Noc
30 lat temu w podkarpackiej wiosce rodzi się dziewczynka o niebieskich oczach i ustach w kolorze malin. "Laleczka" – mówią sąsiedzi.
Moja matka chciała mieć ładne dziecko – mówi dziś Marta, która w sylwetce i pozach nadal trochę przypomina lalkę. – Dlatego mój ojciec miał być przystojny, nic więcej jej nie obchodziło.
Po narodzinach dziecka ojciec czmychnął gdzieś daleko, a matka się rozpiła.
Kiedy byłam bardzo mała, dała mi maskotkę, pluszowego lwa. Wtedy jeszcze matkę pamiętam normalną, potem już jej zaczęło odwalać. Ale do pluszaków mam słabość. W moim mieszkaniu na ścianach muszą wisieć pluszowe dywany. Takie miękkie, futrzane, na bogato. Na matkę poza tym liczyć nie mogłam. W wieku 15 lat miałam tak mocne zapalenie pęcherza, że nie trzymałam moczu i dosłownie sikałam pod siebie. Lekarz nie dał mi leków i jeszcze op*eprzył, że nie chce mi się do szkoły chodzić. Zraziłam się do ginekologów. No teraz już wiem, że urolog. Ale wtedy nie miałam pojęcia, że sika się osobną dziurką. Cipka to cipka – myślałam. Chociaż w tamtym czasie bzykałam się już z wieloma facetami.
Pierwszego razu Marta nie pamięta. Mówi, że seks był dla niej z początku zwykłą rozrywką. Wypełniał puste dni, odpowiadał na głód emocji, który rozpalał ją od środka. Szkoła była wtedy dla niej koszmarem. Kogo obchodziło, że 15-latka nie może opanować arytmetyki, bo liczby, tak jak litery i regułki, plączą się jej w głowie, pojawiają się i znikają, zwłaszcza przy tablicy?
Matka przyszła do szkoły może raz. Pijana. Na klasowe urodziny Marta też była zaproszona tylko raz, na początku pierwszej klasy.
Z matką kłóciłam się ciągle – opowiada. – Robiła mi straszny obciach. Na początku ją prosiłam, potem wyzywałam, potem to się kilka razy pobiłyśmy. Powtarzała: "Jak ci się tu nie podoba, to wyp*erdalaj". Mieszkaliśmy w dziurze pomalowanej na zielono i pomarańczowo – nienawidzę tych kolorów – ale skoro byłam u niej, myślała, że ma nade mną władzę.
Miałam wtedy kolegów. Czasem to byli starsi koledzy, po czterdziestce. Przesiadywaliśmy nocami w piwnicy, uczyli mnie naprawiać telefony: dżojstiki, anteny. Potem nawet samochody. Zostały mi te umiejętności, faceci dookoła mnie od razu widzą, że ja ogarniam męskie rzeczy. Bujałam się też z młodszymi, z technikum albo samochodówki, jeden to był szeregowy w wojsku. Tak, z większością się wtedy bzykałam – bo tego chciałam. No i co innego tam mogłam robić?
Kiedy miałam 15 lat, jeden koleś chciał mi dać pieniądze. Potrzebowałam hajsu, poszłam z nim na jego chatę i tego żałuję. Miałam mu zrobić loda, ale uprawialiśmy seks normalnie. Nie to było problemem. Ten gość był znajomym znajomej i laski ze szkoły w ogóle przestały ze mną gadać. Ale tak naprawdę to w ogóle mnie nie ciekawiło, co one mówią. Jednego byłam pewna – że jestem ładna i że wszyscy to widzieli. Myślę, że mi zazdrościli.
Kiedy miałam 18 lat, chciałam zostać modelką. Zapisałam się do lokalnej agencji. Znajomi nie wierzyli we mnie, ale przez to czułam się silniejsza. Po jakiejś sesji fotograf powiedział mi, że jego kolega ma swój klub w dużym mieście. I że w rok tam zarobię tyle, że spełnię wszystkie swoje marzenia.
Marta do dziś przechowuje wycinek z jakiejś kolorowej gazety. Na wycinku – młoda celebrytka pokazuje swoje mieszkanie. Pastelowe wnętrza, grube dywany. Marta po tamtej rozmowie wiedziała jedno: że sobie na takie mieszkanie zarobi sama.
Potem miała być rodzina, mąż i dzieci – mówi. – Chciałam wszystko ułożyć po swojemu – to mnie uspokajało.
