Społeczeństwo
Decluttering to proces, który ma swoje etapy - ostatnim jest wyrobienie nawyków (Andrey_Popov/Shutterstock)
Decluttering to proces, który ma swoje etapy - ostatnim jest wyrobienie nawyków (Andrey_Popov/Shutterstock)

"Szuflada wstydu", a w niej mieszanina przeróżnych przedmiotów: nieużywanych, zapomnianych, popsutych, od kompletu. W szafie ubrania z metką kupione okazyjnie lub już za małe. Stosy, kupki, stosiki, kartony z nieznaną zawartością wypełniają nasze pawlacze i kąty pokojów. Brzmi znajomo? Może dlatego, że wszechobecny nadmiar i bałagan są stanem powszechnym. Skąd się bierze, jak nad nim zapanować i czy potrzebujemy kogoś do pomocy? Zapytaliśmy ekspertki zajmujące się porządkowaniem przestrzeni i czasu: Agnieszkę Krakós-Gorący, Olę Smorawski, Karolinę Górniak-Kulę i Bożenę Kowalkowską.

Bałagan nas osłabia i wpływa na emocje

Agnieszka Krakós-Gorący, specjalistka ds. organizacji, ma zaraźliwą energię oraz – co łączy wszystkie zajmujące się odgruzowywaniem mieszkań ekspertki, które wypowiadają się w tym materiale – dużo empatii, zrozumienia i akceptacji.

Na pytanie, dlaczego nie potrafimy skutecznie sprzątać i przygniatają nas posiadane przedmioty, odpowiada, że żyjemy w trudnym czasie – ze wszystkich stron atakowani reklamami, pod presją społeczną.

Przechowujemy rzeczy, których nie używamy. Decluttering pomaga w pozbyciu się ich (AnastasiaPetropavlovskaya/Shutterstock) , Odgruzowanie pozwala na szybkie przywrócenie porządku (Simol1407/Shutterstock)
Jestem mamą trójki dzieci i liczba przekazów, które usłyszałam na początku przygody z rodzicielstwem, co muszę mieć, kupić sobie, im, do domu, nie miała końca. Ponieważ nie mamy już pojedynczych ról, tylko na nowo się na różne sposoby definiujemy, wielkie koncerny łapią nasze lęki i kreują wiele potrzeb zakupowych, którym ulegamy.

Efekt? Kupujemy więcej rzeczy, niż realnie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy. Mamy nadmiar przedmiotów i niedobór czasu. O porządkach nie chcemy rozmawiać ani myśleć, uważając, że to jest błahy temat.

Do czego prowadzi ta sytuacja? – Zaczynamy tonąć. Część osób czuje, że potrzebuje pomocy, i zgłasza się do specjalistów zawodowo zajmujących się declutteringiem, czyli odgruzowywaniem przestrzeni – mówi Krakós-Gorący. – Bałagan wpływa na nas na poziomie sensorycznym i emocjonalnym: zawstydza, dokłada stresu, odbiera moc działania, energię i poczucie sprawczości. W zdecydowanej większości trafiają do mnie ludzie, którzy są przebodźcowani. Mieli porządek i pamiętają, jak dobrze funkcjonowała wtedy głowa, jak jest być w przestrzeni, która koi, a nie dostarcza stresów – wyjaśnia.

Z doświadczeń zawodowych Agnieszki wynika, że nadmiar rzeczy jest stanem powszechnym, choć – jak precyzuje – wygląda inaczej w różnych pokoleniach. – W przypadku starszych osób mowa o ludziach, którzy doświadczyli niedostatku w czasach PRL-u. Dzisiaj odreagowują w sklepach Action czy KiK, w których jest wiele tanich produktów. Skutkuje to kumulacją rzeczy chomikowanych latami i kupowanych obecnie – mówi Krakós-Gorący.

Agnieszka Krakós-Gorący zanim zajęła się declutteringiem pracowała w działach public relations stacji telewizyjnych (Archiwum prywatne) , Im mniej rzeczy, tym łatwiej nad nimi zapanować (AGNIESZKA MAJCHROWICZ)
Dla seniorów pozbywanie się jest trudne, bo sprawia, że przestają czuć się zapobiegliwi. Ktoś może zadeklarować, że chce odgruzować mieszkanie, ale potem widzi spakowane paczki, żałuje i zmienia zdanie – dodaje.

