Podróże
Sopocka plaża (Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl)
Sopocka plaża (Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl)

Ponad milion turystów odwiedza każdego roku Sopot. Najwięcej jest Polaków, przede wszystkim z Mazowsza i Śląska, ale nie brakuje też cudzoziemców, głównie z Niemiec, Czech i Szwecji. Jacy są goście, którzy wybierają niewielki kurort nad Bałtykiem?

Typ pierwszy: (Roztrzepany) wielbiciel morza

Marzena i Darek, właściciele willi niedaleko morza, mówią, że rozumieją turystów, głównie młodych, którzy w Sopocie chcą się zabawić i spędzać czas w nocnych klubach. Oni jednak celują w gości, którzy traktują Sopot jak kurort z piękną plażą, na której chcą odpocząć. – To nie tylko rodziny z dziećmi, ale i pary, które nad morzem szukają spokoju, oraz łaknący odpoczynku single. W nocy śpią, a w dzień plażują, jeżdżą rowerami albo spacerują. W naszych pokojach leżą spacerowniki Tomka Kota, bo zachęcamy naszych gości, żeby zeszli z Monte Cassino i poznali Sopot z innej strony – podkreśla Marzena.

Darek dodaje, że lubi, gdy goście chcą też mieć z nimi jakąś relację. I wielu zresztą, bez przymusu, ma na to ochotę. – Mieszkamy w tym pensjonacie, to nasz dom, więc chcemy trochę gości poznać. Siadamy do wspólnego śniadania, które przygotowujemy, i rozmawiamy. Wielu stałych gości wraca do nas w kolejnych latach – mówi.

Do uczciwości gości nasi rozmówcy nie mają większych zastrzeżeń. Zdarza się, że czasem zginie ręcznik, rzadziej parownica czy żelazko. Bywa, że ktoś stłucze szklankę i przybiega na recepcję, mówiąc, że pokryje szkodę. – Ale za to co roztrzepani goście zostawiają! – wzdycha Joanna Biernacka, kierowniczka hotelu Pomarańczowa Plaża.

I wylicza jednym tchem: ładowarki, buty, ubrania, zegarki, biżuterię, kosmetyki… – Kiedyś pokojówki znalazły w pokoju zniszczoną koszulkę. Wyrzuciły ją do śmieci, bo myślały, że ktoś po prostu jej nie chce. Okazało się, że to była koszulka z premiery Jamesa Bonda, która nie dość, że kosztowała 500 funtów, to na dodatek miała dla gościa wartość sentymentalną. Trzeba było mu zwrócić pieniądze – wspomina.  

Dla wielbiciela morza najważniejsza jest ładna pogoda. Gdy jest słońce i może pójść na plażę albo na spacer, wszystko mu się podoba. – Gdy jest brzydko, zaczyna narzekać: a nie macie tego, a nie macie tamtego – opowiada Joanna. Niektórzy chodzą po hotelu i żartują. – Wie pani, jaki jest najpopularniejszy suchar? "Poproszę pokój z widokiem na morze i na Giewont".

Wielbiciele morza lubią spacerować po sopockim molo (Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl)

Typ drugi: Amator taniego parkowania

– Kiedyś wystarczył osobny pokój z łóżkiem, teraz musi być z łazienką. I dobrze, przecież mieszkamy dziś w ładniejszych mieszkaniach niż przed laty – uważa Joanna  Biernacka.

Wielu blisko hotelu czy apartamentu musi mieć gdzie zaparkować samochód. Najlepiej za darmo. – Szybciej schodzą apartamenty, których właściciele takie miejsce parkingowe zapewniają. Przed bramą, na podwórku, przy śmietniku, wszystko jedno – dowodzi Marcin.

