Rodzina
'Miałam poczucie, że do końca życia będę musiała się tłumaczyć, że nie jestem w ciąży', zdjęcie ilustracyjne (Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl)
'Miałam poczucie, że do końca życia będę musiała się tłumaczyć, że nie jestem w ciąży', zdjęcie ilustracyjne (Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl)

Inna strona ciąży

Joanna Wieczorkiewicz ma 37 lat i czwórkę dzieci. Po trzecim porodzie pojawiły się trudności z powrotem do wagi i formy sprzed ciąży. Kilka lat desperackiego testowania różnych cudownych diet i walki o odzyskanie ciała, sprawczości i atrakcyjności we własnych oczach skończyło się dla Joanny wagą 120 kg przy 170 cm wzrostu, głęboką depresją, myślami samobójczymi, zaburzeniami odżywiania i brakiem samoakceptacji. Ostatnią deską ratunku była wizyta u psychodietetyczki. Z pomocą specjalistki udało się wrócić do dawnej sylwetki, ale cztery ciąże wyjątkowo mocno odcisnęły się na ciele Joanny.

Ostatecznie zjechałam do 63 kg, ale mój brzuch wyglądał strasznie. Fałd luźnej skóry zwisał aż za łono, rozstępy sięgały prawie pod piersi. Po schudnięciu skóra na brzuchu mi wisiała, podczas seksu czułam się nieatrakcyjna. Chociaż przez rok intensywnie ćwiczyłam, na jędrność skóry nie miało to żadnego przełożenia.

Weronika zawsze była drobną, niską kobietą. W każdej z trzech ciąż nosiła duże, ważące po cztery kilogramy dzieci. – Po porodach miałam rozejście kresy białej, która łączy mięśnie brzucha, rozsunięcie mięśni prostych, przepuklinę pępkową i zwiotczałą, wiszącą skórę. Przez te zmiany w organizmie bolał mnie kręgosłup – dopiero w rok po ostatniej ciąży na tyle wzmocniłam brzuch, że po powrocie z dłuższego spaceru mogłam dalej, bez bólu pleców, w miarę dobrze funkcjonować. Poza kręgosłupem bolał mnie także brzuch, miałam wzdęcia, problemy żołądkowe. Sugerowano nietolerancje pokarmowe. Źle znosiłam ucisk w okolicy przepukliny. Chodziłam zgarbiona, bolała mnie głowa.

Nie ma jasnych powodów, które mogą powodować PPAWI. To kwestia bardzo indywidualna (Maridav / Shutterstock)

Przed porodami Weronika miała normalnie wyglądający brzuch, po – zmieniony kształt pępka, skórę niesymetrycznie obwisłą.

W ciągu dnia brzuch się zmieniał. Rano byłam w stanie go zaakceptować – na zasadzie "OK, to jest ciało po trzech ciążach". Ale wystarczyło, że coś zjadłam, wypiłam więcej wody i wyglądałam, jakbym znowu była w ósmym miesiącu – wspomina.

Monika swoje pierwsze dziecko urodziła trzy lata temu. Miała w ciąży wielowodzie. – Normalnie ma się półtora litra płynów, ja miałam ponad cztery litry, byłam człowiekiem akwarium – opowiada.

Zobacz wideo Maja Hyży lubi swoje ciało, choć planuje operacje: Biust jest kilka pięter niżej

Po porodzie, chociaż Monika miała świadomość, że ciało się zmienia i rzadko kiedy przypomina to sprzed ciąży, stan brzucha ją zaskoczył. – Przez niecofające się rozejście kresy białej dalej wyglądałam, jakbym była w ósmym miesiącu ciąży. Ludzie, z którymi nie jestem blisko, potrafili rzucić: O matko, jaki ty masz wielki brzuch! Kiedy rodzisz? – Już urodziłam! – Jak to, przecież widzę, że jesteś w ciąży... Prowadziłam absurdalne rozmowy, które doprowadzały mnie do płaczu.

Rozejście kresy białej może być bardzo duże i liczyć nawet 18 cm szerokości (Jordi Mora/Shutterstock)
Miałam poczucie, że do końca życia będę musiała się tłumaczyć, że nie jestem w ciąży. Do tego doszła presja, bo kobiety, zamiast się wspierać, tylko sobie dokładają. Czas po ciąży jest jak wyścig zbrojeń, która szybciej wbije się w bikini – podkreśla.