A młodsze pokolenie? – Są w nim osoby zapewniające, że lubią minimalizm, ale z wyrzutami sumienia, że pozbywanie się to marnowanie, że książek się nie wyrzuca, że coś było drogie. Chciałyby mieć mniej, ale ciąży im bagaż mentalny. Tu przydaje się wsparcie, przekonanie, że to jest OK, że nie chcą żyć w przytłaczającej je przestrzeni, że znajdziemy sposób, żeby wprowadzić rzeczy w drugi obieg na Vinted, w SkupSzopie, w Ubraniach do Oddania, PSZOK-u.

Czym zdaniem Krakós-Gorący porządek nie jest? – Fetyszyzowaniem organizacji, prześciganiem się w kupowaniu obrotowych tac, pojemników. Osoby tonące w nieporządku sądzą, że kupią je i uporządkują życie. A to będzie kolejna rzecz dołożona do stosu już posiadanych – tłumaczy.

Bałagan i zagracona przestrzeń ma wpływ na nasz nastrój (Salena Stinchcombe/Shutterstock)

Jak uspokaja Agnieszka, do zaprowadzenia porządku wystarczą cztery kroki. – Pierwszy to inwentaryzacja – zbieramy w jednym miejscu wszystkie rzeczy z danej kategorii. Kolejny krok to selekcja, co zostawiamy, co chcemy oddać, co sprzedać, wyrzucić. Trzeci krok to organizacja – w zależności od tego, jak będziemy chcieli przechowywać rzeczy, orientujemy się, czy będą nam potrzebne dodatkowe pojemniki, wkłady. Czwarty krok to utrzymanie porządku, modyfikacja, dopracowanie planu. Tu mieści się także zmiana nawyków zakupowych. Jeśli uświadomimy sobie, że promocje 2 w cenie 1 działają na nas wyjątkowo silnie, to omijamy przez jakiś czas drogerie i świadomie planujemy zakupy.

Ważne, żeby z rzeczy korzystać, a nie tylko je przechowywać. Cieszyć się tymi, które najbardziej lubimy, a nie tylko zarządzać magazynem tego, co nazbieraliśmy – dodaje.

Tylko dla przekonanych

Ola Smorawski z Organizacji Przestrzeni zaznacza, że decluttering robi się tylko u klientów, którzy chcą zmiany. – Nie można kupić mojej usługi na prezent, ta potrzeba musi wypływać z wewnątrz, a nie być narzucona przez córkę czy siostrę. Nie da się zmusić do porządku kogoś, kto go nie chce. Są osoby sentymentalne, które otaczają się przedmiotami nacechowanymi emocjonalnie i nie są otwarte na pozbywanie się ich. 

Kim są klienci Smorawski? 97 proc. to kobiety między 25. a 40. rokiem życia. Często mamy małych dzieci. Często są to osoby, które przeprowadzają się do nowego domu i czują, że w poprzednim miały chaos. W nowym miejscu chcą zacząć z czystą kartą, tak, żeby wszystko miało swoje miejsce.

Ekspertka pracuje również z osobami, które mają bardzo zagracone mieszkania. – Do tego stopnia, że same nie potrafią sobie z bałaganem poradzić i funkcjonują w systemie stosów i kupek, na których nie wiedzą, co mają.

Ola Smorawski studiowała inżynierię chemiczną i procesową, a po studiach pracowała w dziale jakości oraz jako inżynier walidacji (Archiwum prywatne)

Jak wyjaśnia Smorawski, trudnością nie jest jednak praca z rzeczami, tylko z człowiekiem i jego przekonaniami. – Rozmawiamy o zgromadzonych przedmiotach, o tym, co się wydarzyło, że zaczęło ich przybywać. Bywa tak, że początkiem tego procesu była trudność czy dramat życiowy: rozwód, śmierć bliskiej osoby. Gromadzenie bywa także efektem przenoszenia zachowań z pokolenia na pokolenie.

