Reportaż
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl)
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl)

Weekend na wakacje. Przypominamy jeden z najchętniej czytanych przez Was artykułów.

***

Radek. Miał 15 lat, gdy został ojcem Mai

– Przez pierwsze dwa miesiące jeszcze się łudziliśmy, że to fałszywy alarm i tylko miesiączka się spóźnia. Później się łudziliśmy, że może poroni... A potem, jak brzuch był wielki, to się już nikt nie łudził.

"Ja nic nie wiem o życiu, przecież ja nic nie wiem o życiu" – myślał codziennie Radek. Za kilka miesięcy miał zostać ojcem. Był w pierwszej klasie liceum, najlepszego – bo jedynego – w Lubaniu Śląskim. Jeździł na olimpiady z matematyki i historii. Zawsze miał pasek na świadectwie. Zdobył mistrzostwo Polski w biegu na 1000 m. Wszystko to przychodziło mu bez wysiłku: nie odrabiał zadań domowych, nie uczył się po szkole i niczego nie trenował, a wszystko i tak szło świetnie. Rodzice na zawody nigdy z nim nie jeździli. Nie miał z nimi dobrych relacji.

Kiedy był mniejszy, mama biła go z byle powodu. Urósł. Miał 13 lat i 182 cm wzrostu. Złapał ją za rękę i zagroził, że odda. Od tego czasu nie uderzyła go więcej. W ogóle mało go dotykała. Nie pamięta przytuleń, buziaków. Starał się jej unikać. Ojciec dużo wyjeżdżał za granicę do pracy. Wpadał do domu raz na dwa tygodnie.

Synuś, co ty!

– Jedynym zabezpieczeniem był kalendarzyk, którego nikt nie rozumiał, i prezerwatywy, które raz miałem, a raz nie, bo wstydziłem się kupować.

Mama kiedyś znalazła w jego kieszeni paczkę kondomów.

"Po co ci takie coś? Synuś! Co ty!"

Wyśmiała go. O tym, że Radek będzie miał dziecko, dowiedziała się przypadkiem. "Głupi chłopak! Debil!", krzyczała.

Wpadła na ulicy na dziewczynę syna z brzuchem w siódmym miesiącu ciąży. Przeszła obok, nie mówiąc nic, nie zareagowała, nie zapytała. Nigdy jej zresztą nie lubiła, mówiła, że jest "z marginesu", poniżej Radka poziomu.

Paulina

Poznali się na obozie harcerskim w siódmej klasie podstawówki. Była trzy lata starsza. Chodziła do zawodówki, miała czwórkę rodzeństwa. Jej jedyną opiekunką była babcia, która zawsze siedziała przy piecu, paląc ekstra mocne. Rodzice pili. Stracili prawa rodzicielskie. Jeden brat siedział w więzieniu, drugi pił. W rodzinie tylko jedna osoba miała maturę.

Widywali się od półtora roku. Nie bardzo mieli o czym rozmawiać. Od kiedy pierwszy raz to zrobili, podstawą ich związku był seks. Na poród Radek czekał jak na ścięcie. Z Pauliną pojechali na targowisko do Jeleniej Góry. Wybierali wózek, kupił jej buty i kurtkę na zimę. Urodziła się dziewczynka. Nazwali ją Maja.

Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl)

Początek

– Piękna, mała, śliczna dziewczynka. Schrupałbym ją, zjadł. To jest tak niewinne zwierzątko...

Rodzice powiedzieli: "Weźmiemy małą do siebie, a ty masz sam na siebie zarabiać". Paulina mieszkała u babci, ze swoim rodzeństwem. Radek w tym czasie się uczył, udzielał korepetycji i zajmował się naprawianiem samochodów w wynajętym garażu. Zawsze miał dryg do handlu – kupował tanie, zepsute graty, siedział nad nimi kilka tygodni i sprzedawał za dwukrotność ceny.

Gdy Maja podrosła, spała u niego w pokoju, w łóżeczku ze szczebelkami. "Zobacz, jaki twój ojciec jest głupi" – mówiła matka Radka do dziewczynki, kiedy zapomniał sprzątnąć ze stołu albo źle założył pieluchę.

