Biografie
Irena Santor jako jedna z czołowych polskich gwiazd estrady otrzymała tytuł doktora honoris causa (Fot. Rafał Mielnik / Agencja Wyborcza.pl)
Irena Santor jako jedna z czołowych polskich gwiazd estrady otrzymała tytuł doktora honoris causa (Fot. Rafał Mielnik / Agencja Wyborcza.pl)

Czym dla Santor jest miłość? W jednym z wywiadów przyznaje, że to najważniejsze uczucie. Tak ważne, że gdy kogoś pokochała, oddawała mu się bez reszty. I nie były to słowa rzucane na wiatr. W środowisku muzycznym tajemnicą poliszynela był fakt, że Santor, nawet wiele lat po rozwodzie, urządzała kolacje wigilijne samotnie żyjącemu byłemu mężowi.

 - Lata przeżyte z moim mężem to najwspanialsze chwile i nie zamieniłabym ich na inne. Ciekawe, choć niełatwe. Czasami jednak tak się zdarza, że ludzie się rozstają.

Rozwiedliśmy się po dziewiętnastu latach, ale do końca jego życia byliśmy w wielkiej przyjaźni i opiekowaliśmy się sobą nawzajem. Bardzo cenię każdą przyjaźń. Ale miłość, która przekształca się w przyjaźń, ma dla mnie ogromną wartość. I tego właśnie doznałam (1) – podsumowała swoje małżeństwo.
Irena Santor jako jedna z czołowych polskich gwiazd estrady otrzymała tytuł doktora honoris causa (Fot. Przemysław Graf / Agencja Wyborcza.pl)

Poznali się w "Mazowszu". Stanisław Santor był podobno najprzystojniejszym z grupy muzyków akompaniujących zespołowi do występów. Gdy debiutował, uznano go za jednego z najzdolniejszych skrzypków jego pokolenia. Podobno jego uroda działała na młodziutką Irenę drażniąco. Jak wspomina, wielokrotnie próbowała mu dogryzać. Niewykluczone, że właśnie w ten sposób zwróciła na siebie uwagę starszego o dwanaście lat skrzypka. W jednym z wywiadów podkreślała, że nawet nie próbowała go podrywać, bo była przekonana, że nie ma u niego jakichkolwiek szans. Uważała, że jej koleżanki z zespołu są zdecydowanie bardziej atrakcyjne.

– To on mnie wybrał. Ja nic nie robiłam w tym celu. Gdzież ja bym śmiała! Tyle było pięknych dziewczyn w "Mazowszu". Niespełna dwudziestoczteroletniej dziewczynie podobno bardzo zaimponowało to, że filharmonik wybrał właśnie ją. Zdarzało się, że bywała na koncertach z jego udziałem. Ale jej ukochany podobno tego nie lubił. Był stremowany każdym występem na żywo. To wskutek wojennej kontuzji, gdy za okupacji przymusowo pracował w kamieniołomach. – Przed wojną wróżono mu wielką karierę, ale potem wszystko się zmieniło. W kamieniołomach uszkodził sobie rękę; był z tego powodu strasznie nerwowy, pojawiała się trema, która wprost go zjadała (2) – opowiadała Santor.

Zobacz wideo Maryla Rodowicz opowiada swoją najbardziej romantyczną historię w życiu
Mimo rehabilitacji miał problemy z grą i na każdym koncercie panicznie bał się, że podczas solowego występu ręka odmówi mu posłuszeństwa i pojawi się fałszywa nuta. Dlatego wolał nagrywać dla radia, bo tu mógł powtórzyć fragment, gdyby przydarzył się błąd.

Santor doskonale rozumiała męża i rzadko bywała na jego koncertach (3).

Irena Santor jako jedna z czołowych polskich gwiazd estrady otrzymała tytuł doktora honoris causa (Fot. Rafał Mielnik / Agencja Wyborcza.pl)

Nie chciała, żeby stresował się jeszcze bardziej i musiał się wstydzić ponad miarę, gdyby coś poszło nie tak. Ale podkreśla, że zawdzięcza mu swoją miłość do filharmonii. To on nauczył ją słuchać i rozumieć muzykę poważną. Pobrali się w 1957 roku. Zaczęło się wspólne życie.

Ten fragment losów piosenkarki przez lata był pilnie strzeżonym sekretem. Santor pytana w wywiadach, czy nie chciała mieć dziecka, odpowiadała niezmiennie, że nie życzy sobie o tym rozmawiać. Czasem dodawała enigmatycznie, że jest to dla niej zbyt trudny temat. – Przeżyliśmy dramat związany z macierzyństwem, ale nigdy nie chciałam, i nadal nie chcę, o tym mówić (4) – oświadczyła kiedyś w wywiadzie.