Tydzień później wyjechała do miasta. Zamieszkała w pokoiku na pierwszym piętrze, tuż nad klubem go-go, w którym się zatrudniła.
Wiosna
Przystanek był stary i porośnięty chwastami, a busy jeździły, jak chciały. Marta pamięta, że stały tam we trzy, może cztery dziewczyny, wszystkie w gimnazjum, czekały na szkolny autobus. I że tego dnia mocno bolał ją brzuch. Obok przystanku przejechał wtedy samochód, seledynowy kabriolet. Marta nie wie, kim byli pasażerowie, ale pamięta, że wyglądali, jakby jechali na wakacje. Spokój i piękno – tak to właśnie zapamiętała. I że na chwilę na przystanku zrobiła się cisza.
Kiedy pierwszy raz robiła striptiz w klubie, myślała o tym samochodzie. Dzięki temu opanowała stres. Wiedziała jedno: że chce zarobić. Uwolnić się od biedy, wyjść na ludzi. W klubie była podstawowa zasada: żadnego seksu. "Zakaz ku*wienia się" – tak to wyjaśniły koleżanki.
W pierwszym tygodniu Marta zrobiła więcej striptizów niż większość koleżanek przez miesiąc, sprzedała też sporo butelek szampana. Atmosfera gęstniała. Marta czuła to napięcie w mięśniach, w głowie, w karku. Słyszała, że obgadują ją za plecami. Ósmego dnia rozbiła o szklany stolik butelkę Moeta, coś krzyczała. "Następnym razem wylecisz" – oznajmił szef.
Dzień później Marta dostała wypłatę. Swoje pierwsze zarobione pieniądze wydała na jedzenie. Zjadła łososia, ryż i mus ze śliwką. Potem poszła do baru, piła wódkę i zaproponowała drinka pierwszemu spotkanemu facetowi. Godzinę później byli w hotelu. Uprawiali seks do świtu. Nad ranem facet zniknął, a u Marty zniknęło napięcie: w skroniach, karku i łydkach.
Od tej pory robiła tak zawsze, gdy dostawała wypłatę. Jej znajome wydawały kasę na ciuchy, ona odwiedzała fajne miejsca. Sauny, siłownie, bary, fancy kluby. Tam wypatrywała facetów, patrzyła na nich wzrokiem wyćwiczonym w pracy, potem szła z nimi na seks. Kiedy ich namierzała, czuła się jak w sklepie z zabawkami. Mówi, że kręciło ich, że jest taka zwariowana. Namawiała mężczyzn na seks w parku, w mieście, w centrum handlowym i w saunie. Odmawiała każdemu, kto próbował w jakikolwiek sposób się z nią wiązać. Jeśli miała dostać od kogoś prezent, wybierała kolorowe balony i wielkie pluszaki. – Jestem zodiakalną lwicą – mówi. – Lubię być widoczna i lubię decydować.
Następnej wiosny Marta pojechała na swoją wieś. Wróciła po dwóch dniach. Z tej wizyty pamięta tylko złość. I smutek, jakby zderzenie z czymś wstydliwym. Jeszcze to, że matka ukradła jej dwie markowe torebki, które wzięła ze sobą, i złote kolczyki z różą.
Klub stał się jej domem, nie tylko dlatego, że w nim mieszkała. Polubiła szefa. Był bardzo troskliwy, kiedy zachorowała na anginę. – Chciało mi się płakać ze wzruszenia – wspomina. – Przyszedł mój szef zobaczyć, jak się czuję. Nie był dla mnie szefem, zachowywał się jak ojciec. Kazał mi zrzucić zasmarkane chusteczki z łóżka i otworzyć okno, by bakterie wyleciały. Potem mnie przytulił, dał buziaka w czoło i życzył dobrej nocy. Nigdy tego za dzieciaka nie miałam. A dał mi to szef klubu ze striptizem.
Z czasem Marta wychodziła na miasto prawie codziennie. Coraz częściej szukała seksu gorączkowo, obsesyjnie. – Czułam się po tym lepiej – mówi. – Wolałam pójść się z kimś bzykać, niż kupić sobie nową sukienkę. Tylko problem był taki, że zaczęłam przy tym pić. I któregoś razu to się na mnie zemściło. Którejś nocy jak zawsze poszłam sama do knajpy i ktoś wrzucił mi do drinka piguły. Zrobiło mi się niedobrze. W ubikacji jakiś gość przycisnął mnie do ściany i dotykał. Uderzyłam go w oko z całej siły, wybiegłam z knajpy i się zaczęło.
