Społeczeństwo
Odremontowane Maryjki autorstwa Weroniki Leczkowskiej (Fot. Piotr Leczkowski)
Odremontowane Maryjki autorstwa Weroniki Leczkowskiej (Fot. Piotr Leczkowski)

Temat mamy śliski.

Ktoś ci już zarzucił, że uraziłaś jego uczucia religijne?

Nie. Odzew na Maryjki jest pozytywny. Może teraz jest na nie dobry moment, bo nieco odczarowujemy naszą polską religijność. Jestem ateistką od pokoleń i nie uważam, że powinniśmy wszyscy przejść na ateizm, bo sama idea Stwórcy jest niezwykle pociągająca. Ale już instytucja Kościoła nie przystaje do rzeczywistości. Wiarę niekoniecznie trzeba realizować w ten sposób, że biega się do kościoła, do spowiedzi, słucha księdza. Zresztą nie wiem, co trzeba, a czego nie. Inna rzecz, że bardzo się staram nikogo nie urazić. Moje Maryjki to po prostu inne wizje Matki Boskiej niż ta w ślicznej białej sukience i niebieskim płaszczyku.

Diametralnie inne. Twoje Maryjki mają tatuaże i kolczyki w brwiach, tęczowy pióropusz za plecami, noszą łowicki strój, bywają ciemnoskóre.

Nikt tak naprawdę nie wie, w co była ubrana Matka Boska. Strój, z którym nam się kojarzy, wymyślono prawdopodobnie w renesansie, czyli jakieś półtora tysiąca lat po biblijnych wydarzeniach i w innej strefie klimatycznej niż ta, w której leży Nazaret. Nasza wizja Matki Boskiej to forma przywiązania do tradycji. I ja to rozumiem. Nie chcę uprawiać świętokradztwa. Interesuje mnie pytanie: jaka ona by była dziś?

Oczywiście jest to trochę prowokacja. Ale może dobra, dająca do myślenia w państwie dość ksenofobicznym. Może warto sobie zadać pytanie: czy twoja ukochana Matka Boska, która urodziła, mając lat piętnaście, mogłaby nosić kolczyk w nosie, być ludzka?

Odremontowane Maryjki autorstwa Weroniki Leczkowskiej (Fot. Piotr Leczkowski)

Matka Boska może mieć wiele twarzy, również prowokacyjnych?

Tak. A ponieważ ratuję i przemalowuję różne Matki, zaczęłam się z nich dokształcać. Na przykład Gwadelupska – ona jest niesamowita. Dziecko wisi jej u stóp na sukience, a ona stoi niewzruszona. Wygląda to całkiem współcześnie. (śmiech)

Nie obrażam, czyli staram się po ludzku nie zrobić nikomu przykrości. Wyobrażam sobie, że byłoby ci niezwykle przykro, gdybym ci narysowała "faka" na twarzy. Albo cię rozebrała i wystawiła na publiczny osąd. Nie zamierzam zakładać Matce Boskiej minispódniczki, no bo po co? To jest niepotrzebna prowokacja. Krótka spódniczka byłaby elementem seksualności. A Maryjki nawet cycków nie mają.

Nie mają?

No nie mają, płaskie są. Niosą to dziecko, więc muszą je czymś karmić, a piersi nie mają. Właśnie po to, żeby w żaden sposób nie były seksualne. Przyjmuję to, bo w wierze katolickiej seks jest – delikatnie mówiąc – problemem. I niech tak zostanie.

Zobacz wideo Siostry z aerografem. Kaśka i Kajka malują motocykle. 'Faceci czasem nie dowierzają'

Jak dla mnie piętnastoletnia Matka Boska mogłaby nosić mini. Nie uraziłoby mnie to, a pochodzę z domu, w którym oddawało się jej cześć i to uwielbienie jest mi bliskie.

