Historia
Nowy Rok (Dutchmen Photography / Shutterstock)
Nowy Rok (Dutchmen Photography / Shutterstock)

Darmowy pokaz fajerwerków jako "kiełbasa wyborcza"? Czemu nie.  

Australijska Partia Pracy właśnie zapowiedziała, że jeśli wygra w 2023 roku wybory stanowe w Nowej Południowej Walii, najbardziej zaludnionym stanie Australii, zniesie opłaty za oglądanie dorocznych pokazów fajerwerków w Zatoce Sydney. Od 2011 roku podziwianie jednego z najsłynniejszych na świecie sylwestrowych spektakli z niektórych punktów widokowych wzdłuż nabrzeża portu jest płatne. W tym roku za jeden z 45 tys. biletów trzeba zapłacić od 40 do 595 dolarów.  

"Mamy najpiękniejszy port i najpiękniejsze miasto, i każdy powinien móc się nim cieszyć – za darmo. To właśnie zrobi Partia Pracy, jeśli zostaniemy wybrani" – stwierdził lider opozycji Chris Minns, a jego zastępczyni Prue Car dodała, że w dobie rosnących kosztów życia obchody sylwestra nie powinny obciążać domowego budżetu. Dominic Perrottet, aktualny premier stanu, stwierdził, że obietnica jest "żenująca" i dowodzi braku jakiejkolwiek głębszej polityki Partii Pracy. Ale słowo się rzekło, a wybory tuż-tuż.  

Od 2011 roku podziwianie jednego z najsłynniejszych na świecie sylwestrowych spektakli - w Zatoce Sydney - z niektórych punktów widokowych wzdłuż nabrzeża portu jest płatne. W tym roku za jeden z 45 tys. biletów trzeba zapłacić od 40 do 595 dolarów. (Fot. Shutterstock.com/Aaron Huang) , Lubimy strach, ale w małych, kontrolowanych dawkach, a oczekiwanie na kolejny wybuch na niebie jest dla nas zarówno zaskakujące, jak i przewidywalne. To oznacza przyjemność. (ToskanaINC / Shutterstock)

Bo fajerwerki, choć nieporównywalnie mniej potrzebne niż chleb, powszechna służba zdrowia czy godne płace, poruszają ludzi od tysięcy lat. Emocje, które w nas budzą, rozpinają się od najmilszych po najtrudniejsze. Od stosunkowo niedawna głośno mówi się o zwierzętach, które przez nie cierpią. A od wybuchu wojny w Ukrainie także o ludziach, którym kojarzą się z najgorszym. Ale choć w ukraińskich miastach wyją alarmy, a w polskich co chwila odżywa dyskusja, czy na pewno włączać syreny, na przykład z okazji ważnych rocznic, to fajerwerki i tak w sylwestra rozbłysną nad Polską – bo wielu ludzi pozostaje głuchych na argumenty na ich nieużywanie. Co takiego jest w fajerwerkach i skąd się wzięły? 

Bambus, eliksir nieśmiertelności, proch 

Jak wiele wynalazków powstały przez przypadek. Historycy uważają, że pierwsze petardy wybuchły około 200 roku p.n.e. w chińskim mieście Liuyang. Nim Chińczycy wymyślili papier, ważne sprawy ryli rysikami na wysuszonych łodygach bambusa. Jeśli łodygi zbyt długo leżały nad ogniem, pęcherzyki powietrza w drewnie pękały z głośnym trzaskiem. W chińskiej Księdze Przemian zanotowano, że huk eksplozji odstraszał Shan Shan, "trzymetrowych ludzi z gór". Według niektórych relacji odgłosy fajerwerków miały również przepędzać złe duchy. 

W IX wieku n.e. nieznany z imienia taoistyczny alchemik zmieszał siarkę, węgiel drzewny i azotan potasu (saletrę). Szukał eliksiru nieśmiertelności, ale zamiast tego spalił dom i wymyślił proch strzelniczy. Napychany do bambusowych rurek i wrzucany do ognia eksplodował z hukiem i żółtopomarańczowym błyskiem. Petardy stały się w Chinach elementem uroczystości świeckich i religijnych. Aż zdano sobie sprawę, że to realna broń. Tuby wypełnione prochem zaczęto mocować do drzewca strzał. Lecące z nieba fei huo, czyli prototypy dzisiejszych rakiet, siały panikę na polach bitwy. Petardy przyczepiano też do żywych szczurów i wypuszczano pod nogi szalejących ze strachu koni, co było równie makabryczne, jak skuteczne.  