Bywa, że turyści zajmują na podwórkach miejsca mieszkańców, blokują je i dziwią się, że ktoś ma do nich pretensje. Miasto, żeby ograniczyć ruch samochodowy w Dolnym Sopocie, proponuje, żeby turyści korzystali w sezonie z parkingu Ergo Areny. Jest bardzo blisko centrum, a turyści są stamtąd dowożeni busikami. Jednak mimo to wiele osób woli robić rundki, szukając wolnego miejsca. – W zeszłym roku widziałem chłopaka z południa Polski, który za wszelką cenę chciał zaparkować bardzo blisko plaży. Wjechał więc między jedną donicę z kwiatami a drugą niedaleko nadmorskiego bulwaru i zakopał się kołami w piachu. Dopiero pomoc drogowa go stamtąd wyciągnęła, w dodatku musiał na nią długo czekać – opowiada Marcin.

Joanna Biernacka: – Turyści nie chcą płacić za hotelowy parking, nieważne, czy kosztuje to ich parę złotych, czy kilkadziesiąt. Niektórzy narzekają i twierdzą, że podróżowali po całym świecie, a tylko tutaj muszą płacić. Że to taki sopocki absurd.

Zdarzają się i tacy, którzy narzekają też na opłatę klimatyczną. – Obecnie wynosi ona 6,38 zł za osobę za dobę. A i tak czasem ktoś mówi, że wolałby nie płacić, bo przecież pogody nie było. Albo pyta ze złością: "Za co mam tyle zapłacić? Za oddychanie tym brudnym powietrzem?" – mówi Joanna.

Notabene jakość powietrza w Trójmieście jest bardzo dobra.

Jakość powietrza w Trójmieście jest bardzo dobra (Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl)

Typ trzeci: Niepokorny palacz

Nie wszyscy, mimo że pokrywają opłatę klimatyczną, chcą oddychać czystym nadmorskim powietrzem. Chodzi oczywiście o palaczy, którzy wystają przed pensjonatami, bo w większości z nich jest zakaz palenia. Taki zakaz obowiązuje też w hotelu, którego kierowniczką jest Joanna. Nałogowcy wychodzą więc na balkony, na których też palić nie wolno.

– Palenie na balkonach to nasza zmora. Tłumaczymy palaczom, że zapach może przeszkadzać innym turystom, ale to do nich nie zawsze trafia. Przepraszają, gaszą papierosa, a tylko zniknę z pola widzenia, od razu odpalają kolejnego – relacjonuje Biernacka.

Ostatnio jeden z gości w jej hotelu przez kilka dni po kryjomu palił w pokoju.  Jeszcze długo po jego wyjeździe we wnętrzu utrzymywał się zapach tytoniu. – Trzeba było prać firany i obicia łóżka, a na koniec wszystko ozonować przez kolejne dwa dni. Kosztowało nas to 1000 zł i tą kwotą obciążyliśmy gościa. Początkowo nam nie wierzył, a potem było bardzo zaskoczony, że musiał zapłacić – mówi kierowniczka Pomarańczowej Plaży.

Darek palaczy rozumie, bo sam wiele lat temu tkwił w szponach nałogu. Jednak i u niego w pensjonacie w środku obowiązuje zakaz palenia. Można puszczać dymka na zewnątrz, w wyznaczonych miejscach. – Bardziej niż palacze denerwują mnie ludzie, którzy wyprowadzają psy przed naszą willę i po nich nie sprzątają. Ale zachowują się tak zarówno turyści, jak i sopocianie. A to sprawia, że to ładne miasto staje się brzydkie. Ma

Piechur i rowerzysta to ulubiony typ właścicieli pensjonatów (Martyna Niećko / Agencja Wyborcza.pl)

m na myśli boczne uliczki – wyjaśnia Darek. 