Kiedyś trafiła do mnie figura Matki Boskiej, przed którą stoi kościół w miniaturze. Oparłam na nim jej nogę. Mam testerów, którzy mówią mi, czy nie poszłam za daleko, i usłyszałam: "Hmmm, no może nie jest to dobry pomysł". Nogę sobie Matka Boska może unieść, może nawet iść na siłownię i zrobić szpagat, ale zalotność i seksualność Maryi są tabu. Za to pomalowałam jej paznokcie u stóp na czerwono. Chyba może się podobać? Komu to przeszkadza?

Czym dla ciebie, ateistki, jest historia Matki Boskiej?

Formą baśni. Nigdy nie byłam wychowywana w duchu religijnym. Za to moje dzieci bardzo chciały chodzić na religię i chodziły. Wchodziły w tę baśń jak w masło, zwłaszcza gdy się okazało, że baśń ma styki w świecie rzeczywistym, czyli kościoły. Zrezygnowały, bo okazało się, że ta baśń ma też różne ciemne strony.

Weronika Leczkowska (Fot. Piotr Leczkowski)

W jaki sposób trafiła do ciebie pierwsza Maryjka?

Ratowanie Maryjek to pasja, która jest wynikiem kilku innych. Przede wszystkim dużo jeżdżę na rowerze – głównie po małych wsiach i zazwyczaj sama. Dzięki rowerowi poznaję ludzi i oni wszyscy pokazują mi, jacy są fajni i dobrzy. Częstują herbatą, ciastem, zimą pomagają się ogrzać. Bo ludzie lubią być dobrzy. Nawet ci, po których się tego nie spodziewasz.

Druga pasja to urbex, czyli wchodzenie do opuszczonych domów i fabryk. Szczególnie lubię domy, bo tam widzisz, co tak naprawdę po tobie zostaje po śmierci: bałagan, bo ktoś już się włamał i szukał ukrytego złota; wybebeszone łóżko; no i Maryjki oraz święte obrazki. Bo żeby ukraść te ostatnie i uniknąć kary boskiej, to trzeba być specjalnym złodziejem.

Pierwszą Maryjkę, którą odratowałam, znalazłam w opuszczonym domu na strychu. Była rozbita w drobny mak. Pozbierałam te kawałeczki i pomyślałam, że poskładam je sobie jak puzzle. Złożyłam, pomalowałam i ten proces wciągnął mnie bez reszty. Postawiłam Maryjkę w domu, znajomi zobaczyli i powiedzieli: też taką chcemy.

Zaczęłaś jeździć po wsiach i rozglądać się za Maryjkami?

Tak, dziś już jeżdżę z taką intencją. Jak kogoś spotkam pod wiejskim sklepem, to pytam, czy nie wie o jakiejś Maryjce. Zwykle ludzie wiedzą i kierują: taki i taki ma w stodole. Kupuję też Maryjki przez internet. Nigdy nowe, zawsze po przejściach. Proces poszukiwań uprościł się dzięki temu, że odratowane Mateczki sprzedaję i mam pieniądze na kolejne. O, dziś właśnie kurier przerzucił mi trzy przez płot. Matko, jaka ciężka! [Weronika pokazuje jedną z nich do kamerki komputera – przyp. red.] Sypie mi się na klawiaturę.

Co to znaczy, że je ratujesz?

To znaczy, że gdybym ich nie przygarniała do remontu, toby przepadły. Mam Maryjkę zabraną spod śmietnika – nikt jej nie wrzucił do kontenera, ale postawił obok.

Ratuję i remontuję. Usuwam wszelkie elementy religijne: krzyże, różańce… Właśnie dlatego, że to ważne symbole dla osób wierzących i żeby się nie okazało, że uprawiam świętokradztwo. Oprócz amputacji – krzyża, różańca czy ostatnio serca, bo było okropne, z realistycznymi żyłami, ohyda, musiałam je zeszlifować – przeprowadzam też przeszczepy. Okazało się, że umiem dolepić ręce, nogi, a czasem i pół Maryjki. Zdarza mi się przeszczepić głowę, jeśli Maryja gdzieś po drodze ją straciła.