Maja bywała u swojej mamy. Kiedy wracała do domu, do dziadków i Radka, mama Radka mówiła do wnuczki: "Twoja matka jest złą kobietą, spójrz tylko, co oni zrobili!".

W szkole Radek czuł się jak trędowaty, jak "małpa w zoo". "Teraz to pieluszki powinieneś prać, a nie się geografii uczyć" – powiedziała przy wszystkich nauczycielka do Radka. Trzy lata później wychowawca zagrozi mu, że jeśli pójdzie na studniówkę, to reszta klasy się na nią nie wybierze. Na studniówkę więc nie poszedł.

Wakacje

Z Pauliną im się nie układało. "Jeśli nie zrobisz matury, nie będziemy razem" – postawił ultimatum. Zerwali. Paulina przestała się uczyć.

Zawsze dobry uczeń, Radek wyjechał na studia na pięć lat do Niemiec. Jego rodzice dalej opiekowali się Mają, widywał ją w wakacje i święta. Prawnymi opiekunami dziewczynki nadal byli Radek i Paulina.

Rodzice powiedzieli, że dadzą mu pieniądze na pierwszy semestr, ale potem ma radzić sobie sam. – To była ulga, studenckie życie! Znów mógł chodzić na piwo z kumplami, znalazł sobie nową dziewczynę, uwolnił się od matki. W ferie i wakacje pracował. Starczało mu, żeby kupić Mai klocki, jakieś ubranie. Był z siebie dumny, że daje radę. – Że jest ubrana, bezpieczna, że ma wszystko, co mają jej rówieśnicy. Gówniane to było! Ale wtedy to było jedyne, na co było mnie stać.

Pamięta, jak uczył Maję jeździć na rowerze. Biegał za nią po korcie tenisowym, ona miała rowerek z kijkiem i śpiewała pod nosem. Miał 20 lat. Był szczęśliwy.

Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)

Zmiany

Po studiach się ożenił. Nie wrócił do Lubania Śląskiego, zamieszkał w Poznaniu. Pamięta, że na weselu była zabawa: gra muzyka, ludzie chodzą wokół krzeseł, zawsze jedna osoba odpada, bo krzeseł jest za mało. I ośmioletnia Maja wygrała, a rzadko wygrywała w cokolwiek. – Była taka szczęśliwa, że jej się udało… I ja byłem szczęśliwy! – mówi Radek.

Miał nadzieję, że z żoną stworzą jej dom w Poznaniu, ale nie dało się ustalić z Pauliną zmiany miejsca zamieszkania Mai. Maja została z rodzicami Radka. To dziadkowie, a nie rodzice zajmowali się dziewczynką do 10. roku życia.

Matka też wyszła za mąż. Urodziła dwójkę kolejnych dzieci. Kiedy Maja miała 10 lat, Paulina wypisała ją z prywatnej szkoły, do której wysłali ją dziadkowie. Wzięła ją do siebie i pozwała Radka o alimenty. Z Mają widywał się najpierw dwa razy w miesiącu. Z biegiem czasu Paulina pozwalała na coraz mniej wizyt; Radek spotykał się z córką kilka razy w roku.

Musiała się cały czas bać

– Teraz to widzę, że Maja musiała się cały czas czegoś bać. Utraty mamy: bo wybierze tatę. Utraty taty, babci, dziadka: bo wybierze mamę. Była porzucona, zostawiona sama sobie w tej matni. Brakowało takiego... bycia. Bezinteresownej, bezgranicznej miłości. Wszystko, co stało się potem, to moja wina.

12-letnia Maja zerwała się spod opieki taty na koncert. Znalazł ją w tłumie, pijaną. "Pedofil! Pedofil!" – krzyczała dziewczynka, kiedy ją wyciągał z tłumu. Ludzie zaczęli gwizdać. Nikt nie zareagował. Maja powiedziała, że z tatą nigdzie nie pójdzie. Zadzwonił po Paulinę. – Ja w jej wieku też robiłam to, na co miałam ochotę.

Maja została na koncercie.