Mówi się, że po takiej pigułce najgorsze to gwałt. No więc, ku*wa, dla mnie wcale nie. Dostałam totalnej psychozy. Widziałam powykrzywiane twarze, ludzie wyglądali jak zombi. Biegłam ulicą i się na nich rzucałam. Wbiegłam do galerii handlowej, do odzieżowego, i chowałam się pod ladą. Ochroniarz mnie wyrzucił, a ktoś wezwał policję. Podobno sama prosiłam, żeby wzięli mnie na wytrzeźwiałkę. Dostałam po oczach gazem pieprzowym. Niewiele więcej pamiętam. Gwałt nie wydawał mi się wtedy tak straszny jak świadomość, że mogłam zabić człowieka. Bo ktoś wrzucił pigułkę osobie podatnej na psychozę.
Po tym Marta nie mogła pracować. Zaszyła się w łóżku. Szef był cierpliwy, ale do czasu. Gdy przez miesiąc nie pojawiła się w klubie, kazał jej spakować walizki. – I tak już wtedy odechciało mi się tańczyć – opowiada. – Nie mogłam patrzeć na rurę, na tych typów, na dziewczyny. Ani też się uśmiechać i udawać szczęśliwą. Żałuję, że się tam pojawiłam. Szkoda, że nie udało mi się odłożyć z tego żadnej dobrej kasy. Wydawałam pieniądze z taką radością, że zapomniałam oszczędzać. Nigdy się siebie wtedy nie spytałam, czy ja nie będę później w czarnej dupie.
Lato
Wolałam umrzeć, niż wrócić na wieś, w której dorastałam – wspomina.
Kiedy wyrzucili ją z klubu, wynajęła pokój na obrzeżach miasta. Miała trochę pieniędzy i laptop.
Wtedy, kiedy ciągle leżałam w łóżku, żeby się uspokoić, robiłam sobie dobrze przed komputerem. Mogłam nie jeść i nie myć się, ale stronki z pornosami obowiązkowo były odpalone. I tak, krok po kroku, odkryłam świat sekskamerek. Po przeprowadzce założyłam konto i zaczęłam pracę jako cam girl.
Marta spędzała przed kamerą większość dnia. Inwestowała w gadżety: wibratory, masturbatory, maski, kulki gejszy. Kajdanki z futerkiem i ze skóry. Ekskluzywne zestawy bondage. Najpierw, gdy to robiła, czuła się dobrze, potem przyjemność stopniowo zmieniła się w nawyk. Jeden z wirtualnych gości, z którym spędziła na kamerce cały dzień, zażartował kiedyś, że chyba jest uzależniona od seksu. Potraktowała to wtedy jak komplement, przytaknęła.
Odkładała pieniądze. Najwięcej wydawała na jedzenie. Lubiła jeść. Najbardziej ryby i owoce morza, ale chodziła też do miejsc, gdzie podawano staropolskie schabowe. W jednej z takich knajp poznała Wojtka, który pracował jako kucharz oraz obsługiwał stoliki. Uwiedzenie go zajęło Marcie tyle samo co zjedzenie obiadu.
Po pierwszym razie Wojtek się zakochał.
Stawał na rzęsach – opowiada Marta. Kiedy umierała z nudów, zabierał ją do parku rozrywki, gdy była zmęczona – znikał, zostawiając obiad. I robił najlepszy bigos.
Dobry bigos Marta jadła wcześniej tylko raz w życiu – u swojego ojca.
Zaprosił mnie do siebie w wakacje, w moje 15. urodziny – wspomina. – Nawet nie pamiętałam, jak wygląda, znałam go ze zdjęć z Naszej Klasy. Ten bigos to jedyna fajna rzecz, jakiej dokonał. Chciał się przypodobać albo nie wiem. Byłam pewna, że coś knuł. Miał jakąś firmę i niby chciał, żebym tam pracowała. Obstawiam, że miał jakiś kryzys i szukał pracownika za frajer. Jestem ciekawa, jak chciał mnie oszukać. Bo to na bank jakiś podstęp. Potem zaczął się czepiać, że się nie uczę i w ogóle. Że przynoszę wstyd. On miał czelność po 15 latach, kiedy go nie było, wyrzucać mi, że nie chodzę do szkoły. Więc mu pocisnęłam: "To, że się spuściłeś w mojej matce, nie czyni cię ojcem". Masakra. Więcej się nie widzieliśmy.
