Podróże
Nawet na Starym Mieście w Krakowie można uciec od tłumów - trzeba tylko wiedzieć, gdzie iść. Na zdjęciu panorama z wieży ratuszowej (Fot. Piotr Idem)
Nawet na Starym Mieście w Krakowie można uciec od tłumów - trzeba tylko wiedzieć, gdzie iść. Na zdjęciu panorama z wieży ratuszowej (Fot. Piotr Idem)

W cyklu "Miasto na weekend" prezentujemy miejsca warte odwiedzenia z nieoczywistej, subiektywnej perspektywy naszych autorek i autorów oraz osób ze świata sztuki, kultury i sportu. Teksty będą się ukazywały w każdy piątek. O Krakowie, który zauroczył ją, kiedy była małą dziewczynką, opowiada Magdalena Idem.

Pamiętam z dzieciństwa taką fotografię z lat 30.: mój pradziadek ubrany w swój jedyny odświętny strój – szalenie elegancki ciemny garnitur i letni kapelusz z dość szerokim rondem – siedzi przy krakowskim Barbakanie i bawi się z gołębiami. Jego chłopskie pochodzenie zdradzają jedynie spracowane ręce i mocno znoszone buty.

Zdjęcie zostało zrobione, gdy którejś soboty przyjechał do Krakowa na spotkanie z kolegą z wojska. Oglądaniu fotografii towarzyszyły zawsze opowieści o oswojonych ptakach, wspaniałych zabytkowych kościołach i królach, którzy – jak zwykła żartować ze mnie ciocia, kiedy byłam mała – wciąż w Krakowie mieszkają.

Przez historie o pradziadku i mieście, "do którego trzeba się wystroić", miałam do tego miejsca szczególny sentyment. To dziecięce wyobrażenie oczywiście nie towarzyszyło mi zbyt długo, wystarczyły jednak pierwsze wyjazdy do Krakowa, żeby wyprodukować własne fascynacje nim. Mit o artystycznym duchu miasta, tłumy turystów, głośne imprezy, smog, ciągłe korki, momentami przytłaczająca tkanka miejska, do której przytula się (najczęściej bezmyślnie) nowoczesna deweloperka… Ta dziwna mieszanka bardzo szybko stała się dla mnie interesująca. Zapragnęłam być jej częścią i jak najszybciej ją oswoić – więc przyjechałam tu na studia.

Kraków to nie tylko Wawel i Sukiennice. Na zdjęciu: zamek w Przegorzałach, widok ze ścieżki rowerowej (Fot. Piotr Idem) , W Krakowie wymyślono coś tak praktycznego jak góry w środku miasta, a mianowicie kopce. Na zdjęciu: Kopiec Kraka na Starym Podgórzu (Fot. Piotr Idem)

Od festiwalu do festiwalu

Doskonale pamiętam mój debiutancki rok tutaj, zwłaszcza pierwsze randki w nieodżałowanym kinie ARS, wieczorne wypady na Stare Podgórze do Makaroniarni w tzw. kamienicy paryskiej (wciąż działa, idźcie tam na krem pomidorowy), ale też pierwszy Miesiąc Fotografii, którego tematem była – tak się przyjemnie składa – moda. Mapa zaprojektowana dla gości festiwalu stała się moim pierwszym przewodnikiem kulturalnym po mieście. Odkrywałam galerie sztuki, o których wcześniej nie miałam pojęcia, zachwycałam się atmosferą wernisaży odbywających się w MOCAK-u [Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie – przyp. red.], na których bezpretensjonalnie rozdawano bułki z pastą jajeczną. Do dzisiaj zresztą tę mapę przechowuję, podobnie jak towarzyszący tamtemu festiwalowi magazyn o modzie "Maj".