Typ czwarty: Niestrudzony piechur

Większość gości Marcina to rodziny z bardzo małymi dziećmi. Spokojne, nikomu nie wadzą. Często przyjeżdżają też pary bez dzieci albo na przykład mamy z córkami. Apartament w Sopocie jest dla nich wygodną bazą wypadową do zwiedzania całego Trójmiasta, a nawet Kaszub czy Helu. Wychodzą rano po śniadaniu i wracają wieczorem, czasem tylko po to, żeby się przespać. – Często zabierają ze sobą rowery i jeżdżą na nich całymi dniami. Ich zmartwieniem jest więc nie miejsce parkingowe dla samochodu, ale bezpieczne miejsce, gdzie mogą na noc zostawić rower. Taki amator wycieczek po okolicy to mój ulubiony typ gościa. Nie zużywa prądu i wody, nie niszczy wyposażenia, bo praktycznie go w apartamencie nie ma – żartuje Marcin.

Joanna do dziś pamięta amatora wycieczek, który zabrał ze sobą świnkę wietnamską i z nią podróżował po okolicy. Bywa też wielu gości jeżdżących po całych Kaszubach z psami, ale te akurat już nikogo nie dziwią. – Z rozrzewnieniem wspominam gości z bonem turystycznym, którzy przyjeżdżali nad morze całymi rodzinami. Większość czasu spędzali na wycieczkach po Gdańsku, Mierzei i Kaszubach. Widać było, jak bardzo się cieszą tym, co mogą zobaczyć. Żałuję, że w tym roku bon turystyczny już u nas nie obowiązuje – podsumowuje Joanna.

Typ piąty: Tropiciel rabatów

Joanna Biernacka w turystyce pracuje od dobrych kilkunastu lat, więc tropiciela poznaje od razu. – To taki rodzaj gościa, którzy przyjeżdża na czas, jest miły i spokojny. Podczas meldowania się podpisuje regulamin i w trakcie całego pobytu nie zgłasza żadnych zastrzeżeń czy usterek – opowiada.

Sopot to jeden z najpopularniejszych kurortów (Dominik Sadowski / Agencja Wyborcza.pl)

Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy gość wyjeżdża. W recepcji przedstawia wtedy długą listę tego, co według niego było nie tak. – Żali się, że przez pewien czas nie było prądu albo że woda nie była wystarczająco gorąca. I domaga się rabatu za pobyt. Czuję wtedy dyskomfort, ale rabatu dać nie mogę, bo gość wcześniej nic nie zgłaszał – tłumaczy Joanna Biernacka.

I zastrzega, że gdy obsługa rzeczywiście czegoś nie dopilnuje, proponuje obiad albo rabat na kolejny pobyt. Oczywiście reakcja gościa jest wtedy daleka od euforii, bo chciałby coś ugrać teraz, a nie w przyszłości.

Zobacz wideo "Tata polarnik". Tylko jeden Polak ma taką pracę

– Nigdy nie zapomnę pana, który skarżył się, że do pokoju wlatują owady i że ma za dużo cienia od rosnących pod oknami drzew, bo hotel jest usytuowany w Lasku Karlikowskim. Cóż, nie mogliśmy spełnić jego oczekiwań. Much nie wytrujemy, a drzew nie wytniemy – mówi.

Tropiciel rabatów obsmarował potem hotel w komentarzach, co dla Joanny było bardzo przykre i krzywdzące. Ale przynajmniej – w przeciwieństwie do innych niezadowolonych turystów – nie awanturował się.

Pokój w hotelu Pomarańczowa Plaża (mat. prasowe) , Pokój w hotelu Pomarańczowa Plaża (mat. prasowe)

– Ile to razy pracownicy hotelu byli zwalniani przez któregoś z gości… Ile to razy słyszałam, że nie znajdę pracy w całym Trójmieście, bo gość zna właścicieli. Po prostu ktoś chciał zaimponować żonie i nas straszył – żali się Joanna Biernacka. Na agresywnych turystów ma sprawdzony sposób. "Proszę mnie nie obrażać, nie życzę sobie" – prosi, nie dając się wyprowadzić z równowagi. To zazwyczaj działa. 

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Prowadzi też własny talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka Włoch, włoskiego, kawy i słoni.