Bigos od Wojtka smakował Marcie dużo bardziej, dodatkowo jej nowy chłopak był czułym kochankiem. Z początku go zachwycało, że Marta tak często lubi się kochać. Nawet trzy razy dziennie. Nie zawsze to się udawało, bo Wojtek pracował po dziesięć godzin. Ona na jego prośbę zawiesiła konto na kamerkach. Pół roku później z dziewczyny stała się narzeczoną. Wojtek chciał mieć rodzinę. Widział ją jako żonę oraz matkę trójki dzieci. Ale rok później Marta oświadczyła, że muszą się rozstać.
Tak wyszło – kwituje Marta. – On się uparł na dziecko za półtora roku maks. A mnie nagle przeraziła ta zmiana. Jeszcze tak mało się działo w moim życiu.
Próbowałam się wtedy rozeznać, czy jestem jakaś dziwna. Byłam w stałym związku rok. Nie zdradziłam. Ale przez nudę w łóżku odechciało mi się bzykać. Uważasz, że to normalne? Myślałam: może byłoby lepiej, jakbym zdradzała, bo wtedy z nim też by mi się chciało, bobym miała urozmaicenie. Wojtek już zrozumiał, że koniec seksu łóżkowego, bo mnie to nudzi i wręcz denerwuje. Lubię wszędzie poza domem. Zastanawiam się, czy nuda po roku to nie za szybko. I mimo tego, że Wojtek przestał nawet marudzić odnośnie kamerek. Zrozumiał, że tego potrzebuję.
Zdarzało się z czasem, że Marta i Wojtek uprawiali seks, on szedł spać, a ona włączała kamerkę. Sięgała po dildo, maskę i lubrykant i robiła to co kiedyś. Nie chodziło jej wtedy o orgazm. Kiedy się masturbowała – nawet gdy ktoś na nią patrzył – zamykała oczy i nie czuła nic. Nic oznaczało wtedy spokój. Siedziała w swojej bańce, bezpiecznej, wyłożonej pluszem, gdzie słyszała tylko echo zewnętrznego świata. Nie docierały tam głosy ludzi, nikt jej nie oceniał, przed nikim nie musiała się tłumaczyć.
W tamtym czasie po raz pierwszy pojechała na wycieczkę za granicę. Na Malcie, która wcześniej wydawała jej się fantastycznym miejscem, nie poczuła jednak ani radości, ani spełnienia. Gdy już przymknęła oczy, opalając się na piasku, pomyślała od razu, by to swoje życie wreszcie jakoś ułożyć. Odzyskać kontrolę. Postanowiła, że choćby nie wiem co kupi sobie mieszkanie. Potem jeszcze jeździła na skuterach wodnych, skoczyła na bungee, a wreszcie – wróciła do pracy w klubie go-go.
Kilka miesięcy później zerwała z Wojtkiem definitywnie.
Kiedyś marzyłam, że w wieku 25 lat będę mieć rodzinę, dziecko. Ale wszystko, co on robił, było nudne i bez serca – wyjaśnia. – Chociaż u mnie akurat serce też zanikło do wszystkiego, o sercu nie powinnam się wypowiadać.
Ostatni raz zaproponowała Wojtkowi seks na przyjęciu weselnym jego brata, w samochodzie, pod kościołem. "Chyba oszalałaś" – oświadczył.
Męczyłam się – kontynuuje Marta. – On mnie demotywował. Chciałam zarabiać, mieć to mieszkanie, bzykać się wszędzie, w różnych dziwnych miejscach. A nie słuchać: "Przespałaś się już z kimś?". Nie potrzebuję tego. Mam nadzieję, że nie zniszczyłam mu tym życia. Był we mnie zakochany, ale nie mogę być caritas od przytulania. Muszę przede wszystkim nie wchodzić w relacje sercowe z facetami i będzie super.