Dopiero po wielu latach, zupełnie przypadkiem, prawda wyszła na jaw.

Santor dość szybko po ślubie zaszła w ciążę. Urodziła córkę, Sylwię, jednak dziewczynka zmarła zaledwie dwa dni po urodzeniu. – Opowiadała mojej mamie podczas jednego ze spotkań w latach sześćdziesiątych, że śmierć małej Sylwii była spowodowana przez położną, czy może raczej salową.

Dziecko urodziło się w lutym, była dość ostra zima, a ta kobieta otworzyła okno, żeby przewietrzyć salę, w której leżała Santor. Szybko zrobiło się za zimno i dziewczynka zachorowała na zapalenie płuc – mówi Violetta Zakrzewska, córka szkolnej koleżanki Ireny Santor. Piosenkarka przez lata ukrywała rodzinną tragedię. Informacja o tym, że miała dziecko, ujrzała światło dzienne, gdy dziennikarz "Super Expressu", uważnie przyjrzawszy się nagrobkowi pierwszego męża Ireny, zobaczył to, co wszystkim umykało. Wygrawerowaną informację, że tu spoczywa Sylwia Santor "zmarła 6 II 1959. Żyła 2 dni".

Piosenkarka w 2023 roku w czasie obchodów 100-lecia Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy (Fot. Roman Bosiacki / Agencja Wyborcza.pl)

Nieszczęście, jak to niekiedy bywa, nie oddaliło od siebie małżonków. Ich związek przetrwał. Łączyła ich muzyka. Jednak wspólne życie dwojga artystów nie było łatwe pod wieloma względami. Zwłaszcza gdy kariera Ireny nabrała rozpędu. Stanisław musiał pogodzić się z tym, że żona jest bardziej znana od niego. Do tego jej liczne wyjazdy na koncerty w Polsce i poza granice kraju sprawiły, że dom pozostawał na jego głowie. To dla mężczyzny – zwłaszcza w tamtych czasach – musiała być trudna sytuacja. Irena podkreślała, że fakt, iż byli ze sobą przez tyle lat, to w dużej mierze jego zasługa. Bardzo dużo zależy bowiem od partnera, jego podejścia, wyrozumiałości, pewnego rodzaju elastyczności czy umiejętności cieszenia się sukcesami drugiej strony.

Jednak po dziewiętnastu wspólnych latach Irena podjęła decyzję o odejściu. W wywiadach enigmatycznie podkreślała, że w życiu nic nie jest proste. Czasem coś się udaje przez pewien czas, ale nie może wychodzić bez końca.

W środowisku muzycznym można było usłyszeć, że mąż Ireny radził sobie na swój sposób z koncertowym stresem. "Stanisław Santor nie mógł wytrzymać napięcia towarzyszącego częstym występom publicznym. […] Mężczyzna miał coraz częściej sięgać po alkohol"(5) – opisywał tygodnik "Viva" problemy pary. Dla Ireny to były bardzo trudne lata. Jak później mówiła, rozstanie nastąpiło dla obopólnego dobra. Podkreślała, że nie wolno oddawać całego siebie, nie dostając niczego w zamian. Że człowiekowi potrzebna jest mała dawka takiego pozytywnego, zdrowego egoizmu. Głos serca jest ważny, ale trzeba umieć odpowiednio zareagować, gdy okazuje się, że ukochana osoba jest w rzeczywistości inna, niż sądziliśmy. Nie może być tak, że odpowiedzią na miłość są różnego rodzaju ciosy.

Mimo to małżonkowie rozstali się po przyjacielsku i zawsze mogli na siebie liczyć. Tak pozostało do końca życia Stanisława. Przez blisko dwadzieścia dwa lata Irena Santor opiekowała się byłym mężem, gotowała mu obiady, spędzała z nim czas (6).

W 2017 roku Irena Santor jako jedna z czołowych polskich gwiazd estrady otrzymała tytuł doktora honoris causa Akademii Muzycznej w Łodzi (Fot.Tomasz Stanczak / Agencja Wyborcza.pl)

Jak podkreślała, dla niej było to normalne, bo jeśli nawet łączące ich uczucie się wypaliło, to po latach wspólnego życia pozostała bardzo specyficzna relacja. Tajemnicą poliszynela w środowisku muzycznym było, że przez lata Santor urządzała na przykład dwie wigilie. Najpierw, po południu, jechała do Stanisława z gotowymi daniami. A wieczór spędzała w domu z Korpolewskim.

