Podróże
Takie widoki na północy Majorki to uczta dla oczu. Na zdjęciu miasteczko Deia (fot. Shutterstock)
Takie widoki na północy Majorki to uczta dla oczu. Na zdjęciu miasteczko Deia (fot. Shutterstock)

Tekst został opublikowany w 2023 roku. To jeden z najchętniej przez Was czytanych artykułów Weekendu

***

Dlaczego warto? 

Zanim na masową skalę pokochali ją od lat 60. XIX wieku turyści, wcześniej pod jej urokiem byli Fenicjanie, Grecy, Rzymianie, Wandalowie, Arabowie. Na Majorce przebywał Fryderyk Chopin z George Sand (Valldemossa), pracę z odpoczynkiem łączyli tu malarz Joan Miró (świetne muzeum w Palmie) i autor Robert Graves, do którego domu u podnóży Deia w odwiedziny wpadali aktorka Ava Gardner, pisarz Gabriel García Márquez czy aktor Peter Ustinov. Nie ma tu tylu zabytków na kilometr kwadratowy, ile w Rzymie, ale te, które są, robią duże wrażenie.  

Przyrodniczo Majorka jest jak minikontynent. Ma całkiem pokaźne góry, różnie wyglądające plaże, jaskinie, lasy, a nawet mokradła (park S’Albufera). Dobrze poczują się tu szukający zabawy single, zakochane pary, rodziny, seniorzy – wszyscy odnajdą własne tempo i swoje miejsca.  

Mam szczęście, że na Majorce mam metę, gdzie mogę się zatrzymać, i samochód, z którego mogę korzystać – po tylu latach Palma jest dla mnie jak drugi, wakacyjny, dom. Nie czuję się tu jak turystka, choć raz mogłam się tak poczuć, bo zdarzył mi się romantyczny wypad do Cala Ratjada, minikurortu, w którym spędziliśmy z mężem kilka dni wytchnienia od rodzicielstwa. Trafiliśmy na miejscową fiestę, spotkaliśmy gwiazdę Modern Talking i poleżeliśmy na platja Son Moll.  

Kiedy, jak i na ile? 

Można na przedłużony weekend i zwiedzić tylko wybrane atrakcje, można na tydzień. 10 dni wydaje się optymalne, żeby pojeździć i poplażować. Majówki bywają ryzykowne – zdarzały się deszczowe i zimne, październik także bywa kapryśny, z deszczami i wichurami. Sierpień to miesiąc popularny na urlopy wśród Hiszpanów, Włochów i Francuzów, lipiec bywa bardzo gorący. Najbardziej lubię Majorkę wrześniową – nie tak upalną i obleganą. 

Tłumy ludzi na lotnisku to widok, który wita i żegna podróżnych (Shutterstock/zixia) , Długie korytarze jak w filmie futurystycznym - to nimi idzie się do odpowiedniego gate'u (Shutterstock/Hadrian)

Planując pobyt na wyspie, pamiętajcie, że lotnisko w Palmie to nie jest temat do żartów. Jest gigantyczne. Trzeba o tym pamiętać zwłaszcza w dniu wylotu, bo przy nieodpowiednio rozłożonych siłach jest ryzyko, że się spóźnicie na samolot. Nawet jeśli podróżujecie tylko z bagażem podręcznym, załóżcie minimum półtorej godziny na dotarcie do samolotu. Stanowiska odprawy wypełniają całe środkowe piętro lotniska, system odprawy wrzuca loty danego przewoźnika do jednego worka, możecie więc trafić na spiętrzenie i przerażającą kolejkę. Potem dochodzi jeszcze kontrola osobista oraz dłuuuugi spacer do odpowiedniego gate’u. Ryanair i Wizz Air zazwyczaj przypisywane są do bramek na końcu lotniska, do których dojście szybkim tempem zajmie 20 minut.  

Nie warto też przekraczać wagi i wielkości bagaży, ponieważ obsługa naziemna jest w tej kwestii bardzo rygorystyczna. Nieraz widziałam rozentuzjazmowanych turystów dzierżących w dłoniach charakterystyczne duże, wielokątne tekturowe opakowania z lokalnym przysmakiem, ciastem ensaïmada w środku, które lądowały w koszu, bo nie spełniały kryteriów rozmiaru bagażu podręcznego. 

