Kierownikowi zabrakło umiejętności miękkich, doszło do nieprawidłowości. Najłatwiej byłoby powiedzieć, że jedna osoba zawiniła. Ale problem jest też nasz, instytucji – mówi prokurator Wojciech Sitek, zastępca prokuratora okręgowego w Warszawie i jedna z osób, które badały opisaną przeze mnie sprawę Marka Zagańczyka, szefa sekretariatu Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów.
Komisję antymobbingową powołano po publikacji reportażu we wrześniu 2024 roku.
Jak przyznaje prokurator Sitek, częścią opisanego w nim problemu jest kultura pracy w prokuraturze. – Nie prowadzono wielu szkoleń z umiejętności miękkich dla urzędników. Nie przywiązywaliśmy do tego zbyt dużej wagi. Z perspektywy czasu widzimy problem.
Raport komisji wykazał wiele niedoróbek systemowych, które dodatkowo pogarszały atmosferę w prokuraturze. Trwają prace nad tym, by je wyeliminować.
"Bez pewnego poziomu empatii"
Jak wynika z raportu komisji, w sekretariacie na Mokotowie nie doszło do czynów wyczerpujących znamiona mobbingu, ale Marek Zagańczyk traktował część swoich podwładnych w nieodpowiedni sposób i w związku z tym nie powinien zarządzać zespołem urzędników – przynajmniej na razie.
Komisja ustaliła, że Marek Zagańczyk był w pracy wulgarny, jego zachowania były "impulsywne", reakcje – nieraz "nieadekwatne". Wykazał się brakiem profesjonalnego dystansu. W nieformalnej grupie pracowniczej, do której należał, "używano obelżywych określeń wobec innych pracowników, stosowano poniżające przezwiska".
Z drugiej strony raport komisji podkreśla merytoryczną wiedzę i zaangażowanie w pracę byłego już kierownika.
Prokurator Sitek: Przy tym wszystkim jestem przekonany o wielkim zaangażowaniu p. Zagańczyka w wykonywaną pracę. Brakowało mu tolerancji dla błędów pracowników, reagował na nie nieadekwatnie. Myślę, że pan Zagańczyk jest perfekcjonistą, ale perfekcjonizm bez pewnego poziomu empatii bywa źródłem problemów.
Marek Zagańczyk został odwołany z funkcji kierownika krótko przed publikacją reportażu i udał się na urlop. Obecnie pozostaje na stanowisku starszego referenta w innej prokuraturze rejonowej w Warszawie.
Wyleczyć się z prokuratury
Do swoich wniosków komisja doszła na podstawie rozmów z obecnymi pracownikami prokuratury na Mokotowie. Osoby, które odeszły z pracy ze względu na złe traktowanie, nie były zainteresowane rozmową z komisją.
– Nie chciałam, żeby gdzieś pojawiało się moje nazwisko. Bardzo się bałam, że pan Marek znajdzie jakiś sposób, żeby się na mnie zemścić, że mnie pozwie. Nie chciałam mieć już nic wspólnego z tym człowiekiem – tłumaczy jedna z nich.
– Potrzebowałam się z prokuratury wyleczyć. A od przeszłości chcę się odciąć – powiedziała w rozmowie ze mną inna.
O komentarz do ustaleń komisji poprosiłem prokuratura Jacka Skałę, przewodniczącego Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury. Uważa on, że komisja potraktowała byłego już kierownika pobłażliwie. "Wskazane byłoby zbadanie sprawy w postępowaniu karnym pod kątem ewentualnego popełnienia przestępstwa" – pisze w odpowiedzi na moje pytanie.
"W składzie tym mamy przewagę przedstawicieli pracodawcy" – zwraca uwagę prokurator Skała. "Brakuje reprezentanta strony społecznej. Nie może być tak, że w tego rodzaju komisji większość posiada pracodawca. Siły powinny być wyrównane".
Sfrustrowani, zmęczeni i przeciążeni pracą
Po odwołaniu Marka Zagańczyka na stanowisko delegowano na pół roku Sylwię Tuszyńską, wcześniej zastępczynię kierownika w innej prokuraturze. Po pół roku na swoją prośbę wróciła do dawnej jednostki. Obecnie sekretariatem kieruje Agnieszka Bulińska z prokuratury okręgowej. Ona również jest delegowana na to stanowisko na pół roku.