[…]

– Myślę, że on nie lubił mojego śpiewania. Bo ja zawsze miałam taki słowiański styl, łagodny, kantylenowy. A on był zakochany w jazzie i rock and rollu (7) – wspominała Irena Santor. I jak przyznała, już nie pamięta, jak ostatecznie przekonała Korpolewskiego do siebie i swojej muzyki. Pewne jest to, że spędzali ze sobą, z przyczyn zawodowych, bardzo dużo czasu, więc było wiele okazji do rozmów. Druga miłość, jak mówi piosenkarka, była w jej wypadku na pewno dojrzalsza niż pierwszy związek. – Jest inna niż ta z młodości. Przefiltrowana przez to, co w życiu przeszliśmy. Ważne są przyjaźń, lojalność, szczerość. W związku cenię partnerstwo. Także w sytuacjach konfliktowych. Pragnę jak równy z równym móc się zmierzyć, pokłócić (8) – opowiadała w jednym z wywiadów.

Santor, co wielokrotnie przyznawała publicznie, nie ma łatwego charakteru i świetnie zdaje sobie z tego sprawę. Podobno nie raz i nie dwa zdarzyło się jej zrobić albo powiedzieć coś, zanim pomyślała nad konsekwencjami.

A do tego nie jest potulną szarą myszką w sytuacjach konfliktowych, choć z Korpolewskim, człowiekiem inteligentnym, z prawniczym wykształceniem, potrafiącym wywodzić logicznie, trudno było jej wygrać.
Irena Santor jako jedna z czołowych polskich gwiazd estrady otrzymała tytuł doktora honoris causa (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl)

W trakcie sporu zawsze przedstawiał argumenty w sposób bardzo uporządkowany. I podobno wkurzał tym strasznie Irenę. Zwłaszcza że ona sama, jak kiedyś przyznała w jednym z wywiadów, jest trochę nieuporządkowana i nie zawsze ma poczucie, że logika jest najważniejsza. Czucie jest ważniejsze niż szkiełko i oko.

 Jak wyglądają ich spory, opowiedział mi kiedyś Zbigniew Korpolewski, przy kawie w nadarzyńskiej kawiarni Łakotki, w trakcie próby napisania przeze mnie biografii Ireny Santor (9). Istotą rzeczy był fakt, że jak to ujął, oboje "lubią się ze sobą nie zgadzać". To pewnie było clou ich "dyskusji". Gdy piosenkarka zaprotestowała przeciwko pomysłowi powstania jej biografii, oświadczył ukochanej krótko: "Ty nie rozumuj, ty śpiewaj!". Najwyraźniej liczył, że to zakończy sprawę, i nie spodziewał się riposty. A ta, jak później relacjonował, była mocna: "No, nie daj Boże, żebyś ty śpiewał. Ty raczej pisz" (fakt, Korpolewki prowadził imprezy muzyczne, ale talentu wokalnego raczej nie miał).

1.      W. Piątek, Cieszy mnie, że co roku przychodzi wiosna, "Przyjaciółka" 15.12.2000.
2.      B. Banasiewicz, Irena Santor: Doda nie gryzie, "Rewia" 8.09.2010.
3.      M. Kędziak, Życie bez błędów? Nuda, "Gala" 7.12.2009.
4.      R. Ursynowski, Kocham życie, nawet jeśli ono czasem boli, "Pani Domu" 11.12.2000.
5.      https://viva.pl/ludzie/newsy/irena-santor-byla-zakochana-dwa-razy-oba-razy-na-smierc-i- -zycie-134980-r1/, dostęp: 11.08.2024. iren_ok.indd 265 18.09.2024 10:30:12
6.      M. Puczyłowska, Irena Santor przez lata robiła dwie wigilie, "Życie na gorąco" 20.12.2007.
7.      B. Biały, Wciąż lubię mieć coś do zrobienia, "Kobieta i Życie" 1.09.2015.
8.      M. Jungst, W dzieciństwie los mnie doświadczył, "Na Czasie" 1.03.2016.
9.      Pierwotnie ta książka miała być biografią, a raczej formą wywiadu Zbigniewa Korpolewskiego z Ireną Santor. Ja miałem być redaktorem całości. Przeszkodziła nam choroba Zbigniewa Korpolewskiego. Opis sytuacji pochodzi z dyskusji nad jednym z rozdziałów.

*Publikujemy fragment książki Jana Osieckiego "Irena Santor. Tych lat nie odda nikt", która ukaże się 19 października 2024 roku nakładem Wydawnictwa Prószyński.