Co najczęściej przechowujemy?

Ubrania! Za małe, bo wydaje nam się, że nasza waga spadnie. A prawda jest taka, że jeśli uda nam się zmniejszyć obwód ciała, to chcemy w nagrodę kupić nowe. Trzymamy rzeczy, których jedyną wadą jest to, że nie są już modne, a my mamy wyrzuty sumienia, że chcemy się ich pozbyć. Kolejna często występująca kategoria to efekt konsumpcjonizmu i… ciuchy z metkami, które nigdy nie były założone. Ich kupno miało poprawić humor. Mnóstwo mamy także przeterminowanego, zapomnianego jedzenia.

Smorawski dodaje, że to często wcale nie są śmieci, a osoby, które mają ogromne ilości rzeczy, bardzo często są zadziwione znaleziskami z dna szafy i chcą te cudem odnalezione przedmioty zostawić. - My nie możemy decydować za kogoś, klient musi sam podjąć decyzję, czego się pozbyć.

Jak podkreśla specjalistka, pomimo deklaracji i chęci nie każdemu declutterowanemu da się pomóc. – Jest odsetek ludzi, którzy wracają do stanu wyjściowego. Być może potrzebują głębszej analizy i pomocy psychologa czy psychiatry. Decluttering jest procesem zmiany, może zająć kilka miesięcy, bo jest zmianą podejścia, trzeba się nauczyć żyć na nowo. Nauka wymaga czasu.

Systemowe odgruzowywanie nie jest uniwersalne. – Podejście jest indywidualne i przegadywane. Liczy się, co lubimy: szuflady, wieszaki czy półki. Nie da się zlecić zaocznego declutteringu – to właściciel rzeczy wyrokuje, co zostaje, a co znika.

Szafy to często składy ubrań za małych, niemodnych, kupionych na poprawę nastroju (smirart/Shutterstock) , Wybór organizacji szaf i pomieszczeń dobiera się indywidualnie (Kostikova Natalia/Shutterstock)
Branie udziału w procesie decyzyjnym to element pewnej całości, który pozwoli wyciągnąć wnioski na przyszłość. Jeśli zrobimy to za klienta, to on będzie dalej tkwił w nawykach. Za klienta można przeprowadzić organizację szaf – po skonsultowaniu, co, gdzie i jak ułożyć – mówi Ola Smorawski.

Na swoim profilu ekspertka pokazuje, jak sprytnie zorganizować dom. Chętni i potrzebujący motywacji mogą brać udział w cyklicznych wyzwaniach związanych z porządkowaniem.

Profesjonaliści mają wiedzę i doświadczenie w skutecznym odgruzowywaniu mieszkań. – To jak z ćwiczeniami na siłowni: możemy sami dojść do efektu zbudowania mięśni, ale z jakiegoś powodu korzystamy z usług trenera. Co więcej, declutterzy mają wiedzę na temat rozwiązań stolarskich i organizacyjnych, podpowiedzą, które wybrać.

Zdaniem Smorawski konsekwencja i systematyczność to najsłabsze ogniwa declutteringu. Potrzebna jest praca nad wyrobieniem nawyku, konsekwencja i systematyczność.

Czy odgruzowywanie i organizacja przestrzeni zadziałają, kiedy jest więcej domowników? – Kluczowe jest, żeby cała rodzina była zaangażowana w proces. Zainwestowanie w odpowiednie systemy przechowywania: półki, pojemniki czy organizery, może znacząco ułatwić utrzymanie porządku i pomóc domownikom w odkładaniu rzeczy na miejsce oraz uniknięciu tworzenia się bałaganu.

Mieszkanie to nie muzeum, nie trzeba wbrew sobie być minimalistą

Karolina Górniak-Kula z Shake Your Mess zapewnia, że nie jest typową minimalistką. Jej dzieci mają dużo zabawek, a ona nie czuje się dobrze w muzealnych, pustych wnętrzach. Dodaje także, że nie da się wszystkiego schować, a w panowaniu nad przestrzenią chodzi o to, żeby móc szybko przywracać porządek. – Ograniczenie ilości przedmiotów jest środkiem do osiągnięcia tego celu. Ja z przedmiotów korzystam, a nie je posiadam. Jak czegoś nie używam, to się tego pozbywam.