Gdzie, co i jak? 

Majorka ma swoje zagłębia turystyczne. Na wschód i zachód od Palmy będą to miejscowości naszpikowane hotelami, dyskotekami, klubami i turystami z Europy, często z Niemiec i Wielkiej Brytanii. Te większe miejscowości to Palma Nova, S’Arenal, Magaluf. Kto lubi taki klimat, ten poczuje się jak ryba w wodzie. Nie ma jednak dramatu – to nie są betonowe dżungle z plażami z leżakami po horyzont. Był okres w moim życiu, kiedy jeździłam z dziećmi na plażę w Palma Nova, bo odpowiadała mi jako matce pod względem bezpieczeństwa, dostępnego parkingu i sklepów w pobliżu. Kiedy dzieci były starsze, wybieraliśmy plażę z zielonymi papużkami w także bardzo turystycznej Santa Ponsa. Teraz liczą się dla nas tylko wysokie fale na Platja de Cala Major w Palmie (plaża jest cudowna, zwłaszcza część po lewej stronie po przejściu przez ogródek restauracji Pelicano Beach). Dodatkowa atrakcja? Kiedy nie ma fal, można morzem przejść za minicypel i zobaczyć małą jaskinię.  

Plaża Cala Major dzisiaj. Plaża ma dwóch ratowników i specjalny stelaż do kąpieli dla osób z niepełnosprawnościami (Archiwum prywatne) , Plażowicze na Cala Major przed laty. Dzisiaj to także miejsce popularne zwłaszcza wśród mieszkańców Palmy (Archiwum prywatne)

Południe Majorki obfituje w plaże, jest przez większą część wybrzeża dość płaskie, ale ma także kąpieliska wcięte w zatoczki. Północ to góry, skaliste wybrzeże, niesamowite widoki i więcej spokoju, ale kosztem dostępu do plaż. Ta część wyspy to mekka cyklistów, którzy z zapałem przemierzają serpentyny dróg.

Majorka jest mekką dla kolarzy szosowych (Shutterstock/Tomas MIklik)

Tu lubię wracać 

Lubicie skanseny, domy muzea, ogrody? W siódmym niebie będziecie, gdy odwiedzicie nieopodal Esporles La Granja, zabytkowy folwark w niezmienionej od XVIII wieku formie. Oprócz w pełni urządzonych pokojów (łącznie z gabinetem lekarskim) i przedmiotów codziennego użytku w La Granja znajduje się piękny park z fontannami i grotą, stawem, strumieniem, wąwozem i zwierzętami. Dwie dekady temu gościom serwowano do testowania wino z beczek, smażone racuchy i ser. Niestety, moje najukochańsze miejsce na całej wyspie zostało właśnie sprzedane za 13 mln euro i nie wiadomo, co będzie z nim dalej. Oby wciąż było dostępne dla turystów! Warto to sprawdzić przed wyjazdem.  

Folwark La Granja otaczają ogrody. Posiadłość ma nawet wąwóz, szklak spacerowy i grotę (Archiwum prywatne) , Przepiękne wnętrza w La Granja. W oknach zasłony w majorkański wzór (Archiwum prywatne) , Wewnętrzny dziedziniec rezydencji La Granja (Archiwum prywatne)

Kto chce zajrzeć do wnętrza miejskiego pałacu, ten przy okazji wizyty w Palmie powinien odwiedzić Casal Balaguer przy Carrer Unió 3 (wstęp bezpłatny). To umeblowana piękna rezydencja z XIV wieku z wewnętrznym dziedzińcem i małą wystawą czarno-białych zdjęć pokazujących, jak Palma wyglądała kiedyś.  

