Rodzina
Małe dzieci lepiej uczą się zarządzania budżetem, kiedy dysponują gotówką (MPIX/Shutterstock)
Małe dzieci lepiej uczą się zarządzania budżetem, kiedy dysponują gotówką (MPIX/Shutterstock)

Emilia, mama 12-letnich bliźniąt, w dzieciństwie nie dostawała klasycznego kieszonkowego – stałej niewielkiej kwoty wypłacanej przez rodziców regularnie, z przeznaczeniem na drobne wydatki. Czym innym jednak był brak kieszonkowego w 1982 roku, kiedy nie miało się na co go przeznaczać, a czym innym jest w 2022 roku, kiedy kieszonkowe można wyzerować w niedzielę o 21, nie wstając z kanapy.

Emilia, na zasadzie kontrastu, bardzo pilnuje, żeby jej synowie dostawali kieszonkowe. Chodzi nie tylko o własne pieniądze, ale także o wolność wyboru. – W dzieciństwie kluczowe było dla mnie, żebym miała wpływ na to, co jest mi kupowane. Żeby moich wyborów nikt nie kwestionował – ani ich zasadności, ani urody, ani realnej potrzeby posiadania tych przedmiotów – opowiada. – Długo nie miałam wpływu na decyzje, które podejmowali moi rodzice, a dotyczyły one mnie bardzo bezpośrednio: ubrań, które nosiłam, wystroju pokoju, koloru butów, marki plecaka. Zazwyczaj dostawałam rzeczy niekonsultowane ze mną, a one mi się nie podobały, były zbyt infantylne.

Synowie Emilii dostają kieszonkowe na konta i – jak sama mówi – nic jej do tego, co z tymi środkami robią.
Dzieci, jak dorośli, mają różne osobowości finansowe (Konstantin Zibert/Shutterstock) , Rodzice nie powinni wnikać, na co dziecko przeznacza kieszonkowe, ani radzić, niepytani (BearFotos/Shutterstock)

Radek ma trzech synów. Jako dziecko też nie dostawał kieszonkowego. – Jestem z wielodzietnej rodziny, w której ojciec żelazną ręką trzymał finanse. Pieniądze oznaczały dla mnie przez lata narzędzie kontroli, władzy, a także temat tabu – wspomina. – Ja i moje siostry mamy za sobą okres buntu: kiedy ze Śląska przyjechaliśmy do Warszawy, zaczęliśmy pracować, bardzo dobrze zarabiać i szerokim gestem pieniądze wydawać na przyjemności, żeby odreagować ograniczenia.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje

Jego dwaj nastoletni synowie dostają pieniądze na konta, młodszy – bilon i banknoty do skarbonki. W tym roku starsi zaliczyli kolejny etap finansowego rozwoju i pierwsze w życiu epizody z pracą wakacyjną. – 17-letni syn do końca myślał, że ta praca w markecie budowlanym, którą mu z żoną ogarnęliśmy, to żart, nawet jak już go odstawiłem na sklepowy parking. Przez tydzień był dramat, ale potem był zachwycony. Najbardziej, jak dostał pensję na konto – mówi Radek.

Nie za mało, ale i nie za dużo

Dr Katarzyna Sekścińska, psycholożka i ekonomistka z Uniwersytetu Warszawskiego, przyznaje, że w pokoleniu dzisiejszych 40-latków otrzymywanie kieszonkowego było mniej popularne niż wśród dzisiejszych dzieci. – To widać także w badaniach przeprowadzonych w ostatnim dziesięcioleciu, które pokazują, że wyraźnie wzrasta liczba osób, które dają dzieciom kieszonkowe. Coraz powszechniejsze są też narzędzia ułatwiające oszczędzanie pieniędzy z kieszonkowego i nie tylko – mówi.

Do znanej od pokoleń skarbonki dołączyły subkonta dla dzieci, które rodzicom oferuje dziś wiele banków.

Z badań, które naukowczyni robiła ostatnio dla fundacji Think!, wynika, że 41 proc. polskich dzieci w wieku 6–12 lat regularnie otrzymuje kieszonkowe. To zdaniem ekonomistki wynik lepszy niż w poprzednich latach i lepszy niż w wielu innych krajach, co jest informacją budującą – zdaniem Sekścińskiej regularne kieszonkowe jest bardzo ważne w rozwoju umiejętności konsumenckich dziecka.

Kieszonkowe jest unikalną metodą pozwalającą dzieciom zdobywać pierwsze doświadczenia zarządzania ograniczonym budżetem w określonym czasie. Takie doświadczenia stanowią cenny fundament pod decyzje konsumenckie podejmowane w późniejszym i dorosłym życiu – przekonuje. – Pamiętajmy również, że dzieci porównują się z rówieśnikami i jeśli koledzy i koleżanki otrzymują kieszonkowe, a nasze dziecko nie, to może być to dla niego trudne doświadczenie, budujące w nim poczucie wykluczenia, bycia niesprawiedliwie traktowanym

Kamila z Krakowa, dzisiaj mama 10-letniej Michaliny, również kieszonkowego nie dostawała i przyznaje, że podbierała dorosłym pieniądze z portfela – tu mamie 2 zł, tam tacie 5 zł, babci złotówkę. 