Przed i po. Odremontowana Maryjki autorstwa Weroniki Leczkowskiej (Fot. Piotr Leczkowski)

Skąd się bierze nową głowę dla Maryi? Z innej Maryi?

Trzeba znaleźć. A głowa zawsze się znajdzie.

Skoro o remoncie mowa, masz w swojej kolekcji Matkę Boską Remontową. To cała scenka rodzajowa: Matka Boska trzyma kościół, a figurki ludzików "chodzą" po drabinach i robią remont – Maryi i świątyni.

Nikt jej nie chce. Może zbyt pokręcona? A takie lubię najbardziej. Maryjka trzyma kościół niczym King Kong albo inna Godzilla. Ewidentnie wymaga remontu, więc panowie ją remontują, a całą sprawę nadzoruje pan ksiądz. Jest i goła baba. Stoi pod kościołem, trochę wodzi majstrów na pokuszenie, ale nikt się nią nie interesuje. Wszyscy tacy zajęci robotą.

To była bardzo fajna zabawa, ale też trudny projekt do zrealizowania, bo jestem chodzącym chaosem. Precyzyjne prace w małej skali są dla mnie trudne. Zapanowanie nad tym, gdzie mam pędzel, a gdzie nożyczki i jak poustawiać te wszystkie drabiny, to był poważny remont moich wewnętrznych wad. (śmiech)

Matka Boska Remontowa Weroniki Leczkowskiej w detalach (Fot. Piotr Leczkowski)

A skąd miałaś gołą babę i tych małych facecików?

Przeszłam przez proces posiadania dzieci i zostało mi po nich pełno różności. Robiliśmy różne ludziki, dziś je przemalowuję, zmieniam.

Dwóch starszych synów wyniosło się już na studia. Mieszka z nami jeszcze córka licealistka. Mój mąż czasem mówi, że dzieci są przereklamowane, ale ja się dzieciństwem moich dzieci bawiłam nie gorzej niż one same. Lubię przebywać w towarzystwie dzieci. Mamy z mężem agencję reklamową, ale poza tym jednym z moich zajęć – od niedawna zarobkowych – jest dawanie korepetycji z matmy. Wracając do synów, w pokoju jednego urządziłam pokój do korepetycji, a u drugiego pokój maryjkowy.

Znam rodziców, którzy w pokojach dzieci, które się wyprowadziły, nie zmieniają nic. Trudno im się pogodzić z tym, że dziecko wyfrunęło z gniazda. A nuż wróci?

To dzieci ustalają, kiedy dom przestaje być domem. Najpierw wyjeżdżają i mówią: "Wrócę do domu za dwa tygodnie". A w którymś momencie zaczynają mówić: "Przyjadę do was". Miejsce dorosłych dzieci nie jest u mamusi i tatusia. Ale żeby nie poczuć pustki, trzeba o to dbać. Dlatego mam dużo pomysłów na siebie i wiele z nich realizuję.

Skąd czerpiesz inspirację do Maryjek?

Z kolorów, bo są bardzo ważne w moim życiu. Mam w szafie same kolorowe rzeczy, ale bez klucza. Ostatnio uwielbiam turkus. W domu mamy kolorowe wszystkie ściany.

Poza tym nie mam inspiracji. Wszystko wypływa ze mnie. Ktoś mi przysłał zdjęcie z wakacji – Matka Boska przerobiona na Batmana i dopisek: "Zrób taką". Nie zrobię, bo tego nie czuję. Nie wszystko też potrafiłabym zrobić. Nie mam warsztatu, wykształcenia, ale też niczego się nie boję. Różne rzeczy i pomysły na Matkach sprawdzam. Nie zawsze wychodzi.

Odremontowane Maryjki autorstwa Weroniki Leczkowskiej (Fot. Piotr Leczkowski)

Kora też malowała Maryjki. Oprócz jej i twoich nie znam podobnego projektu.

