Podróże
Molo w Sopocie (Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl)
Molo w Sopocie (Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl)

W cyklu "Miasto na weekend" prezentujemy miejsca warte odwiedzenia z nieoczywistej, subiektywnej perspektywy naszych autorek i autorów oraz osób ze świata sztuki, kultury i sportu. Teksty będą się ukazywały w każdy piątek. O Sopocie, który zachwycił ją na tyle, że się tam przeniosła, opowiada Angelika Swoboda.

Niektórzy mają szczęście, że od dziecka mogą mieszkać w pięknych miejscach, takich jak Kaszuby, Podlasie czy Pieniny. Ale są i tacy, którzy to szczęście muszą sobie wywalczyć, bo czują, że nie pasują do miasta, w którym żyją. Jak na przykład ja. Gdy jako nastolatka po raz pierwszy zobaczyłam morze, uświadomiłam sobie, że nie mieszkam nad nim przez jakąś fatalną pomyłkę. I postanowiłam, że kiedyś na pewno przeniosę się do Trójmiasta. Żartowałam, że zrobię to na emeryturze, ale pandemia owo "kiedyś" przyspieszyła. Dzięki zmianie pracy na zdalną mogłam spakować rzeczy do kilku toreb i zamieszkać nad Bałtykiem.

Dlaczego Trójmiasto? Bo oferuje wszystko, czego potrzeba do wygodnego życia: czyste powietrze, plaże i lasy, a także całą miejską infrastrukturę, czyli sklepy, kina, teatry oraz niezłą komunikację. Sopot, który wybrałam, leży między oszałamiająco pięknym Gdańskiem i nowoczesną Gdynią, zwaną "miastem z morza". To miasto kompaktowe – poczta, urząd miejski czy dworzec znajdują się w zasięgu parunastu minut spaceru albo jazdy rowerem. Centrum nie jest duże, więc już po kilku tygodniach poznałam panią Mirkę z miejscowej pralni, Wojtka z herbaciarni, panią Magdę z apteki i całą ekipę z lokalnych delikatesów. Kurier zostawia mi przesyłki w sklepie pod domem z dopiskiem "dla sąsiadki bez kodu" albo u pana Krzysztofa, pomocnego sąsiada z tego samego piętra. Poznałam też, przez kolejnych znajomych, wspaniałych przyjaciół, dzięki którym w Sopocie czuję się jak w domu. A miejscami, które urzekają, podzielę się również z wami.

Sopot ma wszystko, czego potrzeba do życia: czyste powietrze, plaże i lasy i miejską infrastrukturę. (Fot. Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl)

W górę, dalej od morza

O Sopocie pisano niegdyś "Monte Carlo Północy". Od dawna przyjeżdżali tu znani, m.in. Stanisław Dygat czy Agnieszka Osiecka, która szczególnie upodobała sobie ten kurort. Tak o nim pisała: "Teraz będę miała drugi dom w Sopocie, kupię mały jacht".

Sopot od dawna lubią także cudzoziemcy. W zeszłym roku sopockie molo, najdłuższe drewniane w Europie, odwiedziło rekordowo 950 tys. osób. W większości ze Śląska i z Mazowsza, ale nie zabrakło też gości z Niemiec, Skandynawii czy Słowacji. Molo warto się przespacerować zwłaszcza poza sezonem, gdy wstęp jest bezpłatny. Ale ja przewrotnie zabiorę was do Górnego Sopotu, gdzie rozciąga się przepiękny park krajobrazowy, a w nim wytyczone szlaki do górskich wędrówek, odnowione punkty widokowe, Łysa Góra z wyciągiem narciarskim oraz pozostałości po torze saneczkowym, który będzie częściowo odbudowany.

Najpiękniej jednak jest tam wiosną i latem, gdy drzewa zachwycają soczystą zielenią. Można usiąść na ławce i posłuchać ptasich śpiewów, naprawdę wyjątkowych. Na Łysej Górze są też organizowane koncerty fortepianowe, a w pobliskiej Operze Leśnej – popularne festiwale. Warto zwiedzić Operę Leśną, a przynajmniej zobaczyć murale z twarzami najsłynniejszych artystów, które znajdują się na trasie wiodącej do słynnego królestwa Bursztynowego Słowika. Wszak to kawał historii muzyki, nie tylko polskiej.