Zespół chorobowy PPAWI na drodze o uznanie

U Joanny, Weroniki i Moniki po ciążach wystąpił zespół chorobowy PPAWI, który dotyka 30 proc. kobiet po porodach. To akronim angielskiego post-partum abdominal wall insufficiency; po polsku – poporodowa niewydolność brzucha. Jak wyjaśnia chirurg prof. Maciej Śmietański, jego pierwszą składową jest rozejście kresy białej, która łączy mięśnie proste brzucha (norma to dwa–trzy cm, a operuje się kobiety, które miały nawet 18 cm rozejścia). – Drugim komponentem PPAWI są przepukliny poporodowe występujące w kresie lub w pępku. Trzecim czynnikiem składającym się na zmiany morfologiczne są zniszczenia skóry: rozstępy, wiszące fałdy skórne – wymienia lekarz.

Część kobiet z PPAWI wstydzi się pokazać w kostiumie, wycofuje się z aktywności, przestaje być spontaniczna (Fot. Rafał Malko / Agencja Wyborcza.pl)

Zmiany PPAWI mogą być tak rozległe, że będą powodować m.in. przewlekłe bóle pleców. Dlaczego? – Bo mięśnie proste brzucha są jak cięgna masztu, czyli kręgosłupa, który trzymają od frontu. Przy ich odsunięciu na boki kręgosłup nadmiernie wygina się do przodu w odcinku lędźwiowym i powoduje dolegliwości bólowe – wyjaśnia prof. Śmietański.

PPAWI jako zespół chorobowy to świeża sprawa. Pierwszy raz istnienie problemu, który jako występujący wyłącznie w wyniku ciąży i przez to dotykający tylko kobiety, zasygnalizował w 2013 roku na kongresie Europejskiego Towarzystwa Przepuklinowego belgijski chirurg dr Filip Muysoms. Prof. Śmietański do PPAWI dodał na końcu "s", od słowa "syndrome", a do zmian morfologicznych (rozejścia kresy białej, przepukliny, fałdu skóry) i dolegliwości bólowych – zespół zaburzeń psychospołecznych.

Słowa Joanny, Weroniki i Moniki potwierdzają ankiety przed- i pooperacyjne wypełnione przez pacjentki operowane przez zespół prof. Śmietańskiego w ramach szpitalu Swissmed grupy Luxmed. – Z ponad 200 kwestionariuszy jasno wynika, że mamy do czynienia ze zmianami fizycznymi, które wpływają na psychikę kobiet. Pierwsza to zmiany samopostrzegania.

Kobiety ze zmianami na brzuchu, rozciągniętą skórą, rozstępami nie czują się tak atrakcyjne jak kiedyś, co przekłada się na wstyd przed pokazywaniem ciała na plaży czy basenie, ale także na relacje z partnerami, w tym na kontakty intymne, nawet jeśli bliscy są wspierający i akceptujący – mówi chirurg.

Drugą kwestią, także wspomnianą na początku tekstu, jest funkcjonowanie społeczne. Na skutek rozejścia kresy białej brzuch wystaje i ludzie reagują na takie kobiety, jakby były w ciąży, ustępują im miejsca w środkach komunikacji miejskiej, gratulują. Złości to i zasmuca chore na PPAWI, które w ciąży wcale nie są. Wpływa to na ich samopoczucie, ale także na tryb życia, prowadzi do wycofywania się z aktywności, pokazywania się, wyjazdów, spontaniczności.

Kobiety żalą się, że spotykają się z komentarzami dotyczącymi brzucha i toczą absurdalne rozmowy (Fot. Roman Bosiacki / Agencja Wyborcza.pl)

Macierzyństwo jako spełnienie

Nie od dziś wiadomo, że kobiety, które zostają matkami, stają się dobrem publicznym. Szybko przekonują się, jak stereotypowo rozumiana jest ich rola w społeczeństwie, oczekiwania wobec nich, to, jak są postrzegane.

Jak wspomina prof. Śmietański: – Kiedy w 2018 roku były postulaty, żeby PPAWIS uznać za chorobę, ówczesny minister zdrowia Łukasz Szumowski powiedział, że zniszczenie brzucha po ciąży jest widomym znakiem macierzyństwa, który kobieta powinna z dumą nosić do końca życia.