Namawiam także do porzucenia samochodu i wyprawy do Soller drewnianą elektryczną kolejką wąskotorową (zwaną Czerwoną Strzałą) w tę i z powrotem. Wyrusza się z dworca w Palmie (znajduje się przy Placa d’Espanya), a bilety lepiej wcześniej kupić online lub w kasie. Nie spóźnijcie się na pociąg powrotny – jeśli przegapicie ostatni odjazd (wyjątkowo zatłoczone wagony), będziecie musieli wracać taksówką albo autobusem międzymiastowym. Urocza wyprawa przez wyspę i gaje pomarańczowe przecina Serra de Tramuntana 13 tunelami z postojem na nacieszenie oczu panoramą Soller. 27 km pokonuje w godzinę. Kolejka ma kilka przystanków po drodze, a podróż kończy się na zbudowanej w stylu art noveau stacji w Soller. Kolejkę sfinansowała lokalna społeczność, żeby bezpiecznie przewozić do Palmy i dalej na eksport uprawiane w tej okolicy cytrusy. Linię do Soller uruchomiono w 1912 roku – zamówione i zbudowane w Wielkiej Brytanii wagony pierwszej klasy miały wówczas skórzane siedzenia i były wykończone mahoniem. Obecnie podróżuje się wagonami drugiej klasy, na drewnianych ławkach, które z czasem pięknie się zestarzały.  

Drwniany wagon kolejki z Palmy do Soller. Przejażdżka tą trasą to czysta przyjemność (Shutterstock/Martin Charles Hatch) , Trasa Palma-Soller prowadzi przez wiele tuneli (Archiwum prywatne)

Klimatyczna wyprawa ma swoją metę w urokliwym miasteczku z kwiatami w donicach stojących na wąskich ulicach. Soller zwiedza się pieszo i niespiesznie. Kto ma ochotę, może pojechać jeszcze drewnianym tramwajem do port de Soller i tam się wykąpać, ale plaża jest raczej z tych gorszych, z blisko zacumowanymi łódkami. W Soller punktem obowiązkowym jest wizyta w lodziarni i degustacja pomarańczowych lodów (w Gelat Soller mają ogródek, WC i duży wybór deserów w pucharkach) oraz odpoczynek w centrum miasteczka przy fontannie obok kościoła Sant Bartolomeu. Uważajcie na drewniany tramwaj, który pojawia się dosłownie znikąd i przecina centrum.

Królewskie ogrody Marivent (Archiwum prywatne) , Można odpocząć od upału i zgiełku (Archiwum prywatne) , W ogrodach Marivent jest ponad 40 gatunków roślin (Archiwum prywatne)

Lubię parki i ogrody, a w okolicach mojej ulubionej plaży (wspomniana już Platja de Cala Major) jest nowo otwarta atrakcja. Niewielka, bezpłatna, moim zdaniem urokliwa i wyciszająca. Jardines de Marivent to wydzielona do zwiedzania część letniej rezydencji hiszpańskiej rodziny królewskiej. Założony między 1923 a 1925 rokiem ogród jest niewielki, zadbany, a oprócz ponad 40 gatunków roślin znajdują się w nim rzeźby w brązie Miró.  

Wizytę w Jardines de Marivent można połączyć z odwiedzinami w Muzeum Joana Miró (ogród i pracownia). Miró miał matkę z Majorki i przeprowadził się do Palmy w 1956 roku. Tu wybudował sobie wymarzoną pracownię, warsztat i dom. W Fundació Pilar i Joan Miró zgromadzono kilka tysięcy jego dzieł, jest to miejsce nietypowe, o ciekawej bryle zaprojektowanej przez Moneo i oryginalnym ogrodzie z płytkimi basenami. 

Ekspozycja muzealna pokazującą pracownie Joana Miró (Shutterstock/Naeblys) , Fasada studia Joana Miro. Jest to część muzeum Fundació Pilar i Joan Miró (Shutterstock/Naeblys)

Kolejna atrakcja, za którą ręczę, to plaża Es Trenc. Nosi ona w naszej rodzinie zasłużone miano rajskiej plaży. Ma krystalicznie przejrzystą wodę, bardzo długo jest tu płytko, plaża powala także karaibskimi kolorami morza. Brakuje na niej cienia drzew (od ulicy oddzielają ją zakrzewione wydmy) i zwykle wieje na niej przyjemny wiatr, dlatego Es Trenc przypomina solarium z nawiewem (odradzam plażowanie przed południem oraz niefrasobliwość w smarowaniu się kremem z filtrem).  