W raporcie komisji wskazano wiele okoliczności, które mogły prowadzić do narastania konfliktów wśród pracowników Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów. Jednym z nich były braki ilościowe i jakościowe wśród kadry urzędniczej. Problemu do dziś nie udało się rozwiązać. W zespole urzędniczym przewidziano 29 etatów. Obecnie pracuje tam 23 urzędników, z czego trzy osoby pozostają na długotrwałym zwolnieniu.
– Urzędnicy są sfrustrowani, zmęczeni i przeciążeni pracą – słyszę od jednego z prokuratorów, który zwraca uwagę na brak rąk do pracy, co utrudnia funkcjonowanie jednostki. Pojawiają się m.in. problemy z terminowym wysyłaniem pism, dokumenty się gubią, a przy tak osłabionym składzie nieobecność pracownika w którymś z działów sekretariatu grozi paraliżem całości.
– Sytuacja jest trudna – odpowiadają Małgorzata Pomarańska-Bielecka oraz Monika Tkaczuk-Golda, zastępczynie prokurator rejonowej. – Problemem jest też duża rotacja pracowników. Do pracy przyjmowani są ludzie młodzi, niedoświadczeni, a co gorsza, nie mają od kogo się uczyć. Starszych stażem pracowników jest za mało, nie mają czasu na szkolenie nowych osób. Mamy problem, aby zintegrować ludzi i przekonać ich do pozostania w tej pracy.
Jak dowiedziałem się nieoficjalnie, jeszcze przed publikacją mojego reportażu prokuratura złożyła oferty kilku kandydatom na stanowisko szefa sekretariatu. Żadna z nich nie została przyjęta.
Prokuratura okręgowa – bezskutecznie – szukała urzędników z innych prokuratur, którzy zgodziliby się przenieść na stałe do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów. Sondowano możliwości pozyskania nowych pracowników.
– Myśleliśmy, że może skoro na poczcie zwalniają, tam znajdziemy pracowników doświadczonych w pracy kancelaryjnej. Ale to nie my jedyni się po nich zgłaszamy, szczerze mówiąc – mówi Wojciech Sitek.
Prokurator zdaje sobie sprawę z tego, że doświadczonych pracowników brakuje w mokotowskiej prokuraturze. – Ale jeśli poszedłby pan do jakiejkolwiek innej prokuratury, usłyszałby pan o tych samych problemach. Ta kołdra jest za krótka.
Doświadczenie pilnie potrzebne
– Pod kątem liczby urzędników sytuacja nie wygląda dramatycznie, ale to pozór. Brakuje nam wystarczającej liczby doświadczonych pracowników. Każdego roku problem jest coraz większy, bo wielu z nich, zatrudnionych od dekad, zbliża się do wieku emerytalnego. Na przestrzeni lat odeszło wielu zatrudnionych ze średnim stażem, bo stawki nie były adekwatne do zakresu obowiązków. Nie chcę powiedzieć przez to, że w prokuraturze pracują w przeważającej części niedoświadczeni pracownicy, ale nie mamy wystarczającej liczby doświadczonych, ale wciąż relatywnie młodych pracowników. Co prawda wakaty są uzupełniane stażystami, ale często nie ma ich kto szkolić. Samo szkolenie to dla jednostki koszt związany z czasem, który trzeba mu poświęcić, a on się często nie zwraca, bo wielu stażystów nie zostaje z nami nawet na kilka tygodni. Z jednego z sekretariatów usłyszałem już nawet, że w ogóle nie są zainteresowani stażystami.
Zachęty
– W dużych ośrodkach miejskich wynagrodzenia w prokuraturze nie wytrzymują konkurencji – mówi prokurator Skała ze związku zawodowego i tłumaczy, że bez podniesienia wynagrodzenia dla urzędników nie uda się zaradzić brakom kadrowym.
Od kwietnia 2025 roku wynagrodzenie minimalne dla urzędników prokuratury wzrosło do 6 tys. zł brutto. Rozwiązanie krytykowane jest przez Związek Zawodowy Prokuratorów i Pracowników Prokuratury, ponieważ wypłaszcza wynagrodzenia – pensje nowych urzędników oraz urzędników starszych stażem zbliżają się do siebie.