Jak dodaje chirurg, środowisko naukowe na świecie to w 80 proc. biali mężczyźni po pięćdziesiątce. – Na moje prelekcje o PPAWIS reagują w kuluarach słowami: "Fajnie, fajnie, Śmietana, to żeś sobie pogadał". Jak to rozumieć? Ano tak, że kobieta, która urodziła, wypada poza krąg zainteresowania, spełniła swój obowiązek, nie ma co się nią zajmować.

Takie podejście obserwuje także chirurg Dominik Górski, który operuje PPAWI na NFZ w niewielkim szpitalu w Szczytnie. – Ginekolodzy widzą, że przeprowadzam te zabiegi, i niektórzy pytają mnie pół żartem, pół serio: "Po co to? Na co to komu potrzebne?". Skoro lekarz nie widzi problemu, to jak pacjentka ma go dostrzec – mówi i dodaje, że PPAWI jest lekko traktowany, bo jest powszechny, poza tym wiele z tego, co w medycynie dotyczy kobiet, jest bagatelizowane.

Prof. Śmietański zauważa, że u zarania ginekolodzy w przypadku kobiet w ciąży jako nadrzędne stawiali uratowanie dziecka dla ojca. Kobiety były na drugim miejscu. Dzisiaj te zachowania się zmieniają, rzadziej można usłyszeć słowa, które słyszano jeszcze kilka dekad temu: jak weszło, to wyjdzie, trzeba cierpieć, to kara za zerwanie jabłka.
Ciało kobiety po porodzie zmienia się i rzadko kiedy przypomina to sprzed ciąży (tanewpix289/Shutterstock) , Kresa biała po porodzie powinna się naturalnie zejść się w ciągu trzech miesięcy po porodzie (michaelheim/Shutterstock)

Czy mężczyźni narzekają na podobne problemy z rozejściem mięśni brzucha? Im kresa biała rozchodzi się, kiedy tyją – to przypadki panów ze szczupłymi kończynami i brzuchem, jakby połknęli piłkę. – U nich kresa rozciąga się mechanicznie, a nie hormonalnie jak u ciężarnych. Tych mężczyzn się nie operuje, póki nie zlikwidują otyłości brzusznej – mówi prof. Śmietański. I wyjaśnia: kresa biała jest jak biała błona na schabie – to taka struktura łączno-tkankowa przypominająca grubą szmatkę. Buduje ją splot włókien kolagenowych, które podlegają lepkoplastyczności, czyli rozplataniu, odkształcaniu w czasie. W ciąży hormony wpływają na strukturę kolagenu – on lekko puchnie, więc w naturalny sposób powiększający się brzuch rozciąga kresę. Po urodzeniu dziecka na skutek działania oksytocyny obrzęk się cofa i w ciągu trzech miesięcy u 80 proc. kobiet kresa wraca do poprzedniego stanu. Tak działają hormony, nie da się tego wyćwiczyć, bo nie ma tam włókiem sprężystych. Jeśli do tego czasu się nie skurczy, to kobieta zostaje z rozejściem mięśni.

Większy problem

Kamila Włodarczyk, psycholożka i psychoterapeutka z Poradni Zmiana, chciałaby, żebyśmy jako społeczeństwo przestali idealizować ciążę i macierzyństwo, a zaczęli akceptować i wspierać kobiety w ich emocjonalnej podróży przez ten wyjątkowy czas. – Wiele osób tłumaczy trudności w czasie ciąży hormonami. Redukowanie wszystkich emocji do hormonów jest uproszczeniem. W rzeczywistości w kobiecej psychice w czasie ciąży dzieje się wiele więcej. Wracają do nas trudne sprawy z przeszłości, konfrontujemy się z niezaspokojonymi potrzebami dziecięcymi, a nasza relacja z matką nabiera nowego znaczenia. Psychika przechodzi wiele zmian: kobieta może doświadczać intensywności emocji, wzrastającej wrażliwości oraz większej chwiejności emocjonalnej. Mechanizmy obronne działają inaczej, zmienia się również nasza tożsamość, gdy stajemy się kobietami z dziećmi. Nie bez powodu w czasie ciąży i po porodzie może wystąpić m.in. depresja, psychoza czy okołoporodowe zaburzenia nastroju – wyjaśnia.