Tajemnica prochu wyciekła z Chin prawdopodobnie za sprawą wypraw Marco Polo, który miał go przewieźć na Bliski Wschód, skąd do Europy zanieśli go krzyżowcy. Jednym z pierwszych Europejczyków badających właściwości prochu był angielski franciszkanin i filozof Roger Bacon (1214–1294). W 1267 roku napisał o "dziecięcej zabawce" i jej "okropnym dźwięku, przewyższającym ryk ostrego grzmotu". Ale Bacon rozumiał, że proch to nie przelewki i może całkiem odmienić sposób toczenia wojen. Swoje wnioski zapisał więc w kodzie. Dopiero około 1560 roku europejskim chemikom udało się ustalić właściwe proporcje prochu: 75 proc. saletry, 15 proc. węgla drzewnego, 10 proc. siarki.  

Królewska rozrywka, czasem śmiertelna 

Czym byłyby fajerwerki, gdyby nie włoskie zamiłowanie do ekstrawagancji? Może tylko sztuczną burzą. A tak stały się sztuką. To Włosi położyli podwaliny pod nowoczesną pirotechnikę: nadali fajerwerkom kształty, wprawili je w ruch, a wreszcie – wzbogacili o kolory. 

Już w 1379 roku we włoskiej Vincenzie opisano pokaz, w którym po rozpiętych w powietrzu linach "biegły skrzydlate stworzenia". Z drewna i z żelaza konstruowano szkielety zamków, smoków czy olbrzymów, mocowano do nich petardy, podpalano i puszczano w ruch. W renesansowej Europie działały szkoły pirotechniczne, które szkoliły "mistrzów ognia". Najlepsi trafiali na królewskie dwory.  

Akwaforta pokazu Królewskich Sztucznych Ogni na Tamizie, Londyn, Anglia, w 1749 roku (Fot. Wikimedia Commons/public domain) , W renesansowej Europie działały szkoły pirotechniczne, które szkoliły 'mistrzów ognia'. Najlepsi trafiali na królewskie dwory. Ilustracja przedstawia pokaz sztucznych ogni w Turynie z okazji ślubu księcia Umberto i księżniczki Margherity. Blanchard i Cosson-Smeeton, wyd. w L'Illustration, Journal Universel, Paryż, 1868 (Fot. Shutterstock.com/Marzolino)

A europejscy przywódcy zakochali się w fajerwerkach. Przy ich huku i eksplozjach w 1486 roku odbył się ślub angielskiego władcy Henryka VII. W 1685 roku królewski strażak zorganizował tak olśniewający pokaz na koronację Jakuba II Stuarta, że z miejsca otrzymał od władcy tytuł szlachecki. Gdy zaś rodził się syn cara Rosji Piotra Wielkiego, pokaz sztucznych ogni trwał ponoć pięć godzin. 

Fajerwerków nie mogło oczywiście zabraknąć w Wersalu, europejskiej centrali wszelkich mód. W 1743 roku król Ludwik XV sprowadził do pałacu z Bolonii pięciu braci Ruggieri. To oni mieli stworzyć pokaz pirotechniczny na ślub jego wnuka Ludwika XVI z Marią Antoniną. Legendarny. I faktycznie – dzień zaślubin, 30 maja 1770 roku, zapisał się jako największa katastrofa z udziałem fajerwerków w dziejach. Podczas gdy niebo nad Wersalem rozświetlało 20 000 rakiet wyrzucanych przez 6000 moździerzy na odległości do 300 m, silny wiatr strącił część fajerwerków w tłum. Ten rzucił się w panice do ucieczki. Oficjalnie stratowano 133 osoby, nieoficjalnie – 1200. "[W Paryżu] prawie nie było gospodarstwa domowego, które nie musiałoby opłakiwać śmierci krewnego lub przyjaciela", relacjonował jeden ze świadków

