Społeczeństwo
Około 65 proc. dzisiejszych uczniów podstawówek będzie w przyszłości wykonywać zawody, które jeszcze nie istnieją. Elastyczność poznawcza będzie więc na rynku pracy cechą coraz bardziej pożądaną - podkreśla dr Joanna Jurga. (Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl)
Około 65 proc. dzisiejszych uczniów podstawówek będzie w przyszłości wykonywać zawody, które jeszcze nie istnieją. Elastyczność poznawcza będzie więc na rynku pracy cechą coraz bardziej pożądaną - podkreśla dr Joanna Jurga. (Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl)

Asia. Nigdy nie jest za późno

Gdy synek zasypia, Asia otwiera książkę. Ma 31 lat i od roku studiuje psychologię. Trzy lata temu nawet nie myślała o powrocie na studia. Była wtedy w ciąży i pracowała jako makijażystka. – Gdybym nie została mamą, nie zdecydowałabym się na te studia – mówi.

Zaraz po maturze Asia zdała na filologię angielską. Już wtedy jednak czuła, że źle wybrała, że to powinna być psychologia. Ale decyzja już zapadła. "Za późno na zmiany" – myślała. Zakopała więc to marzenie pod warstwami codziennych obowiązków i spraw do załatwienia.

Wróciło, gdy już po studiach zmieniła kierunek kariery i zaczęła pracować jako makijażystka. Codzienne rozmowy z klientkami utwierdzały ją w przekonaniu, że w pracy najważniejszy jest dla niej osobisty kontakt z ludźmi, a najlepiej czuje się, pracując z kobietami.

– Makijażystka jest trochę jak terapeutka, bo wzbudza zaufanie i wysłuchuje wielu osobistych historii. A ja mam w sobie coś, co sprawia, że ludzie się przede mną otwierają – opowiada.

Znowu przyszła do niej myśl o psychologii. Ale miała 28 lat i tylko powtarzała w głowie w kółko smutne "za późno". Zaczęła kombinować. Może coaching? Może jakieś kursy trenerskie z samorozwoju? A potem urodziła synka i stało się coś bardzo dziwnego.

'Gdy popatrzyła po twarzach studentów, ze zdziwieniem stwierdziła, że jest jedną z młodszych słuchaczek. Później dowiedziała się, że najstarsza osoba w jej grupie skończyła 60 lat.' Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)

– Gdy zostałam mamą, zaczęłam inaczej postrzegać czas. Przestałam się z czymkolwiek spieszyć, wszystko w moim życiu zwolniło. I wtedy pojawiła się myśl: na nic nie jest za późno. Masz czas.

Wcześniej Asia miała przekonanie, co powinno się osiągać na kolejnych etapach życia, ile zarabiać, co posiadać. Wszystkie te oczekiwania przestały mieć znaczenie, gdy urodziła dziecko. – Jestem ostatnią osobą, która powiedziałaby, że po urodzeniu dziecka coś się magicznie zmienia, ale fakt jest taki, że moje podejście do sukcesu kompletnie się zmieniło. Pozbyłam się oczekiwań, że już teraz muszę te wszystkie założenia spełniać.

Dała sobie czas, żeby spokojnie zastanowić się, co chciałaby robić w życiu, gdy skończy się jej urlop macierzyński. Kiedy zwierzyła się bliskiej jej osobie, że od jakiegoś czasu nosi się z pomysłem rozpoczęcia pięcioletnich studiów z psychologii, w odpowiedzi usłyszała: "Coś mi się zdaje, że ty już podjęłaś decyzję".

– Widziałam przed sobą te pięć lat studiów, ale widziałam też kolejne 30 lat wypełnione pracą, którą lubię i w której jestem dobra. I to przeważyło.

Zamiast powtarzać sobie, że to już nie czas na tak duże zmiany, zaczęła układać w głowie plan, jak to zrobić, żeby się udało. Mąż wspierał jej decyzję. Ustalili, że Asia od października pójdzie na studia.

Za naukę się płaci

Z pierwszego dnia zajęć pamięta uczucie zadowolenia i słowo "nareszcie", które na dobre zastąpiło w jej słowniku hasło "za późno". Słuchała wykładu i wiedziała, że jest w dobrym miejscu. Gdy popatrzyła po twarzach studentów, ze zdziwieniem stwierdziła, że jest jedną z młodszych słuchaczek. Później dowiedziała się, że najstarsza osoba w jej grupie skończyła 60 lat. Dzisiaj to właśnie ze starszymi kolegami i koleżankami z roku najlepiej się dogaduje – podejrzewa, że to dlatego, że osoby dojrzałe świadomie decydują się na studia i są naprawdę zainteresowane tym, czego się uczą. Asia widzi to po samej sobie.