Niby rodzice mówili, że kupią mi, co chcę, i nie ma potrzeby, żebym posiadała własne pieniądze, ale ja miałam bardzo silny rys niezależności. Byłam także wyjątkowo łasa na słodycze, których – wbrew deklaracjom otwartości na moje potrzeby – rodzice najchętniej by mi wcale nie kupowali.

Kiedy była już starsza, w liceum, żeby zaoszczędzić sobie krytyki, dyskusji i odmowy, Kamila zaczęła pracować dorywczo – pomagała wujkowi w punkcie ksero, kelnerowała, opiekowała się dziećmi sąsiadki po szkole. Własne zarobione pieniądze mogła wydawać, na co chciała. A chciała – oprócz twiksów i marsów – luksusu, designerskich ubrań i dodatków. – 20 lat temu mało było chyba 17-latek, które za całe oszczędzone pieniądze kupowały sobie buty Pollini, błyszczyk YSL i okulary Gucci. A ja miałam takie pomysły – wspomina ze śmiechem. 

Ile i jak często? – lekcja dla dzieci

Jak twierdzi Łukasz Grygiel, ekspert finansowy i autor bloga o edukacji finansowej dzieci i młodzieży Stomonet.pl, kieszonkowe nie może być zbyt duże. – Dziecko musi czuć ograniczenie budżetu, bo w ten sposób uczy się gospodarowania pieniędzmi, dokonywania wyborów, odkładania. Kwotę trzeba dopasować między innymi do cen i własnych możliwości. Dla nastolatka 10 zł tygodniowo to może być mało, ale przedszkolakowi wystarczy. A jeśli nie chcemy dawać kieszonkowego, możemy stworzyć możliwość zarobienia pieniędzy – wyjaśnia Grygiel.

Kwota kieszonkowego nie powinna być zbyt niska, ale także za bardzo wysoka (Rodica Vasiliev/Shutterstock) , Kieszonkowe to najlepsza forma edukacji finansowej dziecka (Maryna Kulchytska/Shutterstock)

Co ważne, kieszonkowe spełnia swoją funkcję tylko wtedy, gdy dzieci dostają pieniądze regularnie. – Jeśli tej regularności nie ma, nie ma też horyzontu, w ramach którego dziecko powinno zmieścić się ze swoimi wydatkami. Nie jest więc w stanie sensownie nimi zarządzić. A powinno nauczyć się "przetrwania" do konkretnego dnia z określoną kwotą i myślą, że nie będzie finansowego zastrzyku. To podstawa i jeśli dziecko się jej nauczy, poradzi sobie w projektowych zawodach przyszłości – twierdzi Katarzyna Sekścińska z UW. 

Błędem jest nieograniczony limit, karta do konta bogatych rodziców, bo wtedy dziecko nie uczy się niczego. – Nie czuje wartości pieniądza – mówi ekspertka. A co zrobić, żeby miało jej świadomość? – Na początku lepiej dawać monety, banknoty. Małe dzieci nie będą czuły ciężaru pieniędzy wydawanych z konta, dostępne środki to dla nich abstrakcja. Namacalne kieszonkowe pozwala zobaczyć zmiany w budżecie. Nie może to być kwota pozwalająca zrealizować każdą zachciankę dziecka, ale nie może też być tak mało, że na nic nie starcza.

Różne strategie rodziców

Na kieszonkowe Michaliny zrzucają się rodzice i dziadkowie. – W sumie jest to 80 zł miesięcznie w formie tygodniówek – ja i mąż 10 zł, babcia i dziadek 10 zł – mówi Kamila, jej mama. Ale Michalina ma także szansę dorobić. – Ostatnio grabiła liście w ogrodzie i zarobiła 50 zł ekstra, innym razem karmiła koty i bawiła się z nimi podczas wyjazdu sąsiadki do sanatorium – zarobiła 100 zł za tydzień.

Małgorzata z Jaworzna, matka trójki dzieci, 19-latka, 16-latki i 10-latki, ma inny system: umowę o dzieło. – Ogarniesz duże porządki w domu, wysprzątasz porządnie kuchnię – będzie wynagrodzenie. Dzieci zarabiają, jeśli pomogą mi wrzucić rzeczy na Vinted: zrobią zdjęcia, wystawią przedmiot, będą modelami. Dzielę się z nimi zyskiem ze sprzedaży. Można powiedzieć, że sprzątanie nie powinno być gratyfikowane, bo to część obowiązków domowników, że kieszonkowe to lekcja finansowa, ale u nas jest poziom wyżej. Na pieniądze trzeba zapracować, wiąże się to z wysiłkiem. W dorosłym życiu nikt za samo bycie nie płaci. Ale czasami dzieci odmawiają. W przypadku sprzątania serwerowni tak było: popatrzyły na kable, stęknęły i odmówiły – śmieje się Małgorzata i mówi, że jej system pokazuje dzieciom, że zawsze można sobie dorobić.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje

Na co? – temat niepodlegający dyskusji

Dr Katarzyna Sekścińska mówi, że rodziców nie powinno absolutnie interesować, na co dziecko przeznacza pieniądze z kieszonkowego. – Jeśli wszystko wyda pierwszego dnia na zachcianki, to trudno, szybko się nauczy, jak rozważnie zarządzać finansami. Kieszonkowe powinno pokrywać zachcianki i ewentualnie dodatkowe potrzeby dziecka, nie powinno być przeznaczane na rzeczy niezbędne, czyli na przykład bilet miesięczny czy obiady w szkole. Choćby dlatego, że nierozważne zarządzanie budżetem będzie skutkowało koniecznością dołożenia pieniędzy przez rodziców – przecież dziecko nie może chodzić głodne.

Córka Kamili to zapalona malarka, jej hobby pochłania ogromną część oszczędności. Kupuje tubki farb, blejtramy, płótna, akcesoria, chętnie jeździ na obozy artystyczne, chodzi na dodatkowe zajęcia. – Na szczęście nie odziedziczyła po mnie młodzieńczego pędu do luksusu, chociaż zdecydowanie stawia na jakość. Ostatnio sumiennie odkładała na drewnianą skrzynkę z przyborami – kiedy ma oczy na celu, to się nie rozdrabnia i nie ulega pokusom – mówi Kamila.

Filip, 19-letni syn Małgorzaty, zaskoczył ją, bo powiedział, że odkłada na studia zaoczne i poważny zabieg dentystyczny, który go niebawem czeka, a kosztować będzie majątek. – Uznał, że dopóki z nami mieszka, to nadwyżki finansowe oszczędza w konkretnym celu. Z własnych pieniędzy finansuje też prezenty dla swojej dziewczyny.

Są rodzice, którzy - zamiast dawać dzieciom kieszonkowe - dają dzieciom zarobić (Photos BrianScantlebury/Shutterstock) , Zamiast dawać gotówkę, można dziecku założyć konto z kartą (VALUA VITALY/Shutterstock)

Łukasz Grygiel tłumaczy, że ingerować powinniśmy wtedy, gdy dzieci wydają pieniądze na rzeczy szkodzące ich zdrowiu i bezpieczeństwu. – Poza tym, jak na skuteczną lekcję życia przystało, dzieci powinny mieć wolną rękę i ponosić konsekwencje swoich wyborów, także bolesnych, gdyby zakup okazał się nietrafiony, nieużyteczny, niespełniający oczekiwań. Bo bywa i tak, że czar pryska, a rzecz, która wydawała się atrakcyjna w fazie zbierania na nią pieniędzy, traci po zakupie blask – dodaje ekspert.

Praca domowa z oszczędzania

Ten sam dom, ci sami rodzice i kompletnie odmienne podejście do kieszonkowego? Jedno jest ciułaczem, oszczędza, analizuje, porównuje, kombinuje, zanim wyda pieniądze, drugie traktuje każdą kwotę jak gorącą cegłę – pozbywa się jej w tempie ekspresowym. Dzieci też miewają bardzo różne "osobowości finansowe".

– To odwieczna dyskusja, co determinuje nasze zachowania: geny czy wychowanie – śmieje się dr Katarzyna Sekścińska. – I jedno, i drugie. Im wyższą mamy samoocenę, tym jesteśmy pewniejsi w finansach, bardziej ryzykujemy, chętniej inwestujemy. Im silniejszą mamy samokontrolę, umiejętność powstrzymywania się przed natychmiastową gratyfikacją, tym łatwiej jest nam oszczędzać. Wiele cech indywidualnych ma wpływ na to, jak traktujemy i jak wydajemy czy oszczędzamy pieniądze. Oszczędzanie jest ważnym elementem naszego życia, ale nie najważniejszym i determinującym poziom naszego szczęścia – podkreśla psycholożka. 

Małgorzata uważa, że jej dzieci w swojej edukacji finansowej złapały szybciej to, czego zrozumienie jej samej zajęło dużo czasu: liczba rzeczy nie przekłada się na ich używanie.

Zobacz wideo Dziecko dostaje pieniądze na komunię. Adwokat: Rodzic nie może ich zabrać

Kamilę zaskakuje, że Michalina, kiedy zarobi ekstrapieniądze, robi drobne prezenty rodzicom. – Ostatnio wysłała nas na randkę do kina – kupiła bilety na tani poniedziałek – po 10 zł od osoby. Urocze było to, że pomyślała i o nas, i o swoim portfelu.

Radek, ojciec bliźniąt, nigdy nie zapomni, kiedy jego synowie mieli po 12 lat i na koloniach na Helu nie smakowały im posiłki. Pod koniec pobytu w czasie wolnym poszli do lokalnej restauracji i całe kieszonkowe wydali na dwa średnio wysmażone steki.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.