Zdaniem Karoliny coraz więcej osób rozumie różnicę między usługą, jaką jest decluttering, a przyjściem osoby do posprzątania. – Odgruzowanie sięga głęboko i nie jest cosobotnim przetarciem kurzy. To jest przedsięwzięcie, które jest czasochłonne, trudne, a wykonane bez pomysłu – pozbawione sensu.

Największą zaletą tej usługi jest zmiana organizacji i poprawienie funkcjonalności pomieszczeń czy szaf – podkreśla. Czasami klienci dokooptowują do Karoliny osobę sprzątającą, regularnie pomagającą w domu. – One bywają zakłopotane, bo sprzątają z wierzchu, a ja wchodzę naprawdę głęboko i mam wgląd w dane wrażliwe. W umowie, którą podpisuję z klientami, mam zapisy o dyskrecji, ale wciąż współpraca wymaga kredytu zaufania. Bywa, że klienci są skrępowani, ale ja zapewniam, że naprawdę widziałam już bardzo dużo i nic, co ludzkie, nie jest mi obce.

Karolina Górniak-Kula przez lata pracowała jako koordynator regionalny dużej sieci sklepów handlowych. Zajmowała się często aranżacją sklepów i magazynów (Ida Strzelczyk-Duri) , Garderoba i kuchnia to zazwyczaj dwa najbardziej zagracone pomieszczenia w domu (Archiwum prywatne) , Uporządkowanie szafy wymaga inwentaryzacji, selekcji i organizacji (Archiwum prywatne)

Do Karoliny zgłaszają się głównie kobiety. – Dzwonią, kiedy zaczynają im wypadać rzeczy z szafek, a je zalewa frustracja. Mówią o zmęczeniu, wstydzie, niemożności funkcjonowania, o tym, że mają dość. Partnerzy klientek potrzebują więcej czasu na oswojenie się z procesem declutteringu.

Kuchnia jest miejscem, po którego uporządkowaniu panowie nabierają zaufania. Dostrzegają porządek i logikę moich działań i je doceniają. Podczas declutteringu przekonuję ludzi, żeby – podobnie jak ja – korzystali z rzeczy, a nie tylko je posiadali. Skoro drogie buty, kosztowne torebki już zostały kupione, dobrze, żeby trochę posłużyły.

Karolina uważa, że samo zgłoszenie się do niej to pierwszy, najtrudniejszy krok. Kiedy uświadomimy sobie problem, to później jest już tylko łatwiej. Proces się w takim przypadku już zaczął. Jednym z najtrudniejszych zadań, jakich się podjęła ekspertka, była pomoc w pożegnaniu się z rzeczami po zmarłej bliskiej osobie. – Ta współpraca mnie zahartowała, ale także sprawiła, że nabrałam pokory. Nie świadczę zwykłych usług, po moich działaniach bardzo dużo się zmienia – nie tylko w przestrzeni, ale przede wszystkim w głowie klienta – mówi Karolina.

I zwraca uwagę, że rozluźnienie w procesie odgruzowania i zboczenie ze szlaku to chwile szczególnie ryzykowne. – Wiem, kiedy można odpocząć, a kiedy narzucić tempo, bo nie wyjdziemy z procesu porządkowania. Nie jestem wróżką, nie powiększę szafek, garderoby czy schowków na buty. Jeśli nie zaczniemy segregować i pozbywać się zbędnych przedmiotów, nie osiągniemy efektu, za który mi klient płaci. Kiedy jednak widzę cień zwątpienia, to nie naciskam na pozbywanie się, ale sugeruję, żeby stworzyć na przykład pudełko "Rzeczy dla córki, jak dorośnie" i ułożyć je wysoko w szafie.

Jak dodaje Karolina, zatrudniający ją klienci wiedzą, że 'będzie zrobione'. – Że wszystko przejrzę, zbędne rzeczy wyniosę, przestrzeń zorganizuję, a wszystkie czynności porządkowe zostaną zamknięte i będą się już mogli cieszyć odgraconą i pięknie zorganizowaną przestrzenią.