– Na przykład gdy w kolokwium zrobię błąd, szukam informacji, doczytuję, chcąc dobrze zrozumieć, w czym się pomyliłam. Jako 20-latka uczyłam się tylko, żeby mieć z głowy.

Studia po trzydziestce mają wiele plusów, ale wiążą się też z kosztami. Asia, chociaż jest zadowolona ze swojej decyzji, pytana przez koleżanki o radę pozostaje ostrożna. Gdy przyjaciółka wspomina, że też zastanawia się nad podjęciem studiów, Asia mówi wprost: – Za naukę płaci się czasem z rodziną. W domu jest bałagan, rzadziej gotujemy, zero czasu dla siebie – to są wszystko rzeczy, które trzeba wziąć pod uwagę, podejmując decyzję o studiach po założeniu rodziny. Każdy musi sam zdecydować, czy to jest dla niego tyle warte.

Gdy robi się trudno – bo materiału do nauki jest dużo, bo naukę trzeba łączyć z opieką nad dzieckiem, bo czasami przychodzi zwykłe zmęczenie – Asia wyobraża sobie, jakie miałaby alternatywy. Widzi siebie w korporacji lub próbującą rozwijać od nowa biznes kosmetyczny i wie, że w żadnym z tych scenariuszy nie byłaby szczęśliwa. Zakasuje więc rękawy i wraca do pracy nad życiem, w którym widzi sens.

Maryna. Remont się skończył, fascynacja została

Maryna wstaje o 4.00. O 5.00 wsiada w pociąg, który o 7.30 dojeżdża do Warszawy. O 8.00 zaczyna zajęcia na uniwersytecie. Pokonuje tę trasę dwa razy dziennie, w zeszłym semestrze pięć razy w tygodniu, w tym – cztery.

W pociągu czyta i się uczy. Nie narzeka ("nawet na polską kolej"). Od października jest studentką magisterskich studiów z filologii Polskiego Języka Migowego na Uniwersytecie Warszawskim. Ma troje dorosłych dzieci. Z synem wspierają się w nauce – razem przygotowują się do sesji; gdy on pisze pracę licencjacką, ona pracuje nad magisterską.

'Nie wchodziłam, a wlatywałam na skrzydłach przez bramę uniwersytetu! Byłam taka szczęśliwa, że to się zaczyna' - mówi 53-letnia Maryna, która studiuje filologię Polskiego Języka Migowego. (Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl)

Ma 53 lata i prowadzi agroturystykę. 30 lat temu skończyła studia z psychologii, ale nigdy nie pracowała w zawodzie. Podejmowała się różnych zajęć: pracowała w księgowości, w sekretariatach, sprzedawała i wynajmowała nieruchomości. Gdy dzieci poszły do podstawówki, zapragnęli z mężem zmian. Czuli, że są zabiegani, nieuważni, przepracowani. Tęsknili za przyrodą. Z Gdańska przeprowadzili się na Podlasie i kupili tam siedlisko.

O Polskim Języku Migowym Maryna usłyszała po raz pierwszy 10 lat temu. Nadzorowała ekipę remontującą dom, a wśród budowlańców był głuchy mężczyzna.

– To było moje pierwsze spotkanie z osobą głuchą w życiu. Chciałam się z nim porozumieć, więc najpierw zaczęłam pisać karteczki. Później on pokazał mi kilka prostych słów. Ten nowy język mnie zafascynował, zaczęłam się go uczyć na własną rękę z filmów w internecie – opowiada Maryna.

Remont się skończył, a fascynacja została. Maryna wieczory spędzała przed komputerem, notując w zeszycie, jak miga się nowe słowa. Zapisała się też na lekcje indywidualne online.

W 2023 roku poszła na trzymiesięczny kurs języka migowego adresowany do osób z branży turystycznej. Od lektorek dowiedziała się, że istnieje osobny kierunek studiów: filologia Polskiego Języka Migowego, i że wiedza, którą one przekazują, to jedynie "wierzchołek góry lodowej". Maryna słuchała ich jak zahipnotyzowana.

Czas na zmiany

Gdy trafiła na kurs, już od jakiegoś czasu dojrzewała w niej myśl, że w jej życiu znowu przyszedł czas na zmiany. Agroturystyka radziła sobie świetnie, dzieci były już samodzielne, a ona nie lubi nudy. Co teraz? Z lekkim wahaniem złożyła papiery na studia. Za wyniki rekrutacji trzymali kciuki mąż z dziećmi; od samego początku dostawała od nich dużo wsparcia.