Do gabinetu Kamili Włodarczyk trafiła kiedyś 32-letnia matka dwójki dzieci. – Miała problemy emocjonalne i niską samoocenę po porodzie. Po urodzeniu drugiego dziecka zaczęła odczuwać silne niezadowolenie z wyglądu spowodowane przez PPAWI.

Zaczęła unikać plaży, seksu z partnerem, co doprowadziło do oddalenia w relacji partnerskiej. Zmieniła styl i nosiła tylko workopodobne ubrania, czując się, jakby ciągle była w ciąży – wspomina psychoterapeutka.

– Kobieta mówiła o trudnościach z zaakceptowaniem swojego nowego ciała, o poczuciu winy z powodu braku atrakcyjności dla partnera, o izolacji społecznej, którą odczuwała. Była przytłoczona stresem związanym z codziennymi aktywnościami, które przypominały jej o jej fizycznych niedoskonałościach. W przypadku tej osoby w powrocie do zdrowia psychicznego pomogła operacja naprawcza połączona z psychoterapią.

Co ważne, PPAWI nie mierzy się jedną miarą. Dominik Górski czeka, aż pacjentki same powiedzą, co jest ich problemem, bo nie można obiektywnie powiedzieć, co trzeba, a czego nie trzeba operować. 

Operacja PPAWI polegać może na zszyciu kresy białej, zlikwidowaniu przepukliny i usunięciu fałdy skóry (Marc Elias/Shutterstock)

Fizjoterapeutka Katarzyna Witek ze studia Good Move dodaje, że nie zawsze duże zmiany anatomiczne oznaczają duże problemy funkcjonalne, emocjonalne czy bólowe. – To zawsze są odczucia kobiet, to przez ich pryzmat określa się skalę.

Ekspertka tłumaczy, że duże rozejście kresy białej czy syndrom niewydolności przedniej ściany brzucha nie musi być dużym obciążeniem psychicznym, nie zawsze też duże rozejście powoduje ból. – Wszystko jest bardzo indywidualne i nie wynika jedno z drugiego.

Katarzyna Witek dodaje, że na zabieg usunięcia fałdu skóry często decydują się kobiety z problemem estetycznym. – Ale tu warto rozważyć, czy zmiany nie są głębsze i czy sama korekta wyglądu je rozwiąże. Być może czasami potrzebna jest głębsza praca, pozwalająca zmienić relację z ciałem – mówi ekspertka. – Kochamy swoich bliskich, nawet kiedy się starzeją, zmieniają się. Taki sam możemy mieć stosunek do ciała. Zamiast estetyki coś innego staje się ważniejsze.

Fizjoterapeutka chciałaby, żebyśmy nie zakładali z góry, co jest problemem dla kobiety. – Normalizujmy zmiany. Nie bagatelizujmy przy tym, na ile zmiana jest trudnością dla kobiety. Zmarszczki są normalne. Czy wszystkie musimy stosować zabiegi medycyny estetycznej? Nie, jeśli nie są dla nas problemem – podaje przykład.

Rozejście mięśni brzucha może utrudniać codzienne funkcjonowanie (Fot.Michał Walczak / Agencja Wyborcza.pl) , Pacjentki potrafią na operację i wizyty kontrolne pokonywać i 400 km w jedną stronę (Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl)

"Lewactwo mózgi głupotami zapełnia"

Owszem, to kobieta powinna decydować, co stanowi dla niej problem. Nie zmienia to jednak faktu, że i tutaj swoje macki zapuszcza opinia społeczna.

Prof. Śmietański, posiłkując się ankietami wypełnianymi przez pacjentki, mówi, że kobiety piszą, że zanim podjęły decyzję o zabiegu, słyszały, że "dały się omamić kolorowym gazetom", mają "fiu-bździu w głowie", "lewactwo im mózgi głupotami zapełnia".

– Kiedy traktujemy zniszczenie ściany przedniej brzucha jako dolegliwość morfologiczną, czyli niewpływającą na życie i na zdrowie, na zasadzie zepsuło się, jest inne i brzydkie, ot co, to przesuwamy tę chorobę jako problem czysto estetyczny, dla chirurgów plastycznych. A chirurgia plastyczna jest postrzegana jako przejaw próżności, bo ktoś chce mieć ładniejszy biust, nos, odessać tłuszcz. U kobiet mieszkających poza miastami pomysł na zajęcie się brzuchem jest z tych powodów źle przyjmowany, zwłaszcza przez mężów i teściowe. Bo to przecież zachcianka.