Maja

Na osiemnastkę kupił jej kurs prawa jazdy. Chciał, żeby "budowała swoją niezależność", a nie zbierała kolejne kolorowe fanty. Maja w szkole nauki jazdy powiedziała, że jej mama jest bardzo chora, umiera i potrzebuje tych pieniędzy. Oddali. Kursu nie zrobiła.

Po kilku kolejnych latach odebrał od córki telefon. "Tato, zabierz mnie gdzieś, ja potrzebuję odwyku" – bełkotała 22-latka.

Radek zrozumiał z tego tyle, że chłopak wyrzucił ją z mieszkania, nie ma gdzie iść i bardzo potrzebuje działki heroiny.

U znajomej ordynatorki wyprosił miejsce na "detoksie" w miejscowości położonej trzy godziny drogi od Lubania Śląskiego. Znalazł ją na ulicy – siedziała zupełnie bezwładna. "Gdzie mnie pan wiezie? Kto ty jesteś?!"

Poznała go dopiero przy rejestracji w szpitalu. – Jedyne, co mogłem zrobić, to ją codziennie odwiedzać na detoksie, przywozić jej soczki, papierosy i cokolwiek sobie zażyczyła. Przytulałem, rozmawiałem. Próbowałem do niej dotrzeć.

Maja mówiła, że teraz ułoży sobie życie. Że skończy podstawówkę, pójdzie do szkoły. "Tato, może kupisz mi mieszkanie?", pytała. Ósmego dnia przyjechał po nią chłopak. Powiedział, że zrobi Mai odwyk u siebie.

Kiedy miała 25 lat, znów poprosiła o spotkanie. Spóźniła się dwie godziny. Wyglądała, jakby się nie myła od kilku dni. Jej twarz była czerwona i spuchnięta, jakby kilka godzin spędziła, gapiąc się w mocne słońce. Prosiła o pieniądze. "Z trzema stówami ułożę sobie życie" – obiecywała. Radek widział, że jest na głodzie, bo była dla niego bardzo miła. 

Powiedział, że może jej wykupić obiady na stołówce. Załatwić mieszkanie: nie u niego w domu, ale gdzieś obok. Opłacić czesne w jakiejś szkole. Żadnych pieniędzy. Poszli do sklepu. Kupił jej cztery paczki papierosów, jedzenie i Maja zniknęła.

Parę miesięcy później – znowu telefon. Tym razem ze szpitala. Jego córka urodziła dziecko i uciekła ze szpitala. Dziecko ma objawy odstawienia heroiny, jest w inkubatorze. Nie ma zagrożenia życia. Ojciec nieznany. Ma czas na decyzję do jutra. Wiedział, co zrobi, kiedy odkładał słuchawkę.

Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Karolina

Maja zdążyła nadać imię córeczce: Karolina. Radek z żoną objęli pieczę zastępczą. – Dlaczego? – zastanawia się, jak nazwać coś oczywistego. – Bo to kochane stworzenie jest. A ja byłem jedyną osobą na świecie, która mogła wziąć ją do siebie.

Żona się zgodziła. Karmiła wnuczkę Radka własnym mlekiem, bo kilka miesięcy wcześniej urodziło im się dziecko.

– Zróbcie wszystkie badania na HIV, AIDS, rzeżączkę. Nie wiadomo, co dziecko ma w sobie – powiedział lekarz.

Było im trudno z trójką dzieci, dwójką malutkich. Radek czuł, że jego starsza córka traci na tej sytuacji. Kiedy jechali na wakacje, poprosili o pomoc przy Karolinie kuzyna z żoną. Pomoc otrzymali i patrzyli, jak kuzynostwo zakochuje się w małej.

– I tak się Karolinką zaopiekowali, że nie odstępowali jej na chwilę – śmieje się Radek.

Po tygodniu zapytali, czy nie mogliby być dla niej rodziną zastępczą. Nie mieli swoich dzieci, mogli poświęcać jej cały swój czas.

Lubań to małe miasto. Radek dowiedział się, że Maja uciekła ze szpitala, bo była poszukiwana za kradzieże. Wyszła z więzienia w styczniu 2023. Nie odezwała się.