– Receptą na braki kadrowe nie jest jednorazowa podwyżka dla części pracowników. Rozwiązanie powinno składać się z dwóch elementów. Chodzi o powiązanie płac pracowników z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce oraz wprowadzenie systemu stawek awansowych, co pozwalałoby zaplanować karierę zawodową w prokuraturze.
Prokurator Sitek przyznaje, że prawdopodobnie stawki w prokuraturze zawsze będą z tyłu za rynkowymi, ale zaznacza, że jest wiele pozafinansowych argumentów, które mogą przekonać pracowników, by wybrali pracę w prokuraturze. Chodzi o stabilność zatrudnienia i wypłat, przestrzeganie prawa pracy i nietraktowanie urlopu rodzicielskiego czy zwolnień lekarskich jak problemu.
Przypomniałem prokuratorowi Sitkowi, że Marek Zagańczyk określał dzieci pracowniczek "bachorami". "Bachora trzeba było przywiązać do drzewa w lesie" […], "nie może pani oddać do okna życia?" – pytał, kiedy pojawiał się temat opieki nad dzieckiem. Jedna z byłych pracowniczek przyznała w rozmowie ze mną, że wolała zatrudniać nianie, niż skorzystać ze swoich praw przewidzianych w prawie pracy, by uniknąć gniewu kierownika.
Wojciech Sitek uśmiecha się kwaśno. – To są zachęty i one działają – o ile działają. Pracujemy nad tym, żeby tak było.
Organizacja pracy do zmiany
Komisja antymobbingowa stwierdziła też, że do nadmiernego obciążenia urzędników obowiązkami prowadziła zła organizacja pracy.
– Staramy się przeorganizować pracę sekretariatów tak, by jak najlepiej wykorzystać zasoby, którymi dysponujemy – mówi prokurator Sitek. – Widzimy, że część pracy mogłaby być zoptymalizowana. Mówiąc okrutnie, część pracy wykonywanej przez urzędników jest niepotrzebna.
Część spraw – m.in. kwestie dotyczące urlopów pracowniczych lub obiegu dokumentacji finansowej – została bądź niebawem zostanie "scentralizowana" i przeniesiona do prokuratury okręgowej, by odciążyć pracowników sekretariatów. Niepotrzebnych czynności administracyjnych wykonywanych przez urzędników być może jest więcej. Prokuratura zastanawia się nad zdiagnozowaniem tej sytuacji również z pomocą podmiotów zewnętrznych.
Wzajemne zrozumienie
Wśród nieprawidłowości, które zdiagnozowała komisja w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Mokotów, znajdują się jeszcze następujące punkty: "brak jednoznacznego rozgraniczenia zakresów obowiązków między pracownikami" oraz brak zrozumienia po stronie prokuratorów i asesorów specyfiki pracy sekretariatu".
Co to oznacza?
Na Mokotowie część urzędniczek m.in. współorganizowała przygotowanie transportu więźnia czy osób doprowadzonych na przesłuchanie. Niektórzy urzędnicy wyręczali prokuratorów przy powoływaniu biegłych i brali na siebie część komunikacji z nimi.
– Tymi rzeczami powinien zajmować się prokurator albo jego asystent – twierdzi zastępca prokuratora okręgowego w Warszawie.
W niektórych prokuraturach powtarzają się również sytuacje, w których urzędnik dostaje dokumenty do przygotowania i wysłania "na już" pod koniec godzin pracy. W teorii prokurator i urzędnik wykonują komplementarną pracę, są partnerami. W praktyce to prokurator ma przewagę, urzędnikowi trudno jest odmówić.
Rozwiązaniem, nad którym pracuje prokuratura okręgowa, jest zbiór dobrych praktyk. Mają znaleźć się w nim konkretne rozwiązania precyzujące podział obowiązków i zasady współpracy między prokuratorami i urzędnikami. – Chciałbym, żeby zawierał w sobie konkretny mechanizm wyegzekwowania tych zapisów, który mógłby pomóc, gdyby narastała sytuacja konfliktowa – podsumowuje Wojciech Sitek.
Jan Rybicki. Laureat pierwszej edycji programu Polska Stories. Obecnie współpracuje z redakcją Weekend.gazeta.pl. Wcześniej publikował swoje reportaże m. in w Dużym Formacie i Tygodniku Powszechnym. Lubi słuchać, jak ludzie mówią. Kontakt z autorem: jan.rybicki@grupagazeta.pl.