Jesień
Tak sobie myślę, że ciężko mi znaleźć kogoś, kto miał bardziej przerąbane życie niż ja – zamyśla się Marta, paląc papierosa. – No, jedną osobę poznałam. Dziewczyna w wieku 15 lat sprzedawała się pijanemu wujkowi za fajki. Czasami ją gwałcił i bez papierosów. Byłam u niej w domu. Chodziła do sklepu po tanie wino na zeszyt, bo ją wysyłali. A jak w sklepie nie sprzedali, to dostawała op*eprz w domu, że wróciła bez wina. Najgorsze jest, że ludzie jeszcze się śmieją z pokrzywdzonych. Ona sprzedawała się na wiosce za kurtkę, za czapkę, za buty – nie żadne markowe, ale takie na jesień, żeby jej zimno nie było. I z tego powodu się z niej śmiali, zamiast wspierać. Dlatego wiem, że muszę doceniać to, co mam. Cieszyć się każdą chwilą, bo uważam, że życie jest piękne.
Po Wojtku nastało dla Marty nowe życie: nowe miasto, inny klub. Najbardziej lubiła tańczyć dla facetów, którzy mieli jakiś fetysz.
Był jeden koleś, który kazał się bić po twarzy – opowiada. – Inny chciał, żebym go wyzywała. Nawet ich rozumiałam. Sama miałam dziwne fantazje. Z niektórymi gośćmi realizowałam je poza klubem. To było wbrew zasadom, ale miałam to gdzieś.
W ten sposób spędziła kilka lat życia. Pracowała w nocy, odizolowana od świata i światła, wychodziła z domu późno, gdy robiło się ciemno. Żyła w nocy na tyle długo, że zaczęła bać się dnia. A kiedy się bała, uciekała w dobrze sobie znany stan, jedyny, który na chwilę dawał jakąś ulgę. Czuła w środku zimno, jakby stała nago na listopadowym wietrze. Za późno, by ogrzać się samej, za wcześnie, by zamarznąć. Uprawiając seks – z sąsiadem, ze sprzedawcą, z bramkarzem nocnego klubu – próbowała wypełnić się ciepłem.
Marta nie miała w dzieciństwie wielu koleżanek i do dzisiaj niewiele się w tej kwestii zmieniło.
Dużo mówisz o sobie – powiedziała jej znajoma, kiedy Marta zaprosiła ją na pizzę. Nie chciała zostać do wieczora. Mówiła, że jest już zmęczona. – Możliwe, że mam specyficzny charakter – Marta myśli głośno. – Ale uważam, że dziewczyny są zazdrosne o swoich facetów.
Że jest puszczalska, szmata, ku*wa – to usłyszała setki razy. – Ale ja nie przespałabym się z facetem koleżanki – mówi. – Nie mam zamiaru nikogo krzywdzić, a tym bardziej kogoś, kto jest dla mnie dobry.
W tym czasie Marta ogoliła sobie głowę. Nie potrafi wyjaśnić, skąd wziął jej się taki pomysł.
Szef marudził, ale od dawna nie widziałam aż tak napalonych na mnie na tańcach facetów. To działało lepiej niż feromony za 300 zł. Faceci lubią wariatki.
Właśnie na nietypową fryzurę Marty zwrócił uwagę Paweł, zawodowy kierowca, którego poznała przez portal randkowy. – Podobało mi się, że był konkretny i potrzebował szybkiej jazdy w życiu. Chciał mocnego, ostrego seksu, wybierał pozycje, w których dominował. To mi nie dawało przyjemności, ale mnie zaspokajało.
Marta zgodziła się zamieszkać z Pawłem tydzień po tym, jak wyrzucili ją z klubu. Za seks na prywatnym tańcu. – Wypiłam za dużo i to się stało jakby poza mną – mówi.
Paweł zaspokajał Martę seksualnie, ale stopniowo to ona wpadła w jego zasadzkę. Zaczęło się od odebrania kluczy. Mówił, że swoje gdzieś zgubił. Gdy wychodził, zamykał zamki, dla bezpieczeństwa. Kiedy wracał z pracy, sprawdzał jej telefon, mówił, że się o nią martwi, bo jest beznadziejnie nieodpowiedzialna. Zauważyła, że zniknął jej dowód i paszport. Seks stawał się coraz brutalniejszy i przekraczał nawet jej, daleko przesunięte, granice. Któregoś dnia Paweł rzucił ją na łóżko jak rzecz i wykorzystał w każdy możliwy sposób.