– Miała pod górkę od samego początku i to jest moja wina. Ja jestem ojcem i to ja miałem obowiązek pokazać jej, jak życie wygląda. Ale nie pokazałem. To jest moje dziecko. Jeśli przyjedzie do mnie, oddzielę wszystko grubą kreską. Wszystko zaczniemy od nowa.

Mai odebrano prawa rodzicielskie. Kilka miesięcy temu zakończył się proces adopcji małej Karoliny.  Dziewczynka została prawnie dzieckiem kuzynów Radka. Nie ma HIV ani AIDS, jest zdrowa. Ma dwa i pół roku. Biega, lubi śpiewać.

– Bardzo mnie tym rozczula. Dziś byliśmy razem szukać śniegu, Karolina i moja młodsza córka. Karolina ma pełną rodzinę i szansę, której nie miała Maja. Myślę, że jest szczęśliwa. I ja też jestem szczęśliwy. Chciałbym oddać jej i swoim dzieciom wszystko, czego nie potrafiłem dać Mai.

Artur. Miał 17 lat, gdy został ojcem Dajana

Mama Agnieszki była spięta. Założyła nogę na nogę, pociągnęła łyk kawy, której zawsze piła dużo. "Co wyście nawywijali?"

Artur poczuł, że w gardle rośnie mu gula. Rozpłakał się. Z Agnieszką chodził od ponad roku: on miał 17 lat, ona – 15 i pół. Mieszkali w  Obornikach Wielkopolskich. Znali się z widzenia. Artur kiedyś odprowadził ją do domu po szkole. Dziewczyna mu się spodobała: taka wesoła, sympatyczna blondynka. Artur Agnieszce też się spodobał – wysoki, z wąsikiem, ubrany w rurki, kowbojki i golfik, styl na Depeche Mode.

Odprowadzał ją tak do domu kilka miesięcy. Wyprosił u jej mamy, żeby pozwoliła iść Agnieszce na sylwestra, którego organizował w domu kultury. "Chcesz ze mną chodzić? Bo ja cię kocham!" – zostali parą. Chodzili razem na lody i do kina, spacerowali za rękę, "buzi, buzi na klatce schodowej".

– Szedłem do mamy Agnieszki, pytałem, czy jest w domu.

– Agnieszka, kolega do ciebie – wołała mama. O dziewiętnastej zarządzała koniec spotkania, Artur posłusznie wychodził. Jeśli szli gdzieś wieczorem, Artur pytał o pozwolenie swoich rodziców i rodziców Agnieszki; odprowadzał ją na umówioną godzinę.

U Artura w domu o seksie nie rozmawiało się nigdy. Z biologii wiedział, jak rozmnażają się żaby, i z filmów późnym wieczorem na Polsacie, jak to wygląda u ludzi. Agnieszka zaczęła się domyślać, że jest w ciąży. Bała się. "Aguś, ja cię nie zostawię. Ani teraz, ani nigdy, przysięgam" – obiecywał Artur. Pewności nie mieli długo.

Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Tomasz Fritz / Agencja Wyborcza.pl)

Nie patrz przez judasza, nie dotykaj kota!

Mama Agnieszki po kilku miesiącach zwróciła uwagę, że córka przytyła. Zabrała ją do ginekologa. "Coście nawywijali?! Nie będę szła do Basi, bo ma wesele na głowie" – zawyrokowała mama dziewczyny.

Basia, mama Artura, była pochłonięta przygotowaniami do ślubu starszej córki, ale dowiedziała się o ciąży po dwóch dniach od cioci, która usłyszała od swojej znajomej. Oborniki to nieduże miasto. "Chciałeś dorosłe życie, więc musisz to teraz wziąć na barki jak dorosły mężczyzna – powiedziała. – Teraz najważniejsze, żeby urodziło się zdrowe".

Na weselu siostry wiedzieli już wszyscy.

"Arturku, musisz pamiętać, żebyś nie zawiódł naszej rodziny…" – powtarzały kolejne ciotki, biorąc Artura na stronę.

"Żadnego mycia okien i podnoszenia rąk do góry! Nie patrz przez judasza, bo dziecko będzie miało małe oczy. Nie dotykaj kota, bo od kota oczy dziecku będą ropiały" – napominała Agnieszkę mama Artura.