Es Trenc jest przykładem ciekawej ewolucji. Plaża leży na terenie chronionym parku naturalnego. Jeszcze kilka lat temu trudno było tu o miejsce na rozbicie bazy dla czteroosobowej rodziny. Zmotoryzowani turyści parkowali na parcelach zamienionych przez przedsiębiorczych mieszkańców tych okolic na leśne parkingi. Na plaży był jeden bar z jedzeniem i nieco dalej restauracja – na wolny stolik czekało się nawet półtorej godziny. Tak było kiedyś, a teraz?  

Plaża Es Trenc. Te kolory to sama prawda - zdjęcie nie zostało poddane obróbce kolorystycznej (Archiwum prywatne)

Byłam na Es Trenc (koniecznie wjedźcie od Ses Covetes, a nie od Ses Salines) w lipcu i zakochałam się w tym miejscu na nowo. Nie ma dzikich parkingów, baru ani restauracji. Jest za to parking z parkometrami oddalony o kilometr pieszo od plaży. Efekt? Niewiele osób i wspaniały spokój. Jeśli pojedziecie na Es Trenc z dziećmi, dmuchańcami i turystyczną lodówką, proponuję podjechać pod samą plażę, wysadzić towarzystwo i wytypować jednego rodzica do odstawienia samochodu. Ulica prowadząca do samej plaży kończy się wygodnym minirondem, które umożliwia krótki postój.  

embed

Co jeszcze warto zobaczyć? 

Na pewno Palmę, a w niej ulicę pod platanami (Passeig del Born), arabskie łaźnie, gotycki zamek Castell de Bellver, ogromną gotycką katedrę przeprojektowaną w XX wieku przez Gaudiego (zwróćcie uwagę na ażurowy baldachim nad ołtarzem, a najlepiej załapcie się na lokalny ślub i zobaczcie, jak ubierają się na tę okazję kobiety). Przed katedrą jest królewska rezydencja Palau de L’Almudaina, a u jej podnóża park z fontannami – Jardi de Trames. Warto zobaczyć budynek ratusza z wygiętym ze starości drzewem oliwnym (w lipcu ozdobionym, podobnie jak budynek poczty głównej, tęczową flagą) czy odwiedzić Zarę albo Massimo Dutti przy Passeig del Born – ulokowano je w wypatroszonych zabytkowych kamienicach i robią duże wrażenie architektoniczne. 

Sklep ze słodyczami w Palmie (Archiwum prywatne) , Kamienice w Palmie. Po prawej kawałek ratusza (Shutterstock/Video Media Studio Europe) , Ratusz z tęczową plagą z okazji miesiąca dumy LGBTQ+ (Archiwum prywatne)

Ścisłe centrum Palmy jest małe i zwarte. Polecam snucie się uliczkami i podążanie za własną ciekawością. Trudno się tu zgubić, a nawet jeśli się to przydarzy, łatwo trafić z powrotem w ustalony punkt.

Widok na średniowieczną katedrę oraz pałac królewski L'Almundaina. Zdjęcie nie oddaje skali katedry, która jest ogromna (Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Wyborcza.pl) , Kopuła we wnętrzu arabskich łaźni - jednej z atrakcji Palmy (Alexandre.ROSA/Shutterstock) , Uliczki w Palmie. Trudno się tu zgubić, bo centrum nie jest duże (Shutterstock/neme_jimenez)

Miejscem, które zawsze robi na mnie duże wrażenie swoim rozmiarem, tajemniczością i wyglądem, jest położone nieco dalej od centrum, ale wciąż w środku miasta, Coliseo Balear. To wybudowana w 1929 roku arena na 10 tys. osób (Plaza de Toros de Palma), w której odbywają się także corridy (niestety, tylko w kilku miastach w Hiszpanii corridy są zakazane).

Park poniżej katedry i pałacu L'Almundaina w Palmie (Shutterstock/UlyssePixel)

Zdarza się wam spędzić dzień na plaży i mieć poczucie, że coś byście jeszcze zrobili, gdzieś poszli, pospacerowali? Kiedy u mnie pojawia się taka potrzeba, pakuję towarzystwo w samochód i jadę do Ciudad Jardin (w GPS wpiszcie tę nazwę) – na nadmorski deptak, którym można dojść aż do Palmy (azymut to doskonale widoczna katedra). Tu kwitnie wieczorami lokalne życie towarzyskie: ludzie spacerują z psami, biegają, jeżdżą na rolkach i rowerach, kąpią się, siedzą na ławkach, rozmawiają. To miejsce jest także korytarzem dla samolotów podchodzących do lądowania – duże wrażenie robi widok wielkich maszyn znikających między domami. Deptak sąsiaduje z dzielnicą Es Coll d’en Rabassa, w której jest wiele restauracji, popularnych głównie wśród Hiszpanów.