Maryna wierzy w znaki. Gdy wracała z Warszawy po złożeniu dokumentów na uniwersytecie, w radiu trwała rozmowa z mężczyzną, który w późnym wieku zdecydował się na studia. Mówił, że znajomi pytają go: "Heniek, to ty, jak skończysz studia, będziesz miał już prawie 60 lat?", a on odpowiada: "A co, jeśli nie pójdę na studia, to nie skończę sześćdziesiątki?". Wzięła to za dobrą wróżbę. – Lata i tak lecą. Mogę spędzić je, robiąc coś bezsensownego albo ucząc się.

Pierwszy dzień zajęć wspomina z uśmiechem.

– Nie wchodziłam, a wlatywałam na skrzydłach przez bramę uniwersytetu! Byłam taka szczęśliwa, że to się zaczyna – wspomina.

Jej entuzjazm nie gaśnie. Wciąż jest przekonana, że podjęcie studiów to była najlepsza możliwa decyzja. Równolegle ze studiami magisterskimi Maryna zapisała się do szkoły psychoterapii. Jej marzeniem jest praca terapeutyczna z osobami głuchymi. A jeśli to się nie uda – praca w fundacji lub stowarzyszeniu działającym na rzecz głuchych.

Czy ma wątpliwości? Trochę. Szczególnie martwi się o to, czy jej wykształcenie i doświadczenie będą wystarczające, by skutecznie pomagać ludziom. – Wiem, że w pracy terapeutycznej bardzo ważna jest praktyka, a ja już tego nie nadrobię.

Maryna ma jeszcze jedno marzenie: być ciekawą osobą dla swoich dzieci i przyszłych wnuków. Nie skostnieć, nie zardzewieć, mieć coś do powiedzenia w każdym wieku. Wcześniej dopadały ją wątpliwości: może jednak jest już na pewne rzeczy w życiu za późno? Odkąd studiuje, przestała zadawać sobie to pytanie.

Zobacz wideo Pani Lucyna ma 79 lat i właśnie założyła lodziarnię. 'To nie kapuśniak w lecie, żebyście się tak dziwili'

Adam*. Coś, co ma sens

Frazę "Jak dostać się na medycynę" Adam – dziś 27-letni – po raz pierwszy wpisał w Google w 2018 roku. Był wtedy na drugim roku historii sztuki. Zapoznał się z wymaganiami, ale szybko odrzucił ten szalony pomysł.

– Myślałem wtedy, że przecież jestem studentem historii sztuki, więc to jest coś, czym najwyraźniej muszę się już zajmować do końca życia.

Gdy jednak skończył studia, zrodziło się pytanie: co teraz? Podjął pracę w domu aukcyjnym, ale zupełnie się tam nie odnalazł. Napisał kilka tekstów naukowych, ale nie przyniosły mu satysfakcji. Rozważał aplikowanie na studia doktoranckie, ale bez przekonania.

– Miałem poczucie, że nie mam nic istotnego do powiedzenia i nawet nie czuję się z tym faktem źle – przyznaje. Powoli oswajał się z myślą, że może jednak historia sztuki to nie jest dziedzina, z którą chce się dalej wiązać. – Równocześnie rodziła się we mnie potrzeba, aby zajmować się w życiu czymś, czego sensu nie trzeba sobie ani nikomu innemu tłumaczyć. Czymś, co opiera się na konkretnej wiedzy i przynosi konkretne, wymierne rezultaty, np. pomoc ludziom – wspomina.

Nieśmiało wyznał swojemu partnerowi, że jego marzeniem jest medycyna. Od razu dostał od niego pełne wsparcie.

– To był ten jeden impuls, którego potrzebowałem, żeby otworzyły mi się w głowie drzwiczki, że to jest w ogóle możliwe. Po wielu miesiącach wahania nagle wiedziałem już jasno, co chcę zrobić.

Znowu sprawdził w Google, jak dostać się na medycynę, ale tym razem miał w głowie konkretny plan. Podszedł do celu strategicznie. Przeznaczył dwa lata na przygotowania: jeden rok, by przygotować się do matury z biologii, i drugi na maturę z chemii. Dwa razy w tygodniu chodził na korepetycje, codziennie rozwiązywał próbne zadania w domu. Przygotowania stały się jego nową rutyną.

Czekała go jednak nie tylko nauka, ale też praca nad blokadami w głowie.