Zamiast sobie dokładać, wolałabym, żebyśmy się dobrze wyspali

Bożenę Kowalkowską specjalnie zostawiłam na koniec tego tekstu – jako ciepły głos wsparcia i sposób na odbarczenie nas oraz wzmocnienie. Kompetencje tej ekspertki dotyczą uwalniania czasu, przewietrzania grafików i pomocy w organizacji różnych zadań. Autorka książek "Odzyskać czas", "Poza czasem" i "W swoim czasie" zapewnia, że w bałaganie nie ma nic etycznie złego, jego obecność w domu nie sprawia, że jesteśmy złymi lub dobrymi ludźmi, rodzicami, dziećmi.

Zobacz wideo Andrzej Piaseczny o domu. "Na wsi czas płynie inaczej"

Zdaniem Bożeny, biorąc się do porządków, trzeba się skonfrontować z tym, na co wydało się tak dużo pieniędzy, jakie się ma ciągoty. To jest oceniające i ludzie w bałaganie i sprzątaniu uderzają sami w siebie. Zupełnie niepotrzebnie, bo bałaganienie jest ludzkie.

W organizowaniu i porządkowaniu w opinii Kowalkowskiej najważniejszy jest efekt – zdobywanie kontroli, odzyskiwanie sprawczości. – Samo porządkowanie może rytmizować, uspokajać, dawać poczucie skończonego zadania. Kiedy mamy mniej rzeczy, zyskujemy poczucie, że nie musimy się nimi wszystkimi zajmować – tłumaczy.
Bożena Kowalkowska pracowała w druku - koordynując prace redakcji. Teraz zajmuje się pomocą chętnym w odzyskiwaniu czasu (Fot. Krystian Lipiec)

Bożena przekonuje, że uporządkowanie można wyćwiczyć, ale żeby zadziałało i było w miarę przyjemnym procesem, musi się toczyć powoli. Pomocna tu może być otwartość na myśl, że nasze życie się zmienia, my się zmieniamy, nasze potrzeby także. – A może dzisiaj inne rzeczy powiesilibyśmy na ścianie, inne kolory ścian wybralibyśmy?

Sugeruje, żebyśmy w przypadku porządków i czasu działali zgodnie z potrzebami i własną wygodą. – Jeśli nie mamy wolnego dnia i miejsca w głowie, żeby na spokojnie uporządkować rzeczy, a stać nas, to zlećmy zadanie profesjonaliście. Dzięki temu odzyskamy czas na pasje, dla rodziny.

Można odpuścić, tym bardziej że – jak mówi – spotyka osoby w ogromnym chaosie, przytłoczone nadmiarem, ale równocześnie świetnie zorganizowane, które wszystko dowożą, choć kosztem siebie. – Zamiast dokładać sobie, wolałabym, żebyśmy się wszyscy lepiej wysypiali – podkreśla.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. W wolnych chwilach trenuje jeździectwo. 

Ile to kosztuje?

U Agnieszki Krakós-Gorący wynagrodzenie zależy od liczby rzeczy, nie powierzchni domu. Jeśli ktoś potrzebuje indywidualnego wsparcia, to kosztuje ono około 4 tys. zł za dwa dni (10 godzin po 200 zł za godzinę). Osoby chcące zrobić odgracanie samodzielnie, mogą skorzystać z instrukcji w postaci książki jej autorstwa za kilkadziesiąt złotych. Ola Smorawski prowadzi kurs online "Sprytne składanie" pokazujący sposoby na organizację rzeczy w szafie oraz uczący, jak skutecznie i świadomie pozbyć się nadmiaru ubrań. Kurs kosztuje 297 zł. Stawka Karoliny Górniak-Kuli za organizację kuchni to 2,4 tys. zł. Ale bywa, że kwota rośnie do 4,5 tys., kiedy jest dużo szuflad, szafek i rzeczy. U Bożeny Kowalkowskiej półtorej godziny konsultacji kosztuje 300 zł.

Więcej