W cyklu "Miasto na weekend" prezentujemy miejsca warte odwiedzenia z nieoczywistej, subiektywnej perspektywy naszych autorek i autorów oraz osób ze świata sztuki, kultury i sportu. Teksty będą się ukazywały w każdy piątek. O Malborku pisze dziennikarka Katarzyna Siekańska.
Blade wspomnienie wycieczki szkolnej i skojarzenie z Krzyżakami – tyle miałam w głowie, wybierając się do Malborka. Ponowne spotkanie z tym miastem po latach to miłe zaskoczenie: czas płynie tu wolniej, atmosfera jest lekka i bezpretensjonalna, a wszystkie najważniejsze miejsca znajdują się od siebie w spacerowej odległości.
Jak się przekonałam, do Malborka warto wpaść na weekend nie tylko dla samego zamku, choć powiedzmy sobie szczerze: to właśnie on jest najważniejszą atrakcją tej wizyty. I słusznie. O tym, że ma imponujące rozmiary, wszyscy wiemy – jest największą na świecie tego typu budowlą pod względem powierzchni całkowitej. Jako jeden z zaledwie kilku w Europie składa się z trzech części: zamku niskiego, średniego i wysokiego.
Co te wszystkie hasła oznaczają w praktyce? Że budowla ma aż 700 m długości i 300 szerokości, okalają ją cztery linie murów, trzy fosy wodne i jedna fosa sucha, wejścia do zamku broni 15 bram, a na jego terenie znajdują się cztery mosty stałe i tyle samo zwodzonych. Na kamiennych fundamentach wznoszą się ceglane mury, których grubość sięga nawet do trzech metrów. Robi wrażenie? A zrobi jeszcze większe, kiedy powiem, że budowa zamku trwała... 130 lat.
Zamek krzyżacki nocą
Robi się już ciemno, zmierzchające niebo podkreśla gotycką bryłę zamku, a w tle słychać subtelne głosy męskich chórów – nienachalna muzyka dobiegająca z głośników między murami i scenograficzne oświetlenie w krużgankach pomagają wczuć się w atmosferę nocnego zwiedzania.
Wchodząc na teren zamku niskiego, oczami wyobraźni widzę, jak w mennicy, młynie i stajni rzemieślnicy pracują w pocie czoła (dziesięć godzin na dobę, sześć dni w tygodniu). Przewodnik w stroju krzyżackim wskazuje miejsca, gdzie produkowano broń i gdzie składowano żywność. Kawałek dalej – szpital i więzienie. Od XV wieku nikt tu nie pracował, ale przez klimat tego miejsca można odnieść wrażenie, że majstrzy odeszli od stanowisk ledwie chwilę temu.
Idziemy dalej. Jestem w pierwszej w historii grupie zwiedzających, którym zostanie pokazany piec grzewczy w podziemiach. Kolejne pomieszczenia: kuchnia, jadalnia i piekarnia. Z tą ostatnią wiąże się legenda. Piekarze mieli przez dziurę w suficie kraść złoto ze skarbca znajdującego się piętro wyżej, a dziurę zalepiać ciastem, z którego wypiekano chleb. Zostali przyłapani na gorącym uczynku. Historia ta ma dwa zakończenia. Według pierwszego za karę winowajców powieszono, według drugiego – zostali zamienieni w ptaki i będą nimi dopóty, dopóki na ziemi nie pozostanie ani jeden złodziej.
Trochę historii
Współczesny kształt zamku krzyżackiego zawdzięczamy rekonstrukcji naukowej prowadzonej pod wodzą Conrada Steinbrechta od lat 80. XIX wieku do lat 20. XX wieku. Wcześniej miała miejsce próba odbudowy zamku w okresie romantyzmu, jednak nie odbywało się to wedle wytycznych naukowych, lecz zgodnie z fantazją epoki.
Dzieło Steinbrechta kontynuował niemiecki architekt Bernhard Schmidt. W okresie międzywojnia zamek – należący najpierw do Republiki Weimarskiej, a później do III Rzeszy – pełnił funkcję reprezentacyjną (symbol niemieckiego nacjonalizmu) i militarną, był też miejscem zlotów Hitlerjugend. Wówczas wiele jego pomieszczeń wykorzystywano do celów wojskowych, niezgodnie z ich pierwotnymi funkcjami, m.in. na terenie zamku urządzono ujeżdżalnię koni.