Dziecko urodziło się zdrowe. Mama Artura poszła do proboszcza, ksiądz chrztu udzielił. Dał nawet imię Dajan. Bo miała być dziewczynka, Diana.

Dajan

Artur codziennie przyjeżdżał do Agnieszki. Na początku się bał: jak dziecko trzymać, żeby nie zrobić krzywdy, jak zmienić pampersa. Dziewczyna zrobiła rok przerwy od nauki, on dalej uczył się na blacharza w zawodówce.

Rodzice zostali wezwani do szkoły. – Nikogo nie zabili, nie skrzywdzili. Za to, co zrobili, brawa im się nie należą, ale nikt ich karać nie powinien – powiedziały zgodnie matki. I żadnego z nich nie spotkały w szkole przykrości.

Agnieszka przychodziła do niego po szkole z wózkiem. Po roku sama wróciła do szkoły. Dajan zostawał z mamą Artura, która nie pracowała. – Aguś, jak masz lekcje, to idź do domu po szkole, zrób, co musisz, a dziadek odwiezie Dajanka – mówiła.

Kiedy dziecko było u dziadków, Artur z Agnieszką mogli iść na randkę, do jednej z dwóch restauracji, albo na spacer, po rynku wyłożonym polbrukiem. "Związek jest jak brylant, trzeba go szlifować, żeby świecił", mówiła Arturowi mama.

"Tylko żeby nie było, że co rok, to prorok" – żartował teść.

Raz, zainspirowany sceną z "Samych swoich", zdjął drzwi od pokoju Agnieszki z zawiasów i oparł o ścianę. Wszyscy się śmiali. – Ale złego słowa nie usłyszałem od niego – podkreśla Artur.

Na noc zostawał tylko czasem, kiedy Dajan ząbkował albo miał kolki. Rodzice nie pozwalali, bo to nie po katolicku. "Ślub weźmiecie później, jak się dotrzecie" – zdecydowała mama Artura.

Na pierwsze wakacje jako narzeczeni pojechali nad morze. – To jest najszczęśliwsze wspomnienie, jak Dajan zobaczył tę wodę. Jadł ten piasek normalnie i stał w tej wodzie z pampersem, miał takie rzęsy długie i jak zamrugał tymi oczkami… – rozpływa się Artur. Nie mieściło mu się w głowie, że rok temu był jak w amoku, a teraz jest w stanie zabrać rodzinę nad morze. "Mam swoją rodzinę. Jestem mężczyzną" – myślał 18-latek.

Pozwolenie na ślub musiał uzyskać od sądu, bo nie miał wymaganych wtedy prawem 21 lat. Ślub był huczny - jechali przez rynek w Obornikach bryczką ciągniętą przez konie, ludzie na mostku na Warcie im machali.

Wyprowadzili się do Chodzieży, gdzie mieszkała babcia Agnieszki. Pomagała im przez pierwsze lata z Dajanem. Artur dostał pracę jako blacharz, Agnieszka pracowała w sklepie. Do dziadków jeździli kilka razy w tygodniu, czasem zostawiali go na weekend. "Cyganek Dajanek", żartowali, że tyle jeździ i wszędzie ma dom.

Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl)

Na początku życia we troje nie było łatwo wiązać koniec z końcem. – Tata już zjadł kotleta – kłamała Agnieszka kilkuletniemu Dajanowi, kiedy nie starczało na jedzenie dla wszystkich. Artur uskładał na wymarzone PlayStation dla Dajana. Pracował w warsztacie, potem dorabiał fuchy. Jak wracał wieczorem do domu, Dajan już czekał na niego z włączoną "Fifą".

Kiedy syn miał 14 lat, rodzice wzięli go na rozmowę.

– Nie dzieli nas dużo lat, ja nadaję na tych samych falach co ty i wiem, co jest dobre, co złe. Jak coś się wydarzy, to zawsze możesz po mnie dzwonić – mówił Artur. – A z seksem to jesteśmy otwarci, jak będziesz miał taki temat…

Dajan powiedział, że jeszcze nie. Ojcem został w wieku 24 lat.

Niedawno Artur był z Agnieszką w rodzinnych Obornikach. Pod kościołem podeszła do nich starsza kobieta. – Ja nie wierzyłam, że wam się to uda! – powiedziała dawna nauczycielka Agnieszki.