Deptak w Ciudad Jardin prowadzi wybrzeżem do Palmy (Archiwum prytwane) , Budynki i uliczki nad morzem w Ciudad Jardin (Archiwum prytwane)

A co zjeść? 

W Palmie lubię wpaść do – jak ją w rodzinie nazywamy – "tysiącletniej kawiarni". Can Joan de s’Aigo powstała w 1700 roku i jest niezmiennie w rękach tej samej majorkańskiej rodziny (reklamują się hasłem: "Od 300 lat serwujemy szczęście"), od 20 lat pracują w niej ci sami kelnerzy, menu się nie zmienia, podobnie jak czerwono-alabastrowy, marmurowo-pluszowy wystrój. Chodzimy tu na lody w szklankach, ciasto ensaïmada (wersja bez dodatków, z budyniem, brzoskwiniami, czekoladą) i gąbczaste ciastko cuarto oraz kawę i gorącą czekoladę z bitą śmietaną. Zazwyczaj w tej kawiarni kończę mój coroczny obchód aktualizacyjny po Palmie. Oprócz turystów przychodzą tu na pogaduszki eleganckie starsze panie.  

Bar Bosch nie jest miejscem wykwintnym, ale można poczuć w nim atmosferę miasta (Shutterstock/neme_jimenez) , Typowowe ciasto majorkańskie, czyli ensaimada. Powinna być wilgotna i lekko tłustawa (Shutterstock/nito) , Charakterstyczne pudełka na esaimadę. Ciasto można kupić w wielu rozmiarach i zabrać do domu (Shutrstock/Joaquin Corbalan P)

Innym miejscem gastro, które także lubię, jest Bar Bosch przy Plaza de las Tortugas. Otworzony w 1936 roku oferuje między innymi tapasy (gotowe zestawy składające się ze smażonych krokietów, sałatki, wędlin, grzybów).  Znajduje się w centrum, jest oblegany przez turystów i przez mieszkańców. W środku jest taniej niż w ogródku, a przy barze taniej niż przy stoliku. 

Zobacz wideo Grodzenie - fenomen polskiej kultury? Socjolog: Przestrzeń publiczna należy do tego, kto ją zawłaszczy

Atrakcje na raz 

Majorka nie jest dużą wyspą, ale jeśli ma się ochotę porządnie ją zwiedzić, można sprytnie pogrupować atrakcje i na dodatek dzień zakończyć kąpielą: Valldemossa (zwiedza się miejsce, w którym mieszkali Chopin i Sand), ogrody Jardins d’Alfabia (tak, znowu zabytkowa posiadłość z rezydencją i ogrodem z fontannami), Deia (urocze miasteczko w górach; tu rezydował Robert Graves), na koniec plaża w Cala Deia (mała, kamienista, od razu głęboka, z dużymi rybami i dwiema restauracjami).  

Valldemossę odwiedza się dla Fryderyka Chopina. Miasteczko ma dużo uroku nawet jeśli nie zdecydujecie się odwiedzić dawnego klasztoru z muzeum poświęconym kompozytorowi (Shutterstock/saranya33) , Uliczki w Valldemossie (Shutterstock/Fabi Mingrino)

Nie brakuje na wyspie miejsc, które wymieniane są w przewodnikach i które warto zobaczyć. Ze względu na odległość lub męczący dojazd byłam w nich raz: jaskinie w Arta, przylądek Cap Formentor (przepiękne widoki, ale nie dla osób z lękiem wysokości), największe mokradła nad Morzem Śródziemnym, czyli Parc Natural de s’Albufera de Mallorca (można wypożyczyć rower), czy instagramowa plaża Sa Calobra w wąwozie Torrent de Pareis (droga do niej jest tak kręta, wąska i długa, że tej wycieczki w tym życiu już nie powtórzę).