W ostatnim roku wojny zamek został zaatakowany przez wojsko rosyjskie. Broniło go dwa tysiące żołnierzy niemieckich. W wyniku walk zniszczono około 60 proc. budowli, spłonęły dachy zamku wysokiego i średniego, zawaliły się sklepienia.
Jedną z najdotkliwszych strat w czasie walk w 1945 roku było zniszczenie największej na świecie płaskorzeźby Matki Boskiej (8 m wysokości, 16 t masy). Trwała ona na szczycie zamku od około 1340 roku obłożona mozaiką składającą się z 300 tys. elementów. Podchodzący pod bramy wróg miał, patrząc na nią, zdawać sobie sprawę, że nie walczy jedynie przeciwko wojsku, ale przede wszystkim przeciwko samej Madonnie.
Po wojnie podjęto próbę rozbiórki zamku, by pozyskane w ten sposób materiały budowlane wykorzystać do odbudowy zniszczonych miast. Z pomysłu ostatecznie zrezygnowano i rozpoczęto stopniowe jego odrestaurowanie, które trwała od lat 50. do końca 80., kiedy to zamek odzyskał funkcję turystyczno-muzealną. W 1949 roku wpisano go do rejestru zabytków, w 1961 powołano Muzeum Zamkowe, a w 1997 roku zamek w Malborku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W 2016 roku z inicjatywy Fundacji Mater Dei odrestaurowano płaskorzeźbę Matki Boskiej.
Życie na zamku? Kąpiel raz w tygodniu i zapas jedzenia
Po zamku oprowadzają przewodnicy zrzeszeni w Stowarzyszeniu Koło Przewodników Malborskich i… prawdziwi pasjonaci. Mnie trafiła się przyjemność zwiedzania zamku z panem Bogdanem Krauzem, entuzjastą techniki, który trzy lata temu podjął się naprawy wszystkich mechanizmów technicznych w zamku. Do tej pory udało mu się uruchomić m.in. studnię, most zwodzony, wyciągarkę zboża i kraty obronne. Prace nadal trwają.
Gdy trafimy na takiego przewodnika, wyjdziemy z zamku z głową pełną ciekawostek. Dowiemy się m.in., że na stałe w zamku mieszkało około 10 braci duchownych, 30 braci rycerzy oraz służba. Jednak zamek musiał mieć zapasy jedzenia w ilości pozwalającej wyżywić nawet 400 osób przez dwa lata przy pełnym oblężeniu zamku.
Okaże się także, że Krzyżacy byli liderami swojej epoki w higienie osobistej. Król Ludwik XIV we wspomnieniach zapisał, że w życiu kąpał się trzy razy. W zamku krzyżackim kąpiel odbywała się co tydzień! Znajdował się tam też nowatorski system toalet – umieszczanych nad fosami, by nieczystości od razu wypłukiwała woda. O tym, gdzie znajduje się najbliższa toaleta, informowały płaskorzeźby z wizerunkiem diabła rozmieszczone na ścianach korytarzy: diabeł wskazywał, w którą stronę należy iść, a szerokość jego skrzydeł – jak daleka droga przed nami (im szersze, tym dalej).
Co ciekawe, zakon krzyżacki funkcjonuje do dzisiaj i zajmuje się działalnością charytatywną, w tym pomocą uchodźcom.
Nie tylko Krzyżacy
Zakładając, że zamek zwiedzimy wieczorem (wycieczka w ciemnościach jest doświadczeniem zdecydowanie wartym przeżycia), wcześniej, za dnia lub nazajutrz, warto wybrać się na niespieszny spacer po mieście, zahaczając o jego najważniejsze punkty.
Najlepiej rozpocząć go na placu z fontanną i pomnikiem króla Kazimierza Jagiellończyka (tego samego, który w 1457 roku wykupił zamek z rąk Krzyżaków za 665 kg złota) – to nowe centrum miasta, po tym jak w 1945 roku malborska starówka została zniszczona niemal w całości. Podążając w kierunku rzeki, miniemy napis MALBORK i dojdziemy do miniatury zamku krzyżackiego. To kopia bryły z 1938 roku, wykonana w skali 1:30. Rzut oka na nią pozwala objąć wyobraźnią rozmiar budowli i docenić architektoniczne detale.