Adam. Miał 16 lat, gdy został ojcem Franka

Adam i Julia siedzieli na placu zabaw ze znajomymi. – Coś tam papieroski, energetyki… i nagle przyszła do mnie znajoma: "Słyszałam, że zostaniesz ojcem".

– Byłem strasznie w*urwiony. Cały się wyżyłowałem, zemdlałem prawie z nerwów. Bo dlaczego ona tak gada? – Adam zerwał się z huśtawki, podszedł do Julii. "Co ty opowiadasz ludziom, dziewczyno?" "No co, jestem w ciąży!" "J*bnięta jakaś jesteś?"

Adam ani przez chwilę w to nie wierzył, bo kto normalny w ten sposób się zachowuje? Poszedł do domu cały zgrzany. Julia miała 14 lat, Adam 15. Wtedy Julia żartowała. Rok później rzeczywiście zostali rodzicami.

To była miłość, chociaż szczenięca

Siedzieli z Julią na schodkach na dworcu, Adam obejmował dziewczynę. "Jest sprawa, przyjedź do pracy mamy" –  dostał wcześniej SMS. Mama Julii pracowała w kiosku na dworcu. Nie przeczuwał, że to będzie to. Julia była przerażona. Jej mama po prostu rozłożyła ręce. "Poradzicie sobie, będzie okej" – uspokajała. Ona też bardzo młodo zaszła w ciążę.

16-letni Adam czuł strach przemieszany z ekscytacją. "Zmienię szkołę na zaoczną, będę więcej pracował" – kombinował. Pracował już od dwóch lat w wykończeniówce, zarabiał nieźle. Julia miała kilkuletnią siostrę. Adam widział, jak się nią zajmowała, i sądził, że poradzi sobie w roli matki. – To była miłość, chociaż szczenięca. Często się zrywało, żeby zwrócić na siebie uwagę, kłóciło się... Ale było to uczucie. Chciałem być z tą dziewczyną i tyle.

Podczas rozmowy na schodkach zaczęli zastanawiać się nad imionami. Przez pierwszy miesiąc Adam się bał. Ale im więcej czasu mijało, tym bardziej zaczynał się cieszyć. "To będzie moje oczko w głowie". Myślał, że wreszcie będzie mieć rodzinę.

Zobacz wideo Beata prowadzi rodzinny dom dziecka. Adoptowała pięć córek

Rodzina

– Kiedy miałem 10 lat, ojca z domu zabrała policja. Wtedy sobie obiecałem, że nigdy nie będę krzywdził kobiet ani dzieci i że nigdy nie pozwolę, żeby moje dziecko miało takie dzieciństwo jak ja.

Jedyne prawdziwe święta, które pamięta, były w 2009 roku. Jego brat Franek miał białaczkę. Przez dwa lata leżał w szpitalu i chyba czuł, że umiera. Powiedział, że chce spędzić święta w domu, i zmarł dzień przed sylwestrem. Adam nie miał 10 lat.

W następnym roku Bożego Narodzenia nie było. Mama leżała pod stołem napita. Sprowadzała do domu chłopaków, Adam ich nie znosił. Jeden z nich wyrzucił go z domu i chłopak spędził kilka tygodni na ulicy. Szkołę zawsze zaliczał cudem, przychodząc na egzaminy ostatniej szansy. Kiedy miał 12 lat, zaczął palić trawę i pić. Chodził do świetlicy socjalnej w dzielnicy, trenował boks i krav-magę. Mówi, że to go uratowało.

Kiedy dowiedział się, że będzie ojcem, dobrą relację miał tylko z bratem. – Nie gadaj tak, nie rób sobie jaj, no co ty pier*olisz! Życie sobie zniszczysz przez takie rzeczy! – wściekł się, ale po chwili uściskał Adama.

"Dlaczego z nią? To nie jest kobieta dla ciebie. Dlaczego z nią?" – powtarzała mama Adama.

Jej zdanie go nie interesowało. Nie mieszkali już razem.