Zabieg prywatnie kosztuje 16 tys. zł, nie jest to kwota nie do odłożenia, ze względu na jej percepcję nie jest jednak traktowana pierwszoplanowo, bo pralkę lepiej wymienić, zrobić remont kuchni.

Jeśli przeniesiemy operację z chirurgii plastycznej do chirurgii ogólnej, zmieniamy jej definicję z "próżnej fanaberii" na chorobę, dzięki czemu zmieni się sposób myślenia o niej – tłumaczy chirurg.

Dzisiaj wybór jest ograniczony, bo zabieg naprawczy nie jest powszechnie dostępny. Można za niego zapłacić lub szukać miejsca z refundacją. Pacjentki Dominika Górskiego potrafią przejechać 400 km na operację i tyle samo pokonywać w jedną stronę na wizyty kontrolne.

Prof. Śmietański wyjaśnia, że blizna po wycięciu fałdu chowa się pod majtkami i jego pacjentki wolą mieć taki ślad niż poprzedni brzuch. – Z ankiet porównawczych po pół roku po zabiegu wynika, że dla 95 proc. kobiet zmienia się wszystko: samoocena, seks, aktywność, odbiór społeczny, poziom radości. U nas w zespole jest trzech chirurgów, każdy ma żonę, a dwie z nich są po operacji. Zapewniam, że nie ma nic grzesznego w lepszym życiu.

Brzuch Joanny Wieczorkiewicz - przed i po operacji
Brzuch Joanny Wieczorkiewicz - przed i po operacji Archiwum prywatne

U Weroniki ostatecznie interweniował chirurg i kresę zszył, wyciął nadmiar skóry, skończyło się blizną od biodra do biodra. Operację udało się zrobić na NFZ. Kobieta zapewnia, że widzi poprawę.

Nie boli mnie kręgosłup, nie mam przeczulicy w okolicy pępka. To, co wyglądało na sporą nadwagę, było efektem nietrzymania mięśni brzucha. Czuję się o wiele lepiej fizycznie i psychicznie. Miło mi spojrzeć w lustro, założyć wszystkie ubrania. Wcześniej wokół brzucha krążyły wszystkie myśli, miałam poczucie winy, że niewystarczająco dużo zrobiłam, żeby się przed rozejściem uchronić.

Jeśli też zdarza się wam tak pomyśleć, to jak zapewnia prof. Śmietański, nie ma czynnika, który ma wpływ na rozejście kresy. – Ani wielkość dziecka, ani ilość wód płodowych. Owszem, operujemy głównie kobiety szczupłe, ale to dlatego, że kobiety z otyłością nie zauważają rozejścia, dolegliwości i wygląd zrzucają na nadmiarowe kilogramy.

Monice wystarczyła pomoc fizjoterapeutki urofizjologicznej i stopniowe wzmacnianie mięśni głębokich. Teraz jest w kolejnej ciąży i znowu ma duży brzuch, ale psychicznie jest jej łatwiej, bo wie, czego się spodziewać, na co się nastawić i jak z tego stanu wyjść.

Gdy zostaje się mamą, trzeba się liczyć z ostracyzmem i krytyką na każdym kroku. Tym pełnym wyrzutu słowom: "Brzuchem się przejmujesz? Najważniejsze, że masz zdrowe dziecko". A ja chciałabym wiedzieć, dlaczego jedno ma wykluczać drugie.
Kobiety martwi wygląd brzucha, jego kontur, ale także bóle pleców (staras/Shutterstock)

Joanna Wieczorkiewicz mówi, że najpierw praca z psychodietetykiem, a potem operacja pomogły jej uporać się z psychiką. – Takich kobiet jak ja jest więcej. Ostatnio ekspedientka w dziale mięsnym w Dino zapytała mnie, co tak sztywno chodzę. Byłam w gorsecie po operacji. Wszystko jej opowiedziałam, a ona wysłuchała mnie uważnie i przyznała, że ma od lat gulę nad pępkiem po porodach. Pomyślałam sobie… Pewnie przepuklina.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. W wolnych chwilach trenuje jeździectwo.