Choć Ruggieri nie zawinili, ktoś musiał ponieść konsekwencje – wypadli z łask, a budżet Paryża na sztuczne ognie obcięto. Odbudowanie pozycji rodziny wziął na swoje barki Claude-Fortuné Ruggieri. Eksperymentował z nowoczesną chemią (a także rakietami, balonami i spadochronami) i odkrył, jak zabarwić sztuczne ognie. Ruggieri twierdził, że po raz pierwszy publicznie użył zielonego ognia w czerwcu 1810 roku, tworząc pokaz sztucznych ogni z okazji ślubu Napoleona I i Marii Luizy.  

To był przełom. 

W pogoni za niebieskim 

Dziś nadanie fajerwerkom konkretnych kolorów to już nie rocket science: jasne zielenie tworzy bar, głębokie czerwienie – stront, żółcie – sód. Zmieszane ze sobą stront i sód dają żywą pomarańczę, stopy tytanu, cyrkonu i magnezu – srebrzystobiały, a miedź i stront –  lawendę. Złote iskry powstają z opiłków żelaza i kawałeczków węgla drzewnego.  

A więc nie rocket science. Z jednym wyjątkiem: "świętym Graalem pirotechników" od zawsze był i jest niebieski. Jak na łamach NPR wyjaśniał John Conkling, były dyrektor Amerykańskiego Stowarzyszenia Pirotechnicznego i emerytowany profesor chemii w Washington College, błękit fajerwerkom nadaje chlorek miedzi. W teorii, bo jest szczególnie wrażliwy na temperaturę. Jeśli jest zbyt wysoka, błękit z petard się wypala i staje niewidoczny, zwłaszcza na tle niebieskiego nieba. Z kolei gdy jest zbyt niska, barwie brakuje intensywności. "Ludzie próbowali przez kolejne dziesięciolecia. I do dziś nikt nie znalazł idealnej chemii, aby uzyskać ten jasny niebieski, który każdy chciałby zobaczyć", stwierdził Conkling. I nie tracąc nadziei, dodał: "Ale on gdzieś tam się czai. Po prostu jeszcze go nie znaleziono". 

Dlaczego od wieków fajerwerki są dla ludzi tak atrakcyjne? (Fot. Shutterstock.com/rohit patel15797) , Dlaczego fajerwerki wyglądają tak dobrze na żywo, a nijako na zdjęciach lub ekranach telewizorów i laptopów, i 'czemu wolimy zaryzykować obrażenia, aby podejść bliżej'? (Fot. Shutterstock.com/Circlephoto)

Strach, byle kontrolowany 

Dlaczego od wieków fajerwerki są dla ludzi tak atrakcyjne? Zdaniem Daniela Glasera, neurobiologa z uczelni King’s College London, powodem jest to, że nas przerażają. Ale nie za bardzo. Błysk fajerwerków pobudza ciało migdałowate, odpowiedzialne między innymi za odczucie strachu – dostajemy ostrzeżenie, że za chwilę coś się wydarzy. Głośny trzask i wybuch sztucznego ognia to potwierdza, więc w odpowiedzi ośrodek nagrody uwalnia przypływ dopaminy, neuroprzekaźnika przyjemności. Lubimy strach, ale w małych, kontrolowanych dawkach, a oczekiwanie na kolejny wybuch na niebie jest dla nas zarówno zaskakujące, jak i przewidywalne. Co ciekawe, zdaniem Glasera podobne podniecenie i następującą po nim ulgę możemy odczuć, słuchając muzyki klasycznej, na przykład Bacha, u którego nuta przedłuża się i narasta, po czym opada. 

