto rozejrzeć się więc za hammamem miejskim, takim, do którego chadzają miejscowi.
Marcelina Szumer-Brysz. Dziennikarka i reporterka, współpracuje z "Tygodnikiem Powszechnym" i działem zagranicznym "Gazety Wyborczej", a wcześniej z "Przekrojem". Jej teksty ukazały się także na łamach kilku tureckich pism. Przez cztery lata mieszkała w Izmirze, dziś dzieli życie między Turcję a Polskę. Autorka nagradzanych książek reporterskich "Wróżąc z fusów. Reportaże z Turcji", "Izmir. Miasto giaurów" oraz "Turcja. Na wschód od Zachodu".