Wziął duże dildo – opowiada Marta. – Nawet nie zapytał o zgodę. Prosiłam go, żeby już przestał, że mam już dość – mówi to ze spokojem, jakby opowiadała film. – Odwróciłam się, krzyknęłam: "Wyp*erdalaj", i uderzyłam go w twarz. Oddał mi z taką siłą, że prawie straciłam przytomność. Opuchlizna i siniaki nie schodziły mi przez ponad miesiąc. Tydzień później skontaktowałam się ze znajomą z klubu. Miałyśmy dobry kontakt. Podjechała samochodem pod jego dom. Wybiegłam stamtąd i nigdy już do tego miasta nie wrócę.
Zima
"Mam już dosyć życia. Czytałam, że w jakiejś klinice mogą cię zabić na życzenie. Za granicą i drogo (bo śmierć u nich ostatnio podrożała), ale mnie stać. Tylko najpierw muszę sprzedać mieszkanie, bo nie chcę, żeby matka po mnie chatę odziedziczyła. Wczoraj się umówiłam do psychologa, ale mam to już gdzieś. Nic w moim życiu nie było na tyle fajnego, żebym chciała żyć więcej rok albo dwa. Najgorsze, że znowu mi się papierosy skończyły. A na dworze zimno jest".
Te słowa napisała Marta kilka lat po ucieczce z mieszkania nazwanego przez nią więzienną celą. Wtedy bała się już i dnia, i nocy. Pojechała do nowego miasta i zaszyła się na peryferiach. Nie pamięta, ile czasu spędziła w samotności. A potem, kiedy pomyślała, że wszystko, co dobre, ma już za sobą, w jej życiu zdarzyło się kilka istotnych rzeczy.
Po pierwsze – na portalu randkowym poznała Kamila, który w profilu zamieścił opis: "Miłość to nie motyle w brzuchu, ale człowiek na dobre i na złe". To przekonało Martę, żeby zrobić pierwszy krok. Po kilku miesiącach randkowania zostali parą. Kamil nie tylko dał jej upragniony spokój, ale także w jakiś cudowny sposób potrafił zachęcić ją do zmian. Otwartość seksualna jego dziewczyny i częsta ochota na seks wydały mu się losem wygranym na loterii. Nie naciskał na nic, ale przytulał i długo z nią rozmawiał. Marta uwierzyła, że może zarobić inaczej, niż pracując w seksbiznesie. Skończyła kurs kosmetyczny, kupiła małe auto. Zaczęła od przedłużania rzęs – z dojazdem do domu klientki. Zrobiła kolejne szkolenia. Pracowała od rana do nocy, a potem zaczęła szkolić innych.
Potrzebowałam kogoś takiego jak Kamil – mówiła wtedy. – On wie, że chcę być niezależna. Nie chce mnie blokować. Wiem, że takich jest niewielu. Szkoda, że dopiero teraz go poznałam. Ale dzięki temu będę go bardziej szanować.
Po drugie – w tym czasie Marta kupiła mieszkanie. Kawalerkę, 25 metrów, do remontu. Do kupna zaciągnęła niewielki kredyt. Czy własny dach nad głową przyniósł jej radość? Mówi, że nie bardzo, raczej bezpieczeństwo. Powiesiła na ścianie pluszowy dywan w kolorze czerwonego wina.
Ale następnej zimy Marta poczuła się gorzej. Jej życie nabierało już wtedy stałego rytmu, a ona czuła, jakby rozpadała się od środka. Była to znana jej dobrze nieprzyjemna pustka. Zrobiła więc to, co zawsze w takim momencie przynosiło pewną ulgę: uciekła. Poleciała na Ibizę, pełną krzyku i rozgłosu, gdzie imprezowała ponad dwa tygodnie. Nie chciała zdradzać Kamila, tak jak nie chciała upijać się prawie każdej nocy. Ale w ciągu kilkunastu dni miała z 20 kochanków, uprawiała seks grupowy i nie protestowała, kiedy jeden z mężczyzn uderzał ją skórzaną szpicrutą. Wielu szczegółów Marta nie pamięta, bo wszystko było trochę jak na haju.
Po powrocie nawet nie musiała się przyznawać. Kamil ją znał.
Ja wiem, że Marta nie jest zła, tylko trzeba jej pomóc – mówi Kamil. – Nie zrobiła tego dla przyjemności, bo ona tego z seksu nie ma. Ja to czuję. Robi tak, kiedy jest w dołku, żeby nie czuć bólu. Ciągle jest spięta, wybucha złością. Mięśnie karku ma jak z kamienia. Namówiłem ją na terapię. Ale ona powiedziała, że już była i jej nie pomogą.