Opera Leśna to kawał historii muzyki, nie tylko polskiej. (Fot. Dominik Sadowski / Agencja Wyborcza.pl)

Rzeźby i klify

Idąc z powrotem, w dół, do morza, można podziwiać zdobne stare wille, które budowali w Sopocie zamożni kupcy. Podobno im więcej miały wieżyczek, werand i wykuszy, tym mniejsze podatki płacili do kasy miasta ich właściciele. Chodziło o to, żeby kurort, na czym zależało założycielowi sopockiego uzdrowiska Jeanowi Georgowi Haffnerowi, robił wrażenie na przybyszach. Zresztą Haffner ma w Sopocie swoją ulicę i pomnik, który można obejrzeć w parku Północnym, całkiem niedaleko Grand Hotelu. To kolejne nie do końca odkryte miejsce, dla którego warto zejść z utartych szlaków.

Park zachwyca drobiazgowo zaprojektowaną zieloną architekturą i czystymi ścieżkami spacerowymi. Oferuje też drogę rowerową, plac zabaw dla dzieci, łąkę dla psów i szlak współczesnej rzeźby plenerowej. Można podziwiać dzieła wybitnych artystów, m.in. Stanisława Horno-Popławskiego, Michała Gałkiewicza czy Emilii Kaus. W pobliżu znajduje się również ciąg nadmorskich knajpek, w których można skusić się na zupę rybną czy fish and chips i się nie zawieść. Najlepiej – przetestowałam – zjemy w Małym Molo, ale do niego jeszcze wrócimy.

Na razie ruszamy dalej, w stronę Gdyni. Park Północny bowiem jest dobrym miejscem, by schronić się przed upałami, podziwiać drzewostan oraz – doszedłszy aż do doliny Sweliny – malowniczy potok i imponujący klif. Potok jest naturalną granicą między Sopotem a Gdynią, więc zawracamy, jeżeli chcemy wrócić do kurortu.

Zobacz wideo Kasia założyła "babską" szkołę jazdy. Prowadzi ją już 15 lat

Duchy i Nina Andrycz

A tam czeka na nas jeden z bardziej klimatycznych punktów naszej wycieczki. To willa Ernsta Augusta Claaszena, zamożnego przedsiębiorcy, który mieszkał w niej z żoną i dziećmi. Wchodząc do tego domu, z miejsca przenosimy się do najlepszych czasów jego dawnych właścicieli. Możemy oglądać meble, obrazy i wyszukane przedmioty, jakimi się otaczali. Poznajemy też losy mieszkańców willi, które były burzliwe i zaskakujące. Po wojnie mieszkali tu polityczni notable, m.in. minister Eugeniusz Kwiatkowski z żoną i premier Józef Cyrankiewicz z Niną Andrycz. Latem aktorka chętnie opalała się w ogrodzie, wzbudzając zainteresowanie i zachwyt miejscowych. Mówiono też, że za jej czasów w domu pojawiały się duchy, ale na wiszących w środku zdjęciach ich nie ma.

Muzeum Sopotu nie można przeoczyć (Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl)

Obecnie w eklektycznej willi mieści się Muzeum Sopotu, które organizuje wystawy związane z życiem kurortu i jego mieszkańców. W sezonie natomiast życiem tętni również otaczający willę ogród. Są w nim ogólnodostępne tężnie, odbywają się koncerty jazzowe, a także potańcówki przy akompaniamencie orkiestry. Sąsiedztwo dawnej posiadłości Claaszena też jest warte uwagi – gdy pójdziemy dalej nadmorską promenadą w stronę Gdańska, trafimy na imponującą willę Eugena Baumanna, producenta pieców kaflowych z Gdańska, którą zaprojektował słynny architekt Heinrich Dunkel. Ma ona ciekawą wieżę, która przypomina latarnię morską.

