Reportaż
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Zaciekawiona, czy – jak pisze się w internecie – londyńscy kwiaciarze zacierają ręce w związku z przewidzianymi na najbliższy poniedziałek uroczystościami pogrzebowymi Elżbiety II, zagaduję panią oczyszczającą z suchych liści peonie w kwiaciarni przy Kensington Church Street o sytuację na rynku florystycznym.  

Bez szału 

Okazuje się, że kwiaciarka jest Polką. Pani Katarzyna pracuje w tym miejscu od 12 lat, a na uroczystości właściciel punktu nie szykuje się specjalnie. – Kwiaty w takich sytuacjach to symbol, ich uroda nie ma specjalnego znaczenia, wystarczy wiecheć w celofanie – mówi.  

Poza tym kwiaciarnia jest oddalona od miejsc, w których ludzie składają kwiaty. – Kiedy zginęła Diana, było inaczej. Księżna Walii mieszkała w Pałacu Kensington, tuż za rogiem, przez kwiaciarnię ponoć przewijały się wtedy tłumy. 

Pani Katarzyna lubiła królową Elżbietę II. – Była dla mnie symbolem tradycji, ciągłości, historii. Cieszę się też – z czysto ludzkiego punktu widzenia – że odeszła w taki sposób: spokojnie, w otoczeniu bliskich – dodaje.  

Czy monarchia ma jakikolwiek wpływ na jej życie. – Nie, rząd ma – śmieje się.  

Pani Katarzyna pracuje w tym miejscu od 12 lat, a na uroczystości właściciel punktu nie szykuje się specjalnie (fot. Ola Długołęcka) , Kiedy zginęła Diana, było inaczej (fot. Ola Długołęcka)

Symbol kraju 

W Putney, nisko zabudowanej dzielnicy w południowo-zachodnim Londynie, jest polski kościół rzymskokatolicki pod wezwaniem św. Jana Ewangelisty i położony od niego o trzy minuty spacerem sklep Biała Róża. W sklepie pracuje Andżelika, która do Londynu przyjechała siedem lat temu, gdy miała 22 lata. Co sądzi o monarchii? Uważa, że jest ważnym symbolem tego kraju, ale także ogromną atrakcją turystyczną. To, że królowa zmarła, jest jej zdaniem ogromnym wydarzeniem. – Przecież dla niektórych ona była od zawsze – mówi. Fakt, kamienie milowe, których Elżbieta II była świadkiem, robią wrażenie: w roku jej koronacji upowszechniły się w brytyjskim narodzie pierwsze telewizory, była na tronie, gdy lądowano na Księżycu, a kiedy zaprzysięgano Reagana, miała już wnuka, a wnuczka była w drodze. 

Z Marcinem, który mieszka w Wielkiej Brytanii od 12 lat, rozmawiam przez telefon. Zaciekawił mnie, bo swoją relację z monarchią brytyjską określa jako "to skomplikowane". – Jestem w szoku i poniekąd w żałobie – zaczyna. – Ten rok dla mnie to odchodzenie: straciłem oboje rodziców, dwóch kuzynów, bliską koleżankę, a teraz zmarła królowa. Temat śmierci mnie wyjątkowo dotyka. Królowa zawsze była – przeżyła 96 lat, a 70 panowała, pożegnała 15 premierów. Większość z nas urodziła się już za czasów jej panowania. Była odwieczna w tej swojej obecności, była uosobieniem kontynuacji i ciągłości – mówi. I dodaje: – To robi wrażenie, zwłaszcza kiedy tę stałość porówna się politycznie do polskiej sytuacji i do huraganu zmian: wywracających się rządów, znikających premierów, wolt o 180 stopni. Królowa sprawowała władzę bez większych wpadek, z godnością, pogodą, humorem i całkowitym oddaniem. Znała swoją rolę i znakomicie ją wypełniała – twierdzi z przekonaniem.

Sklep 'Biała róża' (fot. Ola Długołęcka)

Niefajne rzeczy 

Z drugiej jednak strony – i to jest element ambiwalencji, "skomplikowania" – Marcin mówi, że monarchia jest przeżytkiem, pochodzi z czasów feudalnych, na wybór monarchy nie ma się wpływu. – Monarchia ma na swoim koncie wiele historycznie niefajnych rzeczy: kolonializm, zbrodnie wojenne, złe traktowanie ludzi, fatalną reputację rodziny królewskiej, której uprzywilejowana pozycja skutkuje brakiem hamulców. Królowa nie miała szczęścia do dzieci, może poza księżniczką Anną. Opinia publiczna wybaczyła jej jednak potraktowanie Diany, tuszowanie skandali wywołanych przez jej dzieci – wyjaśnia.  