Spał w pokoju Julii. Jej mama go lubiła, jeszcze przed ciążą zapraszała, żeby zostawał na noc. Z ojcem dziewczyny miał kosę – facet którejś nocy się upił i niegroźnie dźgnął nożem babcię Julii. Adam przyjechał, wyrzucił go z domu, zadzwonił po policję. Ojciec zniknął z ich życia, od tego czasu u Julii było spokojnie, "rodzinnie".

Było mu z nią dobrze. – Ja głównie pracowałem. Ona musiała zadbać o to, żeby się dobrze odżywiać, nie palić papierosów. Ciuszki, wózek, to załatwiałem. Jeździliśmy razem kupować fatałaszki, do ginekologa. Słyszałem bicie serca małego.

Pięć miesięcy przed porodem Julia z nim zerwała. Najpierw myślał, że to taka gra, jak dawniej. Ale nie. Adam nie znał powodu. Zaczął dużo imprezować, dwa miesiące picia i zabawy bez radości. Raz wdał się w bójkę, drugi chłopak uderzył głową w krawężnik. Wylądował w szpitalu. – Bardzo to przeżywałem: co ja zrobiłem, prawie zabiłem... Będę mieć dziecko, nie mogę być takim człowiekiem. To mnie zmiotło. Spokorniałem.

Julia dziecko nazwała Franek, chociaż to imię w ogóle mu się nie podobało. Umówili się, że będzie z nimi mieszkać. Przyjeżdżał po pracy, kąpał Franka. Najpierw spał w łóżku z Julią, później na poduszkach pod łóżkiem, bo go tam nie chciała. Mały i tak nie dawał zresztą pospać. – Wypie*dalaj – powtarzała Julia. Nie zamierzała mu niczego ułatwiać.

16-letni Adam wytrzymał tak miesiąc. Później odpuścił. Na odwiedziny u syna umawiał się z matką Julii.

Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl)

Pusto

Im starszy był chłopiec, tym rzadziej Adam go widywał. Ma z tego czasu nieliczne wspomnienia. Kiedy Franek miał trzy latka, siedzieli razem w samochodzie na pustym parkingu. Posadził synka na kolana – jechali powoli, małe rączki synka na kierownicy, jego, duże, obok – gotowe, by w każdej chwili zareagować.

Z Julią nie miał kontaktu wcale. Miał poczucie, że jej matka też przestała mu sprzyjać. Pisała po pieniądze: na okulary, na lekarza, na zabawki, ale kiedy chciał się spotkać, zawsze pojawiały się wymówki. Kiedy zaczął się COVID, nie widział synka pół roku. W końcu przestał też płacić – nie miał zresztą zasądzonych alimentów, bo w akcie urodzenia wpisano "ojciec nieznany". Uznał, że skoro nie może widywać się z synem, to nie będzie pomagać opiekunkom. Zresztą nie bardzo miał też z czego. Zaczął opuszczać dni w pracy, przestał dostawać zlecenia. Nie mógł spać: budził się w środku nocy przerażony. W ciągu dnia zdarzały mu się ataki paniki. Chciał być ojcem, ale zabrano mu jego syna.

Wniósł do sądu sprawę o ustalenie ojcostwa. Sędzia wyjaśniła mu, że jeśli sprawę wygra, on będzie musiał wziąć dziecko do siebie, ponieważ Julia, jako niepełnoletnia, nie miała pełnych praw rodzicielskich. Adam mieszkał z kolegami, miał 18 lat, jego mama wymagała opieki i nie mogła zająć się nikim. Wycofał pozew.

Był pod mieszkaniem Julii, nikogo nie zastał. Dowiedział się, że jest puste. Na jego wiadomości i telefony nikt nie odpowiada. Wie, że Julia ma nowego partnera. To na niego Franek mówi "tata". Ogląda zdjęcia synka na Facebooku. Boli. Ma nadzieję, że kiedyś odzyska z nim kontakt.

Dziś ma 22 lata, jego obecna dziewczyna – 19. Dobrze im się układa, myślą o dzieciach. – Chciałbym jeszcze zostać młodym tatą – żartuje.

***

W 2022 roku według danych GUS-u 728 nastolatków zostało ojcami.

W 2021 roku: 557.

W 2020 roku: 1106.