Korespondencja z 81. MFF w Wenecji
81. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji nieuchronnie zbliża się do końca. Ubiegłoroczna edycja upłynęła pod znakiem strajku aktorów i scenarzystów.
Większość amerykańskich twórców nie przyjechała promować swoich filmów, a zamiast aktorów na konferencjach prasowych brylowali reżyserzy i przedstawiciele zawodów technicznych. W tym roku gwiazdy wróciły na czerwony dywan i wydawało się, że wszystko jest jak dawniej. W programie pojawiły się filmy z największymi nazwiskami Hollywood: "Maria" z Angeliną Jolie, "Babygirl" z Nicole Kidman, "Wolfs" z Bradem Pittem i George'em Clooneyem. Codziennie już od rana można było zobaczyć tłumy fanów koczujących przed salą Grande w przeszło trzydziestostopniowym upale. Wszyscy chcieli zarezerwować sobie najlepsze miejsce do zdobycia autografu albo zrobienia selfie z ukochaną gwiazdą.
Wszystko po staremu? Do Wenecji znowu zawitały gwiazdy, ale jeszcze przed oficjalnym startem imprezy pojawiły się doniesienia, że nie będzie wywiadów.
Sfrustrowani dziennikarze wystosowali apel do PR-owców i szefów największych studiów filmowych, w którym przestrzegają, że jeśli sytuacja się nie zmieni, zawodowi dziennikarza filmowego grozi wymarcie. Rozmowy z wielkimi nazwiskami to dla wielu przedstawicieli prasy najważniejsze źródło przychodu, które sprawia, że wyjazd na międzynarodową imprezę jest (jeszcze) opłacalny.
Murowane hity z gwiazdorską obsadą
W tegorocznym konkursie swoje filmy prezentowali m.in. Pedro Almodóvar, Luca Guadagnino, Todd Phillips i Pablo Larrain. Widzowie mieli okazję obejrzeć powrót Angeliny Jolie do kina autorskiego w biografii Marii Callas, jedną z najciekawszych ról w karierze Nicole Kidman w "Babygirl" i Daniela Craiga w ambitnej ekranizacji "Pedała" Williama S. Burroughsa. Wielkie emocje wzbudził pokaz epickiego, 215-minutowego "Brutalisty" Brady'ego Corbeta z Adrienem Brodym i Felicity Jones. To nakręcona na taśmie 70 mm historia ocalałego z Holocaustu architekta usiłującego odbudować na nowo swoje życie w Stanach Zjednoczonych.
W połowie seansu pojawiła się 15-minutowa plansza z napisem "Intermission" i zegarem odmierzającym czas, tak jak w filmach dawnego Hollywood. Zachwycona publiczność odliczała wspólnie ostatnie sekundy przed rozpoczęciem drugiej części.
Śpiewająca Harley Quinn
Niewątpliwie najbardziej oczekiwanym filmem tegorocznej edycji festiwalu był "Joker: Folie à deux" Todda Phillipsa, kontynuacja nagrodzonego Złotym Lwem "Jokera", do niedawna najbardziej kasowej produkcji z kategorią wiekową "R", czyli dla dorosłych (pokonał go dopiero kilka tygodni "Deadpool & Wolverine"). Czy kontynuacja okaże się podobnym hitem? Czekamy na opinię widzów – w Polsce film będzie miał premierę kinową 4 października.
Lady Gaga w obsadzie oznacza murowany sukces frekwencyjny. Artystka szturmem podbiła Lido w 2018 roku, gdzie były prezentowane "Narodziny gwiazdy". W "Joker: Folie à deux" aktorka występuje u boku Joaquina Phoeniksa. Wciela się w Harley Quinn, ukochaną głównego bohatera. "Wszystko, co dzieje się w życiu, może stać się przedstawieniem", śpiewa Gaga w jednej z piosenek, które możemy usłyszeć w filmie.
Tak, dobrze przeczytaliście – tym razem kolejna reinterpretacja relacji Jokera i Harley Quinn zostaje przedstawiona w konwencji musicalu. Bohaterowie śpiewają, by wyrazić swoje uczucia, stepują, tańczą.