Jak zaczynałam, nie wiedziałam o Maryjkach Kory. Potem ktoś mi o tym powiedział. Pewnie gdybym wiedziała, tobym się za to nie zabrała.

Dwa lata temu wpadłam w poważną depresję, brałam leki. Chodziłam do pracy, robiłam zakupy, ale odeszła mi ochota na pasje. Jak już wyszłam na prostą, pojawiły się Maryjki. Myślę, że w jakiś sposób mnie obudziły. Pasja robienia Maryjek to przyjemność przebywania z samą sobą. Wracam z pracy, idę do pokoju maryjkowego i zanurzam się w siebie. Oczywiście można do mnie przyjść, zagląda mąż, córka, pogadamy, ale głównie jestem ze swoimi myślami. Do tego trzeba dorosnąć.

Dzięki Maryjkom odkrywam siebie i uczę się nowych rzeczy. Ludzie myślą, że przychodzi taki czas, kiedy nowego już się nie tyka. Wchodzisz w pewien wiek i od tej pory możesz już tylko rozwijać swoje talenty, a jak ich nie masz, no to słabo. A ja wiem, że tak nie jest. Gdyby dziś mnie ktoś zapytał, kim będę w życiu, to ja jeszcze nie wiem. Może panią od Maryjek?

Ile Maryjek już uratowałaś?

Kilkadziesiąt. Do setki jeszcze nie dobiłam.

Odremontowane Maryjki autorstwa Weroniki Leczkowskiej (Fot. Piotr Leczkowski) , Odremontowane Maryjki autorstwa Weroniki Leczkowskiej (Fot. Piotr Leczkowski)

Sprzedajesz je [TUTAJ]. Trudno ci było wycenić i brać pieniądze za coś tak osobistego?

O tak… Czytałam twoją rozmowę z panem Przemysławem Krzemieniem, który robi miasteczka z odpadów. Jest dokładnie tak, jak powiedział. Jak nie jesteś profesjonalistką, nie masz dyplomu ASP i stawiasz w czymś pierwsze kroki, to masz ogromną trudność z wycenieniem swojej pracy. Musiałam posłuchać męża, który jest fotografem. Powiedział: to będzie tyle, a to tyle. Oponowałam: "Ale weź przestań, przecież to tania Maryjka, a farby to w ogóle nic nie kosztują". I wtedy on pytał: "Ile godzin nad tym siedziałaś?". "No, sześć wieczorów po kilka godzin". Pewnie da się robić to szybciej, ale mnie bardziej kręci droga niż cel. Ten czas ze sobą jest najcenniejszy.

Ostatnio jedna Maryjka do ciebie wróciła. Jak się z tym poczułaś?

Na żywo ktoś stwierdził, że jest za duża, nie zmieści mu się na półce. I to jest w porządku. Nie zdarzyło mi się, żeby ktoś oddał Maryjkę, pisząc, że jest brzydka. Cały czas boję się tego momentu, więc zawsze, zanim wyślę Mateczkę do klienta, obfotografowuję ją od stóp do głów. Żeby każdy wiedział, co kupuje.

Czasem ktoś pyta o cenę i mówi: "Strasznie cię przepraszam, mnie jednak nie stać, ale ona jest warta tej ceny". Klienci czasem wracają. Nie proszą o zniżkę za lojalność. Pieniądze nie są dla mnie w życiu najważniejsze. Wiadomo, że są ważne, ale źle mieć i za mało, i za dużo. Na szczęście między tymi biegunami jest jeszcze dużo opcji.

Maryja z konopiami nad głową to nie jest przesada?

Maryja z aureolą z konopiami to moja wizja Matki Boskiej Zielnej. Pomyślałam: a czemu nie? Czy Matka Boska dziś na pewno by nie zapaliła? Nigdy nie popełniła błędu? Rozumiem, że była matką Jezusa, ale przecież tak naprawdę to ona była zwyczajną laską.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli" i współautorka "Pomocnika dla rodziców i opiekunów nastolatków". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press. Kontakt: paulina.dudek@agora.pl.