Psychiatra chciał mi kiedyś przepisać lek na obniżenie popędu – tłumaczy Marta. – Nie wzięłam go wtedy, bo nie uważałam, żeby seks mi szkodził.
Po pierwszej wizycie u terapeuty Marta wpadła w rozpacz. Najpierw krzyczała, potem napisała do znajomej, że nie chce żyć. Kamil pomagał, jak mógł. Ale Marta nie ufała psychologom.
W tamtym roku, co miałam 15 lat, krótko przed sylwestrem pojechałam do miasta. Bo ja się wtedy po prostu regularnie sprzedawałam za pieniądze. Chciałam kupić sobie leki nasenne, dużo opakowań. W mieście miały być darmowe badania na HIV, więc z jedną dziewczyną stwierdziłyśmy, że się przebadamy. Okazało się, że badania na HIV się skończyły, ale są za darmo psychiatrzy. Weszłam pierwsza do gabinetu. Powiedziałam mu o swoim życiu, że się sprzedaję. I że to jest OK, tylko mam dół psychiczny i nie pomagają mi leki. Chyba nie uwierzył, że jestem prostytutką. Wpadłam tam w szał i zaczęłam krzyczeć, więc kazał mi wyjść.
Krzyczałam, bo kończyły mi się siły. Najpierw matka, która chodziła pijana po wiosce, zaczepiała znajomych. Potem ojciec, bo chciał mnie wykorzystać tak jak inni. Potem zimno i strach za połowę normalnego życia. Chociaż czy potem było lepiej?
A więc mam dość. Fajny czas w moim życiu to był ten, kiedy się beztrosko puszczałam na prawo i lewo. Ktoś mnie kochał. A przez Kamila to mi się już nawet bzykać odechciało i przez to nie widzę sensu życia. Jestem za delikatna na ten świat.
Marta nie przerwała spotkań z psychologiem. Jest w terapii od sierpnia 2023 roku.
Mam nerwicę, lęki i borderline. Dostałam leki, wezmę. A psycholog powiedziała, że powinnam przychodzić dwa razy w tygodniu, tyle jest u mnie do przepracowania.
Kamil wyprowadził się od Marty, chociaż pomaga jej w remoncie mieszkania.
Nie wierzę w fajnych facetów. Każdy jest fajny na początku. Potem się pokazują ich wady. Ogromne wady. I są nie do zniesienia. Faceci są fajni jako koledzy, kochankowie, ale nie do związku. Kamil wypadł najlepiej, ale i tak beznadziejnie. I tak już chyba nie chcę zakładać rodziny. Chciałam, ale nie potrafię. Ja muszę sama decydować, jak często i gdzie się bzykam. Powiedziałam tej psycholog, że jak spłacę kredyt, to pojadę do Las Vegas. Już postanowiłam. Przejadę się kolejką górską i polecę nad miastem helikopterem. Bo się boję, że inaczej znowu wpadnę w dołek. No i najpierw skończę tę terapię. Może się jednak coś zmieni? Nie wiem, zobaczymy wiosną.
*Imiona bohaterów zostały zmienione.
Uzależnienie od seksu
Dr n. społ. Ewelina Kowalewska jako jedna z nielicznych na świecie przeprowadziła badania o uzależnieniu od seksu u kobiet: Dużo kobiet nie szukało wcześniej pomocy. Kompulsywne zachowania seksualne u mężczyzn są bardziej akceptowane społecznie. Magdalena Smaś-Myszczyszyn pracuje z osobami z kompulsywnymi zachowaniami seksualnymi: Tu nie chodzi ani o przyjemność, ani o spełnienie, tylko o ulgę. Lęk i napięcie kumulują się w obrębie miednicy mniejszej. Czuć mrowienie, drętwienie czy ciepło. Jest to nieprawidłowo interpretowane jako podniecenie. Podczas seksu czy masturbacji napięcie znika, ale pojawia się za chwilę. Osoby uzależnione mają olbrzymie trudności w budowaniu relacji. Seks jest dla nich jedyną bezpieczną formą wyrażenia bliskości, poradzenia sobie z samotnością, z brakiem kompetencji społecznych. W terapii trzeba odbudować więź, która została zerwana przez tych, którym ufaliśmy, a którzy nas zawiedli. To najczęściej są rodzice.