Z kolei kiedy już miniemy dom Claaszena, idąc w stronę Gdyni, zobaczymy tzw. mały Malbork, czyli słynną willę Brasnera. Neogotycką budowlę zaprojektowano na podobieństwo Pałacu Wielkich Mistrzów na zamku malborskim. Moim zdaniem każdy, kto zobaczy te trzy piękne bryły, może śmiało mówić, że całkiem nieźle poznał sopocką architekturę.

Chwila oddechu wśród zieleni

Sopocka architektura zachwyca, ale jej monumentalność i zdobność może znużyć. Świetnym miejscem na oddech, poza parkiem Północnym, są Sopockie Błonia, położone niedaleko nadmorskiej promenady, w pobliżu ulicy Polnej i Bitwy pod Płowcami. Czterohektarowy teren nie jest ogrodzony, a rosnąca tam zieleń przypomina naturalny ogród. Ponieważ znajduje się tu też tężnia solankowa, Błonia mogą się pochwalić zdrowym mikroklimatem, z którego można korzystać podczas spacerów. Oddychajcie zatem głęboko!

Gdy wdrapiemy się na jeden z punktów widokowych w Górnym Sopocie, dostaniemy w nagrodę taki widok (Angelika Swoboda)

Na tym jednak zalety tego miejsca się nie kończą. Opiekunowie psów mogą zabrać swoich pupili na ogrodzony plac zabaw dla czworonogów, który znajduje się na Błoniach, a fani grillowania – urządzić sobie piknik na jednym ze specjalnie do tego celu przygotowanych stanowisk. Zdarzało mi się chodzić na Błonia ze znajomymi. Rozkładaliśmy koce i biesiadowaliśmy na trawie z koszykami pełnymi przysmaków.

Błonia zachęcają, by jeździć tu rowerem, a także odwiedzać je nie tylko w słoneczne dni. Wiedzie bowiem przez nie oświetlona ścieżka spacerowa, z której można korzystać w ciepłe letnie wieczory.

Kanapka ze śledziem i robiona na miejscu czekolada

Ponoć nadmorski klimat zaostrza apetyt, więc dobrze jest mieć w Sopocie kilka sprawdzonych punktów kulinarnych, żeby nie umrzeć z głodu. Niestety, zeszłej jesieni zamknęło się włoskie bistro Andiamo a Roma, więc nie zjemy już w kurorcie dobrej rzymskiej pizzy i nie pośpiewamy włoskich przebojów na karaoke. 

Widok z molo na Grand Hotel (Angelika Swoboda) , Jedząc w Małym Molo, mamy taki widok (Angelika Swoboda)

Na szczęście świetnie nakarmi i napoi gości Pomarańczowa Plaża, która latem ma także swój bar na samej plaży. Monika Koszewska, sopocka pisarka, która zarządza restauracją, dba, aby wszystko było najwyższej jakości. Goście mogą się raczyć pizzą, rybami, kiszoną na miejscu kapustą i wypiekanym w Pomarańczowej chlebem. Co na deser? Ano na przykład robiona na miejscu smaczna czekolada.

Także na plaży mieści się restauracja, o której wspomniałam wcześniej. To Małe Molo, gdzie serwują wyśmienite fish and chips, smażone ryby, kalmary, krewetki i kanapki ze śledziem. Można je jeść na plaży albo w łódce na piasku, która stoi przy Małym Molo. Przy odrobinie szczęścia można też spotkać w tym miejscu sopockich architektów czy aktorki i aktorów z Warszawy, zwłaszcza w wakacje. Zresztą znani bywają w kurorcie podczas wszystkich letnich festiwali i wtedy łatwo się na nich natknąć, szczególnie w pobliżu nadmorskiej promenady.

Gdybyście natomiast chcieli odwiedzić kawiarnię z najlepszą w Sopocie kawą, słodkościami i śniadaniami, to wstąpcie do Pociąg do… To wygodna lokalizacja, bo na dworcu. Można zatem w niej usiąść, czekając na pociąg, albo wziąć kawę na wynos na drogę do domu.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Prowadzi też własny talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka Włoch, włoskiego, kawy i słoni.