Zdaniem mężczyzny monarchia brytyjska w dzisiejszych czasach została zredukowana do atrakcji społeczno-turystycznej, biznesu, który przynosi gigantyczne dochody. 

Subtelności Zjednoczonego Królestwa 

Wiolettą Bartnik, psycholożka i psychoterapeutka mieszkającą od 10 lat w Wielkiej Brytanii, członkini Polish Psychologists’ Association w Londynie jest wielką fanką serialu Netfliksa "The Crown". - Dzięki niemu miałam szansę pogłębić swoją wiedzę o królowej, choć niektórzy członkowie rodziny królewskiej mieli sceptyczny stosunek do samej narracji – mówi. I dodaje, że obchody związane z 70-leciem panowania pokazały, że królowa wciąż cieszyła się dużą popularnością. – Trzeba jasno powiedzieć, że serie porażek związanych z wizerunkiem nadszarpnęły reputację reszty rodziny królewskiej – mówi. – Chociaż sama instytucja nadal ma szerokie poparcie, to mam wątpliwości, czy jakikolwiek przyszły monarcha będzie w stanie zapewnić taką samą stabilizację jak królowa. 

Trzeba jasno powiedzieć, że serie porażek związanych z wizerunkiem nadszarpnęły reputację reszty rodziny królewskiej (fot. Shutterstock)

Dlaczego? Zdaniem Wioletty Bartnik Karol niewątpliwie będzie musiał zmierzyć się z nowoczesnym typem monarchii, ponieważ utrzymanie Wielkiej Brytanii razem – nie wspominając o pozostałej części Wspólnoty Narodów – przy jednoczesnym prezentowaniu apolitycznego stanowiska będzie trudnym zadaniem. – O ile zdolności dyplomatyczne królowej wielokrotnie były umiejętnie wykorzystywane w wewnętrznych sprawach kraju, o tyle sam Karol może mieć problemy z naśladowaniem swojej matki. Królowa Elżbieta doskonale rozumiała subtelności Zjednoczonego Królestwa, a także była świadoma faktu, że jest królową Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii Północnej. Być może Karol będzie zarządzał miękką regencją i jako król przekaże część swoich publicznych obowiązków Williamowi, którego młoda rodzina i łatwiejsze relacje z prasą przyniosłyby popularność monarchii przy jednoczesnym zachowaniu zasad ciągłości dynastii – uważa. 

Jeśli chodzi o uczucia Wioletty wobec monarchów, to są one raczej neutralne. – Może oprócz szacunku do królowej i lekkiej obawy oraz niechęci do Karola, który nie wykazał się niczym pozytywnym. A jego skłonność do luksusowego życia i przeszłość związana z Dianą nie napawa mnie optymizmem, ale nie chcę oceniać go z góry – czas pokaże – podkreśla. 

Jaki jest stosunek Marcina do nowego władcy? – Życzę Karolowi jak najlepiej. Mieliśmy czas, żeby mu się przyjrzeć, ale trudno zapomnieć o jego wpadkach i sprawie z Dianą. Myślę jednak, że formatem i osobowością nie dorówna królowej – powątpiewa Marcin. – Mogę mieć do Wielkiej Brytanii różne zastrzeżenia, ale inaczej się żyje w kraju, w którym ma się świadomość istnienia kotwic. Królowa była kotwicą, ale co istotne, fakt, że umarła, niczego nie zmienia. Może poza tym, że jest mi smutno.

Wolne zawsze mile widziane 

Wioletta Bartnik nie wybiera się na ceremonię pogrzebową. – Z założenia nie uczestniczę w takich wydarzeniach, ale będę śledzić ostatnie pożegnanie w mediach z szacunku do królowej.  

Marcin mówi, że nie będzie go w Londynie w czasie żadnej z uroczystości pożegnalnych. – Będą nieprawdopodobne tłumy, nie upieram się, żeby tam dotrzeć.  

Pani Katarzyna z kwiaciarni przy Kensington Church Street, choć w dniu pogrzebu ma urlop, będzie oglądać wydarzenie w telewizji.  

Czy Andżelika ze sklepu Biała Róża wybiera się na trasę ostatniego przejazdu Elżbiety II? Raczej nie, ale zgadza się  z tym, co powiedziała jej koleżanka, rodowita Angielka, która "wolnym dniem od pracy nie pogardzi". 

Ola Długołęcka. Redaktorka o zróżnicowanych zainteresowaniach tematycznych. Kolekcjonuje zasłyszane historie i toczy boje podczas autoryzacji wypowiedzi.