Wspominam o tym dlatego, że w Krakowie można właściwie żyć od festiwalu do festiwalu. Sezon zaczyna się mniej więcej w okresie wielkanocnym, kiedy startuje mój ulubiony festiwal muzyki dawnej Misteria Paschalia. Maj otwiera z kolei Mastercard OFF Camera ze wszystkimi dobrodziejstwami kina plenerowego. W tym samym miesiącu odbywają się też Festiwal Muzyki Filmowej i Festiwal Literacki im. Czesława Miłosza. Lato to rzecz jasna festiwale muzyczne, w tym Festiwal Kultury Żydowskiej i Letni Festiwal Jazzowy. Jesień zresztą od lata w tym zakresie nie odstaje, bo to czas Sacrum Profanum i Unsound Festival. Jest jeszcze Festiwal Conrada, który sprawia, że w październiku Kraków zamienia się w europejską stolicę literatury. I proszę, tym sposobem zupełnie niepostrzeżenie wylądowaliśmy w zimie, gdy miasto zaczyna żyć świątecznym jarmarkiem i tradycyjnym konkursem na najładniejszą szopkę bożonarodzeniową.

Uciec od zgiełku

Jeśli przyjedziecie tu na jeden z festiwali albo po prostu wpadniecie do Krakowa na weekend, większość czasu spędzicie zapewne na Starym Mieście lub na Kazimierzu. W tej okolicy trudno uciec od zgiełku, chociaż nie jest to niemożliwe. W ścisłym centrum sporo jest ukrytych ogródków i knajpek. Na pewno warto zajrzeć do Meho Café na Krupniczej, kawiarni w Domu Józefa Mehoffera (dom ten jest częścią tutejszego oddziału Muzeum Narodowego). Od wiosny do późnej jesieni kawę i ciasto można tam zamawiać do ogrodu usytuowanego od południowej strony domu. Wspaniale jest też usiąść w Dzikim Winie zlokalizowanym w głębi dziedzińca pałacu Pod Baranami, którego wysokie mury tłumią hałasy dobiegające z rynku. Pragnącym poczuć się bardziej luksusowo podczas wizyty na Starym Mieście proponowałabym udanie się na zaciszną ul. Pijarską, do Brasserie L’Olympique, restauracji na parterze Hotelu Francuskiego. Już sam budynek projektu Zbigniewa Odrzywolskiego jest spektakularny, w okresie międzywojennym uznawano go zresztą za najbardziej luksusowy hotel w mieście i ta aura elegancji wciąż się w nim unosi. Warto wejść tu choćby na szybką kawę, rogalika lub eklera.

Ul. Mostowa kończy się wejściem na kładkę Ojca Bernatka. Symbolicznie uznać można ją za zaproszenie na Stare Podgórze, które pozwala cieszyć się wspaniałym widokiem na miasto (Fot. Piotr Idem)

Od zgiełku Rynku można też uciec do któregoś z muzeów. Klasyczny kierunek to Wawel albo Muzeum Czartoryskich, ale wymagają one dużej uwagi i czasu, którymi nie każdy przyjeżdżający do Krakowa dysponuje. Dobrą alternatywą jest więc kamienica Szołayskich na pl. Szczepańskim, gdzie przez cały rok trwa wystawa "Przedmioty. Galeria designu polskiego XX i XXI wieku" prezentująca osiągnięcia polskiego designu ostatnich 120 lat. Zgromadzono tu obiekty, które nazwałabym niecodziennymi przedmiotami codziennego użytku, takie jak krzesła Wyspiańskiego czy ćmielowska porcelana, ale też elementy wyposażenia dawnego krakowskiego hotelu Cracovia. Jedna sala wystawowa poświęcona jest zawsze modzie – w tym roku można obejrzeć w niej ubrania Gosi Baczyńskiej.

Kolejną wystawą stałą, którą warto zobaczyć, będąc w centrum Krakowa, jest ta w Muzeum Etnograficznym na Kazimierzu. Większość turystów uda się tam zapewne ul. Grodzką; ja proponuję trasę, która pozwala ominąć tłumy. Wychodząc z Małego Rynku, gdzie łapiemy kawę na wynos z Katane (ta kawiarnio-gelateria to krakowska instytucja), kierujemy się Plantami w stronę ul. Świętej Gertrudy, po czym skręcamy w Świętego Sebastiana, przecinamy nią Planty Dietlowskie i w kilka chwil znajdujemy się na słynnym skwerze Kółeczko.

To dobry punkt wyjścia do kolejnych spacerów po Kazimierzu. Skręcając na Podbrzezie i w Miodową, szybko znajdziemy się w modnej części tej dzielnicy, gdzie w dawnej synagodze Chewra Thilim działa bar Hevre (warto wdepnąć tu choćby po to, by przyjrzeć się oryginalnej naściennej polichromii), będziemy też o krok od kultowej śniadaniarni Ranny Ptaszek i księgarni Tajfuny.