– Wcześniej uważałem się za człowieka, który nie umie liczyć i nigdy nie wie, która jest godzina. Myślałem, że jestem jakiś i to nie podlega zmianie. Musiałem się przekonać, że ta wersja mnie nie musi być jedyną prawdziwą. Oswoiłem się z myślą o Adamie, który zna się na biologii i chemii, może studiować medycynę i zostać dobrym lekarzem. O Adamie, który jest sprawczy i może osiągnąć coś, co sobie założył, nawet jeśli jest to bardzo trudne.

Nic wbrew sobie

Czasami łapią go wątpliwości. Na przykład kiedy rozmawia z ludźmi, którzy właśnie kończą medycynę. Wewnętrzny krytyk podszeptuje wtedy, że może ten plan nie ma sensu, że to jest dziecinne, głupie, śmieszne. Albo kiedy martwi się, że zanim rozpocznie samodzielną praktykę lekarską, minie prawie 10 lat. Wtedy bierze głęboki wdech i powtarza sobie, że takie myśli nie mają sensu. Że wszystko jest tak, jak powinno być.

Tak naprawdę wcale nie żałuje, że nie zdecydował się na zmianę wcześniej. Adam zwraca uwagę na paradoks: gdy był młodszy, wydawało mu się, że na wiele rzeczy jest już za późno. A dziś, gdy metrykalnie jest starszy, tamte lęki zniknęły. – Nie mam poczucia, że zmarnowałem czas. Ja po prostu spróbowałem iluś możliwości i stwierdziłem, że to nie dla mnie.

Dzisiaj Adam jest już po egzaminach, w zeszłym roku biologia poszła mu bardzo dobrze, teraz czeka na wyniki matury z chemii.

A co, jeśli przyjdzie rozczarowanie? Jeśli te wymarzone studia nie spełnią jego oczekiwań?

– Nie będę w to brnąć wbrew sobie. Poszukam wtedy czegoś nowego. Ale ta myśl nie wywołuje u mnie paniki. Wiem, że nawet jeśli tak się stanie, to nie będzie koniec świata.

Nie porażka, ale przywilej

– W naszej kulturze i mentalności wciąż mało mamy otwartości na to, że ktoś w wieku 40 czy 50 lat postanawia: zrobiłem, co miałem zrobić, znudziło mi się, zaczynam coś nowego. Tymczasem prognozy mówią, że przedstawiciele pokolenia Z, które właśnie wchodzi na rynek pracy, będzie zmieniać zawód – nie pracę – średnio siedem razy w ciągu życia – zauważa dr Joanna Jurga, neuroarchitektka, innowatorka i edukatorka zajmująca się prognozowaniem scenariuszy przyszłości. – Wiemy też już dziś, że około 65 proc. dzisiejszych uczniów podstawówek będzie w przyszłości wykonywać zawody, które jeszcze nie istnieją. Elastyczność poznawcza będzie więc na rynku pracy cechą coraz bardziej pożądaną – podkreśla.

Jak dodaje, w obszarze życia zawodowego możemy zaobserwować dwa duże trendy: learnability, czyli konieczność nieustannego uczenia się nowych rzeczy, i slashies, czyli tzw. sieć równoległych mikrokarier, polegającą na łączeniu przez jedną osobę kilku kompetencji lub zajęć i żonglowaniu nimi.

Dr Joanna Jurga tłumaczy: – Im więcej ludzi, mając 30, 40, 50 lat, będzie zaczynać od początku, tym bardziej znormalizowane będzie to zjawisko społecznie. W większych miastach możemy już mówić o zmianie ścieżki kariery jako o nowej normalności. Na rynku pracy jest coraz większa grupa osób w średnim wieku, które mają już za sobą doświadczenie pracy w korporacjach, odchowane dzieci i spłacone kredyty i mają gotowość oraz zasoby do tego, żeby zacząć coś nowego od zera.

Na studiach myślałem, że przecież jestem studentem historii sztuki, więc to jest coś, czym najwyraźniej muszę się już zajmować do końca życia - mówi Adam, które zamierza podjąć studia medyczne. (Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl)

Podkreśla jednocześnie, że przy perspektywach coraz dłuższego życia (mówi się, że co czwarty dzisiejszy 40-latek dożyje stu lat) obecny wiek emerytalny już niedługo będzie tylko półmetkiem, należy się więc spodziewać, że decyzję o zmianie zawodu będzie podejmować coraz więcej osób.

– Istotne jest, aby wyraźnie podkreślać, że zaczynanie od początku to nie porażka, ale przywilej. I perspektywa, przed którą prawdopodobnie prędzej czy później stanie większość z nas – dodaje.

*Imię bohatera zostało zmienione na jego prośbę.

Katarzyna Siekańska. Finalistka I edycji Polska Stories. Pisze o relacjach i codzienności.