Idąc dalej, natkniemy się na fundamenty budynku Szkoły Łacińskiej, które pamiętają XIV wiek i są jednymi z nielicznych oryginalnych pozostałości po przedwojennej starówce. Budynek szkoły, zburzony w 1945 roku, próbowano odbudować w latach 70. XX wieku, ale prace udało się ukończyć dopiero w 2010 roku. Obecnie należy on do Malborskiego Centrum Kultury i Edukacji, a w środku znajdują się sale warsztatowe (przed przyjazdem warto sprawdzić aktualny harmonogram zajęć z rękodzieła dla dzieci i dorosłych!), planetarium i obserwatorium, centrum eksperymentalne SOWA (we współpracy z warszawskim Centrum Nauki Kopernik), mediateka i sale konferencyjne.
Czy to już wszystko? Ależ skąd! Gratką dla wielbicieli architektury neogotyckiej będzie wieża ciśnień. Na początku XX wieku regulowała poziom nawodnienia okolicy, dzisiaj została zaadaptowana do celów kulturalnych i społecznych. Spotyka się tam malborska młodzież, spędzając czas na aktywnościach artystycznych lub towarzysko (świetlica jest miejscem spotkań drużyny harcerskiej). Przestrzeń wieży jest też wykorzystywana jako galeria, w której odbywają się wystawy i wernisaże.
Miłośnikom pięknych widoków polecam wdrapać się na najwyższe piętro wieży – to najlepsze miejsce do podziwiania Malborka i rzeki Nogat.
Rejs po rzece Nogat i dinozaury
A skoro już do rzeki Nogat dotarliśmy – rejs z widokiem na mury zamku w połączeniu z opowieścią o legendach i tajemnicach miasta to atrakcyjny dodatek do spaceru po Malborku. Z tej perspektywy można naprawdę docenić ogrom fortyfikacji!
Po rejsie warto rozprostować nogi podczas spaceru bulwarami nad Nogatem. Lub wpaść na wystawę w przestrzeniach zamku albo w Muzeum Miasta Malborka – obecnie (wiosna-jesień 2025) warte odwiedzenia są dwie wystawy: "Hołd 500. Historia – Kultura – Pamięć" (w zamku) oraz "Marienburg – Malbork 1945. Koniec i początek" (w muzeum).
Spacerując po mieście, zachowajcie czujność i wypatrujcie marianków – niewielkich rzeźbionych figurek rozsianych w charakterystycznych miejscach miasta. Każdy marianek ma inny atrybut, a można je spotkać m.in. przy napisie MALBORK w centrum, przy punkcie bookcrossingu na bulwarach czy na skwerze Miast Partnerskich.
Około 20 minut spacerem od zamku, tuż przy Stadionie Miejskim znajduje się jeszcze jedna atrakcja, szczególnie warta uwagi, gdy podróżujemy z dziećmi. Dinopark to kompleks rozrywkowo-edukacyjny położony w lesie. Czekają tu na nas: ścieżka edukacyjna, park linowy, kino 5D, muzeum skamieniałości i mini wesołe miasteczko. A wszystko to tematycznie związane z dinozaurami i ich historią.
Nabrać dystansu… w urzędzie
Jeśli od tego zwiedzania i spacerowania zgłodnieliście, możecie wstąpić do jednej z malborskich restauracji. Polecam m.in. znaną z pysznej zupy rybnej i dużych porcji Stanicę U Flisaka (vis-à-vis zamku, nad samą rzeką) lub idealną dla rodzin z dziećmi knajpkę-pizzerię Awokado tuż przy placu Kazimierza Jagiellończyka. Po obiedzie wpadnijcie na deser do jednej z licznych lokalnych cukierni. Warto!
A jeśli macie ochotę na nieco zabawy, też znajdziecie tu coś dla siebie. Chociaż mówi się, że młodzież z Malborka najchętniej rozrywek szuka w pobliskim Trójmieście, to i na miejscu jest gdzie "tupnąć nogą". Najbardziej znanym klubem jest Magistrat na tyłach… urzędu miasta. Warto tam wpaść choćby po to, by przekonać się, że Malbork to miasto nie tylko do różańca, ale i do tańca.
Autorka podróżowała na zaproszenie Urzędu Miasta Malborka.
Katarzyna Siekańska. Finalistka I edycji Polska Stories. Pisze o relacjach i codzienności.