Jeśli z kolei z Kółeczka pójdziemy dalej prosto, znajdziemy się na ulicy synagog, czyli na Józefa, która słynie ze sklepów vintage i sklepików z pamiątkami, ale też z najlepszej zupy cebulowej w Zazie Bistro oraz butiku Anny Gregory. By znaleźć się nareszcie na pl. Wolnica w Muzeum Etnograficznym, wystarczy skręcić z ul. Józefa w ul. Bożego Ciała, która zaprowadzi nas prosto do celu. Tam pytajcie o wystawę "Kogo stać?". To kolejna ekspozycja, na której zgromadzono przedmioty codziennego użytku. Tu jednak ułożone je w opowieść o ludziach często zapomnianych przez historię. Przedmioty takie jak wyblakłe korale, gorset czy testament gospodyni analfabetki zadają tu pytanie o nierówności społeczne kiedyś i teraz.

Miasto w mieście

Jasnym punktem Kazimierza jest też ul. Mostowa, gdzie znajduje się świetna księgarnia Lokator, a od niedawna również druga lokalizacja słynnego bistro Charlotte, które wydaje się bardziej kameralne i przystępne niż to na pl. Szczepańskim. Mostowa kończy się wejściem na kładkę Ojca Bernatka. Symbolicznie uznać można ją za zaproszenie na Stare Podgórze, które – jeśli ma się wiedzę, gdzie pójść – pozwala cieszyć się wspaniałym widokiem na miasto. Wspominam o tym, by nie pozostawić czytelników z wrażeniem, że z powodu tłumów nie da się tu efektywnie zobaczyć najważniejszych zabytków. W Krakowie wymyślono bowiem coś tak praktycznego jak góry w środku miasta, a mianowicie kopce. Jeden z nich – kopiec Kraka – znajduje się właśnie na Starym Podgórzu.

Od zgiełku Rynku można też uciec do któregoś z muzeów. Klasyczny kierunek to Wawel albo Muzeum Czartoryskich. Na zdjęciu: widok na Wawel z okolic Ronda Grunwaldzkiego (Fot. Piotr Idem) , W Krakowie nie brakuje też zieleni. Na zdjęciu słynne Błonia (Fot. Piotr Idem)

To jedna z moich ulubionych tras spacerowych. Zaczynam w parku Bednarskiego, kupuję kawę w uroczym Mech Café i ul. Parkową kieruję się na wzgórze, które oferuje nie tylko panoramę, ale także daje możliwość zaplanowania dalszego spaceru na Podgórzu.

To dzielnica, która przypomina samodzielne miasto; zresztą była nim przed przyłączeniem do Krakowa w 1915 roku. Podgórski rynek tętni dziś wielkomiejskim życiem głównie dzięki restauracjom takim jak Mazi czy Kropka, niedawno przeniosła się też tutaj księgarnia DeRevolutionibus. To ostatnie miejsce polecam do pracy, jeśli musicie przysiąść gdzieś w okolicy z laptopem. Księgarnia ma niewielki ogródek, ale też zapewniające spokój stoliki schowane za wysokimi regałami z książkami.

Centrum podgórskiego życia jest też bez wątpienia ul. Nadwiślańska, przy której znajduje się siedziba Cricoteki, czyli Muzeum Tadeusza Kantora. Budynek jest absolutnie wyjątkowy. To właściwie połączenie dwóch budynków: dawnej elektrowni miejskiej i nowoczesnej konstrukcji, która nad nią góruje. Spragnieni kolejnego fantastycznego widoku na Kraków powinni odwiedzić kawiarnię Fresh Coffee Place, która mieści się na ostatnim piętrze muzeum. Szczęśliwcom, którzy pójdą tam wieczorem, być może uda się załapać na krakowski zachód słońca. Z okien Cricoteki, które wychodzą na Wisłę, wygląda on spektakularnie. Stare Podgórze to też idealne miejsce na zakupy z drugiej ręki. Nie znam lepszych adresów dla miłośników mody vintage niż sklepy Obcy w Mojej Szafie i Bohema Vintage (uwaga jednak na godziny otwarcia, bo bywają zmienne).