Plaża Sa Calobra jest zjawiskowa, ale dojazd do niej to przygoda dla ludzi o silnych nerwach i mocnych żołądkach (Shutterstock/David BISE) , Plaża w Cala Deia jest kamienista. Na wycieczkę warto zabrać buty do pływania (Shutterstock/Florian Schuetz) , Takie widoki na północy Majorki to uczta dla oczu. Na zdjęciu miasteczko Deia (Shutterstock/Naeblys)

Spacer po dwóch portach z jachtami oraz restauracjami koło mariny też zapada w pamięć. Pierwszy z nich, Portals Nous, kusi klasyczną hiszpańską zabudową i możliwością przechadzania się między zacumowanymi jachtami. Tutaj także znajduje się – wzbudzająca duży zachwyt – japońska restauracja Tahini Portas Sushi Bar, położona w bambusowym ogrodzie.  

Drugi port to Port Adriano w El Toro. Miejsce szczyci się tym, że przebudowano je zgodnie z wizją architekta Philippe’a Starcka w 2012 roku. Rzeczywiście jest tam designersko, ale… za każdym razem, kiedy tam przyjeżdżam, Port Adriano wygląda, jakby potrzebował reanimacji. Powinien tętnić życiem, ale coś poszło nie tak.  

Puerto Portals to marina z jachtami, sklepami i restauracjami, tętniąca życiem wieczorami (neme_jimenez / Shutterstock) , Nocne lampki w rozmiarze XXXL w Porto Adriano zaprojektował Philippe Starck (Shutterstock/Marina Kryuchina)

Luksusowa jest także położona nad polami golfowymi okolica Son Vida. Tu znajdują się hotele i ulokowane na wzgórzach ogromne wille. Nieopodal jest też mała perełka – niewielki cmentarz. W Palmie są tylko dwa cmentarze (na całej Majorce osiem razy więcej) i  zabudowa tych dużych i współczesnych przypomina niskie bloki. Cementerio de la Vileta (założony w 1868 roku) jest inny i ma w sobie magię. Tutaj zamiast grobów są minipałace.  Zazwyczaj nie ma tam nikogo, a wycieczkę można połączyć z niezbyt wymagającym trekkingiem i wybrać jeden z pieszych szlaków odbijających przy cmentarzu. 

Na Majorce są także – zazwyczaj ulokowane na wzgórzach – klasztory. Kto czuje imperatyw jeżdżenia i zwiedzania, ten ma do wyboru: Santuari de Lluc, Ermita de Betlem, Santuari de Cura (służył od XIII wieku za pustelnię). Gwarantuję, że wszystkie spełnią pokładane w nich oczekiwania. 

Majestatyczny półwysep Cap de Formentor. Spacer prowadzący do latarni morskiej może być przerażający dla osób z lękiem wysokości (Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Wyborcza.pl)

Ukłon w stronę dzieci 

Na Majorce nie brakuje miejsc, które zalicza się z małymi dziecmi. Póki moje bąbelki były małe, co roku lądowaliśmy na pół dnia w akwarium (Palma Aquarium). Oprócz sekcji zamkniętej pod dachem ma tropikalny ogród i plac zabaw na zewnątrz. Dzieci lubiły tam jeździć, a rekiny jako atrakcja zawsze robią robotę.  

Zjeżdżalnie w Hidroparku w Alcudii (Archiwum prywatne) , Rozległy Aquapark w S'Arenal (Screen Google Maps)

Aquaparków na wyspie jest kilka. Duże to Western Water Park, Aqualand El Arenal i mniejszy Twisted Water. Duże parki są imponujące i mają wiele do zaoferowania, ale… są do nich długie kolejki. Po wprowadzeniu dodatkowo płatnych przepustek "Fast pass" wydłużyły się jeszcze bardziej. Wiele atrakcji jest w nich także dla starszych (lub odpowiednio wysokich) dzieci, teren jest ogromny, ludzi morze i trzeba dziecku towarzyszyć na każdym kroku.  