Kolejna rzecz, która hipnotyzuje nasz mózg, to zastrzyk kolorów. Dlaczego fajerwerki wyglądają tak dobrze na żywo, a nijako na zdjęciach lub ekranach telewizorów i laptopów, i "czemu wolimy zaryzykować obrażenia, aby podejść bliżej"? – pyta na łamach "Popular Science" dziennikarka Anna Brooks? Ponieważ, wyjaśnia, oglądając spektakl wybuchów bezpośrednio, a nie poprzez piksele (które tworzy paleta RGB, czyli kombinacja zielonego, niebieskiego i czerwonego mieszana przez nasz mózg), widzimy barwy w sposób autentyczny, a do takich spektakli nie przywykliśmy. "Jesteśmy zaprogramowani, aby nie odwracać wzroku od światła. Gwałtowne wybuchy ognia i jasne, nowe pigmenty zmuszają nas do zamrożenia, podczas gdy mózg bada nagły napływ dźwięków i kolorów", pisze Brooks. To silniejsze od nas. 

Ukryty koszt: śmierć ze strachu 

Nie wszyscy jednak cieszą się fajerwerkami.  

W sylwestrową noc 2011 roku w liczącym niespełna dziewięć tysięcy mieszkańców miasteczku Beebe w amerykańskim stanie Arkansas z nieba spadło pięć tysięcy czerwonoskrzydłych kosów. W tym samym czasie masowe zgony kosów zgłaszali urzędnicy w Luizjanie, Tennessee i Kentucky. Winą obarczono fajerwerki, które sprawiły, że kosy (które w nocy źle widzą i nie latają) w panice rozbijały się o drzewa, domy i linie wysokiego napięcia. Wydarzenie nazwano mianem "niefortunnego, ale nie niezwykłego". 

Dziesięć lat później, 1 stycznia 2021 roku, świat obiegły zdjęcia jednej z ulic w pobliżu dworca kolejowego w Rzymie. Była usiana ciałami martwych szpaków. Przyczyna śmierci nie została potwierdzona, ale zdaniem organizacji chroniącej prawa zwierząt prawdopodobnie ptaki zginęły po tym, jak wielu ludzi odpaliło w sylwestra fajerwerki, mimo obowiązującego wówczas zakazu. "Możliwe, że umarły ze strachu", mówiła Loredana Diglio, rzeczniczka Międzynarodowej Organizacji Ochrony Zwierząt (OIPA). Wydarzenie nazwano "masakrą".  

Organizacje działające na rzecz zwierząt od lat biją na alarm – ukryte koszty odpalania petard i fajerwerków płacą zwierzęta. Najmocniejsze fajerwerki mogą powodować hałas o natężeniu do 190 decybeli. To dużo więcej niż ryk pędzącego motocykla bez tłumika (100 dB) czy startującego myśliwca (140 dB). Tyle samo, co startująca rakieta kosmiczna (190 dB). I niewiele mniej niż eksplozja bomby atomowej (220 dB). Powyżej 75–80 dB zaczyna się uszkadzać ludzki słuch. A zwierzęta słyszą kilka razy lepiej od nas.  

Dźwięk wybuchającej wśród śmiechów petardy czy najpiękniejszy rozbłysk fajerwerku na niebie to dla większości zwierząt sygnały śmiertelnego zagrożenia. Domowe mogą uciec i się zgubić, wpaść pod samochód, umrzeć na zawał serca. Dzikie potrafią biec lub frunąć przed siebie w panice, niemalże przekraczając biologiczne możliwości swojego gatunku. 

Naukowcy z Instytutu Zachowań Zwierząt im. Maxa Plancka w Konstancji w Niemczech i Holenderskiego Instytutu Ekologii opublikowali właśnie wyniki ośmioletnich badań, z których wynika, że skutki oddziaływania fajerwerków na ptaki są nie tylko negatywne, ale także długotrwałe. Naukowcy założyli nadajniki GPS 347 arktycznym gęsiom wędrującym i przeanalizowali ich zachowanie w okresie 12 dni przed Nowym Rokiem i 12 dni po Nowym Roku. Okazało się, że w sylwestra gęsi nagle opuszczają swoje miejsca noclegowe i lecą – dłużej i wyżej niż zazwyczaj – jak najdalej od ludzkich siedzib. Dr Andrea Kölzsch, badaczka z Instytutu Zachowań Zwierząt im. Maxa Plancka, stwierdziła, że "to szokujące, jak daleko ptaki lecą w nocy z fajerwerkami w porównaniu z innymi nocami" – potrafiły pokonać nawet 500 km bez międzylądowania, czyli zmusić się do wysiłku, na jaki stać je tylko w czasie migracji. I nigdy nie wracały do pierwotnych miejsc noclegowych.  