Fantazja zlewa się z szarą rzeczywistością, gdzie Arthur Fleck (Phoenix) czeka na proces za zamordowanie pięciu osób. Jego prawniczka, grana przez Katherine Keener, przygotowuje linię obrony skupiającą się na chorobie psychicznej mężczyzny. Przedstawia go jako ofiarę niesprawiedliwego systemu, który zawodził go raz po raz już od dzieciństwa, kiedy nikt nie obronił go przed przemocą ze strony matki. Fleck grzecznie łyka lekarstwa, słucha swojej prawniczki i przygotowuje się na karę, na którą czuje, że zasługuje. A potem poznaje dziewczynę.
Joaquin zrobił wyjątek
"Joaquin nie robi z zasady sequeli, więc trzeba było wymyślić coś, co go przestraszy, będzie nieoczywiste i nieoczekiwane", mówił Todd Phillips podczas konferencji prasowej. "Arthur to postać, która ma w sobie muzykę. Wystarczy wspomnieć słynną scenę tańca z pierwszej części, w której wyraża siebie i swoje emocje. Rozbudowanie tego wątku i opowieść o tym, dlaczego muzyka jest ważną częścią jego świata, wydawała się naturalnym kierunkiem".
Wszystkie numery muzyczne są wykonywane przez aktorów na żywo przy akompaniamencie pianisty. "Muzyka pomaga bohaterom powiedzieć, co czują, kiedy dialog nie wystarcza. Dla mnie było to techniczne wyzwanie, bo musiałam oduczyć się wypracowanej techniki śpiewania, oddechu i znaleźć w sobie głos mojej postaci", tłumaczyła Lady Gaga.
"Kiedy Stefani [Lady Gaga – przyp. red.] powiedziała, że będziemy śpiewać na żywo, pomyślałem: Chyba ty", zaśmiał się Joaquin Phoenix. "A potem okazało się, że to jest najlepsze wyjście. Każdy dubel to było zupełnie inne wykonanie konkretnego utworu. Inspiracją byli dla mnie Frank Sinatra, Sammy Davis Jr., próbowałem odtworzyć ten rodzaj dźwięku. To jest głos, jaki Joker chciałby mieć", dodał aktor.
Na potrzeby roli Phoenix po raz kolejny przeszedł ogromną metamorfozę. Jego bohater jest wychudzony, zgarbiony, wygląda jak cień człowieka.
'To nie jest niebezpieczne, byliśmy w stałym kontakcie z lekarzem. Tym razem to było bardziej skomplikowane, ponieważ robiliśmy także próby taneczne, których nie było w poprzednim filmie. No ale cóż, mam 49 lat, prawdopodobnie nie powinienem robić tego więcej, więc to pewnie był ostatni raz', podsumował gwiazdor.
Będzie nagroda?
Skoro proza życia to materiał na spektakl, dlaczego nie pokazać, jak proces staje się parodią systemu sprawiedliwości, zdaje się mówić Phillips. "Joker" obnaża to, jak łatwo instytucje demokratyczne mogą stać się celem populistów i różnego rodzaju niebezpiecznych ekstremistów. Fleck, a raczej już Joker, zmienia przesłuchania w kabaret ku uciesze swojej rzeszy fanów i nowej dziewczyny. Quinn wyzwala w nim najgorsze instynkty, przekonuje go, że Joker to jego prawdziwa, jedyna twarz.
Niestety, choć scena spotkania bohaterów podczas zajęć z terapii muzycznej jest obietnicą nowego rozdania dla opowiedzianej wielokrotnie w ostatnich latach historii ich relacji (seria "Legion samobójców" z Margot Robbie w roli Quinn), szybko okazuje się, że w gruncie rzeczy Phillips nie ma pomysłu na ten wątek.
Szkoda zmarnowanego potencjału Gagi, która na razie nie ma szczęścia do dobrze napisanych ról kobiecych. Nie przekonują też numery musicalowe, które wydają się wymyślone naprędce, bez porządnej choreografii i konceptu.
W gruncie rzeczy "Joker: Folie à deux" nie mówi nic nowego o swoim bohaterze, w dużej mierze odtwarza schemat znany z pierwszej części. Czy jury pod przewodnictwem Isabelle Huppert doceni go tak jak poprzednika? Przekonamy się już w sobotę 7 września.
Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Gazecie Wyborczej'', ''Wysokich Obcasach Extra, Polityce, na portalu Filmweb.pl. Wcześniej była redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl. Stała współpracowniczka Weekend.gazeta.pl, Vogue.pl. Prowadzi edukacyjne zajęcia filmowe dla młodzieży w ramach programu Filmoteka Szkolna. Kiedy nie pisze o kinie, zajmuje się technologią VR i AR w firmie CinematicVR.