Dla mnie to za dużo. Dlatego z ulgą odkryłam kompaktowy Hidropark Alcudia (w Alcudii są też niezłe plaże i wyciągarka do wake boardu). Polecam go zwłaszcza rodzicom z dziećmi do lat 10. Park jest niewielki, ale dobrze zaprojektowany. Atrakcje nie są przesadnie wymagające, a teren jest tak rozplanowany, że daje możliwość dozorowania dzieci bez konieczności chodzenia za nimi krok w krok. Duży plus za rozbudowaną sekcję dla maluchów, cykliczną "dużą falę" w basenie i szybko posuwające się kolejki oraz – na tle większych aquaparków – znośną cenę. Minusem jest zakaz wnoszenia własnego jedzenia poza wodą i owocami (są bary z jedzeniem). 

Dla dzieci przygodą będą też podróż pociągiem do Soller, wizyta w jaskiniach, nurkowanie w morzu i wycieczka na arenę corridy.  

Zakupy 

Jeśli macie zamiar zatrzymać się nie w hotelu, lecz w apartamencie czy wynajętym domu, czeka was robienie zakupów. I tu uwadze polecam sieć sklepów, którą lubię szczególnie, czyli hiszpańską Mercadonę (są głównie na południu Majorki). Niewielkie, przestrzenne, z  przyjazną obsługą, dobrze zaopatrzone, ale bez setek produktów z tej samej kategorii do wyboru. Mają własną markę produktów – Hacendado – oraz mały, ale kuszący dział z kosmetykami. W Mercadonie na szybko można kupić przekąskę na plażę, na przykład neapolitankę z szynką i serem, świeży i bardzo poprawny zestaw sushi czy nowość – poke bowl. Polecam także gotowe aioli i guacamole oraz dział rybny i z wypiekami. 

El Corte Ingles (czytaj: El Korte Ingles) to nazwa sieci domów towarowych, która oznacza w tłumaczeniu 'angielski krój' (Shutterstock/neme_jimenez)

Kto zapomniał już, jak kiedyś wyglądały domy handlowe z prawdziwego zdarzenia, ten może śmiało odświeżyć pamięć i odwiedzić El Corte Ingles. Ten w Palmie przy Avinguda d’Alexandre Rossello ma aż siedem pięter i wspaniały dział z dodatkami typu wachlarze i fascynatory oraz sekcję papierniczą.

A skoro przy zakupach jesteśmy: co kupować na Majorce? Obstawiałabym produkty rzemieślnicze: skórzane klapkosandały (oryginalnie pochodzą z siostrzanej Minorki), plecione koszyki, produkty ze sztucznych pereł (wizytówka Majorki), a także wspaniałe materiały dekoracyjne w typowe dla Majorki kolorowe wzory. Kiedyś połowę bagażu wypełniła mi majorkańska tkanina do tapicerowania krzeseł. 

Moja nieżyjąca już babcia Drapcia prosiła, żeby przywozić jej likier ziołowy Tunel i migdałowy Palo. Dzieci domagają się dojrzewającej kiełbaski Fuet, która pachnie jak psie łapki.

Imponujące grobowce na cmentarzu w okolicy Son Vida (Archiwum prywatne) , Cementerio de la Vileta położone jest na wzgórzu (Archiwum prywatne)

Majorkę można zjechać według dowolnego klucza: śladami secesji, tras rowerowych, dobrych restauracji, pięknych plaż. Ale pamiętajmy, Majorka to taka piękna, ale i stawiająca wymagania koleżanka. Nie chce być kojarzona z tanimi wakacjami, zależy jej na poszanowaniu przyrody, powiedziała nie zarówno krótkotrwałym wynajmom apartamentów (Palma), półnagim przyjezdnym, jak i Uberowi (brak zgody na funkcjonowanie aplikacji został zasądzony przez Ubera i sprawa jest w toku). Nie chce masowości, tandety ani braku kultury i tego samego oczekuje od turystów.

embed

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda, a od niedawna kierowcy F1 Daniela Ricciardo. Interesują ją mody, trendy, relacje między ludźmi i codzienne sprawy, które dotykają nas na różne sposoby. Kolekcjonuje zasłyszane historie i toczy boje podczas autoryzacji wypowiedzi, kiedy rozmówcy chcą wygładzać swoje najbardziej wyraziste opinie.