Kościół oo. Bonifratrów na ul. Krakowskiej (Fot. Piotr Idem) , W Krakowie można żyć od festiwalu do festiwalu. Sezon zaczyna się na Wielkanoc, a kończy jesienią. Na zdjęciu: Stare Miasto, widok z wieży ratuszowej (Fot. Piotr Idem)

Nie chcę tak łatwo porzucać kopców, tym bardziej że piszę ten tekst wczesną wiosną, gdy w Krakowie ruszył już nowy sezon osobliwej miejskiej turystyki szlakiem kwitnących drzew. Po zdjęcia tych naturalnych atrakcji dobrze jest udać się na kopiec Piłsudskiego lub Kościuszki, choć przyznam, że akurat te dwie trasy spacerowe ja najbardziej lubię jesienią. Zainteresowanych turystyką drzewną zapraszam do słynnej wiśniowej alejki na Bronowicach, pod magnolie na Wawelu i wisterie w al. Daszyńskiego.

Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie wspomniała o zielonych atrakcjach dostępnych od ręki i bez kolejek w dzielnicy, w której sama mieszkam.

Śladami Szymborskiej

Od czasów studenckich wybierałam miejsca do mieszkania w Krakowie tak, by móc powoli poznawać kolejne części miasta. Na Starą Krowodrzę przeprowadziłam się ze względu na modernistyczne kamienice i parkowe otoczenie. Bliskość parku Krakowskiego, Młynówki Królewskiej i parku Jordana sprawia, że nie czuję się tu mieszkanką ponad 800-tysięcznego miasta.

Tak się również złożyło, że zupełnie nieświadomie zamieszkałam w miejscu, które zasługuje (chyba) na miano dystryktu Wisławy Szymborskiej. Gdyby ktoś poprosił mnie o wskazanie krakowskich miejsc, które powinny kojarzyć się nam z noblistką, poleciłabym mu oczywiście wizytę w jej ostatnim mieszkaniu przy ul. Piastowskiej albo spacer po Parku im. Wisławy Szymborskiej przy ul. Karmelickiej (tym z muralem z wierszem "Nic dwa razy"). Równie dobrze jednak mogłabym wskazać po prostu ulice po sąsiedzku, Chocimską i Królewską, przy których mieszczą się poprzednie mieszkania poetki (również to, które nazywała "szufladą"), albo jej ulubiony pl. Nowowiejski, na którym kupowała "jarzynkę".

Zobacz wideo Były myśliwy uratował potrąconego wilka. "Rozjeździliby go na miazgę". Kim jest Marcin z Lasu?

Stara Krowodrza jest kompaktowa i praktyczna, odległa i jednocześnie bliska centrum. Łatwo stąd, nawet pieszo, dostać się w rejony rynku, dworca, miasteczka studenckiego. Mamy tu też do czynienia z cenowymi ekscesami, które nie zdarzają się już powszechnie w Krakowie: u wylotu parku Krakowskiego, w kawiarni Spodek dostaniecie na przykład espresso za 5 zł, a w Cukierni Śliwa za tyle samo kupicie najlepsze na świecie (przysięgam!) pączki z różą. W Vicenti przy ul. Kazimierza Wielkiego, legendarnej knajpie z pizzą rzymską, która w Krakowie ma kilka lokalizacji, złapiecie z kolei kawę za 3,5 zł!

I tak oto wyszedł mi poradnik "Jak, mieszkając w wielkim mieście, szukać w nim małych ucieczek". Nie ma w tym chyba jednak nic dziwnego, biorąc pod uwagę to, że Kraków w 2024 roku odwiedziło 12 mln turystów. Można stąd zresztą uciekać bardziej dosłownie, wciąż jednak pozostając w jego granicach. Wystarczy wsiąść na rower i ruszyć w stronę Tyńca, Przegorzał albo Ojcowa. Ale to już temat na inny tekst.

Magdalena Idem. Reporterka z doktoratem, wykładowczyni akademicka. Autorka książki Manekin w peniuarze. Moda w II RP. Pisze o modzie, bada archiwalną prasę. Laureatka kilku stypendiów i nagród dziennikarskich, m.in. stypendium Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego, Stypendium im. Leopolda Ungera, Nagrody im. Zygmunta Moszkowicza.