Co więcej, podczas lockdownu 2020/2021, gdy fajerwerków było znacznie mniej, ptaki zachowywały się równie nerwowo. "Sugeruje to, że nawet niewielkie ilości fajerwerków zmieniają zachowanie gęsi w sposób, który może zmniejszyć ich szanse na przeżycie, przynajmniej w surowe zimy" – podsumował z kolei Bart A. Nolet, starszy badacz w Holenderskim Instytucie Ekologii i współautor badania.  

Skutki oddziaływania fajerwerków na ptaki są nie tylko negatywne, ale też długotrwałe (Fot. Shutterstock.com/Marcin Mierzejewski) , 'Nawet niewielkie ilości fajerwerków zmieniają zachowanie gęsi w sposób, który może zmniejszyć ich szanse na przeżycie' (Fot. Shutterstock.com/Michael Schroeder)

O sylwestrze bez wystrzałów marzą nie tylko wielbiciele kotów, psów czy dzikich gęsi. Marzą o nim też ci, w których odgłos wybuchów uruchamia wciąż niezagojone rany i traumy. O ograniczenie lub rezygnację z fajerwerków w okresie noworocznym zaapelował w liście otwartym do mieszkańców Estonii Kongres Estońskich Ukraińców, poinformował dziennik "Postimees". Od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę do liczącej 1,3 mln mieszkańców Estonii przybyło ponad 115 tys. ukraińskich uchodźców. 

Ukraińcy w Polsce o sylwestra bez fajerwerków nie proszą. Ale jak powiedział Mirosław Skórka, prezes Związku Ukraińców w Polsce, byłoby to "ze wszech miar słuszne i potrzebne, dlatego że osoby, które mają za sobą doświadczenie wojenne, trudno przechodzą tego rodzaju eksplozje ponownie. Zwłaszcza dzieci". 

Co jest alternatywą dla fajerwerków?  

Po prostu nie strzelać. Tym bardziej że badacze wciąż znajdują kolejne wady fajerwerków. Ostatnio przedstawiciele Czeskiej Akademii Nauk stwierdzili, że należy rozważyć zakaz ich używania ze względu na niebezpieczne chemikalia, które wprowadzają do ekosystemu, tzw. toksyczny prysznic.  

Od kilku lat dostępne są też – również w Polsce – tzw. silenty, które wybuchają ciszej, ale wciąż dość głośno (około 70 dB). W 2015 roku prawo pozwalające na odpalanie wyłącznie cichych petard i fajerwerków wprowadziło włoskie miasteczko Collecchio w regionie Parma. Celem było zmniejszenie stresu związanego z fajerwerkami u zwierząt domowych oraz lokalnej fauny i flory, a także umożliwienie właścicielom zwierząt przyłączenie się do obchodów zamiast zostawania w domu, by pocieszyć przerażone zwierzęta. Czy Włosi, odwieczni mistrzowie pirotechniki, kolejny raz nadadzą ton?

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli" i współautorka "Pomocnika dla rodziców i opiekunów nastolatków". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press.

Zobacz wideo Emma ratuje miejskie gołębie. "Są znienawidzone"

Historia w rzeczy samej

Cykl "Historia w rzeczy samej" to teksty o przedmiotach codziennego użytku, czasem okrzykniętych mianem kultowych. Kolejnych odsłon szukajcie raz w miesiącu w magazynie Weekend.gazeta.pl. Za nami już historie powstania papieru toaletowego, regału na książki, klapek japonek, kanapki, dildo, mydła, espresso, skarpetek, rozbieranych kalendarzy, sztucznych rzęs, tapety, basenu, bikini, podpaski, grilla, chipsów, kalendarza adwentowego, puzzli, testu ciążowego, pierścionka zaręczynowego z brylantem, walizki na kółkach, gofra i parasolki.

Wszystkie historie przedmiotów przeczytasz tutaj >>